sobota, 29 października 2016
Teraz będzie przepięknie i słodko

Niespodzianki nie było. Zbigniew Boniek nadal prezesem PZPN, co wieszczyłem już w sierpniu. Teraz będzie przepięknie i słodko. Sukcesy polskiej piłki nadchodzą. 

Władza jest po to żeby po nią sięgać. Normalne. Jeśli są jakieś ograniczenia, które władzy przeszkadzają trzeba je zmieniać. Normalne. Tym razem mam na myśli na przykład ograniczenia wypływające z jakiegoś głupiego porządku. Demokracja jest dla osłów.

Kto wymyślił taką bzdurę żeby prezes PZPN mógł pełnić urząd tylko dwie kadencje? Trzeba to ewidentne zmienić. Już zaproponował to Michał Listkiewicz, ale moim zdaniem to pomysł trafiający najwyżej w ósemkę, nie w dziesiątkę. Serwilistą też trzeba umieć być...

Lud obecnie kocha, wielbi, gratuluje. Dlaczego z tego więc nie korzystać i przy powszechnym aplauzie nie pójść dalej?

Mam pomysły jak należy usprawnić władzę. Niech to ogłosi jakiś zaufany. Może Andrzej Padewski, szef Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej? Wygląda na to, że to postać dużego formatu. 

Po pierwsze: należy wprowadzić jedną dwudziestoletnią kadencję szefa PZPN. We futbolu wszyscy wiedzą, że tylko konsekwencją można coś osiągnąć a przecież najlepszym przyjacielem konsekwencji jest czas.

Po drugie: należy wprowadzić kombinowana zasadę dominatu z końca III wieku. Dioklecjan wiedział co robi. Czyli: po dwudziestoletniej kadencji Zbigniew August Boniek wyznacza swego następcę na kolejną dwudziestoletnią kadencję. Byłżeby to Maciej Cezar Sawicki, już dziś gdzieniegdzie przyodziewany w purpurę? Tego żadną miarą nie mogę przewidzieć.

Powiecie, że Dioklecjan całkowicie zerwał z pozorami republiki, wprowadzając jawną władzę absolutną i dworski ceremoniał. Zbigniewowi Bońkowi na tym moim zdaniem nie zależy. To jego siła. Proskineza nie zostanie więc zapewne wprowadzona, prezesowi nie są bowiem do niczego potrzebne ceremoniał i obrządek władzy. 

Jedno jest pewne. Przy Zbigniewie Bońku na pewno rozkwitną osoby z potencjałem. Taki pan Padewski... Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej naprawdę umie się znaleźć. To cenna umiejętność: uważnie zerkać kiedy patron otwiera usta w szerokim uśmiechu by wyprzedzić go własnym rechotem. Jestem przekonany, że Padewski, który właśnie został wiceprezesem PZPN ds. zagranicznych wprowadzi polską dyplomację futbolową na szerokie europejskie tory. Pod jego przewodnictwem osiągnie ona nowy, dynamiczny rys, zniknie ta głupia polityczna poprawność.

Czy wpis Padewskiego na twitterze po wyborze Zbigniewa Bońka to tylko początek nowej ery futbolowej dyplomacji? Jestem pod wrażeniem wymiany tweetów. Po wyborze Boniek bowiem zaćwierkał: 

"Specjalne ukłony dla CK [Cezarego Kucharskiego] i RM [Radosława Majdana] nikt w życiu mi tak nie pomógł, grazie."

A Padewski na to przymilnie odćwierknął:

"JW [Józef Wojciechowski] powinien rozstrzelać tych panów. Bez specjalnego sądu. Dołożyłbym jeszcze Krecinę i niejakiego Smagora, Potoka, Baryło, Kłosa."

Padewski tego chyba nie przemyślał. Kiedy się rozstrzeliwuje jest hałas. Może lepiej udusić? August kazał na przykład Cezariona udusić. Ale kogo to właściwie obchodzi? Dla Padewskiego zapewne najważniejsze, że jego tweeta Boniek zalajkował.

17:28, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (8) »
środa, 26 października 2016
Wybory

Wkrótce wybory na prezesa PZPN, traktuję je całkowicie beznamiętnie.  

Zastanawiają mnie jednak dwie sprawy.

Po pierwsze:

Według niektórych dziennikarzy Zbigniew Boniek zmiażdży Józefa Wojciechowskiego. To całkiem możliwe, nie wiem. Ale jedno mnie zastanawia: dlaczego w takim razie ci sami dziennikarze w tak bezpardonowy i często pozamerytoryczny sposób atakują Wojciechowskiego? Nie mówię o krytyce. Mówię o atakach - powtórzę - pozamerytorycznych. Oczywiście są to dziennikarze, którzy nawet nie zakwiczeli kiedy Wojciechowskiemu rzeczywiście należała się krytyka. Za to, że w 2008 roku zlikwidował Polonię Warszawa a na jej miejsce ściągnął do naszej stolicy Dyskobolię Grodzisk, której zmienił nazwę na "Polonia Warszawa" - było to zapisane w ostatnim akapicie jednego z giełdowych komunikatów. Niestety: wtedy krytykował tylko Czadoblog. Nawet kibicom Polonii się wówczas podobało... Teraz nie widzę powodów do krytyki, tymczasem hejt wylewa się ku uciesze gawiedzi.

Obecne zachowania niektórych dziennikarzy próbuję wytłumaczyć sobie na chłopski rozum i nie potrafię: gdyby obecna kandydatura Wojciechowskiego na szefa PZPN była jedynie egzotyczna i całkowicie nieistotna to mnie zwyczajnie byłoby szkoda czasu w ogóle się nią zajmować! W myśl zasady: "ciszej nad tą trumną." Tymczasem jego kandydatura budzi jednak namiętności. Dlaczego? Czyżby nie była aż tak egzotyczna jakby niektórzy chcieli ją przedstawiać?

A może jeśli publicznie i mainstreamowo przedstawi się ją jako egzotyczną, przekona to niezdecydowanych jeszcze wyborców, że lepiej się nie ośmieszać?

Po drugie:

Tak po ludzku ciekawi mnie ile w ostatnich latach PZPN wydał na PR. A może w ogóle nie wydał? Nie wiem. Jeśli jednak wydał to chętnie porównałbym ewentualne (także zawoalowane) wydatki na ten cel za kadencji Grzegorza Lato oraz za kadencji Zbigniewa Bońka. Jeśli pieniądze szły na public relations to chętnie poznałbym listę beneficjentów z tej puli. Uważam, że tego rodzaju informacje dla dobra polskiego futbolu powinny być przez zjazdem upubliczniane.

PS Przeczytałem dziś wywiad z Sylwestrem Cackiem. Bardzo ostry i konkretny. To postawienie sprawy na ostrzu noża i nie powinno pozostawić Zbigniewa Bońka obojętnym. Prezes powinien chyba zareagować. Pewnym sprawom zaprzeczyć? Iść do sądu, bo mógł poczuć się zniesławiony? On wie najlepiej.

17:56, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (10) »
niedziela, 23 października 2016
Obrońca Górnika jak sławny reprezentant Belgii

Warto było dziś przyjść na Bukową. Śląski Klasyk oglądam na własne oczy dokładnie od 30 lat (pierwszy raz na meczu GieKSy z Górnikiem byłem na Stadionie Śląskim w 1986 roku) i ten na pewno nie był najgorszy. Podobało mi się.

Działo się na murawie, działo się na trybunach*. Tutaj chciałem zwrócić uwagę tylko na historię pewnej zmiany podczas tego meczu. Jeszcze tuż przed przerwą obrońcę Adama Wolniewicza zmienił pomocnik Erik Grendel (mój wywiad ze Słowakiem przeczytacie - TUTAJ). Wiadomo, że jak piłkarz schodzi w 44 minucie przyczyną musi być kontuzja. Ale kiedy po meczu usłyszałem pewne szczegóły od razu przypomniał mi się sławny Belg Eric Gerets - tak jak Wolniewicz - prawy obrońca.

Otóż po derbach Wolniewicz miał stwierdzić, że końcowy rezultat 0:0 jest w porządku. Tymczasem skończyło się przecież 1:1. Piłkarza trzeba będzie uważnie obserwować.

Historia Geretsa w meczu z Węgrami podczas mistrzostw świata w 1982 roku jest jakoś podobna, ale i ... odwrotna.

Wtedy, w pierwszej połowie, zamroczony po starciu Belg absolutnie nie chciał zejść z boiska tłumacząc, że jego zespół przegrywa (rzeczywiście przegrywał po strzale Vargi w 27 minucie), a on musi pomóc. Dopiął swego.

W 62 minucie Gerets oświadczył, że może wreszcie zejść, bo jego zespół już remisuje. Problem w tym, że ciągle przegrywał... Okazało się, że Gerets miał wstrząśnienie mózgu. Dobrze przynajmniej, że Belgia - już bez niego - rzeczywiście zremisowała:)

Mam nadzieję, że Adam Wolniewicz wstrząśnienia nie ma i będzie wkrótce gotowy do gry.

*doping był fantastyczny z jednym zastrzeżeniem. Zupełnie nie rozumiem po co stadion obrażał Ruch Chorzów. Zupełny absurd. Podejrzewam, że Ruch ma to między Scyllą i Charybdą. A jeśli ktoś od tych okrzyków przeżywał jednak na Bukowej ekscytujące mrowienie po wewnętrznej stronie ud oraz motylki w brzuchu też powinien udać się na obserwację mózgu.

środa, 12 października 2016
Dziękuję i proszę o więcej

Dziękuję reprezentacji za zwycięstwo z Armenią i za przedłużenie realnych szans na awans do mistrzostw świata. Jeśli w tych eliminacjach każdy następny mecz Polaków miałby tak przebiegać i tak się kończyć to ja pokornie poproszę z pocałowaniem ręki.

Moim zdaniem niektórym w głowach się poprzewracało. Po Euro uwierzono, że zwycięstwa i odpowiedni styl to powinność i obowiązek.

To bzdura. Dziś w futbolu wszystko trzeba wydrapać. Dlatego nie narzekam i nie mam zamiaru narzekać. Zbyt dobrze pamiętam lata 90 i zawiedzione nadzieje w cyklach 88-90, 90-92, 93-94, 94-96, 96-98, 98-00. Przestałem wierzyć, że kiedyś jeszcze Polska gdziekolwiek awansuje. Wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale każdemu narzekającemu przydałby się skok w przeszłość i poczucie kibicowskiej beznadziei.

Zawsze może być gorzej. Mecz z Armenią nie był udany, ale co z tego? Wygrać mecz o punkty w takim stylu to ogromna sztuka. SZTUKA. Dotychczas polskiej piłce była obca, dlatego doceńmy co mamy.

PS Pogadałem z Wojciechem Cyganem o GKS-ie Katowice. Spokojny, wyważony głos. Zapraszam.

sobota, 01 października 2016
Dwaj panowie W.

Wstrząsnęło mną ostatnio kiedy okazało się, że ludzie - wydawałoby się - poważni, twierdzą, iż po drugiej grupowej porażce do zera naszego przedstawiciela w Lidze Mistrzów (i bez oddania celnego strzału w całym meczu) absolutnie nie ma powodów do wstydu. Drużyna była właściwie bohaterska, bo przegrała niżej niż w pierwszym meczu.

Kiedy i dlaczego Polakom tak skurczyły się ambicje? Od kiedy coś co kiedyś było powodem do wstydu teraz tym powodem już nie jest a za chwilę będzie powodem do dumy?

Otrzymałem właśnie konkretną odpowiedź. Wystarczyło czytać dwie książki jednocześnie. Pierwsza o trenerze W. i druga o trenerze W.

Pierwszemu z nich właśnie mija niecodzienna rocznica. Arsene Wenger już od dwudziestu lat jest trenerem Arsenalu Londyn, na tym poziomie to wyczyn godny podziwu. Dlatego z zainteresowaniem sięgnąłem po książkę Johna Crossa "Generał i jego kanonierzy". Odnosi się wrażenie, że trochę pisana z kolan, co być może nie będzie dziwić jeśli pamięta się, że Wenger jest czarującą osobowością o magnetycznym wdzięku, któremu autor - a już jego ojciec kibicował Arsenalowi - zapewne musiał ulec.

Niemniej książka jest interesująca i można na wiele sposobów szukać odpowiedzi dlaczego Wenger odniósł taki sukces. Mógłbym o tym dużo i długo, zahaczę jednak o jeden tylko wątek.

Zainteresował mnie bowiem wątek... lojalności. Pytanie brzmi: wobec kogo szkoleniowiec powinien być lojalny? Odpowiedź jest oczywista: wobec klubu. Ale co to właściwie znaczy?

Metoda Wengera jest oryginalna. On przede wszystkim jest lojalny wobec piłkarzy, nawet wtedy jeśli lojalność wobec nich czasami negatywnie odbija się na sile drużyny. O co dokładnie chodzi - przeczytacie w książce. Do mnie dotarło jednak, że właśnie ta droga na samym końcu daje ten efekt, że najbardziej zyskuje na tym  klub.

Gdybym miał wybrać jednego zagranicznego trenera, którego chciałbym zobaczyć w polskiej lidze byłby to Arsene Wenger.

Na przemian z biografią Wengera czytałem pozycję o wiele mówiącym tytułem  "Jak goliłem frajerów. O piłce, pieniądzach i kobietach". To dzieło byłego selekcjonera Janusza Wójcika.

Książka sprawiała mi ból. Fizycznie bolało mnie porównywanie obu osobowości, które miały decydujący wpływ na wiele spraw dotyczących piłki nożnej. Jeden pan W. zmieniał futbol na zachodzie, drugi pan W. - w Polsce. Mamy efekty!

W przypadku książki Wójcika nie ma sensu mówić o konkretach. To nużąca mieszanka megalomanii i merytorycznych błędów wynikających z faktu, że Wójcikowi źle się coś zapamiętało. Darujmy sobie jego wizję futbolu, sugestie jak powinien wyglądać, jak powinien się zmieniać. Żebyście poczuli smak jego specyficznej narracji przytoczę zdanie o Legii. Jakbym czytał wynurzenia menela po dwóch flaszkach:

"Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że mam Legię w sercu. (...) Dlatego serce mi się kraje, kiedy widzę, jak przegrywa z ogórami (...). Zdobycie mistrzostwa to powinno być dla Legii małe pierdnięcie a nie wielki wysiłek. Powtórzę po raz tysięczny - każdy kto usłyszy słowo "Legia", powinien dostawać biegunki ze strachu!"

Tego typu bełkotu jest znacznie więcej, właściwie całość jest bełkotliwa, dlatego szkoda czasu na uważne czytanie. W książce Wójcika zająłem się więc czymś konkretnym.

Poniżej spis tego co jest w tej książce najbardziej konkretne. Być może w ogarnięciu błędne, ale przy liczeniu zaczęło mi się kręcić w głowie.

Otóż autor budując narrację użył następujących słów:

ciule (1 raz, jeśli dalej bez szczegółów to właśnie raz), cioty, cycki, chuj - 10 razy (wersje odrębne: w chuj - 2, w chuja - 2  od chuja - 2, chuja trudno), chuje - 2, chujowe, chujstwo; dojebiemy; dupa - 7 (wersje odrębne: w dupie, dali dupy); dupeczki - 4; dupy - 3 (dupy do wyruchania); gówno - 4; jebać, jebała, jebany - 3, jebnać, jebnął, jebnęli - 2, jebnąłem; kurewsko - 4, kurwa - 31 (liczba mnoga - 5 oraz kurwa nędza); najebał - 2, najebka, nakurwiały, napierdala, napierdalać - 2, napierdalanka, napierdałałem, napierdalałby, napierdolony; nasrali; nie wkurwiaj; obsraj, odpierdalać, odpierdolić - 2, opierdalali, opierdalany, opierdolił, opierdolić - 2, opierdolili, opierdoliłem, opierdoliliście, pierdnięcie, pierdol, pierdolnąć, pierdolenie - 4 (w tym o Szopenie), pierdolnęli, pierdolnęliśmy, pierdolił - 3, pierdoliło, pierdolnie - 3, pierdolnął - 2, pierdolnęło, pierdolnik, pierdzielce, podpierdolił, podymać, pojebało, poruchać - 2, przejebane, przypierdolić - 3, przypierdoli - 2, przypierdolił - 2, przypierdalał, rozjebać - 2, rozjebanie - 2, rozpierdolić, rozpierdolili, ruchać, ruchanie, skurwiel, skurwiele, skurwysyn - 3, skurwysyny - 2 (skurwysynów, skurwysynu), spierdalaj - 3, spierdalał, spierdalali, spierdalać - 5, spierdalajcie, spierdalali, sracz, srasz, upierdolił, wjebali, wkurwiałem, wkurwiałem się, wkurwia, wkurwiało, wkurwiały, wkurwieni, wkurwił - 5, wkurwiłem się, wkurwiony - 2, wpierdalał, wpierdol - 3, wpierdolą, wpierdolić - 3, wpierdolił, w pizdu - 4, wyjebał, wyjebane, wypierdalać, wypierdalaj, wypierdol, wypierdolę - 2, wypierdoli, wypierdolił się - 1, wypierdoliły, wysrał, zadupczyć, zajebał, do zajebania, zapierdalać, zapierdalaj, zapierdalasz, zapierdalał - 7, zapierdalałby - 2, zesrany, zesrani, zesra się, zjebał, zjebie a także dwa  - jak je nazwałem - wójcikizmy: kraby- sraby oraz konta-sronta.

PS Jeśli chcecie przepłukać usta to TUTAJ jeszcze recenzja o Cichej. Ruch Chorzów naprawdę ma szczęście.

13:22, pavelczado , Książki
Link Komentarze (19) »
Archiwum