niedziela, 29 listopada 2015
Miłości tu nie będzie

Byłem dziś na meczu Zagłębia Sosnowiec z GKS-em Katowice. Warto było to zobaczyć. Dramatyczne spotkanie, ostatnie dziesięć minut to wręcz wulkan emocji. Siedem minut przed końcem goście zdobywają pierwszą bramkę w tym meczu a mimo to jednak przegrywają! O tym spotkaniu w Sosnowcu (bo nie w Katowicach) będzie pamiętać się latami. Cóż - GKS nauczony pokory...

Mało kto zdaje sobie sprawę, że historia zatoczyła wielkie koło. Zagłębie mogło mieć wielki kompleks GieKSy jeśli zdamy sobie sprawę, że ostatni raz w meczu ligowym u siebie było lepsze od Katowic aż... 31 lat temu!

8 września 1984 roku Zagłębie też pokonało GKS 2:1 mimo że też przegrywało 0:1! Poziom był wyższy niż dziś, grano jeszcze w ekstraklasie. Tamten mecz oglądało 12 tysięcy ludzi (w tym 250 kibiców gości). Gości na prowadzenie wyprowadził znany i lubiany Marek Biegun (grający jeszcze na pozycji napastnika), wyrównał Wyrobek, a złotą bramkę dla gospodarzy strzelił w 84 minucie Krawiec. W Zagłębiu grali wtedy m.in. Karol Kordysz (dziś uhonorowany pamiątkową koszulką) i Jan Urban. W GieKSie - Franek Sput, Mirosław Kubisztal, Krzysztof Zając, Jerzy Kapias... Co za piękne czasy!

Zagłębiu należą się oklaski za to, że potrafiło się przełamać, bo prawie całe spotkanie było gorsze od gości, którzy generalnie grali składniej i długo wydawało się, że mecz mają pod kontrolą. Ale właśnie za to kochamy piłkę nożną, że tylko w tej dyscyplinie zespołowej potrafią wygrać drużyny, które w meczu spisują się słabiej niż rywal. Wpływ na zwycięstwo na pewno miała zmiana dokonana w przerwie przez trenerów gospodarzy. Zszedł napastnik, wszedł obrońca... Niby jedna zmiana, ale sprawiła potężne przetasowania w drużynie Zagłębia, zawodnik wypchnięty przez zmiennika na inną pozycję, wypychał z kolei kolegę na jeszcze inną, jak stwierdził Artur Derbin było "jak w dominie". 

Dziś nie podobało mi się właściwie tylko jedno. Otóż mierziło mnie, że w końcówce cała kryta lżyła gości. Od trybuny otwartej nie wymagam savoir-vivre'u; wiadomo, że tam zbiera się najbardziej radykalny element. Ale od ludzi, którzy są w stanie trochę więcej zapłacić za bilety można oczekiwać minimum, powtarzam, minimum kultury. Zdaję sobie sprawę, że piłkarze gości zbyt ostentacyjnie cieszyli się po bramce, ale czy to może być usprawiedliwieniem dla faktu, że nawet kobiety śpiewały o "jebaniu GieKSy"? Jak to jest, że na co dzień ludzie z tych miast znają się i nawet lubią a na stadionie jest już miejsce tylko na czystą nienawiść? Miłości tu na pewno nie będzie. Przez dziesięciolecia...

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Wróżba Czadobloga. Awansuje Zagłębie Sosnowiec

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice i bardzo się rozczarowałem. W tym roku kalendarzowym to niestety norma. W 2015 roku widziałem trzy mecze na Bukowej. Bilans: 0 zwycięstw GieKSy, 0 remisów, 3 porażki, bilans bramkowy 0:7.

Mecz jak mecz, ale przygnębiło mnie, że piłkarze z Katowic w spotkaniu z Miedzią Legnica właściwie nie wiedzieli co mają robić na boisku. Moim zdaniem na boisku panował chaos, bynajmniej nie kontrolowany. Najbardziej przykre jest to, że w tej drużynie nie widać nie tylko lidera ale nawet... ćwierćlidera. Nie ma w tej chwili w GieKSie piłkarza, który albo potrafiłby krzyknąć na kolegów albo pociągnął za sobą przyzwoitymi, czysto piłkarskimi umiejętnościami. Dlatego pomysł z Bartoszem Iwanem, który właśnie rozwiązał kontrakt z Górnikiem Zabrze i mógłby trafić do GieKSy uważam za bardzo dobry. Pamiętam Iwana w GieKSie z lat 2008-09. Był wtedy zdecydowanie najlepszym piłkarzem tamtej drużyny, robił różnicę. Teraz, po odejściu Pitrego, mógłby tej drużynie pomóc i znów zrobić różnicę. To wciąż dobry zawodnik. W tej lidze mógłby być jeszcze gwiazdą.

A jest o co walczyć, bo wydaje mi się, że z roku na rok pierwsza liga jest ciągle słabsza. Przypuszczałem, że słabsza niż w zeszłym sezonie już nie będzie, ale w teraz bije moim zdaniem rekordy nieudolności. Nie pamiętam tak słabego zaplecza ekstraklasy a przecież oglądam je na własne oczy od trzydziestu lat. Dlatego GieKSa powinna to zjawisko - mimo stanu w którym się obecnie znajduje - wykorzystać. Naprawdę może powalczyć o drugie, premiowane awansem miejsce.

Pierwsze zajmie bowiem moim zdaniem - jeśli nie nastąpi jakiś kataklizm - Zagłębie Sosnowiec. Ten zespół rozpędza się coraz bardziej choć z nieoczekiwanych przyczyn pojawił się u nich problem z napastnikami. To może pokrzyżować im szyki.

PS Zdecydowałem już jaka będzie treść post scriptum kiedy Omega wróci na Cichą (bo - to tak dla formalności - uważam, że powinna wrócić). Nowy PS będzie brzmiał następująco:

"A poza tym uważam, że reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski."

PS1 Byłem w sobotę w Gliwicach zobaczyć lidera.  Piast rozjechał Łęczną jak walec. Co się dzieje? Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że Piast będzie gdzie będzie a jego rywal zza miedzy Górnik będzie gdzie będzie - nie uwierzyłbym. Założyłbym się o roczną wypłatę, że to niemożliwe.

Piast to nie jest przypadkowy lider. Frapuje mnie jak ekipie z Gliwic pójdzie dalej. Teraz już wszyscy doceniają wielkość Vacka i jego kolegów. Ale czy Piast będzie jak kolarz, który samotnie ucieka 250 km i peleton łapie go przed metą? A może właśnie teraz pisze najpiękniejszy rozdział historii?

Spokojnie. Wszystkim zachłyśniętym podam dwa przygnębiające przykłady. Oto drużyny, które łapały Pana Boga za nogi nawet mocniej niż Piast teraz, a jednak w ostatecznym rozrachunku im się nie powiodło:

- Odra Opole w sezonie 1978/79 (lider po rundzie jesiennej, VI. miejsce na zakończenie sezonu);

- Górnik Wałbrzych w sezonie 1983/84 (lider po rundzie jesiennej, VI. miejsce na zakończenie sezonu).

Piast na razie o mistrzostwie półmetka może marzyć. Oczywiście Radoslav Latal podkreśla, że liczy się tylko awans do mistrzowskiej ósemki. Ale przypuszczam, że gdyby teraz powiedzieć gliwiczanom, że Piast na koniec sezonu 2015/16 zajmie szóste miejsce - byliby rozczarowani w stu procentach. 

sobota, 25 kwietnia 2015
Zagłębie Sosnowiec jest jak Niemcy

Nie przypominam sobie drugiej tak niezwykłej serii w polskiej piłce. Wybrałem się na Stadion Ludowy, bo dużo słyszałem ostatnio o cudownych zmartwychwstaniach Zagłębia Sosnowiec.

W efekcie dziś sam byłem świadkiem kolejnego cudu. Zagłębie grało z Energetykiem ROW-em Rybnik, jednym z głównych rywali do awansu i... znów zmartwychwstało.

To naprawdę było niezwykłe. Wieść o cudach się rozchodzi więc ludzi przychodzi na Stadion Ludowy coraz więcej. Dziś pojawiło się ponad cztery tysiące kibiców. Uwielbiam szał na trybunach z powodu nieoczekiwanych zdarzeń i dziś miałem okazję być świadkiem takiego szału! Zagłębie najpierw oczywiście straciło bramkę jako pierwsze, a potem długo remisowało (wspaniała indywidualna akcja Łukasza Tumicza na 1:1, w stylu rzadko spotykanym na polskich boiskach). Zwycięskiego gola gospodarze zdobyli w ostatniej, czwartej minucie przedłużonego czasu gry. Zwróćcie uwagę na grę głową Jakuba Araka (to piłkarz wypożyczony z Legii, dzień wcześniej koledzy dziennikarze z Warszawy mówili mi na Ruchu, że to największa zaleta tego piłkarza) - prawie przypomniał mi się "Ecik Janoszka". Sędzia nawet nie pozwolił wznowić gry od środka...

Wychodzi na to, że Zagłębie Sosnowiec jest jak piłkarska reprezentacja Niemiec - gra do końca. To musi być niezwykłe: poczuć na własnej skórze, że nieustępliwość do ostatniej chwili i wiara w siebie może przynosić tak spektakularne efekty.

Gadałem po meczu z Marcinem Jaroszewskim, prezesem Zagłębia. - Co tam zawał, najważniejszy jest awans! - podkreślał. Jak go znam - mówił poważnie. Zagłębie pierwszy raz w tym sezonie awansowało na pozycję lidera drugiej ligi i jest blisko celu.

Chciałbym żeby sosnowiczanie awansowali. Także dla meczów Zagłębia z GKS-em Katowice - pamiętam kilka naprawdę niezwykłych gier w tym zestawieniu, a już dawno przecież takich spotkań nie było. Oczywiście wierzę, że będzie to możliwe i że jednocześnie GKS... nie spadnie na miejsce Zagłębia. Teoretycznie jest to ciągle możliwe, tym bardziej, że katowicki zespół wpadł dziś w turbulencje po fatalnym 0:5 z Lubinem. Coś mnie tknęło - zobaczyłem na GieKSie tylko pierwszą, wyjątkowo słabą pierwszą połowę i pojechałem zobaczyć drugą połówkę na Ludowym.

Dobrze wyszedłem na tym, że wyszedłem. Po pierwsze - nie widziałem tragedii ostatnich minut na Bukowej (okazało się, że druga połowa była jeszcze gorsza). Po drugie - widziałem cud ostatnich minut na Kresowej (oba stadiony dzieli jakieś dziesięć minut samochodem). Prezes Wojciech Cygan tragedię na Bukowej widział do końca, nie miał wyjścia. W efekcie Artur Skowronek nie jest już trenerem GieKSy (rozmowę z Cyganem dlaczego doszło do takiej decyzji - przeczytacie TUTAJ).

PS Przeanalizujcie zresztą tę niezwykłą passę Zagłębia sami. Wszystko zaczęło miesiąc temu:

21 marca Zagłębie wygrywa na wyjeździe 4:3 z Limanovią (czyli Kolejarzem Stróże) mimo że po półgodzinie przegrywało 0:2;

28 marca Zagłębie wygrywa u siebie 3:1 z Rakowem Częstochowa mimo, że po kwadransie przegrywało 0:1

4 kwietnia Zagłębie remisuje na wyjeździe 2:2 z jednym z głównych rywali do awansu Rozwojem Katowice mimo że trzy minuty przed końcem przegrywa 0:2

10 kwietnia Zagłębie wygrywa u siebie 3:2 z Nadwiślanem Góra mimo że dwadzieścia minut przed końcem przegrywa 0:2, a siedem minut przed końcem 1:2

18 kwietnia Zagłębie wygrywa na wyjeździe 2:1 z Siarką Tarnobrzeg i to jedyny w tym zestawie meczów kiedy Zagłębie nie przegrywało nawet przez minutę.

No i jeszcze cud dzisiejszy. Ciekawe jak długo piłkarze Zagłębia będą w ten sposób balansować. Jeśli ma to przyciągać tłumy na mecze piłkarskie - niech trwa jak najdłużej.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

wtorek, 25 lutego 2014
Co z Zagłębiem za sześć lat? Możecie się zdziwić

Moim zdaniem jeśli wszystko potoczy się zgodnie z zamysłem władz Sosnowca, Zagłębia i Legii już wkrótce w szkółce przy Stadionie Ludowym będą chciały grać dzieci z całego województwa śląskiego. Także z Katowic, Bytomia, Chorzowa i Zabrza. Zagłębie może zassać wszystkie największe talenty w całym regionie! Bajdurzysz Czado, niby jak? - zaśmiejecie się.

No to przeczytajcie ten wpis...

Współpraca Zagłębia i Legii Warszawa trwa od zeszłego roku, byłem dziś w Sosnowcu na podpisaniu umowy, która ją wydłuża. Porozumienie sygnowali m.in. Kazimierz Górski, prezydent Sosnowca, Bogusław Leśnodorski, prezes Legii oraz Marcin Jaroszewski, prezes Zagłębia.

- Porozumienie zawarto w czerwcu 2013 roku. Umowę podpisujemy dopiero teraz, bo chcieliśmy zobaczyć jak ten projekt będzie funkcjonował. Okazuje się, że funkcjonuje jak należy, więc w myśl umowy przez sześć najbliższych lat miasto będzie go wspierać jak potrafi - mówiła Agnieszka Czechowska-Kopeć, wiceprezydent Sosnowca (wie co mówi, bo miasto jest większościowym udziałowcem Zagłębia).

- Wiadomo, że rozwój polskiej piłki zależy od szkolenia. Nasza akademia szkoli bardzo wielu piłkarzy nie dla wszystkich starcza miejsca w pierwszej drużynie. Wolimy żeby się rozwijali w miejscach na odpowiednim poziomie, u ludzi, do których mamy zaufanie - stwierdził prezes Leśnodorski.

- W Sosnowcu mamy wiele klubów sportowych, ale Zagłębie jest dla nas najważniejsze. Najbardziej zależy nam na szkoleniu, ale także na przygotowaniu drużyny zawodowej do występu na wyższym szczeblu niż dziś (Zagłębie gra obecnie w II lidze - stwierdził prezydent Górski. - Nie mamy wpływu na wyniki, ale mamy wpływ na spokój wśród piłkarzy. Dla nas, samorządu, jest ważne żeby piłkarz nie myślał o tym czy dostanie pensję w terminie. Mam przekonanie, że budujemy klub prawidłowo, klub po kroku, że nie dojdzie do sytuacji jak w kilku innych miejscach, że wycofa się główny sponsor i egzystencja klubu będzie zagrożona - dodał prezydent Sosnowca.

Co konkretnie oznacza współpraca dla Legii i Zagłębia? Oba kluby ściśle współpracują ze sobą, grupy młodzieżowe stadnie rozgrywają mecze. Utalentowani wychowankowie stołecznej akademii wzmacniają kadrę pierwszego zespołu Zagłębia. Przykład? Oba kluby podpisały właśnie umowę w sprawie 21-letniego Przemysława Mizgały. Piłkarz został wypożyczony z Legii do Zagłębia do końca obecnego sezonu. Jesienią rozegrał dziesięć spotkań w trzeciej lidze w drużynie rezerw Legii.

Ale najważniejszy jest chyba fakt, że sosnowiecki klub może korzystać z wiedzy specjalistów, którzy budowali Akademię Piłkarską Legii. - Trenuje u nas 420-450 dzieci. Zależy nam na tym, żeby zajmowali się nimi kompetentni ludzie. Fachowcy, którzy byliby specjalistami w tej dziedzinie, dokształcali się, jeździli na szkolenia - podkreśla Jarosz. I tu właśnie sosnowiecki klub ma najwięcej czerpać z doświadczeń Legii. Jest z czego, bo stołeczny klub szkoli dziś młodzież najlepiej w Polsce. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie zeszłoroczny turniej Silesia Winter Cup na Stadionie Śląskim kiedy młodzi piłkarze Legii okazali się lepsi o górnośląskich drużyn, w których występowali zawodnicy dwa-trzy lata starsi.

Czerpanie z know-how Legii może być złą wiadomość dla klubów z Górnego Śląska, bo Zagłębie nie funkcjonuje w odosobnieniu. Jeśli warunki rozwoju, które stworzy młodym piłkarzom staną się zdecydowanie najlepsze w regionie, to tylko kwestią czasu będzie, kiedy Zagłębie stanie się „klubem pierwszego wyboru” dla utalentowanych chłopaków z całego województwa! Spytałem Leśnodorskiego czy Legię interesują ich tylko najlepsi młodzi piłkarze Zagłębia czy może całego Śląska (niedawno do Legii trafił z Ruchu Tomasiewicz). Prezes Legii wyraził nadzieję, że jakość szkolenia spowoduje, że regionalizmy nie będą miały znaczenia.

Co to może oznaczać? Cóż, bajtel będzie na co dzień kibicować Ruchowi albo Górnikowi, ale swój piłkarski talent pojedzie szlifować do Zagłębia, bo tam dadzą szansę na najciekawsze treningi, a także zaoferują atrakcyjne wyjazdy na turnieje. Sosnowiecki klub chce przekonywać rodziców, że warto mu zawierzyć. Faktem jest, że obecny ośrodek szkoleniowy robi wielkie wrażenie. - Aż zazdrościmy go Sosnowcowi - przyznał prezes Legii.

Może zdarzyć się, że jedynym sposobem dla klubów z drugiej strony Brynicy na zatrzymanie talentów u siebie będzie konkurencyjna oferta. A to oznacza, że wszystkie śląskie kluby będą musiały zainwestować w szkolenie młodzieży.

Nad całością trzyma pieczę 44-letni Jarosław Wojciechowski. Trochę z nim dziś na boku pogadałem i jestem pod wrażeniem. To były piłkarz stołecznego klubu. W ekstraklasie nigdy nie zagrał, ale w dziedzinie szkolenia młodzieży jest w czołówce specjalistów. Zanim trafił do Legii prowadził kadrę juniorów Mazowieckiego Związku Piłki Nożnej. W akademii Legii był koordynatorem grup gimnazjalistów. Teraz jest odpowiedzialny za całe szkolenie dzieci i młodzieży w Zagłębiu. Na co dzień mieszka w Warszawie, ale wynajął w Sosnowcu mieszkanie, żeby skupić się na pracy. Rodzinę odwiedza w weekendy.

Ochoczo tłumaczył mi filozofię pracy, którą wyznaje. Podkreślał dbałość u wychowanków o standardy zachowań, treningu a nawet... ubrania. Stroje mają być jednakowe. Adepci mają zajęcia z psychologii, dietetyki. - Ważna jest piłka, ale nie tylko. Poczucie wspólnoty, jasne zasady postępowania również wpływają na jakość szkolenia - uważa.

Klub podpisał umowę z Zespołem Szkół Ogólnokształcących nr 3 im. B.Prusa, jedną z najlepszych szkół w Sosnowcu. Powstały tam męskie klasy roczników 1999 i 2000 liczące po 22 uczniów. - Nasi trenerzy mają obowiązek interesowania się wynikami w nauce swoich wychowanków. Są w kontakcie z nauczycielami, raz na tydzień zjawiają się w szkole. Po szkole od razu przyprowadzają zawodników na trening. Szkoła jest blisko ośrodka a to ważne, bo nie marnuje się wiele czasu na transport. Ten czas chłopcy mogą przeznaczyć na odpoczynek po treningu - uważa Wojciechowski.

Co jego zdaniem jest najważniejsze?  Słowo klucz to dyscyplina na boisku ale i poza nim. Zawodnicy zdają sobie sprawę jak ważny wizerunek, zdają sobie sprawę, że reprezentują klub.

W Zagłębiu pracuje w tej chwili 24 trenerów zajmujących się 13 grupami młodzieżowymi. Dwóch szkoleniowców zajmuje się przygotowaniem motorycznym, dwóch tylko bramkarzami.  Pracują na umowę zlecenie. Nad całością czuwa trzech koordynatorów. Ważne, że oceniani są nie tylko piłkarze, ale także szkoleniowcy. - Ci trenerzy, którzy są wybuchowi, nie panują nad emocjami muszą liczyć się z tym, że stracą pracę. Zdarzyło się, że z niektórych instruktorów zrezygnowaliśmy - przyznaje Wojciechowski.  Pytam czy u trenerów dopuszcza możliwość polemiki dotyczącej metod treningowych. - Nie. Metodyka i metodologia treningu - wszystko jest ustalone wcześniej - podkreśla. Ważne, że trenerzy nie są oceniani za wyniki zespołów, które szkolą. - Wyniki są ważne, ale nie najważniejsze. Bardziej liczy się to w jaki sposób pracują nad rozwojem zawodników - podkreśla Wojciechowski.

A co Legia dostanie w zamian? - Jeśli trafi się u nas jakaś wybitna jednostka, to Legia będzie miała do tej perełki pierwszeństwo - mówi prezes Jaroszewski.

Oczywiście plany są śmiałe, marzenia wielkie, ale rzeczywistość nie pozwala o sobie zapomnieć. Czego Zagłębiu brakuje? - Nad jednym z boisk na pewno przydałby się balon żeby można było z niego korzystać bez przerwy. Zagłębie nie ucieknie też przed modernizacją stadionu - uważa Leśnodorski. Cóż, przyznać trzeba, że obecny jest z minionej epoki.

Ale nie od razu Sosnowiec przecież zbudowano.

PS I pomyśleć, że jeszcze w 2012 roku myślałem, że to Zagłębie będzie śląską kolonią...

PS1 Teraz czas na tradycyjny już kolejny odcinek najlepszych jedenastek mundialowych. Jako że jesteśmy w Polsce - czas na endemiczną literkę Ć.

Niestety wybór jest maksymalnie mały. Literka Ć nie jest w stanie wystawić pełnego składu. Mało tego - w całej historii mundiali w turnieju finałowym zagrał tylko jeden jedyny piłkarz o nazwisku zaczynającym się na tę literę! Tak się składa, że to były trener Górnika Zabrze. Mam nadzieję, że wiecie o kogo chodzi:)

W następnym odcinku literka D. Bardzo mocna!

PS2 A poza tym Omega powinna zostać. A poza tym czwarta trybuna powinna powstać jak najszybciej. 

czwartek, 13 czerwca 2013
Jak z prezesem Zagłębia życie sobie ratowaliśmy

Myślałem, że bardzo zasłużony dla Zagłębia Sosnowiec Leszek Baczyński będzie prezesem tego klubu do 2050 roku. Tymczasem rada nadzorcza podziękowała mu za pracę, a jego następcą został Marcin Jaroszewski.

Wydaje się, że to dobry wybór dla Zagłębia. Jaroszewski to facet bardzo energiczny, jest w stanie zmyć problem niczym wzburzone morze nakrywające bezbronną plażę:)

Marcina znam od bardzo dawna. Jest coś co łączy mnie z nim a jego ze mną w sposób niezwykły. Przekonaliśmy się o tym wiele lat temu gdy na którymś lotnisku straż graniczna uznała, że robimy sobie z niej jaja. Okazało się bowiem, że urodziliśmy się dokładnie tego samego roku, miesiąca i dnia. Jedyne co nas różniło to miejsce urodzenia. Miasta sąsiednie, rozdzieliła nas Brynica.

No i życie sobie ratowaliśmy. Ja uratowałem mu w 1997 roku w Macedonii. Jechaliśmy z Odrą Wodzisław do Prilepu na mecz Pucharu UEFA (obecny prezes całe życie był dziennikarzem - najpierw '"Przeglądu Sportowego", potem "Tempa" i "Dziennika Zachodniego", wreszcie szefował redakcji sportowej TVP Katowice, pisał też felietony dla "Sportu"). W trakcie jazdy Marcin oparł się o drzwi mocno wiekowego macedońskiego autokaru, a te nagle się otwarły. Tylko znakomity refleks Czadobloga sprawił, że Zagłębie może teraz cieszyć się z nowego prezesa...

Marcin uratował mi życie kilka lat później. Weszliśmy kiedyś w któryś weekend razem do knajpy (kolejnej zresztą), z czaszki Czadobloga mocno się już wtedy dymiło. W środku siedziało mnóstwo kibiców Zagłębia Sosnowiec. Niewiele brakowało, a dogadujący Czadoblog zginąłby w najgłupszy możliwy sposób, to byłoby samobójstwo w czystej postaci. Na szczęście Jarosz wykazał znakomite umiejętności negocjacyjne. Uspokoił bywalców i wsadził szaleńca w taksówkę. Tylko dzięki niemu możecie zapoznawać się z kolejnymi wpisami Czadobloga. Przyznam, że sam bym wtedy siebie, dogadującego gnojka, nie oszczędził:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

sobota, 16 lutego 2013
Odszczekuję

Na pewno zauważyliście, że Czadoblog jest blogiem niezwykle upartym. Generalnie do zmiany zdania może zmusić mnie tylko złamanie mi szczęki.

Byłem dziś na Stadionie Ludowym w Sosnowcu gdzie Zagłębie grało sparing z Wisłą Kraków. Jeśli to miała być dla Białej Gwiazdy próba generalna przed startem ligi to wypadła żałośnie. Zagłębie jako zespół trzeciego frontu startuje do sezonu znacznie później, a dziś można było się pomylić kto gra w wyższej lidze.

Niektórzy być może pamiętają, że Czadoblog uparcie stawiał na Wisłę jako głównego kandydata do tytułu mistrza A.D.2013. Byłem uparty, ale sprzedaż Meliksona zwichnęła mi szczękę, a dzisiejszy mecz ostatecznie oddarł ją z twarzy. Już nie mam złudzeń. Odszczekuję ostatecznie hasło o mistrzostwie.

Dziś chciałbym wziąć z Wisły tylko jednego piłkarza. Przydałby się w Ruchu, przydał w Górniku. Ivica Iliev to dla mnie indywidualnie pierwsza piątka naszej ekstraklasy. Było to widać nawet dziś. Świetny zawodnik o dużym potencjale. Ma moim zdaniem tylko jeden problem - on lubi czuć się potrzebny, lubi być wiodącą postacią w zespole. Wydaje mi się, że w Wiśle ta jego potrzeba jest zwyczajnie niezaspokojona. W Ruchu i Górniku by rządził. Szkoda więc, że nie ma go na stałe na Górnym Śląsku.

A Zagłębie? Zagłębie spisało się dziś na medal. Wygrało 2:1, a wśród gospodarzy najbardziej podobał mi się Tomasz Szatan. Nie dlatego, że strzelił dziś dwa gole (ten pierwszy to bardziej zasługa Pareiki, bo Szatan po meczu mówił, że zaraz po uderzeniu z 35 metrów odwracał się już w stronę środka boiska żeby zająć pozycję, a tu taka miła niespodzianka:). Jeszcze kiedy jego ojciec był głównym dobroczyńcą Zagłębia mówiło się, że junior jest w zespole po znajomości. Teraz okazuje się, że chłopak wyrósł na najważniejszego piłkarza w zespole, a sposób w jaki w I połowie zrobił Wilka w misia zasługuje na najwyższe uznanie. Kazimierz Górniczy się cieszy, a w Sosnowcu zastanawiają się na jakiej pozycji Szatan powinien być ustawiany - klasycznego rozgrywającego, czy ofensywnie usposobionego zawodnika podwieszonego tuż za napastnikiem?

Wygląda na to, że więcej zmartwień Zagłębie ma na trybunach niż na boisku. Podobno konflikt z najbardziej zagorzałymi kibicami rozgorzał z nową siłą. Miałoby chodzić m.in. o fakt pozbycia się Lachowskiego. Wiadomo kim był Lacha dla gry Zagłębia, dlatego jego odejście dla niewtajemniczonych jest niezrozumiałe. A powinno być ewidentnie zrozumiałe dla wszystkich i to moim zdaniem błąd klubu, że tego nie wyjaśnił.

Drugi powód konfliktu wydaje mi się nieprawdopodobny. Nie wierzę, że kibice mieliby się domagać od klubu dopłaty do wyjazdów. Nie wierzę, że mogliby być aż tak samolubni widząc, że Zagłębie pod względem finansowym głośno dyszy. Dlatego odrzucam ten powód, bo dla kibiców Zagłębia jest zapewne krzywdzący.

PS Attention!

Górnik Zabrze ufundował fajną niespodziankę, którą możesz wygrać na Czadoblogu.

Wystarczy, że odpowiesz na pytanie: Który zawodnik Górnika jako pierwszy strzelił w lidze hat-tricka... - dziś dużo o Wiśle więc niech bedzie - ...Wiśle?" 

Dla dwóch osób, które prawidłowo odpowiedzą na pytanie Czadoblog będzie miał podwójne zaproszenia do Multikina w Zabrzu. Nagrodzeni w towarzystwie innych kibiców obejrzą film "Szefowie wrogowie" oraz spotkają się z piłkarzami Górnika. Seans już w poniedziałek 18 lutego o godz. 17.30  Zaproszenia do kina otrzymają osoby, które jako pierwsze przyślą maile z prawidłową odpowiedzią na adres pawel.czado@katowice.agora.pl. W mailu prosimy podać także imię i nazwisko oraz numer telefonu. Z nagrodzonymi skontaktuję się telefonicznie.

PS1 A poza tym Omega.

środa, 26 grudnia 2012
Zagłębie będzie śląską kolonią

Przez lata Zagłębie Dąbrowskie dorobiło się specyficznej pozycji na piłkarskim rynku. Nie zdobywało wprawdzie tytułów mistrzowskich* jak w hokeju czy koszykówce ale tylko wariat może zaprzeczyć, że na Stadionie Ludowym dorobiono się drużyny, która przez wiele lat była groźna dla najlepszych. Kibicowanie Zagłębiu oznaczało często jednocześnie stanie w opozycji do terenów zza Brynicy, oznaczało identyfikowanie się z zupełnie odrębną tożsamością (piszę oczywistości, ale czasem trzeba. Być może się dziwicie, ale dla wielu ludzi to ciągle niespodzianka, że Sosnowiec nie należy do Górnego Śląska. Nie tyle nie rozumieją lokalnych antagonizmów, co w ogóle nie mają o nich pojęcia).

Stadion Ludowy (którego nazwa sama w sobie jest perłą, nazwa obiektu bezsprzecznie i niezmiennie kojarzonego ze Sosnowcem) służył miastu i klubowi wiele lat. Jeszcze niedawno był w czołówce stadionów województwa śląskiego i nie tylko śląskiego (przecież kluby krakowskie też z niego korzystały), jako jeden z nielicznych w regionie spełniał licencyjne wymogi.

Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że dziś świat obraca się szybko i z obiektu spełniającego licencyjne wymogi stanie się obiektem spełniającym co najwyżej bezlitosne wymogi żartownisiów i kpiarzy.

Kryzys gospodarczy w Polsce trwa, nie wiadomo co będzie dalej. Wiadomo jednak, że nie będzie trwał wiecznie. Wygląda jednak na to, że Zagłębie Dąbrowskie właśnie teraz dobrowolnie odda wcześniej wypracowane pozycje i kiedy ponura mgła się rozwieje - będziemy ją już postrzegać jedynie jako futbolową kolonię Górnego Śląska. Sąsiedzi będą drenować ziemię zagłębiowską z największych talentów, a sztandarowy klub regionu czyli Zagłębie będzie musiał się zadowolić jedynie ich dostarczaniem.

Dlaczego tak uważam? Kazimierz Górski, prezydent Sosnowca nie jest już chyba zainteresowany budową nowego stadionu. "Powinniśmy zbudować stadion? Dla kogo? Przecież mieścicie się na jednej trybunie..." - miał niedawno obwieścić.

Owszem, faktem jest, że w Sosnowcu jest jakiś kryzys kibicowski, który trwa od nieszczęsnej wolty, która skończyła się kompromitacją pomysłodawców, ale najważniejsze, że się skończyła. Doszło do powrotu syna marnotrawnego. Życie ma jednak to do siebie, że każda historia ma swój dalszy ciąg, a nic nie jest dane na zawsze. Nawet ta najpiękniejsza opowieść musi się potem psuć, a najpaskudniejsza - poprawiać. Powrót syna powrotem, ale coś wtedy pękło, coś się skończyło.

Kiedyś Sosnowiec był jednym z najwspanialszych miast w Polsce pod względem wyczynowego sportu. Bycie kibicem w tym mieście dostarczało mnóstwo emocji i wzruszeń. Dziś to już przeszłość.

Dla mnie słowa prezydenta Górskiego są jednak straszne, bo wyznaczają kierunek w jakim pójdzie w przyszłości Zagłębie Dąbrowskie. Bez budowy nowego stadionu Sosnowiec i jego sztandarowy klub będzie musiał jedynie żyć przeszłością i ewentualnie zarabiać na sprzedawaniu być może albumów ze zdjęciami z lat 50., 60. czy 70. zeszłego wieku. Dziś frekwencja na Zagłębiu jest rzeczywiście żałosna, jeśli przypomnimy sobie choćby zwycięski mecz z Górnikiem Zabrze w Pucharze Polski nie tak dawno, bo w 2009 roku.

Nie chodzi mi oczywiście o budowę megawypasionego obiektu za 300 milionów. Jeśli Zagłębie ma pozostać Zagłębiem jakiś stadion (stadionik) powstać jednak musi. Wizualizacje jeszcze z 2010 roku robią wrażenie. Nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy, że kibice Sosnowca kiedykolwiek mieliby jeździć na mecze swej drużyny do Chorzowa na kiedyś gotowy wreszcie Stadion Śląski. To wprawdzie obiekt dla całego województwa, ale regularne i ciągłe wycieczki z Sosnowca na Śląski przekraczają moje wyobrażenie. Myślę, że kibiców Zagłębia - także.

Ważne żeby sobie uzmysłowić, że Sosnowiec, który nie budował nowego stadionu w 2002 roku nie ma nic wspólnego z Sosnowcem, który nie buduje nowego stadionu zaledwie dziesięć lat później. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Przede wszystkim dla tych młodych, utalentowanych piłkarzy z regionu, którzy jeszcze dziesięć lat temu nie mieli wyboru: gdzie by się w Polskę nie ruszyli to i tak graliby na fatalnych przestarzałych obiektach. Minęło jednak dziesięć lat i taki zdolny dziesięciolatek z Zagłebia może przeżyć szok jeśli przypadkiem pojedzie na mecz do Gliwic albo już niedługo do Zabrza. Kulturowa tożsamość nie będzie miała wtedy żadnego znaczenia. Taki chłopak przede wszystkim będzie chciał grać na pięknym obiekcie przy wielotysięcznej publiczności.

A gdzie będzie miał najbliżej? Na Górny Śląsk.

I właśnie dlatego twierdzę, że Zagłębie stanie się futbolową kolonią Górnego Śląska. Będzie przez Ślązaków regularnie drenowane i wyczesywane z talentów. Z kolei wspomniane wyczesywanie sprawi, że skończy się ambitna kibicowska tożsamość. Na Ludowym będzie pojawiać się tyle samo ludzi co na Sarmacji Będzin (na ostatnim meczu 100 ludzi), Górniku Piaski (na ostatnim meczu 150 ludzi, choć grali z liderem), Zagłębiaku Dąbrowa Górnicza czy Unii Ząbkowice (na ostatnich meczach tych drużyn 50 ludzi).

A świadkowie dawnych dni chwały zagłębiowskiej piłki nawet nie będą ich mieli komu opowiedzieć.

PS A poza tym Omega.

* mam oczywiście na myśli futbol w męskim wydaniu

niedziela, 11 marca 2012
Powrót syna marnotrawnego

Cieszę się, że kibice w Sosnowcu się opamiętali.

Długo nie mogłem uwierzyć w zeszłoroczne zdarzenia kiedy duża część fanów Zagłębia stwierdziła, że nie będzie wspierać przeciętniactwa, że nie podoba im się sposób w jaki zarządzany jest klub. Oczywiście dziwiła mnie nie ich dezaprobata, ale kuriozalny sposób w jaki postanowili ją wyrazić.

Założyli sobie własny klub o nazwie ''Zagłębie 1906 Sosnowiec'', który rozpoczął rywalizację od klasy B, a mecze drugoligowca postanowili bojkotować. Odtąd mecze Zagłębia toczyły się w przygnębiającej ciszy.

Oczywiście nie miałem nic przeciwko założeniu nowego klubu, to nie moja sprawa, ''strzeliłem bulwersa'' tylko dlatego, że używali nazwy, której używać nie powinni, bo nie należała do nich.

Ciągle to powtarzam - wykrzykiwane na przeróżnych trybunach hasło ''klub* to my, a nie wy'' jest dla mnie żałosną plątaniną kompleksów, tęsknot, miernoty i nieuzasadnionej żądzy wyrażania żądań.

Powtórzę raz jeszcze: klub to klub, a kibice - o których powinno się oczywiście dbać - to kibice. Zawsze będę uważał, że kibic nie ma prawa ingerować w wewnętrzne sprawy klubu. Poza jednym przypadkiem. Zawsze może próbować dostać się do klubu jako działacz. Ale wtedy jest już najpierw działaczem, a dopiero potem kibicem.

Wracając do Zagłębia: miałem przekonanie graniczące z pewnością, że ta absurdalna sytuacja nie utrzyma się długo. No i przyszło opamiętanie. Syn marnotrawny się nawrócił i wygląda na to, że w Sosnowcu znowu będzie normalnie. Gwarantem tego ma być pakt podpisany przez trzy strony. Być może dzięki temu uda się w Sosnowcu uratować drugą ligę (przypominam, że po rundzie jesiennej Zagłębie zajmuje w niej ostatnie miejsce). A Dymitrowi Samozwańcowi już dziękujemy. Jak dla mnie znów może zniknąć w mroku...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

*niech każdy wpisze sobie nazwę, którą uważa.

poniedziałek, 30 stycznia 2012
Honor

Nawet zwykli ludzie w naszym kraju zaczynają kojarzyć piłkarzy niestety przede wszystkim jako osobników pazernych na kasę, takich, którzy trzymają się kontraktów i gigantycznych dla przeciętnego Polaka pensji za wszelką cenę. Za wszelką cenę...

Czasy są trudne, więc piłkarz często ma gdzieś, że się nie łapie do składu. Zaciska zęby i... wcale nie szuka nowego klubu. Liczy się kasa, nie gra, a prawo jest za nim.

Okazuje się jednak, że nie dla wszystkich pieniądz jest najważniejszy. Dla niektórych ważniejszy jest honor. Potrafią potargać ważny kontrakt, bo... byłoby im wstyd go wypełnić. Mało tego; i tak odczuwają wdzięczność wobec klubu, z którym z własnej woli się żegnają.

Tak, tak, uwierzcie...  Historia, która mnie zafrapowała zdarzyła się w Polsce, w styczniu 2012 roku. Zdarzyła się naprawdę - aż prezes był wzruszony i sam chyba nie do końca mógł uwierzyć w to co się stało.

PS Nazwisko piłkarza, który potargał własny kontrakt będzie kojarzyło mi się jeszcze z przyjazdem do Katowic Stali Stalowa Wola w 1987 roku. Czy ktoś wie dlaczego?:-)

PS1 Omega jest pod wrażeniem.

poniedziałek, 16 stycznia 2012
Sosnowiec przyłączony do Śląska

90 lat temu, na posiedzeniu Krakowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej podjęto ważne decyzje dotyczące Sosnowca (15 stycznia 1922 roku). ''Uchwalono zgodzić się na odłączenie Sosnowca wraz z okolicą od K.Z.O.P.N. by dać możliwość połączenia się tych klubów z tworzącym się okręgiem górnośląskim.''

Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić. Okazało się, że Sosnowcowi, który dopiero co wszedł w skład krakowskiego okręgu, było jednak bliżej do dalszych okolic niż Górny Śląsk. Dokładnie 6 lat później, 15 stycznia 1928 roku PZPN zatwierdził powstanie nowego OZPN  - kieleckiego z siedzibą w... Sosnowcu.

Zagłębie stanowiło podokręg Śląskiego OZPN dopiero w 1945, ale też tylko na okres jednego kaszlnięcia, bo już w lipcu tego samego roku uzyskało zgodę od centrali na autonomiczny podokręg. A w 1957 roku działał już Zagłębiowski OZPN, który hulał do 1962 - wtedy odgórną decyzją ustalono, że jedno województwo może liczyć tylko jeden OZPN. Ale dlaczego, ja się pytam?

Przyznaję: byłbym za reaktywacją Zagłębiowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Każdy powinien mieć prawo decydować o sobie. Zagłębiacy mieliby okazję się przekonać czy samemu rzeczywiście byłoby im lepiej, czy więcej mogliby ugrać dla siebie:-) Myślę, że w Sosnowcu i okolicach byliby szczęśliwi z piłkarskiej samodzielności, a i chyba Górny Śląsk nie miałby nic przeciwko, co? Samodzielności, bo nie sądzę żeby w Sosnowcu znów chcieli zbliżyć się z Kielcami. Ale kto wie?

PS Omega też nie sądzi.

PS1 Czadoblog proponuje powrót do ZOZPN, a prezydent Sosnowca poszedł dalej - zaproponował ''nowe województwo''. Ale w tym wypadku nie chodzi o samodzielność tylko o skok na kasę marszałka:-)

PS2 Trener Manchesteru United ma na klacie tatuaż z panoramą Katowic:-)

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum