czwartek, 30 września 2010
Cudowny sen prysł?

Nie będę się wypierać: podkreślałem już, że cenię zaangażowanie Damiana Bartyli w sprawy Polonii Bytom. Skuteczny w działaniu facet, który temu klubowi kibicował od dziecka, wziął się za jego odnawianie w czasach, gdy na trzecioligowe mecze chodziła ledwie garstka ludzi. To co udało mu się w Bytomiu dokonać jest mistrzostwem świata. Polonia zmartwychwstała. Także, a właściwie przede wszystkim, dzięki Bartyli. To był właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Nie będę się także wypierać czegoś innego: podkreślałem wielokrotnie, że korupcja to największe zło jakie może dopaść futbol. Wygląda na to, że mogło dopaść także Polonię. Cudowny sen prysł, bo dotąd Polonia uchodziła za klub „nieskażony”... I nie jest ważne, że chodzi zaledwie o mecz III ligi, a nie ekstraklasy.

Prezesowi Bartyli i bytomskiemu klubowi z całego serca życzę, żeby dzisiejsze zatrzymanie okazało się pomyłką. Nie mam jednak wielkich złudzeń, bo dotychczas prokuratura we Wrocławiu jeszcze się nie pomyliła.

Jeśli wina zostanie udowodniona, musi być kara.

środa, 29 września 2010
Nowy rodzaj kary

Fajnie, że na Górnym Śląsku wreszcie zaczną budować jakieś stadiony. Gliwice startują lada moment i za nowy obiekt na pewno nie będą musiały się wstydzić. Co innego Katowice - myślałem, że padnę z szyderczego śmiechu kiedy zobaczyłem projekt. Zaproponować taki badziew to naprawdę duża sztuka. Jeśli "to coś" naprawdę powstanie, za kilkanaście lat będzie najohydniejszym stadionem w stolicy jakiegokolwiek województwa. Przecież "tego czegoś" już dziś nie można porównać nawet do stadionu w Kielcach!

Nie wiem dlaczego nie można zamknąć narożników i skonstruować dachu, który nie wprowadzałby nas jednak w nastrój regat żeglarskich. Zdaję sobie sprawę, że Polonia Bytom też ma żagiel, ale to przecież jedynie rozwiązanie tymczasowe wymuszone licencją (Bytom również czeka na nowy obiekt), a w Katowicach ma służyć przez długie lata.

Panowie decydenci! Przecież "to coś", co ma powstać na Bukowej  nie tylko nie spełnia najnowszych trendów w sztuce budowania stadionów, ale dodatkowo zabija potworną szpetotą. Jest wręcz naigrywaniem się z mieszkanców! Nie czujecie tego?! Moim zdaniem "to coś"  - jeśli powstanie - będzie karą dla kibiców. Dotąd chodzili na stary stadion, więc nie odbierali tego w ten sposób. Z nowego mają prawo być dumni, mają prawo się go nie wstydzić. Dotyczy to wszystkich kibiców na Górnym Śląsku.

Dlaczego fan nie może swojego stadionu najzwyczajniej w świecie lubić? Jaki dobry piłkarz będzie chciał na "tym czymś" w Katowicach grać, mając do wyboru prawdziwe obiekty, które wkrótce powstają/powstaną w Polsce?! Dlaczego kibic z Mazowsza, Wielkopolski albo Małopolski może być dumny, a ten z Górnego Śląska musi przełykać wstyd?

Z dalekiej podróży przywiozłem sobie album "Football grounds from the air" traktujący o stadionach w Wielkiej Brytanii. Można się nabawić kompleksów, ale i również coś podpatrzeć. Oczywiście nie chodzi o to, żeby w Katowicach wybudować nowe Wembley, Emirates Stadium, City of Manchester Stadium lub siedzibę jakiegoś innego sławnego angielskiego klubu. Zdaję sobie sprawę, że trzeba mierzyć siły na zamiary i rozmiar sakiewki.

Ale warto zwrócić uwagę choćby na mniejsze miasta. Tam też zbudowano istne cuda. Warto zerknąć na następujące obiekty:

- Pride Park (niespełna 34 tys. pojemności) w mniejszym do Katowic Derby (233 tys. mieszkanców);

- Ricoh Arena (niespełna 33 tys.) w podobnym pod względem zaludnienia Coventry (306 tys.);

- Reebok Stadium (niespełna 29 tys.) w mniejszym od Katowic Bolton (263 tys.);

- Kingston Communications Stadium (ponad 25 tys.) w mniejszym od Katowic Kingston upon Hull (254 tys.);

- The Galpharm Stadium (niespełna 25 tys.) w mniejszym od Katowic Huddersfield (150 tys.);

- stadium:mk (22 tys.) w mniejszym od Katowic Milton Keynes (207 tys.). To miasto partnerskie Tychów, ciekawe czy tyszanie widzieli to cacko, tamten klub jest na podobnym poziomie;

- The Liberty Stadium (ponad 20 tys) w mniejszej od Katowic Swansea (227 tysięcy);

Co, za duże, powiecie? Ale nawet jeszcze mniejsze obiekty mogą przyprawiać o dreszcze. Zerknijcie choćby na Keepmoat Stadium (ponad 15 tys.), gdzie na co dzień gra Doncaster Rovers, zespół z 68-tysięcznego miasta. Nikt nie powie mi, że Doncaster zasługuje na to, żeby mieć lepszy stadion niż stolica województwa śląskiego!

Każdy z wymienionych przeze mnie stadionów byłby ozdobą Katowic. A jak macie tak budować, jak planujecie, drodzy decydenci, to lepiej nie budujcie, bo potem nie będzie co zrobić z tym pasztetem. Kiedyś przyjdzie wreszcie ktoś inny i sprawi, że powstanie coś lepszego.

PS Podejrzewam, że młodsza koleżanka Omegi jest tego samego zdania.

PS1 Choć ciągle szyderczo chichoczę ciągle mam nadzieję i wiarę, że stadiony, które powstaną w innych górnośląskich miastach będą jednak spełniać podstawowe wymogi estetyczne. I nie mówcie mi, że o gustach się nie dyskutuje!

niedziela, 26 września 2010
Babelki

Attention - tekst bez polskich znakow, bo tu nie ma polskich znakow. Dlatego tytul powinien brzmiec raczej "bombelki", zeby bylo wiadomo o co chodzi, ale wtedy ortograficzni ortodoksi rozniesliby Czadobloga na strzepy.

***

Pierwszy raz w zyciu wracalem w ten sposob z meczu. Najpierw biegiem zeby zdazyc na kolejke. Potem jednak taksowka zeby zdazyc na kolejke. Potem kolejka zeby zdazyc na metro. Potem metrem zeby zdazyc na autokar. Potem autokarem zeby zdazyc na samolot. Potem samolotem. Potem autobusem. A potem samochodem. I juz:-)

Godziny rozpisane na minuty. Ale wiecie co? Oplacalo sie:-) Nigdy dotad nie widzialem derbow Londynu na wlasne oczy. To bylo nieprawdopodobne szalenstwo.

Kiedy podjezdzalismy na Upton Park juz wiedzialem co mnie czeka. Taksowkarz dowiedziawszy sie, ze jedziemy na mecz spytal o sympatie klubowe. Kiedy uslyszal, ze Czadoblozek jest za West Hamem, a Czadoblog za Tottenhamem, zaznaczyl z naciskiem, ze z powrotem moze zabrac tylko mniejszego:-)

Na poczatku rozwalily mnie tytulowe babelki. Kiedy fani West Hamu rykneli swoj hymn przeszly mnie dreszcze. Mialo to taka moc jak " You'll never walk alone", ale bardziej rozbrajalo tymi swoimi babelkami, nie sadzicie?

Siedzielismy u gory na West Stand z kibicami West Hamu. - Pierwszy raz u nas? Zobaczycie jaki bedzie halas - usmiechal sie starszy pan, kibic po prawej. Kibic za mna byl jeszcze mniej zorientowany w realiach niz ja. W przerwie spytal mnie czy ta trybuna po lewej to Trevor Brooking Stand. Odparlem, ze tak i ze gralem z Brookingiem w pilke. Spojrzal na mnie jak na idiote, ale ja, Drodzy Czytelnicy Czadobloga, powtorze z cala odpowiedzialnoscia - tak, gralem z Trevorem Brookingiem - a raczej przeciw niemu:-).

W tym czasie Czadoblozek przybijal juz piatki z kibicem po prawej. Najpierw kiedy Piquionne strzelil gola dla West Hamu. Bylem juz w wielu szalejacych po golu mlynach, ale ten odpal zapamietam na dlugo. Ale jazda, jaki grzmot!

Potem kolejne piatki kiedy Green w pieknym stylu bronil strzaly napastnikow gosci (to ten sam facet co puscil taka szmate na mistrzostwach?! - dopytywal sie z niedowierzaniem Czadoblozek).

Konkretny efekt wyjazdu jest taki, ze Czadoblozek, ktory w lidze angielskiej nie mial jakiejs jednej wielkiej milosci wsiakl na calego - w West Ham. Angazuje sie z zarliwoscia, charakterystyczna dla dwunastolatkow, do tego obejrzal jeszcze film z Frodem:-) Trzeba bedzie go pilnowac, zeby nie wytatuowal sobie na karku mlotow (na karku, bo na lotnisku stal przed nami moze pietnastoletni kibic Arsenalu z wytatuowana wlasnie tam armata). Ale wiecie co? Gdyby Czadoblog nie lubil wczesniej Tottenhamu i Man City tez zostalby kibicem West Hamu. Tam jest mnostwo przyjaznych ludzi majacych swoj swiat. A jak masz swoj swiat to juz polowa sukcesu w zyciu, prawda?;-)

PS Ale najbardziej mna szarpnelo, kiedy w przerwie wyszlo na boisko pieciu facetow w sluzbowych kamizelkach. Kazdy mial widly w rece i pieczolowicie uklepywal zjechana murawe (zdajecie sobie sprawe jakie wslizgi odchodza w lidze angielskiej:-) Murawa byla fantastyczna, ale i tak dbaja o nia w kazdej chwili...

PS1 Zegar na Upton Park jest fatalny. Taki, wiecie, elektroniczny... Cicha i Bukowa nie musza miec kompleksow, ale gdyby wrocila przeszlosc, moglyby byc wrecz dumne.

PS2 A trybuna po prawej to Bobby Moore Stand. W Polsce wspominany z przyjemnoscia, w Anglii slusznie szanowany.

PS3 Czadoblog pozdrawia wszystkich kibicow West Hamu w Polsce.

PS4 Musze konczyc, bo Czadoblozek wreszcie odespal i sie obudzil:-)

Bilet

Na koniec zagadka: co West Ham ma wspolnego z Anna Boleyn, druga zona Henryka VIII?

czwartek, 23 września 2010
Nie o Milan chodzi

Attention - tekst bez polskich znakow, bo tu nie ma polskich znakow.

***

Zawsze wydawalo mi sie, ze futbolocentryzm - z wyjatkiem dziwacznych Stanow Zjednoczonych Ameryki Polnocnej - opanowal caly swiat. Zaskakujaco sie czasem przekonac, ze tak nie jest i to nawet calkiem blisko Polski.

Przejezdzalem dzis przez hrabstwo Down. Cale jest w czerwono-czarnych pasiastych proporcach, fanach i plachtach. Jakbym byl w Mediolanie. Ale nie o Milan tym razem chodzi. Chodzi o gaelic.

W zeszla niedziele hrabstwo Down gralo mecz finalowy z hrabstwem Cork. Ogladalo to na zywca 80 tysiecy ludzi. Wygralo hrabstwo Cork 15:14, ale nawet jeszcze dzis po Down jezdza samochody z furkoczacymi czerwono-czarnymi flagami. To barwy klubowej dumy tego regionu. Na zielonych wzgorzach hasla ulozone z kamieni, tak zeby byly widoczne z daleka. Zawsze takie same: "UP DOWN".

Poczatkowo nie zrobilo to na mnie wielkiego wrazenia. Nie zrobilo do momentu kiedy przekonalem sie ile miejsca gaelic (z grubsza to jakby polaczenie pilki noznej z rugby) zajmuje w sercach irlandzkich bajtli. Przejezdzalem kolo stadioniku, na ktorym rudowlose lebki z przejeciem wykonywaly przejecia trenera. A potem przejezdzalem kolo domow przed ktorymi usytuowane byly male boiska z bramkami - charakterystycznymi bramkami do gaelic.

PS Najbardziej czerwono-czarne bylo miasteczko Mayobridge. Ledwie jakies kilkaset domów, a wlasnie z tej miescinki pochodzi az trzech z pietnastu reprezentantow hrabstwa Down.

PS1 Gaelic gaelikiem, ale jesli wszystko pojdzie dobrze, nastepny wpis bedzie juz o prawdziwym meczu pilkarskim z najbardziej futbolowego miejsca na swiecie.

PS2 O zegarach pamietamy. Nawet kiedy nie przebywamy na Slasku.

poniedziałek, 20 września 2010
Osiem jedenastek

W tym roku przypada 90 rocznica powstania Śląskiego OZPN. Z tej okazji w Katowicach spotkali się dziennikarze, których jubilat poprosił o wytypowanie najlepszych jedenastek OZPN poszczególnych dekad. O śląskich dream-teamach lat 20., 30., 45-55, 56-65, 66-75, 76-85, 86-95 i 1996-2005 dyskutowali dziś Andrzej Gowarzewski (szef wydawnictwa GiA publikującego encyklopedię piłkarską), Andrzej Grygierczyk (redaktor naczelny "Sportu"), Jerzy Góra (wieloletni szef redakcji sportowej Radia Katowice), Robert Walczak (dziennikarz sportowy TVP Katowice) oraz Czadoblog. Dyskusja była ciekawa i - uwielbiam to słowo - konstruktywna, choć nie było wcale łatwo. Trochę trzeba było pogłówkować, pamiętając o założeniu, że konkretny piłkarz może trafić tylko do jednej jedenastki dekady. O konkretnych wyborach przeczytacie za jakiś czas w innym miejscu:-)

PS Wiele złego zamieszania wprowadziło pewne zdjęcie, które znalazło się na internetowych stronach "Gazety" przy relacji z meczu Radzionków - Katowice. Zdjęcie przedstawiało płachtę z wulgarnym napisem.

Wyjaśniam: fota z paskudnym tekstem wpadła na stronę w wyniku wyjątkowo nieszczęśliwego i kuriozalnego zbiegu okoliczności, trochę związanego z przeprowadzanymi właśnie zmianami organizacyjnymi (naprawdę byście się zdziwili jakie psikusy mogą sprawić te tak zwane "zbiegi okoliczności"). Zaistniała sytuacja nie była wynikiem niechlujstwa kogokolwiek. Nie było w niej również żadnej nieczystej intencji, złej woli lub czyjejkolwiek złośliwości. To był błąd. Oczywiście fotka została już wykasowana.

Takie nieszczęśliwe zdarzenia mają jeden plus - bardzo pomagają znaleźć złe strony organizacyjnych zmian, unaoczniają zagrożenia jakie niosą za sobą pewne nowe sytuacje. Pomagają uniknąć podobnych zagrożeń w przyszłości.

W zaistniałej sytuacji mogę tylko przeprosić wszystkich Czytelników. Za to, że natrafili w internecie na ten badziew. Przepraszam więc i ubolewam.

A na jad prześmiewców reaguję wzruszeniem ramion - nie mają pojęcia jak było.

PS1 O zegarach pamiętamy.

niedziela, 19 września 2010
Radzionków może być dumny

Wróciłem z pierwszoligowych derbów Śląska. Ruch Radzionków zremisował z GKS-em Katowice. Nie padł żaden gol, ale mnie i tak się podobało.

Co konkretnie:

a) tak się złożyło, że zaparkowałem koło auta Bartosza Karwana, który razem z Wojciechem Szalą przyjechał zobaczyć przyszłą drużynę. Idąc w stronę klubowego budynku, chwilę pogadaliśmy. - Podpisanie umowy to kwestia czasu. Cieszę się, że wracam. To dla mnie nowe wyzwanie - stwierdził Szala. Czadoblog cieszy się razem z nim. Lubi kiedy piłkarze wracają na Śląsk po latach na końcówkę kariery:-)

b) zawsze twierdziłem, że warunki fizyczne nie są najważniejsze. Seweryn Kiełpin wygląda w bramce jak nienakarmiony koliberek, a hula po niej aż świszczy. Bramkarz jak się patrzy! Sposób w jaki wybronił strzały Pitrego, Dziedzica i Zielińskiego zasługuje na najwyższe uznanie. Kawał fachowca mają w tym Radzionkowie. Cidry mogą być z niego dumne;

c) nowa rola Przemysława Pitrego. Tym razem był głównym rozgrywającym. O dziwo wygląda na to, że w GKS-ie nadaje się do tej roli najlepiej. Nie tylko rozdzielał piłki, ale i świetnie uderzał z dystansu  - na przeszkodzie stanął jednak punkt b;

Co mi się nie podobało:

a) ostra gra Tomasza Hołoty. Jak na polskie warunki to bardzo utalentowany piłkarz, ale dziś przesadzał z  wejściami. Mocno był nabuzowany. Jakby byk parskał i uderzał racicami o murawę;

b) że w zasięgu wzroku pojawili się niepożądani goście. Grupka młodzieńców wlazła na dach pobliskiego bloku i spuściła bijący po oczach transparent w niewybredny sposób obrażający oba rywalizujące na boisku kluby. Chłopaki pewnie uważają to za wyczyn godny mołojeckiej sławy, a to było zwyczajnie głupie. Na stadionie wszyscy utwierdzali się w przekonaniu, że transparent był pomysłem szalikowców Polonii Bytom. Ostatecznie policjanci wleźli na dach i zwinęli płachtę.

Więcej o meczu - przeczytacie tutaj.

PS Jak ten czas leci! Pierwszy raz ligowy mecz obu drużyn widziałem aż 12 lat lat temu, w sierpniu 1998 roku. Tamten mecz musi pamiętać Wojciech Szala. Wtedy oba kluby były znacznie silniejsze i grały w ekstraklasie. Okoliczności tamtego spotkania były niezwykłe. Przeczytajcie zresztą moją relację sprzed lat:

Pierwszoligowe kluby w całej Polsce nie wyszły na boiska. Chcą w ten sposób skłonić Mariana Dziurowicza, by zrezygnował z prezesury PZPN. Jednak na stadionie GKS-u, ukochanej drużyny Dziurowicza, mecz oczywiście się odbył.

Były prezes GKS-u może liczyć na swój dawny klub. Mówi Jerzy Gęsikowski, członek rady nadzorczej sportowej spółki akcyjnej GKS-u Katowice, przyjaciel Dziurowicza od kilkudziesięciu lat (razem chodzili do szkoły): - Forma protestu zastosowana przez inne kluby jest niepoważna i niesportowa. Trzeba zrobić zjazd i wybory, a nie decydować się na tak podwórkowe zagrania.

- My gramy. Nie będziemy bawić się w politykę - dodaje Stanisław Wilk, prezes zarządu klubu. Podczas meczu trybuny skandowały pod adresem nieobecnego na meczu Dziurowicza "Marian, Marian trzymaj się".

Sam mecz stał na przeciętnym poziomie. Piłkarzom dała się chyba we znaki słoneczna pogoda. W pierwszej połowie atakował GKS. W środku pola piłki nieźle rozdzielał Adam Kucz.

Nadal nie jest załatwiony transfer Pawła Miąszkiewicza. Były rozgrywający Petrochemii Płock oglądał mecz z trybun.

Trener gości Andrzej Płatek liczył na swoich napastników, ale ci zawiedli. Marian Janoszka był pieczołowicie pilnowany przez Pawła Pęczaka i w ogóle sobie nie pograł.

Jedyny gol padł w 41. minucie. Po zagraniu Kucza Artur Andruszczak z bardzo ostrego kąta pięknie uderzył z woleja i Dariusz Klytta był bez szans. - To mój pierwszy gol dla GKS-u. Kiedy strzeliłem, nie wiedziałem, czy się cieszyć, bo myślałem, że sędzia pokazał spalonego - powiedział Andruszczak.

GKS Katowice - Ruch Radzionków 1:0 (1:0)

Bramka: 1:0 Andruszczak (41.)

GKS: Luncik - Adamus, Mandziejewicz, Szala (65. Jermakowicz) - Andruszczak (Ż, 74. Owczarek), Widuch, Kucz, Pęczak Ż, Szymczyk - Muszalik (61. Florek), Kubisz.

Ruch: Klytta - Wrześniewski, Wróblewski, Szymiński - Myszor (Ż, 81. Koseła), Bonk, Janoszka Ż, Fornalik, Sierka (70. Grzyb) - Galeja (56. Cegiełka), Jarosz

Widzów: 3008. Sędziował: S. Żyjewski (Leszno).

PS1 A poza tym o zegarach nie zapominamy.

PS2 Sezon 1943/44 - mecz po meczu.

sobota, 18 września 2010
Cyrkiel

Właśnie wróciłem z meczu Polonii Bytom z Ruchem Chorzów. Emocje były, zwycięzca też. Gospodarze przełamali niepomyślną passę meczów z niebieskimi. W ekstraklasie wygrali z chorzowianami po raz pierwszy od 31 lat! I chyba nikt nie ma wątpliwości, że było to zwycięstwo zasłużone, choć - jak się zastanowić - Ruch też mógł wygrać. Mógłby coś o tym powiedzieć Michał Pulkowski.

Co mi się podobało:

a) znakomite stałe fragmenty gry Polonii. Ruch wiedział, że właśnie z tej strony grozi mu największe niebezpieczeństwo, ale nie umiał się przeciwstawić. Sprawca zamieszania, czeski pomocnik David Kobylik pracuje nad wagą, od ostatniego spotkania zrzucił kolejne 2 kg, ale tak naprawdę nadal gra przeciętnie. W II linii Polonii widać go na razie najmniej. Nie ma go, nie ma go, nie ma, nie ma... Ale tylko do momentu kiedy Polonia dostaje rzut wolny. Wtedy Kobylik przeistacza się w czarodzieja. Jurij Szatałow zaczął wołać na niego "cyrkiel". Jego bilardowe wrzutki jak na polskie warunki porażają precyzją. Właśnie po centrze Kobylika Dariusz Jarecki popisał się pięknym strzałem głową, który dał gospodarzom zwycięstwo. - Przed meczem trenowaliśmy stałe fragmenty. Uderzałem dokładnie w miejsce, gdzie któryś z kolegów miał wbiec. I wbiegł - cieszył się Kobylik;

b) coraz większe możliwości ofensywne Polonii. Trio Ujek-Matawu-Barczik kiedy będzie miało dobry dzień będzie w stanie - moim zdaniem - rozmontować każdy polski klub. Każdy;

c) gra bramkarzy. Gdyby nie oni, wynik byłby jak we futsalu. Krzysztof Pilarz z Ruchu świetnie spisał się na początku meczu. W 6. minucie w znakomitym stylu odbił groźny strzał Barczika, trzy minuty później powtórzył paradę przy uderzeniu Jareckiego. Na poprzeczce musieli wtedy siedzieć Tatuś, Brom, Wyrobek albo Czaja i szeptali mu zaklęcia do ucha. W samej końcówce ustąpili jednak miejsca Edwardowi Szymkowiakowi, który podpowiadał z kolei Szymonowi Gąsińskiemu. Zwłaszcza przy główce Krzysztofa Nykiela w ostatniej minucie;

Co mi się nie podobało:

a) że Ruch ma duże, niewytłumaczalne dla mnie, wahania formy. Po bardzo dobrym spotkaniu na Cichej, następuje bardzo przeciętny lub wręcz słaby mecz na wyjeździe. Tak jakby zupełnie dwie różne drużyny grały! U siebie Ruch dość łatwo ogrywa Wisłę i Legię. Na wyjeździe przegrywa z Bełchatowem, Górnikiem i Polonią;

b) że to już koniec paktu o nieagresji. Przed meczem były bijatyki, gonitwy między blokami, interwencje policji. Słyszałem rozbieżne wersje co do tego, kto zaczął - nie podejmuję się opisania jak było naprawdę, bo nie wiem. Fakt jest smutny: Ruch ma z Polonią kosę. Szkoda;

c) że kibice Ruchu nie potrafili pogodzić się z porażką. Działacze Polonii poinformowali mnie, że fani wyłamali dokładnie 40 krzesełek, a trzy spalili (po meczu trybuny oświetliło potężne ognisko rozpalone na sektorze gości).

PS O zegarach pamiętamy.

Lód do przykładania

Właśnie wróciłem z meczu Górnika Zabrze z GKS-em Bełchatów. Gospodarze wygrali 1:0 i awansowali na drugie miejsce w tabeli. - Pamięta pan, kiedy ostatnio Górnik był tak wysoko w tabeli ekstraklasy? - pytał mnie zadowolony prezes Łukasz Mazur. Czadoblog ze wstydem przyznaje, że nie pamięta. Poratujecie?

Co mi się nie podobało:

a) głupio o tym pisać w takim momencie, ale... mecz. Generalnie Górnik - mimo zwycięstwa - grał dziś nudną piłkę, pierwszy celny strzał gospodarze oddali dopiero w 45 minucie.

b) że ze starej kawiarenki zniknął cały wystrój, wszystkie pamiątkowe koszulki i proporczyki. Okazało się, że klub nie przedłużył umowy z dotychczasowym najemcą, który był tam od 13 lat. Ciekawe co przyniesie ze sobą i rozwiesi na ścianach jego następca.

Co mi się podobało:

a) wspaniały gol Tomasza Zahorskiego. Majstersztyk, w polskiej lidze nie ma chyba dziś piłkarza, który lepiej główkowałby od napastnika Górnika. Nabiega na piłkę i posyła ją tam gdzie chce, to nie jest przypadek. O tym, że Zahorski nie jest jednak jeszcze piłkarzem kompletnym świadczy sytuacja z 84. minuty, kiedy niemiłosiernie spartolił setkę. Taką z gatunku "nawet ja bym to strzelił".

b) dośrodkowania Mariusza Magiery. Majstersztyk, w polskiej lidze nie ma chyba dziś piłkarza, który lepiej zacentrowałby z lewej strony od obrońcy Górnika. Obwoływać Magierę alternatywą dla Boenischa byłoby chyba przedwcześnie, ale warto mu się przyglądać. Rozwija się, dziś miał mnóstwo groźnych dośrodkowań, zresztą właśnie po jednym z nich Zahorski strzelił jedynego gola;

c) zaciętość Daniela Sikorskiego. Ze wszystkich sił stara się udowodnić, że należy mu się miejsce w składzie, ostatnio w Młodej Ekstraklasie bawił się z Cracovią, aplikując jej cztery gole. Dziś walczył strasznie, nie zraziło go nawet uderzenie w twarz przez rywala i w efekcie złamany nos! Biegał po boisku z tym złamanym nosem jak oszalały, według oceny Czadobloga stracił dziś na boisku jakieś 12 litrów krwi. Lało mu się i lało. W końcu sędzia kazał mu zejść bo by się chyba zadławił. Ten ociekający krwią Sikorski omal nie strzelił gola kolejki. W 40 minucie dostał podanie na dobieg od Bonina i rozpędzony przywalił piłką w spojenie. To było naprawdę piękne;

d) że trybuny zaaprobowały kibicowanie w stylu latynoskim. Kto był, wie co mam na myśli;

e) że Czadoblog całe życie poznaje nowe słowa. Dziś takim słowem jest "kostkarka". Dyrektor Tomasz Wałdoch załatwił Górnikowi "kostkarki" - po to, żeby piłkarze mogli po meczu okładać lodem dolne części ciała. Teraz Górnik ma lodu od groma, na pewno się przyda. - Także do tego, żeby studzić rozgrzane głowy - tonował hurraoptymistyczne nastroje trener Adam Nawałka. Bo w Górniku jest dobrze, ale zawsze może być lepiej.

PS A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na swoje miejsce.

PS1 Dziś Czadoblog wrzuci jeszcze jeden wpis. Nie muszę chyba precyzować na jaki temat.

piątek, 17 września 2010
Pociągi

Wielokrotnie podkreślałem swój podziw dla Górnego Śląska z lat 30. To było jedno z najwspanialszych, najbardziej dynamicznie rozwijających się miejsc na świecie. A już na pewno jedno z najciekawszych do codziennego życia. Czasem szkoda, że Czadoblog nie urodził się w 1910 roku i świadomie nie przeżył tamtych lat. Tego bloga prowadziłby wtedy Czadoblożek:-) 

Pod różnymi względami Górny Śląsk wyprzedzał wtedy konkurencję. Choćby rozwój komunikacji był wręcz niezwykły. Ile pociągów w Polsce mknie dziś z szybkością 160 km/h? Od 1936 roku z dworca w Bytomiu codziennie wyruszał "Latający Pieron", mknąc do Berlina właśnie z taką prędkością. O frapującej historii górnośląskiej komunikacji możecie przeczytać tutaj.

Mnie ten tekst zainspirował żeby zastanowić się jak to w dawnych czasach było z przemieszczaniem się na mecze. Przecież nie od razu piłkarze korzystali z luksusowych autokarów. 

Wniosek jest jeden: było przeróżnie...;-)

Jedni przemieszczali się na piechotę. Teodor Wieczorek, symbol AKS-u Chorzów, powołany na spotkanie juniorów między Górnym Śląskiem i Brandenburgią (był to przedmecz spotkania Niemcy - Rumunia w 1942 roku) opowiadał mi, że na mecz, w którym miał wystąpić, szedł... pieszo (cały dzień z rodzinnych Michałkowic).

Osiem lat później Gerard (przerobiony na Jerzego) Goetzner grał ze swoją Stalą Katowice w Lipinach. W trakcie rozorał mu nogę rozpędzony obrońca gospodarzy Erwin Baway. Gotzner opowiadał mi, że z tą fatalnie pokiereszowaną nogą wrócił z Lipin do Katowic na... piechotę. Kuleć sto metrów - OK, kilometr - OK, ale całą drogę z Lipin do Katowic?!

To były trudne czasy... Na wyjazdowe mecze drużyna Baildonu Katowice (zanim jeszcze wchłonęła ją wspomniana Stal) jeździła ciężarówką, która była własnością huty. Piłkarze siedzieli na pace na niewygodnych, wąskich ławeczkach i żeby zabić czas - śpiewali piosenki. Podkreślę, nie chodzi o zawodników przygodnych osiedlowych zespolików, ale drużyn walczących w ekstraklasie, albo na jej zapleczu.

Przez wiele lat największym luksusem dla piłkarzy był pociąg. Składem Katowice - Warszawa wielokrotnie jeździli na zbiórki śląscy kadrowicze - zarówno przed jak i po wojnie. Opowiadali mi, że nie zawsze było miejsce, żeby usiąść. Nawet na korytarzu...

W listopadzie 1937 roku gruchnęła na Śląsku wieść, że Ernesta Wilimowskiego, który robił furorę podczas tournee reprezentacji polskiej ligi we Francji, chcą skaperować działacze Racingu Paryż. W dniu powrotu drużyny z Francji tysiące śląskich kibiców przyszło na dworzec w Katowicach. Kiedy  Wilimowski wysiadł z pociągu, rzesze sympatyków futbolu zebrane na peronie odetchnęły z ulgą...

Czasem były to podróże wyjątkowo przyjemne. W 1951 roku kilka tysięcy kibiców otoczyło dworzec w Chorzowie-Batorym. Pociąg przyjechał z Katowic wieczorem, wśród oczekujących byli piłkarze jeszcze przedwojennej drużyny Ruchu z Teodorem Peterkiem na czele. Było na kogo czekać. Ruch zdobył wtedy Puchar Polski, co jeden jedyny raz równało się mistrzostwu kraju. Pierwszy na peron wyskoczył z wagonu Gerard Cieślik, niósł ten ogromny puchar. Owacjom nie było końca...

Czadoblog także ma w pamięci niezapomniane przeżycia związane z koleją. Dobrze pamięta jazdę „pociągiem grozy”, który przez atak szalikowców pewnej śląskiej drużyny stracił prawie wszystkie szyby. Akurat na dworzec zajechały dwa pociągi jadące w przeciwną stronę. Z przeciwnymi kibicami:-)

Pamiętam osłupiałą starszą dystyngowaną panią, nie potrafiącą zrozumieć co się dzieje. Siedziała wtedy wyprostowana, a wokół niej latały cegłówki. Współpasażerowie rozpłaszczeni na ziemi wrzeszczeli, żeby też się natychmiast położyła. Byłem wśród tych rozpłaszczonych...

Czadoblog dobrze pamięta też swój jedyny materiał do gazety, który właśnie w pociągu robił. Było to w 1996 roku. Z Budapesztu wracali na Śląsk zapaśnicy. Wśród nich był Marek Garmulewicz, który zdobył złoty medal mistrzostw Europy. Kiedy wsiadłem w Katowicach do pociągu nie szukałem zbyt długo przedziału chłopców z kalafiorami. Krzyki było słychać z daleka. Sąsiednie przedziały były lekko przerażone. Chłopaki oblewali sukces Garmula nie byle czym, a jakże... Na dzień dobry doskoczył do mnie jeden z trenerów kadry. - Czego?! - usłyszałem. - Dzień dobry panu, nazywam się Paweł Czado, jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej” i chciałem porozmawiać z Markiem Garmulewiczem...

- Jakiś dokument?!... Dobra! Możesz wejść! - trener klepnął mnie tak, że poleciałem z korytarzyka do przedziału i przysiadłem już przed samym Garmulewiczem. Mistrz spoglądał na mnie nieco przymglonym wzrokiem, ale zanim dojechaliśmy do Rudy Śląskiej gadał jeszcze całkiem do rzeczy. Wywiad ogólnopolska „Gazeta” wydrukowała 28 czerwca 1996 roku na ostatniej 28 stronie:-)

PS Kibice pewnie wiele mogliby opowiedzieć o podróżach pociągami na mecze swoich drużyn. To nie były i nie są łatwe wyjazdy. To zupełnie odrębna opowieść:-)

PS1 O gastspielerach, tak popularnych na Górnym Śląsku w latach wojennych, pisałem tutaj. Z kolei tutaj tekst będący ciekawym uzupełnieniem, a przy okazji szczegółowym wyjaśnieniem zasad niecodziennej formuły tzw. gastpielerów.

PS2 O zbliżającym się hicie kolejki - przeczytacie tutaj.

PS3 O zegarach nie zapominajcie!

czwartek, 16 września 2010
Minusem jest prawie wszystko

Akcja "Zbudujmy wreszcie stadiony" trwa. Tym razem wypowiada się Mariusz Śrutwa. Jego spostrzeżenia są potrójnie cenne.

Po pierwsze: może wypowiedzieć się  jako piłkarz grający na obiektach z przeszłości.

Po drugie: może wypowiedzieć się jako komentator pracujący na obiektach z przeszłości.

Po trzecie: może wypowiedzieć się jako udziałowiec śląskiego klubu, mającego siedzibę na obiekcie z przeszłości.

I co? Z każdej strony wygląda to tragicznie.

Ze strony piłkarza:

Przed sezonem miałem okazję grać na stadionie Lecha i było mi przykro, że u nas nie ma takiego stadionu. Kibice wszystkich śląskich drużyn przodują w rankingach, potrafią stworzyć niepowtarzalną atmosferę na meczach. Ale jak to zrobić na obiekcie z 1930 roku, kiedy sam efekt odbioru takiego spotkania jest zupełnie inny niż na wspomnianym stadionie w Poznaniu? (...) Każdy zawodnik woli grać na stadionie nowoczesnym!

Ze strony komentatora:

Większość, jeśli nie wszystkie mecze komentatorzy muszą tutaj relacjonować na stojąco, bo ze swoich punktów zupełnie nie widzą, co się dzieje na boisku. Albo przeszkadza słup, albo np. inaczej ustawione jest okno. Nie mówiąc o zapleczu, gdzie trzeba odbyć odprawę z realizatorami bądź zorganizować zwykłe spotkanie robocze. Czasami dzieje się to w pomieszczeniach, które urągają jakimkolwiek standardom pracy. To też rzutuje na fakt, że telewizje coraz bardziej nas unikają.

Ze strony działacza:

Miałem inwestorów, który chcieli włożyć pieniądze do klubu, ale wszystko rozbijało się właśnie o stadion.

I przygnębiająca puenta:

Wszystkie śląskie stadiony są jednakowo złe i nadają się do zbudowania od nowa. Plusem są kibice, którzy w tym całym bałaganie stadionowym potrafią przyjść, zorganizować fantastyczny doping. Minusem jest cała reszta.

Całość obszernego, mocno przygnębiającego wywiadu Marcina Fejkiela - przeczytacie tutaj.

PS Ale na zegary zawsze powinno się znaleźć miejsce.

PS1 O ostatnim występie Ernesta Wilimowskiego na Górnym Śląsku - przeczytacie tutaj. Bardzo ciekawa historia z 1944 roku.

17:44, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum