środa, 25 października 2017
Żeby być dumnym z przeszłości trzeba ją znać

Bardzo chciałbym żeby Górny Śląsk znowu kiedyś kojarzył się z potężną piłką nożną. Nad tym pracują trenerzy i piłkarze, a jedyne co możemy zrobić my - ludzie z boku - to walczyć żeby pamiętać o dniach chwały - kiedy fusbal był wizytówką naszego regionu.

Dni chwały trwały wiele lat, ale zdumiewające jest jak bardzo ulotne są ludzkie wspomnienia. Poza tym lata lecą i czasy kiedy śląskich sukcesów piłkarskich nikt z nas nie przeżył wydają się wcale nie tak odległe. Dlatego warto, uważam, popierać wszelkie inicjatywy, które złote lata starają się zachować we wdzięcznej pamięci.

Na interesujący pomysł wpadł w Chorzowie Grzegorz Joszko, badacz dziejów niebieskich i autor strony internetowej historiaruchu.pl. Jako mieszkaniec tego miasta zgłosił niecodzienny projekt, który mógłby być finansowany z publicznych pieniędzy, a realizowany przez Urząd Miasta w ramach Budżetu Obywatelskiego.

To wniosek pod hasłem „Historia Ruchu Chorzów - tablice informacyjne oraz strona z wirtualnym spacerem”. Został on już pozytywnie zatwierdzony przez komisję ds. opracowania propozycji zadań realizowanych w ramach 5. edycji Budżetu Obywatelskiego Chorzowa.

Wiadomo, że wszyscy w tym mieście są dumni z Ruchu - tak naprawdę to dzięki temu klubowi, Stadionowi Śląskiemu i Wesołemu Miasteczku przeciętni Polacy wiedzą, że takie miasto w ogóle istnieje i gdzie się znajduje. Ale często jest tak, że jedynym miejscem, które kojarzą dziś z Ruchem sami mieszkańcy Chorzowa to jedynie stadion przy ul. Cichej.

Z jednej strony trudno się dziwić, z drugiej to niewiedza wręcz zatrważająca. Żeby być dumnym z przeszłości trzeba mieć o niej pojęcie. - Chciałbym żeby taki szlak uświadamiał ludziom wyjątkowo bogatą historię Ruchu. Uważam, że dobrym pomysłem byłoby ustawienie tablic informacyjnych przedstawiających najważniejsze wydarzenia, miejsca i osoby mające związek z historią tego wspaniałego klubu. Tablice stanęłyby w miejscach, gdzie odbył się choćby pierwszy mecz (przy ul. Wrocławskiej), gdzie miała miejsce pierwsza siedziba (przy ul. 16 lipca), gdzie był pierwszy stadion (na Kalinie), gdzie w niedalekiej odległości od siebie mieszkali zasłużeni przedwojenni piłkarze (Wodarz, Alszer, Cieślik, Koenig i in.) - mówi Joszko.

Czy nie byłoby wspaniałe żeby ojciec zabrał swojego bajtla na spacer i wiedząc gdzie iść pokazał mu te wszystkie miejsca? Czyż uświadomienie sobie że żyjemy często dokładnie w tych samych miejscach, które kiedyś były świadkiem niezwykłych historii nie jest dojmujące? 

Warto dodać, że projekt Joszki zakłada powstanie także strony internetowej pozwalającej wirtualnie obejrzeć te miejsca. Na razie trwa zbieranie głosów. Jeśli któryś z czytelników jest zameldowany w Chorzowie lub w nim pracuje może zagłosować na ten projekt. Moim zdaniem warto.

PS Chciałbym żeby coś takiego powstało o innych śląskich klubach w innych śląskich miastach. Każdy ma prawo być dumny.

wtorek, 08 sierpnia 2017
A co Ty zrobiłeś dla Ruchu?

Ruch Chorzów przeżywa jeden z najtrudniejszych momentów w historii. Obecnie nie jest możliwe żeby styl gry drużyny i jej wyniki olśniewały.

Pytacie czasami jaka jest różnica między futbolem obcym a naszym. Wydaje mi się, że największa różnica ze wszystkich jest taka, że tam (w Niemczech albo Anglii) przychodzi się na własną drużynę. U nas często przychodzi się przede wszystkim na obcą...

Trafia się doskonała okazja żeby okazać Ruchowi wsparcie. Dziś o godzinie 19 niebiescy grają u siebie z Chrobrym Głogów w Pucharze Polski. To pierwszy mecz chorzowian na własnym stadionie, który można zobaczyć na własne oczy.

Ruch to jeden z symboli Śląska. Nie tylko piłkarskich - uważam, że w ogóle. Prawda jest taka, że to Wy, kibice, możecie raz za razem udowadniać, że to symbol ciągle żywy. Nie ma nic piękniejszego niż wsparcie dla klubu w trudnych dla niego momentach. Udowadniają to fani Widzewa i Górnika. To dzięki gromadnemu zainteresowaniu tamte kluby mają szanse wyjść na prostą.

Ruch też zasługuje żeby wyjść na prostą. Ale bez Was to może nie być możliwe.

A wystarczy tylko, że przyjdziecie. A potem znów przyjdziecie. I znów... Bez marudzenia na styl i wyniki. Bo jeśli będziecie regularnie i gromadnie przychodzić wreszcie nadejdzie czas, że będziecie mogli pomarudzić.

Swoją drogą - czy to nie wspaniały moment żeby zacząć kibicowską przygodę?  Wydaje mi się, że jeśli ktoś nie jest kibicem a jego przygoda z piłką może rozpocząć się od takiego spotkania jak Ruchu z Chrobrym - w przyszłości mógłby się tym szczycić...

Nie jest sztuką zacząć być kibicem Barcelony kiedy ta wygrywa Ligę Mistrzów. Nie chodzi oczywiście o to żeby się katować. Chodzi o wsparcie. Bo tylko zaciskając zęby teraz jest szansa, że kiedyś będzie lepiej.  

Nie pytaj więc co Ruch zrobił dla Ciebie. Spytaj raczej co Ty możesz zrobić dla Ruchu. 

PS Nie muszę pisać co na ten temat sądzi Omega.

 

sobota, 29 lipca 2017
Dlatego kocham futbol

To bardzo dziwne uczucie kiedy nagle ktoś przypomina ci za co właściwie uwielbiasz piłkę nożną. Jako reporter nie przypominam sobie sytuacji jaka przydarzyła mi się w Mielcu, choć rozmawiam z piłkarzami po meczach już od 24 lat.

Pojechałem za Ruchem na Stal, bo byłem bardzo ciekaw tej nowej drużyny w brutalnym świecie, którego właściwie nie zna czyli w pierwszej lidze. 

W 68. minucie przy stanie 0:1 trener Krzysztof Warzycha postanowił dokonać zmiany. Na pozycję jedynego napastnika wchodzi Artur Balicki (rocznik 1999), który luzuje Jakuba Araka. Kilkadziesiąt sekund później Miłosz Przybecki przeprowadza dynamiczny rajd prawym skrzydłem i posyła płaską piłkę wprost pod nogi Balickiego. Ten przewraca się jednak w decydującym momencie i nieczysto uderza piłkę. Szansa przepadła...

Gole nie padły już do końca. Po meczu podszedłem do schodzącego z boiska Artura Balickiego. Łzy leciały mu jak grochy. - Przeżyłem coś wspaniałego: mogłem zadebiutować przy wypełnionym stadionie, prezentował się naprawdę pięknie. No ale oczywiście mam do siebie pretensje. Miałem przecież taką wymarzoną okazję żeby wyrównać... Była naprawdę dobra! No i ten debiut ma teraz słodko-gorzki smak... Muszę to przetrwać - pociągał nosem, a mnie łamało się serce. 

Ale wiecie co? Inni go nie zostawili. Niektórzy piłkarze schodząc do szatni okazywali mu wsparcie, klepali przyjacielsko po plecach.

Właśnie dlatego futbol jest tak uniwersalny. W prosty sposób przekazuje emocje. W najtrudniejszych momentach buduje się więź, cementuje społeczność. Ludzie dostrzegają na kogo mogą liczyć w trudnych chwilach.

Ruchowi będzie w tym sezonie jeszcze niejednokrotnie bardzo ciężko. Moim zdaniem trudno się spodziewać żeby mógł na razie myśleć o czymś więcej niż o utrzymaniu. Ale najważniejsze, że walczy i nie poddaje się. Na razie ta drużyna jest jak ciemiączko u niemowlaka. Ale jeszcze, mam nadzieję, okrzepnie. Wtedy będzie można myśleć o czymś więcej.

PS Pojechałem do Mielca licząc, że zobaczę te słynne trybuny, które pamiętam jeszcze z meczu z Albanią w 1984 roku. Zapomniałem, że czas leci i stadion wygląda już zupełnie inaczej. Ale muszę przyznać, że spodobało mi się kiedy przekonałem się co Stal znaczy dla Mielca. Stadion był prawie wypełniony. Ludzie żyli tym wydarzeniem. Powodzenia.

PS1 Pogadałem też w Mielcu z Januszem Patermanem oraz byłym graczem GieKSy i Górnika, fajnym synkiem, o którym wiadomo było, że Ruchowi nie przepuści. Szczegóły - TUTAJ i TUTAJ

PS2 Omega nie musi się moim zdaniem wstydzić, choć w browarze też nie ma oczywiście sensu zamaczać wskazówek.

piątek, 09 czerwca 2017
Mariusz Klimek myśli o Śląsku. Ale Wrocław

Rozmawiałem dziś z Mariuszem Klimkiem, bo usłyszałem plotkę o jego zainteresowaniu Śląskiem Wrocław. Dla tego biznesmena zawsze będę miał mnóstwo szacunku - z prostego powodu. Nie znam bowiem nikogo kto w polskim futbolu z własnej kieszeni dałby tyle milionów ile wyłożył on by spłacić cudze długi. Milionów! To dzięki niemu Ruch Chorzów złapał kiedyś nowy oddech.

Wygląda na to, że Mariusz Klimek wsiąkł w futbol. Właśnie przyjął zaproszenie do jednej z grup biznesowych, która chciałaby przejąć Śląsk Wrocław. Oczywiście to kto przejmie ten klub nie jest jeszcze w ogóle przesądzone, ofert jest przecież kilka.

- Wiem co zrobić żeby we Wrocławiu i okolicach nastała moda na Śląsk. Wiem jak zbudować sportowe podwaliny pod przyszły sukces - mówi Klimek.

Żałuję, że nie decyduje się na dalsze działanie na Górnym Śląsku. Ale pamiętając przeszłość i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

piątek, 02 czerwca 2017
Kurtyna niebieska

Przykro było dziś żegnać Ruch w ekstraklasie.

Przykro było rozmawiać na stadionie przy stanie 0:2 z Eugeniuszem Lerchem, który strzelał dla chorzowian bramki w jego najlepszych latach. Czułem rozżalenie Mistrza.

Przykro, że właściwie nie wiadomo co będzie dalej. Kilka lat temu obowiązywało hasło: piętnasta gwiazdka na stulecie. Niedawno Antoni Piechniczek stwierdził, że na stulecie niech przynajmniej będzie obecność wśród najlepszych. Jednak czy dziś - zaraz po tak nieszczęsnym meczu jak ten pożegnalny - nadużyciem będzie wątpić nawet w tę skromniejszą wersję?

Przykro, że dla tylu ludzi mieniących się kibicami Ruchu ten mecz był tylko okazją do zademonstrowania jakichś debilnych działań: rzucania rac i palenia flag rywala zza miedzy. Teraz za tą miedzą śmieją się, że ważniejsza dla niektórych "kibiców" z Cichej była GieKSa niż godne żegnanie się z ligą. Nigdy czegoś takiego nie zrozumiem. To jest tak głupie, że aż niewiarygodne. Bez sensu.

Życzę wszystkim normalnym żebyśmy zobaczyli jeszcze Ruch w ekstraklasie. Nie na przekór komukolwiek choć wiadomo, że teraz kmiotki będą się cieszyć, bo to oczywiste, że kluby z tradycją budzą zawiść. Ruch tego właśnie doświadcza. 

Niemniej ostatnie dziesięć lat w ekstraklasie były w wykonaniu Ruchu niecodzienne. Za nie dziękuję. Czy ktoś kiedyś jeździł na rollercoasterze w ten sposób w polskiej lidze? Było wiele wspaniałych momentów, puchary, a nawet mistrzostwo Polski (co prawda tylko 6 maja 2012 roku przez godzinę - między 17.18 a 18.18 czyli bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie  i bramką Roka Elsnera w Krakowie, Ruch Chorzów był mistrzem Polski. Było też wiele słabych, choć nigdy nie kończyło się to katastrofą. 

Aż do teraz.

Nie chcę się żegnać z tym klubem w tej lidze. Ale naprawdę nie wiem kiedy znowu się przywitam. I gdzie...

PS Dobrze, że jest Omega. Kiedyś więc będzie jeszcze przepięknie.

Musi.

wtorek, 30 maja 2017
Popieram Antoniego Piechniczka

Odwiedziłem selekcjonera w Wiśle, porozmawialiśmy o obecnej sytuacji w Ruchu [możecie przeczytać - TUTAJ]. Antoni Piechniczek jest rozgoryczony i ja mu się wcale nie dziwię.

Zwracam uwagę na jeden charakterystyczny moment jego wypowiedzi. 

Cytuję: "Gdybym to ja, nawet w wieku jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść!"

Niektórzy pewnie oburzą się na te słowa. Ja je oczywiście całkowicie popieram. Żyjemy bowiem w czasach kiedy uwikłanie w procedury, przepisy, regulaminy sprawia, że człowiek często czuje się jak ryba w sieci i nic nie może zrobić, choć wie, że ma moralną rację.

Takie zachowanie jest wyrazem rozpaczy w momencie kiedy trzeba ją wyrazić a nie da się inaczej. Jest też dobrym sposobem zwrócenia uwagi na draństwo jakie się dzieje.

Zawsze tak było. Tylko cynicy nie dostrzegą różnicy między słuszną wściekłością a zimną chęcią wykorzystania okazji do obalenia ancien regime'u.

niedziela, 28 maja 2017
Czekam na oficjalną wypowiedź Zbigniewa Bońka

Jestem zdumiony.

Pierwszy raz w historii polskiej piłki nożnej jakaś drużyna spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej po celowym wbiciu piłki ręką do bramki a najwyższe krajowe władze futbolowe ciągle milczą.

Od Zbigniewa Bońka, jako szefa PZPN i najważniejszej obecnie osoby w polskim futbolu oczekiwałbym jednak oficjalnego stanowiska. Oczywiście nie chodzi mi o stanowisko w kwestii karania sędziów czy strzelca. To w całej tej historii sprawa wręcz drugorzędna. Chodzi mi raczej o wyjaśnienie czy PZPN zamierza jakoś naprawić tę sytuację* i zadośćuczynić pokrzywdzonemu. To pokrzywdzony - czyli Ruch - jest teraz najważniejszy.

Oczekiwałbym specjalnie zwołanej konferencji prasowej w tej sprawie jeszcze w weekend, bo przypominam, że chodzi o wydarzenie bezprecedensowe w historii naszego futbolu.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ruch spada z ekstraklasy tylko i wyłącznie z jednego powodu: oto sędzia uznaje bowiem bramkę, której w żadnym wypadku nie powinien był uznać. Przypominam - nie chodzi o gola po dyskusyjnym spalonym czy wątpliwym faulu jakie w ferworze zdarzają się dość często. Chodzi o zagranie doprawdy skandaliczne, o gola, który padł po celowym wbiciu piłki ręką do bramki. Należy to wyraźnie podkreślać: nie ma innych powodów dla których Ruchowi w sobotę przytrafia się degradacja. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wygrałby mecz z Gdyni.  A wówczas w ostatniej kolejce jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć łącznie z wersją, że chorzowianie w ostatniej chwili nie dali się na boisku zdegradować.

Ruch nie miał ostatnio dobrej opinii, to wiemy wszyscy. Kłopoty finansowe, zawirowania z licencją itd. nie sprzyjały w budowaniu sympatii u tzw. postronnego widza. Jednak oczywiste jest, że nie powinno mieć to żadnego wpływu na sportowy sposób wyłaniania spadkowiczów.

No chyba, że władze polskiej piłki hołdują stalinowskiej zasadzie "dajcie człowieka a znajdzie się paragraf". Jeśli nie uwalimy cię tak, to inaczej. W to oczywiście nie wierzę i przy okazji wyrażam szczerą nadzieję, że prokurator Andriej Wyszyński nie jest patronem decydentów naszego futbolu. 

*serdecznie proszę nie dręczyć mnie bełkotem w stylu "a co ma do tego Boniek"

PS Już po opublikowaniu tego wpisu widzę, że Zbigniew Boniek zabrał głos na Twitterze.

"Piłkarzom i kibicom Ruchu życzę szybkiego powrotu do Esa,niech nie myślą ze spadli przez Sedziów ,Siemaszkę czy PZPN,szkoda!"

Na razie nie będę komentował treści merytorycznej tego twitta, ciągle czekam bowiem na oficjalne stanowisko prezesa PZPN.

sobota, 27 maja 2017
Serdeczne pozdrowienia dla Rafała Siemaszki

Piłkarze często powtarzają, że nie analizują ligowej tabeli. Postępowanie Rafała Siemaszki jest tego dobitnym przykładem.

Napastnik Arki Gdynia w meczu z Ruchem strzelił gola ręką i nie był to przypadek. Obiecałem sobie, że jeśli zdobędzie w tym meczu jeszcze jedną bramkę, po minięciu sześciu piłkarzy Ruchu, nie padnie z mojej klawiatury słowo skargi. A jednak, o dziwo, bo to świetny piłkarz, nie dał rady...

Siemaszko nie analizuje tabeli więc pewnie nie wie, że w ostatniej kolejce Ruch gra z Łęczną u siebie. 

Oczywiście byłoby to co najmniej niesmaczne gdyby niebiescy odpuścili ten mecz i wzbudziłoby zrozumiałe oburzenie. Ale gdyby jednak Ruch z Łęczną przegrał, co jest przecież możliwe, Arka - żeby się utrzymać - musiałaby wygrać na wyjeździe z Lubinem, który właśnie udowodnił, że obce mu są problemy innych, bijąc bezlitośnie Łęczną. Nie będzie to więc dla gdynian łatwe zadanie.

Być może Arka się utrzyma, być może nie. Ciekawi mnie jednak czy po ostatniej kolejce Rafał Siemaszko otrzyma pocztówkę o treści: "Serdeczne pozdrowienia z Chorzowa z życzeniami dalszej udanej kariery popartej wieloma wspaniałymi bramkami". Myślicie, że otrzyma?

PS Wątek Siemaszki to oczywiście tylko znaczący, ale jednak epizod w kontekście tragedii Ruchu. W tym klubie zdarzyło się wiele złego. Nie mogę jednak napisać, że to zasłużony spadek. W zasłużony sposób spada się kiedy zdobywa się w sezonie najmniej punktów. Ruch wcale nie zdobył ich najmniej. Spada przecież przez pozaboiskowe decyzje. To zdanie polega na prawdzie. 

PS1 W poniedziałek przyjeżdża Ruud Gullit. Szkoda, że spotkanie z nim w stolicy a nie na Górnym Śląsku. Przecież najlepszy mecz w Polsce ten facet rozegrał jednak w Zabrzu. Byłem, widziałem, podziwiałem... Do dziś to mój ulubiony zawodnik.

niedziela, 19 lutego 2017
Pewność zamiast przekonania

Zgodnie z oczekiwaniami Ruch ograł Legię w Warszawie. To żadna niespodzianka, przynajmniej dla mnie, w Polsce wyraźna hegemonia jednego klubu nad innymi wynikająca z działań systemowych to bowiem ciągle bajka mocowana jedynie przez marzenia dziennikarzy kibicujących tej drużynie. Legia sobie, przypuszczam, poradzi, zapewne nawet awansuje w tym sezonie do pucharów. Obiektywny obserwator musi również zauważyć, że dziś rzeczywiście starała się, walczyła, szarpała do samego końca i dlatego za ambicję należą się jej słowa uznania. Jednak przegrać z lepszym to naprawdę nie wstyd. Warszawiacy nie muszą się więc wstydzić tej porażki.

Dla Legii ten mecz nie był jednak tak istotny - trzeba to przyznać - jak dla Ruchu. Dla chorzowian dzisiejszy wynik to przecież świetna wiadomość, ale i sygnał dla innych. Mogło być do zera, ale nie ma co marudzić, bo wynik i tak zacny.

Widać jak na dłoni: w tej lidze nie ma przeciwnika, z którym nie dałoby się wygrać. Ruch w tym składzie personalnym jest w stanie osiągnąć wyśniony cel czyli czternaste miejsce w lidze - nawet mimo skandalicznego zabierania punktów. Ten mecz sprawia, że piłkarze już nie tylko w to wierzą. Oni już o tym... wiedzą! Nie muszą mieć już tylko przekonania, mogą mieć już pewność, że ten cel da się osiągnąć.

I to dziś było najważniejsze. 

PS Legia to całkiem duży klub więc nic dziwnego kibicuje mu także ichniejszy lumpenproletariat. Tak się składa, że lumpenproletariat zawsze kibicuje przecież największym... Od niektórych przedstawicieli owej warstwy społecznej (tych, którzy nie dostali ode mnie jeszcze za typowe lumpenproletariackie chamstwo bana na twitterze) dostałem przed meczem pozdrowienia pod hasłem "Legia rucha Rucha".

Nie za bardzo wiem o co im chodziło, ale i tak życzę im wszystkiego dobrego. Ja szanuję Legię, bo walczyła dziś do samego końca i opłaciło się: stać ją było nawet na honorową bramkę. Za to należą się brawa.

Biję więc brawo.

piątek, 10 lutego 2017
Słuchaj Ruchu

Masz do skrzydeł

przywiązaną złotą rybę

Jeśli ty odfruniesz

serce jej przestanie bić

Słuchaj Ruchu,

W klatce nie jest ci najgorzej

Źle jest wtedy

Kiedy nie chce się już żyć

 

PS Chodzi o to

By niebieskie

mnie kusiły często drzwi

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Archiwum