środa, 30 września 2015
Uwolniony Maciek z pogardą o Radzionkowie i Wodzisławiu

Maciek, kibic Legii Warszawa siedział cztery lata w areszcie tymczasowym bez wyroku. Wielu ludzi włączyło się w akcję solidarności z tym człowiekiem, wiele znanych osób za niego poręczyło.

Maciek właśnie został zwolniony. Jak się dowiadujemy "pierwsze kroki skierował do swojego domu - na stadion Legii Warszawa." Chyba właśnie tam nagrano z nim poniższy wywiad.

- Utwierdziłem się w tym, że Legia jest potęgą nie tylko w piosence. To nie jest pusty slogan. Wiedziałem zawsze, że mam przyjaciół z Legii, ale tak naprawdę dopiero w takich chwilach człowiek rozumie jaka to jest więź i jakie to jest wsparcie - mówi Maciek. - Świadomość tego, że mam legijną rodzinę za sobą była dla mnie tysiąc razy ważniejsza od tego, że ja wyszedłem. Tak naprawdę mogłem jeszcze nie wychodzić na wolność, bo wiedziałem, że oni tam są, że my musimy wygrać, bo Legia zawsze wygrywa - dodaje.

- Ucieszyłem się z tego, że mogę pójść na mecz z Napoli. Jak ja od niepamiętnych lat jeździłem za Legią po jakichś Radzionkowach, Wodzisławiach, jakichś dziurach i innych zapadłych wioskach a teraz o wynikach musiałem dowiadywać się z paska na TVP Info. A teraz mogę stanąć tutaj i pójść w czwartek na mecz. (...) Teraz Legia pomogła mi wyjść z więzienia! 

Ciekawe jak po tym przemówieniu czują się kibice z Wodzisławia albo Radzionkowa, którzy wysłali mu do więzienia kartkę z poparciem. Czy Maćka to obchodzi?

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. Od dziś bez dyrektora, który zarządzał nim ostatnie dziesięć lat.

19:50, pavelczado , żal
Link Komentarze (16) »
wtorek, 29 września 2015
Jak można przypuszczać, że Barcelona nie ma honoru

O tym, że nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem, mieć ciastko i zjeść ciastko utwierdza mnie sprawa piłkarskiej drużyny Barcelony i jej przyszłości w niepodległej (może się tak przecież zdarzyć) Katalonii.

Strasznie denerwują mnie wszystkie płaczki narzekające, że po uzyskaniu niepodległości trzeba zrobić wszystko aby Barcelona grała nadal grała w lidze hiszpańskiej, ewentualnie we francuskiej. Bo inaczej straci futbol i my wszyscy.

To jest obrzydliwe. Gdyby Katalonia odłączyła się od Hiszpanii, Barcelona nie mogłaby grać w lidze hiszpańskiej. Zabrania tego tamtejsza ustawa o sporcie. Moim zdaniem słusznie. Dlaczego Hiszpanie mieliby się godzić na dopuszczenie Barcelony po tym jak Katalonia odwróciła się od nich na pięcie? W imię jakich celów? Zysków? Tak nisko cenicie Hiszpanów?

Z kolei pomysł by Barcelona miała zagościć w lidze francuskiej uważam już za całkowicie poroniony. Co wspólnego kulturowo Barcelona ma z Francją? Już widzę jak Francuzi "cieszą się", że mają u siebie nową silną drużynę, która w trzeciej dekadzie zdobywa XXI wieku wygrywa choćby osiem razy Ligue 1:)

Poza tym skąd przypuszczenie, że Katalończycy za wszelką cenę chcą wepchnąć Barcelonę do jakiejś innej ligi? Uważacie, że honoru nie mają?

Już nie chodzi nawet o to, że mogą mieć ważniejsze problemy niż piłka nożna (Javier Solana, były sekretarz generalny Rady Unii Europejskiej zapowiedział, że jeżeli Katalonia odłączy się od Hiszpanii w sposób niezgodny z prawem, znajdzie się poza Unią Europejską). Przypuszczam, że Katalończycy w sytuacji wybicia się na niepodległość nie będą oglądać się na innych. Skoro powiedziało się "a" trzeba również wziąć odpowiedzialność za "b". Lepiej budować interesującą ligę piłkarską u siebie a nie oglądać się na innych. 

Co z łkaniami, że Katalonia jest mała więc Barcelona nie będzie miała we własnej lidze konkurenta i z związku z tym tamtejsza liga będzie nieciekawa? Bardzo przepraszam - czy taka Belgia utyskuje? Jest przecież mniejsza o jakieś 2 tysiące km² od Katalonii, ma tylko 3,5 mln ludzi więcej można więc uznać, że potencjał obu jest porównywalny. A przecież Belgia była w stanie stworzyć ligę, w której grają zespoły zdobywające międzynarodowe trofea i tworzące historię europejskiej piłki (nie mówiąc już o reprezentacji). I nie jest tak, że rządzi tylko jeden zespół. 

Podsumowując: jeśli Katalonia wybije się na niepodległość jedynym wyjściem będzie stworzenie własnej ligi.

                                        * * *  

A co z rywalizacją Realu z Barceloną? Spokojnie, też jest wyjście: raz na pół roku grać o jakieś towarzyskie trofeum na przykład przechodni Puchar Przyjaźni Hiszpańsko-Katalońskiej. Trofeum i jego nazwa z naszego punktu i tak nieważne. Przecież tego rodzaju mecz i tak z chęcią pokaże każda telewizja świata więc kasa będzie się zgadzać, a prestiż legendarnej rywalizacji zostanie podtrzymany.

PS A poza tym Barcelona powinna kiedyś znów przyjechać na Stadion Śląski. Może na rozgrywki Ligi Mistrzów?

poniedziałek, 28 września 2015
GieKSa to ciągle duży klub

Dlaczego? Bo duży klub można poznać po tym, że zatrudnia nie tego trenera, który kiedy jest vacat dzwoni oferując własne usługi lecz tego, którego sam wybiera na podstawie obserwacji i sam proponuje mu pracę.

GKS zatrudnił więc szkoleniowca, którego sam wybrał choć... nie od razu się udało. Brzęczek nie był bowiem pierwszym wyborem. Mimo to wydaje się, że działacze podjęli dobrą decyzję. Piszę to z ostrożnością, bo ostatnie lata w historii GieKSy to nieprzerwane pasmo sportowych rozczarowań więc nie będzie łatwo odwrócić kartę. To wyzwanie.

Jerzy Brzęczek może być dobrym wyborem z kilku powodów:

a) wydaje się, że będzie autorytetem dla piłkarzy. Dlaczego?:

- ma naturalne zdolności przywódcze. To on rządził olimpijską kadrą Jerzego Wójcika;

- był dobrym piłkarzem. Zdobył wicemistrzostwo olimpijskie, 42 razy zagrał w reprezentacji, potrafił strzelić gola Brazylii (na Bukowej też zresztą trafiał w kadrze);

- ma trenerskie doświadczenie z ekstraklasy. Co prawda ekstremalne (w Gdańsku), ale w Katowicach nie będzie chyba raczej trudniej (choć kto wie?);

b) wydaje się, że jest szczególarzem:

Widać to było choćby dziś. Z rana obejrzał w klubie wszystko, nie tylko murawę i szatnię, ale nawet pralki, które piorą dresy. Interesuje go wszystko co związane z klubem. Moim zdaniem to dobre podejście. Wygląda na to, że najpierw mówi, potem robi. Na konferencji prasowej nie pochwalił się co zarządził. Od razu wysłał zawodników na badania. Czasy oceniania formy na oko już minęły;

c) wydaje się, że będzie zaangażowany.

Najbliższy tydzień ma spędzić na Bukowej i wszystko dogłębnie poznać. Pewne jest, że wszyscy dookoła będą na to zwracać uwagę i będą mu się przyglądać właśnie pod tym kątem.

Można się na tym przejechać. Był kiedyś zdolny trener Józef Zwierzyna związany z Opolem. Kiedy Antoni Piechniczek pod koniec 1980 roku został trenerem Ruchu Chorzów zaraz potem dostał propozycję nie do odrzucenia z reprezentacji Polski więc niebiescy na gwałt potrzebowali nowego szkoleniowca. Piechniczek znał Zwierzynę z Odry, pracowali tam razem, był jego asystentem. Antoni Piechniczek wystawił mu dobre świadectwo. W efekcie Zwierzyna dostał pracę w Ruchu, ale popełnił jeden błąd. Jako że nie zdecydował się na przeprowadzkę do Chorzowa codziennie odbywał podróże do Opola - tam i z powrotem. Dlatego - co naturalne - zdarzało się, że na zajęciach patrzył na zegarek. Ludzie takie sprawy wyczuwają natychmiast: w efekcie to był początek końca Zwierzyny w Ruchu.

d) nie obiecuje gruszek na wierzbie.

Czasy takie, że bezrobotni trenerzy tyle obiecują, że żaden zatrudniony tyle nie da. Brzęczek wygląda na spokojnego i opanowanego. Nie powiedział, że będzie awans, choć wie, że takie są oczekiwania;

e) jest zdeterminowany by odnieść sukces jako trener.

Na razie mu się to przecież nie udało. Dostaje świetną szansę żeby się przełamać. Relatywnie stabilny klub, zainteresowanie kibiców i mediów, wolną rękę a przede wszystkim... czas. Nikt nie każe mu wywalczyć awansu do ekstraklasy w tym sezonie (co moim zdaniem ciągle jest możliwe). Ma więc wszystko i może się wykazać. Jeśli teraz mu się nie uda, to niektórzy ludzie być może będą zadawać sobie pytanie: "a więc kiedy"? Być może wskoczy nawet do grona trenerów, którzy sami będą proponować własne usługi (no chyba, że nie będzie mu to pasowało i zmieni zawód).

Dla Brzęczka to więc bardzo ważny moment w zawodowym życiu. Jeśli przegra może stracić wiele, ale jeśli wygra (czyli awansuje) - może zyskać jeszcze więcej. Przypominam, że to właśnie w GKS-ie jako trener prawie nołnejmowy i bez sukcesów odbudowywał się niejaki Adam Nawałka. Nie twierdzę, że Brzęczek pójdzie jego śladem, ale jeśli odniesie sukces w GieKSie, trafi na trenerskie salony.

                                     * * *

Z Jerzym Brzęczkiem do klubu przychodzi Dariusz Motała, były dziennikarz i wydawca Canal+, ale przede wszystkim przez cztery lata menedżer pierwszej drużyny z Poznania. Pogadaliśmy dziś na Bukowej, jego wizja klubu i pomysł sposób pracy wydały mi się bardzo rozsądne. Oczywiście od rozsądku do  sukcesu daleka droga, ale szczerze życzę mu sukcesów.
Motała może w GKS-ie spożytkować doświadczenia zdobyte zagranicą. Największe wrażenie wywarł na nim pobyt w Basel, ciekawe czy w GieKSie uda się coś zaszczepić ze szwajcarskiego gruntu. Motale chodzi o to żeby w niedalekiej przyszłości to nie GKS prosił zdolnych piłkarzy żeby do niego przyszli tylko żeby zdolni piłkarze sami chcieli do niego przyjść, żeby na Bukowej widzieli właściwą ścieżkę rozwoju, żeby GieKSę uważali za miejsce gdzie mogą coś osiągnąć.

PS Żeby było jasne: w oferowaniu własnych usług nie ma nic złego. Przecież na szczeblu centralnym są tylko 52 miejsca dla trenerów. Na tej karuzeli bardzo trudno się utrzymać a prawie każdy kto wsiąknie w futbol nie potrafi bez niego żyć. To jak narkotyk (chyba, bo nie brałem). Ten kto ma ciągły dostęp nie narzeka. Ten kto wylatuje na opłotki zaczyna cierpieć i za wszelką cenę chce wrócić. Rozumiem to.

PS 1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 27 września 2015
Nie podoba się ręka w Poznaniu? Mam rozwiązanie

Górnik Zabrze zremisował w Poznaniu zdobywając bramkę z rzutu karnego po ręce, która dla wielu jest kontrowersyjna.

Moim zdaniem jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji. Jeśli zostanie zastosowane uciszy wszelkie spory, jego atutem będzie JEDNOLITOŚĆ interpretacji.

Otóż moim zdaniem sędzia powinien odgwizdywać KAŻDĄ RĘKĘ w polu karnym i od razu wskazywać na wapno. Nie powinien natomiast dawać za rękę czerwonej kartki. Wyjątkiem powinna być taka sytuacja gdy piłkarz celowo wybija piłkę z bramki ręką żeby nie padł gol. Przykładem może być zachowanie Mario Kempesa w meczu z Polską na mistrzostwach świata w 1978 roku. Wtedy czerwień się należy.

Powinno się również zastosować działanie prewencyjne wobec sędziów. Za podyktowanie karnego po ręce, której jednak nie było powinni jakiś okres zajmować się czymś innym niż sędziowaniem. Tak samo zresztą jak po niepodyktowaniu karnego po ręce, która była. Powtarzam: chodzi o ujednolicenie przepisów i ograniczenie możliwości interpretacji.

Powiecie, że ręka ręce nierówna? Że ktoś dostał przypadkowo? No właśnie! Jeśli przypadkowo to nie dostaje czerwonej kartki.

Dopóki przepisy nie zostaną zmienione będziemy świadkami takiego marudzenia jak obecnie.

Na zakończenie wywodu mogę więc jedynie złożyć Górnikowi Zabrze gratulacje za uzyskanie w prawidłowy sposób rzutu karnego i zdobycie gola dającego remis. Nikt nie może przecież zaprzeczyć, że piłka dotknęła ręki Paulusa Arajuuriego, prawda?

Jeszcze jedno: kwestia do rozpatrzenia dla tych, którzy jednak rozróżniają rękę na karny i nie na karny. Niektórzy twierdzą, że Arajuuri chciał się tylko podeprzeć przed upadkiem. Pytanie brzmi, przyjrzyjcie się: PO CO chciał upaść? No właśnie.

                                             ***

Zachwycił mnie pomysł, ba - nie pomysł, raczej czyn -zaproponowany przez Czytelnika o ksywce shadowking pod poprzednim wpisem w związku z nasilaniem się chamstwa na stadionach - nawet w strefach gdzie nie powinno ich być.

Shadowking pisze: "Wulgarne przyśpiewki gromadne o Legii, Wiśle, whatever, są tak samo słabe jak januszowe wulgaryzmy indywidualne. Tępić.
Może naiwnie, ale w podobnym przypadku zwróciłem się po meczu do klubu o interwencję i zadziałało. Na podstawie monitoringu gościu wrzeszczący przekleństwa został przeniesiony z sektora piknikowego do młyna. A tam już go uciszą."

Genialne.

PS Przypadkowo oglądałem niedzielne wieczorne ligowe spotkanie. Muszę złożyć gratulacje Legii Warszawa! Z Niecieczą była zdecydowanie słabsza a mimo to zdołała urwać punkt. To naprawdę cenna umiejętność. Szacun!

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

sobota, 26 września 2015
Jak można szczekać na Zieńczuka w wieku 70 lat?!

Byłem dziś na meczu Cracovii z Ruchem. Niebiescy na szczęście już lepsi niż ostatnio w Poznaniu. Mogli na Kałuży nawet zremisować, choć po pierwszej połowie ktoś kto obstawiałby remis zostałby uznany za niespełna rozumu.

Cracovia bowiem w pierwszej połowie wręcz miażdżyła Ruch i mogła prowadzić znacznie wyżej. Boczni obrońcy pozwalali gospodarzom na wrzutki, a stoperzy na główki. Zauważyłem jednak, że sposób gry Cracovii w pierwszej połowie był wyjątkowo energochłonny a przecież w polskiej lidze żaden zespół nie jest w stanie stosować tak agresywnego pressingu już na przedpolu rywala przez cały mecz. Akumulatory chyba gospodarzom się więc trochę wyładowały  - w efekcie w drugiej połowie Ruch miał znacznie więcej miejsca i szybko poczuł szansę. Ostatecznie nie dało to efektów punktowych, ale Ruch w tym względzie może mieć już pretensje tylko do siebie, bo miał kilka naprawdę świetnych sposobności żeby wyrównać i jednak uszczknąć ten punkcik.

Jak wiadomo Czadoblog jest przeciwnikiem debilnej reformy ekstraklasy i podziału na dwie ósemki. Człowiek jeśli nie może jednak ominąć debilizmów to - żeby żyć - stara się do nich przystosować. Przystosowanie do debilnej reformy polega na tym, że w myśl ekonomizacji sił wystarczy mocno się spiąć żeby sięgnąć po miejsce w pierwszej ósemce. A potem można wygaszać silniki jeśli wie się, że nie ma już realnych szans na nic więcej (dobry przykład to remis i sześć porażek Pogoni Szczecin w zeszłym sezonie w dodatkowych siedmiu kolejkach. W efekcie miała na koniec mniej punktów od siedmiu zespołów z gorszej ósemki między innymi nawet od spadkowicza Zawiszy - takie cuda tylko w Polsce!).

Byłoby więc dobrze żeby Ruch załapał się do lepszej ósemki. Także po to żeby przestać się denerwować już siedem kolejek przed końcem sezonu. A przecież z cyklu dwuletniego, który Ruch sam wprowadził wynika, że tym razem nerwów być nie powinno! Co jednak z tymi nerwami zrobić skoro niebiescy właśnie obsunęli się do drugiej ósemki?

                               * * * 

Lubię wizyty w Krakowie i kiedy mogę jadę na tamtejsze stadiony, ale muszę przyznać, że pewna sprawa mnie bulwersuje.

Jak wiadomo Marek Zieńczuk był kiedyś zawodnikiem Wisły Kraków. Skończył tam grać w erze mezozoicznej czyli w 2009 roku, ale niektórzy ludzie sympatyzujący z Cracovią ciągle mu to pamiętają. W efekcie kiedy był dziś przy piłce zaczynali... szczekać. Naśladują psy, bo Wisła była kiedyś klubem milicyjnym.

Każdy kto w minimalnym stopniu interesuje się polskim futbolem zdaje sobie sprawę z wzajemnej awersji fanów obu klubów, lecz czasem przybiera ona wręcz karykaturalne formy.

Oczywiście pytanie w tytule powinno brzmieć krócej: "Jak można szczekać na Zieńczuka". Uznaję jednak, że gdybym je postawił w takiej formie - wymagałbym od niektórych miejscowych kibiców zbyt wiele. Stadionowe chamstwo jest już bowiem tak powszechne, że szczekanie na Zieńczuka nie jest dla nikogo niczym nadzwyczajnym i tym razem zapewne już nikt - oprócz mnie - nie zwrócił na nie uwagi. Nawet na mnie kiedy szczeka jakiś wyrostek robi to już mniejsze wrażenie niż kiedy ujada czerwony ze złości mężczyzna na oko siedemdziesięcioletni - zapewne ojciec dzieciom i dziadek wnukom. Jazgotliwe szczekanie tego emeryta to dla mnie symbol upadku futbolowych obyczajów w Polsce. Emeryci byli dla mnie bowiem zawsze symbolem starych dobrych czasów gdy ciężką obrazą było zawołanie w stronę sędziego, że "powinien kanarki doić"...

A Zieńczuk zapewne i tak się nie przejął tym ujadającym przyjęciem. To właśnie dzięki pięknemu dośrodkowaniu miał udział w honorowej bramce dla Ruchu. 

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

piątek, 25 września 2015
Proszę, nie mówcie już o nich "sensacyjny lider"

Jeśli Piast Gliwice nadal będzie grał na tym poziomie co obecnie, pierwszy raz w historii zostanie mistrzem Polski. Moim zdaniem wystarczy im tylko jedno: utrzymanie do końca sezonu dyspozycji, utrzymanie sposobu gry na obecnym poziomie i NIC WIĘCEJ. Oczywiście w Piaście nikt nie powie o ostatecznych celach, będą się odżegnywać, będą ściągać presję - to oczywiste. Ale ja mogę przecież pisać co uważam:)

W Gliwicach nie musi się nic zmieniać, nie trzeba niczego udoskonalać. Ba - nie powinno. Sposób w jaki dziś gliwiczanie stłamsili Śląsk we Wrocławiu jest dla mnie niezwykły. Zdominowali rywala jak chcieli. W tej formie, w każdym meczu na każdym polskim stadionie mogą czuć się faworytem.

Moim zdaniem dziś wyglądało jakby licealiści grali z szóstoklasistami! Gliwiczanie byli lepsi w ataku pozycyjnym. Lepsi z kontry. Lepsi w rozgrywaniu piłki. Lepsi z przenoszeniu gry w inną strefę. Lepsi technicznie. Lepsi taktycznie. Cóż: właściwie grali jak u siebie. A to cechuje dobre drużyny - dla tych dobrych miejsce rozgrywania meczu właściwie nie ma dla nich znaczenia.

Jeszcze niedawno większość ludzi śmiała się z Kamila Vacka, a właściwie z tego jak się nazywa (byłem tego świadkiem). - Jak piłkarz z takim nazwiskiem może być dobrym piłkarzem?! - pytali mnie ironicznie znajomi. Bardzo mnie to denerwowało - tak jakby brzmienie nazwiska miało jakiekolwiek znaczenie. Od samego początku zakochałem się w klasie Vacka. Piast tym fantastycznym transferem sprawił, że nikt nie tęskni za Vassiljevem.

Jeszcze niedawno większość ludzi dziwiła się po co Piast sprowadza na obronę jakiegoś Brazylijczyka, który w swoim portugalskim klubie grywał właściwie tylko w rezerwach. Nie lepiej dać szansę Polakowi? "Co ty widzisz w tym Herbercie z Piasta?" - pytali mnie znajomi wzruszając ramionami i przekręcając (świadomie? nieświadomie?) jego ksywkę. "No jak to, nie widzicie jaki to pająk, jaki ma zasięg nóg, jaki ma wyskok?! Kosi wszystkie piłki w pobliżu" - odpowiadałem. Dziwili się, że tak się zachwycam. A teraz wyszło, że Hebert może pochwalić się najlepszym stosunkiem wygranych powietrznych pojedynków z rywalami - jakieś 5,4 na mecz. Sposób w jaki zdobył dziś bramkę we Wrocławiu był charakterystyczny. Śmiać mi się chciało kiedy reporterka spytała w przerwie piłkarza Śląska dlaczego Heberta nie upilnował. Upilnujcie tura, pająka, żararakę. Prawda jest taka, że w powietrzu to obrońca Piasta dyktuje warunki. Zawsze.

Warto odnotować również cichą satysfakcję Patrika Mraza. Ze Śląskiem zdobywał mistrzostwo, ale nie był wtedy pierwszoplanowym piłkarzem. Teraz jest zupełnie inaczej.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna jak najszybciej wrócić na Stadion Śląski.

wtorek, 22 września 2015
¿GieKSa?

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice z Cracovią w Pucharze Polski. Szkoda tej porażki - także w kontekście następnego rywala. Uciekł nam ćwierćfinał GieKSa - Zagłębie. Oj, działoby się!

Czy GKS jest w kryzysie? A może jednak zwyczajnie prezentuje poziom i wyniki adekwatne do klasy tej kadry? Nie? To wokół którego piłkarza należałoby budować zespół? Który zawodnik rokuje na przyszłość? Ale nie tę nieokreśloną tylko najbliższą - obecnosezonową?

Czy nie jest dziwne, że lada moment Bartosz Iwan, który dopiero wskoczył do drużyny będzie najważniejszym zawodnikiem ofensywnym? Czy nie jest dziwne, że lada moment Olivier Prażnovsky, który dopiero wskoczył do drużyny będzie najważniejszym zawodnikiem defensywnym? 

Czy lada moment nastąpi na Bukowej tąpnięcie? Jeśli tak to o jakim zasięgu? Czy drgania dosięgną pion sportowy czy raczej organizacyjny? A może oba? Czy ktoś zostanie rzucony na pożarcie Radzie Nadzorczej? Czy to przypadek, że po konferencji prasowej Piotr Piekarczyk nie zszedł do szatni tylko udał się w stronę gabinetu prezesa? Dlaczego Grzegorz Proksa siedział na sektorze dla kibiców? Czy oznacza to, że wkrótce w klubie pojawi się nowy dyrektor sportowy?

Czy GieKSa na boisku nie jest obecnie zbyt mało elastyczna? Innymi słowy: czy fakt, że trudno sobie obecnie wyobrazić GKS grający inaczej niż systemem 4-5-1 nie ułatwia rozpracowania przedmeczowego kolejnym rywalom?

To dobrze, że wzmocniono konkurencję w obronie i pomocy, ale czy najbardziej nie brakuje jej w ataku? Czy brak realnego rywala na szpicy dla Grzegorza Goncerza nie ogranicza GieKSy taktycznie?

Czy nie powinno się lepiej dopracować gry w trójkącie z ostrzem wysuniętym do przodu? Bartosz Iwan potwierdził dziś, że jako mediapunta może dać GieKSie bardzo wiele, ale czy jest w stanie w pełni spełniać swą rolę jeśli ustawieni za nim defensywni pomocnicy (dziś byli to Łukasz Pielorz i Povilas Leimonas) grają tak bojaźliwie i statycznie? Czy to właśnie nie ich asekuracyjny sposób gry sprawił, że Cracovia bezczelnie i zawadiacko klepała sobie dziś piłką na przedpolu GieKSy, zwłaszcza w pierwszej połowie? Czy nie brakowało Wam dziś w GKS-ie na tych pozycjach agresywnych chuliganów? Czy któryś z defensywnych ludzi trójkąta był w stanie dostać żółtko za przerwanie groźnej akcji? 

No i najważniejsze pytania: jako że drugi poziom rozgrywek prezentuje najsłabszy poziom od momentu w którym zacząłem go oglądać czyli od 1985 roku nie byłoby szkoda - mimo tych wszystkich zawirowań i kłopotów - odpuszczać ten sezon w kontekście nawet AWANSU? Tak, tak - naprawdę uważacie, że ten sezon jest dla GieKSy już całkowicie stracony? Wiem, że nie ma w tej stawce drużyny realnie od Katowic gorszej, ale czy jest jakaś drużyna realnie silniejsza? Niby która? Lider Dolcan Ząbki, który przegrywa z Sandecją, która przegrywa z Wisłą Płock, która przegrywa z Rozwojem Katowice, który przegrywa z Chojniczanką, która przegrywa z Bełchatowem, który przerywa z GieKSą?

Trzy zwycięstwa GKS-u Katowice z rzędu w tej rachitycznej stawce i całkowite odwrócenie nastrojów uważacie za niemożliwe? Niemożliwe ze zmianami? Niemożliwe bez zmian? Niemożliwe w ogóle?

PS Czy nowym trenerem mógłby zostać Werner Liczka?

poniedziałek, 21 września 2015
Legijnemu lumpenproletariatowi mówimy NIE

Wiadomo, że duży piłkarski klub ma wielu kibiców w przeróżnych grupach społecznych. Także Legii kibicuje więc zapewne wielu biznesmenów, intelektualistów i ludzi wolnych zawodów - to przecież całkiem duży klub z ładnym stadionem i niemałymi aspiracjami. W takim przypadku nigdy nie może również zabraknąć miejscowego lumpenproletariatu. O tym, że wśród fanów Legii lumpenproletariat stanowi istotną stadionową tkankę nie trzeba niestety nikogo przekonywać...

Z mojego punktu widzenia problem polega na tym, że stołeczny lumpenproletariat stać na to żeby wyjechać na mecz w gości. Efekty takiej "wizyty" widzieliśmy właśnie w Chorzowie.

Jakiś żałosny "bohater" wspiął się bowiem na konstrukcję zegarową i zniszczył napis "RUCH", gdy mocował się z literą "R". Na dodatek wandal oblepił vlepkami cyferblat zegara.

Zajadłość działania "bohatera" sugeruje jego intencje. Czy nadużyciem będzie stwierdzenie, że rozanielony przypuszczał, iż właśnie przeprowadza historyczną akcję splugawienia Omegi? Że robi coś na co nie poważył się nikt przed nim? Że będzie miał się czym chwalić wnukom?

Tępak oczywiście nie mógł wiedzieć, że Omega jest po drugiej stronie stadionu całkowicie bezpieczna. Atakowanie nędznego surogatu zegara jest dowodem jedynie tępactwa i ignorancji tego gościa. Przypuszczam, że nie wiedział co robi. Gdyby wiedział, że atakuje Omegę jedynie udającą Omegę i nie powstrzymałoby go to od ataku - byłby już nie tępakiem a debilem.

Wyobraźcie sobie co by było gdyby podczas wyjazdowego meczu Ruchu z Legią jakiś ancymon złamał miecz warszawskiej Syrence (podałbym przykład ze stadionu na Łazienkowskiej, ale tam na trybunach nie można odwołać się do materialnych śladów poważania tradycji tak jak choćby do Omegi). Czy przypuszczenie, że podniosłoby się larum, że rozległoby się żądanie dla takiego chuligana kary bezwarunkowego więzienia a dla klubu, któremu kibicuje surowej kary proceduralnej jest bezzasadne?

Tępaka zamachującego się na zegar do więzienia jednak bym nie wsadzał, zaraz niektórzy domagaliby się żeby go uwolnić i w efekcie zostałby bohaterem ludowym. Na pewno jednak - jeśli tylko jest taka proceduralna możliwość - sprawiłbym żeby miał bezwzględny dożywotni zakaz stadionowy na Cichej.

Naprawdę nie chcemy hołoty na Górnym Śląsku.

PS Oczywiście byłoby miło gdyby Legia wystosowała do Ruchu jakiś list z wyrazami współczucia, jednoznacznie potępiający tego gnojka. Czy naiwnością byłoby przypuszczenie, że warszawski klub na to stać?

PS1 Omega nie takich bohaterów przetrzyma. PseudoOmega również.

PS2 Żeby nie było wątpliwości: normalni kibice Legii powinni być zawsze mile widziani.

18:27, pavelczado , żal
Link Komentarze (42) »
niedziela, 20 września 2015
Niezgodnie z przewidywaniami

Przed meczem Ruchu z Legią gryfne, cycate frelki rozdawały tytki z namalowaną eRką i ze słoniolem w środku. Czułem się jakbym przez chwilę był reporterem* podglądającym w Kirgizji nagie dziewczęta oblepione pyłkiem anaszy.

Kiedy piłkarze wchodzili na murawę cały stadion falował niebieskim i żółtym. Atmosfera była świąteczna. Ale potem było juź gorzej.

Nie zawsze jest niedziela - nawet w niedzielę. Nie pamiętam żeby Legia kiedykolwiek komukolwiek sprawiła na Śląsku taki łomot od razu w pierwszym kwadransie. Nie było co zbierać... Cóż, goście grali bardzo dobrze i należy im pogratulować stylu w jakim wygrali na Cichej ten mecz. To była naprawdę mocna Legia.

Piłkarze Ruchu mieli fajny moment po stracie trzeciej bramki kiedy do przerwy pokazali kilka składnych akcji, a wyłożenie piłki przez rozpędzonego Kamila Mazka Mariuszowi Stępińskiemu na honorowego gola było wręcz majstersztykiem, moim zdaniem najładniejszym pojedynczym zagraniem w tym meczu.

Mecz był jednocześnie uczczeniem jubileuszu 80-lecia stadionu przy Cichej. Dlatego o prowokowaniu przez "fanów" gości miejscowej publiki nie chce mi się pisać - przecież to nie Legii wina, że ma takich zwolenników. Kiboli się nie wybiera.

PS Omega to widziała. Przywieźli ją na łóżku:)

*kto kojarzy co to za reporter?

czwartek, 17 września 2015
O barwach Górnika Zabrze

Górnicze barwy to czerń i zieleń. Jeśli się uwznioślimy to zauważymy, że "czerń jest symbolem podziemnych ciemności a zieleń wyraża tęsknoty górników za zielenią lasów i pól w trakcie ciężkiej pracy pod ziemią".

Nie mam się dziś jednak zamiaru uwznioślać (choć powód by się znalazł - Legia przecież przegrała podobno z jakimiś Duńczykami, tak mi przykro), chcę zastanowić się jedynie dlaczego Górnik Zabrze jako klub górniczy nie postawił na czerń i zieleń lecz ma takie barwy jakie ma.

W maju 1957 roku w klubowym statucie zapisano bowiem, że "kolorami klubu są biały, czerwony i niebieski (...) zaś flaga to kolor biały i czerwony, przedzielony pasem koloru niebieskiego."

Po latach daje to niechętnym Górnikowi asumpt (co za dziwaczne słowo) do drwin podpartych zdumiewającym "procesem myślowym". Otóż niektóre głuptaki naprawdę uważają, że flaga Górnika jest odwołaniem się do flagi Rosji, jako klubu, który powstał w przeddzień założenia PZPR!

Głuptaki nie biorą pod uwagę internacjonalizmu jako wyznacznika komunizmu czyli faktu, że w 1948 roku, kiedy w ówczesnych paskudnych realiach powstawał klub to odwołując się ściśle do ideałów komunistycznych próbowałby raczej kombinować z samą czerwienią. Pięć lat później, w 1953 roku słynny MTK Budapeszt mielony przez komunę przyjął nawet nazwę Budapesti Vörös Lobogó czyli - dosłownie - Czerwony Sztandar.

Tymczasem w Zabrzu postawiono na trzy kolory. Dlaczego akurat na te? Poniżej moja prywatna interpretacja, której słuszność twardo podpierają mi... barwy Ruchu Chorzów!

Uważam więc, że ci, którzy wybierali barwy dla Górnika myśleli w następujący sposób:

"Górnik to klub polski więc powinien mieć barwy biało-czerwone. Przepasanie niebieskim w bezpośrednim sąsiedztwie bieli podkreśla jego śląskość", bo - o czym już pisałem - zestaw biało-niebieski był barwami Górnego Śląska.

Ktoś chce obalić ten tok myślenia? Chętnie przyznam mu rację jeśli wysunie porządne kontrargumenty.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski jak najszybciej. Właśnie widziałem filmik z drona jaki nakręcił mój kolega z redakcji nad stadionem. Jestem pod ogromnym wrażeniem obiektu. Podkleję tutaj produkcję kiedy ją zmontują.

 
1 , 2
Archiwum