czwartek, 17 grudnia 2015
Doceniony w Holandii
Antoni Konderak, młodziutki piłkarz (wkrótce skończy 18 lat) został właśnie uznany za talent roku i zawodnika roku w akademii de Graafschap. Ubiegłoroczny laureat tej samej nagrody Bart Straalman ma obecnie stałe miejsce w pierwszej drużynie de Graafschap występującej w holenderskiej Eredivisie. Warto pójść w jego ślady:) Cieszę się z tych wiadomości - także dlatego, że miałem okazję poznać zarówno chłopaka jak i jego tatę. Wygląda na to, że przygoda z piłką Antka ma realne szanse przekształcić się w prawdziwą karierę. Dobrze mu życzę, bo ma poukładane w głowie.

Konderak był jednym z najbardziej utalentowanych zawodników trenujących w drużynie juniorów młodszych Górnika Zabrze. Jako 16-latek przyjął jednak ofertę holenderskiego klubu i od dwóch lat rozwija się w Holandii. Trochę dziwne, że obecnie nie ma zainteresowania tym piłkarzem ze strony trenerów prowadzących młodzieżową kadrę Polski. Może warto mu dać szansę?

                                          * * *

W Sosnowcu odbyła się dziś sesja Rady Miejskiej. Jej głównym punktem było głosowanie nad projektem budżetu na 2016 rok. Dyskutowano m.in. nad stadionem - jak się dowiaduję z tej okazji prezydent Arkadiusz Chęciński cytował fragmenty Czadobloga (konkretnie z tego wpisu). Decyzją radnych uchwała została przyjęta. "Za" głosowało 15 radnych, 12 wstrzymało się od głosu.

                                          * * *

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

21:19, pavelczado , następcy
Link Komentarze (5) »
czwartek, 04 czerwca 2015
Nadchodzi piłkarz inaczej ukształtowany

Marzę o czasach kiedy nadzwyczaj utalentowany synek nie będzie chciał Górnego Śląska opuszczać żeby nauczyć się dobrze grać w piłkę. Prędzej czy później takie czasy nadejdą, to pewne. Na razie jednak ciągle istnieją zasadnicze różnice w tej kwestii między nami a Zachodem o czym przekonałem się rozmawiając z rodziną Konderaków - a właściwie jej męską częścią.

Mama i córka przeszły się na koncert do katowickiego NOSPR-u* więc syn i tata mieli czas spotkać się z Czadoblogiem na pogawędce o futbolu.

Być może nie każdy jeszcze orientuje się kim jest Antoni Konderak, ale jest szansa, że to się wkrótce zmieni. Tym mniej wtajemniczonym powiem tylko, że jeszcze niedawno w Górniku Zabrze Antek był uważany za jeden z największych talentów. Mając zaledwie 15 lat zdecydował się jednak wyjechać zagranicę. Dziś ma lat 17 a jego klub właśnie awansował do holenderskiej ekstraklasy. Wśród juniorów jest tam jedynym obcokrajowcem.

Teraz jest na wakacjach w rodzinnych stronach. Interesowało mnie jakie Antek dostrzega różnice w szkoleniu między Polską a Holandią. Czy relacje między młodziutkimi piłkarzami a szkoleniowcami są inne niż u nas? Co go zaskoczyło? Co mu się spodobało? Co sprawia trudność? Czy nie tęskni? Jak daje sobie radę sam, bez rodziców? Interesowało mnie oczywiście również spojrzenie ojca na rozwijającą się karierę syna.

Wyszła z tego bardzo ciekawa opowieść. Antek objawił mi się jako chłopak wyjątkowo poukładany, zdyscyplinowany, który doskonale wie czego chce. Jakby miał, kur zapiał, parę lat więcej. Można powiedzieć, że przejął zachodnie podejście myślenia o kształtowaniu własnej kariery. Ciekawe ilu 17-latków w Polsce myśli jak on? Czy takiego myślenia można się już w Polsce nauczyć?

Zresztą - co ja Wam będę przynudzał. Przekonajcie się sami. Opowieść Antka Konderaka - TUTAJ.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

* a propos - Katowice dysponują od niedawna niezwykłym obiektem. Nie ma dziś wspanialszej hali w Polsce do tego żeby wysłuchać koncertu muzyki poważnej. Tam za sprawą Yasuhisy Toyoty, japońskiego specjalisty od dźwięku słychać każdą najcichszą nutę. Dla niego miało znaczenie z czego sala jest zrobiona, jak wygląda, a nawet jak pachnie. Gdyby ktoś nie widział: cudo stoi niedaleko Spodka, jadąc od ronda na Warszawę. 

18:18, pavelczado , następcy
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 marca 2015
Pamiętajcie: wynik nie jest najważniejszy!

Piłkarska Europa odjeżdża nam w tempie zastraszającym. Czesi, Niemcy i Austriacy - nie mówiąc o Hiszpanach - szkolą dziś dzieci w taki sposób, że za kilkanaście lat będziemy cieszyć się że z nimi zremisowaliśmy. Jedyna rada - próbować pójść w ich ślady. Jak najszybciej. Z różnych względów nie będzie to jednak takie proste. Zdałem sobie z tego sprawę podczas międzynarodowej konferencji pod hasłem „Cele i filozofia szkolenia w wieku 7-13 lat na podstawie praktyk w wybranych europejskich klubach", która niedawno odbyła się w Chorzowie.

Od lat słyszę utyskiwania znajomych na to co się z tym światem porobiło. Za czasów naszej młodości wszystkie boiska i place były zajęte przez kopiących piłkę bajtli od rana (to ci, którzy wagarowali) do wieczora (to ci, którzy grali dopiero po szkole). Dziś właściwie wszystkie miejsca do gry są puste. Dwa boiska z czterech, na których regularnie grałem w dzieciństwie, zarosły chaszczami, z jednego zrobiono parking, ale przynajmniej na ostatnim założono sztuczną trawę. Gdzie podziała się nasza wszechobecna miłość do piłki nożnej?

Moim zdaniem dziś problem trzeba ustawić jednak inaczej. Jak grzyby po deszczu mnożą się przeróżne szkółki piłkarskie i jeśli ktoś tylko chce trenować ten sport – nie ma problemu, rodzice go zawiozą.

Problem tkwi moim zdaniem w czymś innym. Jeśli chcemy liczyć się w światowej rywalizacji musimy zdać sobie sprawę, że inne nacje europejskie odjeżdżają nam w tempie zastraszającym. Już niedługo nie będziemy marzyć o zwycięstwach ale co najwyżej o... remisach.

Hiszpanie, Czesi, Niemcy i Austriacy są w kwestii futbolowego szkolenia dzieci daleko przed Polską. Dobrze przynajmniej, że chcą się z nami dzielić doświadczeniami. Aż 370 trenerów dzieci uważnie słuchało tego co goście mają do powiedzenia. Podstawowy wniosek jest oczywisty: szkolenie dzieci to wyjątkowo ważny element w budowaniu siły krajowego futbolu, a specjalizacja w tak wąskim wydawałoby się kierunku jest posunięta do wręcz zdumiewających rozmiarów.

Co dziś jest u adeptów na piłkarzy poszukiwane najbardziej? Wcale nie siła, wcale nie technika. Najważniejsza jest inteligencja i wynikająca z niej samodzielna umiejętność wybierania najlepszych rozwiązań na boisku. Kiedyś trenerzy wymagali bezwzględnego posłuchu i egzekwowali wyrysowane przez siebie plany taktyczne. Dziś u dzieci to w ogóle nie jest ważne.

W Barcelonie rozróżniają cztery kroki rozwijania futbolowej inteligencji. Po pierwsze – sama gra. Po drugie – jej percepcja: można mieć przecież dobrze wyszkolonych zawodników, ale z gry nic nie wyniknie jeśli nie będą wiedzieć jak ten mecz rozegrać, jak współdziałać. Po trzecie – pytania. Zawodnicy muszą domyśleć się co jest nie tak i zastanawiać się jak to zmienić. Po czwarte – pomysły. Idealnie jest kiedy dochodzą do wniosków jakie rozwiązania mogą przynieść efekt. Trener ciągle ich pyta, nakłuwa ich a oni sami uczą się pokonywać problemy.

Dla Carlesa Romagosy Vidala* najważniejsze w grze dzieci jest wpojenie im dynamiki. Katalończyk zauważa, że kiedy kopiuje się wzorce od Barcelony w różnych miejscach na świecie często nie daje to efektu, bo kopiuje się strukturę a nie dynamikę. Barcelońska struktura gry, ustawienie taktyczne nie dają efektów jeśli gra w piłkę nie jest dynamiczna. Romagosa zauważa, że technika jest ważna, ale nic nie znaczy jeśli u dzieci nie wyćwiczy się właściwej koordynacji ruchowej czy umiejętności ruchu bez piłki. – Ważne jest nawet to, jak stawia się na boisku stopę albo czy krzyżuje się nogi – uważa Vidal. Koordynacja to proces rozwojowy, którego nie osiąga się przez ciągłe powtórzenia.

Katalonia Katalonią, wiadomo, że dziś to wzór i jeśli go nie dościgniemy to nikt nie będzie sobie z tego powodu czynił wyrzutów. Co innego Praga. Z Czechami lubimy się porównywać, choć tym razem wychodzi na to, że lepiej nie tym razem. Opowieść Jaroslava Vavricka** o tym jak to się robi w Sparcie Praga zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie.

Sparta wykorzystała do tego celu olbrzymi stadion Strahov w dzielnicy o tej samej nazwie. To największy obiekt piłkarski na świecie. Jego budowę rozpoczęto w połowie lat 20., trybuny mogą pomieścić 250 tysięcy widzów. Kiedy upadł komunizm Czesi początkowo nie wiedzieli co począć z tak olbrzymim obiektem, powoli zaczął więc niszczeć. Sparta przy pomocy władz miejskich rozpoczęła jego modernizację kilkanaście lat temu. W efekcie dziś jest wykorzystywany jako obiekt treningowy – na płycie głównej, która ma rozmiary 310,5 x 202,5 m i zajmuje powierzchnię ponad 62 876 m² mieści się 8 boisk: 7 pełnowymiarowych piłkarskich (w tym jedno ze sztuczną murawą) i jedno do minifutbolu, również ze sztuczną nawierzchnią.

System, jaki stosuje Sparta praktycznie wyklucza utratę talentów. Zaczyna się od grup U-5 i U-6. Przyjść może każdy i nie stosuje się selekcji. Jeden trener przypada na ośmiu chłopaków, pomagają mu również panie opiekunki zatrudniane przez klub, bo wiadomo, że zapanowanie nad tłumem wydzierających się malców to raczej żeńska specjalizacja. Trener główny w każdej kategorii wiekowej ma dwóch asystentów, choć ten podział utrzymano głównie dla rodziców, bo w prowadzeniu zajęć wszyscy trenerzy są partnerami. Trzy główne pytania, którymi kierują się szkoleniowcy to: – co robić? Jak? Dlaczego tak?

Grupy U-6 liczą około 20-30 dzieci. Mają po dwa treningi tygodniowo.

Grupa U-7 jest już wyselekcjonowana. Zostaje 14 chłopaków. Trenerzy zwracają uwagę przede wszystkim na zdolności motoryczne. Nie uczą techniki. Obserwują pasję i energię, także w innych grach, bo na razie dzieci uprawiają nie tylko futbol. To jeszcze moment, żeby zdecydować czy dziecko nadaje się do dyscypliny indywidualnej czy zespołowej. W ogóle nie ćwiczy się jeszcze techniki strzału. Podczas różnych ćwiczeń (na przykład podczas balansowania na równoważni albo podciągania na ławeczce) trenerzy obserwują, w jaki sposób poruszają się dzieci. Aż 33 procent czasu poświęca się na zajęciach elementom ruchowym, bo to złoty okres rozwoju organizmu.

Grupy U-8 i U-9 uczestniczą już w turniejach międzynarodowych, rozgrywają dużo meczów (gra się czterech na czterech). Mają dwa lub trzy treningi tygodniowo. Zwraca się już uwagę na technikę użytkową i panowanie nad piłką. Pojawiają się trenerzy od przygotowania atletycznego i motorycznego. Grupy dzieci trochę się powiększają, liczą do 18 chłopaków, bo dołączają najzdolniejsi spoza Pragi.

Grupy U-10 i U-11. Trzy treningi tygodniowo, w grupie 16-20 chłopaków. Gra się w pięciu na pięciu, a potem ośmiu na ośmiu. Jest dużo gry w dziada (warunek – po pięciu udanych podaniach zmiana).

Grupy U-12 i U-13. Grupa liczy 18-22 chłopaków. Treningi pięć razy tygodniowo (w tym dwa w szkole) plus sesja regeneracyjna (basen). Od tego momentu dużo czasu poświęca się na taktykę, zaczynają się sesję teoretyczne (jak wiadomo czeski futbol jest wyjątkowo wyrafinowany taktycznie, starsi kibice dobrze pamiętają czarodziejską jedenastkę Rudolfa Vytlacila, która w dużej mierze tak że dzięki taktyce zdobyła wicemistrzostwo świata w 1962 roku). Fizjoterapeuci pracują nad rozwojem odpowiednich partii mięśni.

- Do 11 roku życia mali piłkarze nie są ustawiani na konkretnych pozycjach, grają wszędzie. Między 12 a 13 rokiem życia grają na trzech pozycjach. Kiedy osiągają czternasty rok życia następuje specjalizacja pozycji – tłumaczy Vavricek. W 2006 roku kiedy przechodził ze Slavii do Sparty zdecydował, że do U-9 w drużynach nie będzie... bramkarza. W efekcie chłopcy, którzy potem zostają bramkarzami doskonale grają nogami. Chodzi o stworzenie małych Manueli Neuerów.

Vavricek podkresla, że trenerzy w szkółce Sparty mają zakaz komentowania na gorąco gry swoich chłopaków. Chodzi o to, że często przeradzało się to w ocenę, wyśmiewanie, a to przecież niczego nie wnosi do podnoszenia poziomu. Oglądam czasami mecze dzieci w Polsce i uważam, że taki sam zakaz powinien zostać wprowadzony u nas.

Według Vavricka piłkarz Sparty po przejściu całej ścieżki wychowawczej ma być pewny siebie, odważny, skoncentrowany na grze, twórczy i komunikatywny. Celem nie są trofea a tworzenie indywidualności, które te trofea będą zapewniać jako dorośli. Dziś 38 zawodników Sparty gra w różnych reprezentacjach młodzieżowych Czech. Stanowili trzon reprezentacji, która zdobyła wicemistrzostwo Europy U-19 w 2011 roku (w finale przegrali 2:3 z Hiszpanią po dogrywce).

Marek Rzepecki*** z Red Bulla Salzburg opowiada, że w drużynach młodzieżowych obowiązuje zasada „powtarzanie bez powtarzania”. Ciągłe zmienianie ćwiczeń gwarantuje odpowiednią koncentrację. Wydarzeniem w Salzburgu jest raz w roku „Dzień Talentów”, zjeżdżają wtedy zdolne dzieci z całej Austrii. Red Bull ma do dyspozycji supernowoczesny ośrodek z internatem dla młodych piłkarzy i hokeistów (dziś mieszka tam 120 uzdolnionych sportowców).

Ogromne wrażenie zrobiły na mnie słowa Marka Wanika****, który pracuje w Niemieckim Związku Piłki Nożnej (DFB). Związek opłacił niezwykłą reformę: w każdej niemieckiej szkole jest przynajmniej jedna osoba będąca instruktorem i gwarantująca przeprowadzenie lekcji, na której dzieci zajmują się piłką nożną na odpowiednim poziomie. Wzięło się to z faktu, że 92 procent nauczycieli w tamtejszych szkołach to kobiety, które często nie mają predyspozycji do zajęcia się tym problemem. W całych Niemczech są aż 394 (sic!) ośrodki specjalistyczne zajmujące się trenowaniem dzieci (z piłkarzy, którzy zdobyli mistrzostwo świata w 2014 roku tylko jeden nie przeszedł przez zajęcia w takim ośrodku).

Wanik podkreśla oczywistość, o której niektórzy zdają się zapominać: trening dla dzieci absolutnie nie może być zredukowanym treningiem dla dorosłych piłkarzy, musi posiadać własną treść.

Wiosną przyszłego roku DFB wprowadzi zasadę, że mecze z udziałem najmłodszych będą prowadzone bez sędziów. Spytałem Wanika dlaczego. – Chodzi o to żeby dzieci nie nauczyły się zasady, że o tym czy jest faul decyduje sędzia. Żeby nie uczyły się na nim wywierać presji – wyjaśnił.

Nasze realia? Doskonałość zderza się z rzeczywistością. O wrażenia pytam uczestniczącego w zajęciach Roberta Łysika, który jest trenerem w GKS-ie Katowice grup z rocznika 2007 i 2008. – Nie możemy się porównywać. Tam trenerzy dzieci zajmują się tylko trenowaniem, w Polsce muszą zarabiać na życie dodatkowo w inny sposób, bo z tego zajęcia by się nie utrzymali. Różnica jest też taka, że tam trener dostaje bardzo dokładną rozpiskę. U nas dostaje jedynie informację, że na przykład we wtorek ma się zająć ćwiczeniami szybkościowymi, ale zestaw tych ćwiczeń musi już opracować sam.

W efekcie u nas każdy trener młodzieży tworzy własny plan. gdzie indziej wszędzie obowiązuje jeden schemat. – mówi Łysik.

Czy ktoś z was po przeczytaniu tego tekstu zanuci hasło: „a za cztery lata, a za cztery lata, Poooolska będzie mistrzem świata?”

To była już czwarta międzynarodowa konferencja poświęcona tematyce szkolenia dzieci, którą zorganizował Klub Sportowy „Akademia Piłkarska Silesia”. Klub zajmuje się szkoleniem dzieci między 4. a 12. rokiem życia. Działa w 70 miastach w Polsce, szkoli 3000 dzieci. Podkreśla podejście indywidualne, adepci ćwiczą w małych grupach. Poznałem Michała Tofilskiego z tej akademii, to bardzo energiczny i kontaktowy facet. Ma zaledwie 27 lat a jest prezesem i współzałożycielem tego przedsięwzięcia. Za bajtla marzył o karierze futbolisty, grał w jednej drużynie z Kamilem Glikiem, Kamilem Wilczkiem czy Krzysztofem Królem. Jeśli ktoś nie pamięta tego klubu - to była Wodzisławska Szkoła Piłkarska, której alfą i omegą był Janusz Pontus (Tofilski do dziś bardzo go szanuje). Wyobraźcie sobie: zakładacie sobie szkółkę niezwiązaną z żadnym klubem i z jednego rocznika wypuszczacie na świat trzech takich piłkarzy! To jest wyczyn...

Tofilski, który grał potem jeszcze w rezerwach Banika Ostrawa, Przyszłości Rogów i Rozwoju Katowice wyniósł stamtąd coś co w polskim futbolu niestety ciągle nie jest normą. Przekonanie, że piłce dziecięcej wynik naprawdę nie jest najważniejszy. Tego się trzymajmy! Może wtedy nasz futbol zacznie zmierzać w dobrym kierunku?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

Prelegentami konferencji na Stadionie Śląskim byli:
- Carles Romagosa Vidal* (dyrektor barcelońskiej Soccer Services - firmy szkolącej trenerów na całym świecie; doradca oraz dyrektor sportowy w wielu instytucjach piłkarskich, m.in. w Japońskiej Federacji Piłkarskiej. W przeszłości dyrektor w szkółce FC Barcelona oraz trener w grupach młodzieżowych FC Barcelona. Były trener m.in. Gerarda Pique, Jordi Alby, Carlesa Puyola i Cesca Fabregasa);
- Jaroslav Vavricek** (trener-koordynator grup wiekowych od U-5 do U-11 w Sparcie Praga z licencją UEFA-A; w przeszłości zawodnik i trener Slavii Praga, od 2006 roku związany ze Spartą; absolwent Uniwersytetu Karola w Pradze; wykładowca na Akademii ANOA w Pradze w tematyce zarządzania w sporcie);
- Marek Wanik*** (trener i wykładowca w Niemieckim Związku Piłki Nożnej; trener z licencją UEFA- PRO. Od 25 lat pracujący w Niemczech, należący do Rady Trenerów Dolnej Saksonii. Prowadził szkolenia dla polskich trenerów na zlecenie PZPN. W przeszłości zawodnik m.in. Zagłębia Sosnowiec);
- Marek Rzepecki**** (trener od 14 lat pracujący w Red Bull Salzburg. Odpowiedzialny za grupy wiekowe do U-16. W tym sezonie trener U-12, oraz asystent w U-16. Indywidualny trener w projekcie „Projeckt 12- OFB” dla największych talentów w Red Bull Salzburg. Zdobył m.in. mistrzostwo Austrii U-15 w 2012 roku, przez ostatnie trzy lata zdobywał mistrzostwo Austrii ligi szkolnej. W przeszłości zawodnik m.in. GKS Jastrzębie. 

17:41, pavelczado , następcy
Link Komentarze (8) »
środa, 16 października 2013
A co jeśli Fornalik zdobędzie mistrzostwo

Rozśmieszył mnie Zbigniew Boniek na konferencji prasowej wijąc się jak piskorz żeby nie powiedzieć, że szukał wcześniej trenera, bo przecież reprezentacja Polski takiego dotąd miała. Aż dziw, że nie słyszałem śmiechu na sali:)

Waldemar Fornalik odchodzi, nie udało mu się. Nie ma rezultatu - nie ma dalszej pracy. Rozumiem to. Jeśli oblejesz maturę nie powinieneś się usprawiedliwiać, że przecież twoje wypracowanie było bardzo obiecujące, wnosiło wiele nowego w postrzeganie polskiej literatury - jeżeli przy okazji zrobiłeś piętnaście błędów ortograficznych. Jeśli nie zdobywasz awansu do mistrzowskiej imprezy z reprezentacją czterdziestomilionowego kraju, nie powinieneś się usprawiedliwiać, że przecież gra twojej drużyny była obiecująca i nie zostawiasz spalonej ziemi - jeżeli nie udało ci się wygrać ani razu z jakąkolwiek drużyną, która wyprzedziła twoją podczas tych eliminacji.

Waldemar Fornalik odchodzi więc, ale najlepsze ciągle przed nim. Najlepsze w sensie sukcesów oczywiście. Nie sądzicie chyba, że polskie kluby będą kierować się naciskiem tłumu kibicowskich lemingów. Ktoś taki jak Waldemar Fornalik bardzo szybko znajdzie pracę. 

Ciekawi mnie czy jeszcze w tym sezonie może zdobyć mistrzostwo Polski. Macie pewność, że to niemożliwe?

Wiadomo, że zarówno Górnik jak i Zabrze nie chcą odejścia Adama Nawałki. Ale oprócz tupania nogą nic nie mogą zrobić. Jeśli Nawałka będzie miał szansę zostać selekcjonerem - zostanie nim.

Macie pewność, że to niemożliwe?

Przyjmijmy więc, że Nawałka odchodzi. Wskażcie mi jednego kandydata, który byłby w stanie z marszu wziąć Górnika Zabrze i nie zepsuć, który nie bałby się z marszu wziąć Górnika Zabrze i nie zepsuć. A nie zepsuć oznacza zdobyć mistrzostwo Polski. Znam takiego:)

Macie pewność, że to niemożliwe?

Wiadomo, że trener musi pracować. Wiadomo, że w tej chwili Waldemar Fornalik do Ruchu nie wróci.

Po pierwsze mają tam trenera, który pokazał, że zna się na robocie. Po drugie - rozmawiałem z Dariuszem Smagorowiczem. Konkretny cytat z prezesa, który wyjaśnia wszystko. "Wierzę, że kiedyś jeszcze z Waldemarem Fornalikiem w Ruchu się spotkamy. Na pewno jednak nie teraz".

W futbolu rzadko zdarza się taki komfort, że klub może zaczekać na trenera albo trener na klub. Mijają się jak auta na autostradzie. Nie zgrają się teraz - życie może przynieść inne zaskakujące rozwiązanie.

Nieoczekiwana zamiana miejsc to oczywiście fantazja Czadobloga. Ciekawe czy zostaniemy zaskoczeni:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

17:45, pavelczado , następcy
Link Komentarze (45) »
niedziela, 17 lutego 2013
Legia Pany

Nigdy nie sądziłem, że wpis o takim tytule zagości na Czadoblogu. Ale trzeba oddać co należne...

Byłem dziś na Stadionie Śląskim zobaczyć turniej Silesia Winter Cup. Zagrało w nim osiem drużyn z rocznika 1996. Wygrała Legia Warszawa, co przecież czasem może się zdarzyć, ale okoliczności jej zwycięstwa są jednak niezwykłe. - Zwraca uwagę, że to zespół rok młodszy* od kolegów - przyznaje Mieczysław Agafon, skaut Górnika Zabrze, który oglądał turniej.

To może zaskakiwać, ale jeszcze coś bardziej zaskakującego powiedział mi trener tej drużyny Tomasz Sokołowski zaraz po zwycięskim finale, w którym Legia w rzutach karnych pokonała Gwarka Zabrze. - Chłopcy mają nie tylko wygrywać. Wygrywanie jest fajne, ale oceniamy także sposób w jaki realizują założenia przedmeczowe. A my, trenerzy zajmujemy się nie tylko obserwowaniem własnej drużyny. Podpatrujemy także innych. Szukamy takich, którzy mogliby sprawdzić się u nas, podołać naszym wymaganiom. 

- Czy w waszym wykonaniu wychowanie piłkarskiej młodzieży można już określić przemysłem? - spytałem

- Tak. Poświęcamy temu mnóstwo starań i czasu. Jeździmy na wiele turniejów. Oglądamy i pracujemy. Z każdym rokiem nasza Akademia Piłkarska się rozwija - cieszy się Sokołowski (przy okazji: chyba najbardziej lubiany były piłkarz Legii w Chorzowie, chyba nie muszę wyjaśniać dlaczego).

Legia w trakcie turnieju na pięć meczów wygrała cztery, a piąty w karnych. Oczywiście w trakcie zawodów nie tylko zawodnicy Legii zwracali uwagę. Na najbardziej wartościowego zawodnika wybrano choćby Marcina Urynowicza z Gwarka Zabrze. - Jest tu wielu utalentowanych piłkarzy, wiemy komu się przyglądać - przyznaje Mieczysław Agafon.

Wygląda jednak na to, że droga założona przez Legię może być długofalowo bardziej skuteczna niż sama siatka najbardziej zmyślnych skautów. Może Górnik, Ruch i inne śląskie kluby też powinny założyć taką akademię? Bo jeśli dalej tak to będzie wyglądać, Legia może już niedługo zacząć regularnie czesać tytuły i kto wie - może w następnej dekadzie jednak dogoni Górnika i Ruch pod względem ilości zdobytych mistrzostw?

Warto dodać, że chwalony ze wszystkich stron turniej to zasługa Grześka Górskiego, który na Stadionie Śląskim zajmuje się między innymi ich organizowaniem. - Znalazłem niszę, bo w Polsce poza halą nie ma takich turniejów o tej porze roku na otwartym boisku. A przecież grałem kiedyś w piłkę i wiem jak bardzo takie turnieje są przydatne - powiedział mi Górski. Jakby ktoś nie pamiętał - tego wychowanka GKS-u Katowice też kiedyś chciała Legia... Jako nastolatek grał w ekstraklasie, ale kontuzje zniweczyły marzenia. Dla Górskiego najlepszym podziękowaniem są prośby zespołów żeby... zaprosić je na ten turniej za rok.

Czy wtedy znów będę musiał użyć takiego tytułu jak dziś? Wierzmy, że śląskie drużyny się sprężą. Problem w tym, że jeśli nie zmieni się systemu napinka może nie wystarczyć.

PS Ostateczna kolejność turnieju: 1. Legia Warszawa, 2. Gwarek Zabrze, 3. SMS Łódź, 4. Stadion Śląski II Chorzów, 5. Salos Szczecin, 6. Śląsk Wrocław, 7. Odra Opole, 8. Stadion Śląski Chorzów.

PS1 A poza tym Omega.

*rok młodsi, ale jak zdradził mi Sokołowski bodaj czterech chłopaków - o dwa lata. Dwa lata w tym wieku - wiecie jaka to różnica?!

19:00, pavelczado , następcy
Link Komentarze (16) »
Archiwum