niedziela, 19 lutego 2017
Pewność zamiast przekonania

Zgodnie z oczekiwaniami Ruch ograł Legię w Warszawie. To żadna niespodzianka, przynajmniej dla mnie, w Polsce wyraźna hegemonia jednego klubu nad innymi wynikająca z działań systemowych to bowiem ciągle bajka mocowana jedynie przez marzenia dziennikarzy kibicujących tej drużynie. Legia sobie, przypuszczam, poradzi, zapewne nawet awansuje w tym sezonie do pucharów. Obiektywny obserwator musi również zauważyć, że dziś rzeczywiście starała się, walczyła, szarpała do samego końca i dlatego za ambicję należą się jej słowa uznania. Jednak przegrać z lepszym to naprawdę nie wstyd. Warszawiacy nie muszą się więc wstydzić tej porażki.

Dla Legii ten mecz nie był jednak tak istotny - trzeba to przyznać - jak dla Ruchu. Dla chorzowian dzisiejszy wynik to przecież świetna wiadomość, ale i sygnał dla innych. Mogło być do zera, ale nie ma co marudzić, bo wynik i tak zacny.

Widać jak na dłoni: w tej lidze nie ma przeciwnika, z którym nie dałoby się wygrać. Ruch w tym składzie personalnym jest w stanie osiągnąć wyśniony cel czyli czternaste miejsce w lidze - nawet mimo skandalicznego zabierania punktów. Ten mecz sprawia, że piłkarze już nie tylko w to wierzą. Oni już o tym... wiedzą! Nie muszą mieć już tylko przekonania, mogą mieć już pewność, że ten cel da się osiągnąć.

I to dziś było najważniejsze. 

PS Legia to całkiem duży klub więc nic dziwnego kibicuje mu także ichniejszy lumpenproletariat. Tak się składa, że lumpenproletariat zawsze kibicuje przecież największym... Od niektórych przedstawicieli owej warstwy społecznej (tych, którzy nie dostali ode mnie jeszcze za typowe lumpenproletariackie chamstwo bana na twitterze) dostałem przed meczem pozdrowienia pod hasłem "Legia rucha Rucha".

Nie za bardzo wiem o co im chodziło, ale i tak życzę im wszystkiego dobrego. Ja szanuję Legię, bo walczyła dziś do samego końca i opłaciło się: stać ją było nawet na honorową bramkę. Za to należą się brawa.

Biję więc brawo.

piątek, 10 lutego 2017
Słuchaj Ruchu

Masz do skrzydeł

przywiązaną złotą rybę

Jeśli ty odfruniesz

serce jej przestanie bić

Słuchaj Ruchu,

W klatce nie jest ci najgorzej

Źle jest wtedy

Kiedy nie chce się już żyć

 

PS Chodzi o to

By niebieskie

mnie kusiły często drzwi

poniedziałek, 19 grudnia 2016
Czy Zbigniew Boniek był na Gwiezdnych Wojnach

Śmiać mi się chce. Werdykt w sprawie Ruchu zostanie przez niektórych przyjęty tak, że klub jest winny, bo są minusowe punkty. Ale jeśli przyjrzycie się werdyktowi - to oczywista bzdura.

W dzisiejszym obszernym komunikacie Komisji Licencyjnej dotyczącej chorzowskiego Ruchu zwracają moją uwagę przede wszystkim dwa zdania. Brzmią one następująco:

a) Ruch Chorzów udowodnił, że odmienna od prezentowanej przez Komisję interpretacja punktu 10.2.2 Podręcznika nie miała charakteru oszustwa

b) naruszenie przepisów zobowiązujących Ruch do wykazania zadłużenia Fundacji w dokumentacji licencyjnej nie miało charakteru umyślnego.

Oznacza to, że wszyscy, którzy oskarżali Ruch o OSZUSTWO przed wydaniem wyroku powinni teraz uprzejmie przeprosić i liczyć, że klub nie poda ich do sądu o zniesławienie. Przecież właśnie o to przede wszystkim toczyły się boje: że ludzie w Chorzowie są oszustami. Niektórzy pewni siebie "dziennikarze" ogłosili to jeszcze przed zakończeniem postępowania. Przypominam tytuły: "Ruch przez lata ZATAJAŁ długi przed PZPN". Słowo "zatajał" sugeruje działanie intencjonalne. Werdykt Komisji Licencyjnej świadczy, że działania intencjonalnego nie było. Czy teraz, kiedy okazało się, że to nieprawda, niektórzy zachowają się z klasą czy raczej jak zwykli szmaciarze?

Czy powiedzą/napiszą, że przepraszają za przedwczesne insynuacje? Że jest im przykro? Że ich poniosło? Nie sądzę, choć chciałbym się mylić. Zapewne nawet na ten temat nie zakwikną, oczywiście będzie cicho - tak jakby nikt nigdy nie oskarżał Ruchu Chorzów o oszustwo. Ba, zapewne odtrąbią zwycięstwo, triumfalnie ogłaszając, że skoro są jednak minusowe punkty to Ruch jest oczywiście winny.

Ale zważcie: ogłaszane zawczasu przy dźwiękach werbli rzekome ogromne rozmiary kar od których zachłysnęłaby się nawet Barcelona, okazały się nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością, pełną pustosłowia szarżą. Klub miano spuścić do niższej ligi, odebrać dziesiątki punktów, nie tylko w tym także w przyszłym sezonie itd. Generalnie miało być posprzątane! A tymczasem?

Osobiście uważam, że Ruch powinien wyjść z tego starcia w ogóle bez strat własnych, czyli bez żadnych minusowych punktów. Rozumiem jednak, że druga strona za wszelką cenę chciała zachować twarz.

Ostatecznie Ruchowi - co i tak uważam za wielką niesprawiedliwośćodebrano 8 punktów, z zastrzeżeniem, że cztery z nich nie zostaną odjęte, jeśli fundacja do końca stycznia spłaci zaległości finansowe wobec piłkarzy. Można więc z dużym prawdopodobieństwem już założyć, że Ruch ostatecznie straci jedynie cztery punkty czyli po podziale - dwa. Z kolei przy takim założeniu można już wierzyć, że z tymi piłkarzami i z tym trenerem klub obroni ekstraklasowy byt. To jest całkiem dobry na polskie warunki zespół. Na szczęście wiosną będzie miał szansę to udowodnić.

Moim zdaniem najbardziej sprawiedliwym wyrokiem byłby całkowity brak kary. Ruch reguluje zobowiązania, na ile może. Nie może naraz, ale należne pieniądze generalnie ciągle skapują tam gdzie powinny. Oczywiście idealnie byłoby gdyby długów nie było, ale prawda jest taka, że są. Ruch jednak je spłaca.

                                                ***

Na koniec jeszcze jedno (last but not least):

W każdym cywilizowanym kraju nie ogłasza się decyzji sądów, trybunałów, komisji zanim same tego nie ogłoszą.

Tymczasem Zbigniew Boniek dziś zatwittował:

"Sami się karze poddali, czyli wiedzą ,ze kręcą i manipulują, później coś o jakiej zemście mówi. Mali ludzie, szkoda kibiców i piłkarzy:-))"

Zdumiało mnie, że prezes PZPN zatwittował w momencie kiedy nie ogłoszono jeszcze werdyktu Komisji Licencyjnej. Ba, było to w momencie kiedy posiedzenie Komisji jeszcze trwało! Już abstrahuję od założenia, że jakiej niby karze Ruch Chorzów miał się poddać skoro nie była jeszcze ustalona? Skąd Zbigniew Boniek miałby to wiedzieć? Ciekaw jestem jak Krzysztof Sachs skomentowałby ten sympatyczny tweet prezesa PZPN...

Żeby było jasne: tak naprawdę nie chce mi się wierzyć, żeby te słowa prezesa dotyczyły Ruchu Chorzów. Poważnie! Przypuszczam, że pan Boniek napisał te słowa rozemocjonowany kinowym seansem najnowszych "Gwiezdnych Wojen". Moim zdaniem tak bywały w świecie i inteligentny człowiek nie pozwoliłby sobie na coś tak dyskwalifikującego. Kto przecież skacze na główkę do pustego basenu?

PS A zakaz transferów to już jakaś kompletna farsa:)))) Znów chodzi o sprawy sprzed lat... Ruch dostał od PZPN-u papier, że wszystko spłacił, a wcześniej przecież wydał miliony na pokrycie zobowiązań poprzednich właścicieli (co nie o każdym - jak doskonale wiecie - w tej ekstraklasie można powiedzieć) i teraz jakiś kolo przywala mu karę. Spokojnie: proponuję podchodzić do tej decyzji beznamiętnie i zaczekać do momentu aż rzeczywiście zostanie wyegzekwowana... Już żeśmy to przerabiali nieraz i nie dwa, prawda? 

poniedziałek, 12 grudnia 2016
Dziwne ruchy

Wybuchła afera związana z chorzowskim Ruchem.

Wypada rozpocząć od podstawowej i NAJWAŻNIEJSZEJ konstatacji: pacta sunt servanta więc chorzowski klub musi wreszcie kiedyś - co oczywiste - wypłacić wszystkie należności piłkarzom. Tak nakazują wyroki sądów, ale tak nakazuje również moralność. Nawet nie ma co o tym w ogóle dyskutować.

Niemniej - przy okazji - niektóre, być może mało uchwytne fakty zmuszają do przystanięcia. Zastanowienie się nad nimi może pozwolić złapać tło całości.

Przede wszystkim apeluję żeby zaczekać na końcowe ostateczne decyzje organów władnych w tej sprawie: 

a) jeśli wszystkie informacje ujawnione przez portal "Weszło"* w przedstawionym świetle potwierdzą się, Ruch czeka zapewne kara. Zdumiewa mnie jednak, że po pierwsze: ujawniając fakty nie próbowano zapytać o zdanie przedstawicieli klubu (nie zauważyłem formułki stosowanej kiedy próbuje zdobyć się informacje od flekowanej strony zakończonej odmową komentarza). Po drugie dziwię się, że sprawę przed jej zakończeniem już komentuje kierownik działu licencji i dyrektor departamentu rozgrywek krajowych PZPN, a więc szef istotnych instytucji dla których decyzja o karze ma znaczenie. Mało tego: sugeruje nawet możliwy rodzaj kary. Czy to nie skłania do refleksji, że podejrzanemu wymierza się karę jeszcze przed ogłoszeniem wyroku? Nie pamiętam żeby tak ostatnio robiło - może było tak w pierwszej połowie lat 50.?

Na obecną chwilę wygląda to tak, że przedstawicieli Ruchu zlinczowano zanim jeszcze cokolwiek zdołali z siebie wydusić. Komuna pełną gębą. Poczekajmy jak to przedstawią od własnej strony. A może linczujący popełniają błąd? Może okaże się jeszcze, że Ruch ma coś w zanadrzu na obronę? Nie wiem.

b) Ciekawe kto kogo poinformował o aferze? Zastanawiam się: portal Komisję Licencyjną czy raczej Komisja Licencyjna portal? Spytacie - ale czy to w ogóle ważne? Najważniejsze, że wyszło. Ale moim zdaniem jednak ta informacja jest ważna. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że portal wykonał godną podziwu pracę dziennikarzy śledczych i to dzięki jego własnym informacjom do boju ruszyła stojąca na straży praw Komisja Licencyjna. Już jednak lada moment posiedzenie w sprawie więc raczej oczywiste, że to niemożliwa ścieżka: to jednak Komisja Licencyjna (lub ktoś spoza Komisji, kogo dopuszcza ona do swoich ustaleń a więc bierze za to odpowiedzialność) poinformowała zaprzyjaźniony portal.

Informacja wypływa jeszcze zanim sprawę sfinalizowała Komisja. Czy to codzienność dotycząca spraw, którymi się zajmuje? Powiecie, że screeny dokumentów podesłał któryś z byłych pracowników klubu. Ale w kontekście dat wyroków zasądzających wypłaty dlaczego miałby to zrobić dopiero teraz, już w przeddzień wyjścia sprawy na światło dzienne?

Nie jest więc moim zdaniem prawdą, że portal coś ujawnia dzięki warsztatowi używanemu przez dziennikarzy śledczych. Portal wyprzedza inne media w kontrolowany sposób przy okazji sprawiając wrażenie, że ujawnia niespodziewaną aferę. Aferę, która lada moment i tak - powtarzam - ujrzałaby światło dzienne.

c) sposób pisania tekstów w  zaprzyjaźnionym z PZPN portalu pozwala na charakterystyczną praktykę - tam nie oddziela się informacji od komentarza więc od razu można informację skomentować tworząc jeden tekst co u mniej wyrobionych czytelników może powodować wrażenie, że komentarz jest częścią informacji czyli właściwie sam jest informacją. Dlaczego daje to do myślenia?

Cytat z tekstu:

"Sytuacja jest o tyle szczególna, że Komisja Licencyjna gra o swoją reputację. Jeśli nie zareaguje z niezwykłą stanowczością, okaże się, że jej przepisy można kreatywnie obchodzić i nie niesie to za sobą żadnych poważniejszych konsekwencji. Mówiąc krótko – KL stoi pod ścianą, bo albo będzie to dla niej moment, w którym umocni swoją pozycję, albo stanie się bardziej kółkiem dyskusyjnym. A dobrze wiemy, że w tym gremium zasiadają zbyt poważni lidzie by chcieli przekształcić się w kółko dyskusyjne..."

Sprytny manewr: to ewidentne sugerowanie co powinno się stać czyli nacisk na niezależną komisję. Jak myślicie: czy komisja ma coś przeciwko takiemu naciskowi...

d) mocno, bardzo mocno żenuje mnie parszywa radość z tego co przytrafia się Ruchowi i jej kibicom. To obrzydliwe. Szczególną przykrość sprawiają mi tego rodzaju odgłosy  z Górnego Śląska. Doskonale rozumiem, że można kibicować przeciw jakiejś drużynie. Nie rozumiem już jednak jak można życzyć jej upadku. No chyba, że tylko udaje się zainteresowanie futbolem albo zainteresowanie pisaniem o futbolu...

PS W żadnej mierze nie będzie mi przeszkadzać, że "według Czady to spisek". Najwyżej się uśmieję.

PS1 Być może - ale tego nie przesądzam - słowo "spisek" wróci jeszcze w innym kontekście. Pamiętacie ze szkoły sprzysiężenie Katyliny z 63 p.n.e.? Okazuje się że to klasyczny przykład dylematu interpretacyjnego. Nie warto patrzeć na wszystko z jednej strony:)

*pierwotnie nazwy "Weszło" nie było w tym wpisie. Przepraszam za paskudną zagrywkę, chciałem sprawdzić dla kogo konkretnie to będzie najważniejszy element tego tekstu. 

sobota, 26 listopada 2016
Dlaczego Waldemar Fornalik złapał się za głowę

Byłem dziś na meczu Ruchu. Znów przekonałem się, że trenerzy bardzo często wiedzą co stanie się za chwilę.

W 44. minucie sędzia podyktował rzut wolny dla Jagiellonii. Waldemar Fornalik złapał się wówczas za głowę. Zaraz potem do piłki podszedł Konstantin Vassiljev i z ponad 20 metrów przywalił tak, że nie było co zbierać.

Ciekawiło mnie dlaczego trener tak zareagował. Chciałem się upewnić więc spytałem go o to po meczu. Nie pomyliłem się: Waldemar Fornalik przeczuwał co się stanie. - Jarek Niezgoda zupełnie niepotrzebnie sfaulował wtedy rywala w niegroźnej sytuacji. Wszyscy wiemy jak strzela z rzutów wolnych Vassiljev więc uczulaliśmy chłopaków żeby nie popełniali takich błędów - przyznał.

W tym miejscu należy wspomnieć o jednej ważnej okoliczności. Trener Ruchu MUSI kojarzyć charakterystyczną umiejętność Vassiljeva wcale nie od dziś a już od ponad czterech lat...

15 sierpnia 2012 roku Waldemar Fornalik debiutował jako selekcjoner reprezentacji Polski podczas towarzyskiego meczu z Estonią w Tallinie. Wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym wynikiem, ale w ostatniej minucie sędzia zarządził rzut wolny dla gospodarzy. I wiecie kto podszedł go wyegzekwować? Zawodnik wówczas w ogóle w Polsce nieznany...


niedziela, 28 sierpnia 2016
Przeżywanie na Ruchu

Byłem dziś na meczu Ruchu Chorzów. Kwestią, która mnie najbardziej zainteresowała była gra Patryka Lipskiego.

Do momentu utraty pierwszej bramki Ruch grał wcale nieźle. W 39. minucie poważny błąd popełnił jednak Lipski i to przez niego Ruch stracił pierwszego gola. 

Takie błędy zdarzają się jednak każdemu i nie miałbym do tego piłkarza wielkich pretensji o tę sytuację. Miałbym raczej o to co działo się potem. Otóż Lipski stał się już tylko cieniem samego siebie, wyraźnie przeżywał co się stało. Nie mógł się otrząsnąć i zdarzyło mu się kilka kompromitujących zagrań. Trudno było wręcz uwierzyć, że to on. Były to zagrania na tyle słabe, że mocno zirytowały fanów na trybunie głównej, którzy przecież zazwyczaj Lipskiego mocno doceniają.

Wydaje się, że to dla młodego piłkarza nowe doświadczenie, a przynajmniej natężenie tego doświadczenia. Wiem, że łatwo się takie rzeczy mówi, ale na poziomie ekstraklasy nie wolno sobie pozwolić na przeżywanie tego co stało się na boisku jeszcze w trakcie gry, na zaprzątanie sobie głowy nieudanym zagraniem, bo wszystko może się posypać jeszcze bardziej niż się posypało. Waldemar Fornalik zauważył, że Lipski jest nieswój i po niespełna godzinie go zmienił. Juniorzy mogą na boisku przeżywać, facetom nie wypada.

Na polskie warunki to dobry zawodnik i zapewne da Ruchowi jeszcze wiele dobrego. Zawsze jednak lepiej uczyć się na cudzych błędach niż na własnych...

Druga sprawa: wiem, że Ruch liczy na udaną sprzedaż Mariusza Stępińskiego do Nantes (a jak się właśnie okazało być może nie do Nantes, bo do gry włączył się klub z dużymi pieniędzmi). Nie powinno chyba jednak być tak, że piłkarz w tej chwili właściwie nie jest ani w jednym ani w drugim klubie. Jeszcze nie jest sprzedany a już w Ruchu nie gra...

Rozumiem, że Stępiński przebywałby w Nantes i oswajał z nowym środowiskiem. Ale nie - Stępiński był dziś obecny na meczu w Chorzowie! Oglądał go z trybuny głównej i mógł skupić się choćby na rozdawaniu autografów. Dziwię się, że trener Fornalik nie miał go do dyspozycji.

Stępiński nie zagrał ostatnio z Cracovią, nie zagrał dziś. Zapewne klub nie chce ryzykować kontuzji, ale kto wie ile punktów więcej miałby Ruch gdyby w tych spotkaniach wystąpił. Miejmy nadzieję, że jego nieobecność na boisku nie przesądzi o tym gdzie znajdzie się Ruch kiedy liga znowu będzie dzielić się na debilne dwie grupy.

sobota, 16 lipca 2016
Czy Waldemar Fornalik ma ból głowy

Wiadomo, że Ruch dziś wygrał nie tylko dlatego, że wygrał. Otóż wygrał także dlatego, że jest nowe rozdanie i w związku z tym można zmieniać w kibicach mentalność. Chodzi o to żeby na mecze Ruchu kibice chodzili nie tylko dlatego, że kochają Ruch, ale także dlatego, że jego mecze są emocjonujące a ich szczegóły pamiętane długo. Dzisiejszy mecz z Łęczną do takich oczywiście należy - niecodziennie traci się prowadzenie dwie minuty przed końcem i odzyskuje w drugiej minucie doliczonego czasu gry. Po tym spotkaniu znowu można powiedzieć: warto chodzić na mecze Ruchu, bo są emocje (choć sprawiedliwie trzeba przyznać, że przez godzinę na nie się nie zapowiadało) i jest happy end. Zespół potrafił w najważniejszym momencie podnieść się po ciosie i samemu zadać ten nokautujący.

Jeśli chodzi o tytułową kwestię: nie chodzi mi wcale o to kogo Waldemar Fornalik wystawi w napadzie w następnym meczu (wystawienie w podstawowym składzie Mariusza Stępińskiego i Jakuba Araka jednocześnie wydaje mi się mało prawdopodobne nie tylko ze względu na fakt, że tego pierwszego teoretycznie może już nie być, Po prostu trudno mi uwierzyć, że w tym konkretnym zestawieniu personalnym trener zdecyduje się w następnym meczu na ustawienie 4-4-2).

Chodzi mi raczej o sprawę obsady bramki rozpatrywaną w dłuższym okresie. Wojciech Skaba bronił bez zarzutu prawie cały mecz, był zdecydowany, skuteczny, odważny i do tego sprzyjało mu szczęście. Z drugiej strony popełnił błąd w ważnym momencie, niektórzy twierdzą nawet, że to on był autorem samobójczej bramki. Pytanie brzmi: czy nadal powinien być pierwszym bramkarzem? Minus: W zeszłym roku w czterech ligowych występach puścił dziesięć goli i nie dawał znaków, że po odejściu Matusa Putnocky'ego mógłby być podstawowym bramkarzem na kolejny sezon. Plus: dziś mógłby być uznany nawet piłkarzem meczu. Znaczy, że potrafi.

Ból głowy trenera polega na tym, że moim zdaniem zmiennik Skaby Kamil Lech stracił szansę na przekonanie do siebie szkoleniowca w ostatnim przedsezonowym sparingu z Karpatami Lwów kiedy puścił gola w sposób, który mocno zirytował Fornalika (po tamtym meczu szkoleniowiec wyraził się nawet z przekąsem, że "ten strzał z dystansu nawet on by obronił").

Ruch w ostatniej chwili ściągnął jeszcze jednego bramkarza, który był rezerwowym w Arce, ale na razie nie zdołał zdobyć statusu z poprzedniego klubu, bo z Łęczną nie wskoczył nawet na ławkę rezerwowych. Jeśli nie wskoczy to pomysł ściągnięcia go do klubu będzie dla mnie jedną z największych zagadek transferowych niebieskich ostatniego dziesięciolecia:)

Czyli jeśli chodzi o obsadę bramki chyba nie ma alternatywy. Jedno jest pewne: obecnie Waldemar Fornalik ma większy wybór wśród napastników niż wśród bramkarzy. Pytanie brzmi: czy w tej rundzie bramkarze będą Ruchowi dawać punkty czy raczej sprawiać, że będzie je tracił?

Jedno jest pewne - na razie Wojciech Skaba z czystym sumieniem może powiedzieć tak: "ale o co wam chodzi? Przecież także dzięki mnie mamy także trzy punkty".

Drugie też jest pewne - nie mógłby tak powiedzieć gdyby napastnicy nie zrobili co do nich należało.

PS Podoba mi się pewność siebie nowego napastnika Ruchu, którą łączy ze skromnością.

PS1 A poza tym Omega ma wreszcie wrócić tam gdzie powinna:))))

czwartek, 31 marca 2016
A teraz wreszcie czas na konkrety

Dobrze - popodniecaliśmy się, popochylaliśmy się z troską, wyartykułowaliśmy święte oburzenie dotyczące marnowania publicznych pieniędzy, wyraziliśmy współczucie biednym mieszkańcom Chorzowa (wyrazili zwłaszcza ci, którzy zarówno Ruch jak i to miasto mają serdecznie w pewnym zacienionym miejscu więc kiedy widzę tego rodzaju obłudę to zbiera mi się na wymioty) - ale już dosyć. Zostawiam sztuczne hałasowanie innym - tym dla których pojęcie wspólnej emocjonalnej własności i dbałość o lokalną tożsamość jest jedynie pustosłowiem.

Wobec dopełnienia w ostatnich dniach wszelkich niezbędnych formalności dotyczących Ruchu (w których dopełnienie nigdy nie wątpiłem, ze spokojem obserwując tych, którzy aż drżeli z tego gardłowania) stajemy wreszcie przed pytaniem na które wszyscy możemy sobie odpowiedzieć. Czas na konkrety.

Chodzi o przyszły sezon. Zanim się nad nim zastanowimy, musimy pamiętać, że Ruch będzie już w zupełnie innej sytuacji.

Jakie jest dziś najważniejsze pytanie dotyczące Ruchu, które możemy sobie zadawać?

Brzmi ono tak: co zrobić żeby w następnym sezonie drużyna była silniejsza niż dziś? Które pozycje wymagają wzmocnień a które niekoniecznie? Po prostu - trzeba zacząć myśleć o Ruchu jak o każdym normalnym klubie i można wreszcie zadawać normalne pytania. Wygląda na to, że jest na to szansa. Fajnie, że można zacząć się nad tym zastanawiać.

PS Jutro w katowickiej "Gazecie Wyborczej" potężny wywiad z Małgorzatą Mańką-Szulik. Razem z Kamilem Kwaśniewskim przepytaliśmy prezydent Zabrza o wszystko.

O przeszłość Górnika.

O teraźniejszość.

O przyszłość.

Myślę, że wyszło ciekawie. Nie pamiętam tak obszernego wywiadu z Małgorzatą Mańką-Szulik. Jeśli chcecie dowiedzieć się choćby czy prezydent sprzeda Górnika, kiedy powstanie czwarta trybuna albo co zrobi miasto jeśli Górnik - odpukać - spadnie - serdecznie zapraszam.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 28 lutego 2016
Chamstwo w Warszawie

Legia nie wygrałaby z Ruchem na Łazienkowskiej gdyby nie sędziowie. Być może nawet by przegrała. Oczywiście daleki jestem od nazywania arbitrów tego meczu złodziejami. To tylko nieudacznicy.

Sędziowie nie zauważyli, że przy pierwszym golu dla Legii Nikolić był na ewidentnym spalonym i uznali, że padł prawidłowo.

Potem nie zauważyli, że tuż przed przerwą obrońca Hlousek podczas pogoni za piłką znokautował łokciem w polu karnym Kamila Mazka i rozwalił mu fragment twarzy. Ten zawodnik nie patyczkuje się w takich sytuacjach o czym zdążył się także przekonać w innym starciu choćby Matus Putnocky.

Gdyby sędziowie zauważyli i odgwizdali tamten ewidentny faul na Mazku, musieliby podyktować rzut karny, a wtedy Ruch miałby ogromną szansę na gola. Poza tym Hlousek powinien zejść z czerwoną kartką. A to przecież właśnie on po przerwie zdobył drugą bramkę dla gospodarzy...

A więc - co było do udowodnienia - do przerwy zamiast 1:0 mogło (czy też „powinno”) być 0:1. Załóżmy więc, że na odpoczynek Ruch schodzi z prowadzeniem i przewagą liczebną jednego zawodnika. Jak sądzicie - jak dalej potoczyłby się ten mecz?

Oczywiście nie ma co płakać. Słabi sędziowie się zdarzają. Trzeba grać dalej. No i uczyć się od Legii tego stylu. Trzeba ostro i agresywnie, czasem brutalnie. Gospodarze faulowali aż 24 razy a goście ponad dwukrotnie mniej - 11. Przypominam: obie drużyny schodziły po meczu w pełnym składzie. Brutalność w polskiej lidze może więc dużo dać, zwłaszcza kiedy sędziowie na nią pozwalają. Być może trzeba o tym pamiętać?

Wygląda na to, że opłacają się faule, zwłaszcza podczas starć w powietrzu. Tyle, że - choćby w środku pola - na razie piłkarzy Ruchu na taki styl chyba nie stać, mają gorsze warunki fizyczne od legionistów.

Jeszcze jedno: gdyby mecz zakończył się wynikiem 0:0. Legia tylko zrównałaby się z Piastem punktami w tabeli.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

środa, 20 stycznia 2016
Probierz Ruchu

Ostatnie dni przyniosły dwie niepokojące informacje na temat Ruchu Chorzów. Pierwsza dotyczy długów wobec UEFA, a druga zakazu transferowego. Wojtek Todur wyjaśnia jednak dosyć precyzyjnie dlaczego wieści o wielkich problemach czy wręcz paraliżu chorzowskiej drużyny są przesadzone.

Dla mnie osobiście miernikiem obecnej sytuacji Ruchu będą dalsze losy Mariusza Stępińskiego. Wojtek jako pierwszy donosił, że Stępińskiego bardzo chce drużyna z Poznania. "Gazecie w Katowicach" nie chciano wtedy wierzyć. Propozycja została ponowiona, w grę wchodzi kilkaset tysięcy euro. Trudno ukrywać, że w naszych śląskich realiach to pieniądze od których może zakręcić się w głowie. Wobec sytuacji Ruchu - punktowej i kadrowej dalszy los tego piłkarza będzie idealnym probierzem kondycji chorzowskiego klubu.

Jeśli Stępiński zostanie - Ruch jednoznacznie da wszystkim do zrozumienia, że priorytetem jest pierwsza drużyna i jej pozycja w lidze. Jeśli odejdzie - wiadomo, że priorytetem będą pieniądze. Wiadomo, że bez pieniędzy nie ma nic i trudno obrażać się na rzeczywistość. Chodzi jednak o to żebyśmy wszyscy zdali sobie sprawę czy bez solidnych pieniędzy za Stępińskiego mogłoby nie być na Cichej nic. Chodzi o to żeby wiedzieć czy Ruch na odrzucenie takiej propozycji może sobie w ogóle pozwolić i czy bez nich jest w stanie normalnie funkcjonować.

Odrzucenie propozycji poznaniaków byłoby posunięciem symbolicznym: świadczyłoby o tym, że Ruch nie ma noża na gardle i jest w sytuacji kiedy może a nie musi. 

Chciałbym żeby Ruch nie musiał. Bo kiedy klub nie musi oznacza to, że jego organizacja, finanse i planowanie są pod pełną kontrolą.

PS Żywię ogromną nadzieję, że Gianni Infantino - choć ma wielką ochotę - nigdy nie zostanie prezydentem FIFA. Dlatego, że jego zapał do zmieniania formatu mistrzostw świata mnie przeraża. 40 drużyn w finałach to szaleństwo. Turniej z udziałem 32 drużyn wydaje się optymalny. Poza tym jest wygodny i przejrzysty: 32>16>8>4>2>mistrz. Jak zorganizować to przy czterdziestce uczestników? 

40>20>10>5 i co dalej? Bo chyba nie: 40>32>16 etc. albo 40>24>16 etc? Tak wspaniałe mundiale w latach osiemdziesiątych nie były wspaniałe dlatego, że uczestniczyły w nich 24 drużyny lecz mimo tego! Podział ćwierćfinałowych grup na trójki był chybiony, tak samo jak wyjście z grupy czasem trzech a czasem dwóch drużyn. Większy turniej, większe obroty, większe zarobki... Nie dajmy się zwariować.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
Archiwum