poniedziałek, 28 listopada 2016
Piękno to luksus

Futbol też się przepoczwarza a efektowna gra to dopiero ostatnie stadium. Cieszę się, że dobrze rozumieją to w GieKSie.

Budowa zespołu to skomplikowany proces, który nigdy się nie kończy, to truizm. Osiągnięcie stadium motyla to szczęście dane drużynom nielicznym. W Katowicach motyl fruwał ostatni raz w drugiej połowie lat 80. (choć dobrze pamiętam, że nawet wówczas styl GieKSy - mimo że strzelała wtedy przecież mnóstwo bramek - i tak uważano za dość toporny, z czym oglądając dzisiejszą polską ekstraklasę absolutnie nie mógłbym się zgodzić).

Piękno futbolu różni ludzie różnie rozumieją, często doceniają co innego, ale generalnie miło jest kiedy drużyna strzela dużo goli i potrafi przeprowadzić mnóstwo efektownych akcji. Uważam jednak, że oczekiwanie czy też żądanie żeby zespół zmierzał ku tego rodzaju doskonałości ma sens jedynie w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Jeśli klub ma poważne zamiary w każdej innej klasie rozgrywkowej liczy się tylko i wyłącznie skuteczność w zdobywaniu punktów. Z tego co wiem GieKSa jesienią z rozmachem zagrała tylko raz - w Bielsku-Białej z Podbeskidziem.

O sposobie gry Katowic mówią liczby. Oto kilka z nich:

GieKSa wygrała jesienią dziesięć razy - najwięcej w tej lidze. Ale tylko cztery z tych spotkań wygrała z przewagą dwóch bramek. Z przewagą trzech bramek i więcej - już ani razu. Jednocześnie jesienią aż w dziewięciu spotkaniach nie straciła gola. Trzy gole straciła tylko raz. Wniosek z tego oczywisty: w jesiennych meczach GieKSy pada niedużo bramek, w każdym razie mniej niż meczach rywali do gry w ekstraklasie.

Oczywiście: awans można zdobywać w różny sposób. W 1965 roku, kiedy GKS też walczył o ekstraklasę, sam jeden Zygmunt Schmidt, najlepszy piłkarz ery „przedfurtokowej”, zdobył aż 30 goli! Ale to wówczas były inne czasy. Wiem jedno: sto razy bardziej wolę GKS grający nieefektownie a skutecznie niż efektownie a nieskutecznie. Bo kończy się to tak, że nad wyeliminowaniem braków obie szkoły dochodzenia do doskonałości w kolejnych sezonach popracują już w innych klasach rozgrywkowych.

sobota, 30 lipca 2016
Smutek dawnych mistrzów

Uwielbiam futbol za wiele jego odcieni. Nie ma chyba innej takiej dziedziny, w której jeśli nie idzie to ratuje nas pieszczotliwe wspominanie chwalebnej przeszłości. Nie ma chyba innej takiej dziedziny, w której jeśli ostatnio nam nie szło, możemy się zresetować, odrzucić całą przeszłość i skupić tylko i wyłącznie na teraźniejszości. Zwłaszcza kiedy startuje nowy ligowy sezon a z nim pojawiają się nowe nadzieje, marzenia i tęsknoty.

Fani GKS-u Katowice resetują się* tak regularnie od dekady. Nowy sezon to zmartwychwstające ambicje i niezmienny w założeniach awans.

Dziś przeżyłem jeden z bardziej przykrych momentów w tym roku. Byłem na inaugurującym sezon meczu GieKSy z Wigrami Suwałki. Gospodarze po raz kolejny mocno przebudowali zespół, na boisku pojawiło się pięciu piłkarzy, którzy debiutowali w lidze w barwach GieKSy, na ławce siedziało dalszych pięciu takich zawodników. Ludzie na trybunach liczyli więc po cichutku (niektórzy całkiem jawnie), że to będzie inna GieKSa niż w zeszłym sezonie.

Nie była. Gospodarze przegrali 0:1, Wigry rozegrały to po profesorsku, w końcówce nie musiały nawet stosować obrony Częstochowy.

Mnie osobiście najbardziej przykry moment spotkał tuż po meczu. Rozmawiałem chwilę z dwoma niezwykle zasłużonymi piłkarzami, którzy współtworzyli pionierskie czasy GKS-u. Gerard Rother, który 46 lat temu strzelił gola Barcelonie na Camp Nou, machnął z rozgoryczeniem ręką. - Nie wiem czy jeszcze doczekam GieKSy na powrót w ekstraklasie. Jeśli przegrywamy z Wigrami to z kim my chcemy wygrać?

Jego druh, Józef Morcińczyk, który grał jeszcze w Rapidzie Wełnowiec i był wśród tych, którzy razem z Rotherem wywalczyli pierwszy historyczny awans do ekstraklasy w 1965 roku prawie płakał ze złości. - Miałem wielką nadzieję, że GKS dobrze rozpocznie ten sezon, tylu nowych zawodników nakupował. Kiedyś drużyny przeciwne zawsze bały się przyjeżdżać na Bukową. Ja też grałem z GKS-em w drugiej lidze**. Ale wtedy biliśmy kogo popadnie. Lechii, Lechowi czy Cracovii wbijaliśmy cztery bramki. Takiej Lubliniance - siedem [temu ostatniemu zespołowi nie pomógł w konfrontacji z Katowicami nawet trener Górski*** kiedy u siebie przyjmowała trzy, przyp.pacz]. A potem awansowaliśmy. A teraz? Żal człowieka ogarnia - Józef Morcińczyk nie mógł się uspokoić. 

Piłka jest o tyle zaskakująca, że mimo zawstydzającego rezultatu znajduję jednak... pozytywy.

Nowy bramkarz Sebastian Nowak zna się na tym co robi, na poziomie zaplecza ekstraklasy to moim zdaniem gwiazda. Uratował zespół od wyższej porażki, przy stracie bramki nie mógł nic zrobić. Wydaje się, że jest pierwszym bramkarzem od czasów Jacka Gorczycy, który dwa razy z rzędu ma szanse wystąpić w ligowym meczu GKS-u inaugurującym sezon. Rok temu w pierwszym meczu wyszedł Dobroliński, dwa lata temu - Bucek, trzy lata temu - Budziłek, cztery lata temu - Sabela, a pięć, sześć, siedem, osiem czy dziewięć lat temu - Gorczyca. Przypuszczam, że Nowak jeszcze niejeden punkt dla GieKSy uratuje.

Nowy obrońca Dawid Abramowicz ma chyba lepszy wyrzut z autu niż Tomasz Hajto. Jego wrzuty są tam mocne jakby kopał a rzucał. Przypuszczam, że GieKSa doczeka się niejednego gola po takim aucie.

Nowy pomocnik Tomasz Foszmańczyk ma bardzo dobre prostopadłe podanie. Przypuszczam, że niejedno z takich zagrań przyniesie GieKSie gola.

Nowy napastnik Eryk Sobków ma łatwość oddawania strzałów z dystansu. Przypuszczam, że nieraz piłka po jego uderzeniu kwiknie w siatce bramki przeciwnika. Poza tym jest młodzieżowcem, który gra, bo może coś dać drużynie, a nie dlatego, że pełni rolę plomby

Z kolei syn znanego trenera Paweł Mandrysz, to boiskowy latający Holender. Niech no tylko powtórzy numer z meczu z Banikiem to zrobi się o nim głośno. Stać go na to.

Wszystkie pozytywy bledną przy podstawowym fakcie czyli porażce. Wigry nakryły dziś gospodarzy czapką, właściwie bezproblemowo.

Oczywiście nie ma co się przesadnie podniecać, nie ma co psioczyć, ale trudno ukrywać, że ten mecz był dokładnie taki jak ostatnie lata GieKSy. W tym kontekście trudno być na razie optymistą. Jeśli miałoby to tak nadal wyglądać ten wyśniony awans będzie można o kant pleców rozbić. Z całym szacunkiem - to były tylko Wigry, a bilety do nieba są tylko dwa.

*my nie jesteśmy mistrzem resetowania. My jesteśmy mistrzem resetowania resetowania - powiedział mi z przekąsem po meczu jeden z działaczy GKS-u.

**pan Morcińczyk stosuje prawidłową terminologię dla zaplecza ekstraklasy, nie przyjmując chyba do wiadomości słownego potworka wymyślonego przez marketingowców czyli tzw. "pierwszej ligi".

*** tak, chodzi o TEGO Kazimierza Górskiego.

czwartek, 07 lipca 2016
Gwiezdne wojny. GieKSa kontratakuje

Byłem dziś w Pałacu Goldsteinów żeby posłuchać o planach dotyczących GKS-u Katowice. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem.

O siatkówce (nowym trenerem nie byle kto, bo Piotr Gruszka) i hokeju (nowym trenerem nie byle kto, bo Jacek Płachta) w tym miejscu nie piszę, tym razem tylko o futbolu, choć wielosekcyjność klubu jest z pewnych powodów - o których na końcu - istotna.

Pod względem sportowym GKS od dziesięciu lat jest w tym samym miejscu czyli na drugim poziomie. W międzyczasie podejmowano próby ataku na ekstraklasę o różnym natężeniu, ale zawsze kończyły się niepowodzeniem.

Nie chcę teraz pisać o ataku jaki szykuje GieKSa w nadchodzącym sezonie, bo łatwo jej na pewno nie będzie. Wymieniła prawie cały skład - rozmawiałem dziś z Jerzym Brzęczkiem, oczywiście wierzy w ten zespół - trzeba więc się zgrać, ale rywale w tym sezonie będą silni i z ambicjami - podejrzewam, że nikt zarówno w Zabrzu jak i w Bielsku-Białej nie wyobraża sobie innego rozwiązania jak awans. Jest jeszcze Zagłębie...

Przypominam, że może awansować tylko dwóch.

Ale mnie chodzi raczej o to, że tym razem GKS - przy ogromnej pomocy miasta - szykuje się do ataku wielopłaszczyznowo.

Zaawansowany pomysł przeniesienia stadionu w inne miejsce na pierwszy rzut oka wydawałby się świętokradczy. Jak można opuszczać Bukową?! Prezes Wojciech Cygan przedstawia jednak konkretne argumenty i szczerze mówiąc trudno nie przyznać mu racji.

Na jeszcze jedną sprawę chcę zwrócić uwagę. GKS staje się klubem wyjątkowym w aglomeracji górnośląskiej z jednego zasadniczego powodu. Stworzenie w miarę szybko trzech bardzo nośnych sekcji sportowych jednego klubu, które w założeniu będą trafiać do różnego, że się tak wyrażę, targetu buduje zupełnie nową, unikalna wręcz pozycję takiego klubu w poszukiwaniu sponsorów. Trzy poważne nogi jednego klubu, trzy zespoły w trzech bardzo popularnych dyscyplinach. Reklama w potrójnym pakiecie -  robi to na Was wrażenie? Na mnie robi.

To może się udać.

PS Ciekawostka: nazwa Bukowa być może wcale nie zniknie. Prezydent Marcin Krupa rozważa zmianę nazwy ulicy. Cóż; nowy stadion miałby siedzibę przy ul. Upadowej.  "Upadowa" - to nie brzmi dobrze, prawda?:)

niedziela, 17 kwietnia 2016
Siedzi w błocie hipopotam

Wiadomo, że trener często ma inne powody żeby spotykać się z dziennikarzami na pomeczowej konferencji niż dziennikarze żeby spotykać się z trenerem. Czasami to zjawisko przyjmuje jednak tak osobliwe formy, że trzeba zareagować.

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice z Olimpią Grudziądz (0:2). Spotkanie bardzo mi się nie podobało. Przykro to pisać, ale najbardziej efektowny był zachód słońca nad Tauzenem za Blaszokiem.

Tymczasem na pomeczowej konferencji trener Jerzy Brzęczek, ku mojemu zdumieniu, stwierdził, że jest to... pierwszy mecz kiedy jego drużyna mimo porażki zagrała bardzo dobre spotkanie. Powiedział tak: - Patrząc na to z jakim zaangażowaniem, jaką pasją i z jaką chęcią zdobycia bramki - przynajmniej jednej - poruszali się moi zawodnicy, myślę, że zabrakło skuteczności. Patrząc na to jak drużyna walczyła, jak rozgrywała piłkę, jak dochodziła do sytuacji strzeleckich jestem z tego bardzo zadowolony, dumny. Rozumiem rozgoryczenie kibiców. Jeśli drużyna przegrywa kibice mogą krytykować, ale po takiej porażce nie może być tak że piłkarze są wyzywani. Obiektywni kibice nie mogą zarzucić drużynie, że nie chciała. Będę pierwszy, który będzie ich krytykował jeżeli nie będzie zaangażowania i wtedy wezmę to na siebie. Ale nie po takim meczu jak dzisiejszy na którym było widać do ostatniej sekundy, że chcemy....

Minęły czasy kiedy łatwo było mi krytykować. Muszę jednak stwierdzić, że nie podobały mi się te słowa.

Po pierwsze: uważam, że trener nie jest od tego żeby brać na siebie winę za brak zaangażowania. Zaangażowanie nie powinno tak naprawdę zależeć od trenera i myślę, że w ogóle nie powinien nim się zajmować. Zaangażowanie powinno być czymś zwyczajnym, a jeśli piłkarz nie jest zaangażowany to powinien być wyrzucony z drużyny. Trener jest moim zdaniem przede wszystkim od tego żeby jego piłkarze potrafili dobrze grać w piłkę czyli z rozmachem konstruować akcje ofensywne czy też dokonywać na boisku dobrych wyborów, w razie potrzeby umiejętnie się bronić itd. W meczu z Grudziądzem piłkarze GKS-u nie zaprezentowali niczego co mogło zapierać dech w piersiach. Przykro pisać, ale nie pamiętam ani jednej dobrej akcji w ich wykonaniu. 

Po drugie: piłkarze nie powinni być wyzywani nigdy, w żadnych okolicznościach. Po żadnej porażce nie powinno się ich wyzywać. Dziś zasłużyli, owszem, na ostre wygwizdanie. Na wyzywanie - w żadnym wypadku.

Po trzecie: nie rozumiem jak można być dumnym po porażce z zespołem walczącym o utrzymanie jeśli zajmuje się znacznie wyższe miejsce w tabeli a porażka nie jest usprawiedliwiona trudną sytuacją kadrową.

Po czwarte  (to zabolało mnie chyba najbardziej): przypuszczam, że trener Brzęczek w przypadku tego meczu niekoniecznie myśli co uważa. Rozgrywa. Mam przeświadczenie, że powiedział tak a nie inaczej, bo chodzi mu o relacje z zespołem. Piłkarze często z uwagą wysłuchują z odtworzenia co trenerzy mówią na pomeczowych konferencjach. Często jest więc tak, że doskonale zdający sobie z tego sprawę szkoleniowiec mówi do tych na których najbardziej mu zależy czyli do zawodników (niektórzy dziennikarze naiwnie myślą, że mówi do kibiców). Istnieje chyba pewna prawidłowość: Brzęczek raczej krytykuje po dobrych meczach i raczej nie krytykuje po słabych, ale tym razem - uważam - nie musiał mówić tego co powiedział.

Trener GieKSy zaskoczył mnie czymś jeszcze. - Żal zawodników, którzy teraz siedzą w szatni i zastanawiają się czy naprawdę grali źle. Niech każdy obiektywnie postara się to ocenić czy zasłużyli na to żeby mówić, że nie zasłużyli na to żeby grać w GKS-ie. Moim zdaniem zasługują i to pokazali. Jeśli ktoś jest niezadowolony z mojej pracy ja mogę w każdej chwili odejść - stwierdził na koniec.

Bardzo istotne jest dla mnie ostatnie zdanie. Nikt, jak przypuszczam, nie chce pozbywać się z GieKSy trenera Brzęczka. Ma przecież powalczyć o awans. Sam w grudniu stwierdził, że drużyna chce o to walczyć. Skoro chce to oczywiście musi wierzyć, że to możliwe. Nikt drużynie nie będzie wyrzucał, że ten sezon jest stracony. Chodzi głównie o to żeby GieKSa wreszcie realnie włączyła się do walki o ten cholerny awans, bo przez ostatnie dziewięć lat zastygła w błocku na zapleczu ekstraklasy i tapla sie tam niczym hipopotam w wierszyku Wandy Chotomskiej:

Siedzi w błocie hipopotam, 

chlupopotam, chlapopotam,

chlapobłotam, chlupobłotam,

plamobłotam, piegobłotam,

hipobłotam, hipopsotam

- boi się wychylić z błota.

Zdążyło urosnąć kibicowskie pokolenie GieKSiarzy, które nie pamięta już nic innego oprócz tego taplania. Raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy bardzo dobrze, nigdy bardzo źle. Taplanie. Taplanie. Taplanie. Brzęczek przychodził na Bukową żeby tę ekipę pobudzić, żeby dać ożywczy impuls. Wyciągnąć ten klub z błotka. A on teraz mówi, że jak komuś się nie podoba, to on może odejść?!

Moim zdaniem trener, któremu bardzo zależy, który ma do roboty w konkretnym miejscu przekonanie - nie powinien tak mówić. Wiadomo, że nikt nie może dać się szmacić i trzeba zachować godność. Ale hasła tego rodzaju nie przekonują bynajmniej, że Brzęczkowi zależy na tej robocie, że widzi w niej sens. A przyznacie, że GieKSa powinna mieć trenera, który ten sens jednak widzi.

Żeby było jasne - życzę trenerowi Brzeczkowi sukcesów i awansu. Niestety, jestem już stary i dlatego zaczyna mnie łapać coś co Francuzi nazywają l'esprit de l'escalier. Dosłownie! Nikt nie zadał szkoleniowcowi pytania na konferencji prasowej. Dopiero po jej zakończeniu, już na schodach pomyślałem, że warto było jednak spytać trenera Brzęczka co w grze katowickiej drużyny podczas meczu z Olimpią Grudziądz było jego zdaniem najwspanialsze i który moment konkretnie napełnił go szczególną dumą.  

PS Byłem również na meczu Piasta. Było mi bardzo przykro kiedy po meczu z Cracovią i zwycięstwie straconym w ostatniej minucie szedłem przez miasto w grupie gliwickich kibiców i chcąc nie chcąc słyszałem co mówią. Bardzo zdziwiło mnie, że nie są zmartwieni, że nie są wściekli. Nie, nie na piłkarzy - przede wszystkim na to, że stracili dystans do Legii. Tymczasem oni liczyli punkty i cieszyli się, że drużyna z trzeciego miejsca do Piasta nie nadrabia. Skupiali się na tym, że wicemistrzostwo jest coraz pewniejsze zamiast denerwować, że ucieka być może jedyna szansa na mistrzostwo za ich życia. Ciągle są duże szanse na to żeby Gliwice były kojarzone z Leicesterem. Bycie Tottenhamem może zadowalać dopiero kiedy niezwykła szansa przepadnie. Na razie ciągle istnieje. Jak można w takiej sytuacji napawać się przewagą nad Pogonią?! Nie rozumiem tego.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

niedziela, 25 października 2015
Pojawia się szansa. Warto ją wykorzystać

Odbył się dziś kolejny mecz, który według mnie potwierdza, że może się wydarzyć co ma się wydarzyć. Niektórzy powiedzą, że to wariactwo, że nie ma się co napalać, nie ma co wywoływać presji. Oczywiście. Jeśli jednak pojawia się szansa - warto ją wykorzystać.

Chodzi mi o GKS Katowice. Wiem, że celem jest awans do ekstraklasy w ciągu dwóch sezonów. Zwracam jednak uwagę na kilka szczegółów.

a) po pierwsze - w tym sezonie tylko jedna drużyna w tej lidze jest tak naprawdę lepsza od GKS-u. To Zagłębie Sosnowiec. Ale przecież miejsca premiowane awansem są aż dwa. Kogo ma się GieKSa obawiać? Ząbek? Dziś zobaczyłem, że to bardzo przeciętna drużyna. Wisły Płock? Właśnie przegrała u siebie z Chrobrym Głogów. Chrobry, owszem, ma ostatnio niezłą passę, ale przecież nie tak dawno przegrał u siebie z Chojniczanką, którą z kolei GieKSa pożarła na śniadanie podczas wyjazdowej podróży.

b) po drugie - w tym sezonie było już tyle potknięć GKS-u, że trudno zliczyć, ale poziom ligi jest taki, że każdy się potyka. Zauważcie więc: co prawda Katowice zajmują obecnie dopiero ósmą pozycję, ale do miejsca premiowanego awansem mają zaledwie pięć punktów straty!

c) po trzecie - w tym sezonie może być łatwiej awansować niż w przyszłym. Tegoroczni spadkowicze prezentują się co najwyżej przeciętnie - jeśli bać się obecnego Zawiszy to lepiej w ogóle nie wychodzić na boisko z myślą o awansie. Bełchatów niedawno katowiczanie ograli na wyjeździe przypominając, że GKS jest tylko jeden, a inne kluby o tej samej nazwie powinny dodawać miasto dla pełnej identyfikacji. W następnym sezonie spadkowicze mogą być na zupełnie innym poziomie...

c) po czwarte - i najważniejsze - wygląda na to, że kryzys w GieKSie jest opanowany. Obecnie wygląda na coraz lepiej poukładaną drużynę - z poukładanym kręgosłupem. Na bramce bardzo zdolny i jak na swój wiek popełniający zadziwiająco mało błędów Mateusz Kuchta. Na środku obrony duet, który coraz lepiej się rozumie czyli Mateusz Kamiński - Oliver Prażnovsky. Słowak w dodatku bardzo groźny jest pod bramką rywala przy rzutach rożnych. Środek pomocy ustawiony w trójkącie z człowiekiem, który dużo widzi i bardzo umiejętnie rozrzuca piłki czyli czyli Bartoszem Iwanem. Dziś - jako "czyszczący" - bardzo podobał mi się Łukasz Pielorz. Z przodu z kolei zadziwiający Grzegorz Goncerz, który na pierwszy rzut oka wyróżnia się tylko nisko osadzonym środkiem ciężkości, a potem rywale mogą czuć się zaskoczeni. No i zaczynają wreszcie odpowiednio chodzić skrzydła - nie tylko w drugiej linii, ale i obronie - dowodem może być dzisiejszy występ Alana Czerwińskiego i jego wkład w zdobycz bramkową. Trener Jerzy Brzęczek potrafi sobie radzić przy okazji stwarzając nowe możliwości konkurencji - wydawało się, że po kartce Pietrzaka GKS będzie miał problem na lewej obronie - tymczasem Brzęczek przesunął tam z pomocy Adriana Frańczaka, a ten dobrze sobie radzi.

e) po piąte - już poza konkursem, bo to akurat nie ma żadnego praktycznego znaczenia. Marzyć jednak można. Wyobraźcie sobie, że GieKSa i Zagłębie zdobywają awans do e-klasy już w tym sezonie. Wyobrażacie sobie te emocje prawie co tydzień? Jak nie mecz Ruch - Zagłębie to GieKSa - Ruch, jak nie Górnik - Piast to Zagłębie - GieKSa. O Wielkich Derbach Śląska nawet nie wspominam!

PS Dziś nie podobało mi się tylko jedno: że można zorganizować ligowy mecz o godz. 12.45. Abstrahuję od powodów terminu. Jeśli już piłkarzom to nie przeszkadza, to zwykłym ludziom - takim jak ja - owszem. Są pory kiedy je się obiad i pory kiedy ogląda się ligę:) Liga do schabowego i buraczków mi nie pasuje.

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

sobota, 17 października 2015
Mój kandydat na premiera

GKS Katowice spytał mnie m.in. co sądzę o Jerzym Brzęczku jako trenerze GieKSy i Adamie Nawałce jako selekcjonerze. Niejako przy okazji wyjawiłem mojego kandydata na premiera.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 05 października 2015
Wstydzę się za takiego wojewodę

Widzę, że Piotr Litwa, wojewoda śląski należy do ludzi, którzy za klapsa w pupę niegrzecznego dziecka najchętniej wsadziliby rodzica na trzy miesiące do więzienia.

Litwa zdecydował dziś o zamknięciu stadionu GKS Katowice na trzy mecze. Powód? Zachowanie części publiczności w trakcie ligowego meczu katowickiej drużyny z Zagłębiem Sosnowiec, który odbył się prawie dwa miesiące temu. Owszem, była pirotechnika, a w drugiej połowie sędzia na chwilę przerwał mecz, bo Blaszok i trybuna z sektorami gości zaczęły obrzucać się różnymi przedmiotami. Nie ma więc co udawać, że nie było dymów. Były. 

Myślę, że gdyby Piotr Litwa był wojewodą w latach 90. i obserwował ówczesną patologię kibicowską zwariowałby od nadmiaru wrażeń. Wojewoda w szale walki o właściwe kibicowanie zahacza jednak o groteskę. Jest bardziej gorliwy niż policja, która - co warto podkreślić - po zdarzeniach sprzed dwóch miesięcy wnioskowała jedynie o zamknięcie właśnie tych najbardziej "gorących" trybun. Tymczasem Piotr Litwa zamyka całość, bo - jak dowiedział się klub - zdaniem przedstawicieli wojewody fani, którzy w tamtym meczu siedzieli na Blaszoku teraz mogą się przenieść i usiąść na trybunie głównej.

Z jednej strony: jakie konkretnie zapisy prawne pozwoliłyby organizatorowi odmówić wejścia na trybunę główną kibicowi, który był wcześniej na Blaszoku?

A z drugiej: dlaczego wraz z publiką, która dymiła na Blaszoku wojewoda uderza w spokojnych widzów, którzy całymi rodzinami chodzą na Bukową, a teraz będą musieli już zostać w domu aż do końca roku?

GieKSa przyjmuje odpowiedzialność, jej działacze nie urwali się z księżyca. Szukają jednak logiki w postępowaniu wojewody i nie znajdują. Celem najważniejszym powinna być przecież organizacja bezpiecznych imprez. Czy kara, którą zastosował wojewoda spowoduje, że odtąd będzie bezpiecznej? Tak może myśleć jedynie urzędnik, który czuje, że idą wybory.

PS Zastanawia mnie jak wojewoda przeliczył natężenie niewłaściwych zachowań stadionowych na ilość meczów bez publiczności. Dlaczego akurat trzy a nie dwa, pięć albo sto? Litwa powinien ten karomierz opatentować.

PS1 Jest jeden fajny sposób, dzięki któremu można sprawdzić jak to jest z pirotechniką i kto sobie nie radzi. Można przebrać policjantów za ochroniarzy a komendantowi oddać stanowisko dowodzenia na stadionie na mecze podwyższonego ryzyka. Ciekawe czy "ochroniarze" zapobiegliby racowisku.

PS2 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 28 września 2015
GieKSa to ciągle duży klub

Dlaczego? Bo duży klub można poznać po tym, że zatrudnia nie tego trenera, który kiedy jest vacat dzwoni oferując własne usługi lecz tego, którego sam wybiera na podstawie obserwacji i sam proponuje mu pracę.

GKS zatrudnił więc szkoleniowca, którego sam wybrał choć... nie od razu się udało. Brzęczek nie był bowiem pierwszym wyborem. Mimo to wydaje się, że działacze podjęli dobrą decyzję. Piszę to z ostrożnością, bo ostatnie lata w historii GieKSy to nieprzerwane pasmo sportowych rozczarowań więc nie będzie łatwo odwrócić kartę. To wyzwanie.

Jerzy Brzęczek może być dobrym wyborem z kilku powodów:

a) wydaje się, że będzie autorytetem dla piłkarzy. Dlaczego?:

- ma naturalne zdolności przywódcze. To on rządził olimpijską kadrą Jerzego Wójcika;

- był dobrym piłkarzem. Zdobył wicemistrzostwo olimpijskie, 42 razy zagrał w reprezentacji, potrafił strzelić gola Brazylii (na Bukowej też zresztą trafiał w kadrze);

- ma trenerskie doświadczenie z ekstraklasy. Co prawda ekstremalne (w Gdańsku), ale w Katowicach nie będzie chyba raczej trudniej (choć kto wie?);

b) wydaje się, że jest szczególarzem:

Widać to było choćby dziś. Z rana obejrzał w klubie wszystko, nie tylko murawę i szatnię, ale nawet pralki, które piorą dresy. Interesuje go wszystko co związane z klubem. Moim zdaniem to dobre podejście. Wygląda na to, że najpierw mówi, potem robi. Na konferencji prasowej nie pochwalił się co zarządził. Od razu wysłał zawodników na badania. Czasy oceniania formy na oko już minęły;

c) wydaje się, że będzie zaangażowany.

Najbliższy tydzień ma spędzić na Bukowej i wszystko dogłębnie poznać. Pewne jest, że wszyscy dookoła będą na to zwracać uwagę i będą mu się przyglądać właśnie pod tym kątem.

Można się na tym przejechać. Był kiedyś zdolny trener Józef Zwierzyna związany z Opolem. Kiedy Antoni Piechniczek pod koniec 1980 roku został trenerem Ruchu Chorzów zaraz potem dostał propozycję nie do odrzucenia z reprezentacji Polski więc niebiescy na gwałt potrzebowali nowego szkoleniowca. Piechniczek znał Zwierzynę z Odry, pracowali tam razem, był jego asystentem. Antoni Piechniczek wystawił mu dobre świadectwo. W efekcie Zwierzyna dostał pracę w Ruchu, ale popełnił jeden błąd. Jako że nie zdecydował się na przeprowadzkę do Chorzowa codziennie odbywał podróże do Opola - tam i z powrotem. Dlatego - co naturalne - zdarzało się, że na zajęciach patrzył na zegarek. Ludzie takie sprawy wyczuwają natychmiast: w efekcie to był początek końca Zwierzyny w Ruchu.

d) nie obiecuje gruszek na wierzbie.

Czasy takie, że bezrobotni trenerzy tyle obiecują, że żaden zatrudniony tyle nie da. Brzęczek wygląda na spokojnego i opanowanego. Nie powiedział, że będzie awans, choć wie, że takie są oczekiwania;

e) jest zdeterminowany by odnieść sukces jako trener.

Na razie mu się to przecież nie udało. Dostaje świetną szansę żeby się przełamać. Relatywnie stabilny klub, zainteresowanie kibiców i mediów, wolną rękę a przede wszystkim... czas. Nikt nie każe mu wywalczyć awansu do ekstraklasy w tym sezonie (co moim zdaniem ciągle jest możliwe). Ma więc wszystko i może się wykazać. Jeśli teraz mu się nie uda, to niektórzy ludzie być może będą zadawać sobie pytanie: "a więc kiedy"? Być może wskoczy nawet do grona trenerów, którzy sami będą proponować własne usługi (no chyba, że nie będzie mu to pasowało i zmieni zawód).

Dla Brzęczka to więc bardzo ważny moment w zawodowym życiu. Jeśli przegra może stracić wiele, ale jeśli wygra (czyli awansuje) - może zyskać jeszcze więcej. Przypominam, że to właśnie w GKS-ie jako trener prawie nołnejmowy i bez sukcesów odbudowywał się niejaki Adam Nawałka. Nie twierdzę, że Brzęczek pójdzie jego śladem, ale jeśli odniesie sukces w GieKSie, trafi na trenerskie salony.

                                     * * *

Z Jerzym Brzęczkiem do klubu przychodzi Dariusz Motała, były dziennikarz i wydawca Canal+, ale przede wszystkim przez cztery lata menedżer pierwszej drużyny z Poznania. Pogadaliśmy dziś na Bukowej, jego wizja klubu i pomysł sposób pracy wydały mi się bardzo rozsądne. Oczywiście od rozsądku do  sukcesu daleka droga, ale szczerze życzę mu sukcesów.
Motała może w GKS-ie spożytkować doświadczenia zdobyte zagranicą. Największe wrażenie wywarł na nim pobyt w Basel, ciekawe czy w GieKSie uda się coś zaszczepić ze szwajcarskiego gruntu. Motale chodzi o to żeby w niedalekiej przyszłości to nie GKS prosił zdolnych piłkarzy żeby do niego przyszli tylko żeby zdolni piłkarze sami chcieli do niego przyjść, żeby na Bukowej widzieli właściwą ścieżkę rozwoju, żeby GieKSę uważali za miejsce gdzie mogą coś osiągnąć.

PS Żeby było jasne: w oferowaniu własnych usług nie ma nic złego. Przecież na szczeblu centralnym są tylko 52 miejsca dla trenerów. Na tej karuzeli bardzo trudno się utrzymać a prawie każdy kto wsiąknie w futbol nie potrafi bez niego żyć. To jak narkotyk (chyba, bo nie brałem). Ten kto ma ciągły dostęp nie narzeka. Ten kto wylatuje na opłotki zaczyna cierpieć i za wszelką cenę chce wrócić. Rozumiem to.

PS 1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

wtorek, 22 września 2015
¿GieKSa?

Byłem dziś na meczu GKS-u Katowice z Cracovią w Pucharze Polski. Szkoda tej porażki - także w kontekście następnego rywala. Uciekł nam ćwierćfinał GieKSa - Zagłębie. Oj, działoby się!

Czy GKS jest w kryzysie? A może jednak zwyczajnie prezentuje poziom i wyniki adekwatne do klasy tej kadry? Nie? To wokół którego piłkarza należałoby budować zespół? Który zawodnik rokuje na przyszłość? Ale nie tę nieokreśloną tylko najbliższą - obecnosezonową?

Czy nie jest dziwne, że lada moment Bartosz Iwan, który dopiero wskoczył do drużyny będzie najważniejszym zawodnikiem ofensywnym? Czy nie jest dziwne, że lada moment Olivier Prażnovsky, który dopiero wskoczył do drużyny będzie najważniejszym zawodnikiem defensywnym? 

Czy lada moment nastąpi na Bukowej tąpnięcie? Jeśli tak to o jakim zasięgu? Czy drgania dosięgną pion sportowy czy raczej organizacyjny? A może oba? Czy ktoś zostanie rzucony na pożarcie Radzie Nadzorczej? Czy to przypadek, że po konferencji prasowej Piotr Piekarczyk nie zszedł do szatni tylko udał się w stronę gabinetu prezesa? Dlaczego Grzegorz Proksa siedział na sektorze dla kibiców? Czy oznacza to, że wkrótce w klubie pojawi się nowy dyrektor sportowy?

Czy GieKSa na boisku nie jest obecnie zbyt mało elastyczna? Innymi słowy: czy fakt, że trudno sobie obecnie wyobrazić GKS grający inaczej niż systemem 4-5-1 nie ułatwia rozpracowania przedmeczowego kolejnym rywalom?

To dobrze, że wzmocniono konkurencję w obronie i pomocy, ale czy najbardziej nie brakuje jej w ataku? Czy brak realnego rywala na szpicy dla Grzegorza Goncerza nie ogranicza GieKSy taktycznie?

Czy nie powinno się lepiej dopracować gry w trójkącie z ostrzem wysuniętym do przodu? Bartosz Iwan potwierdził dziś, że jako mediapunta może dać GieKSie bardzo wiele, ale czy jest w stanie w pełni spełniać swą rolę jeśli ustawieni za nim defensywni pomocnicy (dziś byli to Łukasz Pielorz i Povilas Leimonas) grają tak bojaźliwie i statycznie? Czy to właśnie nie ich asekuracyjny sposób gry sprawił, że Cracovia bezczelnie i zawadiacko klepała sobie dziś piłką na przedpolu GieKSy, zwłaszcza w pierwszej połowie? Czy nie brakowało Wam dziś w GKS-ie na tych pozycjach agresywnych chuliganów? Czy któryś z defensywnych ludzi trójkąta był w stanie dostać żółtko za przerwanie groźnej akcji? 

No i najważniejsze pytania: jako że drugi poziom rozgrywek prezentuje najsłabszy poziom od momentu w którym zacząłem go oglądać czyli od 1985 roku nie byłoby szkoda - mimo tych wszystkich zawirowań i kłopotów - odpuszczać ten sezon w kontekście nawet AWANSU? Tak, tak - naprawdę uważacie, że ten sezon jest dla GieKSy już całkowicie stracony? Wiem, że nie ma w tej stawce drużyny realnie od Katowic gorszej, ale czy jest jakaś drużyna realnie silniejsza? Niby która? Lider Dolcan Ząbki, który przegrywa z Sandecją, która przegrywa z Wisłą Płock, która przegrywa z Rozwojem Katowice, który przegrywa z Chojniczanką, która przegrywa z Bełchatowem, który przerywa z GieKSą?

Trzy zwycięstwa GKS-u Katowice z rzędu w tej rachitycznej stawce i całkowite odwrócenie nastrojów uważacie za niemożliwe? Niemożliwe ze zmianami? Niemożliwe bez zmian? Niemożliwe w ogóle?

PS Czy nowym trenerem mógłby zostać Werner Liczka?

czwartek, 30 lipca 2015
Katowice pójdą na wymianę z Chorzowem? Nie sądzę

Zawsze byłem zwolennikiem dbania o własne interesy. Bardzo dobrze o własne interesy dba Chorzów. Katowice chcą budować nowy stadion na Bukowej, ale dwie działki pod stadionem należą do Chorzowa. Chorzów nie chce sprzedać, woli grunt w innym miejscu czyli przy oczyszczalni ścieków Klimzowiec. Proponuje zamianę.

Nie sądzę żeby Katowice się zgodziły. Dlatego, że też dbają o własne interesy. Klimzowiec płaci im w podatkach miliony rocznie. Patrząc z punktu Katowic: z jakiej paki ta kasa miałaby teraz pójść do Chorzowa? Obie strony myślą o własnym interesie i trudno żeby było inaczej.

                                                                    * * *

Co więc dalej?

Widzę sześć scenariuszy, choć dwa z góry odrzucam:

a) Katowice się zgadzają, oba miasta zamieniają się działkami. Z powodów wymienionych wyżej - nie wierzę w to;

b) Chorzów nie popuszcza ale Katowice i tak budują nowy stadion na części jego terenów czyli na Bukowej. Tak kosztowna inwestycja jednego miasta na terenie innego? Nie wierzę w to;

c) Katowice nie popuszczają, bo od kiedy przejęły Bukową wsadziły w nią parę baniek. Całkowita rezygnacja byłaby z ich strony marnotrawstwem. Z Klimzowca też nie mają jednak zamiaru rezygnować więc czekają na cenę podyktowaną przez Chorzów. Chorzów ją w końcu dyktuje. Strony dobijają targu. To moim zdaniem możliwe;

d) Chorzów nie popuszcza więc Katowice szukają innego terenu pod stadion. Wtedy ostro zaczynają protestować środowiska kibicowskie GieKSy, które nie wyobrażają sobie innego miejsca. Miasto rezygnuje z innej lokalizacji, ale moc oddziaływania środowisk kibicowskich GieKSy na miasto Chorzów jest oczywiście zerowa więc pozostaje jedno. Pat. To moim zdaniem możliwe;

e) Chorzów nie popuszcza więc Katowice szukają inny teren pod stadion. Na razie jeszcze nie wiadomo gdzie, wiadomo jedynie, że w innej części miasta. Za kilka lat GKS opuszcza Bukową - gra na nowym stadionie, a na starym jedynie przygotowuje się do meczów - Bukowa staje się zalążkiem nowoczesnego ośrodka treningowego. Nie wiem czy to możliwe;

f) Chorzów nie popuszcza więc Katowice wymyślają inny teren pod stadion. A właściwie nie wymyślają lecz wracają do konkretnej koncepcji sprzed 11 lat. Już w 2004 roku pojawił się pomysł żeby nowy stadion Katowic zbudować przy ul. Kościuszki. To z drugiej strony miasta od Bukowej. Chodzi o były stadion Gwardii a wcześniej 1.FC. Analizy, kosztorysy wskazują, że budowa jest możliwa. GKS przenosi się tam przed 2020 i rozpoczyna nową erę w dziejach klubu i sportowych dziejach miasta. Nie wiem czy to możliwe.

PS Skoro już o dawnym stadionie Gwardii mowa to pokrótce przypomnę dzieje tego miejsca.Związany jest z nim kawał historii katowickiego sportu. Stadion Powstał w 1920 r. W 1927 r., w pierwszym sezonie istnienia ligi, niewiele brakowało, żeby był świadkiem fety z okazji mistrzostwa Polski w piłce nożnej! Drużyna 1.FC w decydującym meczu na własnym stadionie przegrała jednak z Wisłą Kraków i ostatecznie musiała zadowolić się wicemistrzostwem.

W lipcu 1928 r. na stadionie 1.FC reprezentacja Polski w obecności prawie 20 tys. kibiców pokonała 2:1 Szwedów. Był to pierwszy mecz reprezentacji Polski na Górnym Śląsku, w tym spotkaniu zadebiutował w kadrze gwiazdor śląskiej piłki Karol Kossok. Obiekt nie miał krytej trybuny (jak sąsiedni obiekt Pogoni, który dziś jest stadionem AWF-u). Szatnie były na koronie stadionu, piłkarze schodzili na murawę po schodkach. W 1930 r. 1.FC musiał opuścić stadion. Powód? Władze Katowic wymówiły 10-letnią dzierżawę terenów, gdzie znajdował się obiekt. Klub przeniósł się więc na boisko na Muchowcu.

Po wojnie stadion przeszedł w posiadanie Wojewódzkiego Milicyjnego Klubu Sportowego (później Gwardii). Wielkiej piłki już nigdy w tym miejscu nie było, Gwardia grała w lidze śląskiej. W latach 60. odbywały się na tym obiekcie zawody hipiczne. 

Kiedy byłem tam ostatni raz na murawie widziałem pasące się kozy.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
Archiwum