sobota, 30 września 2017
Jak zostałem Dariuszem Szpakowskim

Na stadionie Górnika Zabrze odbyła się wczoraj premiera mojej książki o tym klubie. Przybyło wielu wspaniałych gości, ciągle jestem tym faktem wręcz onieśmielony. Będę długo wspominał tę imprezę, kilkadziesiąt minut zleciało w mig. Serdecznie wszystkim dziękuję, jestem wyjątkowo wdzięczny. Od ludzi słyszę, że było fajnie.

PS Przy okazji chcę Wam wspomnieć, że dziś wieczorem w katowickim kinie Kosmos jest premiera filmu "W kotle czarownic". Opowiada o Najwspanialszym Stadionie Świata - chyba nie muszę wyjaśniać o jaki chodzi.

W związku z tym filmem doszło do zabawnego wydarzenia. Kanałami czadoblogowymi dowiedziałem się, że jest kręcony i z tej okazji na Stadionie Śląskim pojawi się plejada gwiazd. Górnika reprezentowali Stanisław Oślizło i Jan Banaś, Ruch - Eugeniusz Lerch, GKS - Gerard Rother, Zagłębie - Józef Gałeczka.

Gwiazdom chciałem wręczyć własną książkę o Górniku, pojechałem więc na stadion z kilkoma egzemplarzami. Pogadałem, powręczałem i już miałem wychodzić kiedy podszedł do mnie reżyser. Wyglądał na zdesperowanego.

Usłyszałem prośbę o pomoc. Okazało się, że kamery się grzeją, mikrofony przebierają nogami, ekipa filmowa gotowa do startu, ciśnienie rośnie z minuty na minuty. O stadionie mają przechadzać się i opowiadać Jacek Laskowski z Dariuszem Szpakowskim.

Wszystko jest w najlepszym porządku, ale nagle okazuje się, że... jednak nie. Jacek Laskowski jest już na miejscu, ale nie pojawia się drugi komentator. Szpakowski w ostatniej chwili informuje, że nie dojedzie, a scenariusz jest przygotowany na dwóch. Co robić? Wiecie - dzień zdjęciowy to dzień zdjęciowy... "Czy mógłby pan zastąpić Dariusza Szpakowskiego"? - usłyszałem.

Kto zna Czadobloga ten wie, że nie odmawia pomocy choć tym razem przyznaję: byłem w rozterce. Z reguły ubieram się bowiem mocno nietelewizyjnie, mówiąc wprost: jestem dresiarzem. A w dresie trudno - przyznacie - występować w filmie dokumentalnym. Poza tym miałem interes na mieście. Mogłem być wolny za dwie godziny.

Filmowcy działają jednak szybko i szybko podejmują decyzje. "Załatwimy panu kapotę". Zgodziłem się - szczerze pisząc z przyjemnością, bo o Stadionie Śląskim mogę dużo i chętnie. Uwielbiam bezgranicznie ten obiekt od dziewiątego roku życia czyli już dość długo. Wiele na nim przeżyłem. 

W efekcie wbiłem się w skórzaną marynarę (żeby było jasne  - na co dzień w takiej nie chodzę) i wspólnie z Jackiem Laskowskim (okazuje się, że to świetny facet!) poopowiadaliśmy o Śląskim przed kamerami, a przede wszystkim pogadaliśmy o nim z gwiazdami sprzed lat. Przekonałem się, że każdy z tych wspaniałych piłkarzy pamięta ten obiekt z innych powodów i każdy - tak mi się wydaje - kocha go podobną miłością jak ja. 

Jestem bardzo ciekaw jaki jest końcowy efekt. Dziś w Kosmosie pokaz premierowy.

Do zobaczenia.

PS Już po projekcji. Cieszę się, że wziąłem udział w tym przedsięwzięciu. Fajnie wyszło. Gratuluję autorom i z czystym sumieniem polecam:)

środa, 27 września 2017
Buziaki

"Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" jest już w księgarniach. Sygnały, które do mnie dochodzą są bardzo miłe. Nie słyszałem jeszcze złej opinii kogoś kto ją przeczytał.

Cieszę się, bo już w najbliższy piątek na stadionie Górnika uroczysta premiera książki. Zapowiedziało się wiele gwiazd. Jestem zaszczycony i onieśmielony.

Żeby nie było tak słodko muszę wspomnieć o sms-ach, które od pewnego czasu dostaję. Oto jeden z nich:

"Czemu Pan szanowny nie pisze o Górniku Zabrze jako o klubie złodziei, bandytów i przede wszystkim o klubie co dostał wszystko od komunistów? Zbudowaliście sobie legendę na swoją miarę. GZ to stalinowskie ścierwo a pan to dyletant i śmieszny pseudoznawca piłki. Zabrzańskiej kurwie zawsze naród życzy co najgorsze. A kibice Górnika to wsioki. Jebać kurwę z zabrza i śmierdzące zabrze. Chuj wam w dupę, żydki".

Jako dziennikarz sportowy działający od tylu lat na Śląsku przyzwyczaiłem się już, że jestem "chujkiem", bo łaskawym okiem patrzę na Górnika, Ruch, GieKSę, Polonię, Piasta, Szombierki i tak dalej [niech każdy sobie wpisze co uważa, to się zmienia w zależności od wydarzeń, pór roku itd].

Dlatego niewstrząśnięty i niezmieszany przesyłam nadawcy zarówno tego sympatycznego sms-a  - jak i kilku innych - gorącego buziaka.

niedziela, 03 września 2017
Niektórzy robią kariery!

O cholera, kolega z ogólniaka właśnie sędziuje finał mistrzostw Europy w siatkówce!

Tak się całkowicie przypadkowo złożyło, że akurat przeprowadziłem z nim wywiad o zmianach jakie zaszły w jego ukochanym sporcie w ciągu ostatnich lat. A zmieniło się ogromnie, na co wpływ miały przede wszystkim nowe technologie. O rozmiarach tych zmian taki laik jak ja nie miał nawet pojęcia. Okazuje się, że w siatkówce nie chodzi tylko o wideoweryfikację, ale kilka innych zaskakujących wątków. Koniecznie przeczytajcie TUTAJ!

Po rozmowie z Wojtkiem Maroszkiem mam pewność, że nowe technologie akurat w siatce to błogosławieństwo. Nie jestem jednak przekonany, że identycznie jest w przypadku piłki nożnej. Cuda w meczu Śląska Wrocław z Cracovią i błąd arbitra Szymona Marciniaka mnie w tym utwierdziły. Wygląda na to, że są sporty gdzie wideoweryfikacja sprawdza się idealnie i takie gdzie niekoniecznie. A może nie mam racji? 

PS Moja nowa książka "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" ukaże się 15 września. TUTAJ możecie przeczytać jej fragment o wyjazdach do Ameryki: "Zakaz karmienia dzieci!"

piątek, 01 września 2017
Ta drużyna może być naprawdę wielka

Nie wiem dlaczego, ale klęska reprezentacji Polski w Danii spływa po mnie jak po kaczce. Zdarza się. Nie wierzę by poważni kibice mogli uwierzyć, że zespołowi Adama Nawałki się to nie zdarzy.

W różny sposób ocenia się poziom drużyny. Być może jednym z nich jest moment, w którym zbiera bolesne baty.

Każdy kiedyś zbiera baty - chodzi o to żeby straty były jak najmniejsze, a nauczka jak największa. Być może to właśnie przydarza się reprze. Osobiście uważam, że baty przydarzyły się Polsce w idealnym momencie.

Po pierwsze: lepiej przegrać w taki sposób dokładnie w tym momencie eliminacji, a nie w 1/8 finału mistrzostw świata.

Po drugie: lepiej przegrać raz 0:4 niż cztery razy 0:1.

Po trzecie: ten nokaut jest właściwie bezbolesny. Ciągle Polska jest liderem grupy. Od niej wszystko zależy.

Ta drużyna ciągle może być jeszcze wielka. Dlatego wszelkie żale, płacze i narzekania przyjmuję do wiadomości, ale mam je gdzieś. Najważniejsze żeby wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Na narzekanie przyjdzie czas kiedy Polska w którymś momencie odpadnie. Głowy do góry. Ciągle jesteśmy w lepszej pozycji niż Duńczycy.

Zdrowie!

Archiwum