niedziela, 25 czerwca 2017
Pseudopatriotycznemu bełkotowi mówię "nie"!

Ludzie chłoszczą młodzieżową reprezentację po nieudanych młodzieżowych mistrzostwach Europy, nasze społeczeństwo zawsze było w chłostaniu dobre.

Muszę przyznać, że ta reprezentacja w ogóle mnie nie zawiodła, bo nie wiązałem z nią żadnych nadziei. Szczerze pisząc nigdy nie wiążę żadnych nadziei z młodzieżowymi reprezentacjami. Ich występy - nawet te oficjalne - traktuję zawsze i wyłącznie tylko jako szkoleniowe. Jeśli odnoszą sukcesy na międzynarodowym poletku to dobrze, jeśli nie odnoszą - mam to gdzieś.

Wydaje mi się, że obecne chłostanie wynika z pseudopatriotycznego tromtadractwa, które zawsze jest wynikiem kompleksów. Wielu ludzi ubzdurało sobie, że zawaliliśmy jakąś ważną imprezę. W dodatku rozgrywaną u nas. Powtarzam: mistrzostwa Europy do lat 21 to impreza trzeciorzędna. Liczy się tylko i wyłącznie pierwsza reprezentacja Polski. Wstydem było zawalenie Euro 2012, tu się w pełni zgodzę. Ale teraz? Pograli, nie dali rady i tyle. Kto uważa, że to zapowiedź przyszłości - nie ma moim zdaniem racji. W młodzieżowych kadrach zawsze chodziło tylko o to żeby paru jej najlepszych piłkarzy trafiło potem do pierwszej reprezentacji.

A to marudzenie, że tej kadry nie wzmocnił na turniej choćby Arkadiusz Milik... Bardzo dobrze, że nie wzmocnił. Po cholerę - ma się cofać w rozwoju. Tak samo nie mam pojęcia po co zagrał Linetty. W tym turnieju powinni według mnie występować tylko ci piłkarze, którzy nie znaczą jeszcze nic dla pierwszej reprezentacji. To szukanie za wszelką cenę sposobów żeby ta kadra była jak najmocniejsza i to parcie na jej wynik zwyczajnie mnie mierzi.

Oczywiście to fajnie, że ta impreza budzi w Polsce zainteresowanie, jest głód na dobrą piłkę. Ale to przecież tak naprawdę jest turniej o złoty ogórek. Wywalczenie złotego ogórka nie daje rękojmi wywalczenia mistrzostwa świata.

 A już całkowicie rozśmiesza mnie pomysł, że Marcin Brosz mógłby w przyszłości zostawić Górnika Zabrze dla młodzieżowej drużyny narodowej. Sorry, ale co on by tym zyskał? To jak przesiąść się z samochodu na skuter.

Zamienić zawodową legendarną drużynę klubową z tradycjami po zrobieniu z nią awansu na "produkt pomocniczy"? Odpuścić ten niezwykły tygodniowy rytm, który zawsze napędza ludzi piłki na jakieś tam mecze, którymi i tak - poza mistrzostwami rozgrywanymi w Polsce - mało kto się interesuje.

Nigdy nie uwierzę, że Marcin Brosz zgodziłby się na taki pomysł. 

PS  W całej tej zawierusze związanej z Ruchem Chorzów zabrakło - jak dotąd - spojrzenia bardzo ważnego człowieka dla tej historii. Dlatego razem z Wojtkiem Todurem spotkaliśmy się więc z Waldemarem Fornalikiem. Szkoleniowiec pierwszy raz - po dłuższej chwili milczenia - zdecydował się przedstawić własny punkt widzenia.

Szczegóły - TUTAJ.

13:24, pavelczado , żal
Link Komentarze (11) »
wtorek, 20 czerwca 2017
Piłkarz Górnika Zabrze a Erazm z Rotterdamu

Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze, wieloletnia podpora tego klubu, postanowił poddać się badaniu wariografem. Na zastosowanie wykrywacza kłamstw namówili piłkarza jego znajomi kibice z grupy Torcida. Od pewnego czasu zaczęły bowiem krążyć plotki, że Danch jest zamieszany w sprzedawania meczów i obstawianie wyników u bukmachera. Zawodnika, który właśnie podpisał kontrakt z Arką Gdynia widocznie to bolało.

Nie wiem czy na jego miejscu poddałbym się takiemu badaniu. To forma tłumaczenia się przed innymi. Gdybym był niewinny, nie zależałoby mi na tym co sądzą inni. „Nigdy się nie tłumacz. Przyjaciele i tak zrozumieją, wrogowie i tak nie uwierzą” - nie mam pojęcia czy Danch zna tę złotą myśl Erazma z Rotterdamu, ale wiem, że się do niej nie zastosował. Piłkarza można jednak zrozumieć, bo w pewnym momencie w kibicowskim światku na języki wzięto też żonę byłego kapitana zabrzańskiej jedenastki. Plotkowano, że obstawia wyniki za granicą.

Po tym, gdy Danch z powodzeniem przeszedł badania wariografem kibice z Torcidy ogłosili, że nie brał udziału w sprzedawaniu meczów żeby osiągnąć korzyści w zakładach bukmacherskich i nie uczestniczył w żadnych nieczystych działaniach.

Piłkarz może odetchnąć, choć przypuszczam, że pewna przygnębiająca myśl będzie go długo uwierać. Ta otóż, że ostatnim ligowym meczem Górnika, w którym zagrał w wyjściowym składzie, jego zespół poniósł zawstydzającą porażkę z najgorszym w ligowej stawce MKS-em Kluczbork. Tydzień później pograł jeszcze w ostatnich minutach meczu z Olimpią w Grudziądzu, ale wychodzi na to, że były kapitan Górnika nic nie wniósł do niezwykłej zwycięskiej passy swojej drużyny z końcówki sezonu, dzięki której zespół z ulicy Roosevelta wrócił do ekstraklasy.

Mam tylko nadzieję, że sprawa Dancha nie stanie się zachętą dla innych kibiców innych drużyn. Bo źle by było, gdyby za każdym razem - gdy zespołowi wiedzie się gorzej, niż tego oczekują kibice - przyczyny szukać poza boiskiem, a podejrzewanych o nieetyczne zachowania piłkarzy tresować wariografem. Bo ten, kto by odmówił, z miejsca zostałby ogłoszony sprzedawczykiem. 

A wtedy prawda nie byłaby najważniejsza.

PS Zrobiłem szybki wypad do Pragi, w której nigdy dotąd nie byłem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie Velký strahovský stadion. Wrażenie przygnębiające. Całe szczęście, że to nigdy nie była świątynia futbolu.

niedziela, 11 czerwca 2017
Co dalej z reprezentacją Polski

Siła naprawdę mocnej polskiej reprezentacji moim zdaniem nigdy nie opierała się na jakości jej największych gwiazd. To co pokazuje w tych eliminacjach Robert Lewandowski jest niezwykłe, ale zaraz nasuwa się wątpliwość - "a co jeśli coś mu się przytrafi albo zakończy karierę". Czy bez niego reprezentacja Polski byłaby dziś jak Jacques Anquetil tak daleko przed peletonem?

Nie mam oczywiście zamiaru umniejszać zasług innych piłkarzy obecnej kadry, wszyscy spisują się znakomicie. Ale we wczorajszym meczu z Rumunią dostrzegłem coś co znacznie zwiększa mój optymizm przed mistrzostwami świata w Rosji.

Podczas ostatnich mistrzostw Europy biało-czerwoni walczyli wspaniale. Wydaje się, że z tamtej drużyny udało się wycisnąć maksimum. Najpiękniejsze jednak jest to, że to może być tylko drugi albo trzeci obóz przez atakiem szczytowym, że prawdopodobnie to nie było apogeum możliwości kadry Adama Nawałki (choć oczywiście nie można tego przesądzać).

Do rzeczy: we wczorajszym meczu najbardziej wcale nie podobał mi się Robert Lewandowski. Bardziej urzeczony byłem grą Piotra Zielińskiego. Jego bystrością, techniką użytkową, swobodą w poruszaniu, szybkością reakcji, nagłymi zmianami tempa i kierunków rozgrywania akcji.

To powinien być playmaker kadry na lata (dziś modne jest budowanie drużyn bez playmakerów, ale zwolennikami tej koncepcji są zazwyczaj ci, którzy nie mogą na kogoś takiego liczyć:). Wydaje mi się, że właśnie współpraca ciągle rozwijającego się Zielińskiego z Lewandowskim powinna być elementem, który mógłby wznieść reprezentację na jeszcze wyższy poziom.

W związku z tym rodzi się kilka ciekawych pytań. Przy założeniu, że Zieliński ma pewne miejsce w składzie (pamiętacie, że dla reprezentacji odkrył go jako nastolatka jeszcze Waldemar Fornalik) można zastanawiać się czy za nim powinno grać dwóch defensywnych pomocników (jak wczoraj) czy tylko jeden. Bo jeśli dwóch to gdzie znaleźć miejsce dla wracającego do pełnej dyspozycji Arkadiusza Milika?

Zawsze miło mieć takie dylematy. Przez ostatnie dekady te dylematy przypominały raczej problem człowieka dysponującego zbyt krótką kołdrą. Gdzie ustawić i jak wykorzystać tego najbardziej wartościowego piłkarza żeby ukryć braki.

Polska piłka rzeczywiście jest coraz silniejsza. Miło przypomnieć sobie czasy z dzieciństwa.

piątek, 09 czerwca 2017
Mariusz Klimek myśli o Śląsku. Ale Wrocław

Rozmawiałem dziś z Mariuszem Klimkiem, bo usłyszałem plotkę o jego zainteresowaniu Śląskiem Wrocław. Dla tego biznesmena zawsze będę miał mnóstwo szacunku - z prostego powodu. Nie znam bowiem nikogo kto w polskim futbolu z własnej kieszeni dałby tyle milionów ile wyłożył on by spłacić cudze długi. Milionów! To dzięki niemu Ruch Chorzów złapał kiedyś nowy oddech.

Wygląda na to, że Mariusz Klimek wsiąkł w futbol. Właśnie przyjął zaproszenie do jednej z grup biznesowych, która chciałaby przejąć Śląsk Wrocław. Oczywiście to kto przejmie ten klub nie jest jeszcze w ogóle przesądzone, ofert jest przecież kilka.

- Wiem co zrobić żeby we Wrocławiu i okolicach nastała moda na Śląsk. Wiem jak zbudować sportowe podwaliny pod przyszły sukces - mówi Klimek.

Żałuję, że nie decyduje się na dalsze działanie na Górnym Śląsku. Ale pamiętając przeszłość i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

niedziela, 04 czerwca 2017
Mam coś dla kibiców Górnika Zabrze!

Sposób w jaki Górnik Zabrze wywalczył awans do ekstraklasy robi na mnie ogromne wrażenie z trzech powodów.

Po pierwsze - dlatego, że tak piorunująca końcówka nie przydarza się zbyt często. Wreszcie Górnik złapał formę i miał szczęście w najważniejszych momentach. Do tego rywale potracili punkty. Jeszcze miesiąc temu w taki finisz Zabrza chyba nikt by nie uwierzył.

Po drugie - dlatego, że Górnik potrafił się podnieść w bardzo trudnej sytuacji. Kiedy targały nim konflikty, narzekali kibice, sytuacja finansowa wydawała się bez wyjścia... Wyszli z tego.

Po trzecie - dlatego, że zapewniając ten sukces trener Marcin Brosz jednocześnie umiejętnie buduje nowy zespół (niektórzy określiliby go nawet mianem "całkiem nowego"). Dzisiejszy mecz, który przesądził o awansie zabrzanie kończyli z pięcioma młodzieżowcami w składzie! Przyznacie - to jest sztuka.

Czadoblog gratuluje i chce obwieścić, że ma dla kibiców Górnika niespodziankę. Jakże przyjemnie wstrzeliła się ona w czas awansu!

Praca nad niespodzianką zajęła mi rok. Spędziłem mnóstwo czasu w różnych archiwach, bardzo wiele podróżowałem. Zjeździłem Śląsk, Niemcy, Szwajcarię i Belgię. Warto było. Poznałem wielu wspaniałych ludzi (ale i wielu znałem wcześniej). Słuchając ich opowieści czułem uniesienie, wzruszenie, oszołomienie, podziw, czasem złość lub niedowierzanie.

Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi - piłkarzami, trenerami, historykami, zdarzył się nawet artysta kabaretowy, inżynier i lider sławnego zespołu muzycznego. Wśród moich rozmówców byli m.in. (w porządku alfabetycznym): Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Marcin Bochynek, Józef Dankowski, Stefan Florenski, Jacek Gmoch, Jan Gomola, Jerzy Gorgoń, Bogdan Gunia, Andrzej Iwan, Jacek Kazimierski, Ryszard Komornicki, Hubert Kostka, Marek Kostrzewa, Jan Kowalski, Rainer Kuchta, Henryk Latocha, Roman Lentner, Włodzimierz Lubański, Waldemar Matysik, Andrzej Orzeszek, Stanisław Oślizło, Andrzej Pałasz, Antoni Piechniczek, Zdzisław Podedworny, Edward Socha, Andrzej Szarmach, Zygfryd Szołtysik, Jan Urban, Tomasz Wałdoch, Erwin Wilczek i Jan Wraży.

Spotkałem się również z wieloma rodzinami sławnych piłkarzy, także zagranicą, które barwnie dopełniają tę opowieść.

W efekcie powstała książka. Starałem się jej nadać reporterski sznyt. Będzie liczyła około 400 stron. Skupiłem się na najlepszych i najciekawszych latach w historii Górnika Zabrze. Opowieść toczy się więc od połowy lat 50. do początku lat 90., kiedy potęga klubu odchodzi w niebyt. Ostatnie ćwierć wieku zostawiam już komuś innemu.

Książka ukaże się wkrótce. Nie skupiam się w niej na wspaniałych meczach lub pięknych bramkach, choć opisy tych najbardziej niezwykłych oczywiście w książce znajdziecie, najczęściej opowiedziane przez bohaterów tamtych wydarzeń.

To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy sprawili, że Górnik Zabrze - bez względu na wszystko - już na zawsze pozostanie niezwykłym klubem. Dlatego cieszę się, że udało mi się dotrzeć do wielu nieznanych historii związanych z Górnikiem - czasami strasznych, czasami wstydliwych, czasami śmiesznych, a czasami wzruszających... 

A całość zaczyna się tak:

"Przełom lat 40. i 50. Sucha Góra to mała gmina na Górnym Śląsku, położona na północ od Zabrza. Mieszka tam górnik Paweł Szołtysik z rodziną.

Dla hajera odskocznią od szarej codzienności jest muzyka. Szołtysik uwielbia grę na różnych instrumentach, zwłaszcza na skrzypcach. Marzy, że jego bajtel, „Zyga”, zostanie prawdziwym, wykształconym skrzypkiem. Pragnie tego tak bardzo, że samodzielnie struga dla synka małe skrzypki. Zbliża się Boże Narodzenie, fater szczęśliwy chowa gyszynk pod choinkę. Ambitne plany Pawła Szołtysika rozpadają się jednak na kawałki. Dosłownie.

- Kiedy po wieczerzy rozpakowałem z przejęciem ten wspaniały prezent, nie mogłem ukryć rozczarowania. Bliski płaczu krzyknąłem: „Jo nie chca skrzipiec ino bal!”. Z rozpaczą ciepłem te skrzypce o ziemię. Rozbiły się na malutkie kawałeczki - wspomina z zakłopotaniem Zygfryd Szołtysik tamto wydarzenie sprzed lat.

Paweł Szołtysik patrzy smutno na syna. Nic nie mówi. „Zyga” do dziś pamięta, że lania, które mogło wydawać się nieuchronne, jednak nie dostaje. Ojciec pozwala wybrać synkowi, co chce robić w życiu. W tamtych czasach nie było to na Śląsku wcale takie oczywiste. - Ale w moim przypadku nie mogło być inaczej. Piłka była mi przeznaczona. Nic nie mogło mnie powstrzymać - mówi Szołtysik.

Nie wiem, ile straciła muzyka przez to, że Zygfryd Szołtysik ostatecznie nie został wirtuozem skrzypiec. Wiem za to, ile straciłby futbol, gdyby „Zyga” nie został wirtuozem piłki. Futbol i... Górnik Zabrze. Bo przecież to właśnie w Zabrzu Szołtysik kopie piłkę przez 16 lat. Tak się składa, że w tym czasie Górnik staje się legendą, a „Zyga” - częścią tej legendy. 

O niej jest ta opowieść." 

PS Tym sposobem spełniam kolejne moje marzenie jako śląskiego reportera futbolowego. Jeszcze kilka tych marzeń zostało. Ale już coraz mniej.

Przebierańcy

Kiedyś w nocy obudziłem się z krzykiem, bo wyśniłem sobie, że w jednej chwili, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, następuje zamiana: policjanci stają się dziennikarzami, dziennikarze - kibolami, a kibole - policjantami.

Nigdy nie przypuszczałbym, że choćby jeden element tej układanki mógłby kiedyś stać się faktem. Ten świat jest jednak tak skonstruowany, że wszystko co człowiek może sobie wymyślić kiedyś już się stało albo kiedyś się stanie...

Byłem na meczu Ruchu z Łęczną, ale nie miałem pojęcia o cudach jakie w jego trakcie się działy. Fakt ubrania przez funkcjonariuszy policji kamizelek z napisem "media" uważam za skandaliczny i dołączam się do protestu.

To oczywiste, że praca policji jest ważna i trudno sobie wyobrazić, że mogłaby przestać wykonywać obowiązki związane z utrzymaniem porządku na stadionach. Niemniej cel nie uświęca środków, a funkcjonariusze powinni wykonywać tego rodzaju czynności jeśli nie pod otwartą przyłbicą to przynajmniej nie pod przyłbicą kogoś innego.

Wielki błąd popełnili chyba działacze Ruchu. Trudno mi sobie wyobrazić, że funkcjonariusze wzięli te kamizelki z napisem "media" bez wiedzy klubu - gdyby tak było to już jutro powinno się skierować pozew przeciw policji. Nie wierzę jednak w taką wersję. 

Przypuszczam, że policja zwyczajnie poprosiła o kamizelki, a te zostały im wydane bez słowa sprzeciwu (bo przecież to policja).

Nikt na komendzie nie zastanowił się chyba co taki manewr za sobą niesie.* Ludzie mediów nie przebierają się w te kamizelki dlatego, że są zachwyceni krojem. Ma im to pomóc w relacjonowaniu wydarzeń, w robieniu zdjęć. Chodzi o to żebyśmy nie byli traktowani jako strona konfliktu. 

Zgadzam się z opinią, że brak pewności, iż pod szyldem „media” występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. 

Dlatego serdecznie proszę funkcjonariuszy żeby już nigdy nie bawili się w podobne przebieranki.

*tylko nie mówcie mi, że to nie był pierwszy raz.

10:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (9) »
piątek, 02 czerwca 2017
Kurtyna niebieska

Przykro było dziś żegnać Ruch w ekstraklasie.

Przykro było rozmawiać na stadionie przy stanie 0:2 z Eugeniuszem Lerchem, który strzelał dla chorzowian bramki w jego najlepszych latach. Czułem rozżalenie Mistrza.

Przykro, że właściwie nie wiadomo co będzie dalej. Kilka lat temu obowiązywało hasło: piętnasta gwiazdka na stulecie. Niedawno Antoni Piechniczek stwierdził, że na stulecie niech przynajmniej będzie obecność wśród najlepszych. Jednak czy dziś - zaraz po tak nieszczęsnym meczu jak ten pożegnalny - nadużyciem będzie wątpić nawet w tę skromniejszą wersję?

Przykro, że dla tylu ludzi mieniących się kibicami Ruchu ten mecz był tylko okazją do zademonstrowania jakichś debilnych działań: rzucania rac i palenia flag rywala zza miedzy. Teraz za tą miedzą śmieją się, że ważniejsza dla niektórych "kibiców" z Cichej była GieKSa niż godne żegnanie się z ligą. Nigdy czegoś takiego nie zrozumiem. To jest tak głupie, że aż niewiarygodne. Bez sensu.

Życzę wszystkim normalnym żebyśmy zobaczyli jeszcze Ruch w ekstraklasie. Nie na przekór komukolwiek choć wiadomo, że teraz kmiotki będą się cieszyć, bo to oczywiste, że kluby z tradycją budzą zawiść. Ruch tego właśnie doświadcza. 

Niemniej ostatnie dziesięć lat w ekstraklasie były w wykonaniu Ruchu niecodzienne. Za nie dziękuję. Czy ktoś kiedyś jeździł na rollercoasterze w ten sposób w polskiej lidze? Było wiele wspaniałych momentów, puchary, a nawet mistrzostwo Polski (co prawda tylko 6 maja 2012 roku przez godzinę - między 17.18 a 18.18 czyli bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie  i bramką Roka Elsnera w Krakowie, Ruch Chorzów był mistrzem Polski. Było też wiele słabych, choć nigdy nie kończyło się to katastrofą. 

Aż do teraz.

Nie chcę się żegnać z tym klubem w tej lidze. Ale naprawdę nie wiem kiedy znowu się przywitam. I gdzie...

PS Dobrze, że jest Omega. Kiedyś więc będzie jeszcze przepięknie.

Musi.

wtorek, 30 maja 2017
Popieram Antoniego Piechniczka

Odwiedziłem selekcjonera w Wiśle, porozmawialiśmy o obecnej sytuacji w Ruchu [możecie przeczytać - TUTAJ]. Antoni Piechniczek jest rozgoryczony i ja mu się wcale nie dziwię.

Zwracam uwagę na jeden charakterystyczny moment jego wypowiedzi. 

Cytuję: "Gdybym to ja, nawet w wieku jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść!"

Niektórzy pewnie oburzą się na te słowa. Ja je oczywiście całkowicie popieram. Żyjemy bowiem w czasach kiedy uwikłanie w procedury, przepisy, regulaminy sprawia, że człowiek często czuje się jak ryba w sieci i nic nie może zrobić, choć wie, że ma moralną rację.

Takie zachowanie jest wyrazem rozpaczy w momencie kiedy trzeba ją wyrazić a nie da się inaczej. Jest też dobrym sposobem zwrócenia uwagi na draństwo jakie się dzieje.

Zawsze tak było. Tylko cynicy nie dostrzegą różnicy między słuszną wściekłością a zimną chęcią wykorzystania okazji do obalenia ancien regime'u.

niedziela, 28 maja 2017
Nigdy nie mów nigdy

Trwa szaleństwo w I lidze. Kilka dni temu rozmawiałem z Marcinem Broszem, trenerem Górnika Zabrze, który zwracał uwagę na to jak wszystko w tej lidze potrafi się wywrócić - bez przesady - w ciągu tygodnia.

Jeszcze przed niedawnym meczem Górnik Zabrze - GKS Katowice niektórzy fani KSG sugerowali żeby odpuścić ten mecz żeby ułatwić GieKSie awans. Tymczasem górnicy wygrali dziś piąty raz z rzędu (oglądało to aż 20 tysięcy ludzi) i to raczej GieKSa przysłużyła się Zabrzu ogrywając na wyjeździe Olimpię Grudziądz.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem Marcina Brosza, jego sztabu i sposobem w jaki umiejętnie ustawia skład i wprowadza młodych. Właściwie Górnikowi została już tylko ostatnia przeszkoda żeby w Zabrzu nastąpiło wniebowstąpienie. To co tam się dzieje jest fantastyczne! Górnik ma moc.

Ale wiecie co? W tej lidze jedna przeszkoda to jednak dużo. Jeszcze wszystko się może odwrócić na opak. Jeszcze może awansować choćby... GieKSa!

Wystarczy, że katowiczanie wygrają ostatni mecz z Bytovią a oprócz tego Zagłębie, Miedź i Chojniczanka nie mogą wygrać, a Górnik przegra na wyjeździe z walczącą o utrzymanie Wisłą Puławy? Niemożliwe? W tej lidze nic nie jest chyba niemożliwe...

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Ten niezwykły sezon, znacznie bardziej ciekawy niż rozgrywki ekstraklasy odbywa się według tradycyjnych reguł bez debilnego dzielenia punktów, bez debilnego podziału na grupy i bez debilnej nieparzystej liczby rozegranych spotkań w sezonie. Można? Można.

Czekam na oficjalną wypowiedź Zbigniewa Bońka

Jestem zdumiony.

Pierwszy raz w historii polskiej piłki nożnej jakaś drużyna spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej po celowym wbiciu piłki ręką do bramki a najwyższe krajowe władze futbolowe ciągle milczą.

Od Zbigniewa Bońka, jako szefa PZPN i najważniejszej obecnie osoby w polskim futbolu oczekiwałbym jednak oficjalnego stanowiska. Oczywiście nie chodzi mi o stanowisko w kwestii karania sędziów czy strzelca. To w całej tej historii sprawa wręcz drugorzędna. Chodzi mi raczej o wyjaśnienie czy PZPN zamierza jakoś naprawić tę sytuację* i zadośćuczynić pokrzywdzonemu. To pokrzywdzony - czyli Ruch - jest teraz najważniejszy.

Oczekiwałbym specjalnie zwołanej konferencji prasowej w tej sprawie jeszcze w weekend, bo przypominam, że chodzi o wydarzenie bezprecedensowe w historii naszego futbolu.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ruch spada z ekstraklasy tylko i wyłącznie z jednego powodu: oto sędzia uznaje bowiem bramkę, której w żadnym wypadku nie powinien był uznać. Przypominam - nie chodzi o gola po dyskusyjnym spalonym czy wątpliwym faulu jakie w ferworze zdarzają się dość często. Chodzi o zagranie doprawdy skandaliczne, o gola, który padł po celowym wbiciu piłki ręką do bramki. Należy to wyraźnie podkreślać: nie ma innych powodów dla których Ruchowi w sobotę przytrafia się degradacja. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wygrałby mecz z Gdyni.  A wówczas w ostatniej kolejce jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć łącznie z wersją, że chorzowianie w ostatniej chwili nie dali się na boisku zdegradować.

Ruch nie miał ostatnio dobrej opinii, to wiemy wszyscy. Kłopoty finansowe, zawirowania z licencją itd. nie sprzyjały w budowaniu sympatii u tzw. postronnego widza. Jednak oczywiste jest, że nie powinno mieć to żadnego wpływu na sportowy sposób wyłaniania spadkowiczów.

No chyba, że władze polskiej piłki hołdują stalinowskiej zasadzie "dajcie człowieka a znajdzie się paragraf". Jeśli nie uwalimy cię tak, to inaczej. W to oczywiście nie wierzę i przy okazji wyrażam szczerą nadzieję, że prokurator Andriej Wyszyński nie jest patronem decydentów naszego futbolu. 

*serdecznie proszę nie dręczyć mnie bełkotem w stylu "a co ma do tego Boniek"

PS Już po opublikowaniu tego wpisu widzę, że Zbigniew Boniek zabrał głos na Twitterze.

"Piłkarzom i kibicom Ruchu życzę szybkiego powrotu do Esa,niech nie myślą ze spadli przez Sedziów ,Siemaszkę czy PZPN,szkoda!"

Na razie nie będę komentował treści merytorycznej tego twitta, ciągle czekam bowiem na oficjalne stanowisko prezesa PZPN.

Archiwum