poniedziałek, 30 września 2013
Kłania się Andrzej Szarmach

W swojej bogatej historii Górnik Zabrze dość często strzelał gola w ostatniej minucie. Jednak ligowe zwycięstwo 3:2 po bramce dającej sukces w ostatniej chwili - to rzadkość. Wcześniej doliczyłem się tylko dwóch takich przypadków: w 1975 roku Górnik pokonał w ten sposób Wisłę po decydującym strzale Andrzeja Szarmacha* a w 1996 roku identycznie pokonał Legię po skutecznie egzekwowanym karnym Dariusza Koseły. Dziś wygrał z Zawiszą Bydgoszcz po uderzeniu Radosława Sobolewskiego.

Widzę jednak zasadniczą różnicę między tamtymi Górnikami a obecnym. Wówczas tamte drużyny były już na fali opadającej. Szarmach nie zdążył przecież zagrać w ostatniej mistrzowskiej drużynie Wielkiego Górnika z lat 60. i 70., przyszedł do Zabrza po dziesiątym mistrzostwie, a jedenastego nigdy z KSG nie zdobył. Tamten zespół był własnie w drodze do historycznego spadku z ekstraklasy w 1978 roku.

Ten drugi Górnik apogeum osiągnął dwa lata przed zwycięstwem z Legią - kiedy w 1994 roku na Legii właśnie skręcił go arbiter Redziński. KSG już nie nawiązał do sezonu 1993/94 kiedy mógł sięgnąć po piętnastą gwiazdkę...

Natomiast ten trzeci Górnik, obecny, najlepszy moment ma ciągle, uważam, przed sobą. Nie wiem kiedy osiągnie najwyższy punkt, ale ten zespół nadal się wspina. Najlepsze ciągle przed nim, jestem o tym przekonany.

Chyba, że wybuchnie Krakatau.

PS Podobało mi się, że po niefortunnym karnym Przybylskiego nikt dziś w Górniku nie warczał, nikt nie załamał rąk, każdy harował. Zwróćcie uwagę, że to właśnie Przybylski brał udział w decydującej akcji w doliczonym czasie gry.

Był to pierwszy ligowy mecz w tym sezonie kiedy Górnik pierwszy stracił** gola i wygrał. Jeśli ma to być warunkiem tak emocjonującego spotkania jak dzisiejsze, zakończonego happy endem, a nie Wielkim Niedosytem (jak ostatnio w Wawie) - jestem za. Takie horrory lubię:)

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. 

*Andrzej Szarmach wywinął niezły numer. Rok wcześniej, w 1974 roku, Górnik też wygrał z Wisłą 3:2, ostatniego gola też strzelił "Diabeł". Różnica taka, że nie w ostatniej, a przedostatniej minucie. Dlatego nie kwalifikuje się podwójnie do naszego zestawienia;)

**wcześniej w tym miejscu zamiast słowa "stracił" było słowo "zdobył", ale czujni Czytelnicy od razu wychwycili błąd i słusznie wyśmiali Czadobloga. Autor tłumaczy się nieporadnie w komentarzach...

Dylemat moralny

Myślę, że z tym problemem Aleksander Macedoński nie poradziłby sobie tak łatwo jak z węzłem gordyjskim. To jeden z tych zdumiewających problemów, które poza profesjonalną piłką nożną obce są innym dziedzinom.

Marcin Kikut to zawodnik Ruchu Chorzów. W klubie są nim rozczarowani uznali, że nie jest już potrzebny. Zawodnik uznał, że nie odejdzie, bo ma ważny kontrakt. W klubie uznali, że w takim razie specjalny trener personalny popracuje nad jego formą, a idealnym momentem na rozpoczęcie treningów będzie niedziela. Wiadomo, że celem tego treningu nie jest zwyżka formy zawodnika. Chodzi o to żeby miał dość rzygania po treningu i zrezygnował.

Każda strona ma własne racje.

Zawodnik uważa, że na coś się umawiał. Jest ze swojej strony gotowy się z tego wywiązać. Jest gotowy zapieprzać na treningach, meczach i dawać z siebie wszystko.

Klub jest zawodnikiem rozczarowany. Klubowi nie zależy na zapieprzaniu dla zapieprzania. Nie za to płaci. Zależy mu na tym żeby zapieprzanie przynosiło wymierne efekty czyli punkty.

Zawodnik podkreśli, że w umowie nie ma zapisu mówiącego ile punktów klub ma zdobyć w meczach, w których uczestniczył.

Klub podkreśli, że nie ma zamiaru łamać umowy. Czasy jednak takie, że trudno płacić zawodnikowi nie 5 tysięcy na miesiąc, nie 10 tysięcy na miesiąc, nawet nie 15 tysięcy na miesiąc tylko za to, że jest. Kryzys dołuje, a poza tym to niemoralne.

Zawodnik podkreśli, że nie wpychał się do klubu na siłę.

Klub podkreśli, że kiedy go chciał prezentował się inaczej.

Zawodnik...

Klub...

Zawodnik...

Klub...

To jest problem nie do rozwiązania. Wynika z faktu, że umowy są inaczej konstruowane niż w przypadku nas, zwykłych zjadaczy chleba. To muszą być umowy czasowe, bo inaczej rywalizacja ligowa, która uznajemy nie miałaby żadnego sensu.

Wyjścia są cztery.

a) zawodnik będzie sumiennie uczęszczał na organizowane dla niego treningi. Będzie wymiotował z wysiłku, ale nie popuści i dotrwa do końca kontraktu;

b) zawodnik będzie sumiennie uczęszczał na organizowane dla niego treningi. Skorzysta z nich na tyle, że jego forma wzrośnie i zauważy go trener Kocian. To oczywiście założenie czysto teoretyczne, bo trener Kocian nie będzie miał szans go zauważyć. Trudno zauważyć kogoś kto nie trenuje w zasięgu twojego wzroku;

c) zawodnik opuści zajęcia, raz i drugi, spóźni się, a w klubie tylko się uśmiechną. Będzie podkładka do rozwiązania kontraktu z winy zawodnika;

d) zawodnik będzie miał dojść sesji "womitowych" (nazwijmy je tak na potrzeby tego wpisu), złamie się, zrezygnuje z poborów i odejdzie. Jeszcze raz zaznaczmy - poborów nieosiągalnych dla zwykłego śmiertelnika.

Nie wiem jak zakończy się ta historia.

A Wy? Jak sądzicie? Rację ma klub czy raczej zawodnik?

PS Żałuję Andrzeja Niedzielana, który jest w identycznej sytuacji jak Marcin Kikut. Zawsze przykro widzieć w takiej sytuacji piłkarza, który dał kibicom wiele radości. Trochę mnie jednak Niedzielan rozśmieszył kiedy stwierdził, że nie wie kim jest trener personalny z którym ma ostro trenować.

Jest pomiędzy nimi zasadnicza różnica. Stanisław Gawenda - w przeciwieństwie do Andrzeja Niedzielana - zdobył z Ruchem mistrzostwo Polski.

PS1 Użyłem w tytule słowa "moralność". Nie wiem czy nie przesadziłem... Przecież tu nie chodzi o moralność. Tu chodzi o pieniądze.

PS2 Na meczu z Wisłą zaprezentowano nową sektorówkę i w oryginalny sposób pokazano nieznaną ogółowi znak rozpoznawaczy chorzowskich ultras (maska clowna - osobiście przypominała mi Jokera:) Były stroboskopy, podświetlanie od dołu - wyglądało to bardzo efektownie tylko co z tego jeśli klub zapłaci dwadzieścia kawałków i zamkną którąś z trybun?

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 28 września 2013
Mali też przydają się przy wolnych

Chyba nikt nie był tak blisko zwycięstwa nad Wisłą w tym sezonie jak Ruch w dzisiejszym meczu. Gdyby ktoś zaraz po nieszczęsnych wydarzeniach w Białymstoku powiedział mi, że w kolejnych trzech meczach chorzowianie nie przegrają - ciężko byłoby mi uwierzyć. - Skończyło się dla nas szczęśliwie, w drugiej połowie martwiliśmy się żeby wywalczyć punkt - powiedział po meczu Franciszek Smuda i te słowa dają do myślenia. Po spotkaniu trener Jan Kocian zbierał gratulacje na klubowym parkingu -  chyba nie na wyrost. Faktem jest, że drużyna gra teraz inaczej niż wcześniej. O swoich piłkarzach słowacki szkoleniowiec powiedział dziś, że "ukazali silnu moralku" i tłumaczcie to sobie jak chcecie:)

W meczu z Wisłą z jednej strony zabrakło Ruchowi szczęścia (zwłaszcza w II połowie) z drugiej - szczęście mu sprzyjało (zwłaszcza w I połowie, pamiętacie spojenie Brożka?).

Fili Starzyński wykonywał dziś rzuty wolne fantastycznie, wszyscy zachwycali się jego golem, ale jeśli chodzi o rzuty wolne zwróciłem dziś uwagę na coś innego. Okazuje się, że malutki Mateusz Kwiatkowski (167 cm) jest niezwykle dojrzały taktyczne. Otóż w momencie kiedy Starzyński centrował z rzutów wolnych w okolice pola karne, Kwiatek wespół z Łukaszem Janoszką wychodzili na - pozwólcie, że tak to ujmę - "świadomego spalonego". Wiadomo było, że stojąc za obrońcami Wisły nie mogą już wziąć udziału w akcji, ale tu o co innego chodziło. O co? W momencie dośrodkowania obaj stawali na linii biegu wracających obrońców Wisły co przeszkadzało im przypilnować nabiegających na piłkę piłkarzy Ruchu. Tych, którzy mieli wykończyć akcję. Tym razem nie przyniosło to bramkowego efektu, ale fajnie, że w Ruchu kombinują. Próbowałem dociec kto stoi za tym przedsięwzięciem;) Trener Kocian zahaczony przeze mnie  o ten szczegół odparł, że mają "detale", ale nie chciał się rozwodzić nad szczegółami. Z kolei Kwiatek odparł, że próbował już grać w ten sposób w Młodej Ekstraklasie. Cóż, wiadomo, że do pojedynków główkowych z wyższymi o dwadzieścia albo trzydzieści centymetrów obrońcami on się nie nadaje, ale coś trzeba w życiu robić kiedy Figo centruje z wolnego;) Kibice docenili jego grę. Kiedy schodził zmieniany dziesięć minut przed końcem przez Jakuba Smektałę dostał owację na stojąco.

Najbliższe derby Ruchu z Piastem w Gliwicach zapowiadają się ekscytująco. Już nie mogę się doczekać. 

PS Starzyński pokazał dziś klasę, ale w Ruchu już podobno rośnie jego następca. W kadry został ostatnio włączony 19-letni Patryk Lipski, anonsowany jako duży talent na środkowej pomocy. On, Kwiatkowski, Starzyński i kilku innych są przykładem na dobre rozeznanie Ruchu wśród talentów w... zachodniopomorskim. Co na to Pogoń?:) 

PS1 Z talentów bardzo podoba mi się ostatnio inny 19-latek, którego Ruch sprowadził zupełnie skądinąd. To Kamil Włodyka. Już wiem czego wcześniej mu przede wszystkim brakowało - pewności siebie. Wraz z ligowym stażem nabiera jej coraz więcej i wygląda na to, że Ruch może mieć z niego wielką pociechę. A nazwa Szczakowianki wreszcie może zaistnieć w innym kontekście niż się przyjęło...

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 27 września 2013
Trela do kadry

Już to sugerowałem: Dariusz Trela z Piasta Gliwice powinien zostać spróbowany w meczu reprezentacji Polski. Wiem, wiem... Mamy całą grupę świetnych bramkarzy grających na co dzień w renomowanych zagranicznych klubach, ale czy to wina Treli, że... też jest świetny? W meczach eliminacyjnych nie zagra, ale może w spotkaniu towarzyskim po sezonie?

Wiem, wiem... Domagać się tego po meczu z Podbeskidziem - drużyną, która w tym miesiącu strzeliła w lidze tylko jednego gola (dwóch bramek samobójczych wbitych sobie przez rywali teraz nie liczę) wydaje się nadużyciem, ale zauważcie - to nie jest pierwszy tak dobry mecz w wykonaniu Treli. Jest świetnym bramkarzem; wszechstronny, z fantastycznym refleksem, świetnie spisujący się zarówno w sytuacjach sam na sam (szanse Malinowskiego) jak i przy strzałach z dystansu (fenomenalna obrona uderzeń Slobody w okienko i Deji w doliczonym czasie gry pod poprzeczkę). No i jest mocny psychicznie - nic sobie nie robił z wygwizdujących go kibiców Podbeskidzia.

Ciekawe jak potoczy się jego kariera.

PS Jutro hit na Cichej: Ruch Chorzów gra z Wisłą. Ale tego samego dnia także hit w Namysłowie: w opolskim grzeją się, bo przyjedzie... Ruch Chorzów. Zobaczcie jaka elegancka zapowiedź!

PS1 Dla rozluźnienia atmosfery... temat niesportowy. Wybuchł u nas w redakcji spór o Galerię Katowicką. Uważam jej powstanie za dobry pomysł, bo wszystko co spowoduje wyrzucenie z pamięci tego ohydnego komunistycznego placu, którego powstanie ponad 40 lat temu tak zraniło miejską tkankę i tej ohydnej tymczasowej kładki zwanej szumnie estakadą - jest zasadne. Ania Malinowska, która siedzi przy sąsiednim biurku metr ode mnie ma względem tej inwestycji całkowicie odmienne zdanie od mojego. A Wy co sądzicie?

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna powinna zostać wybudowana jak najszybciej.

czwartek, 26 września 2013
Miałem dziś w rękach koszulkę Pelego

Wiadomo, że w polskiej lidze są piłkarze charakterni, ale takich kozaków jacy grali na Górnym Śląsku w latach 50., 60., i 70. już nie uświadczysz. Sztandarowym przykładem jest Jan Liberda, niezwykła gwiazda Polonii Bytom. Gdyby ten facet grał w piłkę dziś - jestem przekonany, że byłby największą gwiazdą reprezentacji Polski. Pół wieku temu był przebojowym królem Bytomia, symbolem Polonii i przywódcą niezwykłej paczki. Kozakiem i przywódcą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Zawsze miał wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, ale naprawdę były one wręcz ogromne.

Jan Liberda niczego się nie bał, był hardy, wysoko nosił głowę. A przecież w czasach komunizmu łatwo nie było. Dziś Liberda byłby ustawiony do końca życia, a wtedy dostawał za grę jakieś grosze. Gdyby urodził się w roku 1986 a nie 1936 - mieszkałby teraz w luksusowej rezydencji (zapewne nie na Śląsku lecz w Madrycie, Rzymie albo Londynie), a nie w starej bytomskiej kamienicy, w której go odwiedziliśmy. Jan Liberda zawsze potrafił sobie jednak radzić, był sprytny i zapobiegliwy. Pisałem kiedyś, że zarabiał na przykład na zakładach z kibicami. Zakładał się choćby, że w jakimś meczu Polonia wygra trzema bramkami. Jako że nie mógł sobie pozwolić na porażkę, "doglądał" kolegów: zaprzyjaźnieni taksówkarze i restauratorzy osobiście mu donosili o wyjściach w miasto innych piłkarzy...

Nigdy nie spotkałem piłkarza o tak ogromnych skłonnościach przywódczych i dominującym charakterze. Jeszcze w 2004 roku potrafił skrzyknąć kolegów z dawnej drużyny. Miałem okazję uczestniczyć w takim spotkaniu w Szczyrku. Na wezwanie Liberdy stawili się wtedy z rodzinami dziarscy panowie, członkowie dawnej wielkiej Polonii. Niektórzy piłkarze przyjechali na spotkanie z Niemiec gdzie mieszkają od lat (Paweł Orzechowski, Henryk Kempny, Paweł Brodacki, Ginter Dymarczyk).

Liberda dokonał sztuki, który nie udała się żadnemu innemu piłkarzowi z Polski. Strzelił bramkę reprezentacji Brazylii na słynnej Maracanie. Jakby tego było mało - ówczesnym mistrzom świata. W składzie rywali pokazali się Pele i Garrincha. Koszulka tego pierwszego trafiła do Jana Liberdy, tego drugiego - do Jana Banasia. Miałem dziś w rękach koszulkę Pelego w której najlepszy piłkarz do czasów Maradony grał w tamtym pamiętnym meczu z 1966 roku. Dziś zatarły się wspomnienia w jaki sposób Jan Liberda ją zdobył. To nie mogła być klasyczna wymiana, bo na koszulce jest autograf Pelego, a przecież długopisu na murawie Brazylijczyk ze sobą nie nosił. Syn piłkarza Krzysztof pamięta opowieść, że po spotkaniu Pele sam przyszedł do szatni się wymienić, ale trudno zweryfikować jak było naprawdę.

Przyznam, że mnie osobiście bardziej imponuje nie tyle gol Liberdy na Maracanie co gol Liberdy na Estadio Monumental zdobyty trzy dni później. Moim zdaniem reprezentacja Argentyny była wtedy lepsza niż Brazylii. Przeciw Polakom zagrały wielkie gwiazdy Boca Juniors (Rattin, Marzolini, Rojas), River Plate (Mas, Ermindo Onega i Daniel Onega), Independiente (Ferreiro, Sarnari, de la Mata, chodzi o syna oczywiście), Racingu (Perfumo) oraz San Lorenzo - ulubionego klubu papieża Franciszka (Albrecht). Właśnie ta ekipa zagrała na mundialu w Anglii, gdzie 12 dni po meczu z Polską została ordynarnie przekręcona w meczu z gospodarzami przez niemieckiego sędziego Kreitleina (z niewiadomych przyczyn w 35 minucie wyrzucił z boiska Rattina. Potem okazało się, że powodem miał być wulgarny język i nieważne, że Kreitlein nie znał hiszpańskiego:)

Polska zremisowała w Buenos Aires 1:1 dzięki bramce kozaka z Bytomia. Dla Argentyńczyków bramę walnął Oscar Mas, który dla River Plate strzelił 198 ligowych goli, na pewno słyszeli o nim kibice Realu Madryt.

W Buenos Aires na pewno taki zawodnik jak Mas jeszcze się urodzi. Pytanie tylko czy w Bytomiu jeszcze urodzi się taki zawodnik jak Liberda?

PS Rozczarował mnie dziś Górnik Zabrze. Zdobywając w 72. minucie gola na 1:0 w meczu z Koroną nie potrafił wygrać. Inni powiedzą, że raczej potrafił nie przegrać, bo przecież potem przegrywał. Liczyłem jednak, że zabrzanie wrócą na drugie miejsce. Ale rzeczywiście - na stadionie w Kielcach piłkarze Górnika muszą wdychać jakieś niesprzyjające im opary. Siedem meczów na Koronie i dopiero pierwszy remisik...

Wygląda na to, że nowym problemem Górnika staje się brak umiejętności utrzymania dobrego wyniku. Z wyjątkiem pierwszego meczu w tym sezonie z Wisłą Kraków gdzie padł bezbramkowy remis zabrzanie zawsze jako pierwsi zdobywali bramkę (sic!) jednak Ruch, Lechia i Korona potrafiły ich dogonić, a Legia nawet przegonić! Gdyby grało się tylko do pierwszej bramki Górnik miałby dziś 25 punktów i pewne pierwsze miejsce w tabeli. Czy to brak koncentracji? Umiejętności? Sił?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 25 września 2013
Styl niemiecki już wprowadzony

Ruch Chorzów nie powala w tym sezonie, ale gdybym miał wybrać tylko jedno obce boisko na którym miał sobie poradzić - byłby to moim zdaniem obiekt Widzewa. Życzę łodzianom jak najlepiej, ale moim zdaniem obecnie to główny kandydat do spadku.

No i w Łodzi Ruchowi się udało. Trzeba jednak przyznać, że spotkanie stało na tragicznym poziomie, to była kopanina kopanin. Wiem, że w Ruchu nie mógł wystąpić podstawowy środkowy napastnik, że z kontuzją zszedł rezerwowy środkowy napastnik, a większość meczu biegał rezerwowy rezerwowego środkowego napastnika, ale w ofensywie Ruch prezentował się baaaardzo mizernie.

Nic to, nie będę jednak narzekał. Chorzowianie ciągle są przecież na znieczuleniu po amputacji osobowości do której doszło w Białymstoku. Gdyby ktoś powiedział mi, że Ruch w następnych dwóch meczach wywalczy cztery punkty - trudno byłoby mi w to uwierzyć. A jednak!

Nie będę narzekał. Najważniejsze, że Ruch skutecznie wprowadza styl niemiecki. Na razie nie jest to wprawdzie obecny efektowny styl niemiecki, raczej ten z lat 80. Pamiętacie? Niemcy prezentując wówczas styl mocno paskudny potrafili wygrywać ważne mecze po golach w końcówkach. Wicemistrzostwa świata z 1982 roku i 1986 roku to chyba najbrzydziej i najfartowniej wywalczone miejsca na podium w historii mundiali (pamiętacie mecz RFN - Maroko z 1986 roku?! O, Matko Boska...). Fakt, ale... co z tego?

Nie będę narzekał. Zawsze przecież wybiorę zwycięstwo po koninie niż porażkę po sushi. No co ? Walczą? Walczą. Nie odpuszczają? Nie odpuszczają. Przecież dziś zwycięskiego gola zdobyli w końcówce, przecież pierwszy raz w tym sezonie na tyle skutecznie zamurowali bramkę, że skończyli spotkanie bez straconego gola. Niech Ruch dalej gra brzydko, wręcz ohydnie, ale... niech wczołga się do ósemki. Wtedy drugą część sezonu będzie mógł poświęcić na szlifowanie w grze elementów estetycznych i przechodzenie ze stylu wschodnioniemieckiego na zachodnioniemiecki. Niemożliwe, powiecie? Przecież nad kreską są zespoły mające tylko punkt więcej do Ruchu! A więc?

PS Ostatnimi czasy w Ruchu odchodzili z drużyny napastnicy w dobrej albo znakomitej formie, ale zawsze udawało się ich zastąpić. Po brawurowej parze Sobiech - Niedzielan nastał bramkostrzelny duet Piech - Jankowski. Ten ostatni jest w klubie, ale ciągle mówi się o jego wyfrunięciu. W związku z tym, że Ruch wrócił ostatnio do 4-5-1 mają nadzieję, że na szpicy rozwinie się kolejny talent. To ulubieniec prezesa Ruchu. Wiem, że szef klubu od dawna liczy na tego piłkarza. 

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

A co na to Zbigniew Boniek

Postanowiłem zwrócić się oficjalną drogą do tych warszawiaków, którzy zaglądają na Czadobloga. Oto mój list:

Szanowni warszawiacy!

Rozczulają mnie Wasze dziwaczne pretensje, że przecież Stadion Narodowy jest dla całej Polski, a człowiek kierujący firmą zarządzającą stadionem nie pochodzi z Warszawy więc nie powinienem się do Szanownej Stolicy przyczepiać w związku z odbywającą się hucpą dotyczącą (nie)nadania stadionowi na Pradze imienia Kazimierza Górskiego.

Przypominam Wam, że Stadion Narodowy w Warszawie tak się tylko nazywa. Stadion o statusie narodowego dla piłkarskiej reprezentacji Polski nie znajduje się w Warszawie. Oficjalną decyzją PZPN ciągle znajduje się on w Chorzowie. W związku z tym dlaczego w ogóle nie troszczycie się o Stadion Śląski, warszawiacy? A może się jednak troszczycie tylko ja przejawów tej troski nie dostrzegam? Jeśli tak - sprostujcie mnie, proszę.

serdecznie pozdrawiam

Wasz Czadoblog

PS A tak w ogóle to jesteście za tym żeby Stadion Narodowy w Waszym mieście nosił imię Kazimierza Górskiego? A może jesteście przeciwni? Bo tego ciągle nie można się od Was dowiedzieć...

                                         %

PS Wydaje mi się, że warto zadać kilka pytań Zbigniewowi Bońkowi (taka mała podpowiedź dla dziennikarzy telewizyjnych jeśli zaproszą kiedyś prezesa PZPN-u do wywiadu na żywo):

a) jakie jest oficjalne stanowisko PZPN-u w sprawie nadania przez polski sejm imienia Kazimierza Górskiego Stadionowi Narodowemu w Warszawie? Czy prezes PZPN jest zwolennikiem nadania przez polski sejm Stadionowi Narodowemu nad Wisłą imienia Kazimierza Górskiego czy może jest jednak innego zdania?

b) dlaczego PZPN oficjalnie nie zdecydował i nie wyartykułował, że Stadion Śląski przestał mieć status stadionu narodowego jeśli nie uważa go za narodowy? A może uważa? 

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna zostać wybudowana jak najszybciej.

10:12, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (28) »
wtorek, 24 września 2013
Tak stolica szanuje Kazimierza Górskiego

Kiedy w zeszłym roku Sejm przez aklamację podjął uchwałę o nadaniu Stadionowi Narodowemu imienia trenera Kazimierza Górskiego uznałem to za oczywiste. W historii polskiego futbolu trudno bowiem znaleźć człowieka tak dobrze kojarzącego się właściwie wszystkim, którego zasługi byłyby tak ogromne i jednoznaczne.

Okazuje się jednak, że kiedy w grę wchodzi szmalec klasycznymi formami dbałości o budowanie pamięci przejmujemy się tak samo jak papierem toaletowym w publicznym szalecie.

Polski sejm może się cmoknąć, bo operator stadionu chce zarobić. Chce zarobić na sprzedaży nazwy stadionu, a Kazimierz Górski mu w tym... przeszkadza. Nazwy nie dałoby się przecież tak korzystnie sprzedać, gdyby musiała brzmieć np. "Stadion Narodowy im. Kazimierza Górskiego nazwa sponsora nazwa sponsora".

Teraz ekipa zamierza więc sobie wycierać usta popierając wzniesienie naprędce pomnika Kazimierza Górskiego przed stadionem. Pomnik i nazwisko pomoże przecież w szukaniu firmy, która da szmalec.

Najważniejszy trener polskiej piłki wszech czasów powinien być godnie uczczony a nie przesuwany ze stadionu na pomnik z pomnika na ławkę a z ławki do supermarketu. Może warto przenieść więc stolicę do innego miasta w Polsce - tam gdzie nie handluje się pamięcią?

A może Zbigniew Boniek pomoże? Może jako prezes PZPN sprzeciwi się tej hucpie? Jak sądzicie?:)

PS Ale byłoby super gdyby jakaś firma wykupiła nazwę stadionu i sama nadała mu imię Kazimierza Górskiego. Nosiłbym koszulkę z jej logiem do wytarcia koszulki albo loga. Tylko która firma zdecydowałaby się na tak szlachetny uczynek? Na korporacje nie liczę. Z kolei firmy rodzinne nie włożą w coś takiego dziesięciu baniek.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

UPDATE 25 września po dyskusji z Czytelnikami zmieniłem tytuł notki z "Tak Warszawa szanuje Kazimierza Górskiego" na "Tak stolica szanuje Kazimierza Górskiego"

08:45, pavelczado , żal
Link Komentarze (35) »
poniedziałek, 23 września 2013
Jeszcze nie tym razem

Właśnie wróciłem z Warszawy z meczu na szczycie. Pierwszy raz widziałem na Łazienkowskiej mecz w którym śląska drużyna nie przegrała do zera.

Ba, długo wydawało mi się, że nawet wygra. Do przerwy był niesprawiedliwy remis, bo karny moim zdaniem, ale nie tylko moim, także piłkarzy Górnika Zabrze - był z kapelusza (podobnego zdania jest choćby Tomasz Hajto). Nie ma co jednak gdybać, że karny się nie należał. Tak gdybać można gdyby traktować Górnik jako zespół słaby. Bo - jak słusznie zauważył red. Jerzy Góra z którym oglądałem mecz  - "tylko słabe drużyny zajmują się przeszłością. Drużyny chcące uchodzić za silne zajmują się teraźniejszością i przyszłością". Ja chcę traktować Górnik jako silną drużynę. Nie będziemy więc na Czadoblogu uskuteczniać skowytów.

KSG był na Łazienkowskiej silny, ale tylko do przerwy. Górnik zaprezentował dwa różne oblicza. To co teraz napiszę przychodzi mi łatwiej niż myślałem: "W przekroju całego meczu Legia była jednak lepsza i wygrała zasłużenie".

W drugiej połowie Górnik dał się w zaskakujący sposób stłamsić. To stłamszenie było o tyle zadziwiające, że jeszcze tuż przed przerwą zabrzanie rozgrywali, gładko wymieniali podania, a Legia tylko bezskutecznie za futbolówką ganiała. Ekipa Nawałki potrafiła założyć rewelacyjny pressing, w dodatku bardzo wysoko. W przerwie zastanawiałem się czy goście będą w stanie to wytrzymać. Okazało się, że pękli tuż przed końcem, ale tylko szczęście sprawiło, że nie pękli wcześniej. Czy było to spowodowane brakami kondycyjnymi? Zdania są podzielone. Jedni zawodnicy (na przykład Błażej Augustyn) przyznawali, że w drugiej połowie mieli dość, inni (na przykład Mariusz Przybylski), że wprost przeciwnie.

Kiedy Adam Nawałka opuścił konferencję prasową i schodził do autokaru zdążył powiedzieć jeszcze kilka znamiennych zdań. - Tak jak graliśmy w pierwszej połowie nie da się grać całego meczu. Klasowa drużyna umie również grać niskim pressingiem [czyli na własnej połowie, przyp.pacz]. Jeszcze dużo pracy przed nami...

Tak więc tym razem się jeszcze nie udało.

Chodzi po pierwsze o to żeby "następnym razem" się udało. A po drugie żeby po "następnym" następującym po "następnym" zbędne stało się już słowo "udało". Czego sobie i państwu życzę.

PS A poza tym czwarta trybuna na stadionie Górnika musi powstać jak najszybciej.

PS1 Przed meczem miałem okazję poznać wschodzącą działaczowską gwiazdę w Legii czyli Dominika Ebebenge oraz zobaczyć miejsce pracy działaczy na Łazienkowskiej. Jego niezwykły entuzjazm dla pracy w Legii mnie poraził, a o gabinetach legijnych mogę powiedzieć jedno: schludność, porządek i dbałość o detale zaobserwowana w tym miejscu powinny charakteryzować każdy klub na ekstraklasowym poziomie.

PS2 Nie osłodzi to porażki, ale trudno nie zauważyć faktu, że gol, który padł dla Górnika był fantastyczny. Najpierw wielkie brawa dla Prejuce'a Nakoulmy za sposób jego wypracowania, a potem dla Łukasza Madeja za sposób jego zdobycia.

sobota, 21 września 2013
Odczarować Łazienkowską

Oczywiście śląskie drużyny nie muszą jej jakoś specjalnie odczarowywać.  W ekstraklasie wygrywało tam już miliard górnośląskich klubów: wygrywał Ruch (5:4, 4:2 albo 3:0 itd.), wygrywał Górnik Zabrze(4:1, 2:1, 2:0), wygrywała Polonia Bytom 4:0, 4:1 albo 1:0 itd.), wygrywał GKS Katowice (zwłaszcza bardzo ulubione przez GieKSę 2:0 itd, ale 3:0 też się zdarzało) wygrywały także Szombierki, wygrywał Górnik Radlin, wygrywał AKS Chorzów, wygrywała Unia Racibórz, wygrywał ROW Rybnik albo GKS Tychy.

Zwycięstwo górnośląskiej drużyny w Warszawie to więc naprawdę nic nadzwyczajnego. Zwłaszcza do kiedy mówimy o starym stadionie Łazienkowskiej. Dla mnie tamten obiekt był fenomenem dla skalę europejską. Ten architektoniczny koszmarek zbudowany dla Legii w 1930 roku do wybuchu wojny nigdy nie przyjął więcej jak sześć tysięcy ludzi (Legia za bardzo nie interesowała wówczas warszawiaków, dycha padła dopiero na osiemnaste urodziny obiektu). Na meczu Legii pierwszy raz na Łazienkowskiej pojawiło się 20 tysięcy kibiców dopiero w 1948 roku żeby zobaczyć sławny Ruch. Najbardziej zadziwiającą dla mnie zagadką jest jednak fakt, że na tym bardzo brzydkim stadionie - do momentu wybudowania w tym samym miejscu nowego obiektu - aż 39 meczów rozegrała reprezentacja Polski! Dla mnie ten fakt to symbol komunistycznej niemoty i bylejakości, za PRL-u nie udało się Legii postawić stadionu za który nie musiałaby się wstydzić.

Teraz to co innego. Obecny obiekt Legii jest fantastyczny, a jej kibice potrafią stworzyć fantastyczną atmosferę. Wygrać tam też nie już tak łatwo jak przez dziesięciolecia.

Odczarować Łazienkowską musi jednak sam Czadoblog. Tak się bowiem nieszczęśliwie składa, że za każdym razem gdy ciągnął do stolicy zobaczyć jakąś śląską drużynę - gospodarze zawsze wygrywali do zera. Kiedyś wprawdzie mój kolega z ogólniaka strzelił na Legii zwycięskiego gola dla Górnika, ale akurat mnie wtedy na Łazienkowskiej nie było. 

Wybieram się więc jutro do Warszawy żeby wreszcie przełamać klątwę podczas hitu Legia - Górnik. To świetny moment, mecz na szczycie będzie par excellence najgłośniejszym spotkaniem obu tych zespołów jaki odbył się na Łazienkowskiej Warszawie. Jedzie przecież ponad 1500 kibiców Górnika! Mam przekonanie graniczące z pewnością, że tym razem zabrzanie do zera nie przegrają i klątwa zostanie przełamana:)

Do zobaczenia!

PS A poza tym czwarta trybuna na stadionie Górnika powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Pisałem wcześniej, że o kryzysie Piasta nie ma mowy, co udowodnił w spotkaniu z Widzewem. No chyba, że spojrzymy na polską ligę przez osobliwe lusterko i zaczniemy zauważać, że w kryzysie są właściwie wszystkie nasze drużyny, a wygrywa ta, która jest w mniejszym. Coś w tym jest, bo jeśli uznamy, że Piast jest w kryzysie to jednak na pewno mniejszym niż Widzew:)

 
1 , 2 , 3
Archiwum