niedziela, 25 czerwca 2017
Pseudopatriotycznemu bełkotowi mówię "nie"!

Ludzie chłoszczą młodzieżową reprezentację po nieudanych młodzieżowych mistrzostwach Europy, nasze społeczeństwo zawsze było w chłostaniu dobre.

Muszę przyznać, że ta reprezentacja w ogóle mnie nie zawiodła, bo nie wiązałem z nią żadnych nadziei. Szczerze pisząc nigdy nie wiążę żadnych nadziei z młodzieżowymi reprezentacjami. Ich występy - nawet te oficjalne - traktuję zawsze i wyłącznie tylko jako szkoleniowe. Jeśli odnoszą sukcesy na międzynarodowym poletku to dobrze, jeśli nie odnoszą - mam to gdzieś.

Wydaje mi się, że obecne chłostanie wynika z pseudopatriotycznego tromtadractwa, które zawsze jest wynikiem kompleksów. Wielu ludzi ubzdurało sobie, że zawaliliśmy jakąś ważną imprezę. W dodatku rozgrywaną u nas. Powtarzam: mistrzostwa Europy do lat 21 to impreza trzeciorzędna. Liczy się tylko i wyłącznie pierwsza reprezentacja Polski. Wstydem było zawalenie Euro 2012, tu się w pełni zgodzę. Ale teraz? Pograli, nie dali rady i tyle. Kto uważa, że to zapowiedź przyszłości - nie ma moim zdaniem racji. W młodzieżowych kadrach zawsze chodziło tylko o to żeby paru jej najlepszych piłkarzy trafiło potem do pierwszej reprezentacji.

A to marudzenie, że tej kadry nie wzmocnił na turniej choćby Arkadiusz Milik... Bardzo dobrze, że nie wzmocnił. Po cholerę - ma się cofać w rozwoju. Tak samo nie mam pojęcia po co zagrał Linetty. W tym turnieju powinni według mnie występować tylko ci piłkarze, którzy nie znaczą jeszcze nic dla pierwszej reprezentacji. To szukanie za wszelką cenę sposobów żeby ta kadra była jak najmocniejsza i to parcie na jej wynik zwyczajnie mnie mierzi.

Oczywiście to fajnie, że ta impreza budzi w Polsce zainteresowanie, jest głód na dobrą piłkę. Ale to przecież tak naprawdę jest turniej o złoty ogórek. Wywalczenie złotego ogórka nie daje rękojmi wywalczenia mistrzostwa świata.

 A już całkowicie rozśmiesza mnie pomysł, że Marcin Brosz mógłby w przyszłości zostawić Górnika Zabrze dla młodzieżowej drużyny narodowej. Sorry, ale co on by tym zyskał? To jak przesiąść się z samochodu na skuter.

Zamienić zawodową legendarną drużynę klubową z tradycjami po zrobieniu z nią awansu na "produkt pomocniczy"? Odpuścić ten niezwykły tygodniowy rytm, który zawsze napędza ludzi piłki na jakieś tam mecze, którymi i tak - poza mistrzostwami rozgrywanymi w Polsce - mało kto się interesuje.

Nigdy nie uwierzę, że Marcin Brosz zgodziłby się na taki pomysł. 

PS  W całej tej zawierusze związanej z Ruchem Chorzów zabrakło - jak dotąd - spojrzenia bardzo ważnego człowieka dla tej historii. Dlatego razem z Wojtkiem Todurem spotkaliśmy się więc z Waldemarem Fornalikiem. Szkoleniowiec pierwszy raz - po dłuższej chwili milczenia - zdecydował się przedstawić własny punkt widzenia.

Pytaliśmy go dlaczego odszedł z Ruchu? Dlaczego w trakcie sezonu a nie po? Dlaczego zaczął czuć się w klubie niekomfortowo? Jakie działania innych za tym stały? Dlaczego wiosenne wyjazdowe zwycięstwo z Legią było tak ważne? Jak naprawdę wyglądała sytuacja z podpisywaniem nowego kontraktu? Jak przyjął aresztowanie przez ABW szefów Ruchu? Co sądzi o przyjściu do klubu Krzysztofa Warzychy? Dlaczego Ruch jego zdaniem spadł? Co sądzi o obcokrajowcach w Ruchu? Czy sformułowanie o wspierającej się "niebieskiej rodzinie" to jedynie frazes? Jakie były szczegóły jego odejścia? Czym jest najbardziej rozżalony?  Jak widzi przyszłość Ruchu? No i oczywiście własną? Odpowiedzi na te i inne pytania - wkrótce TUTAJ.

13:24, pavelczado , żal
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 czerwca 2017
Przebierańcy

Kiedyś w nocy obudziłem się z krzykiem, bo wyśniłem sobie, że w jednej chwili, za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, następuje zamiana: policjanci stają się dziennikarzami, dziennikarze - kibolami, a kibole - policjantami.

Nigdy nie przypuszczałbym, że choćby jeden element tej układanki mógłby kiedyś stać się faktem. Ten świat jest jednak tak skonstruowany, że wszystko co człowiek może sobie wymyślić kiedyś już się stało albo kiedyś się stanie...

Byłem na meczu Ruchu z Łęczną, ale nie miałem pojęcia o cudach jakie w jego trakcie się działy. Fakt ubrania przez funkcjonariuszy policji kamizelek z napisem "media" uważam za skandaliczny i dołączam się do protestu.

To oczywiste, że praca policji jest ważna i trudno sobie wyobrazić, że mogłaby przestać wykonywać obowiązki związane z utrzymaniem porządku na stadionach. Niemniej cel nie uświęca środków, a funkcjonariusze powinni wykonywać tego rodzaju czynności jeśli nie pod otwartą przyłbicą to przynajmniej nie pod przyłbicą kogoś innego.

Wielki błąd popełnili chyba działacze Ruchu. Trudno mi sobie wyobrazić, że funkcjonariusze wzięli te kamizelki z napisem "media" bez wiedzy klubu - gdyby tak było to już jutro powinno się skierować pozew przeciw policji. Nie wierzę jednak w taką wersję. 

Przypuszczam, że policja zwyczajnie poprosiła o kamizelki, a te zostały im wydane bez słowa sprzeciwu (bo przecież to policja).

Nikt na komendzie nie zastanowił się chyba co taki manewr za sobą niesie.* Ludzie mediów nie przebierają się w te kamizelki dlatego, że są zachwyceni krojem. Ma im to pomóc w relacjonowaniu wydarzeń, w robieniu zdjęć. Chodzi o to żebyśmy nie byli traktowani jako strona konfliktu. 

Zgadzam się z opinią, że brak pewności, iż pod szyldem „media” występuje dziennikarz, może doprowadzić do tragedii. 

Dlatego serdecznie proszę funkcjonariuszy żeby już nigdy nie bawili się w podobne przebieranki.

*tylko nie mówcie mi, że to nie był pierwszy raz.

10:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 22 sierpnia 2016
Apeluję o rozsądek

Doszło do strasznej tragedii. W weekend w okolicach dworca w Katowicach od ciosu nożem zginął młody mężczyzna. Mimo reanimacji zmarł w szpitalu.

Okazało się potem, że w przeszłości był piłkarzem drużyn młodzieżowych GKS-u Katowice.

Z tego co czytam na razie nie wszystko wiadomo o szczegółach. Dlatego apeluję do wszystkich o wstrzemięźliwość w sądach, opiniach. Bardzo łatwo powiedzieć o słowo za dużo, które potem może być kołem zębatym w nakręcaniu spirali przemocy i zbrodni.

Żeby napisać, że były piłkarz GKS-u Katowice został zamordowany trzeba mieć pewność, że został zamordowany dlatego, że był piłkarzem GKS-u Katowice. To zdanie jest kluczowe w tym tekście. Jeśli nie mamy tej pewności - a moim zdaniem nikt jej nie ma - powinno się napisać, że młody mężczyzna zginął od ciosów nożem.

Rozumiem pogoń za chwytliwym newsem, sam pracuję w tej branży. Ale ta szaleńcza pogoń nakręcona do granic możliwości w dobie internetu nie powinna przesłaniać zdrowego rozsądku.

Chyba, że chcemy mieć ciąg dalszy. Chcemy?

15:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 sierpnia 2016
Kolejny absurd związany z zamykaniem stadionów

Wiadomo, że nie wszystkie przepisy od razu wymyślono, ale wiadomo, że powinno się je w miarę możliwości uszczegóławiać. Bo jak nie - dochodzi do absurdu. Idealnym przykładem jest według mnie sobotni mecz Cracovii z Ruchem Chorzów. 

Spotkanie odbyło się przy pustych trybunach. Wszystko dlatego, że Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN zarządziła 12 lipca wykonanie kary rozegrania przez krakowski klub jednego meczu bez udziału publiczności (wcześnie ta kara była zawieszona na 18 miesięcy). Komisja Ligi Ekstraklasy nałożyła na Cracovię tego rodzaju karę w związku z naruszeniem porządku i bezpieczeństwa podczas meczu z Pogonią Szczecin, który został rozegrany 18 kwietnia 2015 roku.

Stadion przy Kałuży miał być zamknięty dla kibiców na mecz pierwszej kolejki z Piastem Gliwice, jednak działacze Cracovii poprosili o wystąpienie z wnioskiem o wznowienie postępowania w tej sprawie. To wstrzymało wykonanie kary więc mecz Cracovia - Piast odbył się z udziałem publiczności. Teraz jednak mecz odbył się bez udziału kibiców.

Ja to wszystko rozumiem. Nie chcę wnikać w zasadność kary, nie to jest tematem tego wpisu. Tematem jest raczej fakt. że znowu karze się niewinnych i ogranicza ich swobody obywatelskie.

Wiadomo, że niemożność zobaczenia meczu z trybun to kara dla kibiców Cracovii. Dlaczego jednak każe się kibiców Ruchu, którzy chcieli ten mecz zobaczyć, a zupełnie bez racjonalnego powodu nie mieli takiej możliwości? Przecież w ogóle nie mieli związku z wydarzeniami za które została nałożona kara. Znowu odpowiedzialność zbiorowa? Kto jest w stanie racjonalnie to wytłumaczyć?

Moim zdaniem to może być fantastyczny pomysł na utemperowanie kibolstwa. Jeśli kibolstwo zadymi i zostanie ukarane niemożnością oglądania własnej drużyny dodatkowo skarze ją na doping z trybun własnego stadionu tylko kibiców przyjezdnych. 

Taki mechanizm mogłby spowodować, że niektórzy trzy razy bardziej zastanowią się czy warto źle zachowywać się podczas meczu! A jeśli się nie zastanowią - cóż, będzie to dobitnie świadczyć, że wcale nie o piłkę i wspieranie własnej drużyny im chodzi.

16:54, pavelczado , żal
Link Komentarze (8) »
sobota, 20 sierpnia 2016
Panie wojewodo! Jak można pójść na taką łatwiznę?!

Coraz częściej zdarza się, że połączenie słów „wojewoda” i „futbol” budzi we mnie dreszcz. Najgorzej kiedy władza wtrąca się tam gdzie nie powinna się wtrącać.

Jak się okazuje wojewoda śląski Jarosław Wieczorek właśnie zdecydował, że interesująco zapowiadający się środowy mecz piątej kolejki pierwszej ligi między GKS-em Katowice a Zagłębiem Sosnowiec odbędzie się bez kibiców gości. Nie mogłem w to uwierzyć więc zadzwoniłem do obu klubów żeby upewnić się czy dobrze słyszę...

Wydaje się, że cichym idolem Wieczorka jest chyba jego poprzednik Piotr Litwa, który również decydował się na tego rodzaju kuriozalne rozwiązania i namiętnie zamykał stadiony lub ich część.

Obecna decyzja Wieczorka jest moim zdaniem jednak wyjątkowo skandaliczna. Nie jest to bowiem nawet rodzaj „kary”, choć przy okazji przypominam, że w społeczeństwie obywatelskim odpowiedzialność zbiorowa powinna być wykluczona, a karani powinni być tylko ci, którym udowodniono winę. To już raczej – co mnie jeszcze bardziej bulwersuje – zakaz prewencyjny, podjęty ot, tak, na wszelki wypadek. Tak jakby prawo działało nie wstecz a już w przód!

Uważam to za niebezpieczny precedens. Rozwiązanie może się wojewodzie niestety spodobać, a tak się składa, że w obecnym sezonie w pierwszoligowym sezonie meczów podwyższonego ryzyka z udziałem drużyn z naszego regionu, których kibice nie przepadają za sobą będzie mnóstwo.

Czy skłonności Jarosława Wieczorka do zamykania mogą oznaczać, że w najbliższym czasie:

3 września – w siódmej kolejce – wojewoda zamknie stadion Podbeskidzia dla fanów GKS-u Katowice? Kibice obu drużyn nie przepadają za sobą;

17 września – w dziewiątej kolejce – wojewoda zamknie stadion Podbeskidzia dla fanów Zagłębia Sosnowiec? Kibice Zagłębia mają „zgodę” z fanami futbolowej drużyny BKS-u Bielsko-Biała, którzy z kolei nie są zakochani (z wzajemnością) we fanach Podbeskidzia;

1 października – w jedenastej kolejce – wojewoda zamknie stadion GKS-u Tychy dla fanów GKS-u Katowice? Kibice obu drużyn nie przepadają za sobą (w tym wypadku być może powinienem powtórzyć to po trzykroć).

Nie ma w tym zestawieniu meczu z szóstej kolejki. Wojewoda nie zamknie Stadionu Ludowego w Sosnowcu dla fanów Górnika Zabrze – przyjezdnych obowiązuje kara w czterech meczach wyjazdowych w tym sezonie. Kłopot z głowy!

Zestawów następnych kolejek nie chce mi się już przeglądać, ale zapewniam – można układać dowolne konfiguracje i ciągle zadawać to samo pytanie.

Oczywiste jest, że za bandyckie zachowania i karczemne awantury chuliganeria powinna być bezwzględnie ścigana i pociągana do odpowiedzialności.

Czy jednak ludzie, którzy są nieawanturujący się i chcą tylko zobaczyć mecz ulubionej drużyny (myśli pan, że istnieją, panie wojewodo?), powinni być prześladowani? Ktoś nie zdaje sobie chyba sprawy, że pozbawienie możliwości zobaczenia wyjazdowego meczu ulubionej drużyny bez powodu mógłby być uznany za rodzaj prześladowania!

Futbol to nadzwyczajny sport i wywołuje nadzwyczajne namiętności. Zawsze tak było. Za okupacji na meczach tzw. śląskiej gauligi zdarzały się awantury; kibice TuS Schwientochlowitz nienawidzili się ponoć zwłaszcza z fanami 1.FC Kattowitz. Po wojnie, w latach 60. pierwszy szef klubu kibica Ruchu Chorzów był bezwzględnie ścigany po Stadionie Ludowym a ochronili go dopiero piłkarze niebieskich.

Zakazy prewencyjne nie powinny być jednak stosowane. Zwłaszcza wtedy gdy sektory przygotowane dla fanów przyjezdnych spełniają wszystkie wymogi, a i tak nie mogą być wykorzystane.

Nie tak to powinno wyglądać.

00:04, pavelczado , żal
Link Komentarze (21) »
czwartek, 02 czerwca 2016
Wykupują. Czyż to nie wspaniałe?
Mójta do Wisły. A może też Gergel? Może Stępiński do Legii, a Mazek do Cracovii?
                                 ***
O mocy naszych piłkarskich klubów nie decyduje, moim zdaniem, ten czy tamten pojedynczy sukces. O tym, że Ruch, Górnik, Piast czy GieKSa są naprawdę silne jako kluby - nie tylko jako drużyny - świadczy to, dokąd odchodzą ich gwiazdy. Oczywiście ideałem byłoby, żeby gwiazdy zostawały na Śląsku przez całą karierę, ale w dzisiejszych czasach to niemożliwe. Wiadomo, że pewnego pułapu nie da się przeskoczyć i trzeba mierzyć zamiary na siły.

Jeszcze w latach 80. nie zdarzało się, żeby śląska gwiazda wzmacniała konkurencję z głębi kraju. Co innego zagranica: Krzysztof Warzycha odszedł do Panathinaikosu, Jan Urban do Osasuny, Jan Furtok do Hamburger SV, itd. Sytuacje, gdy gwiazdy podkupowała nam krajowa konkurencja zdarzały się naprawdę incydentalnie (wyobrażam sobie ten szok zabrzańskich kibiców, kiedy w 1976 roku Andrzej Szarmach odszedł z Górnika do Stali Mielec).

Niestety - będzie coraz gorzej.

Trudno mi niestety wyobrazić sobie, żeby za mojego życia nastały czasy, w których topowy śląski klub przebija każdą ofertę zagranicznego rywala chcącego podkupić piłkarza, który jest tego wart. Ba, trudno już sobie wyobrazić, że przebija rywala krajowego...

Na razie zapowiada się, że Śląsk będzie polem uprawnym. Straszne, że zaledwie dla krajowej konkurencji. Przez długie lata śląskie kluby realizując własne ambicje były idealnym oknem wystawowym na świat. Dziś kanał dystrybucji polskich piłkarzy do zagranicznych klubów wygląda niestety inaczej. Straszne również, że w dwojaki sposób. Ludzie z głębi kraju nie tylko potrafią przekonać rodziców najzdolniejszych, że gdzie indziej ich dzieci będą miały lepsze możliwości rozwoju. Potrafią również przekonać najlepszych piłkarzy, że gdzie indziej więcej zarobią i będą mieli większe szanse na sukcesy. A najgorsze jest to, że nasze kluby często są takim obrotem sprawy zachwycone, bo w grę wchodzi przecież godziwy grosz...

Dlatego już bez wiary marzę o czasach, kiedy znów będzie uprawiać nas Nawarra, a nie Mazowsze.

                                    ***

Czy to najsmutniejsze okienko transferowe? Nie, będą smutniejsze.

PS A poza tym zawsze możemy być mocni w szachach albo klik-klaku.

19:17, pavelczado , żal
Link Komentarze (10) »
czwartek, 19 maja 2016
Martwię się. Bardzo się martwię

W Katowicach trwa Europejski Kongres Gospodarczy. Mnóstwo  znamienitych gości z całego świata m.in. książę von Liechtenstein, gubernator Odessy (jego akurat wielu pamięta jako prezydenta Gruzji) albo minister przemysłu i handlu Lesotho (z nimi Polska jeszcze w piłkę nie grała).

W trakcie imprezy, którą zorganizowano w Międzynarodowym Centrum Kongresowym obok Spodka, odbywa się wiele tematycznych spotkań i paneli. Jedno z nich odbyło się pod hasłem „Przed Euro 2016: piłka nożna jako gałąź gospodarki - ekonomiczne korzyści z inwestycji w sport.” Poprowadził je zagorzały kibic, były premier Jan Krzysztof Bielecki.

Udział w dyskusji wzięli m.in. Dariusz Marzec, prezes spółki Ekstraklasa oraz Maciej Sawicki, sekretarz generalny PZPN (prowadzący nazwał go nawet prezesem związku). Po spotkaniu spytałem ich o palące mnie kwestie.

Pytanie do Dariusza Marca 

Jak długo będzie jeszcze obowiązywał system ESA-37?

Dariusz Marzec: - W tej chwili trudno jednoznacznie odpowiedzieć. W grudniu kluby zdecydowały, że będzie obowiązywał jeszcze przynajmniej przez jeden sezon. Dalsza przyszłość? Dopiero będziemy analizować dane. Wpływ na decyzję będą miały frekwencja, atrakcyjność, poziom sportowy. Warto dodać, że jesienią decyzję o swoim systemie rozgrywek podejmie także UEFA. Musimy się w ten system wpasować jako liga. To ważna okoliczność.

System ESA-37 wydaje się być atrakcyjny dla lig nie z samego szczytu. Wprowadzą go u siebie Serbowie, zastanawiają się Bułgarzy.

Na pewno nie ma szans do powrotu ESA-30, bo byłoby za mało meczów. Liga osiemnastozespołowa? Na razie nie jestem przekonany czy jest tyle zespołów gwarantujących odpowiedni poziom sportowy i licencyjny.

Pytanie do Macieja Sawickiego

Wszystkie mecze eliminacji mistrzostw świata i Europy odbywają się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Kiedy Stadion Śląski też będzie miał szansę na organizację właśnie takich meczów?

Maciej Sawicki: - Przede wszystkim Stadion Śląski musi zostać dokończony. Kiedy zostanie zaczniemy się zastawiać jakie mecze mogłyby się na nim odbywać. Jest wiele opcji: w 2018 rozpoczyna się Liga Narodów UEFA. Od czegoś trzeba zacząć.

                                       * * *

Martwię się. Dla mnie oznacza to, że:

po pierwsze - wygląda na to, że nieszczęsny system trzydziestosiedmiokolejkowy jest poważnie brany pod uwagę w przyszłości. Ba, wygląda na to, że inne kraje chcą wprowadzać go u siebie a dla nas - co mnie szokuje - miałby to być powód do dumy. Przypominam w kilku słowach dlaczego moim zdaniem ten system to bzdura: regulamin jest jedynie od jak najbardziej sprawiedliwego wyłonienia kolejności na mecie sezonu a nie od uatrakcyjniania rozgrywek. Poziom atrakcyjności powinien zależeć przede wszystkim od sportowego poziomu rozgrywek;

po drugie - wygląda na to, że Stadion Narodowy może mieć monopol na organizowanie meczów eliminacji mistrzostw świata i Europy na długo (jeśli nie na zawsze). Owszem, przekonałem się, że to rzeczywiście wspaniały obiekt, ale wspaniałość nie daje placetu na wyłączność. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić, że po zakończeniu modernizacji nowoczesny Stadion Śląski miałby zadowolić się ochłapami w stylu Ligi Narodów UEFA.

PS A poza tym mam ochotę pobiegać.

19:53, pavelczado , żal
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 maja 2016
Skąd w Gliwicach taki kompleks Zabrza

Nigdy nie rozumiałem jak świętując własny sukces można obrażać największego rywala. Zawsze wydawało mi się, że to przecież umniejsza niezwykłość chwili zamiast podkreślać. A przecież chcielibyśmy ją pamiętać jako coś najlepszego w życiu, prawda?

Po zdobyciu wicemistrzostwa Polski kibice, a także piłkarze Piasta Gliwice udali się na piękny, najpiękniejszy chyba na Górnym Śląsku rynek i zaczęła się feta. Kibice śpiewali, piłkarze też śpiewali - stojąc na specjalnie przygotowanym autobusie.

Filmik z tego wydarzenia można znaleźć w Internecie. Kiedy człowiek go ogląda robi mu się przykro i czuje się jakby nie mył zębów.

Tak, wiem, że przez wiele lat kibice Piasta nie byli traktowani poważnie przez kibiców Górnika. Tak, wiem, że duża część Gliwic kibicuje Górnikowi co nie podoba się fanom Piasta.

Ale czy z tego powodu warto strzelać sobie samobója, który polega na tym, że w chwilach największej radości, największej dumy z dokonań ukochanej drużyny marnuje się energię na gromadne zaśpiewanie plugawej rymowanki:

"Gdy dorośniesz synu mój,

całe Zabrze weź na chuj,

całe Zabrze weź i spal,

niech te kurwy mają bal!"

Nie rozumiem tego. Rozumiałbym gdyby te słowa mamrotała grupa narąbanych gości na ławce w parku. Ale w uroczystej chwili, w najważniejszym miejscu w mieście?! Jeśli nienawiść jest ważniejsza niż oddanie własnym barwom nigdy nic dobrego z tego nie wynika...

A kibice Górnika mogą się z tego tylko śmiać. Przypuszczam, że kiedy będą cieszyć się z piętnastego mistrzostwa Polski nic o Piaście Gliwice nie zaśpiewają.

PS To samo tyczy się śpiewania na gliwickim rynku nieparlamentarnej rymowanki o Legii. Obrzydliwe to i równie słabe jak paskudny zaśpiew, który warszawska niewychowana publika wyła niedawno na stadionie przy Łazienkowskiej obrażając Piasta i cały Śląsk. Wypadałoby Legię przeprosić. To nie słabą grę piłkarzy i przestarzałe stadiony najtrudniej zmienić. Najtrudniej zmienić ludzi z trybun...

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

22:06, pavelczado , żal
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 09 maja 2016
Ku...wo ze Śląska, jednego mistrza ma Polska!

Byłem na meczu Legii z Piastem Gliwice w Warszawie. Niby wielkie święto futbolu, niby piękny stadion wypełniony trzydziestotysięcznym tłumem, niby atmosfera wielkiego meczu - a jednak czuję się niefajnie.

Podczas tego meczu nie usiadłem na miejscach prasowych. Poszedłem do kolegi, który siedział na miejscach dla kibiców. Chciałem poczuć atmosferę. No i poczułem...
Sektor najbardziej zagorzałych kibiców kilkakrotnie w trakcie meczu zaintonował zdumiewającą przyśpiewkę: „Ku...wo ze Śląska, jednego mistrza ma Polska!". Nie robiłoby to na mnie żadnego wrażenia, bo ja niczego od fanatyków nie oczekuję, już najmniej obycia i kultury. Wiadomo, że stadion to nie opera.
Niemniej na stadionie Legii w niedzielę poczułem się niekomfortowo. Ten plugawy zaśpiew o k...wie podjął bowiem niemal cały stadion. Niosło się po Łazienkowskiej, że hej. Nie twierdzę, że wszystkie obecne na meczu osoby śpiewały - ale utwór przypadł do gustu całym połaciom trybun, które - na pierwszy rzut oka - mogły wydawać się „normalne”, a nie fanatyczne. Poważny, około pięćdziesięcioletni mężczyzna, siedzący za mną też wydzierał się triumfalnie o „śląskich ku..". Spojrzałem w bok, to samo krzyczeli inni kibice, także kobiety. Jedynie dzieci tak nie wołały, ale patrzyły uważnie na rodziców.
Fakt, że obleśną przyśpiewkę podjęli normalni - wydawałoby się - ludzie to pierwszy powód mojego dyskomfortu.

Po drugie zdumiało mnie, że widownia obrażała w ten sposób Piasta, który nie mógł jej dotąd podpaść niczym poważnym - chyba tylko tym, że naruszał butną pewność siebie, pewność zdobycia tytułu. Gdyby jeszcze taki zaśpiew przydarzył się podczas meczu z Ruchem albo Górnikiem - byłbym w stanie ogarnąć to rozumem, wszak obrażanie drużyn bardziej utytułowanych od własnej może wydawać się bliższe prymitywnej stronie ludzkiej natury.

Po trzecie zdziwiło mnie, że spiker w ogóle na ten zaśpiew nie reagował. Nie prosił, żeby przestać, jakby akceptował ten stan rzeczy. A spiker podczas meczu jest przecież przedstawicielem klubu. Musi pamiętać, że dla osób postronnych może to wyglądać tak, jakby klubowi były właściwie obojętne takie przypadki.

PS Przy okazji muszę przyznać, że szkoda tego meczu. Legia Warszawa wygrała zasłużenie i nie zmienia tego faktu słaba forma sędziego. Nie ma co zwalać na arbitra - nie wypaczył przecież wyniku, gospodarze w tym meczu byli lepsi. Dzięki temu są znacznie bliżej mistrzowskiego tytułu.

Porażkę przyjąć potrafię, tylko z uznaniem mogę pisać o grze Legii, choć Piast - do utraty pierwszej bramki - bardzo mi się podobał. Z rozmysłem sparaliżował przeciwnika i czekał na jedną okazję. Paraliż jednak puścił, sam nie doczekał się na nic, więc skończyło się trochę mylącym rezultatem.
Piast przegrał za wysoko choć nie jest to ważne, bo chodziło o to, żeby nie przegrał, a nie o to, żeby przegrał nisko. Legia grała własnym rytmem, z pewnością, że wszystko dla niej dobrze się skończy. Zazdroszczę innym drużynom takiej pewności, dzięki niej można osiągnąć więcej.
Trudno, tym razem się nie udało. Ale może uda się następnym...

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

17:10, pavelczado , żal
Link Komentarze (55) »
poniedziałek, 02 maja 2016
Tłuszcza tańczy, śpiewa i gwiżdże

Andrzej Duda, prezydent Rzeczpospolitej Polskiej został wygwizdany podczas finału Pucharu Polski, który odbył się w Warszawie.

Uważam to za żenujące i mocno obrzydliwe. Żeby było jasne: uważałbym tak samo gdyby w identycznych okolicznościach wygwizdani zostali podczas pełnienia urzędu Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński oraz Bronisław Komorowski.

Rozgrywki krajowego pucharu bardzo długo były u nas niedoceniane, bardzo długo nie były traktowane z należną im estymą. Obecność najważniejszego człowieka w państwie na tym meczu była dotychczas czymś rzadkim i niecodziennym. Moim zdaniem warto żeby stała się czymś oczywistym bez względu na to jakie poglądy ma prezydent. Jego obecność na stadionie podczas finału Pucharu Polski nie jest wcale lansem, tak mogą uważać jedynie ćwoki i troglodyci. Należy bowiem pamiętać, że całe te rozgrywki odbywają się przecież pod patronatem prezydenta RP!

Nie widzę niczego złego w wyrażaniu dezaprobaty wobec polityków, którzy nie są z naszych bajek. Ale powinniśmy wiedzieć gdzie i kiedy dezaprobatę można wyrażać. Wygwizdanie prezydenta podczas finału piłkarskiego Pucharu Polski świadczy o nas jako społeczeństwie. Jeśli tego nie wiemy oznacza to że jesteśmy zwykłymi prostakami, że śmierdzi nam spod pach, że czkamy kiedy jesteśmy na niedzielnym obiedzie w restauracji i że siorbiemy kiedy pijemy herbatę.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

20:36, pavelczado , żal
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum