poniedziałek, 15 lutego 2016
Messi jak Kempny, Suarez jak Liberda

Kibice i młodsi dziennikarze podniecają się, że nietypowy rzut karny wykonany podczas weekendowego meczu Barcelony z Celtą Vigo przez Leo Messiego i Luisa Suareza przejdzie do historii futbolu. Wątpię. Warto przecież przypomnieć, że dokładnie w taki sam sposób karnego w meczu ligowym wykonała już jednak Polonia Bytom... 57 lat temu.

W przepisach nie jest nakazane żeby z rzutu karnego oddać bezpośredni strzał na bramkę. W niedzielę Messi zagrał piłkę krótko do przodu a nadbiegający Suarez wykorzystał osłupienie rywali i strzelił bez wahania w róg. Trzeba jednak pamiętać, że karne w ten sposób były już wykonywane kiedy Messiego i Suareza nie było na świecie.

Bezpośrednie uderzenie z karnego jest najwygodniejsze jednak Polonia Bytom z przełomu lat 50. i 60. nie była drużyną, która musiała grać najwygodniej. To był fantastyczny zespół z plejadą świetnych piłkarzy, którzy mieli ułańską fantazję.

2 maja 1959 roku Polonia rozgrywała ligowy mecz z Polonią Bydgoszcz. Spotkanie odbyło się na Stadionie Śląskim. Był to najważniejszy punkt pięciogodzinnego uroczystego programu z okazji Święta Pracy.

75 tys. widzów obejrzało efektowne zwycięstwo bytomian, którzy rozbili rywali 5:0. Do niezwykłego wydarzenia doszło już w 2. minucie. Sędzia podyktował karnego za faul na Janie Liberdzie. „Poloniści zastosowali trick: Henryk Kempny szturchnął lekko piłkę do przodu, wystartował do niej Liberda i z elegancją primabaleriny dopełnił formalności” - zachwycał się sprawozdawca. Goście protestowali, ale sędzia, dobrze znający przecież przepisy, gola uznał.

Przy okazji muszę wspomnieć - właśnie ten mecz był pierwszym spotkaniem na Stadionie Śląskim, który odbył się przy sztucznym oświetleniu.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

środa, 17 czerwca 2015
Był odpływ, czas na przypływ. Polonia nadciąga!

Polonia Bytom ostatnimi czasy jedynie odpływała. Z ekstraklasy odpłynęła w 2011 roku, z I ligi - powinna odpłynąć w 2012, ale odpłynięcie opóźniło się o roczek, bo wycofała się inna drużyna i będąc na miejscu spadkowym udało się trochę dłużej zostać. Z II ligi odpłynęła w paradoksalny sposób - utrzymała się, ale musiała w 2014 roku odpłynąć jeszcze niżej, bo nie dostała licencji na grę na tym poziomie.

Wygląda jednak na to, że wahadełko wychyliło się już najbardziej jak mogło i teraz wraca w drugą stronę. Polonia okrzepła i chyba mocniej staje na nogach. Dziś byłem na jej barażu z Wartą Poznań i jestem zbudowany! Było dużo ludzi, był entuzjazm i była... pewność. Pewność, że się uda. Byłem już na wielu barażach w życiu, ale jeszcze nigdy nie czułem takiego spokoju jeden ze stron, takiej pewności siebie jak dziś. Oczywiście żeby ktoś się mógł nie denerwować, denerwować musiał się ktoś. Najbardziej denerwującym się człowiekiem na Olimpijskiej był dziś chyba Jacek Trzeciak. Mówił mi, że nie spał z nerwów od dwóch tygodni, śmiał się, że teraz jak się walnie do wyra to obudzi za dwa dni. Mógłby spać nawet trzy doby, ale nie chce, bo zanim zacznie przygotowywać Polonię do nowego sezonu wybiera się na mistrzostwa Europy juniorów do Czech.

Kiedy Jacek będzie spał snem sprawiedliwego przed Polonią zadanie o wiele trudniejsze. Dziś kolejny mecz. Tym razem o licencję. Ostatnio się nie udało, ale tym razem działacze z prezesem Łukaszem Wiejachą na czele zrobili wiele - spłaty zobowiązań, przygotowanie dokumentów itd. Trzymam kciuki!

Damian Bartyla, prezydent Bytomia jest dobrej myśli, mówił mi, że dla takich kibiców jak w tym mieście warto się starać. - Nigdy tego klubu nie przestałem kochać... Dziś na meczu znów się przekonałem, że jest dla kogo pracować. Kibice są wspaniali. Ten wynik motywuje nas do dalszego wspierania Polonii - powiedział mi prezydent.

I zdradził wielkie marzenie. Wiecie o czym marzy? Otóż nie może już doczekać się dnia kiedy spychacz zmiecie w pył klubowy budynek Polonii. Bo będzie to oznaczać dla dwukrotnego mistrza Polski rozpoczęcie nowej ery.

Glamdring znów jest ostry. Era orków minęła. Nadchodzi era elfów:)

PS Znów przekonałem się, że mecze na żywo najlepiej oglądać z byłymi piłkarzami. Tym razem na wiele interesujących niuansów uwagę zwrócił mi uwagę wychowanek Polonii Mariusz Śrutwa.

PS1 Omega serdecznie gratuluje Polonii. Kurczę, fajnie by było gdyby mogła zobaczyć jeszcze bytomian w ekstraklasie.

PS2 Ten mecz dał ukojenie nie tylko w Bytomiu. Teodor Wawoczny, człowiek-instytucja w Grunwaldzie Ruda Śląska uważnie oglądał mecz. Gdyby Polonia nie awansowała, to z trzeciej ligi poleciałaby właśnie Halemba. "Wawa" może odetchnąć

PS3 Wiecie co jest niefajne? Że drużyny, które wygrały ligę muszą potem wyżynać się w barażach. Tak nie powinno być. Za zwycięstwo w całym sezonie powinna być bezwarunkowa nagroda. Byłoby świetnie gdyby PZPN rozważył ten postulat.

PS4 Wzorem Jacka Trzeciaka zaraz walnę się do wyra, bo zaspany jestem. Siedziałem poprzedniej nocy wiernie, czekałem na gola Aguero i... się doczekałem. To było to. Vamos!

wtorek, 02 września 2014
Taki teść to skarb [WIDEO]

Henryk Kempny był wybitnym napastnikiem, legendą Polonii Bytom i nie tylko (grał choćby na środku ataku w tym słynnym meczu ze Związkiem Radzieckim na Stadionie Śląskim w 1957 roku). Piłkarz zasłużył na biografię, ta została już zresztą przez jednego z kolegów napisana, ale nawet nie wiem dlaczego jeszcze jej nie wydano. Okazuje się jednak, że dla naszej piłki zasłużył się nie tylko świetną grą, ale i... posiadaniem teścia o zacięciu filmowca!

Zachęcam żeby zobaczyć film wykonany amatorską kamerą przez pana teścia. To prawdziwy skarb, nie znałem tego wcześniej.

Film przedstawia cztery wydarzenia:

a) mecz finałowy o tytuł mistrza Polski rozegrany 1 lipca 1962 roku na stadionie Ruchu Chorzów przy Cichej pomiędzy Polonią Bytom a Górnikiem Zabrze;

b) wyjazd piłkarzy Polonii Bytom wraz z rodzinami na wakacyjną wycieczkę spod siedziby przy ul. Kolejowej autobusem Przedsiębiorstwa Budowy Szybów;

c) mecz ligowy w sezonie 1962/1963 rozegrany na Cichej pomiędzy Polonią Bytom a Arkonią Szczecin;

d) mecz PEMK rozegrany 12 września 1962 roku na Stadionie Śląskim pomiędzy Polonią Bytom i Panathinaikosem Ateny.

Zachęcam żeby pooglądać i poczuć klimat minionych lat. Bajeranckie są na przykład tylne słupki naciągające siatkę w bramkach na stadionie Ruchu. Dziś takich nie znajdziecie. Albo ten autobus, którym piłkarze Polonii jadą na wycieczkę. Jeszcze się takim "ogórkiem" zdążyłem przejechać jako bajtel... No i kibice na tych meczach jacyś grzeczniejsi;)

Film możecie obejrzeć - TUTAJ.

PS Omega jest szczęśliwa. Odżywają wspomnienia. Nieczęsto można się przecież zobaczyć na filmiku sprzed 52 lat!

PS1 Henryk Kempny ma coś wspólnego z Tomaszem Wieszczyckim. Ciekawe czy "Wieszczu" o tym wie:)

niedziela, 01 czerwca 2014
Dzień smutku

O trzecim miejscu Ruchu dziś nie piszę, bo "reforma" nie zepsuła tego co się Ruchowi należało po zakończeniu prawdziwej części rozgrywek czyli podium. Kiedy ekstraklasa dogrywa te kuriozalne końcówki prawdziwe dramaty dzieją się w niższych ligach. Czwarty spadek w ciągu czterech lat zaliczyła właśnie Polonia Bytom...

Kiedy na początku marca byłem w Bytomiu na prezentacji drużyny przed rundą wiosenną wszyscy zebrani na sali (Czadoblog też) mieli nadzieję na... awans! Tymczasem wiosną potoczyło się wszystko nie tak jak miało...

Nie znoszę przynosić złych wiadomości. Niestety to właśnie ode mnie o spadku dowiedział się Damian Bartyla, prezydent Bytomia, były prezes Polonii.

- Jestem załamany, trudno mi się pozbierać... To duży cios, duży zawód. Jeszcze przed rundą wiosenną mieliśmy przecież nadzieję na awans... Ciężko pozbierać myśli. Teraz musimy się podnieść. Jedno jest pewne. Degradacja w żaden sposób nie wpłynie na nasze plany względem budowy nowego stadionu i całego kompleksu sportowego. Polonia musi się pozbierać - powiedział mi mocno zgaszony Damian Bartyla. 

Pierwszy spadek - z ekstraklasy do I ligi - był w 2011 roku. Polonia zajęła ostatnie szesnaste miejsce. Do bezpiecznej strefy zabrakło jej trzech punktów. Najlepszym strzelcem był Dariusz Jarecki - 5 goli;

Drugi spadek - z I ligi do II ligi - był w 2012 roku. Polonia zajęła piętnaste miejsce, pierwsze z którego się spadało. Miała jednak szczęście, bo Ruch Radzionków, który zajął 9. miejsce, ze względu na złą sytuację finansową musiał się wycofać. W efekcie Polonia - kosztem lokalnego rywala - ostatecznie się utrzymała się w tej lidze utrzymała. Nie na długo... Najlepszym strzelcem był Jakub Świerczok - 12 goli;

Trzeci spadek - z I ligi do II ligi - był w 2013 roku. Polonia zajęła siedemnaste, przedostatnie miejsce. Nie było dyskusji. Do bezpiecznej strefy brakowało jej aż dziesięciu punktów. Najlepszym strzelcem był Michał Płókarz - 4 gole;

Czwarty spadek - z II ligi do III ligi - jest teraz, w 2014 roku. Polonia zajmuje dziesiąte miejsce, ale nie ma już szans, żeby wyprzedzić Górnika Wałbrzych. Do zespołu, który zajmuje ostatnie bezpieczne miejsce brakuje jej trzech punktów, ale ma gorszy bilans... Najlepszym strzelcem jest Dawid Jarka - 7 goli, który wiosną i tak nie grał już w Polonii.

Jeszcze nigdy w swojej historii Polonia Bytom nie była na czwartym poziomie rozgrywek. Dziś zdarza się to pierwszy raz w dziejach. Dziś jest najgorszy dzień w historii dwukrotnego mistrza Polski.

Najbliższy sezon będzie ciężki. Ale przecież właśnie w takich momentach poznaje się siłę klubu i ludzi z nim związanych. Również siłę kibicowskiej miłości.

Marzę żeby banicja będzie krótka. Najważniejsze żeby powstał nowy stadion (razem z lodowiskiem i basenem), który będzie służył całemu miastu. Bo na obecnym obiekcie naprawdę można już tylko siąść i płakać.

PS Dziś mundialowe mecze zakończone wynikiem 6:1

V miejsce

Czechosłowacja - Argentyna w 1958 roku, runda grupowa

Rok wcześniej Albicelestes w znakomitym stylu wygrali Copa America - Brazylię rozbili 3:0, a Urugwaj 4:0. Humberto Maschio, Antonio Angelillo i oczywiście Omar Sivori - to była w 1957 roku najlepsza reprezentacja świata. Tymczasem w Szwecji nic z niej nie zostało. W dodatku dostała straszne lanie od drużyny, która... też nie wyszła z grupy. Trauma!

IV miejsce

Brazylia - Hiszpania w 1950 roku, runda finałowa (praktycznie półfinał)

Niezywkły pokaz siły Brazylijczyków. Rozjechali bardzo mocnych Hiszpanów, którzy wcześniej zremisowali z Urugwajem. Tylko w ostatecznym rozrachunku - co z tego?

III miejsce

NRF - Austria w 1954 roku, półfinał

Ten mecz pokazuje jak silna była drużyna Niemiec Zachodnich na mistrzostwach w Szwajcarii. Wszyscy dla których to był przypadkowy mecz powinni przypomnieć sobie właśnie mecz z bardzo silną Austrią, która szczebel wcześniej, w zjawiskowym meczu, wyeliminowała gospodarzy turnieju;

 II miejsce

Rosja - Kamerun w 1994 roku, runda gupowa

Mecz jak mecz, ale jaki wyczyn. Tylko raz zdarzyło się żeby w finałach mistrzostw świata jeden piłkarz w jednym meczu strzelił pięć goli. Panie, panowie - Oleg Salenko (krótko Pogoń Szczecin):

 I miejsce

Dania - Urugwaj w 1986 roku, runda grupowa

Jeden z najbardziej zdumiewających mnie meczów w dziejach. Urugwajczycy mieli być dla mnie na tamtym mundialu czarnym koniec turnieju. Książę Enzo Francescoli był zjawiskiem. Tymczasem wybuchł duński dynamit...

Pozostałe mecze: Argentyna - USA (1930), Urugwaj - Jugosławia (1930), Węgry - Bułgaria (1962), Hiszpania - Bułgaria (1998)

Innych peesów dziś nie będzie.

wtorek, 01 kwietnia 2014
Demon znów zstąpił na Olimp

Każdy z nas chodzi na mecze piłkarskie żeby zobaczyć jakąś drużynę. Rzadko kiedy zdarza się żeby chodzić na mecze dla konkretnego zawodnika. Wiadomo, że będzie kibicować się swoim, ale motorem napędowym jest ciekawość: "co ten facet dziś wymyśli?"

Oglądam mecze od ponad trzydziestu lat i nie miałem zbyt często takiej przyjemności. Nie wiem czy zawodników, którzy raz mnie olśnili i to olśnienie pozostało już na zawsze zliczyłbym może na palcach dwóch rąk. Bez wątpienia należy do nich Miroslav Barcik. Uwielbiam go oglądać. Cieszę się, że wraca do Polonii.

A najśmieszniejsze jest to, że nigdy z nim nie rozmawiałem. Chyba się go trochę bałem, jeśli wiecie co mam na myśli:)

Tak, wiem, że ma prawie 36 lat i ostatnie pół roku nie grał, ale sami wiecie: jeśli ktoś jest pod czyimś urokiem - nie będzie zważał na tego typu pierdoły. 

Chcę wierzyć, że powrót tego piłkarza jest symbolicznym zwiastunem lepszych czasów Polonii Bytom.

Znów trzeba pojawić się na Olimpie!

PS A można było na Roosevelta. Kiedy Barcik odchodził z Polonii - miał ofertę z Zabrza. Nie zdecydował się jednak. Dobrze to czy źle? Nie wiem co osiągnąłby z Górnikiem. Tymczasem z Żiliną jeszcze raz - jako kapitan - zdobył mistrzostwo Słowacji...

PS1 Czasem mam ochotę blogować o sprawach wyjątkowo marginalnych i właśnie w tym momencie naszło mnie to niepohamowane pragnienie.

Każdy fan piłki nożnej ma zapewne własne doświadczenia dotyczące przydatności piłki nożnej w życiu codziennym.

Zorientowałem się ostatnio, że futbol ułatwia mi na przykład... zakupy w supermarkecie. Na stoisku z warzywami trzeba produkt położyć na wadze i nacisnąć odpowiedni numerek przyporządkowany. Zawsze miałem problem ze spamiętaniem tych cholernych numerków aż wreszcie znalazłem odpowiedni sposób. Biorąc do koszyka pietruszkę, cukinię i marchew, powiedziałem sobie sekwencję "Cruyff, Smolarek, Boniek". Dlaczego tak? Pietruszka była pod czternastką (to numer koszulki Cruyffa), cukinia pod jedenastką (numer koszulki Smolarka podczas Espana'82) a marchew pod dwudziestką (numer koszulki Bońka podczas Espana'82). Zapamiętałem! Dzięki "Zibiemu" i kolegom przyczepiłem do celofanowych woreczków właściwe etykietki!

Z kolei wykorzystanie własnonożnych doświadczeń piłkarskich w sposób bardziej fizyczny przydaje mi się podczas biegu w tłoku czyli albo na przejściu dla pieszych po włączeniu zielonego światła albo na dworcu w Katowicach (drybling był moją najmocniejszą stroną jako niedoszłego piłkarza, byłbym chyba niezłym kieszonkowcem:)

A Wy? Macie jakieś doświadczenia w tym względzie?;)

PS2 Pożegnania nadszedł czas. Literka "Ż" kończy mundialową zabawę. Nie udało jej się niestety wystawić pełnego składu mimo sojuszu polsko-bułgarskiego.

bramkarz: vacat

obrońcy:

vacat

Żmuda - POL - 1974(3) - 1978 - 1982(3) - 1986

Żeczew - BUL - 1962 - 1966

Michał Żewłakow - POL - 2002 - 2006

pomocnicy:

vacat

Żeljazkow - BUL - 1986

vacat

napastnicy:

Marcin Żewłakow - POL - 2002

Żekow - BUL - 1966

Żurawski - POL - 2006

trener: vacat

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS4 Czas na lincz, jakasie1 drogi:)

piątek, 28 lutego 2014
Nadejdą jeszcze chwile

Pod takim tytułem powstał film o Polonii Bytom. Jego reżyserem jest Leszek Staroń. Miałem okazję przy powstaniu filmu współpracować.

Poczytuję to sobie za ogromny zaszczyt. Dzięki tej pracy mogłem się spotkać z niezwykłymi ludźmi, odwiedzić ich w domach, poznać rodziny. Jeszcze raz uzmysłowić sobie, że Polonia to klub, który w całej Polsce nie ma odpowiednika. Nigdzie indziej melanż śląsko-lwowski nie wydał takich owoców.

Polonia sprawia, że człowieka nachodzą dziwaczne chęci. Zazwyczaj kiedy jest coraz starszy chce być coraz młodszy. Pracując przy tym filmie uzmysłowiłem sobie, że żałuję iż nie urodziłem się wcześniej. Przeżyć powitanie bohaterów wracających z Pucharem Ameryki w obecności 100 tysięcy szczęśliwych bytomian to wspomnienia na całe życie - nie wiem czy kiedykolwiek w przyszłości zdarzy się jeszcze spontaniczna manifestacja takich rozmiarów.

Moim zdaniem film jest, skromnie mówiąc, niezły. Materiału zebrało się na cztery takie opowieści, ale trzeba było coś wybrać... Mnie jednak właściwie nie powinniście słuchać, jestem w tej sprawie stronniczy:) Możecie sami się przekonać. W najbliższy wtorek w Bytomskim Centrum Kultury odbędzie się prezentacja pierwszej drużyny Polonii przed rundą wiosenną. A przed nią odbędzie się właśnie premiera filmu „Nadejdą jeszcze chwile”. Moim zdaniem fragment hymnu Polonii to świetny tytuł. Znając chwalebną przeszłość łatwiej jest czekać na chwalebną przyszłość. Głęboko wierzę, że taka stanie się jeszcze udziałem bytomskiego klubu.

Rozwaliło mnie kiedy podczas prac nad filmem hasło "Nadejdą jeszcze chwile" zobaczyłem na murze w dzielnicy Rozbark. Kibice na trzystu metrach ogrodzenia wymalowali cały hymn! Dziś to wręcz atrakcja turystyczna:)

Na zachętę fragment filmu. Przed Wami jedna z największych gwiazd Polonii. Oglądając można się wzruszyć.

PS Czas na mundialową literkę"F". Ruszamy do ataku. Trochę nietypowo: trzema stoperami i trzema napastnikami. A co tam!

bramkarz:

Fillol - ARG - 1974 - 1978(M) - 1982

obrońcy:

K.H.Foerster - GER - 1982(2) - 1986(2)

Facchetti - ITA - 1966 - 1970(2) - 1974

Figueroa - CHI - 1966 - 1974 - 1982

pomocnicy:

Ferraris IV - ITA - 1934(M)

Falcao - BRA - 1982 - 1986

Fabregas - ESP - 2006 - 2010(M)

Fernandez - FRA - 1982(3)

napastnicy:

Forlan - URU - 2002 - 2010(4)

Fontaine - FRA - 1958(3)

Ferrari - ITA - 1934(M) - 1938(M)

Brałem pod uwagę także Fadigę, Figo, Felixa, Fischera, Flohe, Foe, Forlana, Francescolego, Francillona:)

PS1 O wyjeździe z GieKSą pod koło podbiegunowe - przeczytacie TUTAJ.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

sobota, 12 października 2013
Prekursorzy kibolstwa

Fana z tym konkretnym hasłem, z tym konkretnym przekazem zawisła dziś podczas meczu Polonii Bytom z Zagłębiem Sosnowiec. Szczerze powiedziawszy jest mi to obojętne - jeśli ktoś w Bytomiu chce się uważać za kibola to jego sprawa, mnie może to jedynie dziwić albo rozśmieszać, ale nic ponadto. "Kibol" to nie jest brzydkie słowo więc nie ma przeciwwskazań żeby go używać. Nawet jeśli pierwotna intencja jest całkowicie odwrotna:)

Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad tym co zdarzyło się dziś na stadionie Polonii. Doszło do niezwykłej, poetyckiej wręcz sytuacji. Uwielbiany przez kibiców trener Jacek Trzeciak, który kilka dni temu został pozbawiony funkcji trenera pierwszej drużyny został uhonorowany wielkim, ciągnącym się przez pięćdziesiąt metrów płótnem na którym wypisano hasło "Szacunek dla Trzeciaka za to, że przez te lata nasz klimat podłapał". Też szanuję Jacka Trzeciaka. Ceniłem jako piłkarza, ceniłem jako trenera. No i lubię jako człowieka.

Trzeciak pojawił się na meczu z Zagłębiem. To była niezwykła, filmowa wręcz scena. Wyobraźcie sobie, że usiadł z żoną samotnie na wielkim pustym sektorze za bramką naprzeciwko zegara. U stóp miał właśnie ten niezwykły wyraz hołdu złożonego przez brać kibicowską (mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, że nie piszę "kibolską";)

Szkoda, że na tym się nie skończyło. Wszystko jednak brać popsuła... Wiadomo, że stadion to nie opera, ale aż się zachłysnąłem kiedy usłyszałem gromadne wycie "ch... ci na imie, Skowronek, ch.. ci na imię". Artur Skowronek to trener, który zajął miejsce Trzeciaka.

Jaka jest wina Skowronka? Decyzję działaczy można uznać za niesłuszną, krzywdzącą (w końcu to Trzeciak przeprowadził zespół przez najtrudniejszy okres), ale czy Skowronek postąpił w jakiś sposób niehonorowo? Czy podkopywał Trzeciaka? Czy doprowadził do jego zwolnienia? Nie. Po prostu przyjął ofertę, którą mu zaproponowano. "Żeby utrzymać rodzinę trzeba mieć pracę".

Moim zdaniem nikt nie zasługuje żeby obrażać go w tak haniebny sposób, w tak haniebnych okolicznościach. Taki zaśpiew to hańba wyjątkowa.

Po pierwsze - plugastwo tego sformułowania jest nadzwyczaj ohydne. Wyobraźcie sobie co musieli przeżywać bliscy Skowronka jeśli byli na meczu.

Po drugie - sposób wywrzaskiwania tego hasła jest znamienny. Setki przeciw jednostce... Ciekawe czy kiedyś dojdzie do sytuacji, że jakiś kibol stanie naprzeciw setek trenerów na jakiejś kursokonferencji i zaśpiewa im w twarze: "ch... wam na imię". Szczerzę wątpię. Takich kozaków nie ma. To się nigdy nie zdarzyło i nigdy nie zdarzy.

Momenty kiedy kibolstwo sądzi, że mu wszystko na stadionie wolno są jednymi z najbardziej przykrych doznań jakie muszą przeżywać normalni entuzjaści piłki nożnej.

PS Chamstwo dosięgło również Damiana Bartylę. Ciekawe czy jest jakieś inne miejsce na świecie, w którym lży się faceta dzięki któremu klub istnieje. Przecież gdyby nie Bartyla, Polonia grałaby dziś derby z Orłem Koty w bytomskiej B-klasie. Mylę się?

PS1 Moja relacja z meczu w Bytomiu - TUTAJ.

czwartek, 26 września 2013
Miałem dziś w rękach koszulkę Pelego

Wiadomo, że w polskiej lidze są piłkarze charakterni, ale takich kozaków jacy grali na Górnym Śląsku w latach 50., 60., i 70. już nie uświadczysz. Sztandarowym przykładem jest Jan Liberda, niezwykła gwiazda Polonii Bytom. Gdyby ten facet grał w piłkę dziś - jestem przekonany, że byłby największą gwiazdą reprezentacji Polski. Pół wieku temu był przebojowym królem Bytomia, symbolem Polonii i przywódcą niezwykłej paczki. Kozakiem i przywódcą w ścisłym tego słowa znaczeniu. Zawsze miał wysokie mniemanie o swoich umiejętnościach, ale naprawdę były one wręcz ogromne.

Jan Liberda niczego się nie bał, był hardy, wysoko nosił głowę. A przecież w czasach komunizmu łatwo nie było. Dziś Liberda byłby ustawiony do końca życia, a wtedy dostawał za grę jakieś grosze. Gdyby urodził się w roku 1986 a nie 1936 - mieszkałby teraz w luksusowej rezydencji (zapewne nie na Śląsku lecz w Madrycie, Rzymie albo Londynie), a nie w starej bytomskiej kamienicy, w której go odwiedziliśmy. Jan Liberda zawsze potrafił sobie jednak radzić, był sprytny i zapobiegliwy. Pisałem kiedyś, że zarabiał na przykład na zakładach z kibicami. Zakładał się choćby, że w jakimś meczu Polonia wygra trzema bramkami. Jako że nie mógł sobie pozwolić na porażkę, "doglądał" kolegów: zaprzyjaźnieni taksówkarze i restauratorzy osobiście mu donosili o wyjściach w miasto innych piłkarzy...

Nigdy nie spotkałem piłkarza o tak ogromnych skłonnościach przywódczych i dominującym charakterze. Jeszcze w 2004 roku potrafił skrzyknąć kolegów z dawnej drużyny. Miałem okazję uczestniczyć w takim spotkaniu w Szczyrku. Na wezwanie Liberdy stawili się wtedy z rodzinami dziarscy panowie, członkowie dawnej wielkiej Polonii. Niektórzy piłkarze przyjechali na spotkanie z Niemiec gdzie mieszkają od lat (Paweł Orzechowski, Henryk Kempny, Paweł Brodacki, Ginter Dymarczyk).

Liberda dokonał sztuki, który nie udała się żadnemu innemu piłkarzowi z Polski. Strzelił bramkę reprezentacji Brazylii na słynnej Maracanie. Jakby tego było mało - ówczesnym mistrzom świata. W składzie rywali pokazali się Pele i Garrincha. Koszulka tego pierwszego trafiła do Jana Liberdy, tego drugiego - do Jana Banasia. Miałem dziś w rękach koszulkę Pelego w której najlepszy piłkarz do czasów Maradony grał w tamtym pamiętnym meczu z 1966 roku. Dziś zatarły się wspomnienia w jaki sposób Jan Liberda ją zdobył. To nie mogła być klasyczna wymiana, bo na koszulce jest autograf Pelego, a przecież długopisu na murawie Brazylijczyk ze sobą nie nosił. Syn piłkarza Krzysztof pamięta opowieść, że po spotkaniu Pele sam przyszedł do szatni się wymienić, ale trudno zweryfikować jak było naprawdę.

Przyznam, że mnie osobiście bardziej imponuje nie tyle gol Liberdy na Maracanie co gol Liberdy na Estadio Monumental zdobyty trzy dni później. Moim zdaniem reprezentacja Argentyny była wtedy lepsza niż Brazylii. Przeciw Polakom zagrały wielkie gwiazdy Boca Juniors (Rattin, Marzolini, Rojas), River Plate (Mas, Ermindo Onega i Daniel Onega), Independiente (Ferreiro, Sarnari, de la Mata, chodzi o syna oczywiście), Racingu (Perfumo) oraz San Lorenzo - ulubionego klubu papieża Franciszka (Albrecht). Właśnie ta ekipa zagrała na mundialu w Anglii, gdzie 12 dni po meczu z Polską została ordynarnie przekręcona w meczu z gospodarzami przez niemieckiego sędziego Kreitleina (z niewiadomych przyczyn w 35 minucie wyrzucił z boiska Rattina. Potem okazało się, że powodem miał być wulgarny język i nieważne, że Kreitlein nie znał hiszpańskiego:)

Polska zremisowała w Buenos Aires 1:1 dzięki bramce kozaka z Bytomia. Dla Argentyńczyków bramę walnął Oscar Mas, który dla River Plate strzelił 198 ligowych goli, na pewno słyszeli o nim kibice Realu Madryt.

W Buenos Aires na pewno taki zawodnik jak Mas jeszcze się urodzi. Pytanie tylko czy w Bytomiu jeszcze urodzi się taki zawodnik jak Liberda?

PS Rozczarował mnie dziś Górnik Zabrze. Zdobywając w 72. minucie gola na 1:0 w meczu z Koroną nie potrafił wygrać. Inni powiedzą, że raczej potrafił nie przegrać, bo przecież potem przegrywał. Liczyłem jednak, że zabrzanie wrócą na drugie miejsce. Ale rzeczywiście - na stadionie w Kielcach piłkarze Górnika muszą wdychać jakieś niesprzyjające im opary. Siedem meczów na Koronie i dopiero pierwszy remisik...

Wygląda na to, że nowym problemem Górnika staje się brak umiejętności utrzymania dobrego wyniku. Z wyjątkiem pierwszego meczu w tym sezonie z Wisłą Kraków gdzie padł bezbramkowy remis zabrzanie zawsze jako pierwsi zdobywali bramkę (sic!) jednak Ruch, Lechia i Korona potrafiły ich dogonić, a Legia nawet przegonić! Gdyby grało się tylko do pierwszej bramki Górnik miałby dziś 25 punktów i pewne pierwsze miejsce w tabeli. Czy to brak koncentracji? Umiejętności? Sił?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

sobota, 14 września 2013
Tapczan

Odwiedziłem dziś w Bytomiu Wacława Sąsiadka. Dość prawdopodobne, że wielu z Was to nazwisko z niczym się nie kojarzy. Jeśli jesteście ze Lwowa, Katowic, Warszawy lub Bytomia - popełniacie błąd. Jeżeli kibicujecie reprezentacji Polski - tym większy!

Spotkaliśmy się żeby porozmawiać o bytomskiej Polonii więc teraz będzie przekornie - o grze w Polonii pana Sąsiadka tym razem na Czadoblogu nie przeczytacie. Bo choć zdobył z bytomskim klubem mistrzostwo Polski to karierę miał tak bogatą, że mogę ten wpis poświęcić wielu niezwiązanym z Polonią epizodom piłkarskiej przygody tego niezwykłego gracza. 

Otóż 82-letni dziś Wacław Sąsiadek przez wiele lat był najmłodszym zawodnikiem, który zadebiutował w reprezentacji Polski. Kiedy zagrał z Finlandią w 1948 roku miał zaledwie 17 lat i 227 dni! Jego rekord pobił dopiero piętnaście lat później Włodzimierz Lubański.

Z pochodzenia lwowiak, jako dziecko kibicował oczywiście  tamtejszej Pogoni. Opowiadał mi, że kiedy wybuchła wojna, rodzina Sąsiadków uciekła do Kielc. Ojciec Franciszek był kolejarzem i latem 1945 roku ściągnął rodzinę na Górny Śląsk. Sąsiadkowie nie wysiedli jednak w Bytomiu jak większość lwowiaków, ale wcześniej, w Katowicach, bo ojciec miał w tym mieście znajomych, którzy obiecali załatwić mu pracę. Zaraz po przyjeździe Wacek i jego brat Jurek poszli się przespacerować po mieście i nagle... stanęli jak wryci. Zobaczyli stadion Pogoni (dziś należący do AWF-u, to ten obiekt przy ul. Kościuszki). "Taka sama nazwa, jak we Lwowie" natychmiast pomyśleli bracia i od razu wiedzieli, że będą grać w tym klubie. 14-letni Wacek (rocznik 1931) w katowickiej Pogoni wyróżniał się tak bardzo, że od razu znalazł miejsce w drużynie juniorów. Był sprawnym, szybkim, dobrym technicznie prawoskrzydłowym.

Szybko awansował do reprezentacji Śląska i reprezentacji Polski juniorów. Grał tak dobrze, że dostał nawet szansę w reprezentacji Polski. Jak wspomniałem, w październiku 1948 roku zagrał przeciw Finlandii. Koledzy z klubu wręczyli mu potem z okazji debiutu pamiątkową statuetkę. Młodziutkim piłkarzem szybko zaczęły interesować się inne, większe kluby. Przeprowadzka była kwestią czasu, bo Pogoń Katowice nie była ulubionym klubem ówczesnej władzy i nie było dla niej perspektyw. Sąsiadek rozpoczął już nawet treningi w Polonii Bytom, ale ostatecznie przekonany przez Mariana Olejnika, ówczesnego gracza Kolejarza Katowice (później piłkarza i działacza Górnika Zabrze i... męża kuzynki Sąsiadka), przeszedł razem z nim do Legii Warszawa. Wyobrażacie sobie? Późniejsza legenda Górnika namawia go żeby przeszedł do Legii! Chichot historii, co?:) W CWKS-ie Wacław Sąsiadek debiutował w... Bytomiu przeciw Polonii, w kwietniu 1949. Gwizdów nasłuchał się mnóstwo. Ale nie przejął się, strzelił gola (żeby nie było - kiedy przeszedł do Polonii w pierwszym meczu przeciw Legii zdobył dwie bramki:).

W Warszawie był prawdziwą gwiazdą. Grał tam cztery sezony, strzelił w lidze 34 bramki. Jak sam mówi, miał dobre warunki (pokoik w bursie dla wojskowych i trzykrotnie większą pensję niż ojciec). Poza tym w stolicy poznał przyszłą żonę Danutę -  pływaczkę bytomskiej Polonii. Kiedy skończyła stołeczną AWF, postanowili wrócić na Śląsk, do Bytomia, tam mieszkała jej rodzina. Za przejście do Polonii piłkarz dostał tapczan. Powtarzam: tapczan.

Był rok 1954. Sąsiadek szybko stał się gwiazdą bytomskiego klubu i zdobył z nią pierwszy tytuł mistrzowski. Odszedł zanim wygrała ligę po raz drugi (1962).

W reprezentacji Polski pan Sąsiadek zagrał trzy razy. Dobrze pamięta zwłaszcza mecz z Albanią w 1950 r. Mało kto wie, ale polscy piłkarze omal wtedy nie zginęli w katastrofie samolotowej. Po starcie piorun uderzył w samolot i zapaliła się kabina pilotów. Jakimś cudem ugaszono pożar, a potem bez łączności radiowej lądowano awaryjnie w Budapeszcie.

Wacław Sąsiadek przedwcześnie zakończył karierę w 1959 z powodu kontuzji kolana. W towarzyskim meczu z okazji Barbórki brutalnie sfaulował go bramkarz Silesii Miechowice. Kolano doskwiera do dziś. Wyobrażacie sobie, że kolano boli Was pół wieku? Po długiej rekonwalescencji próbował jeszcze kopać piłkę w... Silesii Miechowice, ale ból spowodował, że szybko dał sobie spokój. Pracował w dziale kreślarskim w bytomskiej elektrowni, równocześnie rozpoczął też pracę trenerską w szkółce Stadionu Śląskiego. Potem trenował m.in. Uranię Ruda Śl. (1968-69, 1973-76, 81-85), CKS Czeladź (1969-73), GKS Tychy (1977)* i Wisłokę Dębica (1978, 79-80). Ale największy sukces odniósł z Toronto Falcons - w 1979 roku zdobył z tą drużyną Puchar Kanady. W Toronto u Wacława Sąsiadka grał m.in. Zygfryd Szołtysik.

Kto zna pana Sąsiadka na tym wrażenie musi robić jego styl bycia. To dżentelmen w najlepszym znaczeniu tego słowa. Obecne wychowanie, choćby najbardziej staranne - z przedwojenną kindersztubą nie może się równać.

PS Z Danutą, żoną Wacława Sąsiadka związana jest romantyczna historia. Też pochodziła ze Lwowa, mieszkali kilka ulic od siebie, ale we Lwowie nigdy się nie spotkali! Stało się to dopiero w Warszawie. Wynika z tego, że i pobyt w stolicy może stać się początkiem czegoś niezwykłego:)

PS1 Byłem dziś również na meczu GKS-u Katowice z Energetykiem ROW Rybnik. W sobotni wieczór Bukowa była jednym z najgłośniejszych miejsc w Polsce. Działały aż cztery młyny - katowicki, rybnicki (a właściwie rybnicko-knurowski), zabrzański i... katowicki dziecięcy. Ten ostatni co prawda jeszcze przed mutacją, ale narybek rośnie! 

A sportowo? Znów potwierdziło się ile dla GieKSy znaczy Przemysław Pitry. Oba gole, tak różne przecież od siebie, były zdobyte w profesorski sposób. Łączyło je jedno - perfekcyjna precyzja więc siły nie było trzeba 

PS2 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna stadionu w Zabrzu powinna zostać wybudowana jak najszybciej. 

* jako trener Tychów potrafił wygrać z Wisłą Kraków 5:0

piątek, 09 sierpnia 2013
Pieśćmy ich dalej

Wróciłem z meczu Polonii Bytom z Gryfem Wejherowo. Takie spotkanie uczy, że nie można ferować wyroków przed ostatnim gwizdkiem. Większość meczu mi się nie podobała, zaczynałem być zdegustowany, ale po ostatnim gwizdku miałem odczucia całkowicie odwrotne:)

Co mi się podobało:

a) że kibice nie opuszczają Polonii. Kiedy klub pierwszy raz w swojej historii spadł na trzeci poziom rozgrywek zdarzały się mecze ligowe na które przychodziło tylko trochę ponad sto osób. Siedziały głównie na koronie, także w miejscu zamkniętym dziś dla kibiców czyli za bramką naprzeciw zegara. Dziś, po latach, Polonia znów gra na tym samym poziomie, a tym razem kibice jej nie opuścili. 1050 kibiców na meczu z Wejherowem to moim zdaniem przyzwoity wynik;

b) piękna bramka zdobyta uderzeniem głową przez nabiegającego Kamila Białkowskiego po rzucie rożnym. Strzelił jakby zrobił to już w lidze co najmniej pięćdziesiąt razy, to przypominało slam dunk, w tej, no..., koszykówce. Tymczasem - jak przyznał Białkowski po spotkaniu - to był dopiero jego pierwszy gol zdobyty głową!

c) że Polonia potrafiła wygrać 2:1 mimo że w polu kompletnie się jej przez większość meczu nie układało. Pierwsza połowa wyglądała w jej wykonaniu wręcz fatalnie. - To był bardzo ciężki mecz z dobrze zorganizowanym przeciwnikiem. Na początku nie mogliśmy sobie z tym poradzić - przyznał potem trener Jacek Trzeciak. Ale ważniejsze jest co innego i to właśnie spowodowało, że gra stała się dla mnie interesująca: Polonia - zdaniem Trzeciaka i nie tylko jego - bardzo dobrze zareagowała po stracie wyrównującej bramki. Nie podłamała się mimo że wcześniej zdołała stworzyć tylko jedną groźną akcję więc trudno było sądzić, że uda strzelić się jej gola. Właśnie w najgorszym momencie zaczęła grać i dzięki temu wygrała z rywalem, który prezentował się dziś lepiej.

Co mi się nie podobało:

a) ogromne kłopoty ze skonstruowaniem przez polonistów jakiejkolwiek groźnej akcji przez większość meczu. Jedyne zagrania ze znakiem jakości to kilka dośrodkowań z lewej strony Kamila Białkowskiego. I to było wszystko!

Co mnie zdumiało:

a) na początku meczu padał deszcz i to ostro. Padało również od 30 minuty, a także w drugiej połowie. W końcówce zrobiło się zimno, wręcz zmarzłem (wiem, że dla kogoś kto obecnie przebywa na Górnym Śląsku może brzmieć to dziwacznie, ale tak właśnie było). Tymczasem w 24. minucie sędzia Piotr Wasilewski z Kalisza zarządził... przerwę na picie. Czy to oznacza, że już zawsze będzie przerwa na picie?! W grudniu też? Od razu absurd sytuacji wychwycili kibice. Około 70. minuty usłyszałem okrzyk "teraz podajmy im kawę albo grzańca galicyjskiego".

Rozumiem taką przerwę w warunkach ekstremalnych, ale jeśli będziemy pieścić piłkarzy w ten sposób bez ustanku to jutro przegramy z San Marino.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11
Archiwum