sobota, 28 listopada 2015
Utrzymanie

Zostałem zaproszony na dzisiejszą uroczystą akademię z okazji 90-lecia Rozwoju Katowice. Piękny wiek, piękne tradycje zasłużonego klubu choć... rzeczywistość trochę skrzeczy.

Rozwój walczy jak może o utrzymanie w I lidze, choć jako klubowi dzielnicowemu, który w macierzystym mieście ma potężnego konkurenta nie jest łatwo. Prezes Zbigniew Waśkiewicz wygłosił na wstępie melancholijne przemówienie, po którym przyznam - zrobiło mi się trochę smutno. Wczesnym popołudniem Rozwój przegrał u siebie ważny mecz z Wigrami Suwałki - rywalem w walce o utrzymanie i ma już cztery punkty straty do bezpiecznej strefy. Łatwo nie będzie więc wszyscy goście życzyli działaczom i piłkarzom pozostania w lidze. 

Właśnie na tej gali pierwsze publiczne wystąpienie zanotował nowy wiceminister sportu. Jest nim pochodzący z Katowic dobrze znany w środowisku były dziennikarz sportowy, działacz i menedżer Ryszard Szuster. To właśnie on sprowadził do Polski Emmanuela Olisadebe, potem był m.in. prezesem Górnika Zabrze (rozmowę sprzed ośmiu lat, którą przeprowadziliśmy z obecnym wiceministrem o szansach Górnika - przeczytacie TUTAJ). Dziś w restauracji Anna Maria na Kostuchnie Szuster odczytał list gratulacyjny w imieniu ministra sportu Witolda Bańki, który - co ciekawe - zanim został biegaczem, próbował swoich sił jako piłkarz właśnie w... Rozwoju Katowice. 

Po części oficjalnej (przemówienia i czas dla Komisji ds. Odznaczeń) wniesiono jedzenie, a do kotleta przygrywał (raz skocznie, raz melancholijnie)... Alosza Awdiejew. Były uroczyste licytacje - koszulkę Rozwoju z autografem Arkadiusza Milika za 4200 zł wylicytował prezes... GKS-u Katowice Wojciech Cygan.

Pojadłem, popiłem, przeprowadziłem kilka bardzo ciekawych rozmów. Kiedy już wychodziłem, wpadł z pamiątkową paterą trochę zziajany Rafał Kędzior*, nowy rzecznik prasowy Górnika Zabrze. Siłą rzeczy nie mógł być wcześniej. Robił dobrą minę do złej gry, ale trudno mu się dziwić, że wyglądał na markotnego. Górnik wypuścił dziś z Łęczną bardzo ważne zwycięstwo dosłownie w ostatniej chwili. Nie jest dobrze, ale przestrzegam przed przedwczesnym wysyłaniem zabrzan na zaplecze ekstraklasy. Jest przecież jeszcze 26 punktów do zdobycia w rundzie rewanżowej (po debilnym podziale właściwie 13) oraz 21 w rundzie dodatkowej.

Wszystko się może zdarzyć.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski. 

* świat jest mały - Rafał Kędzior był w jednej drużynie młodzieżowej Rozwoju właśnie z ministrem Bańką:)

wtorek, 09 czerwca 2015
Czy Rozwój Katowice powinien grać na Bukowej

Katowice to pod względem futbolowym specyficzne miasto. Przez wiele lat dochrapało się kilku silnych klubów, najczęściej zawsze był jakiś lider, który wyrastał ponad innych.

W latach 20. - "efcyj". Niewiele brakło 1.FC do mistrzostwa Polski w pierwszym ligowym sezonie w 1927 roku;

W latach 30 - Dąb. Była ekstraklasa, a najlepszy piłkarz Ewald Dytko zagrał na mistrzostwach świata;

W latach 40., tuż po wojnie - Pogoń i Baildon. Nie zdążyła wyklarować się sytuacja w której jeden zespół wyrósłby zdecydowanie nad inne, bo już w czerwcu 1949 (pamiętajmy, że wtedy ze sportem komuna wyczyniła niezwykłe cuda) roku doszło do przymusowej fuzji Baildonu z dwoma innymi katowickimi klubami - Pogonią i KS Ferrum (przedwojennym Słowianem). Najlepsi piłkarze (m.in. Paweł Krężel)* wzmocnili nową drużynę, która o awans do pierwszej ligi walczyła pod szyldem Związkowego Klubu Sportowego Stal, a mecze rozgrywała na dawnym boisku Pogoni przy ul. Kościuszki. Komuna uznała, że najsilniejszy klub o nazwie Stal w regionie ma jednak działać w... Sosnowcu więc decyzją władz zrzeszenia sportowego Stal najlepsi piłkarze Stali Katowice zostali przeniesieni do Stali Sosnowiec (a katowicka drużyna została zdegradowana do roli koła sportowego). O zgodę nikt piłkarzy nie pytał. Jeśli ktoś ma wątpliwości: Stal Sosnowiec to późniejsze Zagłębie. Siłę dzisiejszego drugoligowca budowali więc piłkarze przymusowo przeniesieni z Katowic.

Lata 50. Chwilowe bezkrólewie. Gdyby spytać wytrawnych kibiców co wiedzą o katowickiej piłce z lat 50. - byłoby ciężko... Niechciani w Sosnowcu ci słabsi piłkarze Baildonu musieli rozpocząć rozgrywki w klasie B. A stara nazwa KS Baildon wróciła dopiero w 1957 r., kiedy zlikwidowano zrzeszenia sportowe. Najbardziej znanym piłkarzem tamtego okresu był nieżyjący już Norbert Błaszczyk, reprezentant Polski juniorów. Ten silny, pracowity i skoczny lewy obrońca był w reprezentacji Polski, która na mistrzostwach Europy juniorów w Portugalii w 1961 r. zajęła drugie miejsce. Błaszczyk miał potem kilka propozycji od bardziej znanych ligowych klubów. Z żadnej nie skorzystał, bo nie pozwolił na to jego ojciec - w młodości piłkarz rezerw Baildonu.

Lata 60. - rodzi się GieKSa, oficjalnie staje się klubem miasta i z dekady na dekadę zasysa wszystko. Na tyle, że miasto, które wcześniej było kibicowskim zagłębiem Ruchu (zagłębie Ruchu - fajnie brzmi, co?;) zmieniło się w tym względzie. Dziś Ruch jest we Katowicach w defensywie, ale stwierdzenie, że łatwo oddaje kibicowskie pole nie będzie polegać na prawdzie. 

W latach 80. i 90. wydawało się, że futbolową wojnę o rząd dusz w Katowicach łatwo wygrał GKS. Grał legendarne dziś mecze, właściwie nie miał konkurenta więc zadanie nie było specjalnie trudne. Nawet kiedy po 2005 obsunął się kilka stopni niżej.

Aż do dziś.

Pierwszy raz w historii na drugi szczebel rozgrywek dostał się właśnie typowy klub dzielnicowy z południa Katowic - Rozwój. Jeśli ktoś uznaje epitet "dzielnicowy" za wyraz lekceważenia - przypomnę, że GieKSa wykluła się z Rapidu Wełnowiec, też typowej drużyny dzielnicowej, tyle że z północnej części Katowic.

Rozwój ma własne ambicje a jeśli ktoś myśli, że dałby się wtłoczyć w ramy satelitarnego klubu GieKSy - bardzo się myli. Tamtejsi działacze chcą walczyć o swoje (o czym możecie się przekonać czytając ciekawy wywiad Wojtka Todura z prezesem).

Oczywiście nie chodzi o to, że Rozwój mógłby zacząć przejmować kibicowsko kolejne dzielnice Katowic. To niemożliwe. Widzę tu jednak element, który może doprowadzić do niesnasek. Być może GieKSa będzie musiała się bowiem odrobinę przesunąć i odstąpić trochę miejsca Rozwojowi na Bukowej. Na jego stadioniku na Brynowie nie ma bowiem świateł, a takowe przecież są wymagane od drużyn pierwszoligowych (trudno mi sobie wyobrazić, że nagle znajdą się pieniądze na jupitery przy ul. Zgody).Na razie Rozwój nie złożył w Urzędzie Miasta żadnego oficjalnego pisma w tej sprawie (działacze mają różne zdania, nie wszystkim się uśmiecha przeprowadzka akurat na Bukową).

Ciekawe, że teoretycznie GieKSa właściwie nie miałaby chyba nic do gadania w tym względzie. Obiekt na Bukowej jest bowiem stadionem miejskim i właśnie tej argumentacji mógłby użyć Rozwój: miejski stadion dla klubów z miasta... Trudno przypuszczać, że miasto nie udzieliłoby pomocy i z tego powodu Rozwój mógłby w pierwszej lidze nie zagrać.

Ciekawe więc czy oba kluby się pomieszczą gdyby do czegoś doszło. Sądzicie, że Rozwój powinien grać na Bukowej i że ma do tego moralne prawo? A jeśli tak to czy trawa wytrzyma podwójne obciążenie? (cóż - ta na San Siro wytrzymuje:)

Jedno jest pewne - to musi być porządnie przemyślane. Żeby żaden z klubów na tym nie ucierpiał.

*Paweł Krężel z Załęża to był niezwykły kozak. Zdążyłem się z nim jeszcze spotkać na osiedlu Tysiąclecia przed jego śmiercią (to rocznik 1927). Ten szybki i zwinny, trudny do upilnowania lewy łącznik był specem od dobijania piłek po mocnych strzałach kolegów. Mówiło się, że Krężel mógł zrobić nawet reprezentacyjną karierę, gdyby nie jego rówieśnik... Gerard Cieślik, grający w Ruchu na tej samej pozycji. - Szkoda, że graliśmy w tym samym czasie. Gerard przyznawał potem, że miałem pecha - opowiadał mi Krężel. Ciekawe, że rozpoczynał karierę w 1940 r. w niemieckim klubie TuS Zalenze. Kiedy miał 13 lat, został zauważony podczas turnieju dzikich drużyn, który odbył się na nieistniejącym już boisku przy ul. Bocheńskiego. Kurczę, przejeżdżam tą ulicą kilka razy w tygodniu!

PS Już nie wspominam o tym, że Rozwój będzie chciał uszczknąć z miasta coś więcej niż dotychczas. W tym względzie GieKSa śpi jednak spokojnie. Raczej nie będzie tak, że jeśli Rozwojowi przybędzie to GieKSie ubędzie (w spółce akcyjnej GieKSy decydujący głos ma przecież miasto i trudno żeby przede wszystkim o nią nie dbało).

czwartek, 20 listopada 2014
Nie tylko Arkadiusz Milik

O tym klubie nigdy w całej jego historii nie było tak głośno jak obecnie. Ludzie na hasło "Rozwój Katowice" rzucają automatycznie odzew "Arkadiusz Milik". Jednak Milika w Rozwoju dość dawno już przecież nie ma (z kolei pieniądze za niego ciągle nie wpłynęły) a właśnie teraz klub ma szansę na największy sukces w historii! Na półmetku Rozwój prowadzi w drugiej lidze. Awans i gra na drugim poziomie rozgrywek byłaby czymś wyjątkowym, pamiętając z jak trudnymi okolicznościami przyrody musi zmagać się klub z Brynowa. Rywal z tego samego miasta rozsiadły tylko parę kilometrów na północ zasysa przecież prawie całe zainteresowanie lokalnej społeczności.

Mimo to nie skreślajcie Rozwoju. Trudno powiedzieć, że rodzą się tam kolejne perełki na miarę talentu Milika, bo jak się okazuje to może być piłkarz międzynarodowej klasy, ale - jak przekonuje mnie trener Dietmar Brehmer - są tam zawodnicy rocznika 1994, którzy mają potencjał choćby na zawojowanie ekstraklasy. Zapamiętajcie zwłaszcza dwóch synków: Adama Żaka (najskuteczniejszego strzelca zespołu, ostatnio popisał się hat-trickiem) i Przemysława Szymińskiego (syna byłego obrońcy m.in. GieKSy - Marka). Zresztą w Rozwoju gra kilku piłkarzy związanych wcześniej z Bukową: mój ulubiony obrońca Szymon Kapias (syn Jerzego), napastnik Sebastian Gielza (nienadający się wprawdzie na poziom ekstraklasy, ale w niższych ligach prujący jak karabin maszynowy) czy Tomasz Wróbel od którego - co przyznaje Brehmer - uczą się młodsi koledzy, bo umiejętności ciągle ma jednak z wyższej ligi.

W Rozwoju nie noszą głów wysoko, zdają sobie sprawę z ograniczeń, ale z drugiej strony - czy awans nie byłby pięknym uczczeniem 90-lecia, które przypada w przyszłym roku?

To nie będzie łatwe - tym bardziej, że innym WYJĄTKOWO zależy na awansie z tej samej ligi. Moim zdaniem najgroźniejszym rywalem Rozwoju będzie ósmy w tej chwili zespół w tabeli. Ósma lokata na półmetku nie brzmi nadzwyczajnie, ale pozory mylą. W tym konkretnym wypadku to tylko sześć punktów straty.

Wiosna w II lidze zapowiada się niezwykle interesująco.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

sobota, 17 sierpnia 2013
Telefon z Bukaresztu

Właśnie wróciłem z meczu Rozwoju Katowice z Legią Warszawa w Pucharze Polski. Relację możecie przeczytać TUTAJ, chcę zwrócić Waszą uwagę na coś innego.

Otóż wydaje mi się, że różnica poziomu między drużynami z pierwszego poziomu rozgrywek i trzeciego poziomu rozgrywek znacznie ostatnio się powiększyła. Zarówno wczorajszy mecz w Sosnowcu jak i dzisiejszy w Katowicach mógł zakończyć się wynikiem 0:8 i nikt z gospodarzy nie powinien mieć pretensji. Właściwie od początku czuło się w powietrzu, że o niespodziance nie może być mowy.

Pamiętam, że w latach 80. i 90. trzecioligowcy byli w stanie bardziej zagrozić drużynom z ekstraklasy. Nie mówię  o pojedynczych meczach będących wyjątkami, zauważam raczej pewien trend i nie wiem czy to dobrze czy źle. Jedni powiedzą, że dobrze, bo trudno żeby drugoligowiec mógł się postawić ekstraklasowej ekipie. Inni powiedzą, że to źle, bo w zespołach, które nie potrafią się postawić trudniej znaleźć piłkarzy mogących wzmocnić te najlepsze zespoły.

W efekcie dochodzi do tego, że tym mniejszym muszą wystarczyć małe radości:

- 9. minuta: Sebastian Gielza oddał celny strzał głową. To był pierwszy celny strzał w całym meczu. Owacje były jakby gol padł;

- 31. minuta: rozpędzony Robert Tkocz przywalił obok bramki. Owacje i okrzyki "brawo Diego". Po meczu dopytałem Tkocza dlaczego właściwie wołają na niego "Diego" i zdumiałem się. Tkocz powiedział mi, że jego idolem jest Diego Maradona. Dla Czadobloga było to stwierdzenie bardzo budujące. Było nas więc dwóch takich na stadionie! A przecież Tkocza nie było przecież jeszcze na świecie kiedy Maradona zdobywał z Argentyną mistrzostwo świata. Jakie to szczęście, że tak młodzi ludzie ciągle wiedzą jakich idoli wybierać...*

- 33. minuta: Gielza minął już bramkarza Legii, ale sędzia odgwizdał spalonego. Owacje na trybunach. Oczywiście nie dla decyzji arbitra:)

- 35. minuta: po centrze z rogu Gielza przedłuża podanie głową i Robert Mandrysz (tata ogladał jego występ z trybun) uderzył obok bramki. Owacje na trybunach;

- 51. minuta: Wojciech Król (jakby ktoś nie pamiętał - to zawodnik, który razem z Arkadiuszem Milikiem odchodził do Górnika, ale nie poszło mu tak jak koledze) uderza mocno, ale wprost w bramkarza. Oklaski na trybunach;

- 60. minuta: Mateusz Sławik ładnie wyłapuje mocny strzał Ojamyy. Owacje na trybunach; 

- 76 minuta: efektowna robinsonada Sławika po ostrej centrze Brzyskiego. Oklaski na trybunach.

Ten wynik spowodował, że - jak zauważył Mogiel - Warszawa wygrywa 2:1 z Katowicami. Tylko te dwa miasta miały dwóch przedstawicieli na obecnym szczeblu Pucharu Polski. Ale zaraz znów będzie remis: jutro Widzew rozbije Ursusa w Ursusie.

PS To był wyjątkowo cichy mecz. W efekcie było słuchać boiskowe pogaduchy. Właśnie w tym punkcie było widać ogromną różnicę między oboma zespołami. Rozwój raczej milczał, Legia była słyszalna.

Przykłady?

Skaba do kolegów: "Nie wszyscy do przodu, zaczekajcie, wszyscy chcieliby strzelić!"

Radović niezadowolony do sędziego po jego decyzji: "Sędzioooo!"

A sędzia do faulującego Brozia: "Bez takich proszę!" 

Warto zauważyć, że Rozwój jest nie tylko cichy, ale również mało faulujący. A przecież katowiczanie mieli telefon z Bukaresztu z prośbą o ostre potraktowanie rywali. Legia ma jednak szczęście, że chłopaki Brehmera nie potrafią grac ostro;) 

PS1 Ostatnio zacząłem się przyglądać rozmieszczeniu fotoreporterów. Dziś niespodzianki nie było: 24 pod bramką Rozwoju, jeden pod bramką Legii.   

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna zostać wybudowana jak najszybciej.

*Trzeba dodać, że Tkocz wybrał sobie idola do którego pasuje rozmiarami (oczywiście nie w każdym momencie;) - 170 cm, 65 kg:) 

środa, 21 września 2011
Inny świat między godz. 16.11 a 16.12

Przed wielkim meczem na Brynowie dostałem sympatycznego sms-a od kolegi mieszkającego w Warszawie: ''dziś wszyscy jesteśmy Rozwojami''.

Przemysław Gałecki, etatowy pracownik Kopalni Węgla Kamiennego ''Wujek'' (jak sam mówi z samej gry nie da się wyżyć i czasem trzeba zjechać na dół) na ten mecz wziął urlop. Kiedy o godz. 16.11 wyskoczył do centry z prawej strony i wspaniale uderzył piłkę głową a ta po koźle trafiła w samo okienko bramki Legii - świat jakby zawirował i zaczął skandować: ''dziś wszys-cy jes-teś-my Roz-wo-jami''... 

W tym momencie uzmysłowiłem sobie, że jesień stała się taka jakaś bardziej złocisto-jesienna, słońce bardziej zaświeciło, drzewa bardziej zaszumiały, a ludzie stali się dla siebie bardziej serdeczni. Kibice obecni na stadionie zaczęli wierzyć, że mogą stać się dzisiaj świadkiem czegoś co może przejść do historii Brynowa na zawsze. Po golu Gałeckiego rezerwy Rozwoju Katowice wyrównały stan meczu! - Mogliśmy dopaść Legię, bo dziś nie grała wielkiego futbolu, była do ogrania - emocjonował się Gałecki.

Legia to jednak drużyna profesjonalna, a nie półprofesjonalna albo amatorska. Goście zauważyli, że katowiczanom rosną skrzydła i zrobili co mogli dla siebie najlepszego. Zdeptali nadzieję w zarodku. Sprawili, że prawie natychmiast, już o godzinie 16.12 świat przestał wirować, dusza przestała śpiewać, światła zgasły, a psy na Brynowie zaczęły wyć... - Szkoda, że nie dowieźliśmy remisu do przerwy - żałował Gałecki.

Ambitnym gospodarzom biję jednak brawo, bo zrobili dziś wszystko co mogli. Choć porażka 1:4 nie robi dobrego wrażenia, zapewniam, że wstydu dzielnicy nie przynieśli. W tej drużynie rzeczywiście coś jest. Ambicja, zadziorność, a i niemało talentu (Maciej Skorża chwalił po meczu młodziutkiego Konrada Nowaka, uznał go za ciekawy materiał do szlifowania. Urodzony w listopadzie 1994 roku Nowak to członek juniorskiej drużyny Rozwoju, która zdobyła brązowe medal MP). To był piękny koniec pucharowej przygody. Dzię-ku-jemy. Dzię-ku-je-my:-)

A teraz uwaga. Wszystkim, którzy przypuszczają, że Czadoblog jest zawziętym legiożercą dedykuję poniższe słowa własnego autorstwa: ''dzisiejszy mecz Legia wygrała zasłużenie. Była lepsza, odniosła w Katowicach sukces. Za wyjście z obronną ręką z bardzo trudnej sytuacji pod względem psychicznym (w razie zwycięstwa tak naprawdę nie osiąga nic, w razie porażki traci wszystko z reputacją na czele) należą się jej brawa. Jak udowadnia obecna runda Pucharu Polski nie każdy daje sobie radę w takim momencie. Legia radę dała''.

PS Kiedy za trzydzieści lat będę opowiadał wnuczkowi o fajnych meczach na jakich byłem i dojdę do roku 2011 na pewno nie zapomnę wyciągnąć z szuflady pamiątki właśnie z dzisiejszego meczu. Wyobraźcie sobie, że akredytacje dziennikarskie były rozdawane na smyczach z napisem ''Rozwój II Katowice''! Nie wiem czy jakakolowiek drużyna rezerw w Polsce może pochwalić się podobną pamiętką:-) Mnie ujęło to i rozczuliło.  Gratuluję rzecznikowi prasowemu Marcinowi Nowakowi. Ten człowiek żyje Rozwojem jak mało kto.

PS1 Gdyby jakiś śląski klub zastanawiał się kiedyś kogo ściągnąć do siebie z Legii - zaproponuję Rafała Wolskiego. Facet ma talent. No i fantazję. Bo żeby strzelić gola w taki sposób jak dziś na Rozwoju trzeba mieć talent. No i fantazję. 

PS2 Omega wołała mnie na pucharowy mecz Ruchu. Byłem, ale z powodów technicznych nie widziałem I połowy oraz dogrywki. Sama II połowa (która zresztą mi się nie podobała) to za mało, żeby coś konkretnego skrobnąć o Ruchu. Dlatego polecam Wam relację Wojtka Todura.

wtorek, 20 września 2011
Rozwój II - Legia 4:3, poproszę

Czadoblog to niezły frajer. Nie tak dawno był na meczu Pucharu Polski, który rozgrywał Rozwój Katowice. Okazało się jednak, że trzeba było się wybrać nie na mecz Rozwoju i nie na tę edycję rozgrywek, ale na mecz jego rezerw i inną edycję:-)

Ostatnio Rozwój zaczyna się przedzierać do świadomości kibica nie tylko śląskiej piłki. Najpierw za sprawą superzdolnych nastolatków i lipcowego medalu na mistrzostwach Polski juniorów. Wtedy doszło do meczu z Legią, który dziś na południu Katowic wywołuje westchnienie. Po 38 minutach Rozwój wygrywał 3:0 i tytuł mistrzowski miał właściwie w kieszeni. Przegrał jednak 3:4, tracąc ostatnią bramkę w doliczonym czasie gry... Zamiast mistrzostwa trzeba było zadowolić się trzecim miejscem i brązowymi medalami. Gole w tamtym meczu zdobyli utalentowani juniorzy, którymi interesowało się wiele klubów. Ostatecznie Arkadiusz Milik i Wojciech Król wylądowali w Górniku.

Drugi powód kojarzenia Rozwoju w Polsce to tegoroczna przygoda z Pucharem Polski. Rozwój II gra w okregówce (szósty poziom rozgrywek, zajmuje w tabeli 12 miejsce, liderem tam jest Unia Bieruń Stary, a bezpośrednio przed Rozwojem są w tabeli Sokół Orzesze i Czarni Piasek), ale niech nikogo to nie myli. Przeciw Legii wcale nie zagrają przestraszone chopcy, którzy nic w piłkarskim życiu nie widzieli. Otóż w sierpniu zeszłego roku ówczesny trener Rozwoju Damian Galeja przesunął do rezerw na pierwszy mecz pucharowy z rezerwami GKS-u kilku zawodników z pierwszego składu. W kolejnych rundach ci piłkarze też musieli w nich występować, bo dla pierwszej drużyny byli już spaleni. Nikt nie spodziewał się, że rezerwy bedą grać, grać i grać i wyeliminują nawet pierwszą drużynę:-)

O przygotowaniach Rozwoju do tego niezwykłego meczu przeczytacie tutaj. Maciek Blaut prześledził pucharową przygodę Rozwoju II. Od sierpnia zeszego roku chopcy przeszli już 13 rund (na boisko wyszli 11 razy, raz dostali wolny los, raz wycofał się rywal). Zresztą zobaczcie sami:

Podokręg

I runda (17.8.10): GKS II Katowice 2:0;

II runda (31.8.10): Górnik Wesoła 4:1;

III runda (15.10.10): Pogoń Imielin 5:2;

IV runda (19.10.10): Strażak Mikołów 4:0;

Półfinał: wolny los;

Finał (17.11.10): Rozwój Katowice 2:1;

Okręg

1/8 finału (11.5.11): Rozbark Bytom 4:0;

1/4 finału (18.5.11): Pniówek Pawłowice 1:0;

Półfinał (9.6.11): Skra Częstochowa 2:1;

Finał (14.6.11): Energetyk ROW Rybnik 2:1;

Szczebel centralny

Runda przedwstępna (20.7.11): Górnik Wałbrzych 5:2;

Runda wstępna (3.8.11): Nielba Wągrowiec 1:0;

I runda: KSZO Ostrowiec Św. 3:0 (walkower);

II runda: Legia Warszawa ?:?

PS Fajnie byłoby zamiast ''?:?'' wpisać 4:3. Byłby rewanż:-) Wybieram się na Brynów żeby zobaczyć to na własne oczy:-)))

PS1 A oto jak mecz Rozwoju z Legią postrzegają media warszawskie.

PS2 Omega życzy Rozwojowi sukcesu.

piątek, 12 listopada 2010
Anna Maria na Kostuchnie, yeah!

Byłem dziś na akademii z okazji 85-lecia Rozwoju Katowice. Cały Brynów i nie tylko może być dumny. Piękna historia, wspaniały klub. Ale dziś w Rozwoju żyją nie tylko tradycją, ale i przyszłością. W niedawnym meczu z wiceliderem III ligi z Rybnika Rozwój wygrał 3:1. Drugi gol to dzieło dwóch... 16-latków! Arkadiusz Milik (podający) i debiutant Wojciech Król (strzelec) - warto zapamiętać te nazwiska. Milik debiutował wśród seniorów zaledwie trzy tygodnie temu. Debiut miał wystrzałowy. W swoim pierwszym meczu (z Krasiejowem) wyszedł po przerwie i najpierw wypracował gola, a potem sam zdobył jeszcze dwa! Podobno już oglądali go skauci nie tylko Korony Kielce, ale i... Panathinaikosu!

Ale ja nie o tym, nie o tym...

Chciałem serdecznie podziękować panu Waldemarowi Pawlakowi. Dzięki temu, że przyjechał do Katowic impreza musiała zostać przeniesiona do knajpy "Anna Maria" na Kostuchnie. Okazało się, że to był świetny wybór. Było GE-NIAL-NIE. Jeden z najlepszych klubowych jubileuszy na jakich byłem. Ubawiłem się serdecznie i końkretnie. Lubię sobie rubasznie porechotać:-)

A teraz wybaczcie, uciekam... Kolejna impreza na Załężu, więc rozumiecie:-)

PS To było jak uderzenie pięścią stół. Do obecnego na imprezie Piotra Uszoka (jakże mógłby być nieobecny w taki święty czas) przemówił ważny hajer (chyba jeden z byłych prezesów). Ubrany w galowy mundur stwierdził, że nie wyobraża sobie, żeby przyszłoroczna dotacja z urzędu miasta nie była podzielona między Gieksę i Rozwój po-rów-no. Bo dotąd nie było po równo... Brawa były rzęsiste.

Prezydent Katowic nie złożył w odpowiedzi konkretnej deklaracji.

PS1 A poza tym pamiętam o zegarach

środa, 21 lipca 2010
Wujek

Gdyby nie nadspodziewanie dobra gra Ruchu w zeszłym sezonie, mecz o którym chcę napisać byłby na Górnym Śląsku otwarciem tego sezonu. Rozpoczął się Puchar Polski w fazie już intrygującej (1/128 finału) więc wybrałem się na spotkanie Rozwoju Katowice (zwycięzcy PP na szczeblu Śląskiego OZPN) z Concordią Piotrków Trybunalski.

 O Rozwoju na Czadoblogu dotąd właściwie nie było, więc warto poświęcić parę słów temu klubowi. Można z tą drużyną mieć skojarzenia pozasportowe. Pełna nazwa klubu brzmi bowiem: Klub Sportowy Rozwój Kopalni Wujek w Katowicach. Hanysom (ale nie tylko) z Rozwojem kojarzy się właśnie kopalnia Wujek, która ma stałe miejsce w historii całej Polski. Kilka lat temu kolega, który do mnie przyjechał, najbardziej ze wszystkiego chciał zobaczyć właśnie kopalnię Wujek. Napis do dziś widać za jedną z bramek...

stadion rozwoju

Rozwój powstał w 1925 roku, ale na stadionie przy ul. Zgody rozgrywa swoje mecze dopiero od 1974 roku. Wcześniej duma Brynowa (południowej dzielnicy Katowic) błąkała się tu i tam, a zaczynała przed wojną na znanej i lubianej przez Czadobloga Bugli (ponoć ją fest odremontowali, trzeba będzie się wybrać). Rozwój największy sukces odniósł w 2000 roku (IV miejsce w III lidze), a grało w nim wielu piłkarzy o których warto wspomnieć. Wychowankiem Rozwoju jest choćby ciągle aktywny Tomasz Zdebel, jedyny reprezentant Polski w historii klubu. Co ciekawe, jednym z jego pierwszych trenerów był jednocześnie jeden z pierwszych nauczycieli WF-u Czadobloga:-) 

W Rozwoju zaczynali także Krzysztof Rzeszutek (starsi kibice GKS-u pewnie go pamiętają, ciężko mu było przedrzeć się przez K-F-K), kojarzony głównie z Polonią Bytom Dietmar Brehmer, ulubieniec Bukowej Robert Sierka. Dziś w piłkę na wysokim poziomie gra Tomasz Wróbel (GKS Bełchatów). Wszystkich (i kilku innych) można podziwiać w gablocie przed klubowym budynkiem.    

Rozwój, typowy klub dzielnicowy, bardzo długo był w Katowicach trzecią siłą. Teraz jest drugą, ale wtedy Katowice były futbolowo mocne, dziś takie nie są. A sam mecz? Muszę użyć zdania-wytrychu używanego z lubością już w czasach PRL-u: „z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że gospodarze przegrali 0:1”.

Co mi się podobało:

a) zaplecze Rozwoju czyli dziwne sprzęty stojące za bramką. Było urządzenie do trenowania szczupaków (piłka na sznurku), było urządzenie do trenowania podań (ich kształt sprawia, że jak kopniesz tak ci odkopnie;-) i urządzenie do trenowania celności strzałów (czyli bramka z okazałym siatkowym kołnierzem o rozmiarach prawie drugie tyle). Ponoć z podobnego sprzętu korzysta reprezentacja USA, choć to akurat nie jest dobra reklama:-)

b) że kiedy w 22 minucie nastąpiła przerwa na picie, spiker przedstawił przez mikrofon m.in. sztab medyczny. Fajnie, bo przeciętny kibic nie ma pojęcia jak nazywa się facet, który dba o zdrowie piłkarzy, którym kibicuje;

c) że pomocnikowi gości Stefanowi Potockiemu w tym upale się chciało. Gdybym ja się tak nazywał - zapewne nie chciałoby mi się;-/ Nie mówiąc już o takich wygibasach jak poniżej...

mecz Rozwój - Concordia

Co mi się nie podobało:

a) mimo że wstęp na mecz był darmowy, wielu zmęczonych hajerów poszło od razu do klubowej knajpy na piwsko i nosa stamtąd nie wyściubiło na trybuny. Niektórych ludzi po prostu nie da się zaktywizować.

Więcej o meczu - tutaj.

PS Maltański Cantona już straszy na Cichej. Jeśli Ruch go jednak powstrzyma - zagra w Sosnowcu.

PS1 Prywatny inwestor zmodernizuje stadion Polonii? Fajnie by było!

PS2 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową.

Archiwum