piątek, 26 września 2014
O bezsensowności losowania drabinki

PZPN chce odbudować prestiż Pucharu Polski.

Wydaje mi się, że oczywistym sposobem na odbudowywanie prestiżu rozgrywek jest spowodowanie żeby było o nich jak najczęściej słychać.

Dlatego nie rozumiem celowości rozlosowania od razu w całości drabinki pucharowej. Po co drużyny, jeszcze przed rozpoczęciem 1/16 finału PP wiedzą dokładnie z kim może przyjść im się spotkać w 1/8, 1/4, 1/2 oraz w samym finale? Jaki ma to cel?

W Anglii za każdym razem ludzie ekscytują się kolejnym losowaniem przed każdą kolejną fazą Pucharu Anglii. U nas przez rozlosowanie całej drabinki mogą ekscytować się tym tylko raz. To moim zdaniem marnowanie okazji do przeżywania naturalnych emocji.

Czytelnik Czadobloga o nicku kibol ma zdanie całkowicie przeciwne - uważa, że rozlosowanie od razu w całości ma sens. - "Osobiście uważam to za bardzo dobry pomysł. W ostatnich kilku latach przed wprowadzeniem drabinki, rozgrywki transmitowała telewizja powiązana kapitałowo z właścicielem Legii. Oczywiście losowania kolejnych rund PP też odbywały się w tejże tv. I oczywiście dziwnym zbiegiem okoliczności Legia zawsze wylosowała najsłabszego teoretycznie rywala. Przypadek? Przypadkiem można by było nazwać zdarzenie, gdyby miało ono miejsce raz, góra dwa. Ale nie osiem czy dziesięć razy.
Losowanie drużyn do drabinki pozwala na uniknięcie wałków. Każdy klub wie od razu, jakich rywali może mieć na drodze do finału. A to, że w kolejnych rundach rozgrywek dochodzi do niespodzianek? I bardzo dobrze. Jeżeli kopacze z najwyższej klasy rozgrywkowej jadą na mecz z klubem z drugiej, czy też trzeciej ligi, to wydaje im się, że odbębnią 90 minut i są w następnej rundzie. A tu kicha, bo rywal spiął się wyjątkowo i sprał "papierowego faworyta". Dodam jeszcze, że taki mniejszy klub z często małych miejscowości może popatrzeć na drabinkę i pomarzyć sobie, że dzisiaj wygrywamy np. z Ruchem a w następnej rundzie możemy powalczyć z Lechem, Legią, czy innym Górnikiem. Dla nich takie mecze to święto, bo tylko w PP mają możliwość zagrać z najlepszymi klubami w Polsce.
Drabinka jest O.K. i niech pozostanie jak najdłużej!".

Oczywiście nie zgadzam się z kibolem. Po kolei odpowiadam na jego argumenty:

a) moim zdaniem teza o korzystnych losowaniach Legii tylko dlatego że transmitowała je telewizja kapitałowo powiązana z tym klubem jest bez sensu. To byłaby strata wizerunkowa na którą ani Legia ani telewizja nie mogłyby sobie pozwolić. Nie analizowałem losowań Legii, ale moim zdaniem jej ewentualne korzystne losowania - jeśli takowe były - to czysty przypadek. Nie doszukiwałbym się w tym względzie spiskowej teorii dziejów;

b) według kibola losowanie drużyn do drabinki pozwala na uniknięcie wałków, bo każdy klub wie od razu, jakich rywali może mieć na drodze do finału. Moim zdaniem wiara w fakt, że ta wiedza mogłaby pozwolić uniknąć tzw. "wałków" jest naiwna. Skoro w wielokrotnym losowaniu kibol widzi szanse na wałki to dlaczego odmawia tych szans jednokrotnemu losowaniu? To nie jest rzeczowy jest argument za rozlosowywaniem całej drabinki.

c) według kibola jeżeli kopacze z najwyższej klasy rozgrywkowej jadą na mecz z klubem z drugiej, czy też trzeciej ligi, to wydaje im się, że odbębnią 90 minut i są w następnej rundzie. A tu kicha, bo rywal spiął się wyjątkowo i sprał "papierowego faworyta".

OK, ale w czym widać tu przewagę losowania drabinki za jednym zamachem nad losowaniem tylko jednej rundy? Przecież to samo może zdarzyć się jeśli znamy tylko najbliższego rywala. To nie jest rzeczowy jest argument za rozlosowywaniem całej drabinki.

d) Kibol zauważa, że mniejszy klub z małych miejscowości może popatrzeć na drabinkę i pomarzyć sobie, że dzisiaj wygra z Ruchem a w następnej rundzie możemy powalczyć z Lechem, Legią czy innym Górnikiem.

OK, ale co jeśli według rozlosowanej drabinki nie wyjdzie mu tak atrakcyjny zestaw?  Może rozlosowanie nie od razu całości przyniesie najatrakcyjniejszych rywali o jakich może sobie tylko pomarzyć? To nie jest rzeczowy jest argument za rozlosowywaniem całej drabinki. 

Moim zdaniem przy losowaniu w rozgrywkach pucharowych powinno się stosować tylko dwie zasady. Po pierwsze - powinno być losowanie po każdej rundzie. Po drugie - nie powinno być żadnego rozstawienia w najmniejszym nawet stopniu. Jedynym filtrem powinien być moment wejścia do rozgrywek drużyn z ekstraklasy: czyli 16 najlepszych ligowców kontra 16 najlepszych klubów z niższych lig, którym udało się dotrzeć do momentu kiedy mogą się z nimi zmierzyć.

Potem już tylko wolna amerykanka. A Wy? Uważacie, że pełna drabinka powinna być znana zawczasu?

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

czwartek, 15 maja 2014
Nie wierzę, że UEFA wprowadzi taką głupotę

Nie mogę w to uwierzyć. Skłonności do populizmu mogą wyrządzić szkody nawet we futbolu. Przykładem dyrdymały, które ma wygadywać znany skądinąd Pierluigi Collina.

Wydaje mi się, że to jakiś żart. Nie wierzę we wprowadzenie zasady, że "za każdy ostry faul na żółtą kartkę wykluczający choć na chwilę z gry przeciwnika, piłkarz faulujący będzie musiał również zejść z boiska i będzie mógł wrócić dopiero gdy wróci zawodnik sfaulowany".

To przecież kompletna bzdura i szerokie pole do nadużyć. Inni nazwą to "wyrafinowaną taktyką". Cóż, to rzeczywiście będzie nowy rodzaj taktyki. Wystarczy, że mojego piłkarza sfauluje najlepszy albo przynajmniej bardzo ważny zawodnik drużyny przeciwnej i heca gotowa...

Jako trener w przeddzień rozdawałbym moim piłkarzom kartki z nazwiskami rywali po których ewentualnych faulach trzeba się kłaść. W zabawę wciągnąłbym również lekarza - powinien bardzo dokładnie, bardzo sumiennie opatrywać, opsikiwać i bandażować takiego zawodnika.

Zaraza grozi na razie rozgrywkom europejskim. Mam nadzieję, że nie rozleje się na świat.

PS Czas na mundialowe mecze zakończone wynikiem 4:0.

V miejsce

Brazylia - Nowa Zelandia 4:0 na mistrzostwach świata w 1982, rozgrywki grupowe

Co?! Taki mecz w zestawieniu? Ktoś to w ogóle pamięta?!

No cóż - ja pamiętam. Takiego pięknego gola jakiego walnął Zico na dzień dobry hiszpańskiego mundialu nie ogląda się przecież co dzień.

Gdybym miał wybrać najbardziej niespełnionego piłkarza Brazylii ever - byłby to właśnie Zico. To chyba numer jeden wśród brazylijskich piłkarzy, którzy nigdy nie zdobyli mistrzostwa świata...

IV miejsce

Argentyna - Grecja 4:0 na mistrzostwach świata w 1994 roku, rozgrywki grupowe

Powody umieszczenia tego meczu w zestawieniu są dwa. Pierwszy to hat-trick Gabriela Batistuty, najwspanialszego goleadora mojej młodości. Nawet specjalnie do Florencji pojechałem żeby kupić sobie jego koszulkę:)

Drugi - to ostatni gol na mundialu najwspanialszego piłkarza wszech czasów. To trzeba zobaczyć!

 III miejsce

NRF - Urugwaj 4:0 w mistrzostwach świata w 1966, ćwierćfinał

W Ameryce Południowej uznano to spotkanieza część europejskiego spisku. mecz sędziował Anglik, z kolei ćwierćfinałową bitwę latynosko-europejską (Argentyna - Anglia) sędziował Niemiec. W Europie szybko o tym meczu zapomniano ale nad La Platą długo chowano urazę...

II miejsce

Brazylia - Polska 4:0 na mistrzostwach świata w 1986 roku, 1/8 finału

Ten mecz uzmysłowił mi jak ogromną ilością talentów dysponuje Brazylia. Facet, który zadebiutował na meksykańskim mundialu na prawej obronie zastępując kontuzjowanego kolegę od razu w pierwszym spotkaniu zdobył bramkę, a zaraz potem poprawił w kolejnym meczu - z Polską. Ale jak poprawił! A potem... znikł. Pamiętam go dobrze: Josimar na niego wołali...

Najbardziej w pamięć zapadł mi jednak sposób wykonania karnego przez Socratesa. Uwielbiałem taką dezynwolturę. I nie przeszkadzał mi fakt, że facet przejechał się takim wykonywaniem karnego już w następnym meczu z Francją. Do końca lat 80. kiedy wykonywałem karnego - byłem już Socratesem;)

Pamiętam, że tamten mecz oglądałem na dworcu kolejowym w Warszawie. W końcówce byłem tak wściekły, że poszedłem sobie pojeździć po schodach ruchomych i gola Careki z karnego już nie widziałem...

I miejsce

Niemcy  - Argentyna 4:0 w mistrzostwach świata w 2010, ćwierćfinał

Żaden mecz nie sprawił mi tyle przykrości co to spotkanie. Nigdy wcześniej (i mam nadzieję nigdy później) moje marzenia nie rozbiły się na tak drobny mak z tak głośnym łoskotem...

Nadal się gotuję kiedy to oglądam.

 

Do zapamiętania:

Jugosławia - Boliwia 4:0 (1930), Brazylia - Meksyk 4:0 (1950), Francja - Irlandia Północna 4:0 (1958). Holandia - Argentyna 4:0 (1974), Szwecja - Bułgaria (1994), Francja - Arabia Saudyjska 4:0 (1998), Portugalia - Polska 4:0 (2002), Hiszpania - Ukraina 4:0 (2006),

PS1 W następnym odcinku mecze zakończone wynikiem 5:0.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS3 W Portugalii kluby próbują podobno podsuwać sędziom kobiety. Od mojej przygody w Lizbonie w 1998 roku wcale się temu nie dziwię:)

sobota, 29 marca 2014
Dałbym sędziom miliony złotych

Wiadomo, że sędzia też człowiek, a może nawet bardziej. Nie wiem jednak czy Wy również macie przeświadczenie, że w polskiej lidze arbitrom zdarza się coraz więcej wypaczonych meczów. Nie błędów, ale spotkań, w których powinna cieszyć się nie ta drużyna, która się cieszy. Albo meczów takich, po których zespół, który się smuci przynajmniej nie powinien się smucić...

Mój autorski pomysł na poprawę sytuacji jest następujący:

I.

PZPN na wstępie sezonu daje do puli dla sędziów dwa miliony złotych.

Po każdej kolejce ekstraklasy zbiera się tajna* grupa starannie wyselekcjonowanych wcześniej fachowców (emerytowanych arbitrów, byłych trenerów i piłkarzy) i większością głosów decyduje czy któryś z arbitrów wypaczył wynik (wypaczenie wyniku oznacza, że zamiast 1 powinno być x albo 2, zamiast x - 1 albo 2, a zamiast 2 - x albo 1). Jeśli błąd sędziego spowodował, że było na przykład 2:0 zamiast 2:1 albo 1:0 - nie oznacza to wypaczenia wyniku). W efekcie:

a) jeśli sędzia wypaczył w sezonie wynik po raz pierwszy - pauzuje kolejkę;

b) jeśli wypaczył w sezonie wynik po raz drugi - pauzuje pięć kolejek;

c) jeśli wypaczył wynik po raz trzeci - kończy karierę sędziego ekstraklasy na rok;

d) jeśli po ewentualnym powrocie wypaczy wynik w ciągu rundy - kończy karierę arbitra ekstraklasy już bezpowrotnie. Jeśli wypaczy później - wszystko się kasuje i obowiązuje go procedura od początku.

e) ewentualne natychmiastowe przeprosiny przez sędziego skrzywdzonej jego decyzjami drużyny zaraz po meczu nie mają wpływu na ocenę pracy arbitra. Są jedynie pożądanym dżentelmeńskim gestem.

Dopuszcza się więc właściwie cztery wypaczone mecze w karierze ekstraklasowej każdego arbitra.

II.

To był kij. A teraz marchewka. Wspomniana pula dla sędziów wyznaczona przez PZPN zostaje do podziału dla tych arbitrów, którzy do końca sezonu dotrwali bez wypaczenia choćby jednego meczu. Jeśli zostanie jeden - zgarnia wszystko. I oczywiście ma szansę zgarnąć wszystko w następnym sezonie. Jeśli nie uchowa się ani jeden fachowiec z prawdziwego zdarzenia - pula przechodzi na kolejny sezon.

III.

Istnieje oczywiście teoretyczne zagrożenie, że te surowe założenia mogłyby zdekompletować obsadę sędziowską i nie byłoby komu prowadzić ligowych meczów. Żeby temu zapobiec PZPN podpisuje umowę z silną zagraniczną federacją na ewentualny wynajem sędziów w drugiej (mam nadzieję, że dopiero w drugiej) połowie sezonu. Wiadomo, że byle kto za byle pieniądze nie przyjdzie więc PZPN musiałby wtedy zagranicznych fachowców sowicie opłacić. Ale winy takiej sytuacji PZPN musiałby szukać w sobie - kto powinien odpowiadać za to, że nie daje rady wyszkolić ośmiu arbitrów, którzy potrafiliby nie wypaczyć meczu? Poza tym PZPN jest świetnie zarządzany przez obecne kierownictwo więc pieniędzy na tak fundamentalne sprawy nie powinno przecież związkowi zabraknąć. 

IV.

Skład osobowy gremium musiałby być tajny*, jawne powinny być tylko decyzje w w sprawie wypaczeń ogłaszane na bieżąco po każdej kolejce (choć jej decyzje po sezonie powinny być do ogólnego wglądu). Chodzi o to żeby sędzia nie mógł obiecać konkretnym członkom gremium, że podzieli się z nimi kasą za uznanie, iż w całym sezonie nie wypaczył ani jednego meczu. Dodatkowo żeby utrudnić kontakt przed każdą kolejką powinno się losować skład komisji z szerszego gremium - tak żeby istniała ewentualność, że konkretny fachowiec nie będzie oceniał za każdym razem. Losować powinien jeden sprawdzony przez PZPN człowiek co do którego standardów moralnych nie ma wątpliwości i zapieczętowanej kopercie zostawiać skład osobowy komisji. Jej członkowie nie powinni wiedzieć, który z kolegów ocenia sędziów w konkretnej kolejce.

Niektórzy mogliby się oburzać, że traktuje się uczciwych ludzi jako potencjalnych przestępców ale - niestety - przykład sędziowskiej uczciwości jeszcze z pierwszej dekady XXI wieku uprawnia, moim zdaniem, do takich działań. Poza tym przez podjęcie odpowiednich procedur nikogo nie oskarża się konkretnie.  

Pomysł zapewne nie jest idealny, być może nawet jest głupi:) Chętnie wysłucham wszelkich krytyk, ewentualnych poprawek i sugestii:)

PS Dziś czas na literkę "W". Bardzo mocna, z wyjątkiem... bramki. Postawiłem na rezerwowego z Niemiec, który zagrał w meczu o III miejsce. Jako alternatywę miałem rywala z kraju świetnych bramkarzy - Anglika Berta Williamsa. Problem w tym, że ten facet puścił gola w niesławnym meczu dumnych synów Albionu z USA w 1950 roku...

bramkarz:

Wolter - GER - 1970(3)

obrońcy:

W.Weber - GER - 1966(2) - 1970(3)

Walker - ENG - 1990(4)

West - NIG - 2002 - 2006

Wilson - ENG - 1962 - 1966(M)

pomocnicy:

Woronin - ZSR - 1962 - 1966

Wilkins - ENG - 1982 - 1986

Waddle - ENG - 1986 - 1990(4)

napastnicy:

F.Walter - GER - 1954(M) - 1958(4)

O.Walter - GER - 1954(M)

Wilimowski - POL - 1938

trener: Westerhof - NIG - 1994

Brałem pod uwagę: Wagnera, Wanchope'a, Whiteside'a, Wilmotsa, Wisnieskiego, Woronina, Woutersa, Wrighta. Wśród trenerów nie brałem pod uwagę Winterbottoma.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najpóźniej.

sobota, 04 stycznia 2014
Zgadzam się z Seppem Blatterem

Prezydent FIFA nie jest człowiekiem z mojej bajki. Dotychczas jego dziwaczne pomysły mające uatrakcyjnić futbol wprawiały mnie jedynie w surrealistyczny humor. Dziwi mnie, że nie ma jakiegoś odgórnego nakazu żeby szef światowej federacji piłkarskiej, który kończy 65 lat, przechodził na emeryturę. Sepp Blatter to nie Elżbieta II, choć czasem zdaje mi się, że facet uważa co innego.

Tym razem muszę się z nim jednak zgodzić. Otóż szanowny prezydent wpadł na pomysł ukrócenia paskudnego zwyczaju symulowania kontuzji. Chodzi o to, że zawodnik, któremu udzielono na murawie pomocy medycznej musi wyjść poza linię boczną a na powrót zezwala mu sędzia. Blatter proponuje żeby arbiter trochę przeciągnął ten powrót.

Czadoblog przyklaskuje i proponuje konkretny sposób tego przedłużenia: sprawą powinien zajmować się sędzia techniczny. Sposób jest o tyle dobry, że w ogóle nie zajmuje się zagadnieniem czy dochodzi do symulacji czy może nie dochodzi. W momencie kiedy sędzia pozwala wbiec na boisko masażyście albo lekarzowi arbiter włącza stoper. Wyłącza go w momencie kiedy zawodnik wychodzi za linię boczną. Potem piłkarz, który dochodzi do siebie czeka na powrót do gry dokładnie tyle czasu ile upłynęło od momentu wejścia na boisko służb medycznych do momentu zejścia przez niego z boiska. Dokładny czas zna techniczny, który przecież go mierzy. Oczywiście jeśli kontuzja jest na tyle groźna, że konieczna jest zmiana - przepis nie miałby zastosowania. Jeśli nie jest tak groźna i zawodnik może wrócić - przepis miałby zastosowanie. Cierpiący człowiek musi mieć przecież czas na dojście do siebie... Im bardziej boli tym przerwa powinna być dłuższa... 

Co sądzicie o tym pomyśle? Widzicie jakieś przeciwskazania? Moim zdaniem takie założenie znacznie ukróciłoby wymyślone męki piłkarzy chcących ukraść czas, bo ich drużyna ma korzystny rezultat. Mylę się?

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

poniedziałek, 22 lipca 2013
Ręka

Zdarzenie w ostatniej minucie meczu Cracovii z Piastem Gliwice wzbudziło duże emocje. Zawodnik gości Mateusz Matras został trafiony w rękę w polu karnym Piasta. Gospodarze domagali się natarczywie jedenastki, który moim zdaniem im się NIE należała. Piłkarz Piasta nie miał intencji zatrzymania piłki lub zmiany toru jej lotu, cofał rękę, w dodatku niewiele widział, bo kolega z drużyny mu widok zasłaniał. A przecież musi być intencja niezgodnego z przepisami zagrania żeby była podstawa do ukarania. Ale co jeśli zawodnik w takiej sytuacji udawał z tą intencją lub jej brakiem, mógłby ktoś pomyśleć. Wszystko się rozwija na tym świecie. Spryt piłkarzy także.

Generalnie nie znoszę poprawiania przepisów futbolowych, ale zastanawia mnie czy gdyby wprowadzić jedną korektę - świat nie stałby się prostszy. Co prawda nadal sędziowie mogliby podobne zdarzenia jak to z ostatniej minuty meczu Piasta z Cracovią interpretować po swojemu, ale po sugerowanej zmianie margines interpretacji znacznie by się zmniejszył no i JEDNOZNACZNIE wiadomo byłoby czy sędzia błąd popełnił czy raczej nie.

To tylko jedna drobna zmiana: a gdyby tak dyktować rzut karny ZA KAŻDYM RAZEM kiedy piłka dotknie rękę piłkarza drużyny broniącej w obrębie szesnastki? A rzut wolny za każdą rękę poza jej obrębem? Za każdym razem. Ręka przypadkowa, nastrzelona, muskająca piłkę mimochodem - wszystko jedno. Ręka to ręka, a ręka to karny. Nastrzelonyś? Miałeś pecha i tyle. Może też kiedyś nastrzelisz...

Czy takie postawienie sprawy byłoby bardziej sprawiedliwe? Czy spornych sytuacji nie byłoby mniej? Czy taka nowelizacja mogłaby w jakiś sposób ograniczyć rozwój futbolu? Widzicie jakieś konkretne minusy takiej zmiany?

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

czwartek, 11 kwietnia 2013
Parę słów o powtórkach wideo

Rano słyszałem fragment radiowej audycji*, w której zastanawiano się nad koniecznością reformy w polskiej piłce polegającej na wprowadzeniu powtórek wideo. Oczywiście jako blog znany ze wstecznictwa i postawiony na betonowych fundamentach nie lecę na skrzydłach i zauważam pewne przeszkody. Przeszkody natury... moralnej czy też, jeśli ktoś woli, estetycznej.

Oczywiście nie przyjmuję do wiadomości argumentów niektórych radiosłuchaczy, miłośników spiskowej teorii dziejów, zakładających, że to celowe działanie ludzi chcących trzymać rękę na pulsie czyli zarabiać na tym czego powtórki wideo nie pokażą. Nie przyjmuję również do wiadomości argumentów innych radiosłuchaczy, odnoszących się ze wstrętem do wieku działaczy piłkarskich, populistycznych przeciwników gerontokracji. Wszyscy kiedyś będziemy starzy. Odstręczają mnie takie argumenty, co wcale nie oznacza, że nie dostrzegam problemu.

Problem w tym, że nie bardzo wiem jak ten problem rozwiązać. Chodzi bowiem o... czystość formy.

Nie do przyjęcia jest dla mnie fakt, że reforma spowoduje - zauważcie - powstanie nowej dyscypliny sportu. Jeśli wejdzie w życie to będziemy mieli (przynajmniej w Polsce) dwa rodzaje futbolu - piłka nożna z powtórkami wideo i piłka nożna bez powtórek wideo. Samo w sobie nie jest to problemem, konflikt widzę w fakcie, że obie dyscypliny byłyby dzięki systemowi spadków i awansów naczyniami połączonymi. Klub grający w piłkę nożną bez powtórek wideo mógłby potem grać w piłkę nożną z powtórkami wideo i na odwrót.

Jeśli przyjmiemy ten argument biorąc pod uwagę inne dyscypliny sportu wprowadzenie powtórek wideo byłoby o tyle łatwiejsze, że nigdzie indziej w Polsce nie ma aż dziewięciu czy dziesięciu poziomów rozgrywek i nie ma tysięcy klubów.

Sprawa jest istotna, bo gdyby nie była istotna to po co kluby z B-klasy musiałyby wydawać pieniądze na siatki w bramkach? Przecież bez siatek też dałoby się grać. Ale jednak się nie gra. To zasługa skupieniu się w organizacji. Wspólnota wymusza jednolitość. Tymczasem powtórki wideo burzą ten układ. Czy brak jednolitości może spowodować brak poczucia przynależności do wspólnoty?

Oczywiście jest proste wyjście, problem w tym, że kosztowne. Trzeba założyć odpowiednią aparaturę we wszystkich klubach, które istnieją.

Kto da na to pieniądze? Myślicie, że prezes Zbigniew Boniek?

PS A Wy? Macie jakieś pomysły poza zgodą na powstanie dwóch piłek nożnych?:)

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

*przepraszam, że nie wymieniam stacji, ale nie przyuważyłem, która to.

wtorek, 25 września 2012
Liberum veto!

Polski kibic piłkarski ma problem z oglądaniem własnej ligi i nie tylko. Najlepsze wybrane mecze zobaczy tylko własnonożnie albo dzięki abonamentowi.

Mój redakcyjny kolega Michał Kiedrowski, który zna się m.in. na sportach zespołowych popularnych w USA wysunął ciekawy postulat.

"Niech FIFA na początek podzieli mecz na kwarty i wprowadzi przerwy dla trenerów na żądanie. W ten sposób w relacjach znajdzie się miejsce na dodatkowe pasma reklamowe. Wtedy może wielka piłka wróci do stacji otwartych. Inaczej - już teraz zbierajcie pieniądze na kolejne transmisje pay per view."

Co sądzicie?

Osobiście jestem przeciw takiemu rozwiązaniu.

Powód? Jeden. Zasadniczy.

Tradycja.

Czadoblog to zwierzę przywiązujące się do rytuałów, alergicznie wręcz reaguje na wszelkie zmiany. Ryt jest dla mnie niezwykle ważny. Jeśli będziemy dolewać mleka do herbaty to w którym momencie przestanie być herbatą z mlekiem, a stanie się mlekiem z herbatą?

Niech nikt mi nie mówi, że piłka się nie zmienia. Siatki w bramkach - rozumiem. Okrągłe słupki zamiast kwadratowych - rozumiem. Używanie piłek szytych inaczej niż w łaty - rozumiem. Wprowadzenie żółtych i czerwonych kartek - rozumiem. 

Ale wszelkie próby uatrakcyjnienia piłki przez naruszenie podstaw rytuału (wymienione wyżej do takich nie zaliczam) uważam jednak za błąd. Centry nogą zamiast wyrzuty z autu - mowy nie ma. Koniec ze spalonymi - mowy nie ma. Cztery połowy po 22 i pół minuty? Mowy nie ma. Przerwy na żądanie w trakcie meczu dla trenerów na taktyczne pogaduchy z zawodnikami? Mowy nie ma. To byłaby moim zdaniem ingerencja w przepisy zbyt daleko posunięta. To byłby już inny sport.

Sorry, ale ciągle uważam, że to pies powinien merdać ogonem, a nie ogon psem. Dlatego jeśli w przyszłości miałbym do wyboru: mecze piłkarskie 4x22,5 za free czy 2x45 ppv - od razu wybieram drugą opcję.

Oczywiście nie mam nic przeciwko popularyzacji wersji 4x22,5 oprócz tego, że zabroniłbym Czadoblożkowi uprawiać taką wersję pod groźbą chłosty*. Mój syn w takie coś grać nie będzie! Jak trzeba będzie to i "Rejtana" zrobię!

PS Kiedy Omega usłyszała o wersji 4x22,5 jej wskazówki zaczęły iść w drugą stronę mimo że nie były nakręcone.

PS1 W propozycji Michała nie podoba mi się jeszcze jedno. Zauważcie złowrogą i niepokojącą rolę zwrotu ''na początek''...

Co dla jednych jest początkiem dla innych całkowitym końcem;)

PS2 Na szczęście FIFA jest równie konserwatywna jak Czadoblog. Wydaje się, że to jej główna zaleta:)

* kryzysowe momenty wymagają radykalnych rozwiązań;)

poniedziałek, 24 października 2011
Dlaczego nie posłuchał kolegi

Zawsze byłem zwolennikiem jednego odgórnie ustalonego, ujednoliconego i powszechnie przyjętego sposobu w jaki organizuje się i przeprowadza spotkania piłkarskie. Mecz futbolowy w ekstraklasie i A-klasie nie mógł się dla mnie różnić. To znaczy mógł: ale tylko i wyłącznie poziomem. Wszystko inne musiało być identyczne.

Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nie da się być futbolowym ortodoksem do samego końca (mojego albo piłki;-). Ryt rytem, ale chyba powinno się reagować na to w jaką stronę ewoluuje piłka nożna. Już wyjaśniam co mam na myśli.

Jak nie wiadomo o co chodzi to wiadomo, że chodzi o... sędziów! Zgadzam się, że arbiter nie robot i ma prawo do pomyłki, a jako że futbol jest coraz szybszy - coraz łatwiej taką pomyłkę popełniać. Właśnie dlatego trzeba być elastycznym.

Futbol w ekstraklasie jest coraz szybszy, ale futbol w B-klasie nie jest coraz szybszy. Tu piłkę będą kopać coraz lepiej przygotowani do wykonywania zawodu pod względem atletycznym profesjonaliści. Tam zawsze będą piłkę kopać przede wszystkim miłośnicy przyjemności i zwolennicy podtrzymania formy fizycznej. Dlatego powinno się jednak pozwolić na współistnienie dwóch rodzajów futbolu. Niby takiego samego, a jednak innego.

Ostatnio sędziowskie pomyłki znów się nasiliły, przykładem mogą być zdarzenia w meczu ŁKS-u z Wisłą z ostatniej kolejki. Tak się złożyło, że główne role zagrali w nim akurat śląscy arbitrzy. Robert Małek z Zabrza nie uznał prawidłowo zdobytej przez ŁKS bramki, bo asystent Krzysztof Myrmus zasygnalizował mu spalonego. Nie rozumiem dlaczego Małek nie wziął pod uwagę zdania sędziego technicznego Sebastiana Jarzębaka z Bytomia*. Jarzębak popisał się refleksem - zdążył obejrzeć powtórkę na video i miał pewność, że gol padł prawidłowo.

Jak donosi ''Przegląd Sportowy'' Małek olał jednak zdanie sędziego technicznego, wolał wziąć pod uwagę zdanie asystenta.

Zdaję sobie sprawę, że z asystentem można konie kraść, a techniczny to często konkurent do miejsca w lidze, ale apeluję do PZPN o wprowadzenie sztywnej zasadęy od której nie powinno być odwołania: w meczach ekstraklasy w takich wypadkach jaki wyżej opisałem, główny nie powinien mieć wyboru: MUSI wziąć zdanie technicznego pod uwagę. Bo to techniczny, a nie on wie lepiej. W takim momencie techniczny bierze odpowiedzialność za ewentualny błąd, choć przecież prawdopodobieństwo jego zaistnienia po obejrzeniu powtórki jest bliskie zeru.

Reasumując: tam gdzie techniczny ma możliwość obejrzenia powtórki i zasygnalizowania głównemu prawidłowego rozwiązania - główny powinien MIEĆ OBOWIĄZEK zastosować się do sugestii technicznego (przy założeniu, że w tym momencie wszystkie błędy dotyczące tej konkretnej sytuacji idą już na konto technicznego i wszelkie pretensje do głównego tracą rację bytu). A tam gdzie techniczny nie ma możliwości obejrzenia powtórki i zasygnalizowania głównemu prawidłowego rozwiązania - główny nadal sędziuje ''na nosa''.

Dwa futbole, dwa światy. Ale, uważam, nie ma innego wyjścia. Trzeba rozluźnić lejce i pozwolić im trwać w bytach odrębnych. 

PS Omega po weekendzie nie może ustać na nogach więc nie pytałem jej o zdanie w tej kwestii;-)

*Przy okazji: kiedyś, jakieś dwadzieścia kilogramów temu Sebastian Jarzębak sędziował Czadoblogowi halowy mecz ''Gazeta Wyborcza Katowice'' kontra Clearex Chorzów wygrany przez nas w ramach Amatorskiej Ligi Biznesu 5:2.

Archiwum