poniedziałek, 07 sierpnia 2017
Oto okładka mojej przyjemności

Miło mi oznajmić, że w połowie września ukaże się na rynku książka pod tytułem "Górnik Zabrze. Opowieść o złotych latach".

Pracowałem nad nią rok, to była dla mnie wspaniała przygoda. Uważam, że dla człowieka interesującego się futbolem właściwie nie ma lepszego sposobu na poznawanie sławnych ludzi piłki, ich wspomnień, osądów i przekonań niż praca przy okazji książki.

Rozkwit Górnika w latach 50., piętnaście lat z rzędu kiedy niezmiennie stoi na ligowym podium (w latach 1957-72) to historia w polskim futbolu jednorazowa. Zazwyczaj zabrzanie miażdżyli wtedy kogo chcieli i jak chcieli. A po kilku latach kryzysu, jeszcze raz, w latach 80. potrafili zadziwić - stało się to już udziałem innego pokolenia. Efekt: 14 tytułów mistrzowskich (zabrzanom w tym względzie dorównuje jedynie Ruch Chorzów) i finał europejskiego pucharu (w tym względzie nie zdołał im dorównać już nikt. Chciałbym żeby komuś za mojego życia się udało, ale szczerze powątpiewam).

Poniżej pierwszy raz prezentuję Wam okładkę książki. Wygląda następująco:

  stot

Nie wiem czy ktoś rozpoznaje, ale na okładce rozgrywa się jeden z najważniejszych meczów w bogatej historii Górnika. Miejsce też nieprzypadkowe. 13 września 1961 roku około 80 tysięcy ludzi zobaczyło na Stadionie Śląskim pierwszy mecz Górnika w europejskich pucharach. W Pucharze Mistrzów zabrzanie pokonali wówczas słynny Tottenham Londyn.

Na okładce Bill Brown, bramkarz Tottenhamu i reprezentacji Szkocji wprawdzie łapie piłkę, ale aż cztery razy mu się to tamtego dnia nie uda. Górnik w pucharową przygodę wszedł więc z przytupem.

Jestem zaszczycony, że prawie dokładnie 56 lat od tamtego wielkiego meczu ukaże się moja książka traktująca o fenomenie wielkiego Górnika. Wierzę, że dla wielu kibiców będzie to całkiem miłe 430 stron.

niedziela, 16 lipca 2017
Fajny mecz widziałem

Zgodnie z oczekiwaniami Górnik Zabrze pokonał Legię Warszawa na inaugurację ligi. Okazało się, że Czadoblog jest pesymistą, typowałem tylko 2:1 (mam świadków).

Co mi się podobało:

a) że Górnik grał jakby był wyrachowanym skurczybykiem co o tyle dziwi, że do tej pory piłkarze KSG, którzy wystąpili dziś w podstawowym składzie nie rozegrali łącznie w ekstraklasie nawet stu meczów! (Michał Koj - 49, Kurzawa - 40, Mateusz Wieteska - 4). Dla większości z tych zawodników był to debiut na tym poziomie rozgrywek! Sprawić żeby zespół niedoświadczony grał jakby był bardziej doświadczony od doświadczonego przeciwnika to sztuka. Byłem pod wrażeniem tym bardziej, że "niedoświadczony" beniaminek modelowo położył na łopatki "doświadczonego" mistrza;

b) że w Zabrzu ludzie decyzyjni zachowują spokój. Po meczu spytałem trenera Marka Kasprzyka (Marcin Brosz musiał odcierpieć "winy" więc z powodu impulsywnego zachowania w poprzednim sezonie więc nie mógł być na ławce podczas meczu), który moment meczu był najtrudniejszy. Odparł, że ten kiedy kontuzji doznał Michał Koj. Akurat wtedy zabrzanie stracili gola, wydawało się, że Legia może jeszcze próbować myśleć o czymś więcej. Koja zastąpił środkowy pomocnik, rekonwalescent Erik Grendel i - jak się okazało - to był dobry pomysł.

Ale żeby było jasne - Marcin Brosz wie, że przyjdzie trudny moment i nie jest tak, że "skoro klupnęliśmy Legii to klupniemy teraz wszystkim". 

c) że to wyrachowanie Górnika wychodzi w niespodziewanych momentach. Kiedy po godzinie gry debiutant Damian Kądzior schodził z boiska mogłoby się wydawać, że powinien zastąpić go obrońca, bo warto było bronić dwubramkowego wówczas prowadzenia. To była jednak odpowiedź na to, że kilkadziesiąt sekund wcześniej na boisko wbiegł w Legii Krzysztof Mączyński. Sztab Górnika posłał do gry Davida Ledecky'ego. Słowak związał Mączyńskiego. Zaraz po tych zmianach padła trzecia bramka dla Górnika. Brosz po meczu przyznał, że ta zmiana była zaplanowana.

d) świetne zachowanie drużyny Górnika przy pierwszej bramce. Rafał Kurzawa dośrodkował z rzutu rożnego. Uderzył na tyle wysoko, że nikt nie zdołał jej wybić - ani obrońcy, ani bramkarz. Wylądowała na głowie zamykającego drugą stronę Mateusza Wieteski, który głową posłał piłkę do środka. Takie zagrania są bardzo niebezpieczne co tym razem udowodnił Dani Suarez;

e) świetne zachowanie drużyny Górnika przy drugiej bramce. Wyjście z opresji na własnej połowie i modelowo rozegrany kontratak zakończony samotnym biegiem Angulo sprawił, że poczułem uniesienie, a nie unoszę się już z byle powodu... Bask czuł się na tyle pewnie, że miał czas by w biegu się jeszcze obejrzeć. Zrobiło to na mnie duże wrażenie. Legioniści chyba go trochę zlekceważyli, bo po przerwie też strzelił gola biegnąć sam na bramkarza. Ma 33 lata a nie dał się dogonić. Cóż, w tym wieku ciągle można szybko biegać;

f) znakomita gra bramkarza Tomasza Loski. Zachował się bez zarzutu przy wszystkich trudnych momentach - świetnie radził sobie z trudnymi strzałami Guilherme (gdybym któregoś piłkarza z Legii miał polecić do Górnika to właśnie tego) i Hamalainena. Przy golu Armando Sadiku nie miał szans. Ogólnie grał jednak bardzo pewnie, wytrzymał presję i może być mocnym punktem tej drużyny na długo;

g) gra Legii. Ten zespół naprawdę potrafi grać w piłkę, trzeba to przyznać. Na pewno nie można go lekceważyć, jeszcze niejednemu ligowemu rywalowi urwie punkty. Tym razem trafił po prostu na lepiej dysponowanego rywala. To się zdarza. Brawa jednak dla gości, że nie grali kunktatorsko i nie zepsuli tego widowiska.

h) dżentelmeńskie zachowanie Jacka Magiery. Trener Legii przyznał po meczu, że zwycięstwo Górnika jest zasłużone i "podziękował gospodarzom za lekcję".

Co mi się nie podobało:

Szkoda, że takimi dźentelmenami nie są fani drużyny przyjezdnej, którzy po meczu - kiedy piłkarze gospodarzy biegli pod trybunę kibiców żeby pocieszyć się zwycięstwem - ryczeli na melodię używaną przez fanów gospodarzy hasło "jebać Górnik jak za dawnych lat". Wiadomo, że stadion to nie opera, ale wiadomo też, że jednak nie chlew. Mecz meczem, ale warto uznać kiedy rywal rzeczywiście jest lepszy od naszych ulubieńców, jak sądzicie? Oczywiście nie każdy musi o tym wiedzieć, obycie wynosi się z domu.

Reasumując: to będzie naprawdę ciekawy sezon!

PS Cieszę się, że nic nie stało się Arkadiuszowi Malarzowi. 

sobota, 01 lipca 2017
I ty możesz kupić dom od Włodzimierza Lubańskiego

Legenda polskiej piłki chce sprzedać dom w Gliwicach. Wiem to od Darka Czernika, kustosza niezwykłej wystawy, którą właśnie otwarto w Zabrzu. Przed jej obejrzeniem kibice Górnika powinni zażyć środki uspokajające, bo mogą wpaść w ekstazę. 

Darek szukał pamiątek do wystawy i świetną niespodziankę zrobił mu Włodzimierz Lubański. Akurat przebywał w Gliwicach i zadzwonił do klubu. Czernik razem ze Stanisławem Oślizło pojechali do niego i sławny napastnik przekazał trzy torby niezwykłych pamiątek.

Jakich? Porozmawiałem o tych fantach z Darkiem. Właściwie nie musiałem zadawać pytań. O tak cennych pamiątkach rzeczywiście aż chce się mówić. A przecież pamiątki od "Włodka" to ledwie wycinek wycinka kolekcji, którą można zobaczyć, a Lubański to tylko jeden z licznego grona byłych piłkarzy, którzy dołożyli cegiełkę do tego dzieła. Szczegóły co można zobaczyć na wystawie - TUTAJ.

Jeśli będziecie na Śląsku - musicie to zobaczyć. To doprawdy niezwykłe materialne dowody na wspaniałość dawnych futbolowych czasów Zabrza. 

Wystawa w Muzeum Miejskim przy ul. Powstańców Śląskich 3 będzie otwarta do 19 sierpnia. 

wtorek, 20 czerwca 2017
Piłkarz Górnika Zabrze a Erazm z Rotterdamu

Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze, wieloletnia podpora tego klubu, postanowił poddać się badaniu wariografem. Na zastosowanie wykrywacza kłamstw namówili piłkarza jego znajomi kibice z grupy Torcida. Od pewnego czasu zaczęły bowiem krążyć plotki, że Danch jest zamieszany w sprzedawania meczów i obstawianie wyników u bukmachera. Zawodnika, który właśnie podpisał kontrakt z Arką Gdynia widocznie to bolało.

Nie wiem czy na jego miejscu poddałbym się takiemu badaniu. To forma tłumaczenia się przed innymi. Gdybym był niewinny, nie zależałoby mi na tym co sądzą inni. „Nigdy się nie tłumacz. Przyjaciele i tak zrozumieją, wrogowie i tak nie uwierzą” - nie mam pojęcia czy Danch zna tę złotą myśl Erazma z Rotterdamu, ale wiem, że się do niej nie zastosował. Piłkarza można jednak zrozumieć, bo w pewnym momencie w kibicowskim światku na języki wzięto też żonę byłego kapitana zabrzańskiej jedenastki. Plotkowano, że obstawia wyniki za granicą.

Po tym, gdy Danch z powodzeniem przeszedł badania wariografem kibice z Torcidy ogłosili, że nie brał udziału w sprzedawaniu meczów żeby osiągnąć korzyści w zakładach bukmacherskich i nie uczestniczył w żadnych nieczystych działaniach.

Piłkarz może odetchnąć, choć przypuszczam, że pewna przygnębiająca myśl będzie go długo uwierać. Ta otóż, że ostatnim ligowym meczem Górnika, w którym zagrał w wyjściowym składzie, jego zespół poniósł zawstydzającą porażkę z najgorszym w ligowej stawce MKS-em Kluczbork. Tydzień później pograł jeszcze w ostatnich minutach meczu z Olimpią w Grudziądzu, ale wychodzi na to, że były kapitan Górnika nic nie wniósł do niezwykłej zwycięskiej passy swojej drużyny z końcówki sezonu, dzięki której zespół z ulicy Roosevelta wrócił do ekstraklasy.

Mam tylko nadzieję, że sprawa Dancha nie stanie się zachętą dla innych kibiców innych drużyn. Bo źle by było, gdyby za każdym razem - gdy zespołowi wiedzie się gorzej, niż tego oczekują kibice - przyczyny szukać poza boiskiem, a podejrzewanych o nieetyczne zachowania piłkarzy tresować wariografem. Bo ten, kto by odmówił, z miejsca zostałby ogłoszony sprzedawczykiem. 

A wtedy prawda nie byłaby najważniejsza.

PS Zrobiłem szybki wypad do Pragi, w której nigdy dotąd nie byłem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie Velký strahovský stadion. Wrażenie przygnębiające. Całe szczęście, że to nigdy nie była świątynia futbolu.

niedziela, 04 czerwca 2017
Mam coś dla kibiców Górnika Zabrze!

Sposób w jaki Górnik Zabrze wywalczył awans do ekstraklasy robi na mnie ogromne wrażenie z trzech powodów.

Po pierwsze - dlatego, że tak piorunująca końcówka nie przydarza się zbyt często. Wreszcie Górnik złapał formę i miał szczęście w najważniejszych momentach. Do tego rywale potracili punkty. Jeszcze miesiąc temu w taki finisz Zabrza chyba nikt by nie uwierzył.

Po drugie - dlatego, że Górnik potrafił się podnieść w bardzo trudnej sytuacji. Kiedy targały nim konflikty, narzekali kibice, sytuacja finansowa wydawała się bez wyjścia... Wyszli z tego.

Po trzecie - dlatego, że zapewniając ten sukces trener Marcin Brosz jednocześnie umiejętnie buduje nowy zespół (niektórzy określiliby go nawet mianem "całkiem nowego"). Dzisiejszy mecz, który przesądził o awansie zabrzanie kończyli z pięcioma młodzieżowcami w składzie! Przyznacie - to jest sztuka.

Czadoblog gratuluje i chce obwieścić, że ma dla kibiców Górnika niespodziankę. Jakże przyjemnie wstrzeliła się ona w czas awansu!

Praca nad niespodzianką zajęła mi rok. Spędziłem mnóstwo czasu w różnych archiwach, bardzo wiele podróżowałem. Zjeździłem Śląsk, Niemcy, Szwajcarię i Belgię. Warto było. Poznałem wielu wspaniałych ludzi (ale i wielu znałem wcześniej). Słuchając ich opowieści czułem uniesienie, wzruszenie, oszołomienie, podziw, czasem złość lub niedowierzanie.

Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi - piłkarzami, trenerami, historykami, zdarzył się nawet artysta kabaretowy, inżynier i lider sławnego zespołu muzycznego. Wśród moich rozmówców byli m.in. (w porządku alfabetycznym): Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Marcin Bochynek, Józef Dankowski, Stefan Florenski, Jacek Gmoch, Jan Gomola, Jerzy Gorgoń, Bogdan Gunia, Andrzej Iwan, Jacek Kazimierski, Ryszard Komornicki, Hubert Kostka, Marek Kostrzewa, Jan Kowalski, Rainer Kuchta, Henryk Latocha, Roman Lentner, Włodzimierz Lubański, Waldemar Matysik, Andrzej Orzeszek, Stanisław Oślizło, Andrzej Pałasz, Antoni Piechniczek, Zdzisław Podedworny, Edward Socha, Andrzej Szarmach, Zygfryd Szołtysik, Jan Urban, Tomasz Wałdoch, Erwin Wilczek i Jan Wraży.

Spotkałem się również z wieloma rodzinami sławnych piłkarzy, także zagranicą, które barwnie dopełniają tę opowieść.

W efekcie powstała książka. Starałem się jej nadać reporterski sznyt. Będzie liczyła około 400 stron. Skupiłem się na najlepszych i najciekawszych latach w historii Górnika Zabrze. Opowieść toczy się więc od połowy lat 50. do początku lat 90., kiedy potęga klubu odchodzi w niebyt. Ostatnie ćwierć wieku zostawiam już komuś innemu.

Książka ukaże się wkrótce. Nie skupiam się w niej na wspaniałych meczach lub pięknych bramkach, choć opisy tych najbardziej niezwykłych oczywiście w książce znajdziecie, najczęściej opowiedziane przez bohaterów tamtych wydarzeń.

To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy sprawili, że Górnik Zabrze - bez względu na wszystko - już na zawsze pozostanie niezwykłym klubem. Dlatego cieszę się, że udało mi się dotrzeć do wielu nieznanych historii związanych z Górnikiem - czasami strasznych, czasami wstydliwych, czasami śmiesznych, a czasami wzruszających... 

A całość zaczyna się tak:

"Przełom lat 40. i 50. Sucha Góra to mała gmina na Górnym Śląsku, położona na północ od Zabrza. Mieszka tam górnik Paweł Szołtysik z rodziną.

Dla hajera odskocznią od szarej codzienności jest muzyka. Szołtysik uwielbia grę na różnych instrumentach, zwłaszcza na skrzypcach. Marzy, że jego bajtel, „Zyga”, zostanie prawdziwym, wykształconym skrzypkiem. Pragnie tego tak bardzo, że samodzielnie struga dla synka małe skrzypki. Zbliża się Boże Narodzenie, fater szczęśliwy chowa gyszynk pod choinkę. Ambitne plany Pawła Szołtysika rozpadają się jednak na kawałki. Dosłownie.

- Kiedy po wieczerzy rozpakowałem z przejęciem ten wspaniały prezent, nie mogłem ukryć rozczarowania. Bliski płaczu krzyknąłem: „Jo nie chca skrzipiec ino bal!”. Z rozpaczą ciepłem te skrzypce o ziemię. Rozbiły się na malutkie kawałeczki - wspomina z zakłopotaniem Zygfryd Szołtysik tamto wydarzenie sprzed lat.

Paweł Szołtysik patrzy smutno na syna. Nic nie mówi. „Zyga” do dziś pamięta, że lania, które mogło wydawać się nieuchronne, jednak nie dostaje. Ojciec pozwala wybrać synkowi, co chce robić w życiu. W tamtych czasach nie było to na Śląsku wcale takie oczywiste. - Ale w moim przypadku nie mogło być inaczej. Piłka była mi przeznaczona. Nic nie mogło mnie powstrzymać - mówi Szołtysik.

Nie wiem, ile straciła muzyka przez to, że Zygfryd Szołtysik ostatecznie nie został wirtuozem skrzypiec. Wiem za to, ile straciłby futbol, gdyby „Zyga” nie został wirtuozem piłki. Futbol i... Górnik Zabrze. Bo przecież to właśnie w Zabrzu Szołtysik kopie piłkę przez 16 lat. Tak się składa, że w tym czasie Górnik staje się legendą, a „Zyga” - częścią tej legendy. 

O niej jest ta opowieść." 

PS Tym sposobem spełniam kolejne moje marzenie jako śląskiego reportera futbolowego. Jeszcze kilka tych marzeń zostało. Ale już coraz mniej.

niedziela, 28 maja 2017
Nigdy nie mów nigdy

Trwa szaleństwo w I lidze. Kilka dni temu rozmawiałem z Marcinem Broszem, trenerem Górnika Zabrze, który zwracał uwagę na to jak wszystko w tej lidze potrafi się wywrócić - bez przesady - w ciągu tygodnia.

Jeszcze przed niedawnym meczem Górnik Zabrze - GKS Katowice niektórzy fani KSG sugerowali żeby odpuścić ten mecz żeby ułatwić GieKSie awans. Tymczasem górnicy wygrali dziś piąty raz z rzędu (oglądało to aż 20 tysięcy ludzi) i to raczej GieKSa przysłużyła się Zabrzu ogrywając na wyjeździe Olimpię Grudziądz.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem Marcina Brosza, jego sztabu i sposobem w jaki umiejętnie ustawia skład i wprowadza młodych. Właściwie Górnikowi została już tylko ostatnia przeszkoda żeby w Zabrzu nastąpiło wniebowstąpienie. To co tam się dzieje jest fantastyczne! Górnik ma moc.

Ale wiecie co? W tej lidze jedna przeszkoda to jednak dużo. Jeszcze wszystko się może odwrócić na opak. Jeszcze może awansować choćby... GieKSa!

Wystarczy, że katowiczanie wygrają ostatni mecz z Bytovią a oprócz tego Zagłębie, Miedź i Chojniczanka nie mogą wygrać, a Górnik przegra na wyjeździe z walczącą o utrzymanie Wisłą Puławy? Niemożliwe? W tej lidze nic nie jest chyba niemożliwe...

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Ten niezwykły sezon, znacznie bardziej ciekawy niż rozgrywki ekstraklasy odbywa się według tradycyjnych reguł bez debilnego dzielenia punktów, bez debilnego podziału na grupy i bez debilnej nieparzystej liczby rozegranych spotkań w sezonie. Można? Można.

wtorek, 21 lutego 2017
Pierwszy wyświetlony

Kilku sławnych piłkarzy Górnika Zabrze będzie miało w najbliższych miesiącach okrągłe urodziny. Abraham już za nimi, ale nie za obecnym trenerem Polonii Bytom. To właśnie dziś!

Andrzej Orzeszek to młodsza generacja, ale też kawał historii Górnika. Zdążył z nim zdobyć jeszcze trzy ostatnie mistrzostwa Polski, ale ostatnie mecze rozegrał w zabrzańskim klubie już w innej epoce, w XXI wieku (dokładnie w 2001 roku).

Ciekawe, że zapisał się w pamięci wielu kibiców Górnika jak żaden inny piłkarz zabrzańskiego klubu. Otóż 30 października 1988 roku odbył się na stadionie przy Roosevelta mecz w trakcie którego pierwszy raz działała słynna tablica świetlna, ówczesny symbol nowoczesności. Górnik wygrał wtedy 1:0 z Widzewem a jedyną bramkę efektownym strzałem głową strzelił właśnie Andrzej Orzeszek. Jego nazwisko rozbłysło więc na świetlnej tablicy jako pierwsze. Rozmawiałem z nim niedawno o tym wydarzeniu, ma świadomość, że niektórzy fani pamiętają je nawet do dziś.

Andrzej Orzeszek to fajny facet więc z przyjemnością dołączam się do życzeń urodzinowych. Prywatnie - spełnienia marzeń i zdrowia a zawodowo - utrzymania w lidze Polonii Bytom!

PS A tablica - choć trudno w to dziś uwierzyć działała zaledwie 10 lat, do 1998 roku. Potem przestała, a zdemontowano ją w 2011 roku.

PS1 Andrzeja Orzeszka (i nie tylko) spotkałem dziś na stadionie Górnika. Na Roosevelta odbyła się bowiem prezentacja efektownie wydanego albumu "Sportowcy z Zabrza". Autorem tekstu jest jeden z najlepszych śląskich dziennikarzy futbolowych red. Dariusz Czernik ze "Sportu". Zaletą są również wspaniałe zdjęcia, bardzo wiele z nich oglądam zachwycony po raz pierwszy. Człowiek kolejny raz może sobie uświadomić - tak, Zabrze to miasto sportu.

piątek, 30 grudnia 2016
Górnik Zabrze i tak nie zmieni nazwy

Dziś po 110 latach kończy wydobycie ostatnia kopalnia w Zabrzu... KWK Makoszowy przed wojną działała jako Delbrückschachte (i już wtedy stworzyła własny zespół piłkarski). 

Nie muszę mówić jak ogromny wkład po wojnie górnictwo miało w rozwój i siłę Górnika Zabrze, to oczywiste. Piłkarze i trenerzy mieli etaty na kopalniach, wielu z nich właśnie na KWK Makoszowy. Wśród nich choćby Stanisław Oślizło.

Byłem na dole w wielu kopalniach, tej akurat nie. Zrobiłem sobie tylko przed jej bramą (kiedy jeszcze była połączona z KWK "Sośnica") zdjęcie z Lukasem Podolskim, który czekał na wujka aż skończy szychtę.

Wkład KWK Makoszowy w historię Górnika jest większy niż można przypuszczać. Jej dyrektorem w latach 1958-75 był Wiluś Kasperlik, jak wspominał mi Hubert Kostka „bardzo fajny i przyzwoity facet”. Zresztą Kasperlik sam krótko prezesował Górnikowi w połowie lat 50.

Mało kto wie, że kiedy unowocześniano stadion, za szatnie odpowiadała właśnie KWK Makoszowy. To jej nakładem powstały tam baseny z ciepłą i zimną wodą, sauna, nowiutkie łazienki z wszechobecną glazurą i bardzo wówczas modną dębową boazerią.

Żeby było jasne: nie zawsze życie piłkarzy jako górników było usłane różami. W 1974 roku klub prosił kopalnię Makoszowy gdzie akurat w tym czasie etat miał słynny Stefan Florenski o pozwolenie na podjęcie dodatkowego zatrudnienia w Górniku jako asystenta trenera. Kopalnia się zgadza, ale „zezwolenie niniejsze może być uchylone w każdej chwili w przypadku ujawnienia iż wykonywanie dodatkowego zatrudnienia pozostaje w sprzeczności z obowiązkami Obywatela w tutejszej kopalni”.

Mimo to w Zabrzu tak naprawdę piłkarzom nieba by przychylili. No bo z czym kojarzy się jeszcze to miasto przeciętnemu Polakowi? Kardiochirurgią i Zbigniewem Religą, też zresztą zagorzałym fanem Górnika.

Jedno jest pewne: choć fedrunek się kończy nikt nawet nie pomyśli żeby zmienić temu wspaniałemu klubowi nazwę. Wawel już na zawsze Wawelem pozostanie. Tak samo będzie z Górnikiem. 

PS Rozmawiałem o Górniku z jego dawną gwiazdą z najlepszych czasów. Ma sporo ciekawych przemyśleń. Ciągle wierzy w awans! Więcej - TUTAJ.

środa, 31 sierpnia 2016
Kiedy to wszystko w Górniku tak się spieprzyło

Niektórzy uważają, że zmierzch imperiów to suma nieuchronnych decyzji, zdarzeń, procesów. Kiedy potężny transatlantyk zmienia gwałtownie kurs to nie jest w stanie na niego wrócić w krótkim odstępie czasu. Inni sądzą, że po dogłębnej analizie zawsze można jednak znaleźć ten jeden cholerny kamyczek, który zapoczątkował lawinę.

Przez sześć sezonów od powrotu do najlepszych Górnik Zabrze zawsze kończył w górnej połówce. Gdyby ktoś kazał mi wskazać co jest konkretną przyczyną obecnej degrengolady, tym jądrem wszystkich przyczyn i praprzyczyną wszystkiego - byłbym bezradny. Nie umiałbym jej wskazać. Myślę, że miałbym nawet kłopoty żeby zdefiniować nie tylko kiedy wydarzył się moment decydujący o postępującej zapaści, ale i dlaczego w ogóle się wydarzył. Co o tym zdecydowało? W którym miejscu i którego dnia ktoś miał złapać kogoś za rękę i powiedzieć: "Stop! Zróbmy to inaczej"? 

Czy Górnik jest jak Imperium za czasów Galiena czy raczej za Juliusza Neposa? Dziś każdy może dawać diagnozy, znajdować winnych i ustawiać pod pręgierzem. To łatwe i nic nie kosztuje. Przecież nawet kiedy się pomylimy i zostanie wychłostany nie ten, który zasłużył (bo trudno nawet dopuścić do siebie myśl, że moglibyśmy nikogo nie wychłostać kiedy ogarnia nas wściekłość) to i tak nie musimy się przejmować, bo wkrótce uwagę całej opinii publicznej przyciągnie chłosta kogoś zupełnie innego.

Nie potrafię wyczaić przyczyn ostrego przechyłu Górnika, potrafię za to wskazać niektóre jego przykre skutki. Kiedy drużyna traci piłkarską klasę zawsze pojawia się nerwowość. Chodzi o to żeby w takich momentach nie robić fałszywych ruchów. Sposób w jaki pozbyto się ostatnio choćby Dominika Sadzawickiego powoduje, że cisną się na usta słowa, o których nikt przez dziesięciolecia nawet by nie pomyślał, że można je wypowiedzieć:

"Ludziom w Górniku brakuje klasy".

Kiedy to wszystko tak się spieprzyło?

PS Wspólne oświadczenie kibicowskich organizacji Górnika - znajdziecie TUTAJ.

PS1 Jeden ze świetnych piłkarzy Ruchu lat 70. uważa, że podniesienie się Górnika to tylko kwestia czasu. Ma nadzieję, że szybko pójdzie w górę. Wierzyć mu?

czwartek, 11 sierpnia 2016
Górnik jak burza. Byle tak dalej

Ten mecz miał znacznie większe znaczenie niż zwycięstwo z Legią. Legię Górnik bił po łapach przecież wielokrotnie, już w lepszym stylu i o większa stawkę. To doprawdy nic nadzwyczajnego.

Nie podniecam się również przesadnie faktem, że zabrzanie przeskoczyli drabinkę w Pucharze Polski. W tym rozgrywkach spełnienie osiąga się dopiero na finiszu, liczy się właściwie tylko ostateczne zwycięstwo a do takiego stanu zabrzanom baaaaaardzo daleko. Tak szczerze - będzie im bardzo trudno ten puchar zdobyć - mimo zwycięstwa nad obrońcą trofeum.

Czasem okoliczności są takie, że zwycięstwa są... niewygodne. Oczywiście nikt nigdy w żadnym klubie tego nie powie, ale mnie ewentualna złość kibiców za obrazoburcze słowa nie rusza więc mogę to napisać: moim zdaniem zwycięstwo w tym meczu nie było Górnikowi przesadnie potrzebne w kontekście najważniejszego celu. Trudno jednak płakać dlatego, że wyeliminowało się Legię w krajowym pucharze, prawda?

Jednak ten mecz ma ogromne, wręcz fundamentalne znaczenie w innym kontekście. Takie spotkanie, ten styl, ten przebieg, ten efekt - to wszystko musi zabrzan podnieść psychicznie. Być może to zabrzmi patetycznie, ale tego rodzaju spotkanie może stać się wręcz kamieniem węgielnym nowej, lepszej ery. Po nienajlepszym ligowym starcie, po dwóch meczach w pierwszej lidze bez zwycięstwa piłkarze Górnika mogliby przecież sądzić, że o awans do ekstraklasy będzie trudno. Jeśli tak było - to mecz z Legią musiał zmienić humory o 180 stopni!

W obecnym sezonie nie ma nic ważniejszego niż awans. A czy można w niego wątpić po takiej grze jak w meczu z Legią? Zabrzanie właśnie dobitnie udowodnili, że także w obecnym składzie personalnym i z obecnym trenerem potrafią grać pomysłową, skuteczną piłkę z wyżej notowanym rywalem. No i wygrać! A skoro udaje się z rywalem wyżej notowanym to dlaczego miałoby się nie udawać z przeciwnikami niżej notowanymi? W I lidze nie widzę żadnego przeciwnika realnie do zabrzan mocniejszego.

Mecze jak ten z Legią pomagają okrzepnąć w wierze i rozwinąć skrzydła.

Górnik poszedł jak burza. Byle tak dalej. Aż do ekstraklasy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Archiwum