środa, 11 października 2017
¡Tricampeones!

1978: Mario Kempes.

1986: Diego Maradona.

2018: Leo Messi. Ugć-ugć-ugć-ugć...

Gracias.

wtorek, 10 października 2017
Strażak

Byłem w miejscu gdzie piaski mówią "dobranoc". Prawie dokładnie w tym samym czasie kiedy Polska wywalczyła awans na mundial w meczu z Czarnogórą o ten sam awans walczył Egipt.

Nigdy dotąd czegoś takiego nie widziałem. Nie wiem czy polska telewizja pokazywała jakieś fragmenty. Egipcjanie bardzo męczyli się z Kongijczykami, bez sensu grali górne piłki, rywale są skoczni i świetnie zbudowani. Kiedy jednak po godzinie gry Mohamed Salah (tamtejszy Lewandowski) sprytnie przerzucił piłkę nad bramkarzem Egipt odleciał. Przyleciał kiedy pięć minut przed końcem goście przeprowadzili nieoczekiwaną kontrę i wyrównali po cudownym strzale z woleja. W oczach starszych ode mnie mężczyzn widziałem łzy. Sędzia doliczył jednak pięć minut i pod sam koniec doliczonego czasu podyktował karnego dla gospodarzy. Egipt znów odleciał. Trybuny szalały. Nie tylko mężczyźni, także mnóstwo kobiet - wcale nie zakwefionych. Salah zdobył decydującą bramkę i po tym co działo się dalej można by uznać, że w historii Egiptu znaczy tyle co Chufu, Chafre i Menkaure.

Reakcja publiczności była nieporównywalna z tym co dzieje się na meczach w Europie. Przy pierwszym golu Salaha wbiegło na murawę mnóstwo ludzi, którzy nie powinni tam być. Choćby... strażak (taki jakby go prosto od pożaru odciągnęli), który wbiegł żeby poklepać Saleha po policzku. A po drugiej bramce kiedy Salah bił z wdzięcznością czołem o murawę obok niego bili czołem również fotoreporterzy... Żeby było jasne: potem sędzia zarządził kontynuowanie gry.

- Może spotkamy się w jednej grupie? - zapytałem po spotkaniu jednego z autochtonów. - No to uważajcie - odparł ze śmiechem.

PS Po powrocie dowiedziałem się ze zdumieniem, że na meczu młodzieżówki z rówieśnikami z Białorusi na Stadionie Śląskim było prawie 30 tysięcy ludzi.

Halo, tu kosmos! Zapraszamy!

poniedziałek, 02 października 2017
Stadion Śląski. Potęga. Elegancja. Przyszłość

Byłem wczoraj rano na Stadionie Śląskim i do tej pory trzyma mnie to wrażenie: jestem autentycznie zachwycony.

Bardzo podobała mi się reakcja moich rodziców, którzy na co dzień nie bywają w takich miejscach jak stadion: byli autentycznie zachwyceni.

Przyglądałem się jak tłumy ludzi reagują na ten obiekt i mam całkowitą pewność: modernizacja naszego Śląskiego była doskonałym pomysłem. To znowu będzie kluczowy obiekt dla polskiego futbolu, polskiej lekkoatletyki i polskiego żużla.

Będzie to również najważniejsza arena w Polsce jeśli chodzi o wielkie wydarzenia muzyczne (słyszałem już potwierdzenia ludzi, którzy interesują się tym bardziej niż ja, zwłaszcza kiedy porównują warunki do takich imprez na Stadionie Narodowym w Warszawie  - który co trzeba w tym miejscu zaznaczyć również jest wspaniały). 

Jestem szczęśliwy, że doczekałem tej chwili. Stadion będzie miał we mnie wiernego kibica i uczestnika wielkich wydarzeń, które niewątpliwie będą tam miały miejsce.

Dziękuję wszystkim, którzy spowodowali, że ten dzień wreszcie nadszedł. Potęga. Elegancja. Przyszłość.

Nie ma sensu dodawać niczego więcej. 

niedziela, 01 października 2017
Szacunek dla Piasta. Pogarda dla jego kiboli

Byłem dziś w Zabrzu na jedynych obecnie ekstraklasowych derbach Górnego Śląska. Działo się.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem gry Piasta Gliwice. Przyjeżdżał na stadion rozpędzonego lidera jako drużyna z ogona tabeli i trzeba bez ogródek przyznać, że dał radę. Spokojnie obroniłaby się teza, że przegrał niezasłużenie, bo stracił jedynego gola po karnym, którego nie powinno być. Widać, że Waldemar Fornalik i jego sztab uważnie przeanalizował sposób gry Górnika i potrafił wyciągnąć wnioski. Piast przez większość meczu bardzo umiejętnie neutralizował gospodarzy. Na tyle, że zabrzanie nie tyle nie potrafili wykorzystać sytuacji co w ogóle ich stwarzyć! 

Słyszałem opinie, że Górnik zagrał słaby mecz, ale nie mogę się z nimi zgodzić. Moim zdaniem przede wszystkim to gliwiczanie zagrali świetny! Konsekwentnie realizowali wytyczne z szatni. Bardzo podobali mi się dziś Hebert i Aleksandar Sedlar (ten ostatni to paskudnie złośliwy zakapior, ale przecież każda drużyna takich potrzebuje).

Niemniej brawa dla Górnika, bo jeszcze raz powtórzę: silne drużyny poznaje się po tym, że wygrywają nawet jeśli im nie idzie.

Jednak jak dobre wrażenie stworzył w Zabrzu Piast tak fatalne - jego kibole. Nieuszanowanie minuty ciszy to jedynie chamstwo, ale rzucanie petardami na sektory gdzie poniżej siedzieli  normalni, niczego nie spodziewający się kibice Górnika (były tam również dzieci) to już zwykły bandytyzm. A bandziorów trzeba traktować jak bandziorów - z całą należną surowością.

Dlatego gratulując Waldemarowi Fornalikowi drużyny z którą, spodziewam się, jeszcze wiele osiągnie jednocześnie współczuję, że musi znosić tałatajstwo robiące Piastowi złą robotę. 

PS Dziękuję Ekstraklasie jako patronowi "Opowieści o złotych latach". Widzieć na bandach ledowych podczas ligowego meczu własne nazwisko jako autora książki o Górniku to zaskakujące - przyznaję - przeżycie. 

sobota, 30 września 2017
Jak zostałem Dariuszem Szpakowskim

Na stadionie Górnika Zabrze odbyła się wczoraj premiera mojej książki o tym klubie. Przybyło wielu wspaniałych gości, ciągle jestem tym faktem wręcz onieśmielony. Będę długo wspominał tę imprezę, kilkadziesiąt minut zleciało w mig. Serdecznie wszystkim dziękuję, jestem wyjątkowo wdzięczny. Od ludzi słyszę, że było fajnie.

PS Przy okazji chcę Wam wspomnieć, że dziś wieczorem w katowickim kinie Kosmos jest premiera filmu "W kotle czarownic". Opowiada o Najwspanialszym Stadionie Świata - chyba nie muszę wyjaśniać o jaki chodzi.

W związku z tym filmem doszło do zabawnego wydarzenia. Kanałami czadoblogowymi dowiedziałem się, że jest kręcony i z tej okazji na Stadionie Śląskim pojawi się plejada gwiazd. Górnika reprezentowali Stanisław Oślizło i Jan Banaś, Ruch - Eugeniusz Lerch, GKS - Gerard Rother, Zagłębie - Józef Gałeczka.

Gwiazdom chciałem wręczyć własną książkę o Górniku, pojechałem więc na stadion z kilkoma egzemplarzami. Pogadałem, powręczałem i już miałem wychodzić kiedy podszedł do mnie reżyser. Wyglądał na zdesperowanego.

Usłyszałem prośbę o pomoc. Okazało się, że kamery się grzeją, mikrofony przebierają nogami, ekipa filmowa gotowa do startu, ciśnienie rośnie z minuty na minuty. O stadionie mają przechadzać się i opowiadać Jacek Laskowski z Dariuszem Szpakowskim.

Wszystko jest w najlepszym porządku, ale nagle okazuje się, że... jednak nie. Jacek Laskowski jest już na miejscu, ale nie pojawia się drugi komentator. Szpakowski w ostatniej chwili informuje, że nie dojedzie, a scenariusz jest przygotowany na dwóch. Co robić? Wiecie - dzień zdjęciowy to dzień zdjęciowy... "Czy mógłby pan zastąpić Dariusza Szpakowskiego"? - usłyszałem.

Kto zna Czadobloga ten wie, że nie odmawia pomocy choć tym razem przyznaję: byłem w rozterce. Z reguły ubieram się bowiem mocno nietelewizyjnie, mówiąc wprost: jestem dresiarzem. A w dresie trudno - przyznacie - występować w filmie dokumentalnym. Poza tym miałem interes na mieście. Mogłem być wolny za dwie godziny.

Filmowcy działają jednak szybko i szybko podejmują decyzje. "Załatwimy panu kapotę". Zgodziłem się - szczerze pisząc z przyjemnością, bo o Stadionie Śląskim mogę dużo i chętnie. Uwielbiam bezgranicznie ten obiekt od dziewiątego roku życia czyli już dość długo. Wiele na nim przeżyłem. 

W efekcie wbiłem się w skórzaną marynarę (żeby było jasne  - na co dzień w takiej nie chodzę) i wspólnie z Jackiem Laskowskim (okazuje się, że to świetny facet!) poopowiadaliśmy o Śląskim przed kamerami, a przede wszystkim pogadaliśmy o nim z gwiazdami sprzed lat. Przekonałem się, że każdy z tych wspaniałych piłkarzy pamięta ten obiekt z innych powodów i każdy - tak mi się wydaje - kocha go podobną miłością jak ja. 

Jestem bardzo ciekaw jaki jest końcowy efekt. Dziś w Kosmosie pokaz premierowy.

Do zobaczenia.

PS Już po projekcji. Cieszę się, że wziąłem udział w tym przedsięwzięciu. Fajnie wyszło. Gratuluję autorom i z czystym sumieniem polecam:)

środa, 27 września 2017
Buziaki

"Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" jest już w księgarniach. Sygnały, które do mnie dochodzą są bardzo miłe. Nie słyszałem jeszcze złej opinii kogoś kto ją przeczytał.

Cieszę się, bo już w najbliższy piątek na stadionie Górnika uroczysta premiera książki. Zapowiedziało się wiele gwiazd. Jestem zaszczycony i onieśmielony.

Żeby nie było tak słodko muszę wspomnieć o sms-ach, które od pewnego czasu dostaję. Oto jeden z nich:

"Czemu Pan szanowny nie pisze o Górniku Zabrze jako o klubie złodziei, bandytów i przede wszystkim o klubie co dostał wszystko od komunistów? Zbudowaliście sobie legendę na swoją miarę. GZ to stalinowskie ścierwo a pan to dyletant i śmieszny pseudoznawca piłki. Zabrzańskiej kurwie zawsze naród życzy co najgorsze. A kibice Górnika to wsioki. Jebać kurwę z zabrza i śmierdzące zabrze. Chuj wam w dupę, żydki".

Jako dziennikarz sportowy działający od tylu lat na Śląsku przyzwyczaiłem się już, że jestem "chujkiem", bo łaskawym okiem patrzę na Górnika, Ruch, GieKSę, Polonię, Piasta, Szombierki i tak dalej [niech każdy sobie wpisze co uważa, to się zmienia w zależności od wydarzeń, pór roku itd].

Dlatego niewstrząśnięty i niezmieszany przesyłam nadawcy zarówno tego sympatycznego sms-a  - jak i kilku innych - gorącego buziaka.

niedziela, 03 września 2017
Niektórzy robią kariery!

O cholera, kolega z ogólniaka właśnie sędziuje finał mistrzostw Europy w siatkówce!

Tak się całkowicie przypadkowo złożyło, że akurat przeprowadziłem z nim wywiad o zmianach jakie zaszły w jego ukochanym sporcie w ciągu ostatnich lat. A zmieniło się ogromnie, na co wpływ miały przede wszystkim nowe technologie. O rozmiarach tych zmian taki laik jak ja nie miał nawet pojęcia. Okazuje się, że w siatkówce nie chodzi tylko o wideoweryfikację, ale kilka innych zaskakujących wątków. Koniecznie przeczytajcie TUTAJ!

Po rozmowie z Wojtkiem Maroszkiem mam pewność, że nowe technologie akurat w siatce to błogosławieństwo. Nie jestem jednak przekonany, że identycznie jest w przypadku piłki nożnej. Cuda w meczu Śląska Wrocław z Cracovią i błąd arbitra Szymona Marciniaka mnie w tym utwierdziły. Wygląda na to, że są sporty gdzie wideoweryfikacja sprawdza się idealnie i takie gdzie niekoniecznie. A może nie mam racji? 

PS Moja nowa książka "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" ukaże się 15 września. TUTAJ możecie przeczytać jej fragment o wyjazdach do Ameryki: "Zakaz karmienia dzieci!"

piątek, 01 września 2017
Ta drużyna może być naprawdę wielka

Nie wiem dlaczego, ale klęska reprezentacji Polski w Danii spływa po mnie jak po kaczce. Zdarza się. Nie wierzę by poważni kibice mogli uwierzyć, że zespołowi Adama Nawałki się to nie zdarzy.

W różny sposób ocenia się poziom drużyny. Być może jednym z nich jest moment, w którym zbiera bolesne baty.

Każdy kiedyś zbiera baty - chodzi o to żeby straty były jak najmniejsze, a nauczka jak największa. Być może to właśnie przydarza się reprze. Osobiście uważam, że baty przydarzyły się Polsce w idealnym momencie.

Po pierwsze: lepiej przegrać w taki sposób dokładnie w tym momencie eliminacji, a nie w 1/8 finału mistrzostw świata.

Po drugie: lepiej przegrać raz 0:4 niż cztery razy 0:1.

Po trzecie: ten nokaut jest właściwie bezbolesny. Ciągle Polska jest liderem grupy. Od niej wszystko zależy.

Ta drużyna ciągle może być jeszcze wielka. Dlatego wszelkie żale, płacze i narzekania przyjmuję do wiadomości, ale mam je gdzieś. Najważniejsze żeby wyciągnąć jakieś konstruktywne wnioski. Na narzekanie przyjdzie czas kiedy Polska w którymś momencie odpadnie. Głowy do góry. Ciągle jesteśmy w lepszej pozycji niż Duńczycy.

Zdrowie!

wtorek, 29 sierpnia 2017
Czas skończyć z monopolem Warszawy

Zaproszenie dawnych gwiazd Barcelony i Realu na ponowne otwarcie Stadionu Śląskiego to całkiem dobry pomysł. Na starcie powieje wielkim futbolowym światem.

Jeśli się uda będziemy mieli okazję pierwszy raz zobaczyć na Śląskim wielu byłych wybitnych piłkarzy. Choćby Ronaldinho - Brazylijczyk nigdy wcześniej w Chorzowie nie był, może uda się chociaż teraz? Nie mówcie, że nie chcielibyście go zobaczyć. To ciągle żwawy 37-latek, który uwielbia sztuczki techniczne.
Jednak tak naprawdę Stadion Śląski wraca do żywych przede wszystkim po to, żeby znowu gościła w Chorzowie reprezentacja Polski. Przypominam, że w 1993 roku Polski Związek Piłki Nożnej nadał mu - jako pierwszemu w Polsce - status Stadionu Narodowego. Przypominam również, że nigdy nie cofnął tej rekomendacji.

Oczywiste jest, że nikt na Górnym Śląsku nie może uzurpować sobie praw, by każdy mecz biało-czerwonych o punkty rozgrywać w Chorzowie. To byłoby niesprawiedliwe. Ale Śląski nie miał monopolu na kadrę: w latach 60. biało-czerwoni grali w Chorzowie (także towarzysko) - 12 razy, w złotych latach 70. - 10 razy, w latach 80. - 8. razy.

Byłoby wspaniałą wiadomością gdyby przynajmniej RAZ W ROKU polska reprezentacja grała w Chorzowie mecz międzypaństwowy. Jedno jest dla mnie jest oczywiste: należy jak najszybciej skończyć z monopolem Stadionu Narodowego w Warszawie na mecze reprezentacji Polski o punkty. W 2015 roku Polski Związek Piłki Nożnej przedłużył ze spółką PL.2012+ umowę na wynajem Stadionu Narodowego. Na jej mocy piłkarska reprezentacja Polski wszystkie mecze eliminacji mistrzostw Europy i mistrzostw świata będzie rozgrywać w Warszawie co najmniej do końca 2020 roku. Pacta sunt servanda, ale miejmy nadzieję, że nie „co najmniej” a „co najwyżej”!

„Stadion Narodowy w Warszawie jest wspaniały i powinny się na nim odbywać mecze reprezentacji Polski”. To zdanie polega na prawdzie. Ale zdaniu „Stadion Narodowy w Warszawie jest wspaniały i tylko tam powinny się odbywać mecze reprezentacji Polski” - mówimy nie. Bo Stadion Śląski jest równie wspaniały jak ten warszawski. I znowu, po latach, zasługuje na wielkie mecze reprezentacji Polski.

Czego państwu i sobie życzę.

czwartek, 24 sierpnia 2017
Cztery piwska i dwie lufy

Polską ligę oglądam namiętnie, wystarczy żebym miał czas - obejrzę każdy jej mecz w dowolnym zestawie rywali. Z Bundesligą jest to niemożliwe o tyle, że ta liga nie wywołuje moich namiętności. Na Śląsku znam jednak wielu ludzi – i to będących powszechnie kojarzonymi z innymi dziedzinami życia społecznego – którzy ją uwielbiają. Jednym tchem potrafią wymienić skład Bayernu (brrrr....), Schalke lub jednej czy drugiej Borussii. Musiałbym być oczywiście wariatem żeby nie doceniać Bundesligi. Doceniam, ale osobiście na jej punkcie nie szaleję.

Szaleję natomiast na punkcie książki Ronalda Renga. Muszę przyznać, że mnie urzekła. W niezwykle pomysłowy sposób odmalowuje dzieje dużo młodszej siostry naszej ligi (przypominam, że aż o 35 lat). To fantastyczna, świetnie skonstruowana, oryginalna i wartka opowieść. Najbardziej lubię kiedy o powszechnie znane historie opowiada się w niebanalny i nowatorski sposób. Tak właśnie o Bundeslidze opowiedział bardzo utalentowany Ronald Reng.

Spoiwem tej historii jest życiorys postaci z punktu widzenia polskiego czytelnika marginalnej. 79-letni Heinz Höher był piłkarzem Bayeru Leverkusen, Meidericher SV, holenderskiego Twente i Bochum. Od razu wziął się za trenerkę, pracował w zawodzie do 1996 roku, m.in. w Bochum, Duisburgu, Düsseldorfie i Norymberdze. Można by przyznać, że nie są to kluby mogące przyprawiać przeciętnego polskiego kibica o zawrót głowy. Niemniej – jak się okazuje – to właśnie Höher wszystko widział, wszędzie był i wszystko przeżył. Jego losy nierozerwalnie splątane z niemieckim futbolem są tak niebanalne i zajmujące, że momentami aż nie do uwierzenia.

Mnie bardzo się podoba sposób w jaki w tej książce pokazywane są zmiany. Bo zmienia się wszystko: nastawienie, mentalność, podejście do zawodu i ilość pieniędzy. Wątków o których mógłbym gadać i gadać jest wiele. Dletego zacytuję tylko jeden fragmencik. „Już wiele razy po bolesnych porażkach [Höher] odczuwał w sobie taką nagłą pustkę. Według jego wiedzy na określenie tego stanu nie było żadnego fachowego terminu medycznego choć przecież psychika zaczęła odgrywać w niemieckim sporcie znaczącą rolę najpóźniej w momencie gdy Boris Becker wyznał, że wygrywa swe mecze dzięki mentalnej sile. Ale poczucie psychicznego wyczerpania uznawano za słabość i aby ją pokonać, Heinz Höher musiał sobie walnąć od czasu do czasu cztery piwa i dwie lufy i zachowywać się tak jakby mu nic nie dolegało.”

Ciekawe ile razy niemoc, brak umiejętności radzenia sobie z poczuciem psychicznego wyczerpania oraz poczucie, że to coś wstydliwego wyprowadziła na manowce ludzi futbolu w naszym kraju.

O polskiej lidze nikt jeszcze w nie napisał w taki sposób jak Reng o Bundeslidze.

Przeczytałbym.

 

***

Ronald Reng

Bundesliga. Niezwykła opowieść o niemieckim futbolu

wyd.SQN (2017)

 

18:30, pavelczado , Książki
Link Komentarze (5) »
Archiwum