wtorek, 22 sierpnia 2017
Walcz do końca. Zaniosą cię na rękach do domu

Często powtarza się, że w piłce nożnej trzeba walczyć do końca. Na tyle często, że nie robi to już większego wrażenia. Ale ciągle warto przypominać historie niezwykłe i czasy gdy działo się coś niezwykłego.

Dziś mija dokładnie 80 lat od niezwykłego meczu. 22 sierpnia 1937 roku Ruch Wielkie Hajduki gra w ekstraklasie z Warszawianką. Gospodarzom nie idzie, są nieskuteczni. W dodatku w 87 minucie, jeszcze przy stanie 0:0 sędzia dyktuje rzut karny dla gości. Rudolf Pirych strzela, piłka wraca w pole, a Józef Smoczek dobija do pustej bramki. Warszawianka wychodzi na prowadzenie.

Dwie minuty do końca. Na widowni rozpacz.

Wznowienie gry od środka. Atak Ruchu. Zamieszanie podbramkowe. Główkuje Teodor Peterek. Gol!

Wznowienie gry od środka. Ruch natychmiast przejmuje piłkę. Gerard Wodarz biegnie na bramkę. Traci piłkę, ale... udaje mu się ją odzyskać. Pędzi z nią w stronę linii autowej. Stamtąd znienacka wali bombę na bramkę. Piłka wpada w górny róg.

Szał na trybunach. Owacje.

Koniec meczu. Kibice znoszą Wodarza na rękach z boiska. Nie zanoszą go do szatni. Zanoszą go prosto do domu.

PS Warszawianka rozzłościła piłkarzy Ruchu. W trzech meczach, które oba zespoły rozegrały do wybuchu wojny strzelili jej piętnaście bramek.

wtorek, 08 sierpnia 2017
A co Ty zrobiłeś dla Ruchu?

Ruch Chorzów przeżywa jeden z najtrudniejszych momentów w historii. Obecnie nie jest możliwe żeby styl gry drużyny i jej wyniki olśniewały.

Pytacie czasami jaka jest różnica między futbolem obcym a naszym. Wydaje mi się, że największa różnica ze wszystkich jest taka, że tam (w Niemczech albo Anglii) przychodzi się na własną drużynę. U nas często przychodzi się przede wszystkim na obcą...

Trafia się doskonała okazja żeby okazać Ruchowi wsparcie. Dziś o godzinie 19 niebiescy grają u siebie z Chrobrym Głogów w Pucharze Polski. To pierwszy mecz chorzowian na własnym stadionie, który można zobaczyć na własne oczy.

Ruch to jeden z symboli Śląska. Nie tylko piłkarskich - uważam, że w ogóle. Prawda jest taka, że to Wy, kibice, możecie raz za razem udowadniać, że to symbol ciągle żywy. Nie ma nic piękniejszego niż wsparcie dla klubu w trudnych dla niego momentach. Udowadniają to fani Widzewa i Górnika. To dzięki gromadnemu zainteresowaniu tamte kluby mają szanse wyjść na prostą.

Ruch też zasługuje żeby wyjść na prostą. Ale bez Was to może nie być możliwe.

A wystarczy tylko, że przyjdziecie. A potem znów przyjdziecie. I znów... Bez marudzenia na styl i wyniki. Bo jeśli będziecie regularnie i gromadnie przychodzić wreszcie nadejdzie czas, że będziecie mogli pomarudzić.

Swoją drogą - czy to nie wspaniały moment żeby zacząć kibicowską przygodę?  Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie jest kibicem a jego przygoda z piłką może rozpocząć się od takiego spotkania jak Ruchu z Chrobrym - w przyszłości mógłby się tym szczycić...

Nie jest sztuką zacząć być kibicem Barcelony kiedy ta wygrywa Ligę Mistrzów. Nie chodzi oczywiście o to żeby się katować. Chodzi o wsparcie. Bo tylko zaciskając zęby teraz jest szansa, że kiedyś będzie lepiej.  

Nie pytaj więc co Ruch zrobił dla Ciebie. Spytaj raczej co Ty możesz zrobić dla Ruchu. 

PS Nie muszę pisać co na ten temat sądzi Omega.

 

poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Oto okładka mojej przyjemności

Miło mi oznajmić, że w połowie września ukaże się na rynku książka pod tytułem "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach".

Pracowałem nad nią rok, to była dla mnie wspaniała przygoda. Uważam, że dla człowieka interesującego się futbolem właściwie nie ma lepszego sposobu na poznawanie sławnych ludzi piłki, ich wspomnień, osądów i przekonań niż praca przy okazji książki.

Rozkwit Górnika w latach 50., piętnaście lat z rzędu kiedy niezmiennie stoi na ligowym podium (w latach 1957-72) to historia w polskim futbolu jednorazowa. Zazwyczaj zabrzanie miażdżyli wtedy kogo chcieli i jak chcieli. A po kilku latach kryzysu, jeszcze raz, w latach 80. potrafili zadziwić - stało się to już udziałem innego pokolenia. Efekt: 14 tytułów mistrzowskich (zabrzanom w tym względzie dorównuje jedynie Ruch Chorzów) i finał europejskiego pucharu (w tym względzie nie zdołał im dorównać już nikt. Chciałbym żeby komuś za mojego życia się udało, ale szczerze powątpiewam).

Poniżej pierwszy raz prezentuję Wam okładkę książki. Wygląda następująco:

  stot

Nie wiem czy ktoś rozpoznaje, ale na okładce rozgrywa się jeden z najważniejszych meczów w bogatej historii Górnika. Miejsce też nieprzypadkowe. 13 września 1961 roku około 80 tysięcy ludzi zobaczyło na Stadionie Śląskim pierwszy mecz Górnika w europejskich pucharach. W Pucharze Mistrzów zabrzanie pokonali wówczas słynny Tottenham Londyn.

Na okładce Bill Brown, bramkarz Tottenhamu i reprezentacji Szkocji wprawdzie łapie piłkę, ale aż cztery razy mu się to tamtego dnia nie uda. Górnik w pucharową przygodę wszedł więc z przytupem.

Jestem zaszczycony, że prawie dokładnie 56 lat od tamtego wielkiego meczu ukaże się moja książka traktująca o fenomenie wielkiego Górnika. Wierzę, że dla wielu kibiców będzie to całkiem miłe 430 stron.

Archiwum