czwartek, 31 października 2013
นวดแผนโบราณ

Dawno temu w naiwności sądziłem, że istnieją zawody, które będzie można uprawiać do końca życia. Choćby dziennikarza albo piekarza, bo wydawało mi się, że ludzie zawsze będą potrzebować informacji albo chleba. Teraz nie jestem o tym przekonany choć ostatnio uzmysłowiłem sobie, ze istnieje jednak profesja, która będzie miała wzięcie zawsze - to maser zwany również fizjoterapeutą (zdarzyło Wam się kiedyś nie móc przez kilka dni skręcić głową w prawo?).

We futbolu były różne dynastie. Zdarzało się, że w tej samej drużynie grał najpierw ojciec a potem syn (a nawet wnuk), zdarzało się, że tą samą drużynę trenował najpierw ojciec a potem syn, nigdy natomiast nie słyszałem żeby tę samą drużynę masował najpierw ojciec a potem syn. W dodatku drużynę reprezentacyjną.

Wojciecha Spałka poznałem w połowie lat 90. W 1996 roku pokazywał mi swoje królestwo na Bukowej (GKS Katowice należał wtedy do ligowej czołówki także w tej nietypowej klasyfikacji). W tamtym czasie masował także Mariana Dziurowicza, boss bardzo tego potrzebował a wiedział oczywiście kto jest dobry w fachu...

Do futbolu Spałek trafił przypadkiem. Owszem, grał w piłkę w juniorach Ruchu Chorzów (m.in. z Albinem Wirą), ale nie starczyło mu talentu. Na katowickiej AWF akurat otwierano kierunek "rehabilitacja" i szybko okazało się, że wielki talent Wojciecha Spałka drzemie w rękach a nie nogach.

Niejaki Józef Zając był wówczas kierowcą w GKS-ie Katowice i sąsiadem szwagra Spałka. Dzięki temu w 1979 roku ten dowiedział się, że dotychczasowy maser GieKSy wyjechał do Austrii więc klub szuka następcy. Złożył podanie i... udało się. Wrósł w środowisko i właściwie stał się jednym z symboli Bukowej. Pracował tam dwadzieścia lat, w najlepszym okresie GieKSy. Fama zaczęła się rozchodzić: ludzie - nie tylko z branży futbolowej - zorientowali się co potrafi (choćby Agnieszce Radwańskiej pomógł przy kontuzji nadgarstka). W 1993 roku zdarzyło się, że sprawił ulgę Gerdowi Müllerowi kiedy słynny bombardier przyjechał na Śląsk na mecz oldbojów (dzięki temu zdobyłem jeden z cenniejszych autografów we własnej młodzieńczej kolekcji). Kiedy po latach znów się spotkali bombardier Bayernu miał zawołać "O! Silesia maser".

Dzięki czarodziejskim dłoniom Spałek zwiedził cały świat. Najbardziej zdumiała mnie opowieść z roku 1983. GKS pojechał wtedy na turniej o Puchar Wielkiego Muru do Chin. Spałek zapamiętał, że po nocy musiał masować piłkarzy... reprezentacji Tajlandii. Okazało się, że nie mieli własnego masażysty i zdesperowani poprosili o pomoc. Przyznacie, że to nie zdarza się codziennie: ludzie z kraju gdzie króluje słynny นวดแผนโบราณ czyli masaż tajski zawierzyli polskiemu specjaliście...

Praca Spałka spodobała się tak bardzo, że pod koniec lat 90. Edward Lorens zarekomendował go Januszowi Wójcikowi w reprezentacji. Wiadomo, że obaj nie przepadali za sobą, ale Wójcik szybko się przekonał, że Lorens w tym przypadku ma rację. Spałek pracował więc z kadrą. Kiedy odszedł z GieKSy szybko znalazł pracę gdzie indziej. Był w Hutniku Kraków i Zawiszy Bydgoszcz. Był u Zbigniewa Drzymały w Grodzisku (aż przez siedem lat) i u Józefa Wojciechowskiego w Warszawie. A teraz pracuje z Janem Urbanem. W Legii. 

Syn Bartłomiej urodził się w 1983 roku i też początkowo wrósł w GieKSę. Na tyle, że nawet przyszłej żonie oświadczył się w dniu meczu na Bukowej i w obecności kilkunastu tysięcy fanów został przyjęty. Najważniejsze, że przejął talent masera po ojcu. Wraz z Adamem Nawałką pracował jako fizjoterapeuta w GKS-ie, potem Górniku Zabrze. Teraz będzie dojeżdżającym pracownikiem reprezentacji, bo Górnika nie opuszcza.

Tata w Legii, syn w Górniku. Pierwszy był, a drugi będzie w reprezentacji. Nieźle, co?

PS Okazuje się, że jeśli jesteś piłkarskim hipsterem - powinieneś czytać Czadobloga:) Ale "niehipsterów" też niezmiennie zapraszam.

PS1 Wiadomo, że Adam Nawałka trzyma trenowane przez siebie zespoły twardą ręką, ale nie sądzę żeby kiedykolwiek rozmawiał w ten sposób z Robertem Lewandowskim, Wojciechem Szczęsnym albo Kubą Błaszczykowskim:

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 30 października 2013
Precz z walką

Powoli traciłem nadzieję, ale na szczęście zdarzają się jeszcze takie mecze jak ten dzisiejszy Ruchu Chorzów z Koroną Kielce. One przywracają mi wiarę w naszą ekstraklasę.

- Musimy wyjść na boisko i walczyć - mówił dziś Przemysław Trytko, napastnik Korony. Jakoś tak w ostatnich latach stało się to u nas modne - te wszystkie frazesy o walce, o wysiłku, o dawaniu z siebie wszystkiego...

Jezu. Skąd się to bierze?

Jak dla mnie piłkarz nie musi dawać z siebie wszystkiego. Nie musi brudzić koszulki za wszelką cenę. Nie musi schodzić z boiska na czworakach i z wysiłku wymiotować po kątach lekkim śniadaniem. Nie musi mieć po meczu zakrwawionych piszczeli, żeber, knykci. Nawet nie musi walczyć do upadłego. Mam to gdzieś. Walczy się na ringu a nie na boisku.

Piłkarz, jak sama nazwa wskazuje, musi umieć właściwie tylko jedno - grać w piłkę.

Na szczęście w Ruchu nikt nie zamierzał dziś walczyć. Ruch robił w Kielcach tylko co do niego należy: grał w piłkę nożną. Jego piłkarze centrowali jak należy centrować. Wychodzili na pozycję jak należy wychodzić na pozycję. Grali z pierwszej piłki kiedy należało grać z pierwszej piłki. Klepali kiedy należało klepać. Strzelali kiedy należało strzelać. 

To wystarczyło do miażdżącego zwycięstwa na boisku przeciwnika, który w Polsce ciągle utożsamiany jest z twardą walką i fizycznym tłamszeniem rywali.

Dziękuję Ci, Ruchu Chorzów. Przywracasz mi wiarę w rodzimy futbol. Graj tak dalej. Nie walcz. Graj. To wystarczy.

PS Oczywiście w zawodowym futbolu nie ma mowy o całkowitym pominięciu walorów boiskowej agresji. Ale to jest - co istotne - TYLKO uzupełnienie konkretu, a nie konkret czekający na uzupełnienia. Zademonstrował to dziś choćby Mateusz Kwiatkowski przewracając rywali wyższych o głowę.

Ale on przewrócił tylko przy okazji a nie przede wszystkim. Przede wszystkim grał w piłkę.

PS1 Wojtek Todur uważa, że uwielbiany przez kibiców Ruchu Waldemar Fornalik nie zostanie trenerem Górnika. Powody zauważa konkretne. Ciekawa opinia. 

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

poniedziałek, 28 października 2013
Wykrakałem

Od rana byłem niespokojny, pesymizm ogarnął mnie zresztą już kilka dni temu. Pojechałem dziś rano na Roosevelta żeby zrobić wywiad z prezesem Arturem Jankowskim (możecie przeczytać go TUTAJ). Podzieliłem się z nim obawami przed meczem z Cracovią, zaznaczyłem, że będę cieszył się z remisu. W klubowym sekretariacie spotkałem Andrzeja Orzeszka - napastnika, który z Górnikiem trzy razy zdobywał mistrzostwo. Pogadaliśmy, przyznałem, że najbardziej obawiam się Ntibazonkizy i że to z jego strony moim zdaniem grozi Górnikowi najwięcej. Uwielbiam styl Burundyjczyka, tak się składa, że właśnie teraz jest bodaj w najlepszej formie odkąd gra w Polsce, a Cracovia jest bodaj w najlepszej formie odkąd wróciła do ekstraklasy. 

Komisja Ligi pozytywnie mnie zaskoczyła anulując kartkę Prejuce'a Nakoulmy, ale nie zmieniło to w niczym mojego czarnowidztwa. Ostatnie mecze wskazywały, że Górnik złapał zadyszkę, a Cracovia gra w tej chwili najlepszy moim zdaniem futbol w całej ekstraklasie. 

W dodatku trudna do wyjaśnienia fenomenalna passa na środku obronie Górnika nie mogła przecież trwać wiecznie. Dziś pojawił się na niej po raz pierwszy w sezonie ósmy (sic!) zawodnik, tworząc z kolegą dziesiąte rozwiązanie (sic!) a przecież była to dopiero czternasta kolejka...

Żarło, żarło no i wreszcie nie pożarło. Oczywiście nie jest tak, że Górnik z odejściem Nawałki się zwinął, się zwija, się zwinie. Krztusiłaby się przecież każda drużyna, która zaledwie w ciągu kilku miesięcy byłaby zmuszona odkopywać kolejne warstwy desperacko sięgając po kolejnych stoperów albo przerabiając gości z innych pozycji na graczy stoperopodobnych  - żeby wreszcie ze zgrozą w oczach dokopać się do calca...

Nic to! Trochę odpoczynku, trochę zdrowia, trochę szczęścia, trochę koncentracji i Górnik znowu będzie groźny dla najlepszych. Ba - to przecież zabrzanie są wśród najlepszych. Poza tym nie ma przecież drużyny, której w trakcie ligowego sezonu nie trapiłby kryzys. 

Sztuka polega na stylu, sposobie i szybkości wyjścia z dołka. Niestety, a może "stety" Górnik następny mecz rozgrywa 3 listopada na wyjątkowo trudnym terenie - na Bułgarskiej.

W jakim wyjściowym składzie? Z kim na ławce jako głównym trenerem? W jakiej formie? Będzie bardzo ciekawie. Jedzie ktoś do Poznania?:)

W tej chwili nie jest dobrze, ale nie skreślałbym Górnika - nawet jako... mistrza rundy jesiennej. Tak, tak - w tej lidze naprawdę każdy może wygrać z każdym. Do boju więc i powodzenia.

PS A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

Szacunek dla Zbigniewa Bońka

Nie. Oczywiście tym razem nie będzie o Zbigniewie Bońku jako prezesie albo trenerze, tytuł notki jednoznacznie na to wskazuje.

Chcę dziś napisać o największym moim zdaniem wyczynie Bońka - piłkarza. Zdarzeniu, które jakoś niesłusznie jest zapomniane a był to jednak wyczyn przez duże "W". Tak się składa, że akurat dziś mija rocznica wyjątkowego meczu.

Kibice reprezentacji Polski za najlepsze spotkanie tego zawodnika uważają zazwyczaj grę z Belgią podczas mistrzostw świata w Hiszpanii. Ja - jako kibic reprezentacji Argentyny - darzę go szacunkiem za to czego dokonał 28 października 1981 roku na Estadio Monumental w Buenos Aires.

Dzięki Bońkowi doszło bowiem do historycznego wydarzenia. Tego dnia pierwszy raz w historii Polska wygrała z aktualnymi mistrzami świata na wyjeździe*. Zbigniew Boniek popisał się tego dnia czarodziejskim wręcz uderzeniem, które przyniosło zwycięstwo.

Zapiąć taką bramkę legendarnemu bramkarzowi, mistrzowi świata kiedy po murawie biega pięciu innych mistrzów świata, szósty przygotowuje się do gry, a na ławce siedzi mistrzowski selekcjoner - to wyczyn nie lada.

Zresztą zobaczcie sami (szczególnie od 1.54):

PS Żeby było jasne - Diego Maradona wówczas nie zagrał. Wystąpił w meczu między obiema reprezentacjami rok wcześniej i strzelił zwycięskiego gola z rzutu wolnego. Swoją drogą Polska moim zdaniem tak długo nie wejdzie na właściwie tory jak długo nadal nie będzie regularnie rywalizować z Argentyną. W latach 1974 - 84 obie reprezentacje spotkały się aż siedmiokrotnie. No i były efekty;)

PS1 Myślałem, że padnę kiedy oglądałem program Orange Sport dotyczący wyboru nowego selekcjonera reprezentacji Polski. Byłem zażenowany widokiem Wójcika Janusza "masakrującego" Adama Nawałkę, wypowiadającego się z lekceważeniem o nowym selekcjonerze. Moim zdaniem ten człowiek musiał mocno uderzyć się w głowę. Ten facet ciągle wierzy, że to właśnie on mógłby zbawić reprezentację Polski. Kiedy oglądam w telewizji puszącego się Janusza "Mnie To Lewandowski Nawet Nie Podskoczyłby" Wójcika to żałuję, że tego nazwiska nie da się wymazać z listy selekcjonerów reprezentacji Polski. On już tam zawsze będzie tkwił - jak wielki wyrzut sumienia.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna zostać wybudowana jak najszybciej.

PS3 A TUTAJ ciekawa opinia o rocznym dorobku prezesury Bońka. Na trzy z dwoma...

*wcześniej Polska wygrała raz z aktualnymi mistrzami świata, ale tamto zwycięstwo pod tym konkretnym względem ma mniejszy ciężar gatunkowy, bo po pierwsze była to wygrana kiedy wiadomo już było, że mistrz właśnie schodzi ze sceny jako mistrz, a po drugie - nie na wyjeździe (to znaczy na wyjeździe ale dla nich też na wyjeździe:) Chodzi oczywiście o mecz z Brazylią o trzecie miejsce na mistrzostwach świata w NRF. 

sobota, 26 października 2013
Wreszcie mądry ruch PZPN

Przebiwszy się przez wszystkie pezetpeenowskie marketingowo-reklamowe kartony, tekturki i bzdurki dogrzebuję się wreszcie pierwszego mądrego ruchu ze strony PZPN za czasów Zbigniewa Bońka.

Nie chodzi mi o wybór nowego selekcjonera, ciągle uważam, że najlepszy byłby obcokrajowiec. Jeśli jednak wybrano ostatecznie Adama Nawałkę to szanuję fakt, że PZPN nie zachował się jak słoń w składzie porcelany i że zgodził się na to aby Nawałka prowadził jednocześnie kadrę i Górnika Zabrze do końca rundy jesiennej.

Dla Górnika to bardzo dobrze. Nie ulega bowiem wątpliwości, że obecne miejsce tego klubu w tabeli to zasługa Adama Nawałki. Zmiana w trakcie rundy mogłaby te wszystkie mechanizmy i trybiki popsuć. Tym bardziej, że teraz przed zabrzanami wyjątkowo trudny mecz. Ze względu na kartki i kontuzje remisik z rozpędzającą się Cracovią naprawdę uznam za sukces. Z całkowicie nowym szkoleniowcem byłaby to moim zdaniem ''mission imposible".

Szkoda jedynie, że kiedy zdarza się ten rzadki moment by PZPN pochwalić jednocześnie nie mogę przejść obojętnie wobec hipokryzji jego ludzi.

Czytam oto w "Przeglądzie Sportowym" debatę o pierwszym roku rządów Zbigniewa Bońka i znajduję tam fragment o tym, że PZPN zaproponował w ministerstwie sportu żeby nie było można zawierać zakładów na żywo. To działanie przeciw polskim bukmacherom a na rękę zagranicznym, choćby tym, których Boniek reklamuje własnym imieniem i nazwiskiem ("PS" użył wręcz mocnego sformułowania "których przedstawicielem jest prezes PZPN":).

Jak zachowuje się PZPN w tej sprawie? Działa bardzo energicznie bo - zacytuję - "dostrzega zagrożenia".

Znajduję też fragment o kartach kibica. Co więc centrala piłkarska na fakt, że "przyjeżdża do do mnie do stolicy kolega z Zabrza i nie może iść na mecz Legi, bo ma już kartę na Górniku"? Centrala oczywiście tak tego nie zostawia.

Jak zachowuje się PZPN z kolei w tej sprawie? Zacytuję prezesa odnoszącego się do tej kwestii: "Mówimy, że to jest chore".

Przyznam, że Boniek wzbudził mój "podziw".

Bardzo proste pytanie brzmi: dlaczego w przypadku bukmacherki PZPN nie ogranicza się do stwierdzenia, że to jest chore a w przypadku kart kibica PZPN ogranicza się do stwierdzenia, że to jest chore? Dlaczego w pierwszym przypadku działa, lobbuje a w drugim - jedynie mówi?

PS A co z Górnikiem po Nawałce? Maciek Blaut rozmawiał z prezydent Zabrza, która zapowiada, że...

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS2 A w poniedziałek na Czadoblogu planuję autentyczny pochwalny wpis wobec Zbigniewa Bońka. Napiszę o tym za co go podziwiam, a o czym wszyscy zapomnieli. Nie mam pojęcia czy sam pamięta.

UPDATE Wygląda na to, że drugi akapit jest nieaktualny! Wygląda na to, że wzrasta znaczenie asystenta Bogdana Zająca. Szczegóły - TUTAJ.

15:57, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (14) »
piątek, 25 października 2013
Górnika Zabrze rekord Polski

Coś mi się wydaje, że Górnik Zabrze ustanowił dziś niezwykły rekord.

Zabrzanie na środku obrony zaczęli obecny sezon duetem Danch - Gancarczyk. W piątej kolejce pokazał się duet Danch - Szeweluchin. W szóstej: Gancarczyk - Szeweluchin. W siódmej i ósmej: Augustyn - Szeweluchin. W dziewiątej i dziesiątej: Augustyn - Gancarczyk. W jedenastej: Pandża - Gancarczyk. W dwunastej: Pandża - Szeweluchin. Dziś, w trzynastej: Pandża - Łukasiewicz a pod koniec meczu... Gancarczyk - Przybylski (sic!). Jeszcze niedawno na sugestię zestawienia stoperów w parze Pandża - Łukasiewicz albo zakończenia meczu parą Gancarczyk - Przybylski jedyna rozsądna odpowiedź brzmiałaby: "że co?!"

Trzynaście kolejek, siedmiu zawodników, dziewięć rozwiązań (w większości wymuszonych) i w efekcie... Górnik liderem!

Co mi się podobało:

a) że KSG wygrał mimo iż był to moim zdaniem najgorszy mecz zabrzan w tym sezonie. Podobało się, że choć zabrzanie wyjątkowo niedysponowani i tak wyrwali zdobycz z korzeniami. To sztuka. Obiektywnie przyznać jednak trzeba, że sędzia im trochę pomógł...

Faktem jest, że w 51 minucie przy stanie 0:0 powinien być karny dla Jagi za faul Kosznika na Plizdze. Sędzia mógł nie tylko gwizdnąć ale i dać kartkę dla obrońcy. A byłaby to już jego druga kartka w tym meczu...

b) genialny, ratujący sytuację, wślizg Radosława Sobolewskiego w 30 minucie, choć w pewnym momencie miał dwa metry do rozpędzonego Piątkowskiego. Gdyby nie on byłby gol dla gospodarzy. Gdyby nie on nie byłoby gola dla gości, bo to on rozpoczął decydującą akcję;

c) technika użytkowa Mateusza Zachary przy zdobyciu gola. Takie uderzenie z pierwszej piłki jest więcej warte niż pięćdziesięciokrotne naprzemienne podbijanie piłki pośladkami;

d) aktywność Pawła Olkowskiego, któremu depnięcie kilka razy pozwoliło zacentrować w sytuacji gdy ktoś inny w ogóle nie doszedłby do piłki.

Co mi się nie podobało:

a) męka. To było wyjątkowo ciężko wydrapane zwycięstwo, parę pazurów pewnie połamanych. A przecież Górnik 2/3 meczu grał z przewagą jednego zawodnika...

b) niepewność do ostatniego gwizdka. Nie podobało mi się, że Górnik nie był w stanie zapewnić sobie spokojnej końcówki;

c) niewidoczny Prejuce Nakoulma. Ale jak miał być aktywny, skoro prawie nie dostawał od kolegów podań? Pobiegał więc dużo bez piłki. Popisał się za to cudowną sztuczką w doliczonym czasie gry. Użyteczną, bo pięknie minął rywala przy linii. Szkoda, że zaraz potem dostał czerwoną kartkę za pchnięcie rywala. Słuszną, bo nie wolno tak łapać za gardło przeciwnika, to okazanie słabości;

d) Burkińczyk pchnął Norambuenę, choć przyznam, że na jego miejscu sam bym nie wytrzymał po tak bandyckim ataku na nogi. Też bym się zapomniał i złapał gościa za gardło, bo takie coś to kryminał! Ten faul mógł przecież skończyć Nakoulmie karierę. A sędzia dał Norambuenie zaledwie żółtko! Co to ma być?!

PS Skontaktował się ze mną Instytut Etnologii i Antropologii Kulturowej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. W ramach międzynarodowego projektu badawczego finansowanego przez Unię Europejską prowadzi ankietę dotyczącą podejścia kibiców do piłki nożnej w jej wymiarze organizacyjnym i społecznym (FREE - Football Research in an Enlarged Europe).

W związku z tym, że instytut chce dotrzeć do jak największego grona kibiców futbolu poprosił mnie bym rozpropagował ankietę na Czadoblogu. Zgodziłem się, co się miałem nie zgodzić... We Francji inicjatywę wspomaga m.in. L'Equipe:) 

Szczegółów możecie dowiedzieć się TUTAJ. Zachęcam żeby wypełnić:)

Informację o ankiecie zamieszczę wkrótce na wąskim łamie, będę Wam o niej regularnie przypominał. 

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

czwartek, 24 października 2013
Niepotrzebnie się skapnęli

Przyznam, że tego się nie spodziewałem.

Pędziwiatra Piotra Malinowskiego pierwszy raz zobaczyłem w meczu GKS-u Katowice z Rakowem Częstochowa w połowie minionej dekady. Zaszokował mnie wtedy, jeździł po całym boisku niczym prawy pomocnik Graf, alkoholik. Byłem wówczas przekonany, że György Moldova* widziałby go we własnej jedenastce. Fantastyczno-romantyczny jeździec bez głowy.

Dziś fantastyczno-romantycznych jeźdzców bez głowy nie ceni się, nie uważa, a nawet wyśmiewa. Ci, u których szybkość jest odwrotnie proporcjonalna do skuteczności muszą przełykać gorycz drwin. Malinowski dostrzega już na widnokręgu trzeci krzyżyk, a dotąd zdobył w ekstraklasie tylko jedną bramkę. To na pewno mu nie pomaga.

Leszek Ojrzyński - nowy trener Podbeskidzia, w którym obecnie gra Malinowski, chyba dostrzegł to wszystko i... ze słabości uczynił atut. Gospodarze w meczu z Ruchem Chorzów wyszli z respektem, bardzo ostrożnie, niewiarygodnie wręcz cofnięci, ale nie wiem czy ten respekt nie był udawany. Właśnie dzięki temu sposobowi gry Malinowski miał z przodu mnóstwo miejsca, mógł się z piłką rozpędzić i zagrozić gościom. Kilka razy gnał niczym gnu, prostokąt chorzowskiej bramki był bardzo blisko. Malinowskiemu w rozpędzeniu przeszkadza tłok - gdyby nie przeszkadzał to grałby w Napoli na przeciwległym skrzydle od Callejona a nie w Podbeskidziu:)

Tym razem tłoku na połowie Ruchu nie było i dzięki tej dziwacznej taktyce gospodarzy w pierwszej połowie oglądaliśmy interesujący mecz.

Niestety... W przerwie oba zespoły niepotrzebnie się skapnęły, że dalej nie ma sensu tak grać.

Ruch przestraszył się, że w końcu Malinowski jak ten przysłowiowy łuk wreszcie się przełamie i coś strzeli. W efekcie po przerwie lekko się cofnął.

Podbeskidzie przestraszyło się, że w końcu któryś z prowadzonych bez przeszkód w pierwszej połowie nalotów dywanowych Ruchu przyniesie powodzenie. W efekcie po przerwie lekko się otworzyło.

W efekcie tych efektów wyszedł nam w drugiej połowie wyrównany nuuuuuudny mecz. Bezbramkowy oczywiście. Szkoda więc, że wszyscy się skapnęli.

PS Cieszy świadomość, że nie tylko mnie drażni kiedy spiker na meczu czyta najpierw nazwisko a potem imię zawodnika, zaciskam pieści kiedy ktoś tak przedstawia piłkarzy. Nie jesteśmy na Węgrzech, do cholery:)**

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

* Nieśmiały apel do wydawców, którzy coraz częściej nie boją się inwestować w książki traktujące o sporcie. Czy byłaby szansa, żeby wznowić "Niezwyciężoną jedenastkę i inne opowiadania" genialnego Moldovy? Powodzenie murowane!

** Przypominam nieśmiało, że w XV wieku, za Macieja Korwina trochę byliśmy;)

środa, 23 października 2013
Odkurzacz Arkadiusza Piecha [WIDEO]

Dzisiejszy mecz w 1/8 finału Pucharu Polski między GKS-em Tychy a Zagłębiem Lubin utwierdził mnie w przekonaniu, że piłka nożna jest sportem znacznie trudniejszym od innych dyscyplin zespołowych. Trudność polega między innymi na zachowaniu koncentracji. Czasem wystarczy tylko dwie sekundy dekoncentracji i jest już po wszystkim, już niczego nie da się naprawić.

To właśnie przytrafiło się dziś Tychom. Podejrzewam, że przytrafiło się dokładnie w momencie kiedy w głowach tyskich piłkarzy zaświtała nieśmiała myśl, że może dojdzie do dogrywki czyli trzynaście minut przed końcem...

Tyszanie do tej chwili walczyli bardzo dzielnie, byli nieustępliwi a i szczęście do tego momentu im dopisywało. Na Górnym Śląsku trzeba jednak wiedzieć, że kiedy na chwilę spuszcza się z oka Aleksandra Kwieka do spółki z Arkadiuszem Piechem to potem śpiącej drużynie może przytrafić się już tylko coś takiego:



W piłce nożnej nie wolno zasnąć nawet na chwilę. Aż do końca. To zasadny truizm...

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

16:12, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 października 2013
Obarakowanie

Rzeczywistość ma to do siebie, że jeśli coś jest użyteczne albo ułatwiające życie albo modne albo efektowne albo tanie albo możecie wpisać tu jeszcze tysiąc innych wyrazów, na przykład zarazę - rozprzestrzenia się po świecie. 

Piłka nożna to potężne cielsko składające się z wielkiej ilości głów, korpusów, odnóży a i mnóstwa innych przeróżnych części. W tej plątaninie akurat macka o nazwie "dolne ligi w Polsce" nie jest zbyt wyeksponowana więc niektórym niełatwo dostrzec problem.

Wygląda jednak na to, że ten właśnie element uwielbianego przez nas cielska jest narażony na wyjątkowo przykrą przypadłość natury estetycznej.

Otóż boiska i stadioniki niepostrzeżenie oplata choróbsko, które znany specjalista chorób wewnętrznych dr Czadoblog nazywa "obarakowaniem" (wersja: morbus ulcerosus in stadio exacerbationis;)

Byłem na meczu A-klasy. Zew Kazimierz (to miejsce dorobiło się siatkówki na szczeblu centralnym, z piłką nie udało podskoczyć się nad opłotki) podejmował MKS Sławków. Jakież było moje zdumienie w momencie kiedy podjeżdżałem pod stadionik.

Jeszcze niedawno na prawo od bramy wjazdowej stał skromny klubowy budynek z dumnie wyeksponowanym herbem - trzeba Wam wiedzieć, że klubik, który nie zaistniał w powszechnej kibicowskiej świadomości powstał w 1921 roku.

Teraz w tym miejscu jest trochę gruzu i sterta powyrywanych futryn. Okazało się, że klubikowi w trakcie rozgrywek zburzono siedzibę.

Budynek był w gestii MOSiR-u a klub płacił za jego wynajem jedynie 100 zł miesięcznie. Oczywiście piętrowy budyneczek nie był młodszym bratem Palazzo Vecchio, nigdy nie miał pretensji do miejsca w panteonie architektury sportowej. Powstał w latach 60. i wiernie służył lokalnej futbolowej społeczności przez pół wieku. Okazało się jednak, że przestaje spełniać wymogi różnych norm budowlanych choćby przepisów ppoż więc odszedł w niebyt. Klub dowiedział o tej decyzji jakiś czas temu, ale trochę to trwało, bo w dzisiejszych trudnych czasach trzeba było znaleźć firmę, która zburzy jak najtaniej. Jak się wreszcie znalazła to urzędnicy uznali, że nie ma co czekać nawet na przerwę w rozgrywkach...

Czadoblog jednak nie o burzeniu chciał a o "wznoszeniu". I to właśnie wznoszenie jest dla mnie przejawem większego problemu.

Z reguły wznoszenie jest symbolem nowej epoki, świeżości. W Kazimierzu wznoszenie będzie mi tym razem przypominać ten charakterystyczny smak w ustach kiedy rano szuka się gorączkowo szczoteczki do zębów, bo zapomniało gdzie położyło się ją wieczorem.

Zew Kazimierz już wkrótce ulegnie wspomnianej przypadłości "obarakowania". Zamiast budyneczku ma stanąć obezwładniający śmiałością architektonicznych rozwiązań niezwykle nowoczesny i spełniający wszystkie normy barak (jest obiecany na wiosnę). Takie kontenery produkowane są na skalę przemysłową, ale tylko wydaje Wam się, ze ich stałe miejsce jest przy wielkich budowlanych inwestycjach na przykład przy budowie autostrad.

Wiadomo, że w miejskim budżecie nie ma pieniędzy na budowę choćby ceglanej siedziby dzielnicowemu klubowi, który trwa sobie w A-klasie. Mieszkańcom Kazimierza jest więc jedynie przykro, ja mam za to przeczucie graniczące z pewnością, że te wszystkie malutkie polskie klubiki powoli ale nieustannie będą zarażane "obarakowaniem". Kiedyś bieda różniła się od siebie. To oczywiście żadne pocieszenie, ale zuniformizowana bieda wyłajawia człowieka jeszcze bardziej a poczucie, że inni też siedzą w tym barakowym gównie po uszy nie może wpływać na polepszenie nastroju.

To jest jak getto, to będzie jak getto. Jesteś z klubu obarakowanego? Nie licz w piłkarskim życiu na zbyt wiele radości.

PS Byłem na meczu Zewu ze Sławkowem, bo chciałem zobaczyć w akcji jednego z moich najbardziej ulubionych bramkarzy na świecie. Wiecie co? Edek ciągle ma się świetnie, choć w ekstraklasie pierwszy raz bronił przecież kiedy większości jego kolegów z boiska nie było jeszcze na świecie. Tym razem przepuścił do bramki jeden strzał. Akurat ten rodzaj uderzenia, który jednoczy zbarakowaną A-klasowość z dumną ekstraklasowością. To jedyne gole, które zarówno na klepiskach jak i na starannie wystrzyżonych boiskach o równiutkiej trawce wyglądają tak samo. Chodzi o strzały z rzutu wolnego w samo okienko.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS2 A Wy? Dostrzegacie u Was problem "obarakowania"?

09:34, pavelczado , obyczaje
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 21 października 2013
Pociś synek

Byłoby lepiej żeby po meczu Szymon Marciniak nie wstępował gdzieś w Chorzowie na piwko. Jego nazwisko odmieniane teraz jest ze złością we wszystkich przypadkach w przeróżnych chorzowskich knajpach, ale mnie o nieudolnych sędziach nie chce się już pisać. Nie chce i już.

Wolę napisać o Danielu Dziwnielu. Przyznaję, dotąd wydawało mi się, że jest w Ruchu taką trochę zapchajdziurą, że załapał się na Cichą, bo klubu nie stać na droższych piłkarzy. Tymczasem dziś, podczas meczu z Pogonią jego gra zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Jakoś wcześniej nie zauważyłem, że ma taki ciąg na bramkę. Sposób w jaki wypracował gola po kapitalnym rajdzie zasługuje na najwyższe uznanie. Poszedł ostro, w pewnym momencie zwolnił, ale ostatecznie znów poszedł i znakomicie zacentrował. Pocisnął synek, ile się dało. Bez kompleksów,  bez kalkulacji. O to chodzi.

Wygląda na to, że geny dały znać o sobie. Mamine geny żeby nie było wątpliwości. Przecież jego matka była kiedyś w polskiej kadrze w łyżwiarstwie szybkim...

Dziwniel to bardzo rzadki gatunek w polskiej piłce. To autentyczny lewy obrońca z autentyczną lewą nogą. - Aby prezentować wyższy poziom, muszę jeszcze więcej pracować nad prawą nogą. Lewej wprawdzie nigdy nie dorówna, ale w obecnych czasach, gdy futbol jest tak szybki i jest coraz mniej czasu na decyzję, muszę operować niemal na równi obiema - mówił po przyjeździe do Chorzowa. Niech szlifuje, niech szlifuje, a jeśli będzie tak się rozwijał dalej - Ruch będzie miał na lewej obronie prawdziwego lewego obrońcę, który robi różnicę. Pamiętajcie: komuś takiemu naprawdę łatwiej trafić do pierwszej reprezentacji niż innym. Łatwiej niż bramkarzowi, łatwiej niż pomocnikowi, stoperowi czy snajperowi. Tych jest wielu. Autentycznych lewych obrońców z lewą nogą i ciągiem na bramkę ze świecą szukać... (a potem dziwić się, że najlepszy nasz lewy obrońca w historii był prawonożny).

Fajnie, że tak piękny gol jak ten dzisiejszy jest dziełem dwóch piłkarzy urodzonych w 1992 roku. Dziwniel wypracował, a Mateusz Kwiatkowski pięknie skończył. Świat należy do coraz młodszych, ale dobrze, że w Ruchu starszych też szanują. Ci dwaj co strzelili to przecież "dzieci Marcina Malinowskiego". A ten ostatni zdaniem trenera jest obecnie w życiowej formie.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 Pisząc ten tekst oglądam mecz Crystal Palace - Fulham. Aż jęknąłem z zachwytu. Myślałem, że już nikt nie uderzy piękniej niż Marco van Basten w meczu ze Związkiem Radzieckim. Tymczasem ktoś przed chwilą zrobił to naprawdę lepiej! To Pajtim Kasami - szwajcarski piłkarz pochodzenia albańskiego grający we Fulham. Bardzo prawdopodobne, że piękniejszy gol w tym sezonie na angielskich boiskach już nie padnie. Bez kitu!

 
1 , 2 , 3
Archiwum