wtorek, 31 sierpnia 2010
Najbardziej lekceważona reprezentacja Polski

Czadoblog zawsze lubił hokej, choć nigdy nie wyznawał się na nim tak dobrze jak jego redakcyjni koledzy. Kiedy jeszcze nie był dziennikarzem, z chęcią wybierał się na lodowiska. Najbardziej zacięty mecz jaki widział w życiu to ligowe spotkanie GKS-u Katowice z Polonią Bytom zakończone wynikiem... 0:0. To był świetny mecz!

Pierwsze dziennikarskie relacje (jeszcze nie do gazety) nadawałem z lodowisk GKS-u Tychy, Naprzodu Janów i GKS-u Katowice na początku lat 90. Właściwie nie pamiętam czasów, kiedy klubom hokejowym w Polsce nie brakowałoby pieniędzy, a hokejowa liga byłaby pulchna, uśmiechnięta i doinwestowana.

O tym, że może być zupełnie inaczej przekonałem się w 1998 roku, kiedy z hokeistami Unii Oświęcim pojechałem do Szwajcarii na turniej półfinałowy Pucharu Kontynentalnego. To był inny świat, nie wiedziałem, że taki może być hokej! Zwyciężyli gospodarze mający swoją siedzibę w dwóch malutkich leżących obok siebie w Alpach kilkusetosobowych wioskach o nazwach Ambri i Piotta. Każda z nich liczy po 400 mieszkańców. W Ambri są tylko dwa kościoły i jedna szkoła, a mimo to miejscowi dorobili się tak dobrej drużyny.

Mocno zdziwiłby się jednak ktoś, kto nazwałby ten klub drużyną wieśniaków. HC Ambri-Piotta jest dumą całego włoskojęzycznego kantonu Ticino i ma bardzo wielu bogatych sponsorów. Roczny budżet szwajcarskiego klubu wynosił 12 lat temu około 18 mln dolarów, a największe gwiazdy - Rosjanin Oleg Pietrow i Kanadyjczyk Paulo di Pietro, grający kiedyś w Montreal Canadiens, zarabiali ponad 400 tysięcy franków szwajcarskich rocznie! Nic dziwnego, że Henryk Gruth, u którego wtedy nocowałem, a który rok wcześniej wyjechał do Szwajcarii i pracuje do dziś przy tamtejszym hokeju, nie ma zamiaru się stamtąd ruszać! Bo Szwajcaria to kraj w którym hokej traktowany jest normalnie.

Co znaczy normalnie? Przeczytajcie wstrząsającą analizę Wojtka Todura o reprezentacji Polski. Naprawdę wstrzą-sa-ją-cą! Nie dziwię się jednemu z moich dobrych kolegów, którego syn trenuje hokej, że marzy o dalszej edukacji chłopaka w Czechach. Gdybyście usłyszeli o różnicy w szkoleniu i wychowaniu dziesięcioletnich łebków tu i tam, wydalibyście z siebie cichutki kwik, a potem zwinęlibyście się w kłębek i poddali hibernacji. To nie jest niebo i ziemia. Takie określenie obrażałoby ziemię!

A wiecie co jest najgorsze?

Że nic z tym nie da się zrobić.

Szkoda, bo nie chciałbym, żeby mój kumpel przeprowadzał się z rodziną do Czech.

PS Przewodniczący rady nadzorczej Ruchu o prezesie Górnika: takie słowa nie przystoją... Przy okazji: zgadzacie się z tezą, że Ruch zatruł się brązem?

PS1 A w Odrze strajkują...

PS2 Zegary pozdrawiamy.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Pędzi, pędzi Podbeskidzie!

To co wyprawia w tym sezonie Podbeskidzie Bielsko-Biała może zaskakiwać. Czy pierwszy raz w dziejach klub z tego miasta dobiegnie wreszcie do piłkarskiej ekstraklasy? Piotrek Płatek już teraz, już na początku sezonu, przekonuje, że tak.

Przeanalizowałem pierwsze pięć kolejek Podbeskidzia od kiedy gra na zapleczu ekstraklasy i mogę obwieścić, że tegoroczny start jest najbardziej efektowny w całej historii klubu.

Szczegóły po pięciu kolejkach:

sezon 2010/11: pierwsze miejsce w tabeli, cztery zwycięstwa i remis, stosunek bramek 15:2 (!). Trener Robert Kasperczyk. Nowe największe gwiazdy: Rogalski, Demjan, Cieśliński. Miejsce na zakończenie sezonu:?

sezon 2009/10: czternaste miejsce w tabeli, cztery remisy i porażka, stosunek bramek 5:6. Trener Marcin Brosz. Nowe największe gwiazdy: Rocki, Bagnicki, Kanik, Zajac (od rundy wiosennej poprzedniego sezonu), Broniewicz (od rundy wiosennej poprzedniego sezonu). Miejsce na zakończenie sezonu: dwunaste.

sezon 2008/09: pierwsze miejsce w tabeli, cztery zwycięstwa i remis, stosunek bramek 8:1 (na boisku 6:1, ale zwycięstwo 1:0 z Wisłą Płock zweryfikowano na walkower dla Podbeskidzia, ponieważ w drużynie gości wystąpił nieuprawniony zawodnik). Trener Marcin Brosz. Nowe największe gwiazdy: Świerblewski, Matawu (od rundy wiosennej poprzedniego sezonu). Miejsce na zakończenie sezonu: czwarte.

sezon 2007/08: dziewiąte miejsce w tabeli, dwa zwycięstwa, remis i dwie porażki, stosunek bramek 6:2. Trener Marcin Brosz. Nowe najwieksze gwiazdy: Jarosz, Dancik, Matus, Pajączkowski. Miejsce na zakończenie sezonu: szóste. Drużyna została ukarana odjęciem 6 punktów za udział w korupcji. Gdyby nie kara zajęłaby w tabeli drugie miejsce w tabeli i awansowała do ekstraklasy.

sezon 2006/07: szesnaste miejsce w tabeli, remis i cztery porażki, stosunek bramek 3:9. Trener Krzysztof Tochel. Nowe najwieksze gwiazdy: Mouzie. Miejsce na zakończenie sezonu: dwunaste.

sezon 2005/06: szesnaste miejsce w tabeli, trzy remisy i dwie porażki, stosunek bramek 6:8. Trener Jan Żurek po czwartej kolejce zastąpiony przez Włodzimierza Małowiejskiego. Nowe największe gwiazdy: Gorszkow, Gierczak, Podstawek, Masternak, P. Sobczak, Kołodziej.  Miejsce na zakończenie sezonu: trzynaste. Udział w barażach o dalszą grę na tym poziomie rozgrywek zakończony zwycięstwem z Pelikanem Łowicz.

sezon 2004/05: piętnaste miejsce w tabeli (ex aequo z Widzewem Łódź), jedno zwycięstwo, jeden remis i trzy porażki, stosunek bramek 3:8. Trener Jan Żurek. Nowe największe gwiazdy: Kompała, Pater, Sibik, Dubicki, Prusek.  Miejsce na zakończenie sezonu: piąte.

sezon 2003/04: piąte miejsce w tabeli, trzy zwycięstwa, remis i porażka, stosunek bramek 9:9. Trener Wojciech Borecki. Nowe największe gwiazdy: Agafon, Salami, Bujok. Miejsce na zakończenie sezonu: siódme.

sezon 2002/03: trzynaste miejsce w tabeli, zwycięstwo, trzy remisy i porażka, stosunek bramek 4:5. Trener Wojciech Borecki. Największe gwiazdy: Sikora, Więzik, Szłapa, był też Cabaj. Miejsce na zakończenie sezonu: dwunaste.

Historia pokazuje, że można się uratować będąc po pięciu kolejkach w bardzo złej sytuacji i można wszystko zepsuć będąc w idealnej.

Czy dzisiejsze Podbeskidzie wyznaczy w historii klubu nowe trendy?

PS Muszę oddać Piotrkowi Płatkowi co piotrkowopłatkowe. Otóż pełen entuzjazmu tekst o Podbeskidziu napisał już w zeszłym tygodniu, jeszcze przed meczem z GKS-em, ale wtedy jego analiza nie zmieściła do „Gazety”. Dziś jest jak znalazł.

PS1 Prezes Górnika bez ogródek mówi po Wielkich Derbach Śląska co myśli o grze Ruchu. Ostro... Jedno jest pewne: Łukasz Mazur mówi co uważa.

PS2 Potwierdziło się, że miał sens wpis niedzielny o GKS-ie. Polecam rozmowę Maćka Blauta z Ireneuszem Królem, przewodniczącym rady nadzorczej katowickiego klubu.

PS3 Odra Wodzisław potrafi zaskoczyć. Tym razem testuje wychowanka Crvenej Zvezdy Belgrad.

PS4 Zegary pozdrawiamy.

niedziela, 29 sierpnia 2010
Ściema na WDŚ

Wielkie Derby Śląska zostały dziś wtłoczone w taktyczne gorsety pełne supłów. Jeden gol zdołał jednak paść. A sposób w jaki padł udowadnia, że dziś przywiązuje się wielką wagę do szczegółów, o których pięćdziesiąt albo trzydzieści lat temu prawie nikomu się nie śniło.

Gol został bowiem zdobyty z rzutu wolnego, a zabrzanie z okazji jego celebrowania odegrali małe przedstawienie. Chodziło o to, żeby Krzysztof Pilarz do końca nie wiedział, kto uderzy. Bo jak wiadomo kto, to wiadomo i jak... 

- Odpychanie Olka Kwieka przez Adama Banasia to była typowa ściema. Miała spowodować mętlik w głowie bramkarza - uśmiechał się potem Mariusz Magiera, który rzeczywiście przyłożył ozdobnie. Gratulacje dla Górnika!

Postęp w futbolu dotyczy więc każdego detalu. Zwróćcie uwagę, że jeszcze przy okazji ostatnich Wielkich Derbów Śląska, kiedy Górnik wygrał na Stadionie Śląskim po golu z rzutu wolnego Adama Banasia, takiej wyrafinowanej zmyłki nie było. Gorawski krótko do Kołodzieja ten zatrzymuje piłkę i zaraz potem sieknięcie Banasia, zobaczcie zresztą sami...

PS Dziś wielki dzień Górnika, co nie zmienia faktu, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową. 

PS1 A nazwiska piłkarzy, którzy ewentualnie mogą wzmocnić GKS jeszcze przed zamknięciem okienka transferowego przeczytacie w tekście Maćka Blauta (cierpliwości: jest długi, ale ciekawy;-)

Sobota. Niedziela. Poniedziałek

Muszę doprecyzować poprzedni wpis.

Napisałem wczoraj : "Zaraz po meczu [przegranego przez GKS 1:6, przyp. pacz] doszło do trzęsienia ziemi. Wściekły Ireneusz Król zwolnił już prezesa Jacka Krysiaka, dyrektora sportowego Jana Furtoka i trenera Dariusza Fornalaka".

Te słowa napisałem na podstawie rozmów z dwoma niezależnymi źródłami, które wiedzą co mówią. Ireneusz Król był naprawdę mocno nabuzowany po tym wyniku...

W sobotni wieczór info, które podałem polegało na prawdzie - z jednym konkretnym zastrzeżeniem. Nie można zwolnić człowieka, ot tak, pstryknięciem palców. Wszelkie reguły muszą być dochowane. Tak więc muszę dodać, że w poniedziałek o godz. 7 ma dojść do spotkania Ireneusza Króla z Jackiem Krysiakiem, Janem Furtokiem i Dariuszem Fornalakiem. To spotkanie, według wczorajszych słów Króla, miało zakończyć sprawę ich zatrudnienia. Król oczekiwał od wszystkich trzech cytuję: "dymisji na piśmie". Fakt, że wypowiedział te słowa jest bezsporny.

Warto jednak pamiętać, że między sobotą a poniedziałkiem jest jeszcze niedziela. Czyli jest czas na zmianę postanowień. Jakimi decyzjami zakończy się jutrzejsze spotkanie - nie wiem. Wczorajsze info może po tym spotkaniu nadal być aktualne, a może jednak nie być. Nie wiem czy Ireneusz Król nie weźmie pod uwagę na przykład petycji kibiców GKS-u, którzy ujmują się za prezesem Jackiem Krysiakiem.

PS Ale zegary powinny wrócić.

PS1 Słyszałem, że na Wielkich Derbach Śląska ma być Roman Lentner. Piłkarze, musicie się postarać!

sobota, 28 sierpnia 2010
Pośmiewisko

To był najstraszniejszy mecz drużyny mającej siedzibę w Katowicach jaki widziałem w życiu. Bo nigdy nie widziałem na Bukowej spotkania, które gospodarze mogli przegrać rezultatem dwucyfrowym. Obroniony karny, kilka fuksów... Niewiarygodne, ale każdy kto był na meczu, potwierdzi moje słowa. 1:6! 1:6...

Zaraz po meczu doszło do trzęsienia ziemi. Wściekły Ireneusz Król zwolnił już prezesa Jacka Krysiaka, dyrektora sportowego Jana Furtoka i trenera Dariusza Fornalaka.

Jeszcze w przerwie podszedłem do oglądającego ten mecz Alojzego Łyski, który jak mało kto uprawniony jest do oceniania piłkarzy na Bukowej. Spytałem co mu się podoba w tym meczu. Spojrzał na mnie jak na wariata.

- Powinien pan spytać, co mi się nie podoba.  Moim zdaniem ci piłkarze nie nadają się do gry w tej klasie rozgrywkowej. Mają po prostu za małe umiejętności, a sama ambicja nie wystarczy - stwierdził legendarny trener Gieksy.

"Zejdźcie z boiska, nie róbcie z nas pośmiewiska" - wielokrotnie skandowali kibice GKS-u. Dwadzieścia minut przed końcem cały Blaszok ostentacyjnie wyszedł. Zdarzyło się to drugi raz w historii tego obiektu, pierwszy raz miało to miejsce za kadencji Edwarda Lorensa.

Po tym meczu mogę uwierzyć, że ostatnio w Zdzieszowicach GKS przegrał w Pucharze Polski zasłużenie. Najbardziej zastanawiające jest to, że nie wiadomo w czym tkwi przyczyna, nie wiadomo dlaczego katowiczanie prezentują się tak fatalnie. Piłkarze też tego nie wiedzą. - Przeciwnik spuścił nam głowę między nogi. Czegoś takiego jeszcze nie przeżyłem - był w stanie powiedzieć Dariusz Fornalak.

Los był wyjątkowo okrutny. Nie oszczędził nawet Gabriela Nowaka, strzelca jedynej bramki dla gospodarzy. W I połowie wspaniale uderzył w okienko. W II połowie znów wspaniale uderzył w to samo okienko. Wyjątkowo efektowny samobój...

Na konferencji prasowej nad głowami trenerów wisiało hasło "Gieksa - pozytywne emocje". Wyjątkowe szyderstwo, ale gdybym miał szukać jakichkolwiek pozytywów w grze GKS-u, znalazłbym jeden malutki. Po przerwie na lewej stronie zagrał piłkarz, który nazywa się Rafał Sadowski. Przez chwilę słyszałem ugć-ugć-ugć Messiego, jeśli wiecie co chcę powiedzieć...

PS Szykuje się Armageddon również w kadrze. Do zamknięcia okienka transferowego jeszcze trochę czasu. Padniecie, kiedy usłyszycie te nazwiska, o których ja usłyszałem. Niech nikt nie mówi, że stare czasy nigdy nie wracają:-)

PS1 Czasami dobrze, że zegarów już nie ma.

piątek, 27 sierpnia 2010
Wybudzanie i podkręcanie

Dariusz Ostafiński, górnośląski korespondent ”Przeglądu Sportowego” wybudził się chyba z zimowego snu. A kiedy się człowiek wybudzi to - żeby nadgonić - musi podkręcić.

Chyba wstydził się po wybudzeniu zapytać jak to jest z tym Górnikiem. W efekcie pisząc tekst pod tytułem „Miasto łamie układ”  (”Przegląd Sportowy” nr 200 z 27 sierpnia, s.9) jednym szarpnięciem płachty odkrył Amerykę.

Michael Mueller, przewodniczący rady nadzorczej Górnika i wiceprezes zarządu Allianz zdumionemu Dariuszowi „mówi wprost”, że nowy stadion był częścią układu między miastem a firmą. „Mówi wprost”:-))) Uwielbiam te stylistyczne zabiegi mające podkreślać ekskluzywność informacji zawartej w tekście.

No to przypomnijmy fragment tekstu w ”Gazecie” Piotrka Płatka z 23 kwietnia: Już w 2007 roku pani prezydent zawarła porozumienie z Allianz i zobowiązała się, że miasto wybuduje w nieprzekraczalnym terminie do 2012 roku stadion na co najmniej 30 tys. widzów. Był to warunek objęcia przez Allianz większościowego pakietu akcji. Jednocześnie prezes Mueller wyraźnie powiedział, że jak nie będzie stadionu w 2012 roku, to klub będzie musiał otrzymać pomoc od miasta, bo ich biznesplan zakładał, że od tego roku będą się samofinansować - mówi radny Borys Budka.

- Jeśli stadion nie powstanie, to w sprawie brakujących w budżecie Górnika pieniędzy zgłosimy się do miasta o rozwiązanie tego problemu - zapowiedział Michael Mueller. Potwierdza to prezes Mazur. - Rok 2012 jest ważny, bo w biznesplanie zakładaliśmy przychody z biletów sprzedanych na nowym stadionie. Wystarczy pomnożyć sobie 30 tys. miejsc przez 20 zł jako cenę biletu, plus 2 tys. miejsc na loży, gdzie bilety będą kosztować 1000 czy 500 zł. W sezonie mamy u siebie 15 meczów, to daje roczny przychód w wysokości 6-7 mln. Co będzie, gdy tych pieniędzy zabraknie? - zastanawia się prezes Mazur”.

Najbardziej sensacyjnie brzmi jednak nadtytuł dzisiejszej korespondencji Ostafińskiego: „Allianz odejdzie i będzie wielka dziura w budżecie”.

Piotrek Płatek rozmawiał dziś z Michaelem Muellerem więc mogę napisać co przed chwilą powiedział przewodniczący rady nadzorczej: „Allianz za dużo zainwestował w Górnika i nie ma zamiaru odchodzić”.

Jako że jestem w nastroju nieprzysiadalnym więc poruszę jeszcze inną ekskluzywną sensację z tekstu śląskiego korespondenta ”PS”: zabrzańscy radni się burzą i nie palą się do wydawania wielkiej kasy na stadion. Szok!

No to przeczytajcie fragment tekstu Piotrka z 16 lipca:

„Kontrowersje wśród radnych Zabrza wzbudził list intencyjny zawarty kilka lat temu między władzami miasta a firmą Allianz Polska, dla której to porozumienie było warunkiem zakupu akcji Górnika. Radni domagają się, by to porozumienie zostało im przedstawione. - Oczywiście, dostarczymy je. W liście jest zapis, że prezydent miasta podejmie starania zmierzające do wybudowania nowego stadionu. Taka formuła chyba nie może budzić kontrowersji? - pyta wiceprezydent Lewandowski.

W Górniku liczą, że wpływy z kompletu biletów pokrywać będą znaczącą część klubowego budżetu. List intencyjny pieniądze z wejściówek dzieli między dwie strony. - Wynika z niego jasno, że część przychodów z biletów, chyba około 15 procent, trafia do miejskiej spółki Stadion. Ponadto wszystkie wpływy z parkingów i gastronomii również zasilą to konto. Czy się zbilansujemy z utrzymaniem obiektu? To będzie zależało od liczby imprez na stadionie. To nie może być obiekt, na którym odbywać się będą tylko mecze Górnika. Stadion musi też żyć koncertami, pokazami, targami - mówi wiceprezydent Lewandowski.

Sporom w radzie miasta przyglądają się z niepokojem przedstawiciele klubu i właściciela Górnika. - W liście intencyjnym mamy zapisaną obietnicę ze strony miasta. Oczekujemy, że zostanie ona spełniona - mówi Łukasz Mazur, prezes Górnika.

Jeszcze jedno: anonimowy informator zdradza Dariuszowi, że pierwsze prace przy budowie nowego stadionu rozpoczną się najwcześniej wiosną 2012 roku. My dysponujemy inną wiedzą. Z tego co wiemy, a mówi o tym otwarcie wiceprezydent Zabrza Krzysztof Lewandowski, prace mają się rozpocząć rok wcześniej - wiosną 2011 roku.

***

Dariuszowi Ostafińskiemu życzę dalszych sukcesów w podkręcaniu i w czym tam sobie jeszcze zamarzy. Z życzliwością rzucam pierwszy pomysł na kolejny tekst dla dzielnego korespondenta: parkingi przy stadionie Górnika!

Podobno przewidziano ich niespełna 1500 na 31 tysięcy miejsc na stadionie. Wychodzi średnio 22 osoby na jeden samochód, a podobno powinno być około czterech. Nie wiem jak to wygląda w szczegółach, więc można się tym zająć.

Do dzieła!

PS O zegarach pamiętamy.

czwartek, 26 sierpnia 2010
Musicie tam być

Górny Śląsk pod względem stadionowym to na razie  miejsce wyjątkowe tylko pod względem wspaniałych wspomnień i niezwykłych wzruszeń. Ale jeśli nagle mamy mówić o konkretach czyli o żelazobetonie, sposobie montowania jupiterów czy też kącie nachylenia nowoczesnych trybun - okaże się, że stoimy w miejscu, a sąsiednie regiony odjeżdżają nam coraz bardziej. Jedyne miejsce, które u nas również w tę lepszą przyszłość odjeżdża to Stadion Śląski. Kiedy wreszcie będzie skończony - nie fiknie mu żaden obiekt w Polsce.

Już wkrótce będziecie mogli się o tym przekonać, przynajmniej w ogólnych zarysach! Po raz ostatni chorzowski obiekt był dostępny dla publiczności w październiku 2009 roku podczas meczu Polski ze Słowacją. Z powodu śnieżycy prawie nikt wtedy na mecz nie przyszedł (organizatorzy idiotycznej  akcji chcieliby oczywiście, żeby złożyć to na karb idiotycznej akcji). Zaraz potem rozpoczęła się potężna modernizacja, która trwa nieprzerwanie do dziś. Kiedy jedziecie Chorzowską w stronę Bytomia, albo Katowic na pewno z zaciekawieniem odwracacie głowę w tamtym kierunku.

Tymczasem w niedzielę, 5 września nie będziecie musieli już wykrzywiać się zza kierownicy. Wszystko dlatego, że będzie to ”dzień otwarty Stadionu Śląskiego". Kocioł Czarownic będzie można zwiedzać tego dnia między 10 a 17. Zapisy będą przyjmowane przed wejściem do pawilonu hotelowego. Organizatorzy zakładają, że na plac budowy będzie mogło wejść w tym czasie około 900 osób. Oczywiście wycieczki będą przemykać w dużo mniejszych grupach, a nie w jednej gigantycznej, kilkusetosobowej:-) 

O fryzury przed wyjściem szczególnie nie dbajcie. I tak będziecie musieli założyć kaski, zostaniecie też przeszkoleni w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy. Podobnie jak Czadoblog kiedy zwiedzał Śląski parę miesięcy temu. Od tego czasu sporo się tam zmieniło!

Warto się pośpieszyć, bo na poprzedni ”dzień otwarty Stadionu Śląskiego", który zorganizowano jeszcze przed modernizacją przyszło 12 tysięcy osób. Teraz nie ma żadnych szans, żeby na obiekt weszła podobna ilość zainteresowanych.

Więcej szczegółów na ten temat - tutaj.

PS Omega i jej młodsza koleżanka z Bukowej też chciałyby zobaczyć Śląski z bliska. Choć pewnie jeszcze bardziej chciałyby wrócić na należne im miejsca.

PS1 Byli trenerzy Górnika i Ruchu kombinują jak powinni kombinować ich obecni następcy.

PS2 Katowice chcą dolewać Gieksie najdroższej benzyny. 

PS3 Polonia wie, że w Krakowie nie będzie łatwo, ale fajnie byłoby jednak Holendrom utrzeć nosa;-)

PS4 Zagłębie Sosnowiec chce zrobić taki sam numer jak kiedyś Górnik. Numer z piątakiem... Zabrzanom się powiodło. A Zagłębiu?

środa, 25 sierpnia 2010
Drgawki w Tychach

Byłem dziś na 1/32 finału Pucharu Polski w Tychach. GKS wygrał u siebie z Sandecją Nowy Sącz.

Co mi się podobało:

a) spryt gospodarzy. Trener Adam Nocoń po tym jak zjechał arbitra na meczu z Rakowem w Częstochowie podczas rundy przedwstępnej, dostał zakaz przebywania na ławce rezerwowych podczas dwóch kolejnych meczów Pucharu Polski. Dziś właśnie był ten drugi. Nocoń stał więc za ogrodzeniem oddzielającym murawę od trybun. Stał metr od ławki rezerwowych, na wszystko i tak miał wpływ. Wyglądało to dość komicznie, ale co nie jest zabronione, jest przecież dozwolone:-) 

b) zmiana organizacji ruchu na stadionie spowodowały, że na trybuny wszedem przez... tunel prowadzący na boisko, przeciskając się przez szpaler nerwowo podskakujących zawodników oczekujących już na wyjście. Teraz już wiem jak to jest, kiedy sędzia wyprowadza drużyny na mecz:-)

c) optymizm tyskich kibiców. ”GKS-ie, GKS-ie jak tak dalej będzie grał, Puchar Polski będziesz miał” - śpiewali. Co racja, to racja: jeszcze tylko 1/16 finału, 1/8 finału, 1/4 finału, 1/2 finału, finał i... już!

d) odpowiednio wysklepiona granica między klatką a żołądkiem u Krzysztofa Bizackiego. Właśnie dzięki temu wysklepieniu zapakował jedynego gola. Po meczu Bizak stwierdził bez zbędnych emocji, że strzelał już różnymi częściami ciała. Mogło się więc zdarzyć, że wysklepienie też już zaliczyło swoje trafienie:-)

Co mi się nie podobało:

a) właściwie to mnie wręcz przeraziło. Nigdy dotąd nie widziałem, żeby po zderzeniu zawodnik padł na ziemię bez czucia i wstrząsały nim drgawki. Po starciu z Hubertem Jarominem znany z występów w Polonii Bytom Piotr Kulpaka bezwładnie walnął na murawę jak ścięty. Wyglądało to tragicznie! Na boisko wjechała karetka, zawodnicy Sandecji delikatnie przenieśli kolegę do samochodu. Nowosądeczan uradował fakt, że zawodnik, kiedy doszedł do siebie, był w stanie powiedzieć jak się nazywa. Prawdopodobnie skończyło się na lekkim wstrząsie mózgu;

b) że jabulani, którą grali piłkarze omal nie zrobiła krzywdy Czadoblogowi. Wykopnięta w drugiej połowie na aut z impetem wybiła szybę w klubowym budynku. Akurat w pomieszczeniu, gdzie jest klubowa siłownia. Działo się to metr ode mnie, donośny trzask rozbijanej szyby wstrząsnął mym jestestwem;

c) że klub jeszcze nie sprzedaje wejściówek na zadaszoną trybunę. Powinny być najdroższe i do tego z kocykiem. Tak, żeby od razu zrobić sobie piknik na trawce. Może nie pod wiszącą skałą, ale pod wiszącym dachem.

***

Tyscy zawodnicy sami podkreślają, że start w pucharze to dla nich odskocznia od szarej codzienności. Teraz chcieliby już wpaść na jakiś zespół z ekstraklasy. Jest dobrze, a wkrótce może być jeszcze lepiej. Do Tychów po 15 latach wraca bowiem Stalowy Paweł.

PS Mariusz Klimek wyjaśnia dlaczego Ruch sprzedał Macieja Sadloka.

PS1 A poza tym uważam, że Omega i jej młodsza koleżanka powinny wrócić na swoje miejsce.

20:04, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (11) »
Garnitur wystarczał. Do czasu

Z dzisiejszej perpektywy to niesamowite w jaki sposób budowało się u nas silną drużynę w dawnych czasach. Górnik Zabrze stał się potęgą w drugiej połowie lat 50. głównie dzięki operatywności działaczy. Zabrzanie pod tym względem wysforowali się na czoło, byli o krok przed Ruchem. Niebiescy, jako ówczesny number one na Śląsku, nie byli jeszcze przygotowani do takiego skutecznego działania, jakie zademonstrował Górnik.  

O co chodzi? Górnik Zabrze zatrząsł ówczesną hierarchią w posadach, a zrobił to w prosty, genialny sposób. W Ruchu doskonale znali się na talentach, ale Górnik zrobił jednak więcej żeby te talenty, często odkrywane przez chorzowian - przejąć... Zabrzanie byli w tym cholernie skuteczni.

Przykłady? Najbardziej znany to Zygfryd Szołtysik. W 1962 roku Ruch dawał mu garnitur, ale Górnik poszedł znacznie dalej. Działacze oferowali mieszkanie dla całej rodziny w Zabrzu, naukę dla dwóch sióstr i brata ”Zygi”, a ojcu - pracę na kopalni. Dołożyli też pralkę...

Paradoksalnie, działacze obu klubów przystąpili do walki o Szołtysika mając cenne doświadczenie po jednym z wcześniejszych transferów. Sześć lat wcześniej Górnik i Ruch rywalizowały o zdolnego łebka z Chropaczowa, dzielnicy Świętochłowic. Niejaki Romek Lentner był już nawet na treningu w Ruchu, ale wtedy działacze Górnika zjawili się u jego rodziców, błyskawicznie pozałatwiali wszystkie formalności i niezwykle zdolny nastolatek zaczął grać w Zabrzu. Za ten transfer Lentner dostał od Górnika właśnie... garnitur.

Ruch za Szołtysika dawał to, co Górnik dał za Lentnera. Zabrzanie poszli kilka kroków dalej. Bo to, co wystarczyło do załatwienia Lentnera w ciągle siermiężnych latach 50., nie mogło już wystarczyć do załatwienia Szołtysika w latach 60. Świat, nawet ten w PRL-u, stawał się bardziej kolorowy, a ludzie mieli większe ambicje, marzenia, aspiracje... Wygląda na to, że działacze Górnika bardziej zdawali sobie z tego sprawę niż działacze Ruchu. A może tylko, mając za sobą górnictwo, mieli po prostu większe możliwości niż rywale zza miedzy?

Miłośnicy futbolowej historii alternatywnej mogą teraz podumać: jak wyglądałby Ruch Chorzów, gdyby w latach 56-69 na lewym skrzydle grał w nim Roman Lentner. Czy tytułów mistrzowskich zdobytych w tym czasie przez niebieskich byłoby z nim w składzie (i jego 75 ligowymi golami) więcej niż dwa?

Jedno jest pewne: Lentner trafił do Górnika i nigdy tego nie żałował. Lata spędzone w Zabrzu wspomina z autentycznym wzruszeniem, przyjaźni, które tam zawarł nikt mu nie odbierze. I po latach nieważne, że odejście z klubu nie było najsympatyczniejsze. Panie i Panowie: przed Wami Roman Lentner i jego niezwykła historia!

Górnik Zabrze

U góry przyjemna fotka z archiwum Czadobloga. To mistrzowska drużyna z maja 1961 roku. Roman Lentner na zdjęciu pierwszy z prawej w górnym rzędzie. A obok niego same asy. U góry od lewej: Ginter Gawlik, Ernest Pohl, Antoni Franosz, Edward Jankowski, Stanisław Oślizło. Na dole od lewej: Jerzy Musiałek, Edward Olszówka, Hubert Kostka, Jan Kowalski i Erwin Wilczek.

Na dole fotka z wizyty Czadobloga u Romana Lentnera w jego rodzinnym Chropaczowie. Tam zawsze czuł się wspaniale.

Roman Lentner w pogawędce z Czadoblogiem

PS Omega pewnie pięknie by pana Lentnera w Chorzowie przywitała.

PS1 Nagrodę w konkursie wygrał matisitnik. Gratulacje! Proszę o kontakt mailowy żeby uzgodnić sposób przekazania nagrody. Swoją drogą, Czytelnicy Czadobloga, muszę przyznać: niezłe z Was cwaniaki. No cóż, co nie jest zabronione, jest dozwolone:-)))

PS2 Miotam się niespokojnie, bo wygląda na to, że Czadoblog nie zobaczy najbliższych Wielkich Derbów Śląska w Zabrzu... Robota w ”Gazecie” jest fajna, bo polega często na odwiedzaniu stadionów, ale równie często polega na ich nieodwiedzaniu. Tym razem będziecie więc musieli bawić się chyba beze mnie:-(

PS3 Gleiwitz po piłkarsku w latach 1900-1945. 

piątek, 20 sierpnia 2010
Nieskazitelność

Piłka nożna zawsze była i będzie odzwierciedleniem rzeczywistości. To oklepany banał, ale kiedy możemy podać jakiś konkretny przykład, uświadamiamy sobie celność tego hasła.

Rzeczywistość na Śląsku w roku 2010 jest inna niż w roku 1945, dlatego nie jest możliwe, żeby Górnik Zabrze miał dziś takie problemy jakie miał dokładnie 65 lat temu Klub Sportowy Związku Zawodowego Kolejarzy z Katowic. Latem 1945 roku właśnie ten klub walczył o awans do śląskiej A-klasy (wtedy A-klasa znaczyła więcej niż dziś), zajmował nawet drugą lokatę, ale nagle punkty zostały mu odebrane. Powód? ”W barwach kolejarzy występował Niemiec Lekki” - denerwował się ”Przegląd Sportowy”.

W tym czasie Wydział Gier i Dyscypliny ówczesnego Śląskiego OZPN prowadził wiele dochodzeń obejmujących przeróżne drużyny piłkarskie ”w związku z licznymi wypadkami wystawiania do zespołów Niemców”. Oczywiście byli to Niemcy urodzeni i wychowani tutaj, no ale zawsze co Niemiec to Niemiec... Okręgowe władze piłkarskie czyniły zarządy śląskich klubów "osobiście odpowiedzialnymi za nieskazitelność zawodników pod względem narodowym".

Trudno więc zrozumieć jak mogło dojść do takiej ”wpadki” z udziałem KS ZZK, skoro uroczyste otwarcie sezonu piłkarskiego na polskim Śląsku tuż po przejściu frontu przewidziano na 1 marca właśnie z udziałem tego klubu! Komuniści w tym czasie musieli wszystko kontrolować, więc nie wierzę, że zestaw drużyn w tym spotkaniu był przypadkowy. A przecież właśnie Klub Sportowy Związku Zawodowego Kolejarzy jako przedstawiciel Śląska miał zagrać z samą Cracovią. Publika przeżyła jednak duży zawód - najpopularniejszy przedwojenny polski klub po prostu na mecz... nie dojechał. Żeby zrekompensować zawód kibicom, zespół KS ZZK podzielił się na dwie siedmiozespołowe drużyny (więcej piłkarzy... nie było) i rozegrał mecz 2x30 min. Ale komuniści kontrolowali nawet ten ”mecz zastępczy”: sędziował oficer Armii Czerwonej. Niejaki Aleksiej Anidorow był członkiem moskiewskiego kolegium sędziów piłkarskich... Nie dziwcie się. To były czasy kiedy ruskie armaty stały na obecnych stadionach Ruchu i Górnika, a piłkarze w różnych częściach Śląska musieli czerwonoarmistów najpierw poprosić o zgodę na grę w piłkę nożną...

Tak, to były trudne czasy. Jeszcze w połowie lutego 1945 roku śląski wojewoda podpułkownik Jerzy Ziętek (tak, tak, wtedy jeszcze nie generał) wydał zarządzenie dotyczące odrodzenia życia sportowego w regionie. Nakazał m.in. zarekwirować "wszelkiego rodzaju nagrody, proporczyki, dyplomy, plakietki, żetony, upominki, wydawnictwa sportowe, fotografie i instrumenty muzyczne byłych organizacji Hitlerjugend". Miejscowa ludność miała na pozbycie się tego 14 dni. Ziętek zagroził, że po tym terminie każdy, u kogo zostaną znalezione takie przedmioty, "będzie karany sądownie"...

Dziwicie się, że zdjęcia i pamiątki dotyczące śląskiego piłkarstwa z lat 1939-45 są dziś prawdziwym rarytasem?
Jakie to szczęście, że nastały jednak czasy, gdy Niemiec Bemben może występować w Górniku bez przeszkód...

PS Wydaje się Wam, że nazwa KS ZZK jest dziwaczna? Wtedy była powszechna. Wiecie jaki klub ze wszystkich, które tak się wtedy nazywały, zrobił potem największą karierę? Tak, tak: ten sam, który  aż pięć razy zdobył mistrzostwo Polski (w latach 1983, 84, 90, 92, 93).

PS1 Czadoblog, kiedy był jeszcze rączy, miał propozycję związania się z branżą kolejową i piłkarskich występów w Kolejarzu Katowice. Nie zdecydował się, zdecydowanie silniejszy czuł się w asfaltowej odmianie futbolu:-) Jakby ktoś nie pamiętał - w Kolejarzu Katowice grali m.in. Stanisław Oślizło i Adam Kucz...

PS2 Zegary z kolejarzami chyba niewiele mają wspólnego.

 
1 , 2 , 3
Archiwum