poniedziałek, 29 lipca 2013
Człowiek, który nie żąda niczego

Tylko największe kluby mogą dorobić się kibiców, którzy są żywymi legendami. Takich, którzy są wierni bez względu na wszystko. Takich, którzy nie żądają dla siebie niczego.

Gerard Cieślik nie mógł mi zaimponować w 1957 roku, bo mnie jeszcze na świecie nie było, ale zaimponował mi w 1995 roku. Ruch wtedy drugi raz w historii spadł w ekstraklasy i zaszokowani działacze nie chcieli się z tym pogodzić. W poważnych planach była więc "fuzja" z Olimpią Poznań, którą kierował niejaki Bolo Krzyżostaniak. Syf jaki zrobił później Józef Wojciechowski, który z niecierpliwości i pazerności  na szybki sukces zlikwidował bardzo zasłużony polski klub czyli Polonię Warszawa mógł zdarzyć się ponad dekadę wcześniej.

Niewiele brakowało więc żeby Ruch formalnie, w podobnych okolicznościach przestał istnieć w 1995 roku, choć my wtedy tego właściwie nie rozumieliśmy, właściwie nie interpretowaliśmy (wszelkie fuzje czy przejęcia były nową modą futbolową, akurat wtedy miejsce dla Tychów w ekstraklasie kupił od Pniew Piotr Buller).

Połączenie dwóch klubów zawsze powinno skutkować grą nowego tworu w niższej lidze, ten zapis powinien być skrupulatnie przestrzegany. Tymczasem działacze Ruchu chcieli po spadku w 1995 roku od razu znów przenieść klub do ekstraklasy. Olimpia miała dać tylko miejsce, cała reszta - z nazwą i miejscem rozgrywania meczów - miała należeć do Chorzowa.

Trzeba było autorytetu Gerarda Cieślika, by z planów tych zrezygnowano. To Cieślik powiedział: "nie łączmy się z nikim. Sami powalczmy o należne nam miejsce." Działacze na szczęście go posłuchali.

Zamiast Ruchu zeszmaciła się wtedy Lechia Gdańsk, która akurat spadła z II ligi (. Połączyła się więc z Olimpią i grała jako Lechia Olimpia. Wówczas "fuzjarzy" pokarało szybko, bo w następnym sezonie ten dziwny klub i tak zleciał. Tamtejsi działacze niczego się nie nauczyli, bo potem już z poziomu III ligi zrobili w 1998 roku "fuzję" z Polonią Gdańsk, która grała wówczas o poziom wyżej. Na szczęście ktoś poszedł tam po rozum do głowy i w 2001 roku Lechia zrobiła secesję i rozpoczeła rozgrywki od A-klasy jako "Ośrodek Szkolenia Piłkarskiego Lechia Gdańsk". Także ja uznaję go kontynuatorem tradycji BKS Lechia Gdańsk. Z ulgą, bo naprawdę mnie boli kiedy muszę znane ligowe nazwy wkładać w cudzysłów.

A Gerard Cieślik? Dlaczego dziś o nim piszę? W wieku 86 lat ciągle chodzi na mecze Ruchu. Ostatnio był na spotkaniu właśnie z Lechią Gdańsk (piszę słowo Lechia z ulgą, bo naprawdę mnie boli kiedy muszę znane ligowe nazwy wkładać w cudzysłów). Z tej okazji Wojtek Todur zrobił z nim świetny wywiad. To właściwie nie wywiad, raczej pogawędka. Przeczytajcie, bo Pan Cieślik zawsze mówi co myśli. Nie musi bawić się dyplomację. Dyplomacja jest na niego za krótka.

A kiedy bijecie brawa Panu Cieślikowi - pamiętajcie. Bijecie mu nie tylko za rok 1946, za rok 1951, za rok 1952, za rok 1953 czy za rok 1957. Bijecie także za ten nieszczęsny 1995. Gdyby nie on - mielibyśmy "Ruch Chorzów".

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Oglądałem w telewizji mecz Floty Świnoujście z GKS-em Katowice i nie dziwię się wściekłości prezesa katowickiego klubu. Trudno wyobrazić sobie powtórkę z rozrywki (czytaj:stylu) w najbliższym meczu z Sandecją.

PS2 W Sławkowie odbył się ciekawy turniej piłkarski. Wstrzymuję oddech kiedy czytam, kto stał na bramce MKS-u Sławków. Nie mylicie się. Człowiek z żelaza. To transfer 90-lecia sławkowskiego klubu. Turniej wygrały Szombierki, a skoro o mistrzu Polski z 1980 roku mowa - bytomski magistrat zapewnia, że nie da upaść temu zasłużonemu klubowi. Trzymamy za słowo!

PS3 Możecie zerknąć TUTAJ jeśli lubicie stare zdjęcia sportowe i pocztówki.

sobota, 27 lipca 2013
Bigos

Byłem dziś na meczu Podbeskidzia Bielsko-Biała z Górnikiem Zabrze. Nadarzyła się okazja żeby porozmawiać z Waldemarem Fornalikiem, który też przyjechał na ten mecz*. Miło, że oblicze selekcjonera rozjaśniło się na widok Czadobloga, choć miał powód do wściekłości - w przerwie jakiś nieuważny kibic upuścił mu na jasne spodnie bigos. Nie wiem czy wycieraliście kiedyś bigos ze spodni, których nie macie jak przebrać. Ja wycierałem i wiem, że człowiek jest wtedy w stanie odgryźć innemu człowiekowi tchawicę.

Rozmawialiśmy z selekcjonerem około 80. minuty spotkania**. - Zdziwię się jeśli Górnik nie wygra tego meczu. Jest lepiej zorganizowany i ma lepszych piłkarzy - zaznaczył Waldemar Fornalik i okazało się, że... nie musiał się dziwić. Górnik wygrał 2:1, moim zdaniem mógł wyżej. - Chcieliśmy narzucić swój styl gry i to nam się udało - przyznał potem trener Adam Nawałka. - Górnik był od nas zespołem lepszym, dojrzalszym i wygrał zasłużenie. Gol przez nas zdobyty tylko zamazuje obraz spotkania - przyznał trener Czesław Michniewicz.

Co mi się podobało:

a) sposób w jaki Górnik chwycił rywala za gardło. Przez pół godziny nie popuścił, a potem mógł już tylko kontrolować. Podbeskidzie nie miało pomysłu co robić, a Górnik już tego pomysłu mieć nie musiał. Wystarczyło czekać. Nie chcę przesadzać, ale wyglądało jakby wrócił stary dobry Górnik z zeszłej jesieni;

b) żywotność Prejuce'a Nakoulmy. Widać było, że ma ochotę do gry. Nie chcę przesadzać, ale wyglądało jakby wrócił stary dobry "Prezes" z zeszłej jesieni;

c) że zmiana wierzchołków trójkąta w środku pola w porównaniu z zeszłym sezonem nie wywarła negatywnego wpływu na jakość. Mariusz Przybylski grający na szpicy trójkąta (tam gdzie wcześniej hulał Aleksander Kwiek) to dla mnie odkrycie. Brał udział w akcji na 1:0, skończył na 2:0;

d) postawa Radosława Sobolewskiego, który moim zdaniem bardzo przydaje się drużynie. To prawdziwy dzik, agresor w dobrym tego słowa znaczeniu. Moim zdaniem Wisła zdecydowanie za wcześnie pozbyła się tego zawodnika i może tego jeszcze żałować...

e) postawa Aleksandra Jagiełło. Zauważyłem, że Paweł Olkowski bardzo na niego uważał (grali na siebie), przez chwilę wydawało mi się nawet, że ma respekt. - To jeden z nielicznych zawodników w Podbeskidziu, którzy wiedzą dziś co robić - przyznał Waldemar Fornalik. Michniewicz też chwalił młodziutkiego skrzydłowego, choć narzekał, że sytuacja kadrowa zmusiła go żeby pozostawił piłkarza na placu do samego końca więc ten w końcówce oddychał rękawami. Przeciwnie postąpił z przeciwległym skrzydłowym Piotrem Malinowskim, którego ściągnął jeszcze przed przerwą. - Od strony gdzie grał Jagiełło poszły trzy, cztery groźne dośrodkowania. Od strony gdzie grał Malinowski nie działo się nic. Nie mam problemu ze ściągnięciem kogoś przed przerwą. To są zawodowi piłkarze, muszą się dostosować - wyjaśniał Michniewicz. Podsumowując: Jagiełło jeszcze nieraz pokaże na co go stać. Czy to wynik wyjścia z tego miejsca?

f) że mając 18 lat lat można w ligowym debiucie strzelić gola takiej drużynie jak Górnik Zabrze. Łukasz Żegleń nie zapomni tego do końca życia. Pewnie jest u niego odrobina dodatkowej satysfakcji, bo chłopak był w listopadzie na testach w Górniku i go nie wzięli. Czesław Michniewicz ma nadzieję, że Żegleń będzie rozwijał się równie dynamicznie jak Arkadiusz Milik. W zeszłym roku był w drużynie U-17, która zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach Europy;

g) jak pięknie rośnie stadion w Bielsku-Białej. Specjalnie dopytałem czy podpisano umowę na cztery trybuny. Uff... Na szczęście nie będę musiał w peesach pisać: "a poza tym uważam, że czwarta trybuna stadionu w Bielsku-Białej powinna powstać jak najszybciej".

Co mi się nie podobało:

a) cholerny upał. Rozumiem grać w słońcu, ale mnie było słabo od samego patrzenia. Trzydzieści stopni, masakra. Sprytem wykazał się Paweł Olkowski. W pierwszej połowie operował głównie w zacienionym dzięki dachowi podłużnym prostokącie. Wydawało mi się, że początkowo był świeższy od kolegów. Już w 3. minucie właśnie on uciekł skrzydłem i wyłożył piłkę Nakoulmie jak na patelni (czyli na nieocienionym fragmencie murawy).

Co zauważyłem:

a) że biała klątwa nie odpuszcza. Nie dowieźli białego stroju sędziemu na mecz w Chorzowie, nie dowieźli też piłkarzom do Bielska. Z tego co słyszałem obie drużyny miały grać w odwrotnej kolorystyce czyli Podbeskidzie na biało, a Górnik na czerwono. Bielscy działacze mieli zadzwonić jednak przed meczem do Zabrza, że im białych strojów, jak wspomniałem, nie dowieźli więc zagrają w innych kompletach. W efekcie to Górnik wyszedł na biało, a Podbeskidzie na czerwono.

Może te białe stroje wiózł/wiezie/będzie wiózł jeden i ten sam kierowca? Jednocześnie dla sędziów i zawodników? Jeśli tak to niech mu się jeszcze w najbliższym tygodniu zatrze silnik albo strzeli opona. Jedna kolejka mniej bez białych sędziów to zawsze jeden powód mniej do budzenia się po nocach z krzykiem...

PS A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie Górnika powinna powstać jak najszybciej.  

*Podziękowania dla ochroniarzy pracujących na Podbeskidziu. Dopuścili Czadobloga do selekcjonera mimo że dziennikarzyna zapodział gdzieś akredytację. Mogli przecież złośliwie nie dopuścić.

**Oczywiście zadałem sakramentalne pytanie, które w takich okolicznościach dziennikarz musi selekcjonerowi zadać (czyli "czy przyjechał pan oglądać kogoś konkretnego") choć i tak wie, że dostanie wymijającą odpowiedź ("wszystkich"). Zawsze jednak trzeba próbować (zwłaszcza na osobności), bo a nuż uzyska się satysfakcjonującą odpowiedź. Kropla drąży skałę:)

piątek, 26 lipca 2013
Niech to nie jest prawda, proszę

Po dzisiejszym meczu Ruchu Chorzów mam mieszane uczucia. Z jednej strony dwa remisy w dwóch meczach u siebie to słaby wynik. Z drugiej - dotychczasowa gra Ruchu nie pozwalała myśleć o czymś więcej.

Co mi się nie podobało:

a) najbardziej nie podoba mi się, że w Ruchu w ogóle nie ma skutecznych napastników. To może być najbardziej palący problem niebieskich w tym sezonie. Właściwie już jest. W tej chwili Ruch pod względem siły ataku jest chyba najgorszy w lidze (nawet Widzew ma nowe objawienie czyli Łotysza Visniakovsa). Ogólną niemoc niebieskich udowodnił dziś Paweł Sultes, który spatałaszył stuprocentową bramkową okazję w niecodzienny wręcz sposób. Grzegorz Kuświk może i się starał, ale nie wynikało z tego dokładnie nic. Dlatego rację ma podenerwowany trener Jacek Zieliński. - Drugą bramkę w sezonie strzela 38-letni zawodnik, który kilka tygodni temu zastanawiał się, czy nie skończyć z grą w piłkę. To także świadczy o naszej "sile" - podkreślał szkoleniowiec. Fakt; przecież Malinowski nigdy nie strzelił w ekstraklasie więcej goli niż dwa na sezon. Trudno więc wymagać by włączył młotek pneumatyczny trzeci raz z rzędu. A co z czwartym, piątym meczem? Dlatego może lepiej żeby w Ruchu udało się zatrzymać Macieja Jankowskiego?

b) że dziś Filip Starzyński właściwie nie podjął rywalizacji z Daike Matsui. Oczywiście nie chodzi mi o bezpośrednią rywalizację, ale o pokazanie możliwości reżyserowania gry. Obaj są za to podobnymi typami piłkarskimi. Mnóstwo widzą, ale niekoniecznie wiele biegają. Matsui potrafił jednak stworzyć zagrożenie, Starzyński - niekoniecznie. Choć żeby być sprawiedliwym - to jednak Figo zaliczył asystę przy bramce Malinowskiego. Jednak jako reżyser gry lepiej spisywał się dziś Matsui.

Co mi się podobało:

a) absolutnie genialne bramki. Ten nie najwybitniejszy przecież mecz może znaleźć się w absolutnej czołówce pod względem urody goli w całej rundzie jesiennej. Jeśli mnie spytacie, który piękniejszy - Deleu dla Lechii czy Malinowskiego dla Ruchu - nie będę wiedział co Wam odpowiedzieć. To tak jakbym zechciał porównać absolutnie nieziemską Michelle Pfeiffer z absolutnie nieziemską Charlize Theron;)

b) gra bohatera meczu. Dla mnie był jeden podstawowy, być może niektórzy będą zaskoczeni: chodzi o bramkarza Ruchu. Krzysztof Kamiński uratował dziś niebieskich jednym konkretnym elementem wyszkolenia. Otóż świetnie potrafi ocenić odległość i wie kiedy daleko wybiec z bramki. Potwierdził to dziś kilka razy. Gdyby kurczowo trzymał się bramki, Ruch popłynąłby - choćby w doliczonym czasie. 

PS Pozwólcie, że jeszcze o sprawie związanej z meczem, która... nie miała miejsca. Muszę jednak skomentować, choć naprawdę nie chce mi się wierzyć w taki absurd. Otóż PZPN miał wymyślić, że sędzia poprowadzi dzisiejsze zawody w Chorzowie... w bieli. - Jeśli sprzęt dojedzie, to sędziowie w meczu Lechii z Ruchem wystąpią w białych kompletach - miał powiedzieć szef kolegium sędziów Zbigniew Przesmycki. - Może to być trochę kontrowersyjne. Pamiętam, jak kiedyś szokiem były inne buty piłkarskie niż czarne, jednak po czasie widzimy, że na boisku mamy obecnie wszystkie kolory tęczy. Liczę, że będzie to spora ciekawostka...

Błagam, niech to nie będzie prawda. Na razie niebiosa nam sprzyjają, białe stroje na Ruch nie dojechały. Ale jeśli gdzieś dojadą, uznam się za pokonanego. Publicznie przyznam, że nie doceniałem PZPN. Ciekawe czy miłośnicy "ciekawostek" w związku pójdą krok dalej. Powinno się jeszcze mierzyć czas od tyłu, od dziewięćdziesiątej minuty do pierwszej poza tym arbiter zamiast gwizdka powinien mieć glinianego kogutka z odpustu, który wydaje takie śmieszne gulgoczące dźwięki (działałoby to kojąco na rozgniewanych jego decyzjami kibiców). Poza tym zamiast wyciągać kartki arbiter powinien machać żółtymi i czerwonymi chustkami albo pomponami, które podawałby mu asystent. W ekstremalnych sytuacjach powinien jeszcze dołożyć od siebie kankana. Albo podać termometr piłkarzowi w potrzebie, bo przecież teraz można będzie pomylić go z pielęgniarzem...

Poważnie: Zamiast zająć się poważnymi sprawami związek marnuje energię na takie pierdoły, marnuje czas na decyzje, którymi szydzi z tradycji.

Czy ci ludzie sobie wyobrażają, że od białego koloru poprawi się poziom sędziowania? Że będziemy arbitrów lepiej widzieć?

Zaiste; jeśli naprawdę w polskiej lidze pojawi się biały sędzia - będzie dla mnie symbolem PZPN-u pod kierownictwem Zbigniewa Bońka (choć przecież w tej sprawie on akurat niczemu nie jest winien). Wierzę jednak, że to wszystko od początku do końca mi się przyśniło.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

czwartek, 25 lipca 2013
Pięć centymetrów od awansu

Rzadko stosuję gdybologię, ale co mi tam... Raz na jakiś czas można. Zwłaszcza gdy okoliczności nieprzyjemne.

Futbol jest okrutny. Gdyby w 53. minucie piłka po główce Mateusza Matrasa leciała pięć centymetrów niżej i nie odbiła się od poprzeczki wielce prawdopodobne, że oglądalibyśmy Piasta w kolejnej rundzie. Ciężko to odżałować.

Co mi się podobało:

a) że trener Marcin Brosz miał rację: to była wymiana ciosów. Najpierw przywalił bokser z Azerbejdżanu, ale riposta była znakomita. Niestety; ten najważniejszy decydujący cios nie należał jednak do nas;

b) gra Mateusza Matrasa. Nie ma zbyt wielu defensywnych pomocników, którzy bez zarzutu wypełniają należące do nich obowiązki, a dokładają do tego gola. A mogły być dwa...

c) fantastyczna bramka Marcina Robaka. Stawiam orzechy przeciw diamentom, że w tym sezonie w europejskich pucharach żaden polski zespół nie zdobędzie już ładniejszej bramki. Zauważcie, że żeby udanie strzelić z przewrotki wcale nie trzeba robić nożyc;)

d) że Piast znów zdobył gola po rogu. Kto wie czy obecnie nie jest to drużyna mająca najlepiej opanowany ten element gry w całej Polsce;

e) że Piast zdobywał bramki kiedy był wyraźnie słabszy w polu. To duża sztuka.

Co mi się nie podobało:

a) że Piast nie strzelał bramek kiedy był w polu lepszy. To niezachęcająca niemoc;

b) sposób w jaki Piast tracił gole. Głupie straty, braki w kryciu, gra za daleka od rywala, brak czujności przy krótkim słupku. Nie można liczyć na nic więcej. gdyby nie było tych błędów nie byłoby tych bramek...

c) mimo centry Podgórskiego przed fantastycznym strzałem Robaka wypada zauważyć, że tak naprawdę zabrakło u Piasta groźnych dośrodkowań z gry.

Co wypada zauważyć:

a) można żałować, można narzekać, że zabrakło szczęścia, ale przyznać trzeba: biorąc pod uwagę 180 minut rywalizacji awans Karabachu Agdam jest jednak sprawiedliwym rozwiązaniem.

PS Trener Piasta wcale nie rozpacza. To też dobra cecha: szybko podnosić się po porażkach i szukać pozytywów w negatywach.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 24 lipca 2013
Zapowiada się wymiana ciosów

Frapuje mnie wybór sposobu w jaki Marcin Brosz nakaże grać piłkarzom w jutrzejszym meczu z Karabachem Agdam. Oczywiście znajdą się ogórki, które stwierdzą, że to zupełnie nieistotne, że taki Karabach ekipa z Piasta powinna złoić nie wstając spod plażowego parasola i nie odstawiając drinków. Sugeruję żeby ogórków nie słuchać - ci, którzy wyśmiewają się z Karabachu to tej samej maści specjaliści, którzy polewali z Ruchu Chorzów kiedy dostał lanie od Viktorii Pilzno. Dopiero potem okazało się co potrafi Viktoria Pilzno...

* * *

Szkoleniowcy, którzy mówią, że nie ogladają się na rywala nie wzbudzają mojego szacunku. Na rywala oglądać się trzeba, bo diabeł tkwi w szczegółach, a ten szczegół, który da sukces może zostać wyłuskany właśnie dzięki wiedzy o przeciwniku.

Wiadomo, że trener Marcin Brosz bardzo dokładnie przeanalizował grę Azerów, on niczego stara się nie zostawić przypadkowi. Mało tego; ludzie związani z Piastem analizują już grę potencjalnego rywala Piasta w następnej rundzie, a ja wcale nie uznaję tego za przejaw palmy lecz rozsądku. Tak właśnie wygląda dbałość o szczegóły. Być może okażą się nieprzydatne, ale być może - jeśli nie będzie o nie dbałości teraz to odbije się to niekorzystnie w przyszłości?

Nie zazdroszczę trenerowi Broszowi decyzji jak ustawić drużynę na Karabach. Wiadomo, że Azerowie zorientowani są ofensywnie, wiadomo też, że Piastowi do awansu wystarczy 1:0. Co lepsze: przyczaić się na początku ostrożnie prowadząc grę, dbając o tyły i licząc na tę jedną okazję, która załatwi sprawę? A może ostro zaatakować żeby od razu pokazać kto rządzi?

Spytałem dziś Marcina Brosza na stadionie Piasta jak to widzi. - Oba zespoły grają ofensywnie, bardziej zapowiada się więc wymiana ciosów niż gra defensywna - zaznaczył. - Jutro zagramy naszą piłkę, taką którą prezentujemy przed własną publicznością. Oprzemy ją na wypracowanych schematach, z których jesteśmy znani. Musimy pokazać swój styl. Chcemy żeby cała Polska mówiła o tym meczu.

Piast udowodnił, że ofensywna orientacja nie jest czczą przechwałką. Jego mecze są coraz ładniejsze, budzą coraz więcej emocji. Poza tym ta drużyna potrafi odrabiać straty, co udowodniła w ostatnim meczu z Cracovią (zwycięstwo w pierwszym meczu sezonu w beniaminkiem na wyjeździe to zawsze duża sztuka). To daje optymizm w razie nieudanego początku z Karabachem czyli straty gola na 0:1. Jest tylko jedno ale: jeśli ten mecz będzie wymianą ciosów, skutecznych ciosów, to w Piaście muszą zakładać, że zadadzą aż dwa więcej od rywala, a nie jeden. Przy wyniku 3:2 albo 4:3 dalej przechodzą przecież Azerowie...

Jedno jest pewne: zapowiada się bardzo interesujący mecz. Już nie mogę się doczekać! 

PS Oczywiście może być też tak, że misterny plan zakłada zmylenie przeciwnika przez zmylenie dziennikarzy pytających o taktykę. Ale wiecie co? Jeśli Piast awansuje, na pewno się nie obrażę, nawet gdy gliwiczanie wygrają 1:0 po bardzo nuuuuudnym meczu:) Karabach przede wszystkim trzeba przejść. Na piękne mecze przyjdzie czas z zespołami, których nazwy będą już kojarzyć nasze matki, żony i kochanki.

PS1 Kibice Piasta, pamiętajcie, że na niektórych biletach jest wydrukowana zła godzina rozpoczęcia meczu. Lepiej upewnić się dwa razy kiedy odbędzie się spotkanie żeby potem nie było rozczarowań 

PS2 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.   

poniedziałek, 22 lipca 2013
Ręka

Zdarzenie w ostatniej minucie meczu Cracovii z Piastem Gliwice wzbudziło duże emocje. Zawodnik gości Mateusz Matras został trafiony w rękę w polu karnym Piasta. Gospodarze domagali się natarczywie jedenastki, który moim zdaniem im się NIE należała. Piłkarz Piasta nie miał intencji zatrzymania piłki lub zmiany toru jej lotu, cofał rękę, w dodatku niewiele widział, bo kolega z drużyny mu widok zasłaniał. A przecież musi być intencja niezgodnego z przepisami zagrania żeby była podstawa do ukarania. Ale co jeśli zawodnik w takiej sytuacji udawał z tą intencją lub jej brakiem, mógłby ktoś pomyśleć. Wszystko się rozwija na tym świecie. Spryt piłkarzy także.

Generalnie nie znoszę poprawiania przepisów futbolowych, ale zastanawia mnie czy gdyby wprowadzić jedną korektę - świat nie stałby się prostszy. Co prawda nadal sędziowie mogliby podobne zdarzenia jak to z ostatniej minuty meczu Piasta z Cracovią interpretować po swojemu, ale po sugerowanej zmianie margines interpretacji znacznie by się zmniejszył no i JEDNOZNACZNIE wiadomo byłoby czy sędzia błąd popełnił czy raczej nie.

To tylko jedna drobna zmiana: a gdyby tak dyktować rzut karny ZA KAŻDYM RAZEM kiedy piłka dotknie rękę piłkarza drużyny broniącej w obrębie szesnastki? A rzut wolny za każdą rękę poza jej obrębem? Za każdym razem. Ręka przypadkowa, nastrzelona, muskająca piłkę mimochodem - wszystko jedno. Ręka to ręka, a ręka to karny. Nastrzelonyś? Miałeś pecha i tyle. Może też kiedyś nastrzelisz...

Czy takie postawienie sprawy byłoby bardziej sprawiedliwe? Czy spornych sytuacji nie byłoby mniej? Czy taka nowelizacja mogłaby w jakiś sposób ograniczyć rozwój futbolu? Widzicie jakieś konkretne minusy takiej zmiany?

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

Ruch triarii

W Rzymie za czasów republiki najbardziej doświadczeni legioniści walczyli w trzecim rzędzie. To byli weterani (do 46 roku życia). Nazywano ich triarii.

W dzisiejszym meczu Ruchu Chorzów z trudnym rywalem dwa pierwsze rzędy młodszych (principes) i dużo młodszych (hastati) chorzowskich zawodników nie dawały rady. Całość uratował dopiero triarius Marcin Malinowski (38 lat).

Problem polega na tym, że triarii nie zawsze pomogą. Nie ma już przecież czwartego rzędu. Żeby osiągnąć sukces wszystko musi hulać przede wszystkim w dwóch pierwszych rzędach. Żeby marzyć o sukcesie dwie pierwsze linie muszą dawać radę. Muszą. Tak jak w tym klubie.

Nie sądźcie, że narzekam. Bynajmniej. Start w wykonaniu Ruchu daje powody do zadowolenia. W drugiej połowie niedzielnego meczu stało się coś w co po pierwszej połowie nie uwierzyłbym nigdy w życiu. Po trzech pierwszych kwadransach myślałem, że rywale wciągną Ruch przez dziurki w nosie. Chorzowianie wydawali mi się bezradni. Do tego poczucie bezsilności towarzyszyło mi także przez większą część drugiej połowy.

I wtedy zdarzyło się coś co nie ma prawa zdarzyć się w żadnym innym sporcie zespołowym. W 83. minucie znienacka kopnął Marcin Malinowski, a to kopnięcie zmieniło postrzeganie tego meczu. W siatkówce, koszykówce i hokeju drużyna, która jest słabsza przez większość meczu nie ma prawa nie przegrać. Ale na szczęście nie w piłce nożnej.

Czy to nie piękne, że drużyna słabiej się spisująca może nie tylko nie przegrać, może nie tylko w samej końcówce być bliżej zwycięstwa (jak Ruch w niedzielę), ale może i nawet wygrać?!

Za to kochamy futbol - kiedy nasza drużyna jest słabsza i nie przegrywa. Za to nienawidzimy tej gry - gdy nasza drużyna jest silniejsza i nie wygrywa. Ale nasza tasująca się miłość i nienawiść, nasze zmienne stany świadomości to na stadionie nic nadzwyczajnego. Normalność.

To nie jest sprawiedliwe, powie ktoś. Tylko co z tego? Nie róbmy jaj. Przecież nikt z nas nie szuka we futbolu sprawiedliwości. Sprawiedliwość oznaczałaby między innymi oczywistą wyższość drużyny, w którą zainwestowano większe nakłady nad takie, w które zainwestowano mniej.

Na szczęście to jest futbol.

Dlatego w Poznaniu, w rewanżu, oczekuję zwycięstwa Ruchu. Nie musi być pewne.

Wystarczy szczęśliwe.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

PS1 Piast Gliwice udowodnił, że wysokie centry są jego bardzo groźną bronią. Przecież wszystkie cztery gole, które zdobył w nowym sezonie skonstruował w bardzo podobny sposób (Robak głową po centrze Izvolta w Baku, Ruben głową po centrze Cicmana w Krakowie, Zbozień z bliska po centrze z rogu Podgórskiego i przedłużeniu głową Docekala w Krakowie i Zbozień głową po centrze z rogu Podgórskiego w Krakowie). Wydaje się, że to może być naprawdę skuteczny sposób na sukces w naszej lidze. Różnobarwna paleta stałych fragmentów gry. I tyle.

OD AUTORA: każdy wyrazisty blog ma mniejsze lub większe stadko nienawistników. Ostatnio na Czadoblogu pojawiła się grupa oszołomów próbująca w komentarzach dezorganizować dyskusję. Wyrażam ubolewanie, wzruszam ramionami i zapewniam Czytelników, że napastliwe, chamskie oraz ordynarne wpisy będą regularnie i bezproblemowo usuwane. Dziś (tj. w poniedziałek) usunąłem już paru przybłędów. Wreszcie nawet do nich dotrze bezcelowość takich działań więc spodziewam się, że już wkrótce te dziwaczne problemy znikną.

Zapraszam niezmiennie i pozdrawiam 

Wasz Czadoblog

sobota, 20 lipca 2013
Barcelona mnie rozczarowała

Niezrozumiałą ruchawkę (nie wiem czy ze względu na niektórych oszołomów słowo "ruchawka" użyte w związku z tekstem o Górniku nie zostanie odebrana jako obraza) wywołało sprawozdanie z wczorajszego meczu Wisły z zabrzanami. Zarzuca mi się brak obiektywizmu, co mogę skwitować jedynie wzruszeniem ramion. Jeśli ktoś uważa, że sprawozdawca powinien bezstronnie ograniczyć się do opisu sytuacji z poszczególnych minut polecam stronę www.relacjepilkarskiedlaprzedszkolaków.com. Oczywiście nie mam żadnych zastrzeżeń do własnego obiektywizmu...

Dla mnie oczywiste jest, że jeśli w 90 minucie jest 0:0, a w doliczonym czasie gry sędzia nie dość że puszcza w dogodnej sytuacji dla Górnika faul wiślakom to jeszcze gwiżdże przewinienie w drugą stronę - dzieje się krzywda. Oczywiście robienie krzywdy jest wpisane w sędziowski zawód, zdaję sobie z tego sprawę.

W Górniku zadebiutowało wczoraj trzech piłkarzy (czwarty, Łukasz Madej grał za krótko by coś o nim powiedzieć). Podobali mi się wszyscy. Rafał Kosznik pojawił się na lewej obronie - pozycji gdzie w zeszłym sezonie odbywała się najciekawsza rywalizacja i której w związku z tym poziom zawsze trzymał... poziom. Skrzydła miały być atutem Wisły, a Kosznik sobie poradził. Radosław Sobolewski przydusił środek pola dawnego zespołu, a jeden z jego wślizgów powodujących nie tyle zakończenie akcji zaczepnej rywala co gwałtowny zwrot wydarzeń boiskowych w drugą stronę zachwycił mnie niepomiernie. Jeśli chodzi o Małkowskiego - zawsze żałowałem, że opuścił Górny Śląsk. Teraz wrócił i z jego dynamiki Górnik może mieć jeszcze wiele pociechy, choć akurat wczoraj dynamicznie próbował... wymusić rzut karny:)

Generalnie: sądzę, że szanse by Górnik najbliższą jesienią nawiązał do poprzedniej jesieni są duże.

PS Dostałem maila od Thomasa, kolegi dziennikarza z Niemiec.

Jako chłopak, który się w Zabrzu urodził, cieszy mnie nowy stadion Górnika. Ale takie porównanie Łukasza Madeja już nie: "Myślę, że jak ten nowy stadion zostanie już oddany do użytku, to będzie takie polskie Schalke 04 Gelsenkirchen. Bo i kibice oddani, i region podobny..." 
Boże, nie!!! Schalke swoje ostatnie mistrzostwo wygrało w 1958 roku. ;-) 

Coś w tym jest. Pamiętajmy jeszcze o dwóch aspektach:

- po pierwsze: barwy Schalke są bliższe raczej barwom Ruchu niż Górnika:)

- po drugie: to raczej wielu kibiców Ruchu jest znanych z sympatii do drużyny z Gelsenkirchen (m.in. Jerzy Gorzelik), a nie fanów Górnika. Tak więc porównanie Łukasza Madeja chyba nie trafione.

PS1 Jak wiadomo Barcelona nie przyjedzie do Polski na mecz towarzyski. Powodem jest nawrót choroby nowotworowej u trenera Tito Villanovy. Wczoraj ogłoszono, że w związku z tym opuszcza on drużynę. To wielki osobisty dramat tego człowieka i całego klubu. 

Okoliczności są więc bardzo delikatne, ale pozwólcie, że jednak wyrażę niesmak.

Po pierwsze: Barcelona potraktowała Vilanovę jakby umarł. Dotychczas zdarzało się, że mecze odwoływano raczej z powodu czyjejś śmierci. Tito Vilanova przeszedł operację w listopadzie 2011 roku, przeszedł też w grudniu 2012 roku. Chcę przypomnieć, że przecież żyje.

Po drugie: Okazuje się, że nauki poprzedniego trenera Josepa Guardioli chyba poszły w las. Jednym z elementów jakie podkreśla w swojej wizji futbolu obecny trener Bayernu Monachium jest szacunek dla przeciwnika.

Szacunek dla przeciwnika oznacza szacunek dla przeciwnika bez względu na okoliczności. Mecz w Gdańsku został zakontraktowany. Dla Barcelony, która przecież zobowiązała się do czegoś konkretnego ważniejsze było jednak własne samopoczucie (tak, tak samopoczucie - przecież fakt, że nie przyjechali do Gdańska w żaden sposób realnie nie miał wpływu na stan zdrowia trenera, mylę się?) niż wypełnienie zobowiązań. Odwołanie przyjazdu nie ma ŻADNEGO wpływu na zdrowie trenera. Gdyby miało choć ułamek procenta - byłbym za tym żeby nie przyjeżdżali.

PROFESJONALIZM wymaga żeby dotrzymać umów bez względu na fakt czy rywalem ma być LZS Szaraczki czy Lechia Gdańsk czy raczej Bayern Monachium. Bez względu czy chodzi o sparing, mecz ligowy czy raczej o najważniejsze spotkanie sezonu. 

PS2 A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

15:29, pavelczado , żal
Link Komentarze (41) »
czwartek, 18 lipca 2013
Ruch i Piast sprytniejsze niż Górnik i GKS

Czadoblogowi jest bardzo miło, że różne wydawnictwa zaczynają przysyłać mu książki do zrecenzowania. Zastanawiałem się jak podejść do tego tematu. Uznałem, że o książkach, które mi się spodobają napiszę. O tych, które pozostawią mnie obojętnym - nie wspomnę. Chłostanie negatywnymi recenzjami w takim przypadku uznaję za nieeleganckie. Książkę mogę wyśmiać zawsze - pod warunkiem, że sam ją wcześniej kupię:)

Po tym wyjaśnieniu chcę wspomnieć o pozycji, której jeszcze nie ma na rynku. Jej tytuł brzmi: "Mourinho vs. Guardiola"  (autorzy Juan Carlos Cubeiro i Leonor Gallardo, tłum. Barbara Bardadyn). Podchodziłem jak do jeża (kolejna książka o tych gościach) ale szybko przekonałem się, że tym razem będzie ciekawie. Bardzo ciekawie.

Kiedy byłem w podstawówce przeczytałem dzieło Plutarcha "Żywoty sławnych mężów" (w przekładzie Mieczysława Brożka). Idea była taka, że Plutarch przedstawił zbiór osobistości greckich i rzymskich łącząc je w konkretne pary oraz porównując ich wady i zalety (facet żył jakieś 1900 lat temu). Wtedy byłem zdecydowanie za mały na taką lekturę więc najbardziej zapamiętałem sposób w jaki zginął Pyrrus, król Epiru (ten od "pyrrusowego zwycięstwa"): rzadko zdarza się żeby w zejściu pomogła komuś dachówka rzucona z dachu...

Autorzy książki o Mourinho i Guardioli idą śladem Plutarcha, zresztą powołując się na niego. Obu trenerów porównują. Książkę trudno uznać za biografię równoległą to raczej wnikliwe spojrzenie na warsztat trenerów, porównanie ich sposobów pojmowania futbolowej rzeczywistości i dążenia do sukcesu. Najlepiej będzie się to pewnie czytać ludziom zajmującym się zarządzaniem, a przy okazji zainteresowanych futbolem, ale w stu procentach jestem przekonany, że... nie tylko:)

Połowę książki zajmuje rozbiór dziesięciu zasad lidera-coacha i przyglądanie się jak w poszczególnych elementach spisują się Wielcy Antagoniści:

Tytuły podrozdziałów:

- umieć rządzić i decydować;

- utrzymać moralny autorytet i wiarygodność;

- słuchać z uwagą;

- zachować spokój;

- okazywać dobroć;

- antycypować sukces (nie przepadam za tym słowem, dla mnie to symbol przeintelektualizowanej nowomowy, nie można było użyć słówka "przewidywać"?)

- rezygnować ze szkodników;

- skoncentrować sie na "kliencie";

- panować na emocjami;

- obiektywizm. Ani sympatia, ani antypatia.

Pitu-pitu, powiecie. No to wezmę teraz jeden przykład z książki i przełożę go na górnośląski grunt.

Kiedy mój ulubiony Jose Mourinho przybył do Barcelony jako asystent Bobby'ego Robsona (wcześniej współpracowali w Sportingu Lizbona i FC Porto) w 1996 roku, był bardzo zaskoczony, że ławka rezerwowych gospodarzy na Camp Nou znajduje się po lewej stronie. "Nie może być ławka musi znajdować się po prawej, gdzie biega sędzia liniowy, który śledzi nasz atak albo atak rywala. trzeba być blisko niego żeby wywierać na nim presję, naciskać na niego, bez przerwy komentować. I jeśli dwa razy z rzędu pokaże nam spalonego za trzecim się zastanowi".

Niektórzy z Was powiedzą, że to brudne gierki. Ja uznaję to za dbałość o szczegóły (nie można oczywiście przesadzać, zauważyłem, że taki Michał Probierz wydziera się z ławki na sędziego chyba za dużo). No i teraz pytanie: które nasze kluby mają ławkę z prawej strony? Ruch Chorzów. Owszem. Piast Gliwice? Również. Podbeskidzie Bielsko-Biała? Zgadza się. Górnik Zabrze? Ups... GKS Katowice? Ups...

Górnik ma niestety ławkę rezerwowych z lewej strony. Kiedy Adam Nawałka chciałby mieć pretensje do bocznego musi przesunąć się  daleko w prawo i wtedy bez problemów przechwytuje go sędzia techniczny, który każe mu się uspokoić. Zastanawiam się skąd wzięła się miłość Górnika do lewej strony i wydaje mi się, że... z układu szatni. Otóż Górnik ma szatnię po tej samej stronie co ławkę. Czyli piłkarze wychodząc idą jakby na swoją stronę. Całkowicie zdumiewa mnie w tym względzie GKS Katowice. Szatnię mają bowiem po prawej stronie, a na ławkę idą po lewej! Rafał Górak może sobie wywierać presję a i tak niewiele z tego wyniknie...

Dlatego mam prośbę do działaczy i trenerów Górnika Zabrze i GKS-u Katowice. Może warto zastanowić się nad zmianą miejsc na ławce, może warto odstąpić jednak gościom tę po lewej? Niech to pomoże przynieść jeden malutki punkt więcej w sezonie. Wiadomo, że punkt czasem znaczy bardzo wiele:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

15:40, pavelczado , Książki
Link Komentarze (33) »
środa, 17 lipca 2013
Proponuję zakład kibicom Legii

Mistrz Polski właśnie rozpoczął grę z walijskim Llansantffraid w eliminacjach Ligi Mistrzów. Widziałem na własne oczy rywali legionistów w 1996 roku, kiedy w europejskich pucharach Llansantffraid zmierzył się z Ruchem Chorzów. Pamiętam, że goście byli zachwyceni atmosferą na Cichej. Ówczesny bramkarz Andrew Mulliner był wniebowzięty. - Atmosfera na stadionie była fantastyczna. Nawet nie marzyliśmy, że na taki mecz przyjdzie aż tylu kibiców - mówił potem Mulliner. Przyszło ich 6701.

Mam propozycję zakładu dla fanów Legii.

Jeśli Legia strzeli Walijczykom gola w rewanżu na Łazienkowskiej szybciej niż Ruch temu samemu rywalowi na Cichej - pierwszym pięciu osobom, które są chętne - Czadoblog zafunduje bilety na najbliższy mecz Ruchu z Legią w Chorzowie.

Jeśli Legia nie strzeli szybciej - przegrani wezmą ze sobą na wybrany przez siebie ligowy mecz chłopaka, który ma co najwyżej 10 lat (nie będę sprawdzał, uwierzę na słowo).

Jeśli jest ktoś chętny - choć szczerze w to wątpię - może wpisać się w komentarzach.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

PS1 Jako bonus relacja z meczu Ruch kontra Llansantffraid. Komentuje Bożydar Iwanow:



 
1 , 2
Archiwum