poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Wróżba Czadobloga. Awansuje Zagłębie Sosnowiec

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice i bardzo się rozczarowałem. W tym roku kalendarzowym to niestety norma. W 2015 roku widziałem trzy mecze na Bukowej. Bilans: 0 zwycięstw GieKSy, 0 remisów, 3 porażki, bilans bramkowy 0:7.

Mecz jak mecz, ale przygnębiło mnie, że piłkarze z Katowic w spotkaniu z Miedzią Legnica właściwie nie wiedzieli co mają robić na boisku. Moim zdaniem na boisku panował chaos, bynajmniej nie kontrolowany. Najbardziej przykre jest to, że w tej drużynie nie widać nie tylko lidera ale nawet... ćwierćlidera. Nie ma w tej chwili w GieKSie piłkarza, który albo potrafiłby krzyknąć na kolegów albo pociągnął za sobą przyzwoitymi, czysto piłkarskimi umiejętnościami. Dlatego pomysł z Bartoszem Iwanem, który właśnie rozwiązał kontrakt z Górnikiem Zabrze i mógłby trafić do GieKSy uważam za bardzo dobry. Pamiętam Iwana w GieKSie z lat 2008-09. Był wtedy zdecydowanie najlepszym piłkarzem tamtej drużyny, robił różnicę. Teraz, po odejściu Pitrego, mógłby tej drużynie pomóc i znów zrobić różnicę. To wciąż dobry zawodnik. W tej lidze mógłby być jeszcze gwiazdą.

A jest o co walczyć, bo wydaje mi się, że z roku na rok pierwsza liga jest ciągle słabsza. Przypuszczałem, że słabsza niż w zeszłym sezonie już nie będzie, ale w teraz bije moim zdaniem rekordy nieudolności. Nie pamiętam tak słabego zaplecza ekstraklasy a przecież oglądam je na własne oczy od trzydziestu lat. Dlatego GieKSa powinna to zjawisko - mimo stanu w którym się obecnie znajduje - wykorzystać. Naprawdę może powalczyć o drugie, premiowane awansem miejsce.

Pierwsze zajmie bowiem moim zdaniem - jeśli nie nastąpi jakiś kataklizm - Zagłębie Sosnowiec. Ten zespół rozpędza się coraz bardziej choć z nieoczekiwanych przyczyn pojawił się u nich problem z napastnikami. To może pokrzyżować im szyki.

PS Zdecydowałem już jaka będzie treść post scriptum kiedy Omega wróci na Cichą (bo - to tak dla formalności - uważam, że powinna wrócić). Nowy PS będzie brzmiał następująco:

"A poza tym uważam, że reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski."

PS1 Byłem w sobotę w Gliwicach zobaczyć lidera.  Piast rozjechał Łęczną jak walec. Co się dzieje? Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że Piast będzie gdzie będzie a jego rywal zza miedzy Górnik będzie gdzie będzie - nie uwierzyłbym. Założyłbym się o roczną wypłatę, że to niemożliwe.

Piast to nie jest przypadkowy lider. Frapuje mnie jak ekipie z Gliwic pójdzie dalej. Teraz już wszyscy doceniają wielkość Vacka i jego kolegów. Ale czy Piast będzie jak kolarz, który samotnie ucieka 250 km i peleton łapie go przed metą? A może właśnie teraz pisze najpiękniejszy rozdział historii?

Spokojnie. Wszystkim zachłyśniętym podam dwa przygnębiające przykłady. Oto drużyny, które łapały Pana Boga za nogi nawet mocniej niż Piast teraz, a jednak w ostatecznym rozrachunku im się nie powiodło:

- Odra Opole w sezonie 1978/79 (lider po rundzie jesiennej, VI. miejsce na zakończenie sezonu);

- Górnik Wałbrzych w sezonie 1983/84 (lider po rundzie jesiennej, VI. miejsce na zakończenie sezonu).

Piast na razie o mistrzostwie półmetka może marzyć. Oczywiście Radoslav Latal podkreśla, że liczy się tylko awans do mistrzowskiej ósemki. Ale przypuszczam, że gdyby teraz powiedzieć gliwiczanom, że Piast na koniec sezonu 2015/16 zajmie szóste miejsce - byliby rozczarowani w stu procentach. 

sobota, 22 sierpnia 2015
Strojenie fochów i matematyka

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę oglądał śląskie derby na trzecim poziomie rozgrywek w towarzystwie ośmiu tysięcy ludzi, do tego w superkomfortowych warunkach - wyśmiałbym go.

Tymczasem dziś w Tychach doznałem przyjemnych dreszczy. Mecz z Polonią Bytom stał się okazją do pielgrzymek pod nowiutki stadion ze wszystkich stron miasta. Jakby Jan Paweł II z pielgrzymką przyjechał. Ostatni raz takie tłumy pod stadionem pamiętam we Lwowie przed meczem Niemcy - Dania w 2012 roku.

8197 widzów to nowy rekord odkąd trzeci poziom rozgrywek nazywa się "druga liga". W biciu rekordów tym razem pomaga, uważam, paradoks. Oczywiście nikt nie chciał spadku Tychów do drugiej ligi, ale właśnie teraz można przyzwyczaić ludzi do... zwycięstw. Otwarto nowy stadion, tyszanie w tej chwili są na miejscu premiowanym awansem. Wszystko dlatego, że zwyciężanie w drugiej lidze jest znacznie łatwiejsze i może sprawić, że wychodzenie na mecz (często całymi rodzinami) mogłoby stać się w Tychach stałym zwyczajem. To chyba najlepszy moment żeby tak się stało. Czy w tym mieście narodzi się niespotykane dotąd zjawisko społeczne? Ciekawy jestem czy tyszanom uda się jeszcze bardziej wyśrubować to i tak niezwykłe - jak na polskie warunki - osiągnięcie.

Z dzisiejszego wieczoru w Tychach zapamiętam dwa zagadnienia.

Pierwsze - postawa Łukasza Grzeszczyka. To bardzo ciekawy piłkarz z dużymi umiejętnościami - przypuszczam, że poradziłby sobie na wyższym szczeblu rozgrywek. W ostatnich trzech ligowych meczach zdobył pięć bramek, dziś Polonii wbił wyjątkowo efektowną. W zrobieniu większej kariery może mu jednak przeszkodzić - tfu, tfu, odpukać - pewna paskudna przywara. Otóż Grzeszczyk ma brzydki i przede wszystkim szkodliwy dla siebie zwyczaj... strzelania focha kiedy koledzy źle podadzą mu piłkę albo kiedy zmarnują jego dobre podanie. Gestykuluje wtedy, robi miny. To dla piłkarza nie jest dobre w momencie kiedy jest na dorobku. Jeśli rozzłości większość kolegów może zacząć się to odbijać na wspólnej grze. Najbardziej straci Grzeszczyk.

Drugie - pomeczowa konferencja prasowa. Chodzę na takie konferencje od 22 lat, ale pierwszy raz w życiu usłyszałem w ich trakcie tak niezwykłe zdanie dotyczące analizy meczowej. "W pierwszej połowie brakowało nam nałożenia matematycznego na gości" - powiedział trener gospodarzy Kamil Kiereś

Fajnie, że mogę uczyć się całe życie.

PS Życie jest naprawdę piękne kiedy człowiek może sobie na własne oczy zobaczyć dwa mecze w ciągu jednego dnia. Wcześniej byłem bowiem w Chorzowie na meczu Ruchu z Niecieczą. O Omedze wspominam już tylko pro forma.

Bardzo zaciekawił mnie sposób gry gospodarzy w tym meczu. Nie był dotąd jakoś jaskrawo widoczny, ale dziś ewidentnie widzieliśmy chorzowską tiki-takę. Niebiescy elegancko klepali sobie piłkę między połową a polem karnym rywala, bardzo często wymieniali podania z pierwszej piłki. Okazało się, że wymienili prawie 150 podań więcej od rywali (dokładnie 552:409)!* Aż zagadnąłem o to po meczu Waldemara Fornalika. - Klepanie klepaniem, ale nie chodzi wcale o sztukę dla sztuki. Chodzi o to że ma to czemuś służyć, że piłkarz musi wybrać ten jeden dogodny, najlepszy moment żeby nagłym podaniem stworzyć dogodną sytuację. W takim kierunku chciałbym podążać - wyjaśnił trener.

* dane dzięki uprzejmości Ekstraklasy. Uzyskałem je ze statystyk, które dostaję od T-Mobile Stats.

23:28, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (8) »
środa, 19 sierpnia 2015
Jezu jak się cieszę! Hurrrra! OMEGA wraca na Cichą!!!

"A poza tym Omega powinna wrócić".

Być może niektórzy z Was kojarzą to zdanie. Kreśliłem je z cierpliwością na Czadoblogu od 4 grudnia 2009 roku. Marek Porcjusz Katon pokazał, że kropla drąży skałę.

Wygląda na to, że upór popłaca. Już wkrótce Omega, która od 1939 roku działała przy Cichej przez kilkadziesiąt lat (z przerwami) wróci na stadion!

Ostatnio Ruch odwołuje się do bogatych tradycji, stadion został opakowany wielkoformatowymi banerami z podobiznami wielkich sław, z których każda w wielu innych klubach mogłaby być tą największą. Powrót Omegi trafia więc w idealny okres.

Jestem wdzięczny, jestem zachwycony, że w Ruchu uznali by warto do tego pomysłu wrócić.

Zegar będzie stał w innym miejscu niż dotychczas. Dotąd był za plecami fanów przyjezdnych drużyn, którzy nie zawsze potrafili go uszanować - zdarzało się, że rzucali w niego kamieniami. Nowa konstrukcja - na której ma zostać zamontowana Omega - stanie naprzeciw trybuny krytej. Jeśli wszystko pójdzie dobrze - miałoby się to stać już w połowie września, gdy na Cichą przyjedzie Legia Warszawa. Oczywiście nie dlatego, że przyjeżdża Legia, ale dlatego, że akurat mija 80-lecie powstania słynnego stadionu przy Cichej.

PS A poza tym...

A poza tym Omega powinna wrócić. Że ma wrócić - już wiadomo. Ale sześcioletni PS zniknie z Czadobloga dopiero kiedy zegar fizycznie pojawi się na stadionie.

A może ktoś z Was ma pomysł jak na nowo zagospodarować PS. Waszym zdaniem jakie hasło mogłoby się tu pojawić?

niedziela, 16 sierpnia 2015
Przypadek w Gliwicach

Zgodnie z oczekiwaniami Piast Gliwice wygrał z Legią Warszawa i został liderem. Piszę "zgodnie", bo przed meczem kiedy Paweł Mogielnicki tradycyjnie pytał mnie jaki będzie wynik odpowiedziałem, że tym razem 2:1. Paweł powtarza, że powinienem obstawiać mecze u bukmacherów. Pewnie - gdyby to pozbierać - wygrałbym już jakiś fajny samochód, ale przyjąłem zasadę, że dopóki jestem dziennikarzem sportowym nie będę obstawiał. Żeby nikt nie mógł mi nic zarzucić. No i z bólem serca tej zasady na razie się trzymam.

W meczu Piasta z Legią dostrzegam wielki przypadek. To świetny przykład na to, że można zwracać uwagę na wszystko a i tak o wszystkim zdecyduje właśnie "przypadek".

Otóż wielkim przypadkiem jest, że Piast zapewnił sobie zwycięstwo dopiero w końcówce. Nie wiem czy zwróciliście, że na początku meczu nad głową Heberta przelatywał motyl. Brazylijczyk strzepnął go, a to spowodowało, że do piłki ruszył ułamek sekundy później. 

To spowodowało, że wpadł na kolegę z drużyny - Kamila Vacka. Zderzenie z Hebertem musi być jak zderzenie z triceratopsem.

To spowodowało, że Vacek odniósł bolesny uraz. Tak naprawdę powinien zejść na ławkę, ale po doprowadzających go do stanu używalności zabiegach poprosił trenera Radoslava Latala żeby pozwolił mu grać dalej. 

To spowodowało, że szkoleniowiec się zgodził choć zamierzał rodaka ściągnąć z boiska.

To spowodowało, że kulejąco-człapiący, krzywiący się z bólu Vacek zaraz potem stracił piłkę, po której poszła kontra i Legia wyszła, cholera, na prowadzenie. 

Gdyby nie to wszystko (gdyby Legia nie zdobyła bramki, bo Vacek źle podał, bo go bolało, bo zderzył się z Hebertem, bo nad głową Heberta przelatywał motyl) - Żivec nie musiałby strzelać w końcówce bramki przesądzającej o zwycięstwie Piasta. Byłaby nią piękna bramka Nespora jeszcze z pierwszej połowy. Czyż przypadek nie rządzi światem?

A teraz poważnie: nie jest przypadkiem tak wysoka pozycja w tabeli Piasta Gliwice. To jest już poważna drużyna, w której nie ma już przypadkowych piłkarzy. W każdej formacji są zawodnicy wyróżniający się na tle całej ekstraklasy. Trenerowi Radoslavowi Latalowi trzeba oddać, że zbudował bardzo ciekawą drużynę. Już teraz wychodzi na to jak przemyślane były letnie transfery. Jakim cudem boczny obrońca Patrik Mraz po pięciu kolejkach może mieć bodaj dwa gole i dwie asysty, a prawie każde jego ofensywne wejście powoduje zamieszanie?

Martin Nespor ma to coś. To "coś" oznacza być może jedną okazję w meczu i od razu jest dziabnięcie.

Kamil Vacek to moim zdaniem temat na odrębne opowiadanie. Jeśli będzie zdrowy a wszystkie tryby się dotrą, to następnym razem po meczu Legia - Piast na pewno usłyszy pytanie od warszawskich dziennikarzy: "A czy chciałby pan grać w Legii?";)

Goście nie grali źle. Na początku byli nawet lepsi, potem wszystko im się posypało. Zawsze mi jednak u nich od pewnego czasu imponuje, że co przychodzę na mecz z ich udziałem to pojawia się zawodnik o którym nigdy nie słyszałem  i bardzo mi się podoba. Dziś na środku pomocy pojawił  się po przerwie Rafał Makowski i otwarłem szerzej oczy. 19-latek o wzroście 191 cm na środku pola to trochę nietypowe, przyznacie. Legia nas, cholera, zaleje tymi talenciakami... Robert Błoński, którego pytałem w Gliwicach o Makowskiego słusznie zwrócił mi uwagę, że wiedziałbym o nim więcej gdyby przeczytał ten tekst z piątku. Nie szukam w necie i w gazetach tekstów o Legii, ale czasem warto je jednak - niestety - przeczytać. Rzeczywiście fajny. 

Dziś na meczu zgadzało się wszystko. Atmosfera, emocje, poziom i wynik. Nie pasowała mi tylko drobnostka. Szkoda, że tuż przed miejscami dla prasy wyrosło parę buraków pastewnych. Kiedy Piast zdobywał gola, facet z wybałuszonymi oczami i zaczerwienioną twarzą odwracał się, ryczał i spoglądał na nas triumfalnie. Prawie pluł nam w notatki. W dodatku na to wszystko patrzył jego mały syn. Ostatnio takich matołów widziałem pod miejscami prasowymi na Odrze Wodzisław z piętnaście lat temu, pamięta ktoś? Myślałem, że tacy wymarli, ale jednak nie...

Nie wiem skąd bierze się takie prostactwo. Rozumiem, że można Legii nie lubić, przecież nie ma w tym nic złego, to całkiem naturalny stan rzeczy. Ale skoro ktoś przyjeżdża w gości trzeba pokazać, że cywilizacja nas nie ominęła. Przez takich dumnych z siebie bekających bałwanów tracę wiarę w ludzi.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Zapomniałbym: spiker na Piaście powinien trochę stonować. Chyba, że chce być porównywany z tym cudakiem, pożal się Boże, Hadajem.

piątek, 14 sierpnia 2015
Maciek Blaut. Dix ans plus tard

Z rozrzewnieniem wspominam czas kiedy zastępca naczelnego wołał mnie i mówił: "idź młody na ulicę i dowiedz się co ludzie sądzą o tym i o tym". To nie do wiary, kiedyś w robocie byłem najmłodszy.

Lata mijają i nadszedł czas, że to ja zacząłem szukać łebków. Dziesięć lat temu przyjmowałem Maćka Blauta do roboty w dziale sportowym. Był niedoświadczonym smarkaczem, ale wydawało mi się, że ma wszystkie niezbędne cechy, które powinny charakteryzować dobrego dziennikarza sportowego. 

Cieszę się, że się nie zawiodłem. 

Musicie bowiem wiedzieć, że z dziennikarzami jest tak:

- nie potrafią pisać i nie potrafią się dowiedzieć. Czasem takie kurioza się zdarzają i jakiś czas w tym zawodzie funkcjonują. Raczej krótszy niż dłuższy;

- potrafią pisać i nie potrafią się dowiedzieć. To jest prawdziwa męka. Męczą siebie i innych wokół. Niby za dobrze piszą żeby ich zwolnić, ale przecież w codziennym reporterskim harataniu najważniejsze jest zdobywanie informacji;

- nie potrafią pisać i potrafią się dowiedzieć. A! To zupełnie co innego. Znam ludzi, którzy mając takie połączenie cech zrobili w tym zawodzie zawrotne kariery. Redaktor czyta, woła takiego żeby mu opowiedział jeszcze raz - ten wszystko wie, opowiada, redaktor pisze i git. No i bardzo dobrze - przynajmniej jest robota dla redaktora:)

- potrafią pisać i potrafią się dowiedzieć. Maciek Blaut moim zdaniem należy do tego grona. Bardzo odpowiadał mi jego suchy, oszczędny styl - pisze tak jak maszerują rzymskie legiony. W dodatku ma cechę, którą uwielbiam - jest inteligentnie złośliwy. Wiele razy przygadał mi tak, że zapominałem języka w gębie, w duchu podziwiając jego złośliwość. Lubię to!

Ale dlaczego tutaj tyle o Maćku? Bo wyobraźcie sobie, że młody... odchodzi. To koniec pewnej epoki: 10 lat. Kiedy u nas zaczynał we Włodowie akurat zabito recydywistę grożącego mieszkańcom maczetą (słynny "samosąd we Włodowie"), Wojciech Olejniczak zostawał przewodniczącym partii, która do dziś nazywa się Sojusz Lewicy Demokratycznej, Stanisław Dziwisz zostawał metropolitą krakowskim, U2 rozbrzmiewało na Stadionie Śląskim (byłem, widziałem, szalałem) a w GieKSie dopalała się ziemia po spadku z ekstraklasy i jej odchodzącego prezesa akurat namówiłem żeby polskiemu społeczeństwu przedstawił bezmiar futbolowej korupcji.

Przez te dziesięć lat Maciek przepoczwarzył się z czupurnego prawdziwka w wyrafinowanego dziennikarza. W międzyczasie zdążył się ożenić, pojawiły się dzieci. Teraz Blaut postanowił zmienić robotę a ja muszę się z tym pogodzić. Właśnie dziś Maciek pracował po raz ostatni. Bierze urlop a z nowym miesiącem czeka go nowe miejsce pracy i nowe wyzwania. 

Na szczęście nie kończy z futbolem. Mało tego - dopiero teraz będzie siedział w piłce po same uszy. Będzie się działo! Ale co konkretnie będzie robił - niech sam ogłosi. Możecie się zdziwić. Jedno jest pewne - niektórzy dowiedzą się lepiej co znaczy złośliwość Macieja Blauta.

Powodzenia Maciek i dzięki serdeczne za te dziesięć lat.

                                                        %

Wiecie jednak, że życie musi toczyć się dalej i nie ma mowy o próżni. Maćka zastępuje więc nowy człowiek. 

Odmładzamy dział. Na samym początku zdumiało mnie, że możliwe jest aby nie być jeszcze na świecie kiedy w 1986 roku odbywał się pamiętny mundial w Meksyku, ba - nie być nawet w planach! Wyobrażacie sobie, że po ziemi mogą chodzić ludzie, którzy dwie wspaniałe bramki Diego Maradony w meczu z Anglią widzieli tylko z odtworzenia? Jak to w ogóle możliwe?! 

Jest duża szansa, że to jedyna wada Kamila Kwaśniewskiego. Młody idzie jak burza, nie boi się i jest taki jak trzeba - grzeczny acz stanowczy. Niektórych jego autentyczne grzeczność i skromność mogą zmylić ale to ich problem. W każdym razie - witamy na pokładzie. Jeśli chcecie poznać styl Kamila - zajrzyjcie TUTAJ. To autorski projekt Kwaśniewskiego.

Kamil przejmuje działki należące do Maćka. Przede wszystkim będzie więc pisał (już pisze) o Górniku Zabrze, Piaście Gliwice, GKS-ie Katowice, Polonii Bytom i Rozwoju Katowice. 

PS A poza tym Omega, Maciek, powinna wrócić.

czwartek, 13 sierpnia 2015
Z nowym prezesem Górnika służyłem do mszy

Zastanawialiście się czy człowieka idącego w waszą stronę z naprzeciwka już kiedyś mijaliście? Ilu ludzi może żyć w waszym mieście których nie mijaliście? Czy tacy w ogóle istnieją?

Świat jest cholernie mały. Przekonuję się o tym także dziś. Otóż nowym prezesem Górnika Zabrze został facet, z którym w latach 80. wielokrotnie... służyłem do mszy w parafii św. Józefa na Załężu (to ta z wyjątkowo pięknym neogotyckim kościołem wybudowanym po tym jak w 1896 roku w strasznym pożarze w kopalni Kleofas zginęło 106 górników).

Przygodę ministrancką wspominam bardzo miło. To była dobra szkoła punktualności, obowiązkowości i poszanowania hierarchii. Czyli tego wszystkiego czego brakuje we współczesnym świecie. Oczywiście nie byliśmy z Markiem Pałusem kumplami. Starszy ode mnie - był poważnym ministrantem, asystował przy udzielaniu komunii świętej, uczestniczył w liturgii słowa. Ja byłem bajtlem, który podczas mszy głównie klęczał na schodkach przed ołtarzem. Raz dorwałem się do dzwonków, ale wystraszyłem wiernych (sposób dzwonienia był ściśle określony, ale nikt mnie wcześniej nie przeszkolił więc zaimprowizowałem) - w efekcie już nigdy więcej nie dostąpiłem tego zaszczytu.

Po latach Marek Pałus zaczął działać w niszowych sportach, był choćby prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Teraz przed nim rzeczywiście poważne zadanie: próba wyprowadzenia Górnika Zabrze w finansowego kryzysu. Ważne, że to nie jest działacz z zawodu, ale uznany prawnik z doświadczeniem.

Pałus przychodzi do klubu w dziwacznym momencie. Nie przypominam sobie sytuacji kiedy nowy prezes w ten sam dzień zwalniał starego trenera. Moim zdaniem to nie jest dobry początek, ale musiałbym być naiwny sądząc, że to była decyzja Marka Pałusa. Pamiętajmy, że Górnikiem rządzi miasto. Obserwowałem jednak Pałusa - choćby w niedawnej debacie o przyszłości katowickiego sportu w Radiu Katowice. Ma własne zdanie, temperament i swadę więc mam nadzieję, że będzie akurat z tych, którzy nie są malowanymi prezesami.

Jeszcze jedno: dla mnie sposób i moment pożegnania się z Robertem Warzychą i Józefem Dankowskim to poważny błąd. Przykre, że tak niezwykły klub jak Górnik ma niestety w sobie także coś paskudnego: nie potrafi godnie żegnać trenerów będących jednocześnie dzięki własnej świetnej zawodniczej przeszłości kimś więcej dla tego klubu. Tym pożegnaniom -  wcześniej choćby z Ryszardem Komornickim a teraz z Warzychą i Dankowskim - zwyczajnie brakuje klasy.

Ciągle mam przekonanie, że Górnikowi niewiele brakowało (brakuje) żeby odpalić. Powiedzmy sobie szczerze: w obecnej sytuacji Puchar Polski nie był dla zabrzan priorytetem i w ogóle nie przejąłem się odpadnięciem z Zagłębiem. Warzycha zwracał uwagę, że - powiedzmy to wprost, nieoględnie - bicza nie da się ukręcić z niewłaściwych materiałów. Bieda powoduje, że wyróżniający się zawodnicy muszą odchodzić, ale proszę wskazać w tej chwili choćby JEDNEGO pełnokrwistego, groźnego, bramkostrzelnego napastnika w tym klubie. Nie ma! Nie ma! Czyja to wina? Trenera?

Z obecnej sytuacji awans do czołowej ósemki byłby cudem. Nowy trener Leszek Ojrzyński paradoksalnie nie stoi przez wyjątkowo trudnym zadaniem. Moim zdaniem wyciągnie Górnika ze strefy spadkowej (czego wszyscy oczekują) no i nie da rady awansować z nim do strefy mistrzowskiej (czego pewnie nikt w obecnej sytuacji nie będzie miał mu za złe).

PS A TUTAJ zdecydowanie najciekawszy wywiad jaki czytałem w tym roku.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Czy zarząd Górnika zachowa się po frajersku

Czasy takie, że wszyscy wszystko komentują. Uważam to za przejaw zdrowo rozumianej demokracji. Demokracja umożliwia nie tylko komentowanie, ale i skomentowanie komentarza innych oraz apelowanie w reakcji na apel innych.

Zabrzańska "Torcida" wydała oświadczenie.  Wolno jej - jak każdemu. Żąda w nim natychmiastowej reakcji zarządu oraz właściciela klubu na słabe wyniki. Fakt, że są słabe - Górnik zajmowałby ostatnie miejsce nawet gdyby przed sezonem nie zabrali mu punktu.

Zdumiewa mnie jednak hasło pod adresem trenerów - Roberta Warzychy i Józefa Dankowskiego: "Jeżeli obaj Panowie mają honor, powinni podać się do natychmiastowej dymisji".

Z niezmienną cierpliwością przypominam zasady zdrowo rozumianego futbolu: piłkarze generalnie są od grania, sędziowie od sędziowania, działacze od zarządzania, kibice od kibicowania a trenerzy od trenowania. Jeśli piłkarze zaczną sędziować, sędziowie zarządzać, kibice trenować a trenerzy grać - czeka nas to:

Takie oświadczenie jak dzisiejsze uważam za przejaw skrajnej dezynwoltury wobec ludzi z których każdy z osobna dał Górnikowi nieporównywalnie więcej niż wszyscy razem podpisujący się pod tymi kuriozalnymi słowy pod ich adresem.

Owszem - też nie rozumiem niektórych trenerskich decyzji - jak choćby rezygnacji z obowiązującego w zeszłym sezonie systemu 3-6-1 gdzie wahadła chodziły jak tłoki w silniku i całkiem nieźle to wychodziło. Nigdy nie przyszłoby mi jednak do głowy odwoływać się z tego powodu do honoru Roberta Warzychy i Józefa Dankowskiego!

Zarząd powinien mieć wolną wolę w podejmowaniu tak ważnych decyzji jak zmiana trenera. Kibice tego rodzaju oświadczeniami tę wolną wolę działaczom ograniczają. Ba; moim zdaniem - jeśli zarząd Górnika właśnie teraz pozbędzie się trenerów - postąpi po frajersku. Taki ruch będzie można bowiem interpretować tylko w jeden sposób - jako przymilanie się niektórym środowiskom kibicowskim i chowanie głowy w piasek w trudnej sytuacji. "Bo kibice chcieli..." Dla mnie zarząd przestanie w tym momencie być zarządem a stanie się bezwolną kukłą w rękach organizacji reprezentujących niektórych kibiców.

Jeszcze jedno: moim zdaniem takie oświadczenia jak to dzisiejsze jest działaniem na szkodę klubu. Miejmy bowiem w tyle głowy ważne założenie: chodzi przecież o to żeby znaleźć dla Górnika nowego sponsora czy też bogatego właściciela odpowiadającego aspiracjom tego wspaniałego klubu. Czyż potencjalny właściciel nie zastanowi się teraz pięć razy bardziej wnikliwie czy wchodzić do klubu - nawet z tak bogatą przeszłością, nawet z tak powszechnie znaną marką - w którym kibice będą próbowali wchodzić mu na głowę?

Dostrzegam łatwe wyjście z tej sytuacji. Fani bardzo łatwo mogą znaleźć upust swej gwałtownej woli zarządzania. Wystarczy powołać klub o nazwie "Torcida Zabrze", opracować stosowny regulamin gdzie wszystkie decyzje będą podejmowane demokratycznie, zgłosić drużynę do profesjonalnych rozgrywek i wydawać oświadczenia. Choćby codziennie.

PS Oczywiście nie mam nic przeciwko uznaniu przez niektórych mojego apelu za skrajnie debilny. Wolno im, każdemu wolno. Na tym polega demokracja.

Archiwum