sobota, 29 lipca 2017
Dlatego kocham futbol

To bardzo dziwne uczucie kiedy nagle ktoś przypomina ci za co właściwie uwielbiasz piłkę nożną. Jako reporter nie przypominam sobie sytuacji jaka przydarzyła mi się w Mielcu, choć rozmawiam z piłkarzami po meczach już od 24 lat.

Pojechałem za Ruchem na Stal, bo byłem bardzo ciekaw tej nowej drużyny w brutalnym świecie, którego właściwie nie zna czyli w pierwszej lidze. 

W 68. minucie przy stanie 0:1 trener Krzysztof Warzycha postanowił dokonać zmiany. Na pozycję jedynego napastnika wchodzi Artur Balicki (rocznik 1999), który luzuje Jakuba Araka. Kilkadziesiąt sekund później Miłosz Przybecki przeprowadza dynamiczny rajd prawym skrzydłem i posyła płaską piłkę wprost pod nogi Balickiego. Ten przewraca się jednak w decydującym momencie i nieczysto uderza piłkę. Szansa przepadła...

Gole nie padły już do końca. Po meczu podszedłem do schodzącego z boiska Artura Balickiego. Łzy leciały mu jak grochy. - Przeżyłem coś wspaniałego: mogłem zadebiutować przy wypełnionym stadionie, prezentował się naprawdę pięknie. No ale oczywiście mam do siebie pretensje. Miałem przecież taką wymarzoną okazję żeby wyrównać... Była naprawdę dobra! No i ten debiut ma teraz słodko-gorzki smak... Muszę to przetrwać - pociągał nosem, a mnie łamało się serce. 

Ale wiecie co? Inni go nie zostawili. Niektórzy piłkarze schodząc do szatni okazywali mu wsparcie, klepali przyjacielsko po plecach.

Właśnie dlatego futbol jest tak uniwersalny. W prosty sposób przekazuje emocje. W najtrudniejszych momentach buduje się więź, cementuje społeczność. Ludzie dostrzegają na kogo mogą liczyć w trudnych chwilach.

Ruchowi będzie w tym sezonie jeszcze niejednokrotnie bardzo ciężko. Moim zdaniem trudno się spodziewać żeby mógł na razie myśleć o czymś więcej niż o utrzymaniu. Ale najważniejsze, że walczy i nie poddaje się. Na razie ta drużyna jest jak ciemiączko u niemowlaka. Ale jeszcze, mam nadzieję, okrzepnie. Wtedy będzie można myśleć o czymś więcej.

PS Pojechałem do Mielca licząc, że zobaczę te słynne trybuny, które pamiętam jeszcze z meczu z Albanią w 1984 roku. Zapomniałem, że czas leci i stadion wygląda już zupełnie inaczej. Ale muszę przyznać, że spodobało mi się kiedy przekonałem się co Stal znaczy dla Mielca. Stadion był prawie wypełniony. Ludzie żyli tym wydarzeniem. Powodzenia.

PS1 Pogadałem też w Mielcu z Januszem Patermanem oraz byłym graczem GieKSy i Górnika, fajnym synkiem, o którym wiadomo było, że Ruchowi nie przepuści. Szczegóły - TUTAJ i TUTAJ

PS2 Omega nie musi się moim zdaniem wstydzić, choć w browarze też nie ma oczywiście sensu zamaczać wskazówek.

piątek, 21 lipca 2017
Dziennikarz czasami również zazdrości

Tego rodzaju uczucie nie jest obce żadnej grupie zawodowej. Jestem przekonany, że każdy kiedyś zadał sobie pytanie: „dlaczego, do cholery, to nie ja wpadłem na ten pomysł...”
O co chodzi w moim przypadku? Nieczęsto mi się to zdarza, ale tym razem pieję z zachwytu. Niektórzy wiedzą, inni nie - fantastyczną robotę wykonują obecnie dziennikarze Radia Katowice. Od początku lipca prezentowana jest historia sportowego symbolu Śląska - najważniejszego polskiego stadionu piłkarskiego. Oczywiście wiadomo o jaki obiekt chodzi.
Autorzy - Jerzy Góra i Jarosław Juszkiewicz - wpadli na niecodzienny pomysł zaprezentowania najpiękniejszych chwil Stadionu Śląskiego.
Cykl piętnastu (tyle zaplanowano) kilkuminutowych, dynamicznie zrealizowanych odcinków nie prezentuje wydarzeń dotyczących Śląskiego w porządku chronologicznym, lecz skupia się na różnych emocjach, które towarzyszyły historii stadionu, a które są jednocześnie tytułami poszczególnych odcinków. Taki jest zresztą tytuł całego cyklu „Stadion Śląski - potęga emocji”.
Dotychczas wyemitowano „Strach”, „Entuzjazm” i „Radość”. Wkrótce „Gorycz”, „Zachwyt”, „Wdzięczność”, „Napięcie”, „Zmęczenie”, „Zaskoczenie”, „Odprężenie”, „Ekscytacja”, „Przyjemność”, „Miłość”, „Duma” i „Olśnienie”.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem jeden z odcinków - oniemiałem. To zupełnie nowe spojrzenie na historię stadionu, dzięki temu ujęciu nie trzeba poznawać jej chronologicznie ale można żonglować odcinkami wedle uznania. Na czas słuchania najlepiej odizolować się i użyć słuchawek - tak żeby przez te parę minut podróży w przeszłość nie odciągały was ważne sprawy, szef, dzieci lub pies.
Premierowe odcinki emitowane są na antenie Polskiego Radia Katowice w poniedziałki o 12.30. Ale jeśli któryś z tych odcinków wam umknie - nie ma straty. Można nadrobić ewentualne zaległości, bo wyemitowane już odcinki o Stadionie Śląskim można usłyszeć na stronie internetowej Radia Katowice.
Świetny pomysł to jedno ale trzeba mieć jeszcze odpowiednie archiwa żeby móc w ogóle myśleć o jego realizacji, żeby mieć z czego uderzyć. Katowiccy radiowcy mają takie możliwości, bo nie przypuszczam żeby ktoś dysponował bogatszym archiwum fonicznym dotyczącym tego tematu. Archiwa Polskiego Radia Katowice przez dziesiątki lat wzbogacały się o kolejne transmisje, relacje, audycje i wywiady. Nic nie umknęło. W efekcie radiowcy zrzucają na nas, słuchaczy, prawdziwą bombę.
W bardzo oryginalny sposób przypominają więc wszystkie wielkie wydarzenia sprzed lat. W audycjach opowiadają o nich wielcy sportowcy, artyści, dziennikarze. Należy dodać, że całość świetnie zrealizował akustycznie Jacek Kurkowski (to ogromnie ważny element, spoiwo całego pomysłu).
Dobrze się składa, że o tym piszę, bo akurat jutro mija 61. rocznica otwarcia Stadionu Śląskiego. Ostatnie lata były dla tego miejsca trudne, ale jest nadzieja, że nasz olbrzym odżyje i że kolejne pokolenia będą miały szanse na podobne chwili uniesień jak ich poprzednicy. Posłuchajcie tego co proponują radiowcy z Katowic - z pewnością poczujecie o co mi chodzi.

niedziela, 16 lipca 2017
Fajny mecz widziałem

Zgodnie z oczekiwaniami Górnik Zabrze pokonał Legię Warszawa na inaugurację ligi. Okazało się, że Czadoblog jest pesymistą, typowałem tylko 2:1 (mam świadków).

Co mi się podobało:

a) że Górnik grał jakby był wyrachowanym skurczybykiem co o tyle dziwi, że do tej pory piłkarze KSG, którzy wystąpili dziś w podstawowym składzie nie rozegrali łącznie w ekstraklasie nawet stu meczów! (Michał Koj - 49, Kurzawa - 40, Mateusz Wieteska - 4). Dla większości z tych zawodników był to debiut na tym poziomie rozgrywek! Sprawić żeby zespół niedoświadczony grał jakby był bardziej doświadczony od doświadczonego przeciwnika to sztuka. Byłem pod wrażeniem tym bardziej, że "niedoświadczony" beniaminek modelowo położył na łopatki "doświadczonego" mistrza;

b) że w Zabrzu ludzie decyzyjni zachowują spokój. Po meczu spytałem trenera Marka Kasprzyka (Marcin Brosz musiał odcierpieć "winy" więc z powodu impulsywnego zachowania w poprzednim sezonie więc nie mógł być na ławce podczas meczu), który moment meczu był najtrudniejszy. Odparł, że ten kiedy kontuzji doznał Michał Koj. Akurat wtedy zabrzanie stracili gola, wydawało się, że Legia może jeszcze próbować myśleć o czymś więcej. Koja zastąpił środkowy pomocnik, rekonwalescent Erik Grendel i - jak się okazało - to był dobry pomysł.

Ale żeby było jasne - Marcin Brosz wie, że przyjdzie trudny moment i nie jest tak, że "skoro klupnęliśmy Legii to klupniemy teraz wszystkim". 

c) że to wyrachowanie Górnika wychodzi w niespodziewanych momentach. Kiedy po godzinie gry debiutant Damian Kądzior schodził z boiska mogłoby się wydawać, że powinien zastąpić go obrońca, bo warto było bronić dwubramkowego wówczas prowadzenia. To była jednak odpowiedź na to, że kilkadziesiąt sekund wcześniej na boisko wbiegł w Legii Krzysztof Mączyński. Sztab Górnika posłał do gry Davida Ledecky'ego. Słowak związał Mączyńskiego. Zaraz po tych zmianach padła trzecia bramka dla Górnika. Brosz po meczu przyznał, że ta zmiana była zaplanowana.

d) świetne zachowanie drużyny Górnika przy pierwszej bramce. Rafał Kurzawa dośrodkował z rzutu rożnego. Uderzył na tyle wysoko, że nikt nie zdołał jej wybić - ani obrońcy, ani bramkarz. Wylądowała na głowie zamykającego drugą stronę Mateusza Wieteski, który głową posłał piłkę do środka. Takie zagrania są bardzo niebezpieczne co tym razem udowodnił Dani Suarez;

e) świetne zachowanie drużyny Górnika przy drugiej bramce. Wyjście z opresji na własnej połowie i modelowo rozegrany kontratak zakończony samotnym biegiem Angulo sprawił, że poczułem uniesienie, a nie unoszę się już z byle powodu... Bask czuł się na tyle pewnie, że miał czas by w biegu się jeszcze obejrzeć. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Legioniści chyba go trochę zlekceważyli, bo po przerwie też strzelił gola biegnąć sam na bramkarza. Ma 33 lata a nie dał się dogonić. Cóż, w tym wieku ciągle można szybko biegać;

f) znakomita gra bramkarza Tomasza Loski. Zachował się bez zarzutu przy wszystkich trudnych momentach - świetnie radził sobie z trudnymi strzałami Guilherme (gdybym któregoś piłkarza z Legii miał polecić do Górnika to właśnie tego) i Hamalainena. Przy golu Armando Sadiku nie miał szans. Ogólnie grał jednak bardzo pewnie, wytrzymał presję i może być mocnym punktem tej drużyny na długo;

g) gra Legii. Ten zespół naprawdę potrafi grać w piłkę, trzeba to przyznać. Na pewno nie można go lekceważyć, jeszcze niejednemu ligowemu rywalowi urwie punkty. Tym razem trafił po prostu na lepiej dysponowanego rywala. To się zdarza. Brawa jednak dla gości, że nie grali kunktatorsko i nie zepsuli tego widowiska.

h) dżentelmeńskie zachowanie Jacka Magiery. Trener Legii przyznał po meczu, że zwycięstwo Górnika jest zasłużone i "podziękował gospodarzom za lekcję".

Co mi się nie podobało:

Szkoda, że takimi dźentelmenami nie są fani drużyny przyjezdnej, którzy po meczu - kiedy piłkarze gospodarzy biegli pod trybunę kibiców żeby pocieszyć się zwycięstwem - ryczeli na melodię używaną przez fanów gospodarzy hasło "jebać Górnik jak za dawnych lat". Wiadomo, że stadion to nie opera, ale wiadomo też, że jednak nie chlew. Mecz meczem, ale warto uznać kiedy rywal rzeczywiście jest lepszy od naszych ulubieńców, jak sądzicie? Oczywiście nie każdy musi o tym wiedzieć, obycie wynosi się z domu.

Reasumując: to będzie naprawdę ciekawy sezon!

PS Cieszę się, że nic nie stało się Arkadiuszowi Malarzowi. 

sobota, 01 lipca 2017
I ty możesz kupić dom od Włodzimierza Lubańskiego

Legenda polskiej piłki chce sprzedać dom w Gliwicach. Wiem to od Darka Czernika, kustosza niezwykłej wystawy, którą właśnie otwarto w Zabrzu. Przed jej obejrzeniem kibice Górnika powinni zażyć środki uspokajające, bo mogą wpaść w ekstazę. 

Darek szukał pamiątek do wystawy i świetną niespodziankę zrobił mu Włodzimierz Lubański. Akurat przebywał w Gliwicach i zadzwonił do klubu. Czernik razem ze Stanisławem Oślizło pojechali do niego i sławny napastnik przekazał trzy torby niezwykłych pamiątek.

Jakich? Porozmawiałem o tych fantach z Darkiem. Właściwie nie musiałem zadawać pytań. O tak cennych pamiątkach rzeczywiście aż chce się mówić. A przecież pamiątki od "Włodka" to ledwie wycinek wycinka kolekcji, którą można zobaczyć, a Lubański to tylko jeden z licznego grona byłych piłkarzy, którzy dołożyli cegiełkę do tego dzieła. Szczegóły co można zobaczyć na wystawie - TUTAJ.

Jeśli będziecie na Śląsku - musicie to zobaczyć. To doprawdy niezwykłe materialne dowody na wspaniałość dawnych futbolowych czasów Zabrza. 

Wystawa w Muzeum Miejskim przy ul. Powstańców Śląskich 3 będzie otwarta do 19 sierpnia. 

Archiwum