niedziela, 29 lipca 2018
Argentyńskie wahadło

"Aniołowie o brudnych twarzach" rzeczywiście mogą zachwycić.

Nie zawiodłem się. Jonathan Wilson napisał kolejną fantastyczną książkę. Nie pozbył się wprawdzie trochę nieznośnej angielskiej maniery wyższości (a może ja niesprawiedliwie tak to oceniam), ale blaski i cienie futbolu argentyńskiego zostały przezeń oddane nie tylko rzetelnie ale i finezyjnie.

Opowieścią o piłkarskiej historii Argentyny jestem zauroczony. Początkowo chciałem ją jak najszybciej połknąć, ale pierwszy raz od dawna zmieniłem sposób czytania - powolutku i po trochu, rozsmakowując się.

Zakres i ogrom materiału sprawił, że Wilson musiał raczej "cienkować" niż "grubasić" a i tak wyszło ponad 630-stronicowe dzieło zamknięte w siedemdziesięciu ekscytujących rozdziałach. Podoba mi się, że na poły jest to opowieść reporterska (autor spotyka się z wieloma dawnymi asami, czuć, że był w Argentynie), na poły historyczna.

W trakcie opowieści autor przeskakuje z dziejów klubów w dzieje reprezentacji i z powrotem. Przytacza mnóstwo rewelacyjnych anegdot i fantastycznych historii, których nie ma sensu tu przytaczać, trzeba samemu się w nich zanurzyć... 

Wynika z nich jedno: argentyńskie wahadło nigdy się nie zatrzyma. Skąd wahadło? Generalnie co jakiś czas następuje w Buenos i okolicach zwrot o 180 stopni. Albo finezyjna, zachwycająca "la nuestra" albo skuteczny i pragmatyczny "antifutbol". Decydowały o tym bolesne klęslo: cios obuchem w postaci 1:6 z CSRS na mistrzostwach świata w Szwecji czy też brak awansu na meksykański czempionat w 1970.

Ale co najciekawsze, obie szkoły, romantyzm i pragmatyzm, inspirowanie i funkcjonalność przenikają się wzajem. Najpiękniejszy gol padł przecież w szczytowym okresie "bilardismo"... No i ta szczypta (a może cysterna) vivezy!

Bezwzględnie warto. Po rosyjskiej traumie lek na duszę. Nota 10 w dziesięciopunktowej skali! Bardzo polecam.

PS Myślałem, że scena z filmiku to skecz. Otóż nie - w latach 70. u zdolnego argentyńskiego trenera Carlosa Griguola w Rosario Central i Ferro Carril Oeste (ciekawy wątek o tym ostatnim klubie, jak wszystkie zresztą) był to prawdziwy sposób na motywowanie zawodników! Romantyczne to czy pragmatyczne?:)



sobota, 14 lipca 2018
Czy to będzie piłkarz roku na świecie

Przekonamy się właśnie jutro.

Niedawno sięgnąłem po autobiografię tego faceta. Początkowo się przeraziłem... „Lubię wracać pamięcią do dawnych czasów, do mojego Macon, które jest też rodzinnym miastem Alphonse’a de Lamartine’a. Ten wybitny poeta, powieściopisarz, historyk, dyplomata i polityk urodził się w 1790. „O Czasu, zatrzymaj swój lot, a wy, godziny łaskawe, powstrzymajcie swój bieg!” - napisał w słynnym wierzu „Jezioro”, który przeszedł do historii literatury jako fragment zbioru „Medytacje poetyckie”. To fragment jednego z pierwszych rozdziałów autobiografii człowieka, który na wstępie przyznaje, że nie lubi za bardzo czytać...

Gdybym chciał się czegoś dowiedzieć na te tematy wolałbym jednak sięgnąć do historii literatury francuskiej. Na szczęście potem jest już tylko ciekawie. Jak to możliwe, że odrzuciło go tyle szkółek renomowanych francuskich klubów? O tym dlaczego według autora Didier Deschamps jest tak dobrym trenerem? Dlaczego Cholo Simeone jest tak dobrym trenerem? Dlaczego strach związany z Bataclan był tak obezwładniający? Dlaczego dziennikarzy z L’Equipe autor uznał w pewnym momencie za durniów? To jedna setna pytań, na które odpowiedzi znajdziecie w tej książce, której słabszym punktem jest jeszcze jedynie tytuł: „Za zasłoną uśmiechu”. Brrrr.... Ale zapewniam, że nie są to zapiski zakochanej XIX-wiecznej guwernantki.

Moim zdaniem warto. I wiecie co? Mam gdzieś, że Antoine Grizemann nie lubi czytać. Grunt, że lubi kopać. Dziś w finale życzę mu hat-tricka. Mimo, że przed chwilą strzelił gola Argentynie.

Antoine Griezmann, Arnaud Ramsay

"Za zasłoną uśmiechu" [Derriere Le Sourire]

wyd. SQN

 

20:56, pavelczado , Książki
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 lipca 2018
Jerzy Brzęczek. Nie podoba mi się to

Jerzy Brzęczek został nowym trenerem reprezentacji Polski. Szczerze pisząc: nie podoba mi się ten wybór. 

Z poprzednikiem - Adamem Nawałką - łączą Brzęczka cztery elementy.

a) w młodości byli bardzo zdolnymi piłkarzami, reprezentantami Polski, którzy mogli jednak osiągnąć więcej;

b) obaj ważą słowa, a ich konferencje prasowe są przeraźliwie nudne;

c) obaj są cholernie ambitni;

d) obaj pracowali w GKS-ie Katowice.

***

Dochodzi do pokoleniowej zmiany trenerskiej. Jerzy Brzęczek ma 46 lat. Jeśli ktoś powie, że jest za młody, to Zbigniew Boniek z pewnością przypomni Antoniego Piechniczka, który obejmował reprezentację w wieku zaledwie 40 lat. Oczywiście, życzę Jerzemu Brzęczkowi, żeby wystrzelił jak jego poprzednik sprzed lat, ale uwiera mnie, że PZPN za wszelką cenę stawia obecnie na szkoleniowców rodzimych, jakby zagraniczni fachowcy byli samym złem.

Jerzy Brzęczek był dobrym piłkarzem. To lider drużyny, która osiągnęła dla polskiej piłki ostatni realny medalowy sukces, czyli wicemistrzostwo olimpijskie w 1992 roku. Pamiętam go jako walecznego, inteligentnego pomocnika. Był mistrzem Polski z Lechem Poznań i Austrii - z Tirolem Innsbruck. Przez siedem lat grał w pierwszej reprezentacji Polski (akurat w tym okresie nic nie osiągnęła).

Z boiska pamiętam go jako dobrego piłkarza, choć nie olśniewającego. Jego atutem jest fakt, że to urodzony lider. Inni go słuchali. Potrafił pociągnąć za sobą drużynę.

W kontaktach z dziennikarzami jest za to cholernie nudny, choć jest oczywistym, że lepszy trener nieciekawie mówiący, który ma świetne wyniki, niż Cyceron niedorajda. Niemniej Brzęczek potrafił mnie zdumiewać na konferencjach prasowych bardziej niż Nawałka.

Pamiętam jak choćby w kwietniu 2016 roku po przegranym na Bukowej ligowym meczu jego GKS-u Katowice z Olimpią Grudziądz (którą prowadził wtedy... Jacek Paszulewicz) stwierdził, że drużyna zagrała bardzo dobre spotkanie. Brzmiało to mniej więcej tak: „Patrząc na to, z jakim zaangażowaniem, jaką pasją i z jaką chęcią zdobycia bramki - przynajmniej jednej - poruszali się moi zawodnicy, myślę, że zabrakło skuteczności. Patrząc na to, jak drużyna walczyła, jak rozgrywała piłkę, jak dochodziła do sytuacji strzeleckich, jestem z tego bardzo zadowolony, dumny. Rozumiem rozgoryczenie kibiców. Jeśli drużyna przegrywa, kibice mogą krytykować, ale po takiej porażce nie może być tak, że piłkarze są wyzywani. Obiektywni kibice nie mogą zarzucić drużynie, że nie chciała. Będę pierwszy, który będzie ich krytykował, jeżeli nie będzie zaangażowania, i wtedy wezmę to na siebie. Ale nie po takim meczu jak dzisiejszy, w którym było widać do ostatniej sekundy, że chcemy...”.

Szczerze mówiąc, jestem w stanie sobie wyobrazić, że Brzęczek mówi podobne słowa na przykład po towarzyskiej porażce reprezentacji Polski z Cyprem...

Zdumiały mnie tamte słowa, bo zaangażowanie nie powinno tak naprawdę zależeć od trenera i myślę, że w ogóle nie powinien się taką sprawą zajmować. Zaangażowanie powinno być czymś naturalnym, a jeśli piłkarz nie jest zaangażowany, to powinien zostać wyrzucony z drużyny. Trener jest moim zdaniem przede wszystkim od tego, żeby jego piłkarze potrafili dobrze grać w piłkę, czyli z rozmachem konstruować akcje ofensywne czy też dokonywać na boisku dobrych wyborów, w razie potrzeby umiejętnie się bronić, itd. 

Jerzemu Brzęczkowi nie można za to odmówić ambicji, a to cecha, która powinna charakteryzować selekcjonera. Dzięki niej nie zgodzi się na nic, co mogłoby osłabić szansę na sukces, nie będzie tolerował słabości zawodników na polu, powiedzmy, niezawodowym. To rzeczywiście cenne.

Z drugiej strony nie wiem czy jest w wystarczającym stopniu odporny na stres. Ciągle mam w głowie sposób, w jaki odszedł z GKS-u Katowice po fatalnym meczu ze zdegradowanym Kluczborkiem. Kiedy Nawałka opuszczał GieKSę, kibice się martwili. Kiedy Brzęczek - wręcz przeciwnie...

Potem przejął Wisłę Płock. Prowadził ją w poprzednim sezonie 2017/2018. Jego drużyna zajęła piąte miejsce w lidze. PZPN-u nie mogła przekonać jego praca w Rakowie Częstochowa, Lechii Gdańsk czy GKS-ie Katowice (drużyna, którą prowadził w Katowicach moim zdaniem nie prezentowała wcale urzekającego stylu). Przekonać więc musiała praca w Płocku. 

Czy naprawdę wystarczy zdobyć piąte miejsce w ekstraklasie, żeby dostać posadę selekcjonera reprezentacji Polski? Cóż; nie możesz mieć Marcelo Bielsy - masz Jerzego Brzęczka.

niedziela, 01 lipca 2018
Dla mnie mundial się skończył

Wpis poniewczasie, ale musiałem dojść do siebie po niezwykłym meczu Argentyny z Francją, porozmawiać z drzewami, skałami i wiatrem... Znowu się nie udało i znowu trzeba będzie czekać cztery lata na mistrzostwo.

Wiadomo, że futbol nienawidzi gdybania, ale nie mogę się powstrzymać: gdyby w 6. minucie doliczonego czasu grypo centrze di Marii piłeczka poleciała trochę inaczej - widzielibyśmy najpiękniejszą chyba remontadę w historii mundiali. Nie udało się. Szkoda. Szkoda. Szkoda...

Jestem rozżalony, ale to przynajmniej nie była klęska po której trzeba się wstydzić. Piszę „klęska”, bo brak Argentyny w finale mistrzostw świata to dla mnie zawsze klęska. Z Francuzami Argentyńczycy grali moim zdaniem bardzo dobrze i przy szczęściu mogli rywali wyeliminować.

Niemniej byłbym wariatem gdybym stwierdził, że Francuzi wywalczyli awans niezasłużenie. Obie drużyny zagrały doprawdy świetnie i ktoś musiał być lepszy. Muszę się z tym pogodzić, że nie „Albicelestes”.

Mówi się, że Argentyna nie była faworytem nawet do wyjścia z grupy, że to kolos na glinianych nogach, którego futbolowa słabość odzwierciedla stan argentyńskiego państwa, że Argentinidad („Argentyńskość”) generalnie ma się źle...

Ale przecież co dzieje się na mundialu - nie zawsze (albo wręcz nigdy) jest odzwierciedleniem siły futbolu poszczególnych państw uczestników. Czy niemiecka piłka jest tak słaba jak jej start na mundialu, czy rosyjska jest tak silna jak jej start na mundialu? Moim zdaniem fakt, że ktoś przed chwilą miał kryzys, był w kłopocie, w nerwach, tłamsiła go niemożność - nie ma znaczenia. Bo to było przed chwilą...

Pytacie może: co dalej z Messim? Pewnie odejdzie, choć ja oczywiście bardzo chciałbym żeby pokazał się za cztery lata w Katarze. Ale już na innych zasadach... Jego geniusz nie może być jak dominujący jak jakaś potężna jarakanda mimozolistna kładąca cień gdzieś na argentyńskich pampasach. Nie może być tak, że jak źle do to wujka Lionela. Myśleć i brać odpowiedzialność za wynik muszą brać wszyscy. Wszyscy!

Jednocześnie chciałbym żeby Otamendi i Mercado zniknęli już z reprezentacji Argentyny. Nie potrafią trzymać nerwów na wodzy w trudnych chwilach - w efekcie przynoszą jej wstyd swoim zachowaniem i powodują niechęć całego piłkarskiego świata. Nie wolno tracić nerwów aż tak. To już nie jest viveza. To niestety szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu.

Idę się napić yerba mate.

 

Archiwum