poniedziałek, 31 października 2011
Człowiek z chorągiewką skrzywdził Ruch

Meczem z drużyną mającą obecnie siedzibę w Warszawie Ruch zakończył ligową kolejkę.

Co mi się nie podobało:

a) że za dużo nie wychodziło bocznemu biegającemu przy krytej. To przez niego arbiter główny wypaczył wynik meczu. Boczny w pierwszej połowie pokazał spalonego, którego nie było, a w drugiej nie pokazał spalonego, który był. Za pierwszym razem mu się ufarciło, bo Arkadiusz Piech gola i tak nie strzelił, ale za drugim razem mu się nie ufarciło, bo Sultes zrobił co do niego należało; 

b) że za dużo nie wychodziło dziś poszczegółnym piłkarzom Ruchu. Chyba właśnie to przesądziło o porażce. A nie wychodziło:

- Arkadiuszowi Piechowi. Główkarz z niego nie lada, ale na nodze nie siadło mu dziś ani razu. Kiedy był sam na sam w I połowie trafił w bramkarza. Potem kiedy chciał mocno - wyszedł farfocel, kiedy chciał wkręcić - piłka poleciała bliżej narożnej chorągiewki niż słupka. A kiedy znów samotnie biegł na bramkarza w II połowie - spartolił strasznie;

- Rafałowi Grodzickiemu. Co prawda Sultes był w momencie podania na spalonym, ale obrońca Ruchu fatalnie zachował się przy utracie gola. Najpierw próbował grać łokciem zamiast nogą, a potem nagle utracił kontakt z Sultesem w zaskakujący sposób zmieniając tor biegu;

- Gaborowi Strace. Po raz pierwszy w stosunku do tego solidnego piłkarza mogę użyć słowa ''niefrasobliwość''. Nie miał łatwo, bo grał na będącego w bardzo dobrej dyscpozycji Roberta Jeża (niektórzy napiszą, że to rodacy, ale chyba jednak nie do końca), lecz kilka zagrań jakie dziś zademonstrował nie powinno mu się zdarzyć. Na przykład w 20 minucie głupio kopnął do przodu, a zaraz potem głupio faulował Jeża (chyba w rozpaczy, że z tego może być bramka) i zobaczył kartkę. W 23 minucie znów w fatalnym stylu stracił piłkę, kolejny błąd popełnił w 37 minucie - bez konsekwencji. To by dla Straki pechowy mecz, bo w drugiej połowie odnowiła mu się kontuzja przywodziciela i musiał zejść. Nie wiem na ile pamięć o urazie miała wpływ na jego grę. Myślicie, że miała?

c) że od momentu kiedy Józef Wojciechowski kupił Groclin, przeniósł go do Warszawy i zlikwidował Polonię, Ruchowi w ligowych grach ciągle się nie układa. Niebiescy zdołali z tym tworem wygrać tylko raz, w sierpniu 2009 roku. To było tak niedawno, a jednocześnie tak dawno, bo w tamtym i dzisiejszym meczu w barwach Ruchu zagrali tylko Łukasz Janoszka i Piotr Stawarczyk. W obu meczach wystąpili również Maciej Sadlok i Tomasz Brzyski, ale oni są już po przeciwnej stronie barykady (a Artur Sobiech zdążył już ją opuścić).

Co mi się podobało:

a) że Arkadiusz Piech jest najlepiej grającym głową piłkarzem w Polsce. Od razu dodam, że piłkarzem mierzącym 171 cm, żeby potem nie było takich wątpliwości jak z ”najlepszą frekwencją”:-) Akurat dziś ta gra głową nie przyniosła wymiernych korzyści, ale podejrzewam, że jeszcze przyniesie;

b) gra do przodu Roberta Jeża. Dziś to najlepszy zawodnik klubu w którym gra. Wiedziałem, że potrafi jednym podaniem stworzyć okazję, ale nie wiedziałem, że potrafi być tak skuteczny w odbiorze. Nie wiem czy chorzowianie o tym wiedzieli. Sytuacja choćby z 40 minuty, kiedy Grodzicki stracił piłkę na rzecz Słowaka, a Sultes omal nie strzelił gola pozwala przypuszczać, że nie do końca; 

PS Omega jest niepocieszona. 

niedziela, 30 października 2011
Rekord? Ludzie, jaki rekord?

Ze zdumieniem usłyszałem, że obecna 12. kolejka piłkarskiej ekstraklasy właśnie przyniosła nowy, miłościwie panujący nam rekord. Chodzi o wspaniały ''rekord frekwencji'' na trybunach polskich stadionów podczas jednej kolejki! Siedem meczów obejrzało łącznie ponad 107 tysięcy ludzi, a jutro czeka nas przecież jeszcze mecz Ruchu z drużyną mającą obecnie siedzibę w Warszawie.

Nie wiem kto wymyślił ten ''rekord'', ale sądzę, że musiał urodzić się około 1990 roku. Bo PRL był jednak w czymś lepszy od III RP - właśnie we frekwencji na stadionach. Wiele razy osiągano lepszy wynik niż 107 000, ale ja razu przejdę do rzeczy czyli do szóstej kolejki sezonu sprzed 38 lat, rozegranej w pierwszej dekadzie października 1973 roku. Przecież wtedy zaledwie trzy(!) z ośmiu meczów tamtej kolejki zgromadziły łącznie 140 tysięcy ludzi. Na spotkanie Ruchu Chorzów z Gwardią Warszawa rozegrane na Stadionie Śląskim przyszło około 85 tysięcy widzów, na mecz Lecha z Wisłą - 40 tysięcy, a na mecz Legii z ŁKS-em dalsze 15 tysięcy. I choćby na pozostałe pięć spotkań nie przyszedł nikt (a przyszedł:-) to dzisiejsi propagatorzy sukcesu i propagandziści wielkiego jutra będą musieli się jeszcze trochę namęczyć żeby zepchnąć przeszłość w cień:-) 

I jeszcze jedno.  Zapamiętajcie: NIE DA SIĘ zrobić rekordu frekwencji w Polsce kiedy kluczowym jego elementem nie będzie spotkanie na Górnym Śląsku. C.b.d.u.

PS Omega przytakuje. 

sobota, 29 października 2011
Mali patrzą na dużych

Takie mecze nie zdarzają się często więc nie mogło Czadobloga zabraknąć dziś w Tarnowskich Górach. W spotkaniu na szczycie Gwarek w obecności niespełna tysiąca kibiców podjął Niwkę. Dotychczas te drużyny wygrały w okręgówce (szósty poziom rozgrywek) wszystko co było do wygrania (dwanaście ligowych gier z rzędu) i ten trzynasty mecz zapowiadał się ekscytująco.

O dziwo - okazał się jednostronny. Gospodarze popisowo rozmontowali dotychczasowego lidera (Niwka miała i nadal ma znacznie lepszy stosunek bramek), a kilku akcji nie powstydziłaby się ekstraklasa. 3:0 wzbudziło w Tarnowskich Górach nieopisany entuzjazm. Podobała mi się gra gospodarzy i podobały mi się ich stroje (żółto-zielone pasiaki). W mózgu bardzo często na stadionach pojawiają mi się różne skojarzenia i kiedy zobaczyłem te żółto-zielone pasiaki to od razu przyszedł mi na myśl mój najbardziej ulubiony zagraniczny klub połowy lat 90. czyli Nantes i jego boskie trio Loko - Pedros - Ouedec. 

Bardzo podobało mi się także, że mecz oglądali kibice przyjezdnej drużyny. Jakieś 60 chłopa (i nie tylko chłopa) nie zostało zniechęconych przez funkcjonariuszy, nie zamknięto przed nimi stadionu. Pomieścili się, sumiennie pilnowani przez policję, bo wiadomo, że ekipy z dwóch stron Brynicy nie mogą stać obok siebie bezkarnie.

Ale było niestety również coś co bardzo mi się nie spodobało. Okazuje się, że chamstwo z piłkarskich klas wyższych przenika do klas niższych. Mali patrzą na dużych. Najbardziej zagorzali fani Gwarka stworzyli głośny młyn i dopingowali miejscowych w ekstraklasowym stylu. To nie dziwi, bo właściwie byli to przede wszystkim kibice Górnika z Tarnowskich Gór. Koszulki w szachownice i hasło ''Torcida'' uważny obserwator szybko dostrzegł i usłyszał. Bardzo podobało mi się pomysłowe hasło na fanie: ''srebrne miasto walczy o złoto'' (jakby ktoś nie wiedział - w dawnych czasach w Tarnowskich Górach wydobywano srebro). Ale w II połowie zawisła jeszcze jedna fana, która wyjątkowo mnie zniesmaczyła i dziwię się, że organizatorzy na to pozwolili. Hasło ''Niwka-dziwka'' powinna natychmiast zniknąć! Tymczasem ku mojemu zdumieniu szmata swobodnie sobie wisiała, a niektórzy kibice (nazwę ich na potrzeby tego tekstu ''normalnymi''), zaśmiewali się z tego w najlepsze. No i te wzajemne bluzgi...

Wiadomo, że Śląsk i Zagłębie nie muszą się kochać, ale nawet niechęć można wyrażać z klasą. Według mnie taka szmata na płocie to wielki powód do wstydu dla tarnogórzan. Mam nadzieję, że w rewanżu kibice Niwki nie pójdą tą drogą, choć w tym wypadku ''nadzieja'' nie jest siostrą ''pewności''...

PS Jeszcze jedno. Gdyby jakiś zagorzały fan futbolu zastanawiał się gdzie wyprawiać weselisko to mogę podpowiedzieć. Pięterko trybuny jest właśnie remontowane, a jak remont się skończy będzie tam idealne miejsce do hołubców. Podejrzewam, że klub będzie chciał w ten sposób zarabiać, bo nie chce mi się wierzyć, że mógłby nie wykorzystać takich możliwości.

PS1 A po hicie w okręgówce byłem jeszcze na bardzo dobrym spotkaniu w I lidze. GKS Katowice zwyciężył niepokonaną ostatnio Sandecję Nowy Sącz. Ciśnienie spada, to drugie zwycięstwo Gieksy z rzędu, w dodatku z trudnym rywalem. Deniss Rakels chyba się odblokował. Niektórzy oburzali się na słowa Jacka Krysiaka, w niedawnym wywiadzie dla ''Gazety". Jak to ma motywować piłkarza? No i okazuje się, że Łotysz zaczął strzelać... Nie jest jednak idealnie. Na Bukowej nabrzmiewa problem innego rodzaju i nie wiem jak się skończy.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. 

piątek, 28 października 2011
Burkina Faso goni Ernesta

Zwróciliście uwagę, że Prejuce Nakoulma zdobył ligowego gola w trzecim kolejnym ligowym spotkaniu Górnika? Tej sztuki w przeszłości dokonało wielu zabrzańskich snajperów (szczególnie upodobał ją sobie Erwin Wilczek), ale zawodnik z Burkina Faso jest pierwszym cudzoziemcem w Górniku, któremu udała się ta sztuka.

Do najlepszego wyniku w tej klasyfikacji wiele mu brakuje, ale przecież ciągle może go wyrównać, a nawet poprawić. Rekordzistą w tym względzie jest Ernest Pohl. Między marcem, a majem 1961 roku trafiał w siedmiu kolejnych spotkaniach. Czasy były inne więc w tym czasie nie zdobył siedmiu bramek, ale aż dwa razy więcej. Na wynik złożyły się:

- 3 gole z Polonią Bydgoszcz (było 5:0);

- 4 gole z Legią Warszawa (5:1);

- 1 gol z Cracovią (3:2);

- 1 gol z Lechią Gdańsk (2:0);

- 1 gol ze Stalą Mielec (7:1);

- 2 gole z Zawiszą Bydgoszcz (6:0);

- 2 gole z Wisłą Kraków (3:0).

Pół wieku temu Górnik zaliczał od niechcenia takie passy:-) Wynik Prejuce'a wygląda przy tym dziele skromnie, ale pamiętajcie, że wystarczy mu tylko pięć goli w pięciu kolejnych meczach, żeby rekord Pana Ernesta pobić. Tylko:-) A wtedy pewnie nie będzie już kogut po afrykańsku, ale cały baran:-)

PS Skoro już o wspaniałych passach mowa to zwróćcie uwagę, że już jutro wielki hit w drugiej grupie katowickiej okręgówki. Czegoś takiego nie ma chyba nigdzie indziej. Gwarek Tarnowskie Góry podejmie AKS Niwka z Sosnowca. To będzie piękny bój, wystarczy spojrzeć na tabelę. Po 12 meczach oba zespoły mają na koncie komplet zwycięstw, reszta stawki się nie liczy

Gwarek wygrywał z rzędu: 2:1, 4:1, 3:1, 2:0, 3:2, 1:0, 3:0, 3:2, 3:2, 3:1, 3:2, 6:1, 8:1.

Niwka wygrywała z rzędu: 5:1, 5:2, 7:0, 3:1, 11:0, 4:0, 8:1, 8:0, 5:0, 3:0, 1:0, 5:1.

Trudno powiedzieć kto jest faworytem. Gwarek gra u siebie, ale dotychczas wygrywał średnio ''tylko'' mniej niż 4 do 1, a Niwka zwycięża ponad 5 do pół! No i gra w niej mój uczeń:-)

Jeśli nie macie co zrobić z wolnym czasem wybierzcie się na mecz do Tarnowskich Gór. Początek o godz 15. Na pewno będą emocje.

PS1 Omega jakby mogła chodzić to by się wybrała. 

czwartek, 27 października 2011
Początek zmian. Zapraszam

Na pewno znacie wszyscy stronę sport.pl. Wiadomo, że z różnych powodów warto ją odwiedzać:-)

Ale zachęcam jednocześnie do odwiedzania górnośląskiej podstrony. Co to tam się teraz dzieje to dopiero początek. Ale już teraz warto zaglądać jeśli lubicie śląski sport i chcecie być dogłębnie poinformowani. Bo informacji Wam nie zabraknie:-)

Nie przyzwyczajajcie się jednak do stanu obecnego. Podejrzewam, że wkrótce zaproszę Was jeszcze raz - kiedy odpalimy z hukiem. Dzisiejsze zaproszenie traktujcie jako ''nieformalne'':-)

PS Omega zagląda regularnie.

PS1 Jest przesądzone, że Górnik opuści jednak Roosevelta na czas budowy. Są dwie opcje, obie mają wady i zalety. Pytanie do zabrzańskich fanów: wolelibyście stadion Piasta Gliwice czy GKS-u Katowice?

21:42, pavelczado , Akcje
Link Komentarze (14) »
środa, 26 października 2011
Żenada odziana w togę

Nic mnie tak nie złości jak nierówność wobec prawa. Lump i bogacz, wioskowy głupek  i subtelny intelektualista - wszyscy powinni być traktowani tak samo. To powinien być jeden z filarów - że się tak górnolotnie wyrażę - naszej cywilizacji. Dlatego kiedy słyszę o historii dzielnego sędziego (ale nie piłkarskiego lecz takiego, który sądzi) szlag mnie trafia, a słowo ''cywilizacja'' łypiąc w moją stronę zaczyna się drwiąco uśmiechać.

Sprawa dotyczy wydarzeń z września 2009 roku. Odbył się wtedy na Stadionie Śląskim mecz Polska - Irlandia Północna. Był to zarazem koniec nieudanych dla nas eliminacji do mistrzostw świata w RPA. Wśród 45 tys. kibiców, którzy przyjechali zobaczyć to spotkanie, był niejaki Jakub I., sędzia z Sądu Rejonowego dla jednej z dzielnic Warszawy (ale gdyby był z Katowic, Cieszyna, Chorzowa, Bytomia albo Zabrza też bym skrobnął ten wpis).

Według prokuratury ochroniarze odmówili wpuszczenia sędziego na stadion, ponieważ jeszcze przed meczem był w stanie wskazującym na chlapnięcie. Jakub I. zdenerwował się i ochroniarzy znieważył. Miał też odgrażać się, że przekonają się kim jest.

Czujecie bluesa? PRZE-KO-NA-JĄ-SIĘ-KIM-JEST... Wezwani policjanci nie patyczkowali się tylko zwinęli pana sędziego sprzed bramy stadionu. Z ich relacji wynikało, że od Jakuba I. czuć było alkohol. Podobno miał również problemy z poruszaniem się. Nie wiadomo jednak, ile właściwie mógł mieć promili. Zasłaniając się immunitetem sędziowskim, odmówił bowiem badania alkomatem i wyciągnął legitymację służbową. Według prokuratury miał wyzywać policjantów od "k..."

Wiecie jak kończy się ta opowieść? Niewiarygodnie. Facet i tak obejrzał sobie ten mecz, a do dziś nie można mu nawet postawić zarzutów. Powtórzę: nie można postawić mu zarzutów!!! 

Właśnie o tym ostatecznie zdecydowano. Historia o tym, że sędziowie dyscyplinarni wdali się w kwestie językowe i całkiem poważnie zastanawiali się czy wypowiedziane przez I. na Stadionie Śląskim wulgaryzmy były skierowane do policjantów, czy też należy je raczej traktować tylko jako przecinki w wypowiedzi pana sędziego, może wywołać jedynie szyderczy śmiech. A hasło ''skoro są wątpliwości, to sąd zawsze rozstrzyga się je na korzyść oskarżonego'' dowodzi jak łatwo prawo rozbujać i obrócić dookoła własnej osi.

Nie ma co: znakomity przykład przed Euro 2012 dla społeczeństwa. Ewentualny ''kibol'' dostaje do ręki bardzo wygodną broń. Teraz przecież powinno wystarczyć, że jedynie przeprosi jak coś zmaluje albo powie. Tak jak sędzia I. A co: niby w czym on jest gorszy? 

PS Omega nie chce brać w tym udziału. Zbiera się jej na wymioty.

wtorek, 25 października 2011
Gołymbie

Gołębie są dla Ślązaków czymś bardzo ważnym. Zaryzykowabym nawet twierdzenie, że KIMŚ bardzo ważnym. Twardy akcent, mocny uścisk, miłość do chórów i gołymbi (zwłaszcza pocztowych, które na Śląsku zwane są briwami) - po tym ich poznacie.

Uczucie do gołymbi i fussbalu często idą w parze. Wie coś o tym trener Marcin Bochynek. Od razu wyjaśnijmy, że nienawidzi kiedy nazywa się go gołębiarzem. - Ja nie jestem gołębiarzem! Jestem hodowcą gołębi pocztowych. Różnica jest zasadnicza. Gołębiarze to hodują gołębie razem z kurami, sypią im od czasu do czasu stary chleb, gonią z dachu na dach. A gołębie pocztowe zacząłem hodować 40 lat temu - mówił Gazecie''.

Bochynek przez miłość do gołębi omal nie stracił życia. 28 stycznia 2006 r. pod gruzami zawalonej hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich, gdzie odbywała się wystawa gołębi pocztowych, zginęło 65 osób, a ponad 140 zostało rannych. Bochynek miał szczęście, bo wyszedł z katastrofy tylko z ośmioma szwami i opuchniętą głową.

Dlaczego o tym piszę, zapytacie. Piszę, bo właśnie dziś jest wyjątkowy powód żeby wspomnieć o fussballu i gołymbiach w jednym kontekście. Dokładnie 75 lat temu historyczny awans do ekstraklasy wywalczył AKS Chorzów. Zdecydował o tym rozegrany 25 października 1936 roku mecz w Częstochowie między AKS-em, a tamtejszą Brygadą. Fakt, że nazwa ''Brygada'' niewiele ludziom dziś mówi nie znaczy, że można ją lekceważyć - jej bramkarz akurat w tamtym okresie był jednym z najlepszych fachowców swojej branży. Jakby ktoś nie pamiętał: bronił m.in. w ostatnim przedwojennnym meczu reprezentacji Polski. Jednak w przywołanym przez nas meczu z AKS-em nie miał szans. Goście po dwóch golach nieocenionego Leonarda Piontka wygrali 2:0. Aż tysiąc kibiców AKS-u, którzy przyjechali pod Jasną Górę specjalnym pociągiem, oklaskiwało swoich piłkarzy.

Po meczu zapanował wyjątkowy entuzjazm. AKS wypuścił gołębie żeby cały Śląsk jak najszybciej dowiedział się o awansie. Zaniosły świetną nowinę! Jak tu ich nie kochać...

PS Omega lubi gołębie. Czasem na niej siadały. A jeśli tylko siadały to wszystko było w porządku...

poniedziałek, 24 października 2011
Dlaczego nie posłuchał kolegi

Zawsze byłem zwolennikiem jednego odgórnie ustalonego, ujednoliconego i powszechnie przyjętego sposobu w jaki organizuje się i przeprowadza spotkania piłkarskie. Mecz futbolowy w ekstraklasie i A-klasie nie mógł się dla mnie różnić. To znaczy mógł: ale tylko i wyłącznie poziomem. Wszystko inne musiało być identyczne.

Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nie da się być futbolowym ortodoksem do samego końca (mojego albo piłki;-). Ryt rytem, ale chyba powinno się reagować na to w jaką stronę ewoluuje piłka nożna. Już wyjaśniam co mam na myśli.

Jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo, że chodzi o... sędziów! Zgadzam się, że arbiter nie robot i ma prawo do pomyłki, a jako że futbol jest coraz szybszy - coraz łatwiej taką pomyłkę popełniać. Właśnie dlatego trzeba być elastycznym.

Futbol w ekstraklasie jest coraz szybszy, ale futbol w B-klasie nie jest coraz szybszy. Tu piłkę będą kopać coraz lepiej przygotowani do wykonywania zawodu pod względem atletycznym profesjonaliści. Tam zawsze będą piłkę kopać przede wszystkim miłośnicy przyjemności i zwolennicy podtrzymania formy fizycznej. Dlatego powinno się jednak pozwolić na współistnienie dwóch rodzajów futbolu. Niby takiego samego, a jednak innego.

Ostatnio sędziowskie pomyłki znów się nasiliły, przykładem mogą być zdarzenia w meczu ŁKS-u z Wisłą z ostatniej kolejki. Tak się złożyło, że główne role zagrali w nim akurat śląscy arbitrzy. Robert Małek z Zabrza nie uznał prawidłowo zdobytej przez ŁKS bramki, bo asystent Krzysztof Myrmus zasygnalizował mu spalonego. Nie rozumiem dlaczego Małek nie wziął pod uwagę zdania sędziego technicznego Sebastiana Jarzębaka z Bytomia*. Jarzębak popisał się refleksem - zdążył obejrzeć powtórkę na video i miał pewność, że gol padł prawidłowo.

Jak donosi ''Przegląd Sportowy'' Małek olał jednak zdanie sędziego technicznego, wolał wziąć pod uwagę zdanie asystenta.

Zdaję sobie sprawę, że z asystentem można konie kraść, a techniczny to często konkurent do miejsca w lidze, ale apeluję do PZPN o wprowadzenie sztywnej zasadęy od której nie powinno być odwołania: w meczach ekstraklasy w takich wypadkach jaki wyżej opisałem, główny nie powinien mieć wyboru: MUSI wziąć zdanie technicznego pod uwagę. Bo to techniczny, a nie on wie lepiej. W takim momencie techniczny bierze odpowiedzialność za ewentualny błąd, choć przecież prawdopodobieństwo jego zaistnienia po obejrzeniu powtórki jest bliskie zeru.

Reasumując: tam gdzie techniczny ma możliwość obejrzenia powtórki i zasygnalizowania głównemu prawidłowego rozwiązania - główny powinien MIEĆ OBOWIĄZEK zastosować się do sugestii technicznego (przy założeniu, że w tym momencie wszystkie błędy dotyczące tej konkretnej sytuacji idą już na konto technicznego i wszelkie pretensje do głównego tracą rację bytu). A tam gdzie techniczny nie ma możliwości obejrzenia powtórki i zasygnalizowania głównemu prawidłowego rozwiązania - główny nadal sędziuje ''na nosa''.

Dwa futbole, dwa światy. Ale, uważam, nie ma innego wyjścia. Trzeba rozluźnić lejce i pozwolić im trwać w bytach odrębnych. 

PS Omega po weekendzie nie może ustać na nogach więc nie pytałem jej o zdanie w tej kwestii;-)

*Przy okazji: kiedyś, jakieś dwadzieścia kilogramów temu Sebastian Jarzębak sędziował Czadoblogowi halowy mecz ''Gazeta Wyborcza Katowice'' kontra Clearex Chorzów wygrany przez nas w ramach Amatorskiej Ligi Biznesu 5:2.

niedziela, 23 października 2011
Małe Derby Śląska

We futbolu bardzo często jest tak, że kiedy nic nie wskazuje na to, że passa zostanie przełamana - passa zostaje przełamana.

Bo niewiele wskazywało na to, że GKS może dziś wygrać z Piastem. W lidze nie udało się to katowiczanom od 1978 roku. W dodatku w tym sezonie Piast prezentuje się znacznie lepiej. Kiedy słyszę nazwy ''Piast'' i ''GKS'' obok siebie - od razu kojarzy mi się Dariusz Grzesik, moim zdaniem jeden z najbardziej niedocenianych defensywnych pomocników w polskiej lidze wszech czasów. Tak - wszech czasów! Do Katowic przeszedł właśnie z Gliwic. Gdyby dziś Dariusz Grzesik ze swoich najlepszych dni zagrał na Bukowej w barwach Piasta - jestem przekonany, że wygraliby goście. Grzesik wyczyściłby wszystko.

Pamiętam swój pierwszy mecz Piasta z GKS-em widziany na własne oczy. Było to tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego 1988/89. Na stadionie w Gliwicach odbyło się spotkanie 1/16 finału PP. GKS był wówczas faworytem, miał bodaj najlepszą drużynę w dziejach (Andrzej Rudy jednocześnie z Janem Furtokiem, były tylko dwa takie miesiące - cały sierpień i wrzesień 1988 roku), ale Piast spisywał się bardzo dzielnie. Przegrał tylko 1:2, ale najbardziej zaskoczyło mnie, że Dariusz Grzesik wszedł wówczas z ławki - właściwie nie pamiętam drugiego takiego spotkania. Moim zdaniem to właśnie Grzesik wespół z Nawrockim decydował o tym jak grał GKS w dniach swojej największej chwały. Wcale nie fanatastyczno-demoniczno-bombastyczne trio K-F-K, bo tak naprawdę ono bardzo szybko przestało istnieć, a GKS przecież jeszcze długo był jedną z najlepszych drużyn w Polsce...  

Mam przed sobą bilet z tamtego meczu. Ulgowa wejściówka na mecz w Gliwicach kosztowała 40 zł, ale tego dnia wbito pieczątkę z napisem ''100''. Z tej stówki wliczono jeszcze dopłaty na Polski Komitet Olimpijski.

Dziś duma Gliwic i duma Katowic są w zupełnie innym miejscu. Od kilku lat to Piast jest wyżej notowany. Dziś ma nie tylko drużynę na wyższym miejscu w tabeli, ale i znacznie lepszy stadion (za niespełna dwa tygodnie zostanie otwarty). Dwadzieścia lat temu Marian Dziurowicz pewnie nigdy by nie uwierzył, że w ogóle może mieć miejsce. 

Co w dzisiejszym meczu mi się podobało:

a) że wreszcie przełamał się Deniss Rakels. Przez pierwsze minuty i tak wyglądało to żałośnie, zmarnował dwie setki i trudno było uwierzyć, że w przeszłości mógł zostać królem strzelców w łotewskiego klik-klaka (cokolwiek to jest), a co dopiero w tamtejszej lidze. Potem jednak pokazał, że jednak jest w stanie w tym sezonie zdobyć dla Katowic więcej goli niż ma tatuaży;

b) że futbol jest pełen paradoksów. Przemysław Pitry wprawdzie zmarnował karnego, ale to właśnie on napędzał Gieksę i gdyby nie jego boiskowe pomysły, to gra ofensywna zespołu z Bukowej wyglądałaby dziś jak gra Sevilli we wczorajszym meczu z Barceloną;-) 

c) dwie piękne bramki, które byłyby ozdobą ekstraklasy. Efektowny pierwszy gol dla Piasta (centra Podgórskiego i główka Urbana - wykonanie wręcz idealne, gospodarze mogli tylko jęknąć ''kto go miał kryć?'') i świetny trzeci gol dla Gieksy (gdyby Chwalibogowski zawsze miał takie wejścia smoka z bocznych sektorów - świat byłby lepszy. A jeśli Chwalibogowski nie wchodzi w ten sposób z boku w środek przynajmniej raz w meczu - to wiedz, że coś złego się z tą Gieksą dzieje...

Co mi się nie podobało:

a) że Grzegorz Goncerz bierze się za uderzanie na bramkę. Niech on robi rajdy, podaje, szaleje wzdłuż linii bocznej, ale na litość boską - niech nie próbuje strzelać! No chyba, że z metra albo dwóch... Piłkarz musi dostawać chyba większe porcje żywnościowe, bo teraz na bramkę kopie piłkę z taką siłą jakby jadł tylko kolację, w dodatku co drugi dzień;

b) że zapomniał się Dariusz Dudek. Od trenera wymaga się więcej niż od piłkarza. Szkoleniowiec nie może uczestniczyć w przepychankach zawodników. Nie może być tak, że Dudek podchodzi do linii bocznej i gwałtownie odpycha Goncerza, który popstrykał się z Podgórskim w 58 minucie. Szkoleniowiec musi umieć zachować zimną głowę... 

c) że sędzia chyba się pomylił, nie uznając gola Jurado. Nie widziałem tam spalonego.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 A City wygrywa na Old Trafford. Yeeeeeeeeeeeaaahhhhh...

piątek, 21 października 2011
DeRby w Zabrzu zdarzają się rzadko

W takich okolicznościach przyrody Wielkie Derby Śląska jeszcze się nie odbyły. Podziękowania dla Canal+ za to, że w okienku nie było widać tych okoliczności:-)

To był ciekawy mecz, Ruch moim zdaniem wygrał zasłużenie, choć po pierwszej połowie nie uwierzyłbym, że trzy kwadranse później mogę napisać takie słowa. Niebiescy byli konsekwetni, z upływem czasu prezentowali się coraz lepiej i mogli wygrać wyżej. Dużo wyżej. Goście oddali prawie trzy razy więcej strzałów (22:8)! DeRby w Zabrzu zdarzają się rzadko: Ruch wygrał ligowy mecz na Roosevelta dopiero po raz czwarty (za każdym razem tyle samo czyli 2:1).

Co mi się podobało:

a) że kości są twarde. To był ostry mecz, choć generalnie bez momentów, gdy królowała złośliwość (choć pewnie Marek Zieńczuk i Arkadiusz Milik mogą mieć inne zdanie). Nikt nie odpuścił. Lubię jak nikt nie odpuszcza, choć na pewno nie w takim stopniu jak Grzegorz Mielcarski. Wiem, że komentator Canal + uwielbia ostrą walkę, ale zdumiałem się, kiedy w pierwszej połowie Michał Pazdan walnął łokciem Macieja Jankowskiego, a Mielcarski uznał, że wszystko jest w porządku. Skoro nie ma krwi...

b) przebłyski u Prejuce'a Nakoulmy. Ma niezwykłe depnięcie, jest ruchliwy i bardzo trudno odebrać mu piłkę. Górnik naprawdę może mieć z niego pociechę. No i karnego wykonał dziś po mistrzowsku. Warto pamiętać o tym, że Nakoulma nie jest pierwszym piłkarzem z Afryki, który strzelił gola Ruchowi w Wielkich Derbach Śląska. 29 lipca 2000 roku na tym samym stadionie gola zdobył Shingayi Kaondera z Zimbabwe. Górnik wygrał wtedy 4:1;

c) realizacja planu Górnika czyli sparaliżowanie najpoważniejszej broni gości w I połowie. Groźni chorzowscy napastnicy długo nie mogli pokazać jak są groźni, bo generalnie zostali odcięci od podań;

d) jak zostali odcięci to musieli się wracać. Tym sposobem w 28 minucie mogliśmy zobaczyć cudowne podanie zewnętrzną częścią stopy Arkadiusza Piecha. Moim zdaniem było to najlepsze podanie zewnętrzną częścią stopy w polskiej lidze sezonu 2011/2012. Problem w tym, że w naszej lidze dwa bezpośrednio następujące po sobie cudowne zagrania to rzadkość. Gdyby Marcin Malinowski strzelił choć w połowie tak dobrze kopnął jak Piech podał - byłby gol. Ale nie kopnął;

e) że futbol uśmiecha się do każdego. Nawet do faceta po trzydziestce, która debiutował w ekstraklasie po dwudziestce i dotąd nigdy nie udało mu się strzelić gola w tej klasie rozgrywkowej. No to przyszedł wreszcie jego czas, prawie w setnym występie w ekstraklasie. A w końcówce Marek Szyndrowski tak się rozochocił, że mógł zapiąć drugi raz. Czy będzie jakiś transparent od kibiców?

f) że strata pierwszej bramki podziałała mobilizująco na Łukasza Skorupskiego w najlepszy z możliwych sposobów. W kolejnych minutach wyciągnął dwie nieprawdopodobne piłki po uderzeniach Piecha i Jankowskiego. Wiecie może ile w skoku dosiężnym ma Jankowski? Jeśli napiszę, że Skorupski był dziś najlpeszym zawodnikiem Górnika, będzie to świadczyć o przebiegu gry. Przy golu Piecha bramkarz Górnika nie miał żadnych szans;

g) intuicja Arkadiusza Piecha. Żeby wiedzieć o co mi chodzi musicie obejrzeć w zwolnionym tempie jak zachował się przy strzelonym przez siebie zwycięskim golu; 

Co mi się nie podobało:

a) niefrasobliwość Piotra Stawarczyka. Kiedy dwa razy w ciągu minuty dotyka się piłkę ręką we własnej szesnastce to trudno liczyć, że sędzia nie podyktuje przynajmniej jednego karnego;

b) brak realizacji planu Górnika czyli totalna niemoc w II połowie. Po golu Szyndrowskiego było już tylko gorzej i gorzej;

c) sposób w jaki Michael Bemben sfaulował Macieja Jankowskiego w I połowie. Nie znoszę połączenia zapasów z futbolem;

PS Omega jest zadowolona.

PS1 A tutaj możecie zobaczyć co potrafi piłkarz, w którym pokładają nadzieję Szombierki.

 
1 , 2 , 3
Archiwum