wtorek, 20 czerwca 2017
Piłkarz Górnika Zabrze a Erazm z Rotterdamu

Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze, wieloletnia podpora tego klubu, postanowił poddać się badaniu wariografem. Na zastosowanie wykrywacza kłamstw namówili piłkarza jego znajomi kibice z grupy Torcida. Od pewnego czasu zaczęły bowiem krążyć plotki, że Danch jest zamieszany w sprzedawania meczów i obstawianie wyników u bukmachera. Zawodnika, który właśnie podpisał kontrakt z Arką Gdynia widocznie to bolało.

Nie wiem czy na jego miejscu poddałbym się takiemu badaniu. To forma tłumaczenia się przed innymi. Gdybym był niewinny, nie zależałoby mi na tym co sądzą inni. „Nigdy się nie tłumacz. Przyjaciele i tak zrozumieją, wrogowie i tak nie uwierzą” - nie mam pojęcia czy Danch zna tę złotą myśl Erazma z Rotterdamu, ale wiem, że się do niej nie zastosował. Piłkarza można jednak zrozumieć, bo w pewnym momencie w kibicowskim światku na języki wzięto też żonę byłego kapitana zabrzańskiej jedenastki. Plotkowano, że obstawia wyniki za granicą.

Po tym, gdy Danch z powodzeniem przeszedł badania wariografem kibice z Torcidy ogłosili, że nie brał udziału w sprzedawaniu meczów żeby osiągnąć korzyści w zakładach bukmacherskich i nie uczestniczył w żadnych nieczystych działaniach.

Piłkarz może odetchnąć, choć przypuszczam, że pewna przygnębiająca myśl będzie go długo uwierać. Ta otóż, że ostatnim ligowym meczem Górnika, w którym zagrał w wyjściowym składzie, jego zespół poniósł zawstydzającą porażkę z najgorszym w ligowej stawce MKS-em Kluczbork. Tydzień później pograł jeszcze w ostatnich minutach meczu z Olimpią w Grudziądzu, ale wychodzi na to, że były kapitan Górnika nic nie wniósł do niezwykłej zwycięskiej passy swojej drużyny z końcówki sezonu, dzięki której zespół z ulicy Roosevelta wrócił do ekstraklasy.

Mam tylko nadzieję, że sprawa Dancha nie stanie się zachętą dla innych kibiców innych drużyn. Bo źle by było, gdyby za każdym razem - gdy zespołowi wiedzie się gorzej, niż tego oczekują kibice - przyczyny szukać poza boiskiem, a podejrzewanych o nieetyczne zachowania piłkarzy tresować wariografem. Bo ten, kto by odmówił, z miejsca zostałby ogłoszony sprzedawczykiem. 

A wtedy prawda nie byłaby najważniejsza.

PS Zrobiłem szybki wypad do Pragi, w której nigdy dotąd nie byłem. Ogromne wrażenie zrobił na mnie Velký strahovský stadion. Wrażenie przygnębiające. Całe szczęście, że to nigdy nie była świątynia futbolu.

niedziela, 04 czerwca 2017
Mam coś dla kibiców Górnika Zabrze!

Sposób w jaki Górnik Zabrze wywalczył awans do ekstraklasy robi na mnie ogromne wrażenie z trzech powodów.

Po pierwsze - dlatego, że tak piorunująca końcówka nie przydarza się zbyt często. Wreszcie Górnik złapał formę i miał szczęście w najważniejszych momentach. Do tego rywale potracili punkty. Jeszcze miesiąc temu w taki finisz Zabrza chyba nikt by nie uwierzył.

Po drugie - dlatego, że Górnik potrafił się podnieść w bardzo trudnej sytuacji. Kiedy targały nim konflikty, narzekali kibice, sytuacja finansowa wydawała się bez wyjścia... Wyszli z tego.

Po trzecie - dlatego, że zapewniając ten sukces trener Marcin Brosz jednocześnie umiejętnie buduje nowy zespół (niektórzy określiliby go nawet mianem "całkiem nowego"). Dzisiejszy mecz, który przesądził o awansie zabrzanie kończyli z pięcioma młodzieżowcami w składzie! Przyznacie - to jest sztuka.

Czadoblog gratuluje i chce obwieścić, że ma dla kibiców Górnika niespodziankę. Jakże przyjemnie wstrzeliła się ona w czas awansu!

Praca nad niespodzianką zajęła mi rok. Spędziłem mnóstwo czasu w różnych archiwach, bardzo wiele podróżowałem. Zjeździłem Śląsk, Niemcy, Szwajcarię i Belgię. Warto było. Poznałem wielu wspaniałych ludzi (ale i wielu znałem wcześniej). Słuchając ich opowieści czułem uniesienie, wzruszenie, oszołomienie, podziw, czasem złość lub niedowierzanie.

Rozmawiałem z dziesiątkami ludzi - piłkarzami, trenerami, historykami, zdarzył się nawet artysta kabaretowy, inżynier i lider sławnego zespołu muzycznego. Wśród moich rozmówców byli m.in. (w porządku alfabetycznym): Zygmunt Anczok, Jan Banaś, Marcin Bochynek, Józef Dankowski, Stefan Florenski, Jacek Gmoch, Jan Gomola, Jerzy Gorgoń, Bogdan Gunia, Andrzej Iwan, Jacek Kazimierski, Ryszard Komornicki, Hubert Kostka, Marek Kostrzewa, Jan Kowalski, Rainer Kuchta, Henryk Latocha, Roman Lentner, Włodzimierz Lubański, Waldemar Matysik, Andrzej Orzeszek, Stanisław Oślizło, Andrzej Pałasz, Antoni Piechniczek, Zdzisław Podedworny, Edward Socha, Andrzej Szarmach, Zygfryd Szołtysik, Jan Urban, Tomasz Wałdoch, Erwin Wilczek i Jan Wraży.

Spotkałem się również z wieloma rodzinami sławnych piłkarzy, także zagranicą, które barwnie dopełniają tę opowieść.

W efekcie powstała książka. Starałem się jej nadać reporterski sznyt. Będzie liczyła około 400 stron. Skupiłem się na najlepszych i najciekawszych latach w historii Górnika Zabrze. Opowieść toczy się więc od połowy lat 50. do początku lat 90., kiedy potęga klubu odchodzi w niebyt. Ostatnie ćwierć wieku zostawiam już komuś innemu.

Książka ukaże się wkrótce. Nie skupiam się w niej na wspaniałych meczach lub pięknych bramkach, choć opisy tych najbardziej niezwykłych oczywiście w książce znajdziecie, najczęściej opowiedziane przez bohaterów tamtych wydarzeń.

To przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy sprawili, że Górnik Zabrze - bez względu na wszystko - już na zawsze pozostanie niezwykłym klubem. Dlatego cieszę się, że udało mi się dotrzeć do wielu nieznanych historii związanych z Górnikiem - czasami strasznych, czasami wstydliwych, czasami śmiesznych, a czasami wzruszających... 

A całość zaczyna się tak:

"Przełom lat 40. i 50. Sucha Góra to mała gmina na Górnym Śląsku, położona na północ od Zabrza. Mieszka tam górnik Paweł Szołtysik z rodziną.

Dla hajera odskocznią od szarej codzienności jest muzyka. Szołtysik uwielbia grę na różnych instrumentach, zwłaszcza na skrzypcach. Marzy, że jego bajtel, „Zyga”, zostanie prawdziwym, wykształconym skrzypkiem. Pragnie tego tak bardzo, że samodzielnie struga dla synka małe skrzypki. Zbliża się Boże Narodzenie, fater szczęśliwy chowa gyszynk pod choinkę. Ambitne plany Pawła Szołtysika rozpadają się jednak na kawałki. Dosłownie.

- Kiedy po wieczerzy rozpakowałem z przejęciem ten wspaniały prezent, nie mogłem ukryć rozczarowania. Bliski płaczu krzyknąłem: „Jo nie chca skrzipiec ino bal!”. Z rozpaczą ciepłem te skrzypce o ziemię. Rozbiły się na malutkie kawałeczki - wspomina z zakłopotaniem Zygfryd Szołtysik tamto wydarzenie sprzed lat.

Paweł Szołtysik patrzy smutno na syna. Nic nie mówi. „Zyga” do dziś pamięta, że lania, które mogło wydawać się nieuchronne, jednak nie dostaje. Ojciec pozwala wybrać synkowi, co chce robić w życiu. W tamtych czasach nie było to na Śląsku wcale takie oczywiste. - Ale w moim przypadku nie mogło być inaczej. Piłka była mi przeznaczona. Nic nie mogło mnie powstrzymać - mówi Szołtysik.

Nie wiem, ile straciła muzyka przez to, że Zygfryd Szołtysik ostatecznie nie został wirtuozem skrzypiec. Wiem za to, ile straciłby futbol, gdyby „Zyga” nie został wirtuozem piłki. Futbol i... Górnik Zabrze. Bo przecież to właśnie w Zabrzu Szołtysik kopie piłkę przez 16 lat. Tak się składa, że w tym czasie Górnik staje się legendą, a „Zyga” - częścią tej legendy. 

O niej jest ta opowieść." 

PS Tym sposobem spełniam kolejne moje marzenie jako śląskiego reportera futbolowego. Jeszcze kilka tych marzeń zostało. Ale już coraz mniej.

niedziela, 28 maja 2017
Nigdy nie mów nigdy

Trwa szaleństwo w I lidze. Kilka dni temu rozmawiałem z Marcinem Broszem, trenerem Górnika Zabrze, który zwracał uwagę na to jak wszystko w tej lidze potrafi się wywrócić - bez przesady - w ciągu tygodnia.

Jeszcze przed niedawnym meczem Górnik Zabrze - GKS Katowice niektórzy fani KSG sugerowali żeby odpuścić ten mecz żeby ułatwić GieKSie awans. Tymczasem górnicy wygrali dziś piąty raz z rzędu (oglądało to aż 20 tysięcy ludzi) i to raczej GieKSa przysłużyła się Zabrzu ogrywając na wyjeździe Olimpię Grudziądz.

Przyznam, że jestem pod wrażeniem Marcina Brosza, jego sztabu i sposobem w jaki umiejętnie ustawia skład i wprowadza młodych. Właściwie Górnikowi została już tylko ostatnia przeszkoda żeby w Zabrzu nastąpiło wniebowstąpienie. To co tam się dzieje jest fantastyczne! Górnik ma moc.

Ale wiecie co? W tej lidze jedna przeszkoda to jednak dużo. Jeszcze wszystko się może odwrócić na opak. Jeszcze może awansować choćby... GieKSa!

Wystarczy, że katowiczanie wygrają ostatni mecz z Bytovią a oprócz tego Zagłębie, Miedź i Chojniczanka nie mogą wygrać, a Górnik przegra na wyjeździe z walczącą o utrzymanie Wisłą Puławy? Niemożliwe? W tej lidze nic nie jest chyba niemożliwe...

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedno. Ten niezwykły sezon, znacznie bardziej ciekawy niż rozgrywki ekstraklasy odbywa się według tradycyjnych reguł bez debilnego dzielenia punktów, bez debilnego podziału na grupy i bez debilnej nieparzystej liczby rozegranych spotkań w sezonie. Można? Można.

wtorek, 21 lutego 2017
Pierwszy wyświetlony

Kilku sławnych piłkarzy Górnika Zabrze będzie miało w najbliższych miesiącach okrągłe urodziny. Abraham już za nimi, ale nie za obecnym trenerem Polonii Bytom. To właśnie dziś!

Andrzej Orzeszek to młodsza generacja, ale też kawał historii Górnika. Zdążył z nim zdobyć jeszcze trzy ostatnie mistrzostwa Polski, ale ostatnie mecze rozegrał w zabrzańskim klubie już w innej epoce, w XXI wieku (dokładnie w 2001 roku).

Ciekawe, że zapisał się w pamięci wielu kibiców Górnika jak żaden inny piłkarz zabrzańskiego klubu. Otóż 30 października 1988 roku odbył się na stadionie przy Roosevelta mecz w trakcie którego pierwszy raz działała słynna tablica świetlna, ówczesny symbol nowoczesności. Górnik wygrał wtedy 1:0 z Widzewem a jedyną bramkę efektownym strzałem głową strzelił właśnie Andrzej Orzeszek. Jego nazwisko rozbłysło więc na świetlnej tablicy jako pierwsze. Rozmawiałem z nim niedawno o tym wydarzeniu, ma świadomość, że niektórzy fani pamiętają je nawet do dziś.

Andrzej Orzeszek to fajny facet więc z przyjemnością dołączam się do życzeń urodzinowych. Prywatnie - spełnienia marzeń i zdrowia a zawodowo - utrzymania w lidze Polonii Bytom!

PS A tablica - choć trudno w to dziś uwierzyć działała zaledwie 10 lat, do 1998 roku. Potem przestała, a zdemontowano ją w 2011 roku.

PS1 Andrzeja Orzeszka (i nie tylko) spotkałem dziś na stadionie Górnika. Na Roosevelta odbyła się bowiem prezentacja efektownie wydanego albumu "Sportowcy z Zabrza". Autorem tekstu jest jeden z najlepszych śląskich dziennikarzy futbolowych red. Dariusz Czernik ze "Sportu". Zaletą są również wspaniałe zdjęcia, bardzo wiele z nich oglądam zachwycony po raz pierwszy. Człowiek kolejny raz może sobie uświadomić - tak, Zabrze to miasto sportu.

piątek, 30 grudnia 2016
Górnik Zabrze i tak nie zmieni nazwy

Dziś po 110 latach kończy wydobycie ostatnia kopalnia w Zabrzu... KWK Makoszowy przed wojną działała jako Delbrückschachte (i już wtedy stworzyła własny zespół piłkarski). 

Nie muszę mówić jak ogromny wkład po wojnie górnictwo miało w rozwój i siłę Górnika Zabrze, to oczywiste. Piłkarze i trenerzy mieli etaty na kopalniach, wielu z nich właśnie na KWK Makoszowy. Wśród nich choćby Stanisław Oślizło.

Byłem na dole w wielu kopalniach, tej akurat nie. Zrobiłem sobie tylko przed jej bramą (kiedy jeszcze była połączona z KWK "Sośnica") zdjęcie z Lukasem Podolskim, który czekał na wujka aż skończy szychtę.

Wkład KWK Makoszowy w historię Górnika jest większy niż można przypuszczać. Jej dyrektorem w latach 1958-75 był Wiluś Kasperlik, jak wspominał mi Hubert Kostka „bardzo fajny i przyzwoity facet”. Zresztą Kasperlik sam krótko prezesował Górnikowi w połowie lat 50.

Mało kto wie, że kiedy unowocześniano stadion, za szatnie odpowiadała właśnie KWK Makoszowy. To jej nakładem powstały tam baseny z ciepłą i zimną wodą, sauna, nowiutkie łazienki z wszechobecną glazurą i bardzo wówczas modną dębową boazerią.

Żeby było jasne: nie zawsze życie piłkarzy jako górników było usłane różami. W 1974 roku klub prosił kopalnię Makoszowy gdzie akurat w tym czasie etat miał słynny Stefan Florenski o pozwolenie na podjęcie dodatkowego zatrudnienia w Górniku jako asystenta trenera. Kopalnia się zgadza, ale „zezwolenie niniejsze może być uchylone w każdej chwili w przypadku ujawnienia iż wykonywanie dodatkowego zatrudnienia pozostaje w sprzeczności z obowiązkami Obywatela w tutejszej kopalni”.

Mimo to w Zabrzu tak naprawdę piłkarzom nieba by przychylili. No bo z czym kojarzy się jeszcze to miasto przeciętnemu Polakowi? Kardiochirurgią i Zbigniewem Religą, też zresztą zagorzałym fanem Górnika.

Jedno jest pewne: choć fedrunek się kończy nikt nawet nie pomyśli żeby zmienić temu wspaniałemu klubowi nazwę. Wawel już na zawsze Wawelem pozostanie. Tak samo będzie z Górnikiem. 

PS Rozmawiałem o Górniku z jego dawną gwiazdą z najlepszych czasów. Ma sporo ciekawych przemyśleń. Ciągle wierzy w awans! Więcej - TUTAJ.

środa, 31 sierpnia 2016
Kiedy to wszystko w Górniku tak się spieprzyło

Niektórzy uważają, że zmierzch imperiów to suma nieuchronnych decyzji, zdarzeń, procesów. Kiedy potężny transatlantyk zmienia gwałtownie kurs to nie jest w stanie na niego wrócić w krótkim odstępie czasu. Inni sądzą, że po dogłębnej analizie zawsze można jednak znaleźć ten jeden cholerny kamyczek, który zapoczątkował lawinę.

Przez sześć sezonów od powrotu do najlepszych Górnik Zabrze zawsze kończył w górnej połówce. Gdyby ktoś kazał mi wskazać co jest konkretną przyczyną obecnej degrengolady, tym jądrem wszystkich przyczyn i praprzyczyną wszystkiego - byłbym bezradny. Nie umiałbym jej wskazać. Myślę, że miałbym nawet kłopoty żeby zdefiniować nie tylko kiedy wydarzył się moment decydujący o postępującej zapaści, ale i dlaczego w ogóle się wydarzył. Co o tym zdecydowało? W którym miejscu i którego dnia ktoś miał złapać kogoś za rękę i powiedzieć: "Stop! Zróbmy to inaczej"? 

Czy Górnik jest jak Imperium za czasów Galiena czy raczej za Juliusza Neposa? Dziś każdy może dawać diagnozy, znajdować winnych i ustawiać pod pręgierzem. To łatwe i nic nie kosztuje. Przecież nawet kiedy się pomylimy i zostanie wychłostany nie ten, który zasłużył (bo trudno nawet dopuścić do siebie myśl, że moglibyśmy nikogo nie wychłostać kiedy ogarnia nas wściekłość) to i tak nie musimy się przejmować, bo wkrótce uwagę całej opinii publicznej przyciągnie chłosta kogoś zupełnie innego.

Nie potrafię wyczaić przyczyn ostrego przechyłu Górnika, potrafię za to wskazać niektóre jego przykre skutki. Kiedy drużyna traci piłkarską klasę zawsze pojawia się nerwowość. Chodzi o to żeby w takich momentach nie robić fałszywych ruchów. Sposób w jaki pozbyto się ostatnio choćby Dominika Sadzawickiego powoduje, że cisną się na usta słowa, o których nikt przez dziesięciolecia nawet by nie pomyślał, że można je wypowiedzieć:

"Ludziom w Górniku brakuje klasy".

Kiedy to wszystko tak się spieprzyło?

PS Wspólne oświadczenie kibicowskich organizacji Górnika - znajdziecie TUTAJ.

PS1 Jeden ze świetnych piłkarzy Ruchu lat 70. uważa, że podniesienie się Górnika to tylko kwestia czasu. Ma nadzieję, że szybko pójdzie w górę. Wierzyć mu?

czwartek, 11 sierpnia 2016
Górnik jak burza. Byle tak dalej

Ten mecz miał znacznie większe znaczenie niż zwycięstwo z Legią. Legię Górnik bił po łapach przecież wielokrotnie, już w lepszym stylu i o większa stawkę. To doprawdy nic nadzwyczajnego.

Nie podniecam się również przesadnie faktem, że zabrzanie przeskoczyli drabinkę w Pucharze Polski. W tym rozgrywkach spełnienie osiąga się dopiero na finiszu, liczy się właściwie tylko ostateczne zwycięstwo a do takiego stanu zabrzanom baaaaaardzo daleko. Tak szczerze - będzie im bardzo trudno ten puchar zdobyć - mimo zwycięstwa nad obrońcą trofeum.

Czasem okoliczności są takie, że zwycięstwa są... niewygodne. Oczywiście nikt nigdy w żadnym klubie tego nie powie, ale mnie ewentualna złość kibiców za obrazoburcze słowa nie rusza więc mogę to napisać: moim zdaniem zwycięstwo w tym meczu nie było Górnikowi przesadnie potrzebne w kontekście najważniejszego celu. Trudno jednak płakać dlatego, że wyeliminowało się Legię w krajowym pucharze, prawda?

Jednak ten mecz ma ogromne, wręcz fundamentalne znaczenie w innym kontekście. Takie spotkanie, ten styl, ten przebieg, ten efekt - to wszystko musi zabrzan podnieść psychicznie. Być może to zabrzmi patetycznie, ale tego rodzaju spotkanie może stać się wręcz kamieniem węgielnym nowej, lepszej ery. Po nienajlepszym ligowym starcie, po dwóch meczach w pierwszej lidze bez zwycięstwa piłkarze Górnika mogliby przecież sądzić, że o awans do ekstraklasy będzie trudno. Jeśli tak było - to mecz z Legią musiał zmienić humory o 180 stopni!

W obecnym sezonie nie ma nic ważniejszego niż awans. A czy można w niego wątpić po takiej grze jak w meczu z Legią? Zabrzanie właśnie dobitnie udowodnili, że także w obecnym składzie personalnym i z obecnym trenerem potrafią grać pomysłową, skuteczną piłkę z wyżej notowanym rywalem. No i wygrać! A skoro udaje się z rywalem wyżej notowanym to dlaczego miałoby się nie udawać z przeciwnikami niżej notowanymi? W I lidze nie widzę żadnego przeciwnika realnie do zabrzan mocniejszego.

Mecze jak ten z Legią pomagają okrzepnąć w wierze i rozwinąć skrzydła.

Górnik poszedł jak burza. Byle tak dalej. Aż do ekstraklasy.

piątek, 05 sierpnia 2016
Górnik ma jeden punkt. Sędziowie zabrali już trzy

Trudno przystosować się Górnikowi Zabrze do pierwszoligowych realiów. Nie zmienia to jednak faktu, że zabrzanie nie mają szczęścia do sędziów, którzy krzywdzą ich decyzjami a raczej brakiem decyzji.

W pierwszym meczu sezonu z Miedzią Legnica przegranym 0:1, sędziowie nie zauważyli spalonego przy akcji po której padł gol. Potem przeprosili, ale co z tego?

Dziś sędzia nie zauważył ręki zawodnika Stali Mielec przy strzale głową Adama Dancha. Gdyby nie dotknięcie piłki w polu karnym bardzo prawdopodobne, że wpadłaby do bramki. Rzut karny był moim zdaniem ewidentny, ale co z tego?

Nie twierdzę, że to spisek. Trzeba jednak na takie rzeczy zwracać uwagę, bo wkrótce ta rywalizacja może zamienić się w parodię.

Wiadomo, że generalnie nie ma co oglądać się na sędziów tylko grać swoje. Ale kiedy ci w tak krótkich odstępach czasu rzucają piasek do silnika to później naprawdę trudno odpalić.

PS Co w dzisiejszej grze Górnika mogło się bardzo nie podobać to zastraszająca ilość zepsutych podań - akurat tych, które w ofensywnej akcji wydawały się najważniejsze, wręcz kluczowe.

piątek, 03 czerwca 2016
Specjalista od awansów w Górniku. Brzmi nieźle

Nie ma wątpliwości, że w Zabrzu potrzebują człowieka, który wie jak pracować żeby zespół z niższej ligi przeniósł się do wyższej
Najpierw z Polonią Bytom awansował do ówczesnej II ligi.
Potem z Koszarawą Żywiec awansował do ówczesnej III ligi.
Potem z Podbeskidziem Bielsko-Biała awansowałby do ekstraklasy gdyby nie sześć ujemnych punktów na starcie za udział tego klubu w korupcji. W kolejnym sezonie do awansu zabrakło dwóch punktów, a szanse przekreślił bezbramkowy remis w ostatnim meczu sezonu u siebie ze Zniczem Pruszków.
Potem z Odrą Wodzisław nie udało się uratować ekstraklasy. Po fatalnej jesieni Brosza zatrudniono na początku grudnia. Wiosną wzmocniony zespół zdobył dwa razy więcej punktów niż jesienią, ale to nie wystarczyło.
Potem z Piastem Gliwice po pierwszym przeciętnym sezonie awansował do ekstraklasy w drugim. Jako pierwszy w historii tego klubu wywalczył jako trener awans do europejskich pucharów zdobywając w sezonie
Potem jego praca w Koronie mnie nie interesowała, ale uratował dla tego klubu ekstraklasę.
       * * *
Trzy, a właściwie - nieformalnie licząc Podbeskidzie - cztery awanse. Bilans niezły. Raz również spadł, ale przecież przed nim nie postawi tym razem zadania żeby utrzymał klub. Tym razem chodzi o coś zupełnie innego.
Marcin Brosz. Efektownych wywodów podczas konferencji nie będzie. Słowotoków nie będzie. Usprawiedliwiania się nie będzie. Brylowania przed kamerami nie będzie.
Ale wiecie co? Jeśli będzie awans zwalcie to na dziennikarzy.

PS A poza tym Górnik jak najszybciej powinien znaleźć się w ekstraklasie.

piątek, 27 maja 2016
No pain, no gain

Wiadomo, że nic łatwo nie przychodzi. Przed Górnikiem droga przez mękę. Ale nie ma innej, bo inna nie ma sensu. Dla mnie bowiem Górnik ma sens jedynie w najwyższej lidze. Bawić się niżej mogą inne drużyny - ale nie ta utytułowana, nie ta specjalna.
Wydaje mi się, że Górnik musi zrobić wszystko żeby wrócić w ciągu roku. Potem do ligi będzie wrócić coraz trudniej, łatwo ugrzęznąć w tym błocku.

W XXI wieku Górny Śląsk traci stan posiadania. Niezwykłej sztuki według mnie dokonał Ruch Chorzów, który dał radę zmartwychwstać po bardzo ciężkich trzech latach. Górnik w zeszłej dekadzie raz spadł, ale natychmiast zrobił co do niego należało. Obawiam się, że jeśli nie będzie powtórki z rozrywki z roku na rok będzie mu coraz trudniej. Podczas kuluarowych rozmów w Zabrzu zauważyłem, że zdają tam sobie z tego sprawę. Wiadomo, że pieniądze nie grają, ale jeśli uda się dopiąć budżet na poziomie - jak słyszę -10 milionów zł to Górnik szybko powinien wrócić gdzie jego miejsce. Wiadomo, że wielu zawodników, których pensje są nieadekwatne do umiejętności odejdzie. Mnie szczególnie interesowały mnie losy Jose Kante. To podobno symbol upadku Górnika, dla mnie z kolei idealny piłkarz na symbol odrodzenia. Chciałbym żeby został, bo z nim odzyskanie ligi będzie dużo łatwiejsze.

"No risk, no fun"* - mówił dziś Bartosz Sarnowski, nowy prezes Górnika. Wolałbym żeby w tyle głowy miał raczej inne hasło: "no pain, no gain"**. Szczerze mówiąc akurat "fanu" za wiele w najbliższych miesiącach nowy prezes raczej nie powinien się spodziewać.

Tak czy inaczej - zabrzanie, powodzenia!

* bez ryzyka nie ma zabawy [ang.]

** bez bólu nie ma zysku [ang.] 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
Archiwum