niedziela, 04 czerwca 2017
Mam coś dla kibiców Górnika Zabrze!

Sposób w jaki Górnik Zabrze wywalczył awans do ekstraklasy robi na mnie ogromne wrażenie z trzech powodów.

Po pierwsze - dlatego, że tak piorunująca końcówka nie przydarza się zbyt często. Wreszcie Górnik złapał formę i miał szczęście w najważniejszych momentach. Do tego rywale potracili punkty. Jeszcze miesiąc temu w taki finisz Zabrza chyba nikt by nie uwierzył.

Po drugie - dlatego, że Górnik potrafił się podnieść w bardzo trudnej sytuacji. Kiedy targały nim konflikty, narzekali kibice, sytuacja finansowa wydawała się bez wyjścia... Wyszli z tego.

Po trzecie - dlatego, że zapewniając ten sukces trener Marcin Brosz jednocześnie umiejętnie buduje nowy zespół (niektórzy określiliby go nawet mianem "całkiem nowego"). Dzisiejszy mecz, który przesądził o awansie zabrzanie kończyli z pięcioma młodzieżowcami w składzie! Przyznacie - to jest sztuka.

Czadoblog gratuluje i chce obwieścić, że ma dla kibiców Górnika niespodziankę. Jakże przyjemnie wstrzeliła się ona w czas awansu!

Praca nad niespodzianką zajęła mi rok. Spędziłem mnóstwo czasu w różnych archiwach, bardzo wiele podróżowałem. Zjeździłem Śląsk, Niemcy, Szwajcarię i Belgię. Warto było. Poznałem wielu wspaniałych ludzi (ale i wielu znałem wcześniej). Słuchając ich opowieści czułem uniesienie, wzruszenie, oszołomienie, podziw, czasem złość lub niedowierzanie.

Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi - piłkarzami, trenerami, historykami, zdarzył się nawet artysta kabaretowy, inżynier i lider sławnego zespołu muzycznego. Wśród moich rozmówców byli m.in. (w porządku alfabetycznym): Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Marcin Bochynek, Józef Dankowski, Stefan Florenski, Jacek Gmoch, Jan Gomola, Jerzy Gorgoń, Bogdan Gunia, Andrzej Iwan, Jacek Kazimierski, Ryszard Komornicki, Hubert Kostka, Marek Kostrzewa, Jan Kowalski, Rainer Kuchta, Henryk Latocha, Roman Lentner, Włodzimierz Lubański, Waldemar Matysik, Andrzej Orzeszek, Stanisław Oślizło, Andrzej Pałasz, Antoni Piechniczek, Zdzisław Podedworny, Edward Socha, Andrzej Szarmach, Zygfryd Szołtysik, Jan Urban, Tomasz Wałdoch, Erwin Wilczek i Jan Wraży.

Spotkałem się również z wieloma rodzinami sławnych piłkarzy, także zagranicą, które barwnie dopełniają tę opowieść.

W efekcie powstała książka. Starałem się jej nadać reporterski sznyt. Będzie liczyła około 400 stron. Skupiłem się na najlepszych i najciekawszych latach w historii Górnika Zabrze. Opowieść toczy się więc od połowy lat 50. do początku lat 90., kiedy potęga klubu odchodzi w niebyt. Ostatnie ćwierć wieku zostawiam już komuś innemu.

Książka ukaże się wkrótce. Nie skupiam się w niej na wspaniałych meczach lub pięknych bramkach, choć opisy tych najbardziej niezwykłych oczywiście w książce znajdziecie, najczęściej opowiedziane przez bohaterów tamtych wydarzeń.

To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy sprawili, że Górnik Zabrze - bez względu na wszystko - już na zawsze pozostanie niezwykłym klubem. Dlatego cieszę się, że udało mi się dotrzeć do wielu nieznanych historii związanych z Górnikiem - czasami strasznych, czasami wstydliwych, czasami śmiesznych, a czasami wzruszających... 

A całość zaczyna się tak:

"Przełom lat 40. i 50. Sucha Góra to mała gmina na Górnym Śląsku, położona na północ od Zabrza. Mieszka tam górnik Paweł Szołtysik z rodziną.

Dla hajera odskocznią od szarej codzienności jest muzyka. Szołtysik uwielbia grę na różnych instrumentach, zwłaszcza na skrzypcach. Marzy, że jego bajtel, „Zyga”, zostanie prawdziwym, wykształconym skrzypkiem. Pragnie tego tak bardzo, że samodzielnie struga dla synka małe skrzypki. Zbliża się Boże Narodzenie, fater szczęśliwy chowa gyszynk pod choinkę. Ambitne plany Pawła Szołtysika rozpadają się jednak na kawałki. Dosłownie.

- Kiedy po wieczerzy rozpakowałem z przejęciem ten wspaniały prezent, nie mogłem ukryć rozczarowania. Bliski płaczu krzyknąłem: „Jo nie chca skrzipiec ino bal!”. Z rozpaczą ciepłem te skrzypce o ziemię. Rozbiły się na malutkie kawałeczki - wspomina z zakłopotaniem Zygfryd Szołtysik tamto wydarzenie sprzed lat.

Paweł Szołtysik patrzy smutno na syna. Nic nie mówi. „Zyga” do dziś pamięta, że lania, które mogło wydawać się nieuchronne, jednak nie dostaje. Ojciec pozwala wybrać synkowi, co chce robić w życiu. W tamtych czasach nie było to na Śląsku wcale takie oczywiste. - Ale w moim przypadku nie mogło być inaczej. Piłka była mi przeznaczona. Nic nie mogło mnie powstrzymać - mówi Szołtysik.

Nie wiem, ile straciła muzyka przez to, że Zygfryd Szołtysik ostatecznie nie został wirtuozem skrzypiec. Wiem za to, ile straciłby futbol, gdyby „Zyga” nie został wirtuozem piłki. Futbol i... Górnik Zabrze. Bo przecież to właśnie w Zabrzu Szołtysik kopie piłkę przez 16 lat. Tak się składa, że w tym czasie Górnik staje się legendą, a „Zyga” - częścią tej legendy. 

O niej jest ta opowieść." 

PS Tym sposobem spełniam kolejne moje marzenie jako śląskiego reportera futbolowego. Jeszcze kilka tych marzeń zostało. Ale już coraz mniej.

Przebierańcy

Kiedyś w nocy obudziłem się z krzykiem, bo wyśniłem sobie, że w jednej chwili, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, następuje zamiana: policjanci stają się dziennikarzami, dziennikarze - kibolami, a kibole - policjantami.

Nigdy nie przypuszczałbym, że choćby jeden element tej układanki mógłby kiedyś stać się faktem. Ten świat jest jednak tak skonstruowany, że wszystko co człowiek może sobie wymyślić kiedyś już się stało albo kiedyś się stanie...

Byłem na meczu Ruchu z Łęczną, ale nie miałem pojęcia o cudach jakie w jego trakcie się działy. Fakt ubrania przez funkcjonariuszy policji kamizelek z napisem "media" uważam za skandaliczny i dołączam się do protestu.

To oczywiste, że praca policji jest ważna i trudno sobie wyobrazić, że mogłaby przestać wykonywać obowiązki związane z utrzymaniem porządku na stadionach. Niemniej cel nie uświęca środków, a funkcjonariusze powinni wykonywać tego rodzaju czynności jeśli nie pod otwartą przyłbicą to przynajmniej nie pod przyłbicą kogoś innego.

Wielki błąd popełnili chyba działacze Ruchu. Trudno mi sobie wyobrazić, że funkcjonariusze wzięli te kamizelki z napisem "media" bez wiedzy klubu - gdyby tak było to już jutro powinno się skierować pozew przeciw policji. Nie wierzę jednak w taką wersję. 

Przypuszczam, że policja zwyczajnie poprosiła o kamizelki, a te zostały im wydane bez słowa sprzeciwu (bo przecież to policja).

Nikt na komendzie nie zastanowił się chyba co taki manewr za sobą niesie.* Ludzie mediów nie przebierają się w te kamizelki dlatego, że są zachwyceni krojem. Ma im to pomóc w relacjonowaniu wydarzeń, w robieniu zdjęć. Chodzi o to żebyśmy nie byli traktowani jako strona konfliktu. 

Zgadzam się z opinią, że brak pewności, iż pod szyldem „media” występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. 

Dlatego serdecznie proszę funkcjonariuszy żeby już nigdy nie bawili się w podobne przebieranki.

*tylko nie mówcie mi, że to nie był pierwszy raz.

10:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 czerwca 2017
Kurtyna niebieska

Przykro było dziś żegnać Ruch w ekstraklasie.

Przykro było rozmawiać na stadionie przy stanie 0:2 z Eugeniuszem Lerchem, który strzelał dla chorzowian bramki w jego najlepszych latach. Czułem rozżalenie Mistrza.

Przykro, że właściwie nie wiadomo co będzie dalej. Kilka lat temu obowiązywało hasło: piętnasta gwiazdka na stulecie. Niedawno Antoni Piechniczek stwierdził, że na stulecie niech przynajmniej będzie obecność wśród najlepszych. Jednak czy dziś - zaraz po tak nieszczęsnym meczu jak ten pożegnalny - nadużyciem będzie wątpić nawet w tę skromniejszą wersję?

Przykro, że dla tylu ludzi mieniących się kibicami Ruchu ten mecz był tylko okazją do zademonstrowania jakichś debilnych działań: rzucania rac i palenia flag rywala zza miedzy. Teraz za tą miedzą śmieją się, że ważniejsza dla niektórych "kibiców" z Cichej była GieKSa niż godne żegnanie się z ligą. Nigdy czegoś takiego nie zrozumiem. To jest tak głupie, że aż niewiarygodne. Bez sensu.

Życzę wszystkim normalnym żebyśmy zobaczyli jeszcze Ruch w ekstraklasie. Nie na przekór komukolwiek choć wiadomo, że teraz kmiotki będą się cieszyć, bo to oczywiste, że kluby z tradycją budzą zawiść. Ruch tego właśnie doświadcza. 

Niemniej ostatnie dziesięć lat w ekstraklasie były w wykonaniu Ruchu niecodzienne. Za nie dziękuję. Czy ktoś kiedyś jeździł na rollercoasterze w ten sposób w polskiej lidze? Było wiele wspaniałych momentów, puchary, a nawet mistrzostwo Polski (co prawda tylko 6 maja 2012 roku przez godzinę - między 17.18 a 18.18 czyli bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie  i bramką Roka Elsnera w Krakowie, Ruch Chorzów był mistrzem Polski. Było też wiele słabych, choć nigdy nie kończyło się to katastrofą. 

Aż do teraz.

Nie chcę się żegnać z tym klubem w tej lidze. Ale naprawdę nie wiem kiedy znowu się przywitam. I gdzie...

PS Dobrze, że jest Omega. Kiedyś więc będzie jeszcze przepięknie.

Musi.

wtorek, 30 maja 2017
Popieram Antoniego Piechniczka

Odwiedziłem selekcjonera w Wiśle, porozmawialiśmy o obecnej sytuacji w Ruchu [możecie przeczytać - TUTAJ]. Antoni Piechniczek jest rozgoryczony i ja mu się wcale nie dziwię.

Zwracam uwagę na jeden charakterystyczny moment jego wypowiedzi. 

Cytuję: "Gdybym to ja, nawet w wieku jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść!"

Niektórzy pewnie oburzą się na te słowa. Ja je oczywiście całkowicie popieram. Żyjemy bowiem w czasach kiedy uwikłanie w procedury, przepisy, regulaminy sprawia, że człowiek często czuje się jak ryba w sieci i nic nie może zrobić, choć wie, że ma moralną rację.

Takie zachowanie jest wyrazem rozpaczy w momencie kiedy trzeba ją wyrazić a nie da się inaczej. Jest też dobrym sposobem zwrócenia uwagi na draństwo jakie się dzieje.

Zawsze tak było. Tylko cynicy nie dostrzegą różnicy między słuszną wściekłością a zimną chęcią wykorzystania okazji do obalenia ancien regime'u.

niedziela, 28 maja 2017
Nigdy nie mów nigdy

Trwa szaleństwo w I lidze. Kilka dni temu rozmawiałem z Marcinem Broszem, trenerem Górnika Zabrze, który zwracał uwagę na to jak wszystko w tej lidze potrafi się wywrócić - bez przesady - w ciągu tygodnia.

Jeszcze przed niedawnym meczem Górnik Zabrze - GKS Katowice niektórzy fani KSG sugerowali żeby odpuścić ten mecz żeby ułatwić GieKSie awans. Tymczasem górnicy wygrali dziś piąty raz z rzędu (oglądało to aż 20 tysięcy ludzi) i to raczej GieKSa przysłużyła się Zabrzu ogrywając na wyjeździe Olimpię Grudziądz.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem Marcina Brosza, jego sztabu i sposobem w jaki umiejętnie ustawia skład i wprowadza młodych. Właściwie Górnikowi została już tylko ostatnia przeszkoda żeby w Zabrzu nastąpiło wniebowstąpienie. To co tam się dzieje jest fantastyczne! Górnik ma moc.

Ale wiecie co? W tej lidze jedna przeszkoda to jednak dużo. Jeszcze wszystko się może odwrócić na opak. Jeszcze może awansować choćby... GieKSa!

Wystarczy, że katowiczanie wygrają ostatni mecz z Bytovią a oprócz tego Zagłębie, Miedź i Chojniczanka nie mogą wygrać, a Górnik przegra na wyjeździe z walczącą o utrzymanie Wisłą Puławy? Niemożliwe? W tej lidze nic nie jest chyba niemożliwe...

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Ten niezwykły sezon, znacznie bardziej ciekawy niż rozgrywki ekstraklasy odbywa się według tradycyjnych reguł bez debilnego dzielenia punktów, bez debilnego podziału na grupy i bez debilnej nieparzystej liczby rozegranych spotkań w sezonie. Można? Można.

Czekam na oficjalną wypowiedź Zbigniewa Bońka

Jestem zdumiony.

Pierwszy raz w historii polskiej piłki nożnej jakaś drużyna spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej po celowym wbiciu piłki ręką do bramki a najwyższe krajowe władze futbolowe ciągle milczą.

Od Zbigniewa Bońka, jako szefa PZPN i najważniejszej obecnie osoby w polskim futbolu oczekiwałbym jednak oficjalnego stanowiska. Oczywiście nie chodzi mi o stanowisko w kwestii karania sędziów czy strzelca. To w całej tej historii sprawa wręcz drugorzędna. Chodzi mi raczej o wyjaśnienie czy PZPN zamierza jakoś naprawić tę sytuację* i zadośćuczynić pokrzywdzonemu. To pokrzywdzony - czyli Ruch - jest teraz najważniejszy.

Oczekiwałbym specjalnie zwołanej konferencji prasowej w tej sprawie jeszcze w weekend, bo przypominam, że chodzi o wydarzenie bezprecedensowe w historii naszego futbolu.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ruch spada z ekstraklasy tylko i wyłącznie z jednego powodu: oto sędzia uznaje bowiem bramkę, której w żadnym wypadku nie powinien był uznać. Przypominam - nie chodzi o gola po dyskusyjnym spalonym czy wątpliwym faulu jakie w ferworze zdarzają się dość często. Chodzi o zagranie doprawdy skandaliczne, o gola, który padł po celowym wbiciu piłki ręką do bramki. Należy to wyraźnie podkreślać: nie ma innych powodów dla których Ruchowi w sobotę przytrafia się degradacja. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wygrałby mecz z Gdyni.  A wówczas w ostatniej kolejce jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć łącznie z wersją, że chorzowianie w ostatniej chwili nie dali się na boisku zdegradować.

Ruch nie miał ostatnio dobrej opinii, to wiemy wszyscy. Kłopoty finansowe, zawirowania z licencją itd. nie sprzyjały w budowaniu sympatii u tzw. postronnego widza. Jednak oczywiste jest, że nie powinno mieć to żadnego wpływu na sportowy sposób wyłaniania spadkowiczów.

No chyba, że władze polskiej piłki hołdują stalinowskiej zasadzie "dajcie człowieka a znajdzie się paragraf". Jeśli nie uwalimy cię tak, to inaczej. W to oczywiście nie wierzę i przy okazji wyrażam szczerą nadzieję, że prokurator Andriej Wyszyński nie jest patronem decydentów naszego futbolu. 

*serdecznie proszę nie dręczyć mnie bełkotem w stylu "a co ma do tego Boniek"

PS Już po opublikowaniu tego wpisu widzę, że Zbigniew Boniek zabrał głos na Twitterze.

"Piłkarzom i kibicom Ruchu życzę szybkiego powrotu do Esa,niech nie myślą ze spadli przez Sedziów ,Siemaszkę czy PZPN,szkoda!"

Na razie nie będę komentował treści merytorycznej tego twitta, ciągle czekam bowiem na oficjalne stanowisko prezesa PZPN.

sobota, 27 maja 2017
Serdeczne pozdrowienia dla Rafała Siemaszki

Piłkarze często powtarzają, że nie analizują ligowej tabeli. Postępowanie Rafała Siemaszki jest tego dobitnym przykładem.

Napastnik Arki Gdynia w meczu z Ruchem strzelił gola ręką i nie był to przypadek. Obiecałem sobie, że jeśli zdobędzie w tym meczu jeszcze jedną bramkę, po minięciu sześciu piłkarzy Ruchu, nie padnie z mojej klawiatury słowo skargi. A jednak, o dziwo, bo to świetny piłkarz, nie dał rady...

Siemaszko nie analizuje tabeli więc pewnie nie wie, że w ostatniej kolejce Ruch gra z Łęczną u siebie. 

Oczywiście byłoby to co najmniej niesmaczne gdyby niebiescy odpuścili ten mecz i wzbudziłoby zrozumiałe oburzenie. Ale gdyby jednak Ruch z Łęczną przegrał, co jest przecież możliwe, Arka - żeby się utrzymać - musiałaby wygrać na wyjeździe z Lubinem, który właśnie udowodnił, że obce mu są problemy innych, bijąc bezlitośnie Łęczną. Nie będzie to więc dla gdynian łatwe zadanie.

Być może Arka się utrzyma, być może nie. Ciekawi mnie jednak czy po ostatniej kolejce Rafał Siemaszko otrzyma pocztówkę o treści: "Serdeczne pozdrowienia z Chorzowa z życzeniami dalszej udanej kariery popartej wieloma wspaniałymi bramkami". Myślicie, że otrzyma?

PS Wątek Siemaszki to oczywiście tylko znaczący, ale jednak epizod w kontekście tragedii Ruchu. W tym klubie zdarzyło się wiele złego. Nie mogę jednak napisać, że to zasłużony spadek. W zasłużony sposób spada się kiedy zdobywa się w sezonie najmniej punktów. Ruch wcale nie zdobył ich najmniej. Spada przecież przez pozaboiskowe decyzje. To zdanie polega na prawdzie. 

PS1 W poniedziałek przyjeżdża Ruud Gullit. Szkoda, że spotkanie z nim w stolicy a nie na Górnym Śląsku. Przecież najlepszy mecz w Polsce ten facet rozegrał jednak w Zabrzu. Byłem, widziałem, podziwiałem... Do dziś to mój ulubiony zawodnik.

wtorek, 23 maja 2017
Uważam, że góra GieKSy powinna zostać

Prezydent Katowic ogłosił dziś, że prezes Wojciech Cygan i wiceprezes Marcin Janicki złożyli rezygnację.

Szczerze mówiąc mam nadzieję, że ta rezygnacja nie zostanie przyjęta. Oczywiście pod warunkiem, że GKS Katowice w następnych sezonach nadal będzie miał ambicje awansu do ekstraklasy. 

Moim zdaniem Cygan i Janicki to fachowcy. Oczywiście wielu mnie wyśmieje - jak mogę tak pisać po ostatnich kompromitujących wynikach pierwszej drużyny i w fatalny sposób zaprzepaszczonej szansie na awans.

Zarządzanie klubem piłkarskim jest coraz bardziej skomplikowane, jak zresztą cała rzeczywistość wokół nas. Wielu ludzi nie ma nawet pojęcia jak bardzo. Czy GieKSę stać na to żeby ewentualni następcy uczyli się na żywym organizmie? W dodatku o tyle bardziej skomplikowanym od innych, że wielosekcyjnym? W dodatku presja na nowym szefie ciążyłaby od razu, bo nie wyobrażam sobie żeby w przyszłym sezonie GieKSa nie powalczyła o awans.

Czy Katowice na to stać?

PS Zwolenników teorii spiskowych, którzy będą twierdzić, że dotychczasowi prezesi GieKSy to moi kumple informuję, że zawsze byłem i jestem z nimi na per pan.

PS1 Rozmawiałem z piłkarzem GKS-u, który wywalczył pierwszy awans do ekstraklasy w 1964 roku. Ma ciekawe przemyślenia. Uważa, że nowym trenerem Katowic powinien zostać... Waldemar Fornalik.

poniedziałek, 22 maja 2017
Bransoleta od króla

W weekend była Noc Muzeów, z tej okazji miałem publiczne wystąpienie. Zainteresowanym opowiadałem o losach polskich sportowców, którzy zginęli w trakcie II wojny światowej.

Kolejny raz przekonałem się, że warto opowiadać o sprawach, które w jakiś sposób dotykają słuchaczy bezpośrednio. Bo potem potrafią oni dopełnić historię własną opowieścią.

Opowiadając o losach Janusza Kusocińskiego, pierwszego Polaka*, który zdobył dla Polski złoty medal olimpijski, nie mogłem nie wspomnieć o tym, że zanim został rozstrzelany w Palmirach, pracował w czasie okupacji jako kelner w barze „Pod kogutem” przy ulicy Jasnej w Warszawie, zwanym Gospodą Sportowców.

Nazwa była nie od parady, w takim samym charakterze pracowała w tym barze m.in. mistrzyni tenisowa Jadwiga Jędrzejowska. Do czasów Agnieszki Radwańskiej była jedyną Polką, która wystąpiła w finale wielkoszlemowego singla (Wimbledon 1937).

W czasie wojny Jędrzejowska dostała wezwanie do gestapo. Tam zdumiona usłyszała, że jej wyjazdu do Szwecji życzy sobie król Gustaw V, który w ten sposób próbował uratować jej życie. Monarcha pamiętał ją, bo była jego partnerką w mikście. Niemcy polecili jej przygotować się do wyjazdu.

Tenistka wprawiła jednak informującego ją o niezwykłej propozycji gestapowca w osłupienie kiedy oświadczyła, że nigdzie się nie wybiera i że chce pozostać nad Wisłą.

Przeżyła wojnę i zapisała się trwale w historii Katowic, bo potem przeprowadziła się właśnie do tego wspaniałego miasta. W ciągu 40 lat kariery zdobyła aż 63 tytuły mistrza Polski (23 w grze pojedynczej, 15 w deblu i 25 w mikście). Po raz ostatni indywidualną mistrzynią kraju została w wieku 53 lat! Jej największym sukcesem był awans do finału Wimbledonu w 1937 roku. Jest jedyną Polką, która wygrała turniej wielkoszlemowy seniorów. A w Baildonie Katowice grała od 1957 roku (wcześniej Legia Warszawa i kluby z Bydgoszczy oraz Pogoń Katowice). Po zakończeniu kariery trenowała młodzież. Zmarła w Katowicach w 1980 roku.

Wyobraźcie sobie, że po moim wystąpieniu zahaczył mnie jeden ze słuchaczy i opowiedział mi, że po wojnie Jędrzejowska spotkała się jednak z Gustawem V. Szwedzki monarcha miał ofiarować jej drogocenną bransoletę ozdobioną drogocennymi kamieniami. Mój rozmówca zaznaczył, że tę drogocenną pamiątkę widział, bo tenisistka często bywała u niego w domu odwiedzając jego rodziców. 

Uwielbiam kiedy ludzie opowiadają mi takie historie.

 *tak, wiem

wtorek, 16 maja 2017
Presja

GKS Katowice bezsprzecznie powinien grać w ekstraklasie. Tak jak Górnik Zabrze, Zagłębie Sosnowiec czy GKS Tychy.

Jednak jego sytuacja jest trochę inna niż konkurentów. Paradoksalnie trudniejsza, choć nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. O co chodzi?

GKS jest klubem wielosekcyjnym, który mocno wspiera miasto. Magistrat bardzo chce powrotu do czasów świetności, ale klub nie może liczyć na coraz większe pieniądze z miasta, mimo że Katowice relatywnie są bogate. Powód jest prosty: budżet miasta, które dużo wydaje na sport nie jest przecież z gumy.

Paradoksalnie piłkarzom nie pomaga wielosekcyjność GieKSy. Inne sekcje - chodzi mi przede wszystkim o siatkarską i hokejową - spisywały się ostatnio bardzo dobrze, a wszystko wskazuje, że będą jeszcze lepiej. Przypuszczam, że w 2018 roku jedni i drudzy będą blisko medali mistrzostw Polski. Hokeiści już się wzmacniają, a te wzmocnienia nie są byle jakie. 

Z tego co słyszę w roku 2018 GieKSa będzie mogła liczyć na wsparcie z miasta na podobnym poziomie jak obecnie. Siatkarze i hokeiści będą potrzebowali więcej pieniędzy - jako, że drużyny są coraz silniejsze mają ku temu mocne argumenty. Wiem, że w mieście są ludzie, którzy patrzą na nie przychylnym okiem. Wygląda na to, że więcej pieniędzy dla hokeistów i siatkarzy może oznaczać mniej dla piłkarzy. No chyba, że awansują do ekstraklasy teraz.

Przypuszczam, że brak awansu w tym sezonie może oznaczać mniejsze nakłady na piłkę w przyszłym. Chyba warto zdać sobie z tego sprawę.

Archiwum