środa, 31 października 2012
Życzę dwusetki

Jedynym bramkarzem, który został najlepszym piłkarzem Europy według prestiżowego plebiscytu "France Football" był w 1963 roku Rosjanin Lew Jaszyn (Jaszin). Przypuszczam, że trochę właśnie dzięki temu utrzymuje się tak długo jego światowa legenda, bo jeśli mamy stworzyć jedenastkę wszech czasów, to wiadomo że łatwiej znaleźć się tam bramkarzowi, który tę nagrodę wygrał niż innemu, który jej nie wygrał. A w tym względzie Jaszyn nie ma konkurencji:)

Ludzie zastanawiają się kto w tym roku powinien zgarnąć nagrodę FF. Gdyby przyjąć kretyńskie kryteria i zeszmacenie przez komercję wziąłby ją pod pachę Leo Messi, rzeczywiście najlepszy piłkarz w tym roku.

Jeśli przyjmiemy kryteria właściwie, bez naginania, że to dla najlepszych piłkarzy grających na co dzień w Europie  - nagrodę powinien zgarnąć zupełnie ktoś inny. O tym kto to powinien być - wiedziałem już w połowie roku. No i co? Zdania oczywiście nie zmieniłem.

Gdyby wziąć pod uwagę same sukcesy - Iker Casillas jest bramkarzem wszech czasów niezaprzeczalnie i niepodważalnie. Prawda jest jednak taka, że jego klasa jest olśniewająca nie dlatego, że gra w Realu Madryt. Śmiem przypuszczać, że to on dał Realowi więcej niż Real jemu.

Gdyby ktoś nie zauważył - to może być pierwszy piłkarz na kuli ziemskiej, który osiągnie 200 meczów w narodowej reprezentacji. Bo jeśli wszystko dobrze by szło, dopiero niedawno minęła mu połowa kariery. Aż wierzyć się nie chce...

Żeby było jasne: jestem przeciwny przyznawaniu nagród za całokształt kariery, myśleniu, że właśnie teraz jest odpowiedni moment żeby Casillasowi nagrodę wcisnąć. Nie - dla mnie właśnie on był najlepszym europejskim piłkarzem A.D.2012

Oczywiście będziemy kiedyś mówić, że żyliśmy w epoce Messiego, który już teraz moim zdaniem wdarł się na rowerku do jedenastki wszech czasów i dzięki temu Argentyna umieściła tam superatak supermarzeń. Ale z perspektywy polskiego kibica trochę nie zdając sobie sprawy, trochę mimochodem jesteśmy świadkami również epoki  Casillasa. Po prawie pół wieku znów czas na zwycięstwo bramkarza!



Poniżej moja dziesiątka najlepszych bramkarzy Europy wszech czasów. Postanowiłem zrezygnować tym razem z mitycznych graczy przedwojennych:

1. Casillas

2. Maier

3. Schmeichel

4. Buffon

5. Szymkowiak

6. Kahn

7. Zoff

8. van der Sar

9. Pfaff

10. Jennings

Casillas ogniskuje niezwykłą zdolność Hiszpanii w wydawaniu na świat gigantycznych bramkarzy. Zamora, Iribar, Arconada, Zubizarreta... Chyba tylko u Niemców było równie wielu równie wielkich.

A Wy? Kogo Waszym zdaniem Czadoblog w impertynencki sposób pominął w tej dziesiątce?

PS A poza tym Omega.

PS1 Jak cenię Przemka Rudzkiego, tak tym razem całkowicie się z nim nie zgadzam. Moim zdaniem wymazanie nazwy ''PZPN'' na rzecz choćby ''PFF'' (Polskiej Federacji Futbolu) to mocno głupi pomysł.

poniedziałek, 29 października 2012
Śnieżka, ale nie królewna

Wielkie Derby Śląska to futbolowe święto więc najchętniej skupiłbym się na aspekcie piłkarskim tego meczu. Problem w tym, że nawet jeśli dość często podobają mi się mecze bezbramkowe to ten najzwyczajniej nie przypadł mi do gustu. Nie podobał mi się, bo po takim spotkaniu  oczekuję czegoś więcej niż nieustępliwości i walki. Oczekuję przynajmniej JEDNEJ akcji, w której widać błysk geniuszu, akcji, którą mógłbym ekscytować się i dyskutować o niej w knajpie przy czymś mocniejszym, akcji, która mogłaby być wizytówką przynajmniej do następnych Wielkich Derbów Śląska. 

Przyznam, że dziś spodziewałem się więcej zarówno po Ruchu jak i po Górniku. Oglądałem przecież ostatnie występy tych zespołów, więc moje nadzieje, uważam, nie były bezpodstawne. Konkluzja jednak jest przykra: tego meczu na pewno nie pokazałbym gościom zza siedmiu gór i rzek jako futbolowej wizytówki naszego regionu.

Spotkanie byłoby do zapomnienia gdybyśmy mieli brać pod uwagę sprawy przyjemne. Nie jest tak niestety jeśli chodzi o sprawy nieprzyjemne.

Obrońca Górnika Seweryn Gancarczyk w momencie gdy chciał wykonać rzut rożny został trafiony śnieżką w grzbiet. Nieistotna jest przesadna reakcja poszkodowanego, którym śnieżka wstrząsnęła do głębi jestestwa, co najmniej jakby dostał hakiem od Holyfielda.

Istotne jest, że została naruszona jego nietykalność. Już słyszę drwinę... A co w tym takiego strasznego, co ty Czado nigdy śnieżką nie dostałeś? Ludziom gorsze rzeczy się zdarzają. "Trzeba być twardym, zacisnąć zęby i nie płakać jak baba".

Dla mnie takie założenie jest bzdurne. Rozumiem wytrącanie z równowagi przez nieprzyjazny ryk trybun, wrzask sięgający aż do nieba albo gwizd sięgający aż do trzewi. Ale po raz kolejny powtarzam: nie wolno przekraczać pewnych granic i - co równie ważne - nie wolno się na takie przekraczanie zgadzać.

Milczenie w takim wypadku jest rodzajem aprobaty. O takich sprawach trzeba mówić z oburzeniem ciągle, za każdym razem kiedy się zdarzają. Bo co jeśli następnym razem poleci nie śnieżka a coś gorszego? A co jeśli oberwałby piłkarz, którego uwielbia głupek rzucający dziś nieszczęsną śnieżką? Czyja to będzie wtedy wina? Nie mam wątpliwości, że także tego głupka, który dziś rzucił śnieżką w Gancarczyka.

PS Po tym meczu Omega nawet tak tęsknie nie wzdychała.

PS1 Wspominałem o moich przepychankach względem WDBA (Wielkich Derbów Buenos Aires). Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło dzięki umiejętnościom negocjacyjnym Czadobloga.

A dziś dostałem jeszcze list od Czytelnika w sprawie WDBA. Takiego skojarzenia nie miałem:

Wiedząc, że jest Pan fanem argentyńskiej piłki kopanej, postanowiłem podzielić się z Panem moim spostrzeżeniem. Obejrzałem derby Buenos Aires, gdzie przed rozpoczęciem spotkania pokazano kibiców obu zespołów. Musze przyznać, ze po raz pierwszy zwróciłem uwagę na kolorystykę obu grup.... Wyglądało to trochę, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji, jak mecz pomiędzy Reprezentacją Górnego Śląska i Reprezentacją Polski. Z jednej strony kibice River (biało-czerwoni)  a z drugiej fanatycy Boca(żółto-niebiescy). Niby banalna rzecz, ale nigdy w życiu nie pomyślałem o tym w ten sposób.

Ja też nie:)

sobota, 27 października 2012
Boniek a koza Żyda

A teraz w polskim futbolu po wieku kamiennym ma nastać złoty...

Mam tylko nadzieję, że z rządami Zbigniewa Bońka nie będzie jak w tym dowcipie o kozie Żyda.

Przychodzi biedny Żyd do rabina i prosi o radę:

- Oj, mądry Rebe, pomóż mi. Moje życie jest takie ciężkie: mieszkam w malutkiej chatce z żoną, ósemką dzieci i do tego teściową. Jak żyć?

Na to rabin: Słyszałem, że masz w komórce kozę?...

- Tak Rebe, mam jedną kozę. Daje mi mleko, którym karmię dzieci.

- To ją teraz sprowadź do domu.

- Co?! Co ty mówisz, panie?!... My wszyscy razem i jeszcze ta  koza?! To jak ja teraz będę mieszkał?

Ale rabin jest nieubłagany: ''musisz wprowadzić sobie kozę do domu!''

Parę tygodni później rabin spotyka tego Żyda i pyta się:

- Jak tam?

- Teraz to już nie da się w ogóle żyć - mówi płaczliwym tonem właściciel kozy.

- No to zabierz kozę z powrotem do komórki.

Za niedługo rabin jeszcze raz spotyka Żyda i pyta:

- A jak teraz w twoim domu?...

- Oj, Rebe, jakiś ty mądry! Jak my teraz mamy w domu dużo miejsca! Świetnie mieścimy się w naszej wspaniałej izdebce - ja, żona, ósemka dzieci i teściowa. Oj jakiś ty mądry...

O to, to! To jest właśnie ten moment kiedy na scenę wkracza Zbigniew Boniek. Chodzi o to żebyśmy nie cieszyli się tylko tym, że minęły rządy Grzegorza Lato i że Boniek jest naprawdę wspaniały. Wspaniały, bo mówi po włosku i grał w piłkę z szefem UEFA. A jego zasługi w rządzeniu PZPN-em polegają na tym, że zastąpił Grzegorza Lato. 

                                     %
Poczekajmy z tym chwaleniem, zachwytami i dziękczynieniami. Poprzyglądajmy się uważnie. Przynajmniej sto dni.

PS Słyszałem, że nowym rzecznikiem PZPN ma być człowiek, który pisał maturę w tym samym ogólniaku co ja. Jeśli to prawda to jedno jest pewne: nie da z siebie robić takiego wiatraka jak jego poprzedniczka. 

PS1 A poza tym Omega. 

19:15, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (62) »
piątek, 26 października 2012
Zakała futbolu

Człowiek nawet kiedy ma króciutkie parodniowe wolne - musi się zatrząść. Dostałem list od Czytelnika.

''Panie Pawle myślałem, że niewiele rzeczy jest mnie w stanie zadziwić (...) Słyszę, że kibole Polonii napadają dzieciaki z Szombierek i biją je a do tego niszczą mural na który te dzieciaki przez długi czas zbierały kasę. Nie mam już szacunku do kibiców Polonii bo jak dorośli faceci dużego klubu mogą lać dzieciaki małego kibicowsko (choć z bogatymi tradycjami) dzielnicowego klubu który w obecnych czasach nie jest dla nich zagrożeniem. Co to miało na celu? Nie pojmuję tego, może Pan jako znawca mi to wyjaśni.'' 

Nie potrafię Panu tego wyjaśnić. Jestem bezradny. Tak naprawdę czy ten klub był mały czy duży kibicowsko to przecież nieistotne. Atakować dzieci to zwyrodnialstwo najwyższego sortu.

Okazuje się, że działo się to przed meczem Szombierek z Grunwaldem na którym zresztą byłem. Zadzwoniłem na Szombierki żeby spytać o szczegóły i dostałem kontakt do świadka.

Oto relacja:

- Grupa 30 osób wpadła na stadion Szombierek i zaatakowała grupę chłopców. Ofiarami byli 13-letni i 14-letni zawodnicy młodzieżowej drużyny, którzy przygotowywali się do wyjazdu na mecz z Silesią Miechowice. Nie mieli na sobie żadnych barw klubowych. Zostali poturbowani i skopani. Mocno pobito dwóch chłopców i mężczyznę, który się za nimi ujął. Jednemu z poszkodowanych na rozwaloną rękę założono szwy.

- Podobno to byli kibole Polonii. Skąd to wiadomo? - pytam.

- Po całej ''akcji'' skandowali hasło ''Polonia Bytom'', niektórzy mieli też smycze z nazwą tego klubu...

                                           %

Szok.

To jedna z dwóch największych trucizn futbolu. Pierwszą jest korupcja, a druga to właśnie bezrozumna agresja wobec niewinnych ludzi w imię tzw. klubowych porachunków.

Współczuję dzieciom z Szombierek. Mam nadzieję, że nadal będą chciały uprawiać sport. Współczuję także... Polonii, bo kto by chciał mieć wśród własnych kibiców takie mendy? Mendy, które w pięć minut potrafią zniszczyć wielomiesięczną mozolną pracę ludzi od klubowego wizerunku...

Mam nadzieję, że ktoś te mendy wyda. Dokładnie tak: "wyda''. Miejsce takich ludzi jest we więzieniu.

Materiał o tej bulwersującej sprawie zrobiła TVP Katowice. Możecie obejrzeć TUTAJ.

PS Czy ktoś będzie próbował mnie przekonać, że to była prowokacja mająca jedynie na celu zszargać dobre imię Polonii? Że po napaści wołać ''Polonia Bytom'' i posiadać klubowe smycze mógłby mieć każdy z nas? 

PS1 A poza tym Omega.

czwartek, 25 października 2012
Jestem przeciwny biciu kobiet. Co robić?

Cóż za fantastyczny piłkarski weekend nam się szykuje! Do tego dzięki Wielkim Derbom Śląska przedłużony aż do poniedziałku...

Już obmyślam strategię jak zawłaszczyć telewizor na niedzielny wolny wieczór. Dysponujemy niestety jednym egzemplarzem, a Szanowna Małżonka ma zęby jadowe jak czarna mamba. I wysuwają się oczywiście przede wszystkim w tych najważniejszych dla Czadobloga piłkarskich momentach:)))

Oczywiście jestem przeciwny biciu kobiet więc naprawdę nie wiem jak mam sobie poradzić w tej sytuacji. Po dobroci nie da rady, Szanownej nie wzruszają heroiczne zmagania latynoskich długowłosych gigantów muraw... Jak wytłumaczyć jej, że wydarzenie jest doprawdy niezwykłe i ważniejsze niż wszystko inne w telewizji? Przyznacie, że jest o co kruszyć kopie: o godzinie 19.30 Boca Juniors zagra z River Plate (transmisja w SportKlubie). Jak sobie radzicie w Waszymi rozpuszczonymi do granic połowicami w sytuacjach kiedy nie możecie sobie pozwolić na odpuszczenie meczu? Zwłaszcza takiego meczu?!

Czuję w głowie narastający ucisk, a w sercu panikę. Pomocy!

                                              %

Czy znacie drugie podobne starcie przed którym rękawy prowadzące piłkarzy na murawę muszą sięgać prawie na środek boiska? Nie rozumiem tej zbiorowej nienawiści, ale zazdroszczę zbiorowego odczuwania tak silnej miłości.

Jakby tego było mało - naładować się emocjami w niedzielę, po to by czuć je w sobie w poniedziałek, bo zaraz część druga emocji - już nie w Buenos Aires, a na Górnym Śląsku - czyż to nie bezcenne?

Swoją drogą marzę, że kiedyś na Wielkich Derbach Śląska zobaczę starsze małżeństwo - takie jak na powyższym filmiku. Pani z lizaczkiem bezstresowo czeka na Superclásico, pan obok przygotowuje baloniki. A po meczu razem spokojnie opuszczają Bombonerę... Marzę, że kiedyś na Wielkie Derby Śląska też będą gromadnie przychodzić rodziny wielopokoleniowe - na przykład starsze panie ze swymi dorosłymi wnukami - i będą z tego czerpać radość. Tak jak w Buenos.

PS Co prawda filmik jest z Bombonery, a nie Estadio Monumental, ale dla poczucia wibracji w trzewiach nie ma to takiego znaczenia. Kiedy cierpliwie poczekacie to zobaczycie także brzydkie gesty. Cóż, brzydkie gesty są stare jak ludzkość, jeśli nie idzie za nimi przemoc - można je przeboleć. Zwłaszcza na stadionie:)

PS1 Jak myślicie? Kto jest bardziej Boca? Ruch czy Górnik? A kto bardziej River Plate? HKS czy KSG?

PS2 Omega kiedyś te chwile uwielbiała najbardziej. Teraz kiedy musi jedynie nasłuchiwać - najbardziej ich nienawidzi.

*problem staje się jasny kiedy podkreślę moją nienawiść do ogladania pirackich transmisji na kompie.

środa, 24 października 2012
Pokażcie drugie takie 162 cm i 62 kg

Kiedy Nasz Bohater miał 10 lat - chodził na mecze Ruchu Radzionków. Marzył wtedy, by kiedyś znaleźć się w takim klubie. W jego rodzinnej miejscowości działał LZS, ale nigdy tam nie zagrał;

Kiedy miał 15 lat - zdał do technikum, ale nie tylko. Zdał również... testy piłkarskie w Zrywie Chorzów - klubie słynnym z trenowania młodzieży. W zespole prowadzonym przez Józefa Murgota nie brakowało wtedy utalentowanych piłkarzy. Mimo to Nasz Bohater szybko awansował do pierwszego zespołu i wkrótce został powołany do reprezentacji juniorów;

Kiedy miał 19 lat - niespodziewanie zdobył w Portugalii wicemistrzostwo Europy w tej kategorii wiekowej. (''Wygrywaliśmy z Francją, Austrią, nawet z NRF. Dopiero w finale nie daliśmy rady gospodarzom. Mieliśmy niezłą pakę, gołym okiem było widać, że za kilka lat wielu z nas zrobi karierę. Nie da się tego porównać z piłkarzami, którzy teraz jadą na mały mundial i zaraz kupuje się ich za miliony euro'');

Kiedy miał 20 lat - zmienił klub, choć początkowo wydawało się, że na zupełnie inny niż ostatecznie wyszło... Tym pierwszym był bowiem Ruch Chorzów. Nasz Bohater doskonale zagrał w finale o mistrzostwo Polski juniorów: Zryw, w którym grał, pokonał na Stadionie Śląskim Górnika Wałbrzych 10:1. Był to przedmecz pucharowego spotkania Górnika Zabrze z Tottenhamem. (''W Chorzowie zaproponowali mi ubranie za 3 tysiące złotych.'') Nasz Bohater zgodził się i podpisał kontrakt.

Potem jednak zjawili się wysłannicy Górnika. Zaoferowali lepsze warunki (''mieszkanie dla całej rodziny w Zabrzu, naukę dla moich dwóch sióstr i brata, a ojcu pracę w kopalni. A i pralkę dołożyli''). Nasz Bohater znów się... zgodził. W efekcie musiał odcierpieć karę trzymiesięcznej dyskwalifikacji za to, że najpierw podpisał kontrakt w Ruchu. (''Zdecydowałem się na Zabrze, a ostatecznie przekonał mnie do tego kolega z reprezentacji juniorów, nieżyjący już Jerzy Musiałek. Mówił, że w Górniku bardzo dobrze traktuje się młodych zawodników. Tak było naprawdę. Gdy wchodziłem do pierwszej drużyny, pomógł mi Edward Jankowski. Potrafił podejść do człowieka, pocieszyć gdy coś na boisku nie wyszło. "Jana" jednak najpierw przyglądał się nowemu zawodnikowi. Jeśli uznał, że nic z niego nie będzie, to traktował go z góry. Nawet jeśli to był np. reprezentant Polski juniorów''). W debiucie w ekstraklasie popisał się niezwykłym wyczynem. W meczu z Cracovią zdobył gola po zaledwie sześciu minutach przebywania na boisku!

Kiedy miał 21 lat - Nasz Bohater zadebiutował w reprezentacji Polski. Przez najbliższe 9 lat zagra w niej 52 razy, strzelił 10 goli. Pierwsze dwa - od razu w debiucie, a przecież nie był napastnikiem... W tym wieku zdobył również pierwsze mistrzostwo Polski;

Kiedy miał 22 lata - zdobył drugie mistrzostwo Polski;

Kiedy miał 23 lata - zdobył trzecie mistrzostwo Polski i pierwszy Puchar Polski;

Kiedy miał 24 lata - zdobył czwarte mistrzostwo Polski;

Kiedy miał 25 lat - zdobył piąte mistrzostwo Polski;

Kiedy miał 26 lat - zdobył drugi Puchar Polski;

Kiedy miał 27 lat - zdobył trzeci Puchar Polski;

Kiedy miał 28 lat - zdobył czwarty Puchar Polski i zagrał w finale europejskiego pucharu;

Kiedy miał 29 lat - zdobył szóste mistrzostwo Polski i piąty Puchar Polski. Został piłkarzem roku w Polsce;

Kiedy miał 30 lat - zdobył siódme mistrzostwo Polski i szósty Puchar Polski. Pojechał na igrzyska olimpijskie. Jako rezerwowy. Początkowo Nasz Bohater w ogóle nie grał. Wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie piątego meczu - przeciw Związkowi Radzieckiemu. Zdobył zwycięską bramkę i miejsce w podstawowym składzie. (''Gadocha poszedł lewym skrzydłem, Włodek przedłużył to podanie, a mnie tylko zostało strzelić. Nie miałem z tym problemów, bo w bramce stał Rudakow, a ja na niego miałem lekarstwo. Wcześniej jako bramkarzowi Dynama Kijów pakowałem mu gole.  To, co wydarzyło się później, trudno opisać. Pierwszy i ostatni raz spotkały mnie takie emocje. Ścisnęło mnie w gardle, łzy napłynęły do oczu, wszyscy mnie obstąpili, euforia była niesamowita. Warto dla takich chwil grać w piłkę.")

Po pokonaniu Węgrów w olimpijskim finale dostał złoty medal. Na odbywające się dwa lata później mistrzostwa świata w RFN, mimo doskonałych występów ligowych, już nie pojechał. Zaprzyjażnił się Deyną, co zadaje kłam teoriom o ówczesnych podziałach w kadrze na hanysów i goroli;

Kiedy miał 33 lata - za namową kolegi z Górnika Erwina Wilczka Nasz Bohater pojechał do francuskiego US Valenciennes. Występował tam przez rok, pomógł drużynie awansować do I ligi. (''Żałuję, że nie zostałem dłużej we Francji. Tam naprawdę odpoczywałem, bo treningi nie były zbyt intensywne. Na pewno mógłbym się jeszcze czegoś dorobić. W końcu przez rok występów we Francji zarobiłem więcej niż przez ponad 20 lat gry w Polsce. Żona urodziła jednak wtedy trzecie dziecko i chciała, żeby wrócić do Polski. A na moje miejsce Francuzi zatrudnili młodego jeszcze wtedy Rogera Millę'');

 Kiedy miał 34 lata - wrócił do Górnika. Nasz Bohater pograł w nim jeszcze trzy lata. Powszechnie szanowany nie był jednak w stanie przywrócić mu blasku. Wszystkie gwiazdy, z którymi grał w latach 60. odeszły;

Kiedy miał 36 lat - zagrał w polskiej ekstraklasie po raz ostatni. Bilans Naszego Bohatera jest imponujący: 393 mecze i 89 goli. - Mogłem w tej naszej lidze pograć znacznie dłużej - uważał po latach. Wyjechał dorobić. Do Kanady.  (''Z piłką miałem tam mało kontaktu. W wolnych chwilach grałem w Falcons Toronto. Po raz pierwszy kopałem piłkę na sztucznej murawie. Większość czasu zabierała mi jednak praca. Malowałem rynny i balkony, nawet na 24 piętrze. Kiedy więc po trzech miesiącach skończyła mi się wiza, wróciłem do Polski'');

Kiedy miał 37 lat - myślał o zakończeniu kariery, ale działacze Górnika Knurów przekonali Naszego Bohatera do zmiany decyzji. Szybko okazało się, że jest w nowym klubie niezastąpiony. Drużyna z Knurowa stała się jednym z silniejszych II-ligowców, a nasz Bohater mimo upływu lat należał wciąż do najlepszych piłkarzy tej klasy rozgrywkowej (druga liga czyli dzisiejsza pierwsza). Grał w Górniku aż przez 6 lat;

Kiedy miał 44 lata - wyjechał na stałe do Niemiec. Nasz Bohater podążył tam w ślad za synem, który marzył o profesjonalnej karierze w Bundeslidze. (''Brakuje mu szczęścia. Jest wciąż zawodnikiem Arminii Bielefeld, ale ma ogromne problemy z kontuzjami. Niedługo czeka go trzecia już operacja kolana. Nie wiadomo, czy nie będzie musiał skończyć z piłką'').

W Niemczech Nasz Bohater zaczął pracować w zakładzie produkującym z tworzyw sztucznych meble do altanek. Działacze amatorskiego SVA Bockum Hoevel namówili go, by został ich grającym trenerem w tzw. landeslidze - odpowiedniku naszej piątej ligi. (''Trenujemy trzy razy w tygodniu, oczywiście po pracy. Pieniędzy mamy tyle, ile zarobimy ze sprzedaży biletów. Za zwycięstwo można czasem wypłacić po 100 DM premii. Poziom gry nie jest jednak wysoki'');

Kiedy miał 48 lat - skończył występy w SVA Bockum Hoevel, ale kiedy jego zawodnicy nie potrafili podać celnie nawet na odległość 5 metrów, znów zdecydował się wejść na boisku. Miał wtedy 52 lata. (''Trochę się może wygłupiłem, ale nie mogłem już na to z ławki patrzeć'');

Kiedy miał 55 lat - rozegrał w Knurowie sparing w drużynie oldbojów Górnika z rówieśnikami z Hamm."Mecz wspomnień" zakończył się zwycięstwem gospodarzy 3:2. Liderem drużyny z Hamm był Nasz Bohater. Rzut wolny w jego wykonaniu był ozdobą meczu - w 65. minucie z 22 metrów znakomitym strzałem pokonał bramkarza Concordii.

Kiedy miał 65 lat - nadal zachwycał piłkarską klasą. Co roku urlop Nasz Bohater spędza w Dziwnowie, gdzie co drugi wieczór zakładał buty piłkarskie i wychodził na boisko. Choć grał z kolegami młodszymi o 40 lat, na co dzień trenującymi w A-klasie, piłkarsko bił ich na głowę. W błyskotliwy sposób mijał na małej przestrzeni nawet czterech rywali, woził ich jak chciał. A potem wykładał piłkę koledze z drużyny żeby ten kopnął do pustej bramki...

Ojciec czwórki dzieci z dwóch małżeństw (''żonie pieniądze, jakie zarabiałem, uderzyły do głowy, nie była przygotowana na taką popularność. Swoboda, jaką jej zostawiłem, a nie było mnie w domu przez pół roku, była zbyt wielka. Musieliśmy się rozstać. W życiu prywatnym różnie bywało, więc pozostaje niedosyt, ale z tego, co zrobiłem na boisku, jestem zadowolony.'') 

Dokładnie dziś Nasz Bohater kończy 70 lat.

Jeden z najwybitniejszych śląskich i polskich piłkarzy wszech czasów.

Po prostu "Zyga".

PS Omega podziwia "Zygę".

* wszystkie wypowiedzi Naszego Bohatera pochodzą z tekstów, które ukazały się w GW

wtorek, 23 października 2012
Beka

Chciałem Wam opowiedzieć dzisiaj historię z przeszłości, ale pojawiły się sprawy administracyjne i one chyba mają pierwszeństwo.

Wiadomo, że nie wszystko co na Czadoblogu powstaje wszystkim się podoba. Dlatego Czytelnik o ksywce noksy wpadł moim zdaniem na fantastyczny pomysł.

"Pan Czado przez dłuższy czas wylewał swoje żale na tym blogu obrażając wiele osób czy drużyny spoza regionu śląskiego i dopadła go karma. Stał się pośmiewiskiem :) Można by mu współczuć gdyby nie to jak traktował ludzi czytających jego bloga, którzy śmieli się z nim nie zgodzić. Nieraz wyśmiewał i obrażał, a teraz sytuacja się odwróciła. Pomijając już fakt, że jeśli się takiego bloga tworzy to dla ludzi. Oni są klientami autora i jak klienci powinni być traktowani. Minimum z szacunkiem. Podobno na fejsie jest juz fanpage "beka z Czado" czy coś w tym stylu :D"

Nie mam pojęcia czy na fejsbuku jest już ''beka z Czado'', bo mnie tam brakuje, ale jeśli nie ma to rzeczywiście mogłaby powstać. Nagromadziła się już przecież spora grupa ludzi, która Czadobloga nie znosi, lekceważy,  sprzedaje mu szyderstwo i pogardę, pomstuje na niego i generalnie ma go gdzieś, a przecież i tak go... czyta. Dlaczego ich energia ma się marnować! W tym kontekście pomysł noksy'ego jest, uważam, naprawdę świetny. Wszyscy klienci, którym ten beznadziejny blog nie pasuje - mogliby sobie tam poużywać. Byłoby fajnie gdyby ''beka z Czado'' powstała:))) Noksy, sympatyczny przyjacielu, mógłbyś się tym zająć, co? Poadministrowałbyś? Ze swej strony mógłbym obiecać, że ''bekę z Czado'' podpiąłbym wtedy na stałe z prawej strony na Czadoblogu.

A w tutejszych komentarzach znów mogłoby być bardziej merytorycznie:)

PS Obiecuję, że to już koniec nudnych spraw administracyjnych. Obiecuję również, że od następnego wpisu znów będzie czadoblogowo czyli o wspaniałościach futbolu śląskiego - wczoraj, dziś i jutro.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Noksy, karma nie mogła mnie dopaść, bo nie jestem buddystą czy też hinduistą:)

15:54, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 22 października 2012
Piłkarz co nie chciał wyjść na boisko

W 2000 roku pisałem o nim: ''W Krakowie nauczył się techniki i pomysłowości, teraz może dodać śląską solidność i nieustępliwość. Wszędobylski, o niespożytych siłach. Jeśli ustabilizuje formę, powinien zadebiutować w reprezentacji.'' 

Kiedy rozmawiałem z nim jeszcze w zeszłym wieku marzył o grze w kadrze. Było dla mnie oczywiste, że tam trafi, ale miał pecha: gdy wreszcie się w niej znalazł, to akurat w najgorszym momencie, bo za kadencji Zbigniewa Bońka. Debiutu zapewne nie chce pamiętać...

Nie przypuszczał pewnie, że będzie w stanie pobić za to niezwykły rekord (jeśli się mylę, proszę mnie poprawić*): jest bodaj jedynym piłkarzem w historii polskiej ekstraklasy, który rozegrał przynajmniej 100 spotkań w barwach aż trzech klubów. Wśród nich był Ruch Chorzów.

W weekend dogonił w klasyfikacji wszech czasów samego Zygfryda Szołtysika. Zaliczył mecz nr 395 w polskiej ekstraklasie. Z pewnością wskoczy do ''czterysetki''. Dotychczas udało się to tylko trzem piłkarzom (w tym dwójce Ślązaków): Markowi Chojnackiemu, Dariuszowi Gęsiorowi i Januszowi Jojce.

Czadoblog wspomina tego piłkarza dlatego, że kiedy grał w Ruchu, bardzo podobała mi się jego gra. Ale 12 lat temu opuścił Górny Śląsk i już nigdy nie zagrał w żadnym tutejszym klubie. Zdobył mistrzostwo, ale zupełnie gdzie indziej. Żałuję, że u nas nie został, jedyne czego mu chyba brakowało to soczystego strzału. Nawet pytałem dlaczego strzela tak mało goli. - Rzeczywiście, to moja pięta achillesowa. Muszę się jeszcze wiele nauczyć. Także od kolegów z Ruchu. Od "Baszcza" - odbioru piłki, od "Bizaka" - dryblingu. Muszę też lepiej ustawiać się w polu karnym - mówił. Minęło 13 lat. Od tamtego czasu zdobył 18 bramek, łącznie ma 20.

Już w 1999 roku powiedział słowa, których aktualność - jak się okazało - może wracać po wielu latach:) Kiedy pytałem go dlaczego Ruch gra tak dobrze, odpowiadał, że ta drużyna jest ewenementem. - Okazuje się, że bez jakiejś wspaniałej organizacji i wielkich pieniędzy też można coś osiągnąć. Jesteśmy jedną paką. Nie odpuszczamy, chcemy wygrywać i to jest piękne. A pieniądze? No cóż, przy kasie nie czujemy, że jesteśmy liderem. Czy będziemy mistrzem? Będziemy walczyć o miejsce w pierwszej trójce i o europejskie puchary...

Opowiadał mi jak wszystko się zaczęło. -  Mieszkałem z rodzicami w centrum Krakowa, dwa przystanki do rynku. Grałem na Plantach, w parku Jordana. Kiedy okazało się, że jestem lepszy od rówieśników, próbowałem swych sił w gierkach z dwoma lub trzema przeciwnikami. W końcu poprosiłem tatę, żeby zapisał mnie do klubu. Ojciec się ucieszył, bo przez dziesięć lat sam grał w piłkę. Ale w Cracovii. Ja jednak wolałem I-ligową Wisłę od trzecioligowej Cracovii. Tak kochałem piłkę, że po treningu znów przychodziłem na podwórko i dalej grałem. Nie wcielałem się w zagraniczne gwiazdy - wystarczyło mi, że byłem Bońkiem...

Dziś jako 35-letni facet potrafi powstrzymać nerwy na wodzy, ale nie zawsze się to udawało. - W jednym z meczów pan Łazarek wpuścił mnie na boisko po przerwie, a zmienił jeszcze przed końcem. Przyznam, że faktycznie grałem wówczas słabo, ale proszę mi wierzyć - taka zmiana jest dla piłkarza przykra i bardzo upokarzająca. Nie wytrzymałem i rzuciłem koszulkę na ziemię. Musiałem wtedy zapłacić 50 mln zł starych złotych kary i trzy tygodnie grałem w rezerwach. To mnie wiele nauczyło. Nie protestuję na boisku, staram się panować nad sobą. W sytuacjach, gdy nie ma nic do zyskania, nie ma się co rzucać.

Wkrótce pęknie czterysetka, ale mało kto pamięta, że zdarzały się przecież momenty kiedy na boisko wyjść... nie chciał. - Kiedyś, gdy Wisła Kraków grała wyjazdowy mecz w II lidze, jeden z kolegów poprosił mnie, żebym pożyczył mu getry, bo jego są dziurawe. Sięgnąłem do torby i... zdębiałem. Ani skarpetek, ani spodenek, ani koszulki. Po prostu zapomniałem stroju! Koledzy mówili, żebym nic nie mówił trenerowi, bo się wścieknie i wlepi karę. Siedziałem więc cicho. To był jedyny mecz w moim życiu, kiedy nie chciałem wyjść na boisko. Udało się, przesiedziałem na ławce do ostatniego gwizdka sędziego...**

Panie, panowie: Łukasz Surma. Słowa uznania i oklaski. To była (i ciągle jeszcze jest) piękna kariera.

PS Omega dobrze pamięta Łukasza Surmę.

* bardzo proszę mnie poprawić, chciałbym się wreszcie przyznać do jakiegoś błędu

** wszystkie cytaty pochodzą z tekstu ''Z niebieskim przeciwko Turkom'' (GW Katowice nr 259, wydanie z dnia 05/11/1999 SPORT, str. 22) czyli wywiadu przyszłego Czadobloga z Łukaszem Surmą

niedziela, 21 października 2012
Niebieski John Terry

Nie przypuszczałbym, że kiedykolwiek zatęsknię za Rafałem Grodzickim. Nigdy nie byłem fanem czysto piłkarskich umiejętności tego obrońcy, ale dzisiejszy mecz Ruchu jest jednak idealnym dowodem na fakt, że nie tylko czysto piłkarskie umiejętności są istotne w kontekście wyniku...

Przykro pisać, ale moim zdaniem Ruch dzisiejszy mecz z Czarnymi Spodenkami przegrał zasłużenie. Przegrał, jednak nie dlatego że należy szukać siły u rywala. Raczej słabości u siebie, niestety.

No to poszukajmy. Nie trzeba wiele słów, wystarczą powtórki z akcji po których niebiescy stracili gole. Czarne Spodenki bezlitośnie wykorzystały momenty zawahania czy nieudolności. Obie akcje po których chorzowianie tracą gole są odmienne, ale kompleksowo pokazują słabość niebieskiej formacji - jako całości i indywidualnie.

Pierwszy gol padł po asyście bramkarza (!) i złym zachowaniu Piotra Stawarczyka, który popuścił Gruzinowi i w efekcie go nie dognał. Faktem jest jednak, że babole sadzili także inni przedstawiciele defensywy, a że nie wpadało to zasługa Michala Peskovicia, który rzeczywiście bronił świetnie i gdyby nie on - Czarne Spodenki wygrałyby wyżej. Drugi gol to już zupełna kompromitacja - zauważcie, że zanim piłka wpadła do bramki piłkę w polu karnym dotknęło czterech (!) piłkarzy Czarnych Spodenek. A niebiescy defensorzy na to pozwolili.

Właśnie w tym kontekście brak mi Rafała Grodzickiego. Dzisiejsi obrońcy Ruchu przychodzili do Chorzowa jako uzupełnienie składu i nie należy o tym zapominać. Problemu nie rozwiąże umiejętne wpasowanie ich w tryby.  Po tych zawodnikach, choć na pewno są solidni, a ich gra zdążyła dostarczyć nam najczęściej wiele satysfakcji, nie należy spodziewać się cudów. Choć może jestem niesprawiedliwy, przecież dwóch z nich uczestniczyło w wielkim cudzie sezonu 2011/2012. Umiejętościami z tego kwartetu wyróżnia się może Maciej Sadlok, ale trudno żeby najmłodszy pokrzykiwał na starszych kolegów - musiałby być lepszy o dwie klasy, a jednak nie jest, nawet o jedną. Nie ma mowy żeby Sadlok oprócz roli, którą ma wypełniać z racji pozycji był kimś w rodzaju spoiwa bloku defensywnego, jakby zaprawą murarską łączącą poszczególne cegły. Zaprawą potrafił być za to Grodzicki...

Dzisiejszy mecz na Konwiktorskiej unaocznia, że w przyszłości brak zaprawy może to być większym problemem Ruchu. na razie tego za często nie widać, bo polska liga jest taka, że mur na sucho, bez zaprawy często wystarcza. Ale jednak nie zawsze... Cóż; przypuszczam, że gdyby trafił się jakiś niebieski John Terry, to wyścig po piętnastkę nabrałby większego kolorytu i przestałby przypominać galopadę pijanych żółwi:)

PS Mam nadzieję, że Arkadiusz Piech na najbliższe WDŚ będzie zwarty i gotowy. Byłoby super gdyby oba giganty mogły wystawić wszystkich, których tylko chcą. Na razie w Chorzowie cieszą się, że nowy kontrakt podpisał Maciej Jankowski.

PS1 Omega zaczyna leciutko drżeć. WDŚ - WDŚ - WDŚ...

sobota, 20 października 2012
Byłem na Blaszoku

Blaszok to kultowa trybuna na Bukowej i matecznik najbardziej zagorzałych kibiców katowickiej GieKSy (choć może nie wszyscy pamiętają, ale siedział tam również Ruch Chorzów).

Mecz GKS-u z Okocimskim nie zapowiadał się zbyt atrakcyjnie (co się potwierdziło) więc postanowiłem incognito wybrać się właśnie na Blaszok i wyjątkowo poświęcić więcej czasu na obserwację tego co dzieje się na trybunach a nie na murawie. Byłem ciekaw czy przyjdzie na niego więcej ludzi niż na niechlubny mecz z Miedzią.

Wyobrażacie sobie? Pismak "Gazety Wyborczej" w takim miejscu? Ostatnio mój wygląd trochę się zmienił więc myślałem, że przemknę niezauważony, ale niezauważony to może być dorsz próbujący wpłynąć do Zatoki Gdańskiej, ale nie Czadoblog próbujący przemknąć na Blaszok.

Kilka razy odpowiedziałem więc ''dzień dobry'', było też hasło ''co on tu robi'' ale generalnie nie mogę narzekać:) Z kilkoma ludźmi porozmawiałem, najdłużej z kibicem o ksywce ''Jurek'', z którym toczyłem jakiś czas temu bardzo ostry spór.

O tej rozmowie poniżej, najpierw muszę napisać o atmosferze. Dopiero teraz zrozumiałem, że na Bukowej można przeżywać ten sam mecz na dwóch prędkościach. Pierwsza prędkość, bardziej stateczna - na Trybunie Głównej. Druga prędkość - znacznie szybsza - na Blaszoku.

Konstrukcja tej trybuny i jej położenie względem murawy powoduje, że to ciągle jedno z najlepszych miejsc do kibicowania w tym kraju. Obiektywnie muszę przyznać, że doping bardzo mi się dziś podobał i pod dachem rzeczywiście jest... (szukam cenzuralnego słowa) pier... pierwsza klasa. Hałas ogromny, choć zapewne bywa znacznie większy, bo prowadzący doping Junior w pewnym momencie rzucił hasło ''dosyć tej żałoby''. Przyjrzałem się ludziom przychodzącym na Blaszok i o dziwo zebrałem pełny przekrój społeczny. Owszem - byli rozrośnięci w barach wygoleni na łyso młodzieńcy (nie wiem dlaczego jeden się na mnie patrzył uśmiechając ironicznie:), byli jednak także kibice około sześćdziesiątki trzymający papiery i kasę w taśkach z paskiem owiniętym wokół nadgarstka, a także dziewczyny i dzieci.

Dlaczego piszę o dwóch prędkościach? Dlatego, że gorąca atmosfera na Blaszoku mi się podobała i sądziłem, że było tam ze trzy tysiące ludzi. Wyprowadziłem się sam z błędu kiedy w II połowie poszedłem na Trybunę Główną i już z przeciwnej strony zauważyłem, że na Blaszoku jednak są wielkie łysiny. Ale te łysiny to jednak nic w porównaniu z potężnym pustym placem na Głównej co zaobserwowałem z kolei z Blaszoka. Nawet nie wiedziałem, że siedzi tam tak mało ludzi... Dlatego z uwagą czekałem po meczu na informację od rzecznika prasowego ilu ludzi przyszło na mecz. Okazało się, że sprzedano 1800 biletów. Kurczę, a byłem na meczach kiedy na ten stadion przychodziło 14 tysięcy ludzi...

Rozmowa z Jurkiem była dla mnie pouczająca. Dowiedziałem się o co kibice mają pretensje - w ogóle i w szczególe. W ogóle ich zdaniem "Wyborcza" zwalczając kibolstwo prezentuje konkretną opcję polityczną. Oczywiście nie mogłem się z tym zgodzić, bo moim zdaniem linia przebiega w innym zupełnie niepolitycznym miejscu - osobiście darzę niechęcią zarówno skrajną prawicę jak i skrajną lewicę, a kibolstwo moim zdaniem nie zależy od polityki, a jedynie od zachowania. Dla mnie jest to proste: jeśli zachowujesz się jak kibol to jesteś kibolem, a jeśli zachowujesz się jak kibic to jesteś kibicem.

Spieraliśmy się również o race. Od razu zaznaczę, że jestem ich przeciwnikiem i nie mają niestety znaczenia wizualne odczucia (do dziś uważam wspaniały ''wodospad'' na Bukowej za najbardziej niezwykłą oprawę jaką widziałem na własne oczy, a w ostatnich trzydziestu latach oglądałem ponad 1020 meczów). Nie ma to jednak znaczenia, bo race są niebezpieczne, a prawo nie wyznacza reguł, w których można się poruszać żeby wilk był syty i owca cała, jeśli wiecie co chcę  powiedzieć.

Dostało mi się również za to, że jestem nieobiektywny. Że czatuję tylko na to żeby coś niepochlebnego o GieKSie napisać, a nie zauważam dobrych rzeczy. Znów się nie zgodziłem. Nie mam zwichrowanej psychiki, nie podniecam się myślą, że mógłbym doprowadzać ludzi do wściekłości. Zawsze uważałem, że kibice są od kibicowania, a uważni Czytelnicy Czadobloga wiedzą, że chwaliłem doping na Bukowej kiedy warto było.

Pospieraliśmy się też z Jurkiem o Rubikon czyli o granice, których przekraczać nie wolno. Ciągle uważam, że kibice GKS-u przekroczyli ostatnio granicę przynajmniej dwukrotnie i stali się wtedy kibolami (od dawna mam teorię, że kibic może być kibolem tak jak Dr Jekyll może być Mr. Hydem). Dla mnie niewłaściwe było:

a) najście pod dom Ireneusza Króla;

b) pobicie działaczy GieKSy pod trybuną.

W tym pierwszym przypadku Westa jako bogini domowego ogniska byłaby przerażona i wyrywałaby sobie włosy z głowy. Jurek tłumaczył mi, że pod domem Króla to był zwykły happening i nie zdarzył się najmniejszy incydent, ale moim zdaniem to właściwie nie miało znaczenia. Przecież taki happening jest happenigiem tylko dla twórców, bo odbiorcy odczuwają go jako zawoalowaną groźbę z intensywnym sygnałem ''jakby co, wiemy gdzie cię szukać, koleś''.

Potem spieraliśmy się o definicję pobicia i znów każdy z nas pozostał przy własnym zdaniu. Generalnie Jurek uważa, że Rubikon nie został przekroczony przez kibiców tylko przez drugą stronę, która chciała zniszczyć klub. A kibice jedynie reagowali. Akcja - reakcja. Pozostaję przy swoim zdaniu - nawet w poczuciu rozpaczy i bezsilności nie wolno przekraczać pewnych granic.

Jurek zarzucił mi też, że nie potrafię przyznać się do błędu. Obiecałem, że kiedy poczuję, że go popełniłem to się przyznam:)

Po grzecznej rozmowie rozstaliśmy się pozostając przy własnych zdaniach. Cóż, próbowaliśmy sobie wytłumaczyć jak postrzegamy problem.

Na koniec jeszcze jedna kwestia, która mnie osobiście bardzo zaskoczyła. To paradoks, ale wydaje się, że nowe piękne zielone i żółte krzesełka na Blaszoku są... całkowicie zbędne. Ludzie w ogóle ich nie używają. Oglądają mecz na stojąco, czasem klaszcząc, czasem podskakując.

Nie wiem czy nie wkładam kija w mrowisko, ale może warto zastanowić się czy warto wydawać ciężkie pieniądze na zbędne przedmioty? Może warto wrócić do trybun tylko z miejscami stojącymi? Spełniając oczywiście jeden podstawowy istotny warunek, ale to byłoby zadanie dla służb porządkowych: nie wpuszczać więcej ludzi ponad określoną przez względy bezpieczeństwa liczbę.

Co, powrót do przeszłości?! - spytacie. Po co?! Cóż, zawsze byłem zwolennikiem teorii, że futbol powinien łączyć, nie dzielić. Łączyć różne klasy społeczne i wiek. Na trybunach powinno być więc miejsce dla ludzi lubiących komfort (loże), interesujących się murawą, a nie dopingiem (wygodne miejsca siedzące), interesujących się dopingiem i murawą (mogą być właśnie miejsca stojące). Miejsca dla ludzi interesujących się tylko dopingiem, a w ogóle murawą w swoim kajeciku nie przewiduję:)

Na Blaszok zawsze będą chodzić fani zaangażowani. Wygląda na to, że nie będą siadać na tych siedziskach. Po co więc krzesełka tam  gdzie się na nich nie siada? Tylko dla przepisów, które - jak się okazuje - są martwe? 

A może się mylę? Może fani GKS-u właśnie chcą krzesełek na których nie lubią siadać? Co sądzicie? Kwestia do przedyskutowania.

PS A poza tym Omega powinna wrócić, choć sama przyznaje, że przy wpisach z obcych trybun czuje się nieswojo.

PS1 Wpadłem na pomysł, że zdam Wam relację z trybun gdzie siedzą najzagorzalsi kibice innych śląskich klubów. Oczywiście incognito. Mój zmieniony wygląd mi w tym pomoże:) 

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum