czwartek, 19 października 2017
Ale ten czas szybko leci!

To doprawdy niewiarygodne.

Jak to w ogóle możliwe, że wytrzymaliśmy aż 14 lat bez ligowych meczów GieKSy z Ruchem i Ruchu z GieKSą?!

To jedna z piękniejszych kart historii śląskiej ligowej piłki. Ale trzeba przyznać, że również jedna z brutalniejszych.

Szczegóły - TUTAJ.

Działo się. I znowu będzie się działo!

W niedzielę nowy rozdział. Wierzę, że wszyscy wrócimy bezpiecznie do domów.

środa, 18 października 2017
VAR. Oto nowa plaga polskiej piłki

Mam nadzieję, że dni VAR - czyli Video Assistant Referee - będącego nową technologią używaną podczas meczów piłkarskich w ekstraklasie są już policzone.

Być może tych dni jest jeszcze całkiem dużo, ale kiedyś - jestem o tym przekonany - miarka się przebierze. Kiedyś VAR skrzywdzi wszystkich.

Okazuje się, że (nie)używanie VAR spokojnie można uznać bowiem za  nową metodę wpływania na wyniki meczów piłkarskich. Żeby było jasne - nie twierdzę, że się intencjonalnie wpływa. Twierdzę jedynie, że już sama możliwość wpływania dyskwalifikuje to przedsięwzięcie. VAR podobno ma wyeliminować narzekania na sędziów, że wypaczyli wynik. Uhaha!

Dlaczego VAR to bzdura?

Po pierwsze dlatego, że technologię można stosować jedynie w określonych sytuacjach. Moim zdaniem to krzywdzące, że można VAR wykorzystywać jedynie przy konkretnych okolicznościach: przy zdobytej bramce, czerwonej kartce, rzucie karnym i pomyleniu piłkarza. Naprawdę trzeba być naiwnym żeby sądzić, że w przeszłości kupowanie sędziów polegało na zapewnieniu sobie rzutu karnego w ostatniej minucie. Czasem wystarczyło przecież żeby nie gwizdał fauli pod polem karnym przez całą drugą połowę. i już! Selektywność jest krzywdząca. Jedynie wyeliminowanie wszystkich błędów tą drogą ma rzeczywisty sens. Brak eliminacji wszystkich nieprawidłowych zdarzeń mogących wpłynąć na końcowy rezultat to prosta droga do nadużyć i właśnie - przykro to pisać - świetna możliwość wpływania na końcowy rezultat.

Po drugie - dlatego, że w tym samym meczu większy wpływ na wynik może mieć nieużycie VAR niż jego użycie. Brzmi dziwacznie?Prawda jest brutalna, bo w tym najwspanialszym ze sportów niezmiennie jest niestety ogromne pole do manipulacji. Decydowanie w pewnych momentach za pomocą VAR przy jednoczesnym niedecydowaniu w innych momentach moim zdaniem jeszcze zwiększa to pole.

W ostatnich meczach Górnika i Piasta sędzia zastosował VAR i odkrył, że padła bramka, której nie zauważył albo dyktował słusznego karnego, po którym padała bramka. Brawo. Ale szkoda, że nie zastosował również VAR w innych momentach gdy powinien być karny dla Piasta albo Górnika. Jak to określił jeden ze zdegustowanych Czytelników Czadobloga "nawet z videoweryfikacją można robić wałki".

Jedynie branie pod uwagę VAR w każdej sekundzie meczu i z każdego powodu ulepsza mecz. Selektywne korzystanie go jedynie pogarsza. Z kolei branie VAR pod uwagę w każdej sekundzie jest nierealne ze względów praktycznych. Nikt nie chce meczu, którego dwie połowy trwają łącznie na przykład 140 minut. Tak więc tę technologię czeka wystrzał w kosmos.

Po trzecie - samo użycie VAR w konkretnym momencie meczu nawet jeśli nie zmienia decyzji sędziego może mieć poważny wpływ na wynik. Przykład? Proszę bardzo.Przypuśćmy, że drużyna gra na zabieganie przeciwnika. Ten ledwo zipie, zaraz będzie moment krytyczny. I wtedy właśnie pojawia się VAR. Dwie-trzy minuty, które dają odpocząć słabszemu. Rywale dochodzą do siebie i znowu dają radę... Nierealne? Na pewno?

Łatwo dać się omamić. VAR jest jak mandragora. Erynie o zwiędłych piersiach i rozwidlonych językach stają się oszałamiającymi, hożymi, strzelistymi dziewojami o oczach pełnych zachęty, w których ogromie przegląda się niebo. Nie dajcie się zwieść futbolowej modzie na nowe technologie!

PS Każdy chciałby napisać dla "Tygodnika Powszechnego" o NSŚ*. Tymczasem udało się to akurat mnie. Cieszę się. Numer już w kioskach.

Dla nieobznajomionych rozszyfruję ten oczywisty skrót - "Najwspanialszy Stadion Świata". 

sobota, 14 października 2017
Szczęka mi opadła

Byłem dziś na meczu Piasta Gliwice. 

W 45. minucie przy stanie 1:0 dla gospodarzy na strzał z dystansu zdecydował się Mariusz Cetnarski, pomocnik Sandecji. Piłka odbiła się od poprzeczki i spadła w okolicach linii bramkowej. Arbiter zdecydował się na wideoferyfikację. VAR sprawił, że sędzia wskazał na środek. Miał rację, bo piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową.

Decyzja arbitra wywołała wściekłe protesty najbardziej zagorzałej części gliwickiej publiczności. "PZPN, PZPN, jebać, jebać PZPN" - ryknęła część kiboli siedząca za bramką.

W tym momencie spiker zdecydował się zwrócić im uwagę w sposób, który dotąd chyba nie miał jeszcze miejsca.

- Mamy więc za sobą stosunek z 98-letnią babcią [PZPN powstał w 1919 roku, przyp.aut.] i czas na sportowy doping - rzucił do mikrofonu, a mnie szczęka opadła. Nigdy dotąd czegoś takiego nie słyszałem!

                                                ***

Piast po dramatycznym meczu i golu zdobytym w doliczonym czasie ostatecznie zremisował, przełamał tym samym fatalną passę (poprzednie punkty zdobył 26 sierpnia w Białymstoku) i w momencie zakończenia meczu wydostał się ze strefy spadkowej (kolejka jest jeszcze niepełna).

Mnie w tym spotkaniu najbardziej zaimponował Aleksandar Sedlar, który grał przed duetem stoperów. Moim zdaniem był bezbłędny, w dodatku zrobił coś czego nikt od niego nie wymaga czyli strzelił gola (zrobił to jak bajtle na placu - przyjął sobie na kolanko i spokojnie uderzył). To facet, który prezentuje bardzo nieprzyjemny styl. Kiedy już sfauluje, rywala zawsze boli (dziś przekonali się o tym Wojciech Trochim i Adrian Danek). Wymogi współczesnego futbolu są jednak takie, że ktoś o tego rodzaju sposobie gry musi być w drużynie. Tym bardziej, że Sedlar potrafi grać w piłkę. Ma czysty odbiór, potrafi użyć wślizgu, potrafi dograć, ma nawet skuteczną krótką kiwkę. Na polskie warunki ligowe kawał piłkarza. Uważam, że w duecie z Patrykiem Dziczkiem wiele jeszcze dadzą Piastowi jako defensywni środkowi pomocnicy.

PS Wiem, że problem, który mnie nurtuje jest z gatunku marginalnych, ale zastanawia mnie dlaczego spiker użył słowa "babcia". Przecież słowo "PZPN" jest rodzaju męskiego!

środa, 11 października 2017
¡Tricampeones!

1978: Mario Kempes.

1986: Diego Maradona.

2018: Leo Messi. Ugć-ugć-ugć-ugć...

Gracias.

wtorek, 10 października 2017
Strażak

Byłem w miejscu gdzie piaski mówią "dobranoc". Prawie dokładnie w tym samym czasie kiedy Polska wywalczyła awans na mundial w meczu z Czarnogórą o ten sam awans walczył Egipt.

Nigdy dotąd czegoś takiego nie widziałem. Nie wiem czy polska telewizja pokazywała jakieś fragmenty. Egipcjanie bardzo męczyli się z Kongijczykami, bez sensu grali górne piłki, rywale są skoczni i świetnie zbudowani. Kiedy jednak po godzinie gry Mohamed Salah (tamtejszy Lewandowski) sprytnie przerzucił piłkę nad bramkarzem Egipt odleciał. Przyleciał kiedy pięć minut przed końcem goście przeprowadzili nieoczekiwaną kontrę i wyrównali po cudownym strzale z woleja. W oczach starszych ode mnie mężczyzn widziałem łzy. Sędzia doliczył jednak pięć minut i pod sam koniec doliczonego czasu podyktował karnego dla gospodarzy. Egipt znów odleciał. Trybuny szalały. Nie tylko mężczyźni, także mnóstwo kobiet - wcale nie zakwefionych. Salah zdobył decydującą bramkę i po tym co działo się dalej można by uznać, że w historii Egiptu znaczy tyle co Chufu, Chafre i Menkaure.

Reakcja publiczności była nieporównywalna z tym co dzieje się na meczach w Europie. Przy pierwszym golu Salaha wbiegło na murawę mnóstwo ludzi, którzy nie powinni tam być. Choćby... strażak (taki jakby go prosto od pożaru odciągnęli), który wbiegł żeby poklepać Saleha po policzku. A po drugiej bramce kiedy Salah bił z wdzięcznością czołem o murawę obok niego bili czołem również fotoreporterzy... Żeby było jasne: potem sędzia zarządził kontynuowanie gry.

- Może spotkamy się w jednej grupie? - zapytałem po spotkaniu jednego z autochtonów. - No to uważajcie - odparł ze śmiechem.

PS Po powrocie dowiedziałem się ze zdumieniem, że na meczu młodzieżówki z rówieśnikami z Białorusi na Stadionie Śląskim było prawie 30 tysięcy ludzi.

Halo, tu kosmos! Zapraszamy!

poniedziałek, 02 października 2017
Stadion Śląski. Potęga. Elegancja. Przyszłość

Byłem wczoraj rano na Stadionie Śląskim i do tej pory trzyma mnie to wrażenie: jestem autentycznie zachwycony.

Bardzo podobała mi się reakcja moich rodziców, którzy na co dzień nie bywają w takich miejscach jak stadion: byli autentycznie zachwyceni.

Przyglądałem się jak tłumy ludzi reagują na ten obiekt i mam całkowitą pewność: modernizacja naszego Śląskiego była doskonałym pomysłem. To znowu będzie kluczowy obiekt dla polskiego futbolu, polskiej lekkoatletyki i polskiego żużla.

Będzie to również najważniejsza arena w Polsce jeśli chodzi o wielkie wydarzenia muzyczne (słyszałem już potwierdzenia ludzi, którzy interesują się tym bardziej niż ja, zwłaszcza kiedy porównują warunki do takich imprez na Stadionie Narodowym w Warszawie  - który co trzeba w tym miejscu zaznaczyć również jest wspaniały). 

Jestem szczęśliwy, że doczekałem tej chwili. Stadion będzie miał we mnie wiernego kibica i uczestnika wielkich wydarzeń, które niewątpliwie będą tam miały miejsce.

Dziękuję wszystkim, którzy spowodowali, że ten dzień wreszcie nadszedł. Potęga. Elegancja. Przyszłość.

Nie ma sensu dodawać niczego więcej. 

niedziela, 01 października 2017
Szacunek dla Piasta. Pogarda dla jego kiboli

Byłem dziś w Zabrzu na jedynych obecnie ekstraklasowych derbach Górnego Śląska. Działo się.

Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem gry Piasta Gliwice. Przyjeżdżał na stadion rozpędzonego lidera jako drużyna z ogona tabeli i trzeba bez ogródek przyznać, że dał radę. Spokojnie obroniłaby się teza, że przegrał niezasłużenie, bo stracił jedynego gola po karnym, którego nie powinno być. Widać, że Waldemar Fornalik i jego sztab uważnie przeanalizował sposób gry Górnika i potrafił wyciągnąć wnioski. Piast przez większość meczu bardzo umiejętnie neutralizował gospodarzy. Na tyle, że zabrzanie nie tyle nie potrafili wykorzystać sytuacji co w ogóle ich stwarzyć! 

Słyszałem opinie, że Górnik zagrał słaby mecz, ale nie mogę się z nimi zgodzić. Moim zdaniem przede wszystkim to gliwiczanie zagrali świetny! Konsekwentnie realizowali wytyczne z szatni. Bardzo podobali mi się dziś Hebert i Aleksandar Sedlar (ten ostatni to paskudnie złośliwy zakapior, ale przecież każda drużyna takich potrzebuje).

Niemniej brawa dla Górnika, bo jeszcze raz powtórzę: silne drużyny poznaje się po tym, że wygrywają nawet jeśli im nie idzie.

Jednak jak dobre wrażenie stworzył w Zabrzu Piast tak fatalne - jego kibole. Nieuszanowanie minuty ciszy to jedynie chamstwo, ale rzucanie petardami na sektory gdzie poniżej siedzieli  normalni, niczego nie spodziewający się kibice Górnika (były tam również dzieci) to już zwykły bandytyzm. A bandziorów trzeba traktować jak bandziorów - z całą należną surowością.

Dlatego gratulując Waldemarowi Fornalikowi drużyny z którą, spodziewam się, jeszcze wiele osiągnie jednocześnie współczuję, że musi znosić tałatajstwo robiące Piastowi złą robotę. 

PS Dziękuję Ekstraklasie jako patronowi "Opowieści o złotych latach". Widzieć na bandach ledowych podczas ligowego meczu własne nazwisko jako autora książki o Górniku to zaskakujące - przyznaję - przeżycie. 

sobota, 30 września 2017
Jak zostałem Dariuszem Szpakowskim

Na stadionie Górnika Zabrze odbyła się wczoraj premiera mojej książki o tym klubie. Przybyło wielu wspaniałych gości, ciągle jestem tym faktem wręcz onieśmielony. Będę długo wspominał tę imprezę, kilkadziesiąt minut zleciało w mig. Serdecznie wszystkim dziękuję, jestem wyjątkowo wdzięczny. Od ludzi słyszę, że było fajnie.

PS Przy okazji chcę Wam wspomnieć, że dziś wieczorem w katowickim kinie Kosmos jest premiera filmu "W kotle czarownic". Opowiada o Najwspanialszym Stadionie Świata - chyba nie muszę wyjaśniać o jaki chodzi.

W związku z tym filmem doszło do zabawnego wydarzenia. Kanałami czadoblogowymi dowiedziałem się, że jest kręcony i z tej okazji na Stadionie Śląskim pojawi się plejada gwiazd. Górnika reprezentowali Stanisław Oślizło i Jan Banaś, Ruch - Eugeniusz Lerch, GKS - Gerard Rother, Zagłębie - Józef Gałeczka.

Gwiazdom chciałem wręczyć własną książkę o Górniku, pojechałem więc na stadion z kilkoma egzemplarzami. Pogadałem, powręczałem i już miałem wychodzić kiedy podszedł do mnie reżyser. Wyglądał na zdesperowanego.

Usłyszałem prośbę o pomoc. Okazało się, że kamery się grzeją, mikrofony przebierają nogami, ekipa filmowa gotowa do startu, ciśnienie rośnie z minuty na minuty. O stadionie mają przechadzać się i opowiadać Jacek Laskowski z Dariuszem Szpakowskim.

Wszystko jest w najlepszym porządku, ale nagle okazuje się, że... jednak nie. Jacek Laskowski jest już na miejscu, ale nie pojawia się drugi komentator. Szpakowski w ostatniej chwili informuje, że nie dojedzie, a scenariusz jest przygotowany na dwóch. Co robić? Wiecie - dzień zdjęciowy to dzień zdjęciowy... "Czy mógłby pan zastąpić Dariusza Szpakowskiego"? - usłyszałem.

Kto zna Czadobloga ten wie, że nie odmawia pomocy choć tym razem przyznaję: byłem w rozterce. Z reguły ubieram się bowiem mocno nietelewizyjnie, mówiąc wprost: jestem dresiarzem. A w dresie trudno - przyznacie - występować w filmie dokumentalnym. Poza tym miałem interes na mieście. Mogłem być wolny za dwie godziny.

Filmowcy działają jednak szybko i szybko podejmują decyzje. "Załatwimy panu kapotę". Zgodziłem się - szczerze pisząc z przyjemnością, bo o Stadionie Śląskim mogę dużo i chętnie. Uwielbiam bezgranicznie ten obiekt od dziewiątego roku życia czyli już dość długo. Wiele na nim przeżyłem. 

W efekcie wbiłem się w skórzaną marynarę (żeby było jasne  - na co dzień w takiej nie chodzę) i wspólnie z Jackiem Laskowskim (okazuje się, że to świetny facet!) poopowiadaliśmy o Śląskim przed kamerami, a przede wszystkim pogadaliśmy o nim z gwiazdami sprzed lat. Przekonałem się, że każdy z tych wspaniałych piłkarzy pamięta ten obiekt z innych powodów i każdy - tak mi się wydaje - kocha go podobną miłością jak ja. 

Jestem bardzo ciekaw jaki jest końcowy efekt. Dziś w Kosmosie pokaz premierowy.

Do zobaczenia.

PS Już po projekcji. Cieszę się, że wziąłem udział w tym przedsięwzięciu. Fajnie wyszło. Gratuluję autorom i z czystym sumieniem polecam:)

środa, 27 września 2017
Buziaki

"Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" jest już w księgarniach. Sygnały, które do mnie dochodzą są bardzo miłe. Nie słyszałem jeszcze złej opinii kogoś kto ją przeczytał.

Cieszę się, bo już w najbliższy piątek na stadionie Górnika uroczysta premiera książki. Zapowiedziało się wiele gwiazd. Jestem zaszczycony i onieśmielony.

Żeby nie było tak słodko muszę wspomnieć o sms-ach, które od pewnego czasu dostaję. Oto jeden z nich:

"Czemu Pan szanowny nie pisze o Górniku Zabrze jako o klubie złodziei, bandytów i przede wszystkim o klubie co dostał wszystko od komunistów? Zbudowaliście sobie legendę na swoją miarę. GZ to stalinowskie ścierwo a pan to dyletant i śmieszny pseudoznawca piłki. Zabrzańskiej kurwie zawsze naród życzy co najgorsze. A kibice Górnika to wsioki. Jebać kurwę z zabrza i śmierdzące zabrze. Chuj wam w dupę, żydki".

Jako dziennikarz sportowy działający od tylu lat na Śląsku przyzwyczaiłem się już, że jestem "chujkiem", bo łaskawym okiem patrzę na Górnika, Ruch, GieKSę, Polonię, Piasta, Szombierki i tak dalej [niech każdy sobie wpisze co uważa, to się zmienia w zależności od wydarzeń, pór roku itd].

Dlatego niewstrząśnięty i niezmieszany przesyłam nadawcy zarówno tego sympatycznego sms-a  - jak i kilku innych - gorącego buziaka.

niedziela, 03 września 2017
Niektórzy robią kariery!

O cholera, kolega z ogólniaka właśnie sędziuje finał mistrzostw Europy w siatkówce!

Tak się całkowicie przypadkowo złożyło, że akurat przeprowadziłem z nim wywiad o zmianach jakie zaszły w jego ukochanym sporcie w ciągu ostatnich lat. A zmieniło się ogromnie, na co wpływ miały przede wszystkim nowe technologie. O rozmiarach tych zmian taki laik jak ja nie miał nawet pojęcia. Okazuje się, że w siatkówce nie chodzi tylko o wideoweryfikację, ale kilka innych zaskakujących wątków. Koniecznie przeczytajcie TUTAJ!

Po rozmowie z Wojtkiem Maroszkiem mam pewność, że nowe technologie akurat w siatce to błogosławieństwo. Nie jestem jednak przekonany, że identycznie jest w przypadku piłki nożnej. Cuda w meczu Śląska Wrocław z Cracovią i błąd arbitra Szymona Marciniaka mnie w tym utwierdziły. Wygląda na to, że są sporty gdzie wideoweryfikacja sprawdza się idealnie i takie gdzie niekoniecznie. A może nie mam racji? 

PS Moja nowa książka "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach" ukaże się 15 września. TUTAJ możecie przeczytać jej fragment o wyjazdach do Ameryki: "Zakaz karmienia dzieci!"

Archiwum