środa, 22 października 2014
Dostęp do alkoholu sprawia, że nie jesteśmy równi

Dobry alkohol, jak wiadomo, nie jest zły. Wiadomo jednak również, że nie w połączeniu z wycieczką na stadion. Choć raczej... nie do końca.

Czasy takie, że futbol dwóch prędkości kluje się już nie tylko na boisku ale i na trybunach. Alkohol. Właśnie to sprawia różnicę.

Jestem wściekły. We wściekłość wprawił mnie niecodzienny przypadek kibica w Katowicach, który omyłkowo próbował wnieść przed meczem na Bukową 20 mililitrów "Gorzkiej żołądkowej" (czyli mniej niż pół kieliszka). Facet ma sklep monopolowy i dzień wcześniej robił zakupy w hurtowni. Dostał tam w prezencie kilkadziesiąt takich buteleczek jako gratisy do półlitrówek. No i przy ich wypakowywaniu jedna buteleczka mu się "schowała". Ochrona jednak zadziałała - wezwana policja alkomatem sprawdziła delikwenta: 0,00. Ale co tam: sprawiedliwy sąd w trybie przyspieszonym wymierzył właścicielowi monopolowego karę 2000 zł grzywny i orzekł dwuletni zakaz udziału w imprezach. Dwuletni! Na szczęście jest druga instancja, która właśnie przywróciła mi wiarę w zdrowy rozsądek sądów. O "przygodach" nieszczęśnika możecie przeczytać - TUTAJ.

Osobiście uważam, że alkohol na meczu piłkarskim to nie jest dobry pomysł. Po pierwsze dlatego, że przeszkadza w intensywnym przeżywaniu wydarzeń na boisku. Po drugie dlatego, że często przeszkadza się potem innym w intensywnym przeżywaniu wydarzeń na boisku.

Czasy nadeszły takie, że zakaz wnoszenia i spożywania alkoholu na stadionach to jeden z najbardziej bezczelnych i zakłamanych przepisów jakie mogę sobie wyobrazić. Dotyczy on bowiem jedynie szaraczków, którzy kupują zwykłe bilety. Facetowi, któremu zawieruszyła się w torbie malutka flaszka groziło, że nie zobaczy meczu przez dwa lata. Z kolei inny facet może na stadionie wypić równowartość dziesięciu takich flaszeczek a jeszcze mu z uśmiechem drzwi otworzą. Bo jeśli jesteś w strefie VIP - bez problemów możesz wprawić się stan lekkości wódką, winem czy tym tam tylko chcesz. Wiadomo, że siedzenie przy soczku nie jest tak atrakcyjne jak możliwość wysączenia sobie drinka. Ale co tam - skoro trafiłeś na teren gdzie alkohol serwują - znaczy jesteś ważną personą; w jakiś sposób dla gospodarza cenną. A jeśli tak - trzeba ci umilić pobyt. W Polsce kultura umilania polega na umożliwieniu picia. Czujesz się zadowolony - możesz jeszcze przynieść dużo profitów...

Mam przekonanie, że takie w sumie drobne sprawy potrafią czasem przeważyć szalę. Lud nie widzi jak bawią się "nadludzie". Może i dobrze. Wściekłość potrafi ponieść w rejony niebezpieczne. Aż do tego, że "żadne zasługi ani talenty nie uzasadniają nierównego podziału dóbr konsumpcyjnych".

A tego nie chcielibyśmy, zapewne, przeżywać. To już było. "Wściekli" już byli. Babuwizm się skończył.

PS Czasy są ciężkie więc kluby upadają. Trudne momenty pokazują cechy charakteru. Cwaniaczki kupują licencję obcego klubu, uprawiają fuzje i inne tego typu duperele. Są też jednak i uczciwi. Ci, którzy zaczynają od samego dołu. Panie i panowie: Victoria Jaworzno wróciła do świata żywych. Życzę powrotu na szczebel centralny!

20:38, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 10 lutego 2014
Wtedy chlańsko było chyba największe

Piłkarze pili, piją i będą pić. Taka opinia poza tym środowiskiem jest rozpowszechniona i trudno się do niej ustosunkować, no bo skąd wiadomo, że jednak... będą?

Wiadomo, że o zagadnieniu pod hasłem "śląski futbol a picie wódki" można wiele - sam już o tym pisałem. Mnie to zagadnienie interesuje pod konkretnym kątem. Jak myślicie: kiedy w dotychczasowej historii śląskiej piłki nożnej piło się najwięcej? Za II Rzeczpospolitej? Za komuny? A może teraz?

Po tym jak znalazłem rezolucję wzywającą do tępienia alkoholizmu w piłce nożnej na śląskich boiskach mam jednak przekonanie, że najgorzej było w drugiej połowie lat 40... Wtedy chlańsko osiągnęło wręcz zatrważające rozmiary. Zapewne było to spowodowane trudami ówczesnego życia, traumatycznymi przeżyciami z czasów wojny, wspomnieniem tamtych okropieństw i wszechogarniającą wszystko biedą. Chlali wszyscy. Piłkarze. Działacze. Sędziowie. Kibice. Wszyscy.

Próbowano z tym walczyć. We wrześniu 1947 roku w Katowicach odbyło się nadzwyczajne zebranie delegatów śląskich klubów A-klasowych, B-klasowych i C-klasowych zwołane przez Śląski OZPN. Uczestniczyło w nim 102 działaczy. Ówczesny wiceprezes Roman Stachoń był wściekły, że mimo zaproszenia nie pojawił się nikt z prasy, o wszystkim wiem skądinąd.

W trakcie zebrania prelegenci wygłosili dwa referaty. Pierwszy o wpływie nadużywania napojów wyskokowych na organizm, drugi o używaniu alkoholu przez graczy. Omówiono zastosowanie sposobów wyrugowania picia wódki przez piłkarzy i działaczy.

Zarząd komunikował, że "czyni usilne starania by ten stan jaki zaistniał po wojnie w klubach zlikwidować i doprowadzić do tego by raz nareszcie zawodnicy zrozumieli, że sportowiec nie może być w żadnym wypadku alkoholikiem".

Podjęto konkretne uchwały. Uchwalono zaprzestać podawaniu wódy na kolacjach i bankietach a także starać się żeby schadzki* i zebrania dotyczące futbolu nie odbywały się w restauracjach (nie było sposobności zamówienia wódeczki). Związek zwrócił się także z apelem do sędziów, którzy akurat mieli bardzo słaby moment. Kilka miesięcy wcześniej zdyskwalifikowano trzech arbitrów, którzy prowadzili zawody w stanie wskazującym na spożycie. To musiał być w tym czasie wśród sędziów sport mocno rozpowszechniony, bo zwrócono się z apelem do tych arbitrów, którzy nie mogą się powstrzymać od używania alkoholu "żeby czynili to przynajmniej w dniu w którym mają zawody sportowe" (delegaci próbowali na zebraniu wypracować plan działania co zrobić kiedy sędzia główny a także boczni mający prowadzić mecz będą pijani). A trzeba pamiętać, że sytuacja była wtedy o tyle trudna, że kolegium śląskich sędziów znajdowało się w bardzo przykrej sytuacji, bo z braku kandydatów nawet nie mogło obsadzić wszystkich zawodów. Stąd już niedaleko do stwierdzenia, że lepszy sędzia pijący niż brak sędziego:)

Na zakończenie wystosowano dziewięciopunktową rezolucję wzywającą do walki z alkoholizmem. To właściwie było takie propagandowe pitu-pitu, choć zwraca uwagę choćby punkt trzeci: wzywano w nim zarządy i kierownictwo klubów żeby zaprzestały częstowania graczy napojami wyskokowymi.

Widać taki zwyczaj musiał być wcześniej mocno rozpowszechniony, działacze musieli wcześniej mocno piłkarzy rozpijać...

Czy dało to efekt? Trudno powiedzieć. Podobno dziesięć lat później, po słynnym meczu ze Związkiem Radzieckim w 1957 roku na trybunach Stadionu Śląskiego znaleziono 50 tysięcy butelek po wódce... 

PS A czy u Was futbol łączy się z alkoholem? Ja już nie piję od pół roku!

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

* wówczas ten termin nie dotyczył tylko spraw damsko-męskich

16:06, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (15) »
sobota, 16 listopada 2013
Derby z wódką w tle. Zabitych nie było

Będzin nie kojarzył mi się dotąd z futbolem - raczej z praktykami antywampirycznymi - choć przecież pierwszy duży materiał o piłkarzu podczas pracy w gazecie zrobiłem właśnie o zawodniku z Będzina. Było to o wschodzącej gwieździe... Szombierek Bytom, która codziennie z Będzina do Bytomia dojeżdżała na treningi autobusem. Przygotowanie tekstu nie było łatwe, piłkarz znany był z małomówności. Od zawodnika, który mieszkał z nim na zgrupowaniu wiem, że przez cały obóz miał powiedział do niego w pokoju ledwie pięć słów: "czy masz pożyczyć pastę do zębów?" A że potem został gwiazdą GKS-u Katowice to już zupełnie inna historia...

Dziś pierwszy raz w życiu byłem na derbach Będzina. Podejrzewam, że zdecydowana większość kibiców w Polsce nie byłaby w stanie wymienić dwóch drużyn z tego miasta, tymczasem zapewniam Was: temperatury tego meczu długo nie zapomnę...

Sarmacja Będzin podejmowała u siebie Robotniczy KS Grodziec. Oba zespoły grają w IV lidze śląskiej czyli na piątym poziomie rozgrywek. Sarmacja znajduje się tuż za czołówką, a Grodziec (to dzielnica z zachodnich obrzeży miasta, która została włączona do Będzina w 1975 roku, wcześnie była samodzielnym miasteczkiem) próbuje ratować się przed spadkiem.

Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego. Kibice bardzo agresywnie reagowali na wydarzenia boiskowe, wyzywali piłkarzy, trenerów i sędziów. To wcale nie były jakieś wygolone draby, wręcz przeciwnie - mężczyźni starannie uczesani, z przedziałkiem i fajnymi wąsiskami. Pierwszy raz widziałem korpulentną kobiecinę z Grodźca wydzierającą się bez zażenowania żeby "połamać nogi tym z Sarmacji". Zwolennicy obu drużyn siedzieli niedaleko od siebie na trybunie głównej. Bez żadnego skrępowania otwarli flaszki. Szacun, że nie pili z gwinta, mieli przygotowane literatki. Prawie słyszałem pracę ich grdyk.

Najbardziej zdumiewający był fakt, że choć kibiców nie oddzielał nawet jeden porządkowy względem siebie nie zachowywali się wcale agresywnie, powiedziałbym nawet, że... przyjacielsko. Cała moc Yedi skierowana była na boisko i boisko rzeczywiście ją zassało. Uszy może i więdły, ale policja rzeczywiście nie była potrzebna. 

Być może wynikało to z faktu, że zarówno wśród jednych jak i drugich byli osobnicy z szalikami Zagłębia Sosnowiec, a nie od dziś wiadomo, że ten klub jest nadrzędny względem innych w całym Zagłębiu Dąbrowskim (co ciekawe dzisiejszy mecz Zagłębia z Odrą Opole był dokładnie o tej samej porze, widać kibice z Będzina woleli z szalikami Zagłębia przyjść na spotkanie własnych drużyn:)

Ten mecz utwierdził mnie w przekonaniu, że nie ma najmniejszego sensu grać w piłkę w derbach drużyn seniorów poniżej trzeciej ligi. Jeśli będziesz się wyróżniał na tym poziomie - możesz stracić zdrowie. Kosy jaki dziś widziałem powodowały u mnie coraz większe dreszcze. To był prawdziwy festiwal brutalnej gry. Czułem coraz większy podziw, że piłkarze po kolejnym starciach są w stanie w ogóle wstać! Sami terminatorzy od Jamesa Camerona... Cud, że była tylko jedna czerwona kartka. Sędzia pozwalał na wiele. Kiedy po jednym ze starć zawodnik gospodarzy padł jak ścięty w polu karnym rywala trener Sarmacji z wściekłością rzucił czapką na ziemię. "Przecież on kopnął go twarz, przecież on kopnął go w twarz, czy sędzia tego nie widzi?!"

Reakcji arbitra nie było, kibice z Grodźca zareagowali na to szyderczym śmiechem. Trener gospodarzy doczekał się zjadliwej riposty z trybun: "widocznie przysnął..."

Sarmacja wygrała 1:0 po golu zdobytym w pierwszej połowie. Kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek nastąpiła nagła zmiana nastrojów. Nie było wściekłości, pretensji, agresji. Kibice spokojnie dyskutowali, rzekłbym nawet, że "wymieniali poglądy":) Wszyscy spokojnie się rozeszli się do domów. 

Wiem jednak jedno: jeśli na wiosennym rewanżu w Grodźcu nie będzie karetki może dojść do tragedii. Oczywiście nie na trybunach tylko na boisku.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym stadion w Zabrzu powinien powstać jak najszybciej.

20:56, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (8) »
sobota, 17 grudnia 2011
Świat jest bardzo mały

(wpis nawiązuje po części do poprzedniej notki) 

Wreszcie doszedłem do siebie... Imprezowaliśmy ostatniej nocy dość ostro, bo jeden z dawnych załęskich kumpli świętował czterdziestkę. Wyobraźcie sobie, że futbol może cię musnąć nawet podczas takiej biby.

Stary kumpel przedstawia mnie innemu koledze, którego dotąd nie znałem. Mówi żeby się nie dziwił, bo mnie wszystko kojarzy się z piłką nożną. Potem staramy jakoś zlokalizować się geograficznie. Nowy kolega mówi, że mieszkał na ul. 18 sierpnia. 

- 18 sierpnia? Odwiedziłem kiedyś na niej pana Q. Pochodzi z dość znanej rodziny futbolowej. Tam było kilku braci piłkarzy, a jeden grał nawet w ekstraklasie [dokładnie w Legii Warszawa w latach 50., przyp.pacz.]

Stolik wybuchnął śmiechem. - Nazywam się Q, a mój dziadek był piłkarzem - odparł nowy kolega. 

Pokręciłem głową z wrażenia. Znów potwierdziło się, że świat jest mały. Bardzo mały. 

PS A Omega powinna wrócić.

21:20, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (5) »
środa, 02 listopada 2011
Biję brawo policji

Dziś rano wychynąłem wreszcie z moich leśnych ostępów i wyobraźcie sobie, że jeszcze w lesie, tuż za przejazdem kolejowym, zatrzymali mnie gliniarze. Lekko się zdziwiłem, bo kulałem się ledwie 30 km/h.

Pan policjant nawet nie zażądał ode mnie dokumentów. Od razu podstawił jakąś rurkę żebym dmuchnął. Zupełnie bez powodu badał czy przypadkiem nie jestem wczorajszy, czy przypadkiem nie mam alkoholu we krwi.

Alkohol to znakomity wynalazek, ale ja akurat nie z tych, którzy raczą się w dniu Wszystkich Świętych. Wiadomo jednak, że dla chcącego nic trudnego i każda okazja jest dobra żeby walnąć flaszkę. Dlatego dziś biję wielkie brawa policji. Uważam, że akurat ta akcja to naprawdę świetny pomysł. Wiadomo, że trzeba wiedzieć z kim się pije, gdzie i kiedy, ale oprócz tego (a może przede wszystkim) trzeba wiedzieć ''co po imprezie i co nazajutrz''. Bo chodzi o to żeby nie przeżywać tragedii, która stała się choćby udziałem piłkarza Wojciecha O.

W niedzielę 25 października 1992 roku ówczesny zawodnik Górnika Zabrze wracał do domu po klubowej imprezie. Na alei Bohaterów Monte Cassino jego łada samara zderzyła się czołowo z fiatem 126p. Zginęły trzy osoby. Okazało się, że O. miał we krwi dwa promile. Dostał siedem lat za popełnienie przestępstwa nieumyślnego. Trafił do Zakładu Karnego w Wojkowicach. Z 300 ówczesnych wojkowickich więźniów, którzy odsiadywali wyroki z tego właśnie paragrafu, aż 95 proc. straciło wolność konkretnie za prowadzenie bryki pod wpływem. Wojciech O. podobno do końca nie wiedział, czy tak naprawdę to on prowadził auto tamtego feralnego dnia. Impreza musiała być huczna...

Wielkie tragedie dla rodzin zabitych, ale i dla tych, którzy zabijają. Zdarzały się, zdarzają i będą zdarzać. Ale dzięki takim policyjnym akcjom jak dzisiejsza będzie ich choć trochę mniej. I wiecie co? W tej akcji nie chodzi nawet o to, że kogoś złapali, choć jeśli złapią to super. Bardziej chodzi o to żeby jak najwięcej ludzi o tych policyjnych działaniach się dowiedziało. Żeby jak najwięcej ludzi pomyślało. Żeby jak najwięcej ludzi się przestraszyło.

Czadoblog więc sugeruje: pomyśl zanim wsiądziesz. Bo Cię drapną i będziesz żałował do końca życia.

PS Mam nadzieję, że zmuszanie kierowców do dmuchania 2 listopada stanie się stałą praktyką stosowaną przez naszych dzielnych funkcjonariuszy. Dodałbym do tego każdy niedzielny poranek:-)

PS1 Omega jest abstynentką. No chyba, że czasem trzeba jej posmarować spirytusem niektóre części w celach leczniczych:-)

18:11, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (16) »
niedziela, 13 czerwca 2010
Wybaczcie

Minął drugi dzień mistrzostw świata, ale podsumowania - co mi się podobało i nie podobało - tym razem nie będzie. Powód jest prosty. Spotkał mnie przyjemny fakt: ze swoimi żonami i dziećmi odwiedzili mnie kumple z dzieciństwa (i nie tylko). Rozumiecie więc, że nie jestem w stanie napisać prawie nic sensownego. Zaledwie tyle, że drugiego dnia najbardziej podobał mi się garnitur Diego Maradony.

Po meczu z Nigerią - najsłabszą z afrykańskich reprezentacji - nabrałem pewności, że chodzi tylko o to, żeby garnitur nie pomiął się do 11 lipca.

Vamos!

PS Kumple byli, ale o zegarach i tak pamiętałem.

PS1 Ale numer - n,n,napisałem chyba bez błędu;-)

00:29, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (10) »
sobota, 19 stycznia 2008
Śląski futbol a picie wódki

Karnawał w pełni więc ludzie tęsknią do zabawy. Najlepszy do szaleństw jest oczywiście weekend, z czego (prawie) wszyscy skwapliwie korzystają. Są jednak nieszczęśnicy, którzy akurat teraz nie mogą sobie pofolgować. To piłkarze. Żadnych pląsów z kobietami przy alkoholu; kiedy czytacie ten wpis, futboliści ciężko dysząc zasuwają na morderczych zgrupowaniach w Wiśle albo innym Ustroniu. Potem pojadą tak samo męczyć się do ciepłych krajów (Górnik do Hiszpanii, a Ruch i reszta ferajny do Turcji). Wszystko po to żeby wyrobić w sobie siłę, szybkość, skoczność, gibkość, sprężystość, kondycję, czucie piłki, szybkość podejmowania decyzji na boisku, a także żeby zgrać się z resztą drużyny. Tym wszystkim będą nas zapewne czarować w rundzie wiosennej.

Alkohol w ośrodkach treningowych jest absolutnie wykluczony: o imprezowaniu w tej porze roku mogą myśleć jedynie nie dbający o przyszłość zawodnicy-desperaci . A może nie? Przecież piłka i wódka przez dziesięciolecia szły ze sobą w parze. Oj, zdarzało się ligowcom płacić kary nawet na zimowych zgrupowaniach...

W śródmieściu Katowic, wśród starszych mieszkańców, wciąż popularna jest historyjka o przedwojennym sławnym śląskim piłkarzu, który w przeddzień ważnego meczu reprezentacji Polski leżał nieprzytomny w jednym z lokali na... stole bilardowym. Cucony przez całą noc, rankiem - półprzytomny - wsiadł do pociągu, a po południu zdobył dla biało-czerwonych kilka wspaniałych bramek.

Miał pożądany przez wiele generacji futbolistów dar: mógł pić, a i tak był najlepszy. Ale smutna prawda jest taka, że wódka zniszczyła karierę wielu śląskim piłkarzom. Picie było czynnością naturalną i odstępstwa od normy wielu traktowało w środowisku jako coś dziwacznego. Kiedy w 1938 roku na mecz z reprezentacją Śląska przyjechała do nas zawodowa angielska drużyna Wolverhampton Wanderers, reporter wydawanej w Katowicach „Polski Zachodniej” obserwując wyspiarzy przeżył wstrząs. „Wszyscy bez wyjątku są dobrze wygimnastykowani, rośli, o fizjonomiach wybitnie angielskich. Wszyscy nie piją ani piwa, ani wódki i nie palą!” - relacjonował zaszokowany.

Zwyczaj picia w futbolowym środowisku przez te kilkadziesiąt lat nie wygasł, dziś ma się całkiem dobrze. Kiedyś w pewnym śląskim nocnym klubie naliczyłem jednocześnie piłkarzy pięciu ligowych klubów. Wiadomo, że do naszych knajp przyjeżdżali się bawić także zawodnicy drużyn spoza regionu. Mieli tu zagwarantowaną anonimowość (choć nie zawsze).

Żeby nie wyjść na malkontenta: wśród śląskich piłkarzy wiele jest przykładów godnych naśladowania. Choćby Henryk Wieczorek - ten znany w latach 70. obrońca Górnika Zabrze, obecnie chorzowski radny, to stuprocentowy abstynent. Opowiadał kiedyś „Gazecie”, że kiedy grał w Auxerre, na zgrupowaniu odwiedził piłkarzy prezydent Francji Francois Mitterand. - Z każdym się stuknął, tylko nie ze mną, bo jako jedyny nie wziąłem do ręki kieliszka. Prezydent zrobił wielkie oczy: Jak to? Polak i nie pije?

Nam, dziennikarzom sportowym oczywiście też można wiele zarzucić. Do dziś zaśmiewam się z historyjki sprzed paru lat, kiedy po jednym z ważnych meczów na nieformalnym spotkaniu z alkoholem w tle, podchmielony znany śląski reporter zaczął nagle warczeć jak pies i w pewnym momencie wbił się zębami w obojczyk prezesa pierwszoligowego klubu. - Proszę pana, proszę mnie nie gryźć - odparł spokojnie działacz. Do dziennikarza przylgnęła ksywka „Pitbull”...

Na zakończenie przypomnę o niebagatelnym wkładzie alkoholu w rozwój śląskiej piłki nożnej. Kiedy w latach 50. brakowało pieniędzy na budowę Stadionu Śląskiego, Wojewódzka Rada Narodowa wprowadziła akcyzę na wódkę. Do każdej ćwiartki dołączony był specjalny znaczek, który oczywiście trzeba było kupić, żeby zasilić fundusz budowy stadionu.

PS. Dość pisania. Dziś wieczorem impreza, trzeba się przygotować...

09:50, pavelczado , Alkohol
Link Komentarze (2) »
Archiwum