piątek, 09 czerwca 2017
Mariusz Klimek myśli o Śląsku. Ale Wrocław

Rozmawiałem dziś z Mariuszem Klimkiem, bo usłyszałem plotkę o jego zainteresowaniu Śląskiem Wrocław. Dla tego biznesmena zawsze będę miał mnóstwo szacunku - z prostego powodu. Nie znam bowiem nikogo kto w polskim futbolu z własnej kieszeni dałby tyle milionów ile wyłożył on by spłacić cudze długi. Milionów! To dzięki niemu Ruch Chorzów złapał kiedyś nowy oddech.

Wygląda na to, że Mariusz Klimek wsiąkł w futbol. Właśnie przyjął zaproszenie do jednej z grup biznesowych, która chciałaby przejąć Śląsk Wrocław. Oczywiście to kto przejmie ten klub nie jest jeszcze w ogóle przesądzone, ofert jest przecież kilka.

- Wiem co zrobić żeby we Wrocławiu i okolicach nastała moda na Śląsk. Wiem jak zbudować sportowe podwaliny pod przyszły sukces - mówi Klimek.

Żałuję, że nie decyduje się na dalsze działanie na Górnym Śląsku. Ale pamiętając przeszłość i tak życzę mu wszystkiego najlepszego.

piątek, 02 czerwca 2017
Kurtyna niebieska

Przykro było dziś żegnać Ruch w ekstraklasie.

Przykro było rozmawiać na stadionie przy stanie 0:2 z Eugeniuszem Lerchem, który strzelał dla chorzowian bramki w jego najlepszych latach. Czułem rozżalenie Mistrza.

Przykro, że właściwie nie wiadomo co będzie dalej. Kilka lat temu obowiązywało hasło: piętnasta gwiazdka na stulecie. Niedawno Antoni Piechniczek stwierdził, że na stulecie niech przynajmniej będzie obecność wśród najlepszych. Jednak czy dziś - zaraz po tak nieszczęsnym meczu jak ten pożegnalny - nadużyciem będzie wątpić nawet w tę skromniejszą wersję?

Przykro, że dla tylu ludzi mieniących się kibicami Ruchu ten mecz był tylko okazją do zademonstrowania jakichś debilnych działań: rzucania rac i palenia flag rywala zza miedzy. Teraz za tą miedzą śmieją się, że ważniejsza dla niektórych "kibiców" z Cichej była GieKSa niż godne żegnanie się z ligą. Nigdy czegoś takiego nie zrozumiem. To jest tak głupie, że aż niewiarygodne. Bez sensu.

Życzę wszystkim normalnym żebyśmy zobaczyli jeszcze Ruch w ekstraklasie. Nie na przekór komukolwiek choć wiadomo, że teraz kmiotki będą się cieszyć, bo to oczywiste, że kluby z tradycją budzą zawiść. Ruch tego właśnie doświadcza. 

Niemniej ostatnie dziesięć lat w ekstraklasie były w wykonaniu Ruchu niecodzienne. Za nie dziękuję. Czy ktoś kiedyś jeździł na rollercoasterze w ten sposób w polskiej lidze? Było wiele wspaniałych momentów, puchary, a nawet mistrzostwo Polski (co prawda tylko 6 maja 2012 roku przez godzinę - między 17.18 a 18.18 czyli bramką Arkadiusza Piecha w Chorzowie  i bramką Roka Elsnera w Krakowie, Ruch Chorzów był mistrzem Polski. Było też wiele słabych, choć nigdy nie kończyło się to katastrofą. 

Aż do teraz.

Nie chcę się żegnać z tym klubem w tej lidze. Ale naprawdę nie wiem kiedy znowu się przywitam. I gdzie...

PS Dobrze, że jest Omega. Kiedyś więc będzie jeszcze przepięknie.

Musi.

wtorek, 30 maja 2017
Popieram Antoniego Piechniczka

Odwiedziłem selekcjonera w Wiśle, porozmawialiśmy o obecnej sytuacji w Ruchu [możecie przeczytać - TUTAJ]. Antoni Piechniczek jest rozgoryczony i ja mu się wcale nie dziwię.

Zwracam uwagę na jeden charakterystyczny moment jego wypowiedzi. 

Cytuję: "Gdybym to ja, nawet w wieku jakim obecnie jestem, siedział na ławce trenerskiej to sprawiłbym, że ten mecz zostałby przerwany. Po prostu skoczyłbym na boisko do sędziego i tak bym mu naurągał, że by mnie służba porządkowa musiała wynieść!"

Niektórzy pewnie oburzą się na te słowa. Ja je oczywiście całkowicie popieram. Żyjemy bowiem w czasach kiedy uwikłanie w procedury, przepisy, regulaminy sprawia, że człowiek często czuje się jak ryba w sieci i nic nie może zrobić, choć wie, że ma moralną rację.

Takie zachowanie jest wyrazem rozpaczy w momencie kiedy trzeba ją wyrazić a nie da się inaczej. Jest też dobrym sposobem zwrócenia uwagi na draństwo jakie się dzieje.

Zawsze tak było. Tylko cynicy nie dostrzegą różnicy między słuszną wściekłością a zimną chęcią wykorzystania okazji do obalenia ancien regime'u.

niedziela, 28 maja 2017
Czekam na oficjalną wypowiedź Zbigniewa Bońka

Jestem zdumiony.

Pierwszy raz w historii polskiej piłki nożnej jakaś drużyna spadła z najwyższej klasy rozgrywkowej po celowym wbiciu piłki ręką do bramki a najwyższe krajowe władze futbolowe ciągle milczą.

Od Zbigniewa Bońka, jako szefa PZPN i najważniejszej obecnie osoby w polskim futbolu oczekiwałbym jednak oficjalnego stanowiska. Oczywiście nie chodzi mi o stanowisko w kwestii karania sędziów czy strzelca. To w całej tej historii sprawa wręcz drugorzędna. Chodzi mi raczej o wyjaśnienie czy PZPN zamierza jakoś naprawić tę sytuację* i zadośćuczynić pokrzywdzonemu. To pokrzywdzony - czyli Ruch - jest teraz najważniejszy.

Oczekiwałbym specjalnie zwołanej konferencji prasowej w tej sprawie jeszcze w weekend, bo przypominam, że chodzi o wydarzenie bezprecedensowe w historii naszego futbolu.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że Ruch spada z ekstraklasy tylko i wyłącznie z jednego powodu: oto sędzia uznaje bowiem bramkę, której w żadnym wypadku nie powinien był uznać. Przypominam - nie chodzi o gola po dyskusyjnym spalonym czy wątpliwym faulu jakie w ferworze zdarzają się dość często. Chodzi o zagranie doprawdy skandaliczne, o gola, który padł po celowym wbiciu piłki ręką do bramki. Należy to wyraźnie podkreślać: nie ma innych powodów dla których Ruchowi w sobotę przytrafia się degradacja. Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że wygrałby mecz z Gdyni.  A wówczas w ostatniej kolejce jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć łącznie z wersją, że chorzowianie w ostatniej chwili nie dali się na boisku zdegradować.

Ruch nie miał ostatnio dobrej opinii, to wiemy wszyscy. Kłopoty finansowe, zawirowania z licencją itd. nie sprzyjały w budowaniu sympatii u tzw. postronnego widza. Jednak oczywiste jest, że nie powinno mieć to żadnego wpływu na sportowy sposób wyłaniania spadkowiczów.

No chyba, że władze polskiej piłki hołdują stalinowskiej zasadzie "dajcie człowieka a znajdzie się paragraf". Jeśli nie uwalimy cię tak, to inaczej. W to oczywiście nie wierzę i przy okazji wyrażam szczerą nadzieję, że prokurator Andriej Wyszyński nie jest patronem decydentów naszego futbolu. 

*serdecznie proszę nie dręczyć mnie bełkotem w stylu "a co ma do tego Boniek"

PS Już po opublikowaniu tego wpisu widzę, że Zbigniew Boniek zabrał głos na Twitterze.

"Piłkarzom i kibicom Ruchu życzę szybkiego powrotu do Esa,niech nie myślą ze spadli przez Sedziów ,Siemaszkę czy PZPN,szkoda!"

Na razie nie będę komentował treści merytorycznej tego twitta, ciągle czekam bowiem na oficjalne stanowisko prezesa PZPN.

sobota, 27 maja 2017
Serdeczne pozdrowienia dla Rafała Siemaszki

Piłkarze często powtarzają, że nie analizują ligowej tabeli. Postępowanie Rafała Siemaszki jest tego dobitnym przykładem.

Napastnik Arki Gdynia w meczu z Ruchem strzelił gola ręką i nie był to przypadek. Obiecałem sobie, że jeśli zdobędzie w tym meczu jeszcze jedną bramkę, po minięciu sześciu piłkarzy Ruchu, nie padnie z mojej klawiatury słowo skargi. A jednak, o dziwo, bo to świetny piłkarz, nie dał rady...

Siemaszko nie analizuje tabeli więc pewnie nie wie, że w ostatniej kolejce Ruch gra z Łęczną u siebie. 

Oczywiście byłoby to co najmniej niesmaczne gdyby niebiescy odpuścili ten mecz i wzbudziłoby zrozumiałe oburzenie. Ale gdyby jednak Ruch z Łęczną przegrał, co jest przecież możliwe, Arka - żeby się utrzymać - musiałaby wygrać na wyjeździe z Lubinem, który właśnie udowodnił, że obce mu są problemy innych, bijąc bezlitośnie Łęczną. Nie będzie to więc dla gdynian łatwe zadanie.

Być może Arka się utrzyma, być może nie. Ciekawi mnie jednak czy po ostatniej kolejce Rafał Siemaszko otrzyma pocztówkę o treści: "Serdeczne pozdrowienia z Chorzowa z życzeniami dalszej udanej kariery popartej wieloma wspaniałymi bramkami". Myślicie, że otrzyma?

PS Wątek Siemaszki to oczywiście tylko znaczący, ale jednak epizod w kontekście tragedii Ruchu. W tym klubie zdarzyło się wiele złego. Nie mogę jednak napisać, że to zasłużony spadek. W zasłużony sposób spada się kiedy zdobywa się w sezonie najmniej punktów. Ruch wcale nie zdobył ich najmniej. Spada przecież przez pozaboiskowe decyzje. To zdanie polega na prawdzie. 

PS1 W poniedziałek przyjeżdża Ruud Gullit. Szkoda, że spotkanie z nim w stolicy a nie na Górnym Śląsku. Przecież najlepszy mecz w Polsce ten facet rozegrał jednak w Zabrzu. Byłem, widziałem, podziwiałem... Do dziś to mój ulubiony zawodnik.

niedziela, 19 lutego 2017
Pewność zamiast przekonania

Zgodnie z oczekiwaniami Ruch ograł Legię w Warszawie. To żadna niespodzianka, przynajmniej dla mnie, w Polsce wyraźna hegemonia jednego klubu nad innymi wynikająca z działań systemowych to bowiem ciągle bajka mocowana jedynie przez marzenia dziennikarzy kibicujących tej drużynie. Legia sobie, przypuszczam, poradzi, zapewne nawet awansuje w tym sezonie do pucharów. Obiektywny obserwator musi również zauważyć, że dziś rzeczywiście starała się, walczyła, szarpała do samego końca i dlatego za ambicję należą się jej słowa uznania. Jednak przegrać z lepszym to naprawdę nie wstyd. Warszawiacy nie muszą się więc wstydzić tej porażki.

Dla Legii ten mecz nie był jednak tak istotny - trzeba to przyznać - jak dla Ruchu. Dla chorzowian dzisiejszy wynik to przecież świetna wiadomość, ale i sygnał dla innych. Mogło być do zera, ale nie ma co marudzić, bo wynik i tak zacny.

Widać jak na dłoni: w tej lidze nie ma przeciwnika, z którym nie dałoby się wygrać. Ruch w tym składzie personalnym jest w stanie osiągnąć wyśniony cel czyli czternaste miejsce w lidze - nawet mimo skandalicznego zabierania punktów. Ten mecz sprawia, że piłkarze już nie tylko w to wierzą. Oni już o tym... wiedzą! Nie muszą mieć już tylko przekonania, mogą mieć już pewność, że ten cel da się osiągnąć.

I to dziś było najważniejsze. 

PS Legia to całkiem duży klub więc nic dziwnego kibicuje mu także ichniejszy lumpenproletariat. Tak się składa, że lumpenproletariat zawsze kibicuje przecież największym... Od niektórych przedstawicieli owej warstwy społecznej (tych, którzy nie dostali ode mnie jeszcze za typowe lumpenproletariackie chamstwo bana na twitterze) dostałem przed meczem pozdrowienia pod hasłem "Legia rucha Rucha".

Nie za bardzo wiem o co im chodziło, ale i tak życzę im wszystkiego dobrego. Ja szanuję Legię, bo walczyła dziś do samego końca i opłaciło się: stać ją było nawet na honorową bramkę. Za to należą się brawa.

Biję więc brawo.

piątek, 10 lutego 2017
Słuchaj Ruchu

Masz do skrzydeł

przywiązaną złotą rybę

Jeśli ty odfruniesz

serce jej przestanie bić

Słuchaj Ruchu,

W klatce nie jest ci najgorzej

Źle jest wtedy

Kiedy nie chce się już żyć

 

PS Chodzi o to

By niebieskie

mnie kusiły często drzwi

poniedziałek, 19 grudnia 2016
Czy Zbigniew Boniek był na Gwiezdnych Wojnach

Śmiać mi się chce. Werdykt w sprawie Ruchu zostanie przez niektórych przyjęty tak, że klub jest winny, bo są minusowe punkty. Ale jeśli przyjrzycie się werdyktowi - to oczywista bzdura.

W dzisiejszym obszernym komunikacie Komisji Licencyjnej dotyczącej chorzowskiego Ruchu zwracają moją uwagę przede wszystkim dwa zdania. Brzmią one następująco:

a) Ruch Chorzów udowodnił, że odmienna od prezentowanej przez Komisję interpretacja punktu 10.2.2 Podręcznika nie miała charakteru oszustwa

b) naruszenie przepisów zobowiązujących Ruch do wykazania zadłużenia Fundacji w dokumentacji licencyjnej nie miało charakteru umyślnego.

Oznacza to, że wszyscy, którzy oskarżali Ruch o OSZUSTWO przed wydaniem wyroku powinni teraz uprzejmie przeprosić i liczyć, że klub nie poda ich do sądu o zniesławienie. Przecież właśnie o to przede wszystkim toczyły się boje: że ludzie w Chorzowie są oszustami. Niektórzy pewni siebie "dziennikarze" ogłosili to jeszcze przed zakończeniem postępowania. Przypominam tytuły: "Ruch przez lata ZATAJAŁ długi przed PZPN". Słowo "zatajał" sugeruje działanie intencjonalne. Werdykt Komisji Licencyjnej świadczy, że działania intencjonalnego nie było. Czy teraz, kiedy okazało się, że to nieprawda, niektórzy zachowają się z klasą czy raczej jak zwykli szmaciarze?

Czy powiedzą/napiszą, że przepraszają za przedwczesne insynuacje? Że jest im przykro? Że ich poniosło? Nie sądzę, choć chciałbym się mylić. Zapewne nawet na ten temat nie zakwikną, oczywiście będzie cicho - tak jakby nikt nigdy nie oskarżał Ruchu Chorzów o oszustwo. Ba, zapewne odtrąbią zwycięstwo, triumfalnie ogłaszając, że skoro są jednak minusowe punkty to Ruch jest oczywiście winny.

Ale zważcie: ogłaszane zawczasu przy dźwiękach werbli rzekome ogromne rozmiary kar od których zachłysnęłaby się nawet Barcelona, okazały się nie mającą nic wspólnego z rzeczywistością, pełną pustosłowia szarżą. Klub miano spuścić do niższej ligi, odebrać dziesiątki punktów, nie tylko w tym także w przyszłym sezonie itd. Generalnie miało być posprzątane! A tymczasem?

Osobiście uważam, że Ruch powinien wyjść z tego starcia w ogóle bez strat własnych, czyli bez żadnych minusowych punktów. Rozumiem jednak, że druga strona za wszelką cenę chciała zachować twarz.

Ostatecznie Ruchowi - co i tak uważam za wielką niesprawiedliwośćodebrano 8 punktów, z zastrzeżeniem, że cztery z nich nie zostaną odjęte, jeśli fundacja do końca stycznia spłaci zaległości finansowe wobec piłkarzy. Można więc z dużym prawdopodobieństwem już założyć, że Ruch ostatecznie straci jedynie cztery punkty czyli po podziale - dwa. Z kolei przy takim założeniu można już wierzyć, że z tymi piłkarzami i z tym trenerem klub obroni ekstraklasowy byt. To jest całkiem dobry na polskie warunki zespół. Na szczęście wiosną będzie miał szansę to udowodnić.

Moim zdaniem najbardziej sprawiedliwym wyrokiem byłby całkowity brak kary. Ruch reguluje zobowiązania, na ile może. Nie może naraz, ale należne pieniądze generalnie ciągle skapują tam gdzie powinny. Oczywiście idealnie byłoby gdyby długów nie było, ale prawda jest taka, że są. Ruch jednak je spłaca.

                                                ***

Na koniec jeszcze jedno (last but not least):

W każdym cywilizowanym kraju nie ogłasza się decyzji sądów, trybunałów, komisji zanim same tego nie ogłoszą.

Tymczasem Zbigniew Boniek dziś zatwittował:

"Sami się karze poddali, czyli wiedzą ,ze kręcą i manipulują, później coś o jakiej zemście mówi. Mali ludzie, szkoda kibiców i piłkarzy:-))"

Zdumiało mnie, że prezes PZPN zatwittował w momencie kiedy nie ogłoszono jeszcze werdyktu Komisji Licencyjnej. Ba, było to w momencie kiedy posiedzenie Komisji jeszcze trwało! Już abstrahuję od założenia, że jakiej niby karze Ruch Chorzów miał się poddać skoro nie była jeszcze ustalona? Skąd Zbigniew Boniek miałby to wiedzieć? Ciekaw jestem jak Krzysztof Sachs skomentowałby ten sympatyczny tweet prezesa PZPN...

Żeby było jasne: tak naprawdę nie chce mi się wierzyć, żeby te słowa prezesa dotyczyły Ruchu Chorzów. Poważnie! Przypuszczam, że pan Boniek napisał te słowa rozemocjonowany kinowym seansem najnowszych "Gwiezdnych Wojen". Moim zdaniem tak bywały w świecie i inteligentny człowiek nie pozwoliłby sobie na coś tak dyskwalifikującego. Kto przecież skacze na główkę do pustego basenu?

PS A zakaz transferów to już jakaś kompletna farsa:)))) Znów chodzi o sprawy sprzed lat... Ruch dostał od PZPN-u papier, że wszystko spłacił, a wcześniej przecież wydał miliony na pokrycie zobowiązań poprzednich właścicieli (co nie o każdym - jak doskonale wiecie - w tej ekstraklasie można powiedzieć) i teraz jakiś kolo przywala mu karę. Spokojnie: proponuję podchodzić do tej decyzji beznamiętnie i zaczekać do momentu aż rzeczywiście zostanie wyegzekwowana... Już żeśmy to przerabiali nieraz i nie dwa, prawda? 

poniedziałek, 12 grudnia 2016
Dziwne ruchy

Wybuchła afera związana z chorzowskim Ruchem.

Wypada rozpocząć od podstawowej i NAJWAŻNIEJSZEJ konstatacji: pacta sunt servanta więc chorzowski klub musi wreszcie kiedyś - co oczywiste - wypłacić wszystkie należności piłkarzom. Tak nakazują wyroki sądów, ale tak nakazuje również moralność. Nawet nie ma co o tym w ogóle dyskutować.

Niemniej - przy okazji - niektóre, być może mało uchwytne fakty zmuszają do przystanięcia. Zastanowienie się nad nimi może pozwolić złapać tło całości.

Przede wszystkim apeluję żeby zaczekać na końcowe ostateczne decyzje organów władnych w tej sprawie: 

a) jeśli wszystkie informacje ujawnione przez portal "Weszło"* w przedstawionym świetle potwierdzą się, Ruch czeka zapewne kara. Zdumiewa mnie jednak, że po pierwsze: ujawniając fakty nie próbowano zapytać o zdanie przedstawicieli klubu (nie zauważyłem formułki stosowanej kiedy próbuje zdobyć się informacje od flekowanej strony zakończonej odmową komentarza). Po drugie dziwię się, że sprawę przed jej zakończeniem już komentuje kierownik działu licencji i dyrektor departamentu rozgrywek krajowych PZPN, a więc szef istotnych instytucji dla których decyzja o karze ma znaczenie. Mało tego: sugeruje nawet możliwy rodzaj kary. Czy to nie skłania do refleksji, że podejrzanemu wymierza się karę jeszcze przed ogłoszeniem wyroku? Nie pamiętam żeby tak ostatnio robiło - może było tak w pierwszej połowie lat 50.?

Na obecną chwilę wygląda to tak, że przedstawicieli Ruchu zlinczowano zanim jeszcze cokolwiek zdołali z siebie wydusić. Komuna pełną gębą. Poczekajmy jak to przedstawią od własnej strony. A może linczujący popełniają błąd? Może okaże się jeszcze, że Ruch ma coś w zanadrzu na obronę? Nie wiem.

b) Ciekawe kto kogo poinformował o aferze? Zastanawiam się: portal Komisję Licencyjną czy raczej Komisja Licencyjna portal? Spytacie - ale czy to w ogóle ważne? Najważniejsze, że wyszło. Ale moim zdaniem jednak ta informacja jest ważna. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że portal wykonał godną podziwu pracę dziennikarzy śledczych i to dzięki jego własnym informacjom do boju ruszyła stojąca na straży praw Komisja Licencyjna. Już jednak lada moment posiedzenie w sprawie więc raczej oczywiste, że to niemożliwa ścieżka: to jednak Komisja Licencyjna (lub ktoś spoza Komisji, kogo dopuszcza ona do swoich ustaleń a więc bierze za to odpowiedzialność) poinformowała zaprzyjaźniony portal.

Informacja wypływa jeszcze zanim sprawę sfinalizowała Komisja. Czy to codzienność dotycząca spraw, którymi się zajmuje? Powiecie, że screeny dokumentów podesłał któryś z byłych pracowników klubu. Ale w kontekście dat wyroków zasądzających wypłaty dlaczego miałby to zrobić dopiero teraz, już w przeddzień wyjścia sprawy na światło dzienne?

Nie jest więc moim zdaniem prawdą, że portal coś ujawnia dzięki warsztatowi używanemu przez dziennikarzy śledczych. Portal wyprzedza inne media w kontrolowany sposób przy okazji sprawiając wrażenie, że ujawnia niespodziewaną aferę. Aferę, która lada moment i tak - powtarzam - ujrzałaby światło dzienne.

c) sposób pisania tekstów w  zaprzyjaźnionym z PZPN portalu pozwala na charakterystyczną praktykę - tam nie oddziela się informacji od komentarza więc od razu można informację skomentować tworząc jeden tekst co u mniej wyrobionych czytelników może powodować wrażenie, że komentarz jest częścią informacji czyli właściwie sam jest informacją. Dlaczego daje to do myślenia?

Cytat z tekstu:

"Sytuacja jest o tyle szczególna, że Komisja Licencyjna gra o swoją reputację. Jeśli nie zareaguje z niezwykłą stanowczością, okaże się, że jej przepisy można kreatywnie obchodzić i nie niesie to za sobą żadnych poważniejszych konsekwencji. Mówiąc krótko – KL stoi pod ścianą, bo albo będzie to dla niej moment, w którym umocni swoją pozycję, albo stanie się bardziej kółkiem dyskusyjnym. A dobrze wiemy, że w tym gremium zasiadają zbyt poważni lidzie by chcieli przekształcić się w kółko dyskusyjne..."

Sprytny manewr: to ewidentne sugerowanie co powinno się stać czyli nacisk na niezależną komisję. Jak myślicie: czy komisja ma coś przeciwko takiemu naciskowi...

d) mocno, bardzo mocno żenuje mnie parszywa radość z tego co przytrafia się Ruchowi i jej kibicom. To obrzydliwe. Szczególną przykrość sprawiają mi tego rodzaju odgłosy  z Górnego Śląska. Doskonale rozumiem, że można kibicować przeciw jakiejś drużynie. Nie rozumiem już jednak jak można życzyć jej upadku. No chyba, że tylko udaje się zainteresowanie futbolem albo zainteresowanie pisaniem o futbolu...

PS W żadnej mierze nie będzie mi przeszkadzać, że "według Czady to spisek". Najwyżej się uśmieję.

PS1 Być może - ale tego nie przesądzam - słowo "spisek" wróci jeszcze w innym kontekście. Pamiętacie ze szkoły sprzysiężenie Katyliny z 63 p.n.e.? Okazuje się że to klasyczny przykład dylematu interpretacyjnego. Nie warto patrzeć na wszystko z jednej strony:)

*pierwotnie nazwy "Weszło" nie było w tym wpisie. Przepraszam za paskudną zagrywkę, chciałem sprawdzić dla kogo konkretnie to będzie najważniejszy element tego tekstu. 

sobota, 26 listopada 2016
Dlaczego Waldemar Fornalik złapał się za głowę

Byłem dziś na meczu Ruchu. Znów przekonałem się, że trenerzy bardzo często wiedzą co stanie się za chwilę.

W 44. minucie sędzia podyktował rzut wolny dla Jagiellonii. Waldemar Fornalik złapał się wówczas za głowę. Zaraz potem do piłki podszedł Konstantin Vassiljev i z ponad 20 metrów przywalił tak, że nie było co zbierać.

Ciekawiło mnie dlaczego trener tak zareagował. Chciałem się upewnić więc spytałem go o to po meczu. Nie pomyliłem się: Waldemar Fornalik przeczuwał co się stanie. - Jarek Niezgoda zupełnie niepotrzebnie sfaulował wtedy rywala w niegroźnej sytuacji. Wszyscy wiemy jak strzela z rzutów wolnych Vassiljev więc uczulaliśmy chłopaków żeby nie popełniali takich błędów - przyznał.

W tym miejscu należy wspomnieć o jednej ważnej okoliczności. Trener Ruchu MUSI kojarzyć charakterystyczną umiejętność Vassiljeva wcale nie od dziś a już od ponad czterech lat...

15 sierpnia 2012 roku Waldemar Fornalik debiutował jako selekcjoner reprezentacji Polski podczas towarzyskiego meczu z Estonią w Tallinie. Wydawało się, że spotkanie zakończy się bezbramkowym wynikiem, ale w ostatniej minucie sędzia zarządził rzut wolny dla gospodarzy. I wiecie kto podszedł go wyegzekwować? Zawodnik wówczas w ogóle w Polsce nieznany...


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Archiwum