niedziela, 31 października 2010
Dr Jekyll i Mr Hyde

Gdyby ktoś musiał wyjść w przerwie meczu GKS-u Katowice z ŁKS-em Łódź, a potem dowiedziałby się choćby z radia jakim wynikiem spotkanie się zakończyło - zapewne nie uwierzyłby. Bo to nie do wiary! W pierwszej połowie katowiczanie z polotem pokazywali liderowi na czym właściwie polega gra w piłkę nożną. Nawet niektórzy piłkarze z Łodzi przyznawali potem, że gdyby przed przerwą było 3:0 do nikogo nie mogliby mieć pretensji...

Przed zejściem do szatni na pauzę Gieksa rozegrała moim zdaniem najlepsze zawody w tym sezonie. Katowiczanie grali naprawdę efektownie. Może nie efektywnie, ale nikt się tym nie niepokoił: efektywnie mieli zagrać w drugiej połowie.

Tymczasem w pierwszym kwadransie po przerwie, zobaczyliśmy... najsłabszą Gieksę w tym sezonie. Katowicka ekipa stanęła jak okapi na czerwonym świetle. Nie umiem sobie wytłumaczyć jaki był powód tego, że zespół potrafił się tak zmienić na niekorzyść w kilkanaście minut. Spytałem o to po meczu trenera Wojciecha Stawowego. - Zabrakło konsekwencji, zabrakło koncentracji. Za wcześnie uwierzyliśmy, że jest świetnie - odparł.

Wiadomo, że GKS gra w tym sezonie już tylko o utrzymanie. Jeśli będzie grać jak w pierwszej połowie - cel będzie banalny do osiągnięcia. Jeśli będzie grać jak na początku drugiej połowy - zapewne spadnie...

Andrzej Pyrdoł, trener gości sądzi, że prawdziwa twarz GKS-u to ta pierwsza. - Liczymy, że teraz katowiczanie będą wygrywać z innymi zespołami, które chcą awansować - stwierdził zadowolony.

PS Katowicka publika potrafi zadziwić pamięcią. Po kilku kontrowersyjnych decyzjach arbitra Blaszok zaśpiewał: "mamy serpentyny". Okazuje się, że mecz prowadził Mariusz Złotek. Ten sam arbiter, który oberwał serpentyną na meczu GKS-u Katowice z GKS-em Jastrzębie w 2008 roku (spotkanie zostało wtedy przerwane i niedokończone). Dobrze, że kibice nie zrealizowali groźby, bo musiałbym użyć słowa "kibole"...

PS1 Oczywiście najbardziej chciałbym, żeby do ekstraklasy awansowali przedstawiciele śląskiego futbolu. Ale poza nimi kibicuję w tym roku właśnie ŁKS-owi. Po tym jak ich bezczelnie pozbawiono ekstraklasy nie miałem przecież innego wyjścia.

PS2 Dochodzą do mnie pretensje, że to przez śląskich dziennikarzy "Gazety" zamknięto Stadion Ludowy. To oczywiście prawda. Jakby ktoś nie wiedział: to my pobiliśmy Tomasza Stolpę (osobiście załadowałem mu z liścia), a potem podczas meczu wywiesiliśmy transparent z wymalowanym hasłem "Gdyby Stolpa nie skakała to by wpierdol nie dostała" (kupiłem dwie puszki farby). W dodatku przypilnowaliśmy, żeby nikt go nie zdjął. Nie rozumiem oczywiście dlaczego taki niewinny napis nie spodobał się jakiemuś delegatowi PZPN. No co za leśne dziadki! Za coś takiego zamknąć stadion?!

Ugć! Ugć! Jakieś wątpliwości?

Oglądał ktoś mecz Barcelony z Sevillą?

Chłopak z tornistrem jest jednak z innej planety. "FF" spieprzył formułę konkursu, ale skoro już spieprzył to nikt inny tak bardzo nie zasługuje na miano najlepszego piłkarza świata A.D.2010. I to mimo faktu, że jego reprezentację na mundialu spotkał pech i niesprzyjające okoliczności...

Fajnie uczcić w ten sposób urodziny Mentora. Ugć - ugć - ugć - ugć...

PS Omega miała szczęście oglądać kiedyś piłkarza, który na pewno nie był gorszy. Krótko, bo krótko, ale zawsze...

sobota, 30 października 2010
Nie niebiesko. Bezbarwnie

Wróciłem z meczu Ruchu z Arką (0:0). Ruch nie zdobył dziś punktu, raczej dwa stracił. - Brakło nam błysku - stwierdził trener Waldemar Fornalik.

To prawda. Żal było patrzeć.

Co mi się podobało:

a) Kiedy Maciej Sadlok strzela wolne na siłę. Wtedy jest groźnie. Kiedy strzela technicznie - nie jest groźnie...

b) że Matko Perdijić potrafił się skoncentrować i wybronić ten jeden naprawdę groźny strzał gości idący w światło bramki (Labukas w 63 minucie). To jest sztuka. Niestety Matko zepsuł wrażenie wypowiedzią po meczu. - Wyszło z nas zmęczenie po pucharowym meczu - stwierdził. A ze mnie wyszło zmęczenie kiedy czyściłem kosiarkę... Przepraszam, ale takie drużyny jak ostatni przeciwnik w PP to Ruch powinien zasysać od niechcenia i bez zmęczenia. Na jedno przełknięcie.

c) że Andrej Komac potrafi centrować.

Co mi się nie podobało:

a) że czasami wyglądało jakby piłkarze Ruchu się nie rozumieli. Zwłaszcza wtedy, gdy nie potrafili do siebie nawzajem podać w sytuacjach, których nie nazwałbym wcale ekstremalnymi;

b) że niebiescy nie wykorzystali nietypowej pory meczu -  w drugiej połowie nisko zawieszone słońce bardzo raziło bramkarza gości. Nawet nie próbowali! Ile strzałów z dystansu naliczyliście po przerwie?

c) że Maciejowi Jankowskiemu zabrakło refleksu i sprytu w 52 minucie, kiedy bramkarz gości minął się z piłką. To powinien być gol;

d) że sędziemu zabrakło umiejętności w 64 minucie, kiedy nie zauważył faulu Nolla na wychodzącym na czystą pozycję Jankowskim. Karteczka jak nic;

Co mnie zaszokowało:

a) jak bardzo potrafi czasem zadziałać negatywna motywacja. W Radzionkowie miejscowi piłkarze opóźnili wyjście, protestując przeciw poślizgom w wypłatach. A potem rozjuszeni złoili 3:0 Piasta Gliwice. Dwa gole zdobyli, gdy po czerwonej kartce grali w dziesięciu.

Z tej okazji nieudolnie przerobię Maleńczuka: "Zawodnik głodny jak pies bardziej bramkostrzelny jest..."

PS Zastępczyni Omegi nie działała. Może się zepsuła? Może Omega powinna ją zastąpić?

Co ja piszę: na pewno powinna ją zastąpić!

PS1 Dziś ważny dzień. Najlepszy piłkarz świata wszech czasów kończy 50 lat.

Wszystkiego najlepszego od wyznawcy z Górnego Śląska.

1600

Byłem w Warszawie.

- Nie jesteśmy mistrzami świata we futbolu, ale jesteśmy mistrzami świata w faktografii futbolu - stwierdził prof. Józef Lipiec z Instytutu Filozofii UJ na jubileuszu 20-lecia wydawnictwa GiA. Impreza, połączona z promocją najnowszego rocznika, odbyła się w Muzeum Sportu i Turystyki mającym siedzibę w Centrum Olimpijskim na Wybrzeżu Gdańskim. Muzeum i w ogóle całe centrum zrobiły na mnie wielkie wrażenie - szkoda, że podobnego nie ma na Górnym Śląsku, ale nie o tym chciałem, nie o tym...

Na imprezie pojawiło się wielu znakomitych gości szanujących ideę encyklopedii (m.in. w sąsiednim rzędzie Andrzej Strejlau komentował Janowi Krzysztofowi Bieleckiemu fragmenty meczów z MŚ'74, które akurat leciały na podglądzie;-).

Moim zdaniem polska piłka ma szczęście, że Andrzej Gowarzewski (od 1974 roku autor i współautor 78 sportowych publikacji książkowych i albumowych) postanowił się nią zająć.  W tworzeniu dzieła pod hasłem "encyklopedia piłkarska" (pierwszy tom ukazał się w 1991 roku) pomysłodawcę i realizatora idei wspomogło do tej pory około 1600 osób! W ostatnim roczniku wymieniono je wszystkie w porządku alfabetycznym.

To dla mnie honor, że się załapałem na taką listę, że jestem jednym z tych tysiąca sześciuset.

PS Wracając zahaczyłem o Bełchatów, bo akurat toczyły się tam "derby województwa łódzkiego". Zwróciłem uwagę na trzy sprawy.

Pierwsza: wyjątkowo duży młyn bełchatowskich kibiców na trybunie za bramką. Nie spodziewałem się, że miejscowych szalikowców jest aż tylu;

Druga: po ostatnim słabiutkim meczu Bełchatowa w Bielsku-Białej napisałem, że ten zespół powinien przejść reinkarnację. Przeszedł.

Przynajmniej jeśli chodzi o wynik;

Trzecia: szkoda, że nikomu na Bukowej nie przyszło do głowy opatentować hasło "Gieksa". Teraz bez skrępowania o Gieksie śpiewają w Bełchatowie. To mnie mocno żenuje, bo Gieksa jest ino jedna. A w Bełchatowie jest Gie-ka-es...

PS1 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na swoje miejsce.

PS2 Wstrząs po bytomsku. Pomyśleć, że nie byłoby żadnych roszad gdyby nie zeszłoroczny pomysł i sugestia Roberta Kolasy. Czy ktoś pamięta Roberta Kolasę?

PS3 Wojciech Stawowy nie jest więźniem GKS-u. Ale podkreśla, że w Katowicach pracuje mu się świetnie.

czwartek, 28 października 2010
Załęże to jest potęga

Jedno z najbardziej magicznych miejsc na Śląsku i na całym świecie. Załęże.

Oczywiście nie szukajcie tutaj tabliczki z napisem "Versailles". Tutaj zawsze trzeba było mieć twarde pięści, albo szybkie nogi, albo mocna głowę (a najlepiej wszystko naraz). Dziś nie mieszkam już na Załężu, ale żeby normalnie żyć i tak muszę je odwiedzić kilka razy w tygodniu. Po to żeby odetchnąć najlepszym powietrzem na świecie. Te boczne uliczki odbiegające od Gliwickiej, a w każdej mały heimat...

Co jakiś czas spotykamy się z kumplami w stałym gronie powspominać, pośmiać się i popić. Zresztą w knajpie słynnej na całe Katowice, która należy do ziomala z Załęża. Potem grzecznie wracam zygzakiem do rodziców, gdzie nocuję.

Kiedyś, gdy wracałem z takiej biby, ktoś mnie napadł. To było przy cmentarzu koło Rawy (jakby ktoś nie wiedział - ukochana rzeka bluesmanów). - Dawaj go, dawaj! - usłyszałem. Nie byłem wtedy w stanie nawet zamachnąć się pięścią. Gdy ktoś złapał mnie za fraki, uśmiechnąłem się tylko głupkowato. Na szczęście usłyszałem (choć chyba jednocześnie wyczułem w tym głosie nutkę rozczarowania): - Zostaw go. To nasz...

Do dziś nie wiem kto to był.

Rzeczywiście; nazwa Załęże kojarzy się dziś przeciętnemu Ślązakowi z przestępczością i zbieraczami złomu. Ale powtórzę: dla mnie Załęże - gdzie się wychowałem - to miejsce najwspanialsze na świecie. Dzielnica miała swoje dni świetności (i zapewne jeszcze będzie miała), a jej historia jest długa i bogata. Dłuższa niż Katowic (o tym w peesie).

Spytacie dlaczego właściwie piszę dziś o Załężu. Piszę, bo choć zawsze byłem z niego dumny, nie mogłem autorytatywnie stwierdzić, że to miejsce gdzie wykluwają się największe piłkarskie talenty świata. Gdy ktoś mnie pyta, zawsze wspomnę o Ewaldzie Dytce, który grał przecież na mistrzostwach świata, a pracował w tej samej hucie co moja mama i mój tata. Z drugiej strony myślę, że cała ta ekipa, z którą grałem jako bajtel, zrobiłaby karierę, gdyby tylko występowała w jakimś klubie. Ale pewnie każdy tak myśli o swoich kumplach z dzieciństwa:-)

Ale teraz, po tym co powiedział mi Andrzej Gowarzewski, nie mam już żadnych kompleksów futbolowych! Żadnych! Bo Załężu nie fiknie teraz nikt.

Wiedziałem oczywiście, że Ernest Wilimowski kopał piłkę na placu Andrzeja, a mieszkał na Barbary. Szukałem o nim informacji, ale dopiero teraz, od Gowarzewskiego, dowiedziałem się, że pochodził ze śląskiej rodziny mieszkającej - uwaga! - na Załężu. Andrzej Gowarzewski odwiedzał "Eziego" gdy ten jeszcze żył, więc ma informacje z pierwszej ręki. Ja Wilimowskiego nie miałem szczęścia poznać, miałem szczęście tylko o nim czytać i rozmawiać z ludźmi, którzy mieli szczęście na własne oczy go oglądać.

Chyba nikt nie ma więc teraz wątpliwości co do siły Załęża od strony piłkarskiej. A jak nie ma, to niech ze mną zakrzyknie: ZAŁĘŻE PANY!

PS Jakby ktoś nie wiedział, to my nie som jakieś buraki. Mamy swoja historia!

Pierwsza wzmianka o osadzie Zalanze pojawiła się po raz pierwszy w 1360 r. (o Katowicach źródła pierwszy raz wspominają dopiero w 1598 r.). Książę raciborski Mikołaj II wystawił wtedy dokument własności rycerzowi Ottonowi z Pilczy. Jego córka Elżbieta Granowska została później trzecią żoną Władysława Jagiełły. Potem wieś rycerska Załęże przechodziła z rąk do rąk. W II połowie XIX w. należała do rodziny niejakiego von Moltke. Kojarzycie słynnego pruskiego feldmarszałka?

PS1 Zegary na pewno polubiłyby Załęże. Zresztą oba mają w sumie niedaleko:-)

PS2 Ludzie piszą i mailują zapytania o biografię Kazimierza Trampisza. Gdzie można to kupić?

Odpowiadam: ci ze Śląska mogą ją kupić w bytomskiej księgarni przy ul. Piekarskiej 5. Ci nie ze Śląska będą mogli ją kupić w internetowej księgarni sportowej Sendsport, klub wysłał tam właśnie partię książek. Akurat tak się składa, że znam właściciela więc z czystym sumieniem mogę polecić jego księgarnię. Polecam:-)

wtorek, 26 października 2010
Pistolet

Ireneusza Króla poznałem w 1996 roku. Ten 33-letni wówczas prezes Fabryki Sprzętu i Narzędzi Górniczych "Fasing S.A. (właśnie w tej fabryce się poznaliśmy) zdążył już być dyrektorem kopalni i wiceprezesem największej spółki węglowej. Parę lat później był również krótko prezesem Rady Nadzorczej Górnika Zabrze.

Przekonałem się, że ten prawnik z wykształcenia, absolwent Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych w Warszawie (dyplom MBA) jest człowiekiem wyjątkowo konkretnym, wali prosto z mostu. Jak się pracowało w górnictwie nie można nie walić prosto z mostu. Rzucenie mięsem to dla niego mały pikuś:-)

Zawsze miałem to samo wrażenie: pistolet z niego szybkostrzelny. Chyba największy w polskiej piłce. Mówi co myśli i nie ma „zmiłuj się”. Wrócił na Bukową i ma ambitne plany. Nie patyczkuje się z myślącymi inaczej, może dlatego dobrze rozumiał się z Marianem Dziurowiczem:-) Ale sposób w jaki potraktował Cracovię mrugającą do trenera Stawowego musi robić wrażenie...

Wygląda więc na to, że trener Stawowy w Katowicach zostanie. Ale jako że nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent, warto mieć opcję rezerwową. Ja taką dostrzegam.

Rafał Ulatowski to moim zdaniem znakomity trener. W dodatku po ostatnich przejściach zmotywowany.

A będzie coraz lepszy.

PS Właśnie wróciłem z pucharowego meczu Podbeskidzia. Historyczny moment dla bielskiej drużyny: dziś pierwszy raz awansowała do ćwierćfinału Pucharu Polski. Wiem jedno: Podbeskidzie, które łoi pupsko Bełchatowowi przeciw Sandecji w formie z Katowic gwarantują świetny mecz na szczycie I ligi. Będzie się działo.

Rozśmieszył mnie trochę Maciej Bartoszek, trener Bełchatowa. Pytany o Podbeskidzie w kontekście ekstraklasy odparł, że ten zespół musi jeszcze przejść transformację...

To co w takim razie musi przejść Bełchatów?! Reinkarnację?:-)))

PS1 Serdecznie proszę, żeby w sali konferencyjnej Podbeskidzia nie pachniało tak ładnie bigosem. Człowiek zamiast skupić się na słuchaniu trenerów z trudem powstrzymuje ślinotok.

PS2 Damian Gorawski rozśmiesza prezesa Górnika.

PS3 Podkleiłem obiecane fotki z Antonim Franoszem przy wpisie „Tak to się robi, Juventusie”. Sorry za opóźnienie, skaner wysiadł.

PS4 O zegarach pamiętam z czułością.

Polonia Bytom ma szczęście

Właściwie mnóstwo szczęścia. I powód do dumy.

Jak w wielu śląskich klubach grały w niej legiony znakomitych piłkarzy, ale w śląskim środowisku bytomski klub się jednak w pewien sposób wyróżnia. Właśnie na Olimpijskiej gwiazdy sprzed lat uwielbiają regularnie i wspólnie oglądać mecze. Oczywiście gwiazdy Ruchu, Górnika czy GKS-u z lat 60. i 70. też przychodzą na mecze swoich zespołów, ale nie oglądają ich z reguły razem.

Myśląc o Polonii wymieniam te największe gwiazdy, ludzi, którzy decydowali kiedyś o obliczu reprezentacji: Jana Liberdę, Ryszarda Grzegorczyka, czasem dołączy do nich Walter Winkler.

Ale honorowe miejsce wśród nich ma postać, która do Polonii trafiła już w 1945 roku. Postać doprawdy niezwykła. Kazimierza Trampisza można słuchać godzinami. Wiem, bo sam słuchałem go godzinami. Nie każdy ma jednak takie szczęście, taką sposobność jak ja. Ale dla pokrzywdzonych przez los mam dobre wieści: dziś na bytomskim rybku odbyło się spotkanie autorskie.  Właśnie wydano książkę pod oczywistym tytułem ”Kazimierz Trampisz”. Niezwykłe wspomnienia piłkarza spisał zręcznie Darek Leśnikowski z katowickiego ”Sportu”.  Warto było przyjść na spotkanie z 82-letnim piłkarzem, warto było się wzruszyć.

Książka ma właściwie jeden minus. Minus polega na tym, że nie dołączono do niej kasety albo jakiejś taśmy z nagraną opowieścią Kazimierza Trampisza. Jego śpiewny wschodni akcent, charakterystyczny sposób wypowiedzi są nie do podrobienia:-)

Z Kazimierzem Trampiszem zawsze warto o przeszłości rozmawiać. Nawet któryś raz. Bo on nie operuje w kółko tymi samymi anegdotkami. Rzućcie mu tylko na przynętę jakiś temat, a natychmiast złapie haczyk i będzie wspominać, wspominać, wspominać...

Powtórzę: Polonia ma szczęście.

Ma szczęście, że kocha ją taki człowiek jak Kazimierz Trampisz.

PS Niewiele brakowało, żeby Omega na co dzień oglądała Kazimierza Trampisza, bo miał m.in. z Ruchu propozycję (nie tylko z Ruchu, bardzo chciał go Górnik). Nie chciał jednak wtedy opuszczać Bytomia.

13:50, pavelczado , Książki
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 25 października 2010
Górnik. Ruch. Hanysy. Gorole.

Niezmiennie zaskakuje mnie upór, który charakteryzuje niekończące przerzucanie się epitetami między kibicami Ruchu i Górnika, także na forum Czadobloga. 

Kto jest hanysem, a kto nie? Czyj klub ma gorolski rodowód, a czyj gorolskiego prezesa?

Moim zdaniem ta dyskusja jest kompletnie bez sensu. Z  kilku powodów:

po pierwsze: znam hanysów z dziada - pradziada, którzy gorąco kibicują Ruchowi, podobnie jak hanysów z dziada - pradziada, którzy gorąco kibicują Górnikowi. Jednocześnie znam goroli urodzonych poza Śląskiem, którzy gorąco kibicują Ruchowi, podobnie jak goroli urodzonych poza Śląskiem, którzy gorąco kibicują Górnikowi. Wynika z tego, że podział nie przebiega wzdłuż granicy hanysowsko-gorolskiej;

po drugie: nie rozumiem wyzywania przeciwnika zza miedzy od goroli podczas gdy jednocześnie we własnym zespole gra bardzo dobry piłkarz, który jest czystej wody gorolem. Wydaje mi się, że gdyby złożyć składy Ruchu i Górnika złożone z samych goroli, którzy grali w tych klubach na przestrzeni dziejów, wyszłyby bardzo dobre jedenastki.

po trzecie: nie rozumiem wyzywania przeciwnika zza miedzy od goroli przy jednoczesnych kibicowskich sztamach z innym ekipami, które w prezentowanym założeniu możnaby uznać za "gorolskie". Przecież Łódź albo Dębica nie leżą chyba na Górnym Śląsku, prawda? 

po czwarte: czy gdyby do śląskiego klubu zgłosił się inwestor na przykład z Suwałk, Jasła, Piły albo Włoszczowy powinno się go przegonić kijem, bo gorol?

Wiem, że narażę się "ortodoksom", ale moje zdanie jest następujące: byłoby świetnie gdyby ilość goroli kibicujących obu klubom stale się zwiększała! Marzy mi się bowiem potężny Górnik i potężny Ruch. Wierzcie mi: ze wzrastającą ilością goroli na trybunach obu stadionów to marzenie spełni się szybciej niż bez nich.

Hanysy powinni być dumni z tego jak wspaniałym klubom mogą kibicować, ale powinni pozwolić również gorolom być dumnym dokładnie z tego samego powodu.

Nie byłoby fajnie gdyby w Warszawie więcej ludzi kibicowało Ruchowi i Górnikowi niż miejscowej Legii? Moim zdaniem byłoby bardzo fajnie:-)

Reasumując Drodzy Czytelnicy Czadobloga: dyskusja o większej "hanysowatości" własnego klubu nad przeciwnym naprawdę do niczego nie prowadzi (dotyczy to zresztą wszystkich górnośląskich klubów). A zaciekłość w prowadzeniu tego sporu powoduje, że reszta Polski się z nas tylko podśmiewuje...

PS Zegary mówiły mi, że podobnie uważają;-)

PS1 Wisząca sobie swobodnie na Stadionie Ludowym szmata ”Gdyby Stolpa nie skakała to by wpierdol nie dostała” to moim zdaniem jeden z najbardziej wstydliwych epizodów w historii Zagłębia Sosnowiec.

niedziela, 24 października 2010
Tak to się robi, Juventusie

Wróciłem z meczu Górnika. Zabrzanie łatwo wygrali z mistrzem Polski.

Nasza liga jest coraz bardziej ciekawa. W jakim innym kraju drużyny z trzech pierwszych miejsc w tabeli przegrywają w jednej kolejce różnicą trzech bramek, a obrońca tytułu po tylu kolejkach ma mniej punktów niż rozegranych meczów? Znacie może taką ligę?:-)

Co mi się podobało:

a) że prezes Łukasz Mazur zaciskał pięści z radości. - W Zabrzu JEST drużyna! - mówił z ogniem w oczach Czadoblogowi. Zgadzam się: można stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że Górnik Zabrze dorobił się zespołu. Takiego, w którym trzeba zmieniać poszczególne trybiki, a nie takiego w którym trzeba zostawiać poszczególne trybiki... To się na Roosevelta dokonało. Górnik dorobił się składu w którym powinien być już groźny na stałe, choć oczywiście zawsze da się coś poprawić;

b) skuteczność Marcina Wodeckiego. Refleks, spryt i odwaga w podejmowaniu decyzji. Byle tak dalej;

c) że rezerwowi w Górniku nie odstają od graczy podstawowych. Przykładem Daniel Sikorski, który po kontuzji Bonina, bardzo szumiał na boisku. Czasem był chaotyczny, czasem pożyteczny, ale bardziej pożyteczny niż chaotyczny:-)

d) wszyscy piłkarze Górnika grali dziś dobrze, ale zwróciłem uwagę na Michaela Bembena. To nie była zapchajdziura na boku obrony, to był piłkarz, który nie boi się wziąć odpowiedzialności. Świetny z tyłu, świetny z przodu (widzieliście kto wypracował pierwszego gola?). Dziś potwierdził, że ściągnięcie go było dobrym posunięciem;

e) że Górnik nie pozwolił gościom zrobić nawet sztycha. Mistrz Polski nie był w stanie na boisku beniaminka przeprowadzić ani jednej groźnej akcji (!) mimo że przez ostatnie pół godziny na boisku przebywała razem (”przebywała” to właściwe słowo) trójka Rudnevs - Tshibamba - Wichniarek...

f) że kibice z grodu Przemysława byli na meczu i mogli bez kłopotów dopingować. ”Piłka nożna dla kibiców”, choć Czadoblog zdaje sobie sprawę, że w najbliższym meczu Górnika powtórka związana z nieformalnymi ustaleniami nie będzie możliwa: przyjeżdża bowiem Polonia Bytom.

Co mi się nie podobało:

a) że akcja Zahorski - Kwiek z 8 minuty nie zakończyła się golem. Daleki przerzut, przyjęcie na klatę, natychmiastowy strzał z powietrza i słupek. Gdyby wpadło to duet Szołtysik - Lubański by się tej akcji nie powstydził.

b) murawa. Trener Jacek Zieliński stwierdził, że jeszcze nigdy nie widział murawy na Górniku w tak złym stanie. Adam Nawałka przyznał mu rację, zasugerował, że to właśnie murawa przyczyniła się do przykrej kontuzji Bonina, który skręcił nogę. Jak myślicie, powinno się ją wymienić już teraz czy jednak czekać do wiosny? To nie kosztuje 5 zł...

c) interwencja Buricia przy drugiej bramce. To nie moja sprawa, ale było postawić na Kasprzika?;-)

Tak z głupia frant informuję, że mecz z trybun oglądał Jan Urban.

PS A poza tym zegary powinny wrócić na swoje miejsce.

PS1 Tydzień temu uczczono minutą ciszy kibica Górnika. Dziś nie uczczono minutą ciszy piłkarza Górnika. W Kolonii zmarł prawdziwy symbol tego klubu, który w Górniku grał regularnie od powstania klubu aż do 1962 roku! Znacie drugiego obrońcę, który potrafił strzelać cztery gole w meczu?!

 Antoni Franosz miał 82 lata. Poniżej prezentuję Wam zdjęcie, które sam na odwrocie opisał (na 90 procent właśnie on, w każdym razie mam pewność, że kiedyś należało do niego).

Górnik Zabrze

Fota z maja 1950 roku. Oryginalny podpis na odwrocie brzmi: Morczynski, Procek, Kaczmarczyk, Winderlich, Franosch, Pawlik, Holesch, Zimmermann, Wieczorek [a właściwie powinno być Wieczorke, przyp. pacz], Jakubowski, Nowara, Helmrich

Dokładam jeszcze jedną nigdzie dotąd niepublikowaną fotkę z Antonim Franoszem. Rozpoznacie który to?;-)

Górnik Zabrze 

Cześć Jego pamięci.

sobota, 23 października 2010
Pięć goli Gieksy

Wróciłem z meczu GKS-u Katowice z Sandecją Nowy Sącz. Przekonałem się, że można być gorszym, a i tak... przegrać na własne życzenie.

Właśnie: dziś GKS był gorszy, a i tak przegrał na własne życzenie. Dlaczego?

Po pierwsze: mecz układał się gospodarzom świetnie, ale nie potrafili tego wykorzystać. Po drugie: wszystkie gole właściwie gościom podarowali. Wiem, że łatwo się pisze, co napiszę, ale to prawda: "takie gole traci się na podwórku, a nie podczas profesjonalnego meczu". GKS - jak uznał trener Wojciech Stawowy - właściwie strzelił pięć goli. Dwa do bramki gości, trzy do własnej. Coś w tym jest...

GKS miał jednak pecha, bo trafił na drużynę nie byle jaką. Sandecja, która bardzo mi się dziś podobała, naprawdę jest w stanie awansować do ekstraklasy. Rozanielony trener Dariusz Wójtowicz stwierdził nawet, że to był najlepszy mecz za jego kadencji. Chciałbym, żeby wkrótce GKS grał jak Sandecja dzisiaj.

Co mi się podobało:

a) sposób w jaki katowiccy kibice przyjęli Bartosza Karwana. Kiedy w końcówce wchodził na boisko - trybuny milczały. To dobry znak, bo przecież mogły dziko gwizdać. Znaczy, że piłkarz ma otwarty kredyt zaufania. Publika nie odwraca się, ale czeka. Jeśli piłkarz będzie się dobrze spisywać, w co wierzę, trybuny go w pełni zaakceptują, w co wierzę.

b) że Wojciech Stawowy wreszcie dał do zrozumienia, że w tym sezonie nie ma co mówić o awansie. W ogóle wszystko co mówił bardzo mi się podobało. Problem w tym, że to nie wystarczy...

Co mi się nie podobało:

a) jak bramkarz GKS-u współpracował z obroną GKS-u;

b) jak obrona GKS-u współpracowała z pomocą GKS-u;

c) jak pomoc GKS-u współpracowała z atakiem GKS-u;

d) jak atak GKS-u współpracował między sobą.

Nie będę wchodził w szczegóły, bo to byłoby pastwieniem się nad poszczególnymi piłkarzami. Wspomnę tylko, że po trzecim golu dla Sandecji Gerard Rother, który kiedyś strzelił gola Barcelonie na Camp Nou, spojrzał na mnie i krzyknął ze złością: "a co mówiłem w przerwie?"

W przerwie rzeczywiście rozmawialiśmy i najlepszy napastnik GKS-u przed erą Jana Furtoka złościł się na bramkarza. "Ktoś musi mu powiedzieć, że musi stać w bramce, a nie biegać sobie gdzie mu się podoba". Trzeci gol gospodarze stracili po dalekim lobie...

e) numery na koszulkach Sandecji. To powinno być zakazane. Były tam jakieś?

Komu współczułem:

a) jednemu z fotoreporterów. Na chwilę otworzył laptopa i zaraz potem wślizgiem wjechał w niego Jacek Kowalczyk. Karty i czytnika nie było nawet sensu zbierać. Właściwie nie wiem jakie to uczucie - Kowalczyk nigdy wślizgiem nie wjechał w moje notatki...

PS A poza tym uważam, że zegar powinien wrócić na Bukową.

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum