niedziela, 16 lipca 2017
Fajny mecz widziałem

Zgodnie z oczekiwaniami Górnik Zabrze pokonał Legię Warszawa na inaugurację ligi. Okazało się, że Czadoblog jest pesymistą, typowałem tylko 2:1 (mam świadków).

Co mi się podobało:

a) że Górnik grał jakby był wyrachowanym skurczybykiem co o tyle dziwi, że do tej pory piłkarze KSG, którzy wystąpili dziś w podstawowym składzie nie rozegrali łącznie w ekstraklasie nawet stu meczów! (Michał Koj - 49, Kurzawa - 40, Mateusz Wieteska - 4). Dla większości z tych zawodników był to debiut na tym poziomie rozgrywek! Sprawić żeby zespół niedoświadczony grał jakby był bardziej doświadczony od doświadczonego przeciwnika to sztuka. Byłem pod wrażeniem tym bardziej, że "niedoświadczony" beniaminek modelowo położył na łopatki "doświadczonego" mistrza;

b) że w Zabrzu ludzie decyzyjni zachowują spokój. Po meczu spytałem trenera Marka Kasprzyka (Marcin Brosz musiał odcierpieć "winy" więc z powodu impulsywnego zachowania w poprzednim sezonie więc nie mógł być na ławce podczas meczu), który moment meczu był najtrudniejszy. Odparł, że ten kiedy kontuzji doznał Michał Koj. Akurat wtedy zabrzanie stracili gola, wydawało się, że Legia może jeszcze próbować myśleć o czymś więcej. Koja zastąpił środkowy pomocnik, rekonwalescent Erik Grendel i - jak się okazało - to był dobry pomysł.

Ale żeby było jasne - Marcin Brosz wie, że przyjdzie trudny moment i nie jest tak, że "skoro klupnęliśmy Legii to klupniemy teraz wszystkim". 

c) że to wyrachowanie Górnika wychodzi w niespodziewanych momentach. Kiedy po godzinie gry debiutant Damian Kądzior schodził z boiska mogłoby się wydawać, że powinien zastąpić go obrońca, bo warto było bronić dwubramkowego wówczas prowadzenia. To była jednak odpowiedź na to, że kilkadziesiąt sekund wcześniej na boisko wbiegł w Legii Krzysztof Mączyński. Sztab Górnika posłał do gry Davida Ledecky'ego. Słowak związał Mączyńskiego. Zaraz po tych zmianach padła trzecia bramka dla Górnika. Brosz po meczu przyznał, że ta zmiana była zaplanowana.

d) świetne zachowanie drużyny Górnika przy pierwszej bramce. Rafał Kurzawa dośrodkował z rzutu rożnego. Uderzył na tyle wysoko, że nikt nie zdołał jej wybić - ani obrońcy, ani bramkarz. Wylądowała na głowie zamykającego drugą stronę Mateusza Wieteski, który głową posłał piłkę do środka. Takie zagrania są bardzo niebezpieczne co tym razem udowodnił Dani Suarez;

e) świetne zachowanie drużyny Górnika przy drugiej bramce. Wyjście z opresji na własnej połowie i modelowo rozegrany kontratak zakończony samotnym biegiem Angulo sprawił, że poczułem uniesienie, a nie unoszę się już z byle powodu... Bask czuł się na tyle pewnie, że miał czas by w biegu się jeszcze obejrzeć. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Legioniści chyba go trochę zlekceważyli, bo po przerwie też strzelił gola biegnąć sam na bramkarza. Ma 33 lata a nie dał się dogonić. Cóż, w tym wieku ciągle można szybko biegać;

f) znakomita gra bramkarza Tomasza Loski. Zachował się bez zarzutu przy wszystkich trudnych momentach - świetnie radził sobie z trudnymi strzałami Guilherme (gdybym któregoś piłkarza z Legii miał polecić do Górnika to właśnie tego) i Hamalainena. Przy golu Armando Sadiku nie miał szans. Ogólnie grał jednak bardzo pewnie, wytrzymał presję i może być mocnym punktem tej drużyny na długo;

g) gra Legii. Ten zespół naprawdę potrafi grać w piłkę, trzeba to przyznać. Na pewno nie można go lekceważyć, jeszcze niejednemu ligowemu rywalowi urwie punkty. Tym razem trafił po prostu na lepiej dysponowanego rywala. To się zdarza. Brawa jednak dla gości, że nie grali kunktatorsko i nie zepsuli tego widowiska.

h) dżentelmeńskie zachowanie Jacka Magiery. Trener Legii przyznał po meczu, że zwycięstwo Górnika jest zasłużone i "podziękował gospodarzom za lekcję".

Co mi się nie podobało:

Szkoda, że takimi dźentelmenami nie są fani drużyny przyjezdnej, którzy po meczu - kiedy piłkarze gospodarzy biegli pod trybunę kibiców żeby pocieszyć się zwycięstwem - ryczeli na melodię używaną przez fanów gospodarzy hasło "jebać Górnik jak za dawnych lat". Wiadomo, że stadion to nie opera, ale wiadomo też, że jednak nie chlew. Mecz meczem, ale warto uznać kiedy rywal rzeczywiście jest lepszy od naszych ulubieńców, jak sądzicie? Oczywiście nie każdy musi o tym wiedzieć, obycie wynosi się z domu.

Reasumując: to będzie naprawdę ciekawy sezon!

PS Cieszę się, że nic nie stało się Arkadiuszowi Malarzowi. 

sobota, 01 lipca 2017
I ty możesz kupić dom od Włodzimierza Lubańskiego

Legenda polskiej piłki chce sprzedać dom w Gliwicach. Wiem to od Darka Czernika, kustosza niezwykłej wystawy, którą właśnie otwarto w Zabrzu. Przed jej obejrzeniem kibice Górnika powinni zażyć środki uspokajające, bo mogą wpaść w ekstazę. 

Darek szukał pamiątek do wystawy i świetną niespodziankę zrobił mu Włodzimierz Lubański. Akurat przebywał w Gliwicach i zadzwonił do klubu. Czernik razem ze Stanisławem Oślizło pojechali do niego i sławny napastnik przekazał trzy torby niezwykłych pamiątek.

Jakich? Porozmawiałem o tych fantach z Darkiem. Właściwie nie musiałem zadawać pytań. O tak cennych pamiątkach rzeczywiście aż chce się mówić. A przecież pamiątki od "Włodka" to ledwie wycinek wycinka kolekcji, którą można zobaczyć, a Lubański to tylko jeden z licznego grona byłych piłkarzy, którzy dołożyli cegiełkę do tego dzieła. Szczegóły co można zobaczyć na wystawie - TUTAJ.

Jeśli będziecie na Śląsku - musicie to zobaczyć. To doprawdy niezwykłe materialne dowody na wspaniałość dawnych futbolowych czasów Zabrza. 

Wystawa w Muzeum Miejskim przy ul. Powstańców Śląskich 3 będzie otwarta do 19 sierpnia. 

niedziela, 25 czerwca 2017
Pseudopatriotycznemu bełkotowi mówię "nie"!

Ludzie chłoszczą młodzieżową reprezentację po nieudanych młodzieżowych mistrzostwach Europy, nasze społeczeństwo zawsze było w chłostaniu dobre.

Muszę przyznać, że ta reprezentacja w ogóle mnie nie zawiodła, bo nie wiązałem z nią żadnych nadziei. Szczerze pisząc nigdy nie wiążę żadnych nadziei z młodzieżowymi reprezentacjami. Ich występy - nawet te oficjalne - traktuję zawsze i wyłącznie tylko jako szkoleniowe. Jeśli odnoszą sukcesy na międzynarodowym poletku to dobrze, jeśli nie odnoszą - mam to gdzieś.

Wydaje mi się, że obecne chłostanie wynika z pseudopatriotycznego tromtadractwa, które zawsze jest wynikiem kompleksów. Wielu ludzi ubzdurało sobie, że zawaliliśmy jakąś ważną imprezę. W dodatku rozgrywaną u nas. Powtarzam: mistrzostwa Europy do lat 21 to impreza trzeciorzędna. Liczy się tylko i wyłącznie pierwsza reprezentacja Polski. Wstydem było zawalenie Euro 2012, tu się w pełni zgodzę. Ale teraz? Pograli, nie dali rady i tyle. Kto uważa, że to zapowiedź przyszłości - nie ma moim zdaniem racji. W młodzieżowych kadrach zawsze chodziło tylko o to żeby paru jej najlepszych piłkarzy trafiło potem do pierwszej reprezentacji.

A to marudzenie, że tej kadry nie wzmocnił na turniej choćby Arkadiusz Milik... Bardzo dobrze, że nie wzmocnił. Po cholerę - ma się cofać w rozwoju. Tak samo nie mam pojęcia po co zagrał Linetty. W tym turnieju powinni według mnie występować tylko ci piłkarze, którzy nie znaczą jeszcze nic dla pierwszej reprezentacji. To szukanie za wszelką cenę sposobów żeby ta kadra była jak najmocniejsza i to parcie na jej wynik zwyczajnie mnie mierzi.

Oczywiście to fajnie, że ta impreza budzi w Polsce zainteresowanie, jest głód na dobrą piłkę. Ale to przecież tak naprawdę jest turniej o złoty ogórek. Wywalczenie złotego ogórka nie daje rękojmi wywalczenia mistrzostwa świata.

 A już całkowicie rozśmiesza mnie pomysł, że Marcin Brosz mógłby w przyszłości zostawić Górnika Zabrze dla młodzieżowej drużyny narodowej. Sorry, ale co on by tym zyskał? To jak przesiąść się z samochodu na skuter.

Zamienić zawodową legendarną drużynę klubową z tradycjami po zrobieniu z nią awansu na "produkt pomocniczy"? Odpuścić ten niezwykły tygodniowy rytm, który zawsze napędza ludzi piłki na jakieś tam mecze, którymi i tak - poza mistrzostwami rozgrywanymi w Polsce - mało kto się interesuje.

Nigdy nie uwierzę, że Marcin Brosz zgodziłby się na taki pomysł. 

PS  W całej tej zawierusze związanej z Ruchem Chorzów zabrakło - jak dotąd - spojrzenia bardzo ważnego człowieka dla tej historii. Dlatego razem z Wojtkiem Todurem spotkaliśmy się więc z Waldemarem Fornalikiem. Szkoleniowiec pierwszy raz - po dłuższej chwili milczenia - zdecydował się przedstawić własny punkt widzenia.

Szczegóły - TUTAJ.

13:24, pavelczado , żal
Link Komentarze (11) »
wtorek, 20 czerwca 2017
Piłkarz Górnika Zabrze a Erazm z Rotterdamu

Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze, wieloletnia podpora tego klubu, postanowił poddać się badaniu wariografem. Na zastosowanie wykrywacza kłamstw namówili piłkarza jego znajomi kibice z grupy Torcida. Od pewnego czasu zaczęły bowiem krążyć plotki, że Danch jest zamieszany w sprzedawania meczów i obstawianie wyników u bukmachera. Zawodnika, który właśnie podpisał kontrakt z Arką Gdynia widocznie to bolało.

Nie wiem czy na jego miejscu poddałbym się takiemu badaniu. To forma tłumaczenia się przed innymi. Gdybym był niewinny, nie zależałoby mi na tym co sądzą inni. „Nigdy się nie tłumacz. Przyjaciele i tak zrozumieją, wrogowie i tak nie uwierzą” - nie mam pojęcia czy Danch zna tę złotą myśl Erazma z Rotterdamu, ale wiem, że się do niej nie zastosował. Piłkarza można jednak zrozumieć, bo w pewnym momencie w kibicowskim światku na języki wzięto też żonę byłego kapitana zabrzańskiej jedenastki. Plotkowano, że obstawia wyniki za granicą.

Po tym, gdy Danch z powodzeniem przeszedł badania wariografem kibice z Torcidy ogłosili, że nie brał udziału w sprzedawaniu meczów żeby osiągnąć korzyści w zakładach bukmacherskich i nie uczestniczył w żadnych nieczystych działaniach.

Piłkarz może odetchnąć, choć przypuszczam, że pewna przygnębiająca myśl będzie go długo uwierać. Ta otóż, że ostatnim ligowym meczem Górnika, w którym zagrał w wyjściowym składzie, jego zespół poniósł zawstydzającą porażkę z najgorszym w ligowej stawce MKS-em Kluczbork. Tydzień później pograł jeszcze w ostatnich minutach meczu z Olimpią w Grudziądzu, ale wychodzi na to, że były kapitan Górnika nic nie wniósł do niezwykłej zwycięskiej passy swojej drużyny z końcówki sezonu, dzięki której zespół z ulicy Roosevelta wrócił do ekstraklasy.

Mam tylko nadzieję, że sprawa Dancha nie stanie się zachętą dla innych kibiców innych drużyn. Bo źle by było, gdyby za każdym razem - gdy zespołowi wiedzie się gorzej, niż tego oczekują kibice - przyczyny szukać poza boiskiem, a podejrzewanych o nieetyczne zachowania piłkarzy tresować wariografem. Bo ten, kto by odmówił, z miejsca zostałby ogłoszony sprzedawczykiem. 

A wtedy prawda nie byłaby najważniejsza.

PS Zrobiłem szybki wypad do Pragi, w której nigdy dotąd nie byłem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie Velký strahovský stadion. Wrażenie przygnębiające. Całe szczęście, że to nigdy nie była świątynia futbolu.

niedziela, 11 czerwca 2017
Co dalej z reprezentacją Polski

Siła naprawdę mocnej polskiej reprezentacji moim zdaniem nigdy nie opierała się na jakości jej największych gwiazd. To co pokazuje w tych eliminacjach Robert Lewandowski jest niezwykłe, ale zaraz nasuwa się wątpliwość - "a co jeśli coś mu się przytrafi albo zakończy karierę". Czy bez niego reprezentacja Polski byłaby dziś jak Jacques Anquetil tak daleko przed peletonem?

Nie mam oczywiście zamiaru umniejszać zasług innych piłkarzy obecnej kadry, wszyscy spisują się znakomicie. Ale we wczorajszym meczu z Rumunią dostrzegłem coś co znacznie zwiększa mój optymizm przed mistrzostwami świata w Rosji.

Podczas ostatnich mistrzostw Europy biało-czerwoni walczyli wspaniale. Wydaje się, że z tamtej drużyny udało się wycisnąć maksimum. Najpiękniejsze jednak jest to, że to może być tylko drugi albo trzeci obóz przez atakiem szczytowym, że prawdopodobnie to nie było apogeum możliwości kadry Adama Nawałki (choć oczywiście nie można tego przesądzać).

Do rzeczy: we wczorajszym meczu najbardziej wcale nie podobał mi się Robert Lewandowski. Bardziej urzeczony byłem grą Piotra Zielińskiego. Jego bystrością, techniką użytkową, swobodą w poruszaniu, szybkością reakcji, nagłymi zmianami tempa i kierunków rozgrywania akcji.

To powinien być playmaker kadry na lata (dziś modne jest budowanie drużyn bez playmakerów, ale zwolennikami tej koncepcji są zazwyczaj ci, którzy nie mogą na kogoś takiego liczyć:). Wydaje mi się, że właśnie współpraca ciągle rozwijającego się Zielińskiego z Lewandowskim powinna być elementem, który mógłby wznieść reprezentację na jeszcze wyższy poziom.

W związku z tym rodzi się kilka ciekawych pytań. Przy założeniu, że Zieliński ma pewne miejsce w składzie (pamiętacie, że dla reprezentacji odkrył go jako nastolatka jeszcze Waldemar Fornalik) można zastanawiać się czy za nim powinno grać dwóch defensywnych pomocników (jak wczoraj) czy tylko jeden. Bo jeśli dwóch to gdzie znaleźć miejsce dla wracającego do pełnej dyspozycji Arkadiusza Milika?

Zawsze miło mieć takie dylematy. Przez ostatnie dekady te dylematy przypominały raczej problem człowieka dysponującego zbyt krótką kołdrą. Gdzie ustawić i jak wykorzystać tego najbardziej wartościowego piłkarza żeby ukryć braki.

Polska piłka rzeczywiście jest coraz silniejsza. Miło przypomnieć sobie czasy z dzieciństwa.

piątek, 09 czerwca 2017
Mariusz Klimek myśli o Śląsku. Ale Wrocław

Rozmawiałem dziś z Mariuszem Klimkiem, bo usłyszałem plotkę o jego zainteresowaniu Śląskiem Wrocław. Dla tego biznesmena zawsze będę miał mnóstwo szacunku - z prostego powodu. Nie znam bowiem nikogo kto w polskim futbolu z własnej kieszeni dałby tyle milionów ile wyłożył on by spłacić cudze długi. Milionów! To dzięki niemu Ruch Chorzów złapał kiedyś nowy oddech.

Wygląda na to, że Mariusz Klimek wsiąkł w futbol. Właśnie przyjął zaproszenie do jednej z grup biznesowych, która chciałaby przejąć Śląsk Wrocław. Oczywiście to kto przejmie ten klub nie jest jeszcze w ogóle przesądzone, ofert jest przecież kilka.

- Wiem co zrobić żeby we Wrocławiu i okolicach nastała moda na Śląsk. Wiem jak zbudować sportowe podwaliny pod przyszły sukces - mówi Klimek.

Żałuję, że nie decyduje się na dalsze działanie na Górnym Śląsku. Ale pamiętając przeszłość i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

niedziela, 04 czerwca 2017
Mam coś dla kibiców Górnika Zabrze!

Sposób w jaki Górnik Zabrze wywalczył awans do ekstraklasy robi na mnie ogromne wrażenie z trzech powodów.

Po pierwsze - dlatego, że tak piorunująca końcówka nie przydarza się zbyt często. Wreszcie Górnik złapał formę i miał szczęście w najważniejszych momentach. Do tego rywale potracili punkty. Jeszcze miesiąc temu w taki finisz Zabrza chyba nikt by nie uwierzył.

Po drugie - dlatego, że Górnik potrafił się podnieść w bardzo trudnej sytuacji. Kiedy targały nim konflikty, narzekali kibice, sytuacja finansowa wydawała się bez wyjścia... Wyszli z tego.

Po trzecie - dlatego, że zapewniając ten sukces trener Marcin Brosz jednocześnie umiejętnie buduje nowy zespół (niektórzy określiliby go nawet mianem "całkiem nowego"). Dzisiejszy mecz, który przesądził o awansie zabrzanie kończyli z pięcioma młodzieżowcami w składzie! Przyznacie - to jest sztuka.

Czadoblog gratuluje i chce obwieścić, że ma dla kibiców Górnika niespodziankę. Jakże przyjemnie wstrzeliła się ona w czas awansu!

Praca nad niespodzianką zajęła mi rok. Spędziłem mnóstwo czasu w różnych archiwach, bardzo wiele podróżowałem. Zjeździłem Śląsk, Niemcy, Szwajcarię i Belgię. Warto było. Poznałem wielu wspaniałych ludzi (ale i wielu znałem wcześniej). Słuchając ich opowieści czułem uniesienie, wzruszenie, oszołomienie, podziw, czasem złość lub niedowierzanie.

Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi - piłkarzami, trenerami, historykami, zdarzył się nawet artysta kabaretowy, inżynier i lider sławnego zespołu muzycznego. Wśród moich rozmówców byli m.in. (w porządku alfabetycznym): Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Marcin Bochynek, Józef Dankowski, Stefan Florenski, Jacek Gmoch, Jan Gomola, Jerzy Gorgoń, Bogdan Gunia, Andrzej Iwan, Jacek Kazimierski, Ryszard Komornicki, Hubert Kostka, Marek Kostrzewa, Jan Kowalski, Rainer Kuchta, Henryk Latocha, Roman Lentner, Włodzimierz Lubański, Waldemar Matysik, Andrzej Orzeszek, Stanisław Oślizło, Andrzej Pałasz, Antoni Piechniczek, Zdzisław Podedworny, Edward Socha, Andrzej Szarmach, Zygfryd Szołtysik, Jan Urban, Tomasz Wałdoch, Erwin Wilczek i Jan Wraży.

Spotkałem się również z wieloma rodzinami sławnych piłkarzy, także zagranicą, które barwnie dopełniają tę opowieść.

W efekcie powstała książka. Starałem się jej nadać reporterski sznyt. Będzie liczyła około 400 stron. Skupiłem się na najlepszych i najciekawszych latach w historii Górnika Zabrze. Opowieść toczy się więc od połowy lat 50. do początku lat 90., kiedy potęga klubu odchodzi w niebyt. Ostatnie ćwierć wieku zostawiam już komuś innemu.

Książka ukaże się wkrótce. Nie skupiam się w niej na wspaniałych meczach lub pięknych bramkach, choć opisy tych najbardziej niezwykłych oczywiście w książce znajdziecie, najczęściej opowiedziane przez bohaterów tamtych wydarzeń.

To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy sprawili, że Górnik Zabrze - bez względu na wszystko - już na zawsze pozostanie niezwykłym klubem. Dlatego cieszę się, że udało mi się dotrzeć do wielu nieznanych historii związanych z Górnikiem - czasami strasznych, czasami wstydliwych, czasami śmiesznych, a czasami wzruszających... 

A całość zaczyna się tak:

"Przełom lat 40. i 50. Sucha Góra to mała gmina na Górnym Śląsku, położona na północ od Zabrza. Mieszka tam górnik Paweł Szołtysik z rodziną.

Dla hajera odskocznią od szarej codzienności jest muzyka. Szołtysik uwielbia grę na różnych instrumentach, zwłaszcza na skrzypcach. Marzy, że jego bajtel, „Zyga”, zostanie prawdziwym, wykształconym skrzypkiem. Pragnie tego tak bardzo, że samodzielnie struga dla synka małe skrzypki. Zbliża się Boże Narodzenie, fater szczęśliwy chowa gyszynk pod choinkę. Ambitne plany Pawła Szołtysika rozpadają się jednak na kawałki. Dosłownie.

- Kiedy po wieczerzy rozpakowałem z przejęciem ten wspaniały prezent, nie mogłem ukryć rozczarowania. Bliski płaczu krzyknąłem: „Jo nie chca skrzipiec ino bal!”. Z rozpaczą ciepłem te skrzypce o ziemię. Rozbiły się na malutkie kawałeczki - wspomina z zakłopotaniem Zygfryd Szołtysik tamto wydarzenie sprzed lat.

Paweł Szołtysik patrzy smutno na syna. Nic nie mówi. „Zyga” do dziś pamięta, że lania, które mogło wydawać się nieuchronne, jednak nie dostaje. Ojciec pozwala wybrać synkowi, co chce robić w życiu. W tamtych czasach nie było to na Śląsku wcale takie oczywiste. - Ale w moim przypadku nie mogło być inaczej. Piłka była mi przeznaczona. Nic nie mogło mnie powstrzymać - mówi Szołtysik.

Nie wiem, ile straciła muzyka przez to, że Zygfryd Szołtysik ostatecznie nie został wirtuozem skrzypiec. Wiem za to, ile straciłby futbol, gdyby „Zyga” nie został wirtuozem piłki. Futbol i... Górnik Zabrze. Bo przecież to właśnie w Zabrzu Szołtysik kopie piłkę przez 16 lat. Tak się składa, że w tym czasie Górnik staje się legendą, a „Zyga” - częścią tej legendy. 

O niej jest ta opowieść." 

PS Tym sposobem spełniam kolejne moje marzenie jako śląskiego reportera futbolowego. Jeszcze kilka tych marzeń zostało. Ale już coraz mniej.

Przebierańcy

Kiedyś w nocy obudziłem się z krzykiem, bo wyśniłem sobie, że w jednej chwili, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, następuje zamiana: policjanci stają się dziennikarzami, dziennikarze - kibolami, a kibole - policjantami.

Nigdy nie przypuszczałbym, że choćby jeden element tej układanki mógłby kiedyś stać się faktem. Ten świat jest jednak tak skonstruowany, że wszystko co człowiek może sobie wymyślić kiedyś już się stało albo kiedyś się stanie...

Byłem na meczu Ruchu z Łęczną, ale nie miałem pojęcia o cudach jakie w jego trakcie się działy. Fakt ubrania przez funkcjonariuszy policji kamizelek z napisem "media" uważam za skandaliczny i dołączam się do protestu.

To oczywiste, że praca policji jest ważna i trudno sobie wyobrazić, że mogłaby przestać wykonywać obowiązki związane z utrzymaniem porządku na stadionach. Niemniej cel nie uświęca środków, a funkcjonariusze powinni wykonywać tego rodzaju czynności jeśli nie pod otwartą przyłbicą to przynajmniej nie pod przyłbicą kogoś innego.

Wielki błąd popełnili chyba działacze Ruchu. Trudno mi sobie wyobrazić, że funkcjonariusze wzięli te kamizelki z napisem "media" bez wiedzy klubu - gdyby tak było to już jutro powinno się skierować pozew przeciw policji. Nie wierzę jednak w taką wersję. 

Przypuszczam, że policja zwyczajnie poprosiła o kamizelki, a te zostały im wydane bez słowa sprzeciwu (bo przecież to policja).

Nikt na komendzie nie zastanowił się chyba co taki manewr za sobą niesie.* Ludzie mediów nie przebierają się w te kamizelki dlatego, że są zachwyceni krojem. Ma im to pomóc w relacjonowaniu wydarzeń, w robieniu zdjęć. Chodzi o to żebyśmy nie byli traktowani jako strona konfliktu. 

Zgadzam się z opinią, że brak pewności, iż pod szyldem „media” występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. 

Dlatego serdecznie proszę funkcjonariuszy żeby już nigdy nie bawili się w podobne przebieranki.

*tylko nie mówcie mi, że to nie był pierwszy raz.

10:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 czerwca 2017
Kurtyna niebieska

Przykro było dziś żegnać Ruch w ekstraklasie.

Przykro było rozmawiać na stadionie przy stanie 0:2 z Eugeniuszem Lerchem, który strzelał dla chorzowian bramki w jego najlepszych latach. Czułem rozżalenie Mistrza.

Przykro, że właściwie nie wiadomo co będzie dalej. Kilka lat temu obowiązywało hasło: piętnasta gwiazdka na stulecie. Niedawno Antoni Piechniczek stwierdził, że na stulecie niech przynajmniej będzie obecność wśród najlepszych. Jednak czy dziś - zaraz po tak nieszczęsnym meczu jak ten pożegnalny - nadużyciem będzie wątpić nawet w tę skromniejszą wersję?

Przykro, że dla tylu ludzi mieniących się kibicami Ruchu ten mecz był tylko okazją do zademonstrowania jakichś debilnych działań: rzucania rac i palenia flag rywala zza miedzy. Teraz za tą miedzą śmieją się, że ważniejsza dla niektórych "kibiców" z Cichej była GieKSa niż godne żegnanie się z ligą. Nigdy czegoś takiego nie zrozumiem. To jest tak głupie, że aż niewiarygodne. Bez sensu.

Życzę wszystkim normalnym żebyśmy zobaczyli jeszcze Ruch w ekstraklasie. Nie na przekór komukolwiek choć wiadomo, że teraz kmiotki będą się cieszyć, bo to oczywiste, że kluby z tradycją budzą zawiść. Ruch tego właśnie doświadcza. 

Niemniej ostatnie dziesięć lat w ekstraklasie były w wykonaniu Ruchu niecodzienne. Za nie dziękuję. Czy ktoś kiedyś jeździł na rollercoasterze w ten sposób w polskiej lidze? Było wiele wspaniałych momentów, puchary, a nawet mistrzostwo Polski (co prawda tylko 6 maja 2012 roku przez godzinę - między 17.18 a 18.18 czyli bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie  i bramką Roka Elsnera w Krakowie, Ruch Chorzów był mistrzem Polski. Było też wiele słabych, choć nigdy nie kończyło się to katastrofą. 

Aż do teraz.

Nie chcę się żegnać z tym klubem w tej lidze. Ale naprawdę nie wiem kiedy znowu się przywitam. I gdzie...

PS Dobrze, że jest Omega. Kiedyś więc będzie jeszcze przepięknie.

Musi.

wtorek, 30 maja 2017
Popieram Antoniego Piechniczka

Odwiedziłem selekcjonera w Wiśle, porozmawialiśmy o obecnej sytuacji w Ruchu [możecie przeczytać - TUTAJ]. Antoni Piechniczek jest rozgoryczony i ja mu się wcale nie dziwię.

Zwracam uwagę na jeden charakterystyczny moment jego wypowiedzi. 

Cytuję: "Gdybym to ja, nawet w wieku jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść!"

Niektórzy pewnie oburzą się na te słowa. Ja je oczywiście całkowicie popieram. Żyjemy bowiem w czasach kiedy uwikłanie w procedury, przepisy, regulaminy sprawia, że człowiek często czuje się jak ryba w sieci i nic nie może zrobić, choć wie, że ma moralną rację.

Takie zachowanie jest wyrazem rozpaczy w momencie kiedy trzeba ją wyrazić a nie da się inaczej. Jest też dobrym sposobem zwrócenia uwagi na draństwo jakie się dzieje.

Zawsze tak było. Tylko cynicy nie dostrzegą różnicy między słuszną wściekłością a zimną chęcią wykorzystania okazji do obalenia ancien regime'u.

Archiwum