poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Szansa dla Odry na odzyskanie tożsamości

Kiedy Odra Wodzisław w 2011 roku postanowiła pójść na skróty zbuntowałem się i postanowiłem ją ignorować. Całkowicie przestałem się tym klubem interesować. Właściwie nawet nie nim, co jedynie wydmuszką o tej samej nazwie, która przejęła licencję od innego klubu z innego zresztą województwa.

Jak się okazuje powstanie wydmuszki było poważnym błędem, bo  - jak zauważa wszystkośledzący jakas1 - z "Odrą Wodzisław" zaczęły dziać się cuda:

Sprawa "Odry Wodzisław" jest ciekawa. Zamiast zaczynać po wycofaniu w 2012 od dołu drabinki ligowej, przemianowali jak wiadomo III-ligowy Start Bogdanowice na "Odrę". Pograli sobie dwa sezony w III lidze i w czerwcu spadli. Wtedy zorientowali się, że spadają nie do IV ligi śląskiej, tylko do ... opolskiej - jako klub z Bogdanowic w powiecie głubczyckim. Wymyślili więc sobie, że w takim razie życzą sobie spaść do IV ligi śląskiej, a nie opolskiej, na co PZPN nie wyraził zgody (słusznie), tyle że na podstawie argumentu, że na wniosku nie napisali pełnej nazwy klubu :D 

W międzyczasie jeszcze nie wypaliło im połączenie z akademią piłkarską z Wodzisławia... 

Żeby przystąpić do ŚZPN, klub wystąpił wcześniej z opolskiego ZPN. Do ŚZPN ich... nie przyjęli, a w OZPN już ich nie ma, więc nie zagrają nawet w IV lidze opolskiej :D Aktualnie są na etapie pisania listów otwartych do Bońka.

Tyle jakas1Nie wiem czy w Wodzisławiu zdają sobie sprawę, że właśnie teraz dostali ogromną szansę odzyskanie tożsamości. Uważam, że zamiast pisać listy do Bońka działacze powinni zgłosić drużynę do rybnickiej albo raciborskiej C-klasy i nie oglądając się na nikogo powoli i spokojnie budować drużynę na salony. 

Moim zdaniem staliby się wtedy pełnoprawnym spadkobiercą tradycji Odry. W kronikach wstydliwy okres przejęcia skóry od Startu Bogdanowice mógłby zostać całkowicie pominięty. 

Chciałbym żeby tak się stało, ale z doświadczenia wiem, że każdy za wszelką cenę chce grać jak najwyżej. Odrze życzę żeby znowu zagrała w ekstraklasie. Jako Odra Wodzisław. Bo już wiadomo, że jako "Odrze" się jej jednak nie uda.

PS Uważam, że słuszne byłoby zastanowić się nad wprowadzeniem w przyszłości pewnego zapisu.

Otóż bankrutujące wielkie firmy mogłyby mieć prawo zaczynać nie od samego dołu - na przykładzie Odry widać, że mogą być doły głębsze i płytsze, więc w zależności od miejsca powrót na szczebel centralny jest dłuższy lub krótszy. W Wodzisławiu mają pecha - tam funkcjonuje dziewiąty poziom...

A gdyby w przyszłości wprowadzić zapis, że klub, który zajął co najmniej trzecie miejsce w ekstraklasie albo awansował co najmniej do finału Pucharu Polski w razie bankructwa miałby gwarancję rozpoczynania nie od samego dołu a na przykład od piątego poziomu rozgrywek (IV ligi)? Co sądzicie? Taki przepis gwarantowałby jasną, konkretną drogę postępowania a przy okazji dodatkowo motywowałby drużyny z ekstraklasy (i nie tylko), które jeszcze nie zaznały sukcesu;)

PS Gdyby taki przepis istniał już wcześniej mogłaby z niego skorzystać Odra, która przecież w 1997 roku w debiutanckim sezonie załapała się na podium.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

czwartek, 01 grudnia 2011
Nie idźcie tą drogą

Z przykrością dowiedziałem się, że droga na skróty jest tak kusząca, że aż realna. Żałuję, bo chciałbym żeby w tym najtrudniejszym momencie, próbie ognia i wody, udawało się klubowi, który z powodów finansowych nagle zsunął się na sam dół zachować to co najcenniejsze - tożsamość.

Kiedy zadłużona na 6,5 mln spółka akcyjna MKS Odra Wodzisław SA została postawiona w stan upadłości ta tożsamość wcale nie była zagrożona. Tak samo jak nie była zagrożona w pewien lipcowy ranek ponad pięć miesięcy temu, kiedy komornik przy Sądzie Rejonowym w Wodzisławiu Śląskim przeprowadził licytację ruchomości należących do spółki. Tożsamość nie zmieniła oblicza tylko dlatego, że komornik za 3/4 wartości postanowił sprzedać należący do Odry sprzęt RTV (telewizory, monitory LCD), sprzęt komputerowy (laptopy, drukarki), meble biurowe, komplet wypoczynkowy, a nawet klimatyzator.

Kiedy zarząd Podokręgu Rybnik Śląskiego Związku Piłki Nożnej postanowił, że spadkobierca nazywający się Odra 1922 Wodzisław, w którego organizację włączyli się kibice, zacznie grę od najniższego szczebla rozgrywek, tożsamość Odry również nie była zagrożona. Kiedy klub upada i schylają się po niego szeregowi kibice żeby rozpocząć grę na samym dole - tożsamość zostaje zachowana, a kaganek świeci dalej.

Przez krótką chwilę kiedy działacze ''nowej'' Odry sondowali latem  możliwość gry na wyższym szczeblu na licencji innych klubów (choćby z Zawady, Krzyżanowic albo Pietrowic Wielkich) bałem się, że kaganek zgaśnie. Na szczęście w chwili, kiedy prezes danego klubiku po rozmowie z wodzisławianami ogłaszał u siebie taką ewentualność natychmiast zostawał okrzyknięty zdrajcą i oszustem...

Ostatecznie Odra, jak Pan Bóg przykazał, rozpoczęła w C-klasie. Początki były bardzo trudne: w historycznym pierwszym meczu lepsze okazały się rezerwy Startu Mszana. Potem było już lepiej: Odra przegrała jeszcze tylko dwa razy i po rundzie jesiennej ma tylko trzy punkty straty do lidera - rezerw Granicy Ruptawa, a więc realne szanse na awans do B-klasy.

Niestety - niektórym być może zaczyna brakować entuzjazmu: ktoś ma pomysł o przejęciu licencji jednego z klubów trzecioligowych. Chodzi o występujący w grupie opolsko-śląskiej Start Galmet Bogdanowice, nad który nadciągają kłopoty finansowe.

Z mojego punktu widzenia podjęta gra nie jest warta świeczki. Zastanówcie się drodzy wodzisławscy działacze co będziecie przeżywać za 40 lat?

Być może z dumą będziecie mogli opowiadać wnukom, że wyciągnęliście zasłużony klub z otchłani z powrotem na szczebel centralny.

Ale być może wasi wnukowie nie będą mogli na Was patrzeć i spytają z wyrzutem dlaczego zgubiliście kaganek, a zyskaliście cudzysłów.

Zastanówcie się: czy ''Odra'' Wodzisław brzmi lepiej niż Odra Wodzisław? Powodzenia i kolejnych sportowych awansów.

PS Omega życzy Wam tego samego.

PS1 Kibice lubią używać słowa ''wierność''. Tym razem byłaby to jedynie wierność marzeniom o powrocie do przeszłości. 

poniedziałek, 30 maja 2011
Odra Top Ten

W latach 1994-2011 widziałem na własne oczy 56 meczów Odry Wodzisław. Różnych: ligowych, pucharowych i towarzyskich. Wybrałem dziesięć (a właściwie trochę więcej;-) najbardziej dla mnie pamiętnych.

Miejsce 10

Odra - Ślęza Wrocław 1:0 (16 kwietnia 1994, ówczesna II liga, stadion Odry)

Mój pierwszy mecz w Wodzisławiu, zapamiętam go na zawsze. Najbardziej podobała mi się... trzecia ławka rezerwowych stojąca między ławką Odry i ławką gości, na wysokości linii środkowej. Była przeznaczona dla dziennikarzy. Wszystkie trzy ławki miały daszek i były wkopane w ziemię - dlatego murawę mieliśmy na wysokości twarzy. Rej na ławce wodził wtedy Bogdan Nather, który w Wodzisławiu zawsze czuł się jak u siebie (z wyjątkiem epizodów kiedy szczypał się z Marcinem Bochynkiem);

Miejsce 9

GKS Katowice - Odra 1:1 (25 maja 2005, ekstraklasa, stadion GKS-u, zweryfikowany na 0:3 za pobicie sędziego przez chuligana).

Odra zagrała do końca. Gol Jana Wosia strzelony w 93 minucie właściwie zdecydował, że Katowice pożegnały się z ekstraklasą. Jak dotąd na zawsze. Szkoda, że po bramce Piotr Rocki brzydko się zachował prowokując katowickich kibiców. Cwałował przed "blaszokiem", pokazując w stronę trybun opuszczony palec i "dwójkę" - drugą ligę... Po końcowym gwizdku arbitra na stadionie wszyscy - piłkarze, trenerzy, dziennikarze i działacze - byli przekonani, że sędzia spotkanie zakończył, a nie przerwał. Potem twierdził, że jednak przerwał, bo czuł się zagrożony.

Miejsce 8

Ruch Chorzów - Odra 0:1 (5 kwietnia 2003, ekstraklasa, stadion Ruchu)

Wtedy Odra szła jak burza. To było jej piąte ligowe zwycięstwo z rzędu. Aż trudno uwierzyć jakie wtedy wyniki osiągała. W XV kolejce 2:0 z Płockiem u siebie. W XVI kolejce 3:2 z Lechem na wyjeździe. W XVII kolejce 5:1 z Widzewem u siebie. W XVIII kolejce 4:0 ze Szczakowianką u siebie. W XIX kolejce właśnie 1:0 z Ruchem na wyjeździe. To była jej najlepsza ekstraklasowa passa w historii, bo zaraz potem wygrała po raz szósty - 3:0 z Zagłębiem Lubin u siebie w XX kolejce. Serię przerwał dopiero Groclin.

Niebiescy zagrali wtedy znakomite spotkanie, ale nie dali rady. U gości groźni byli zwłaszcza skrzydłowi, kojarzeni także z innymi śląskimi klubami - Marcin Nowacki i Rafał Jarosz. Ten drugi wymusił karnego, który zdecydował o wyniku. Zapamiętam jednak słowa obrońcy, który go spowodował. - Nie jestem przekonany, czy był karny. Swoim zachowaniem na pewno dałem jednak pretekst, żeby go odgwizdać - przyznał Tomasz Fornalik. Nie wymyślał, nie kłamał. Powiedział co myśli i pokazał, że siła jest w autentyczności. Z tym karnym związana jest jeszcze jedna ciekawostka - gra psychologiczna jaką zastosował bramkarz Ruchu Marek Matuszek. Tuż przed wykonaniem jedenastki, podpowiedział Wojciechowi Górskiemu jak ma strzelać. Trzy lata wcześniej Matuszek obronił karnego Górskiego, gdy ten grał jeszcze w Zagłębiu Lubin. Teraz jednak gol padł.

Miejsce 7

I miejsce na turnieju halowym w Chorzowie (28 grudnia 1996, hala MORiS).

- Jesteśmy dobrzy. Wygrywaliśmy na luzie - mówił z dumą Marcin Bochynek. Miał rację. Najlepszym piłkarzem imprezy wybrano Ryszarda Wieczorka. - Jestem zaskoczony, nigdy wcześniej mnie w ten sposób nie uhonorowano. No, ale w końcu byliśmy najlepsi, trzeba było wybrać kogoś z nas - mówił Wieczorek. Słowa pełne pewności siebie. Kiedyś piłkarze Odry naprawdę mogli tak mówić. Najwięcej bramek zdobył Jacek Polak, mój ulubiony piłkarz z temtego okresu.

Miejsce 6

Odra - Pobeda Prilep 3:0, Pobeda - Odra 2:1 (23 lipca i 30 lipca 1997, runda preeliminacyjna Pucharu UEFA, stadion Odry, stadion Pobedy).

Pierwsze mecze Odry w prawdziwych europejskich pucharach. Co ciekawe parę dni wcześniej Odra zagrała genialny mecz w europejskich pucharach, które Czadoblog nie uznaje za w pełni europejskie. Do dziś żałuję, że nie widziałem jak Odra złoiła na wyjeździe Austrię w Wiedniu 5:1 w Pucharze Intertoto...

Z tego dwumeczu zapamiętałem rewanż, który przyniósł mnóstwo wrażeń turystyczno-obyczajowych i zero wrażeń sportowych. Wtedy pierwszy raz rozdawałem autografy, bo mali Macedończycy uznali mnie za piłkarza Odry - fakt, że kiedy prawdziwi futboliści trenowali na stadionie Pobedy kopałem sobie piłkę za linią boczną (to było jakieś 30 kilogramów temu:-)

Miejsce 5

Rotor Wołgograd - Odra 2:0, Odra - Rotor 3:4  (12 sierpnia i 24 sierpnia 1997, runda eliminacyjna Pucharu UEFA, stadion Rotoru, stadion Odry).

Jeśli ktoś nie kojarzy Wołgogradu to może wytłumaczę: do 1925 był to Carycyn, potem - na cześć Josifa Wissarionowicza Dżugaszwilego - nazwano je Stalingradem. W 1961 roku to milionowe miasto przemianowano na Wołgograd.

Mecze Odra - Rotor były najbardziej zdumiewającą rywalizacją w pucharowym dwumeczu jaki widziałem. Wiadomo było, że Rotor dużo potrafi, bo w sezonie 1995/6 w Pucharze UEFA wyeliminował Manchester United. W Wołgogradzie był bezbramkowy remis, w Anglii Rosjanie prowadzili po bramkach Władimira Niederhausa i Olega Wieretiennikowa 2:1. Dopiero w ostatniej minucie bramkarz Peter Schmeichel po desperackim rajdzie na pole karne gości uderzył celnie głową i uratował honor ekipy Fergusona. Dalej jednak awansował Rotor.

Tym razem nie powinien jednak awansować. Dlaczego tym razem nie awansowała Odra - do dziś się dziwię. W Wołgogradzie powinna wygrać bardzo wysoko, ale marnowała rewelacyjne wprost okazje. Re-we-la-cyj-ne!

Z tamtego wyjazdu w pamięci utkwiły mi jeszcze... rosyjskie dziewczęta. Może i zgrzebnie wtedy ubrane, ale ubranie nie przesłoni faktów. Wiem jedno: do Wołgogradu przylatujesz  na chwilę samolotem, który ma lecieć do Mediolanu i w ciągu dziesięciu minut zapełniasz go pierwszymi z brzegu wołgogrodziankami. A potem prosto na wybieg najlepszych topmodelek!

Miejsce 4

Odra - GKS Katowice 3:1 (22 lipca 2002, ekstraklasa, stadion Odry)

Pamiętacie idiotyczny podział ligi na grupę A i B? Na jej starcie Odra zagrała znakomite spotkanie. Mecz był pamiętny, bo właśnie wtedy w roli szkoleniowca debiutował Ryszard Wieczorek (na ławce Gieksy debiutował Janusz Białek). Oprócz Wieczorka w Odrze debiutowało także kilku nowych piłkarzy. Marek Saganowski, Ariel Jakubowski i Wojciech Górski zagrali bardzo dobrze.

Miejsce 3

Odra - Górnik Zabrze 1:0 (3 sierpnia 1996, ekstraklasa, stadion Odry)

Drugi mecz Odry w ekstraklasie. W pierwszym wygrała 3:1 z Polonią Warszawa, a pierwszego gola strzelił Ryszard Wieczorek. Pisałem wtedy: „Spotkanie z Górnikiem wywołało ogromne zainteresowanie, wodzisławski stadion zapełnił się do ostatniego miejsca. Gospodarzom bardzo zależało na zwycięstwie. Pięciu zawodników (Jegor, Staniek, Polak, Paluch i Zagórski) grało kiedyś w Górniku, a trener Marcin Bochynek zdobywał z zabrzanami mistrzostwo Polski. Jedynego gola meczu zdobył Sławomir Paluch. W 56. minucie znów z wolnego strzelał Jegor. Piłka odbiła się od jednego z obrońców i trafiła pod nogi rozpędzonego Huberta Szewczyka. Jego uderzenie Warzecha zdołał jeszcze obronić, ale wobec dobitki Palucha był bezradny. - Trafić z czterech metrów do pustej bramki to żadna sztuka - mówił potem skromnie napastnik Odry

Sytuacja Górnika stała się trudna. Kiedy trener Jan Kowalski stawiając wszystko na jedną kartę wprowadzał do gry Kuźbę i Szemońskiego, miejscowa policja tłukła pałkami niezadowolonych z wyniku szalikowców Górnika. Rezerwowi zabrzańscy napastnicy nie zaimponowali. - Do młodzieży trzeba mieć cierpliwość. Swego czasu Heniu Bałuszyński też nie spełniał nadziei, a potem był najlepszy w klubie - mówił po meczu Kowalski. Piłkarze Odry schodzili do szatni w doskonałych humorach. Piotr Jegor: - Zostawiłem w Górniku kolegów, ale w piłce nie ma sentymentów. Gramy przecież o punkty i premie. Mało rozmowni byli gracze z Zabrza. - Dużo się zmieniło od kiedy grałem w barwach Odry: nowy stadion, lepsza drużyna. Wodzisław jeszcze niejednemu zespołowi pokaże jak się gra w piłkę - powiedział pomocnik Górnika, Mieczysław Agafon”. 

Miejsce 2

Odra - Ruch Chorzów 5:0 (16 maja 1998, ekstraklasa, stadion Odry) 

Pisałem wtedy: „Po sobotnim meczu Marek Bęben stał się w Wodzisławiu człowiekiem nr 1. Ten czterdziestoletni bramkarz spisywał się wprost rewelacyjnie. - Teraz nie mam wątpliwości, że Odra utrzyma się w lidze - mówił po meczu.

Znakomity mecz w Wodzisławiu obejrzał nadkomplet widzów. Na stadionie nie było ani jednego wolnego miejsca. Na widowni zasiedli m.in. prezes UKFiT Jacek Dębski i wojewoda katowicki Marek Kempski. Kiedy spiker zaanonsował obecność ministra na trybunach - część widowni klaskała, część gwizdała.Do Wodzisławia przyjechała również tysiącosobowa grupa szalikowców Ruchu. Po znakomitej grze z Wisłą w poprzedniej kolejce nikt w ekipie gości nie ukrywał, że liczy na zwycięstwo. Mecz miał dla obu drużyn ogromną stawkę. Chorzowianie marzą przecież o starcie w Pucharze UEFA, a Odra broni się przed spadkiem. Wydawało się, że walka będzie wyrównana.

Tymczasem gospodarze rozpoczęli fantastycznie. Waldemar Grzanka (pamiętacie takiego?;-) w ciągu pierwszych pięciu minut dwukrotnie musiał wyciągać piłkę z bramki. Bohaterem wśród gospodarzy był Jan Woś. Wprawdzie z powodu kontuzji grał tylko kwadrans, ale to właśnie on strzelił pierwszą i wypracował drugą bramkę. Oszołomieni chorzowianie próbowali atakować, ale obrona Odry grała bardzo czujnie. Kiedy zaś "niebieskim" udało się już oszukać wodzisławską defensywę, to na Bębna nie potrafili znaleźć recepty. Wodzisławski bramkarz wielokrotnie doprowadzał piłkarzy Ruchu do rozpaczy. Nie imponował wcale efektownymi paradami, uznanie wszystkich zdobył znakomitym ustawianiem się i bezbłędną grą na przedpolu. Już po godzinie gry stadion skandował jego nazwisko.

W 85. minucie bramkarz otrzymał owację na stojąco od rozentuzjazmowanych tłumów. Sędzia podyktował wtedy karnego dla Ruchu. Naprzeciw Bębna stanął walczący o tytuł króla strzelców Mariusz Śrutwa. Najgroźniejszy snajper Ruchu strzelił mocno, ale Bęben wyczuł jego intencje i wybił piłkę w pole. Załamany Śrutwa złapał się za głowę i padł na murawę. - Życie zaczyna się po czterdziestce - komentowali kibice grę jednego z najstarszych piłkarzy w ekstraklasie.

Po błyskawicznej stracie dwóch bramek chorzowianie przeważali, a Odra cofnęła się, czyhając na kontrę. Ten plan przyniósł efekty w ostatnich dwudziestu minutach. Po szybkich akcjach gospodarze trafili jeszcze trzy razy. Dwie bramki były szczególnie efektowne. Strzelcy - Arkadiusz Bałuszyński i Mariusz Nosal - na pewno jeszcze długo będą je wspominać. Goście opuszczali Wodzisław w fatalnych humorach. Nic dziwnego, porażka praktycznie przekreśliła ich szanse na start w europejskich pucharach”.

Miejsce 1

Na szczęście to mój prywatny ranking meczów które widziałem i mogę zrobić niedozwolony myk. Szczyt rezerwuję bowiem dla meczów, których... nie widziałem i do dziś mam do siebie o to pretensje.

Dwa razy po 3:2 z Wisłą (dwa razy do przerwy było 3:0). Niemal w rocznym odstępie. Z tą najwiekszą Wisłą z największych Wiseł.

Zresztą niech przemówią protokoły, a nie okrągłe zdania:

Mecz nr 1

20 października 2002

Odra Wodzisław - Wisła Kraków 3:2 (3:0)

Bramki: 1:0 Jarosz (8. po dośrodkowaniu Ziarkowskiego), 2:0 Sibik (14. z rzutu karnego po faulu Stolarczyka na Rockim), 3:0 Ziarkowski (41. po dośrodkowaniu Rockiego), 3:1 Moskal (50. po podaniu Uche), 3:2 Kuźba (75. po dośrodkowaniu Patera)

Odra: Bęben - Madej, Sablik, R. Górski - Myszor, W. Górski Ż, Sibik (86. Kłus), Rocki Ż (56. Pluta), Grzyb - Jarosz, Ziarkowski (76. Chałbiński)

Wisła: Hughes - Baszczyński Ż, Głowacki, Jop, Stolarczyk - Uche (62. Pater), Moskal (54. Piotr Brożek), Strąk, Kosowski Ż - Żurawski, Kuźba

Widzów: 4300.

mecz nr 2

24 października 2003

Odra Wodzisław - Wisła Kraków 3:2 (3:0)

Bramki: 1:0 Nosal (14., z podania R. Górskiego), 2:0 Sablik (25., z podania Nowackiego), 3:0 Sokołowski (37., z podania Nowackiego), 3:1 Piotr Brożek (54., z podania Frankowskiego), 3:2 Żurawski (75., z karnego po faulu Madeja na Paszulewicza)

Odra: Bęben - Grzyb, Madej, Sablik Ż, R. Górski - Sokołowski (90. Masłowski), Kwiek Ż (71. Jarosz), W. Górski, Radzewicz - Nowacki (82. Kłus), Nosal.

Wisła: Piekutowski - Baszczyński, Jop, Paszulewicz, Dubicki - Gorawski Ż, Strąk (46. Ouadja), Szymkowiak Ż, Brasilia (46. Piotr Brożek) - Frankowski (74. Paweł Brożek), Żurawski.

Widzów: 5000.

PS Okazuje się, że jeszcze możemy zobaczyć Odrę w meczu pierwszoligowym. Piłkarze Pogoni zapraszają do Szczecina, obiecują, że zapłacą za hotel...

PS1 W Zabrzu chcą wkrótce przedstawić nowego inwestora i ze spokojem czekają na jutrzejszy werdykt Komisji Licencyjnej.

PS2 Omegę pozdrawiamy. Przy okazji: z Ruchu odchodzą m.in. Michał Pulkowski i Ariel Jakubowski. A kto przychodzi? A gdzie trafią bracia Makowie?

PS3 Stadion Piasta ma być gotowy 15 lipca. Ale co z tego, skoro w rundzie jesiennej - przynajmniej na początku - Piast nadal ma zamiar grać w Wodzisławiu...

PS4 Ludzie Polonii dostali obuchem po głowie. W Bytomiu krążą plotki, że któryś z piłkarzy przenosi się do Cracovii. Prawda to?

poniedziałek, 24 stycznia 2011
Za niskie progi

Na Śląsku mało kto kojarzy Roka Elsnera. Oczywiście na Górnym Śląsku, bo na Dolnym już bardziej. 25-letni stoper miesiąc temu podpisał kontrakt ze Śląskiem Wrocław. To oznacza, że wymagający Orest Lenczyk coś w nim dostrzegł.

Mało kto pamięta, że sytuacja z kojarzeniem mogła być odwrotna, ale Słoweniec zdecydował inaczej. Ktoś jeszcze pamięta, że chłopak był na testach w Odrze Wodzisław już w czerwcu 2009 roku? Sytuacja w tym klubie nie była jeszcze tak dramatyczna jak dziś, ale już wtedy Elsner podjął zaskakującą (wówczas) decyzję. Z tego co wiem odpuścił testy, bo uznał, że... to za niskie progi na jego nogi i wyjechał. Tak przynajmniej można było usłyszeć w Wodzisławiu. Zazwyczaj to klub rezygnuje z testowanego zawodnika, a nie odwrotnie...

Elsner, który zanim znów przyjechał do Polski kopał za pieniądze futbolówkę w Kuwejcie i Norwegii, pewnie za głowę by się złapał, gdyby przestudiował obecną sytuację klubu z Wodzisławia. Dziś członkowie rady nadzorczej odwołali z funkcji prezesa Czecha Marka Zdrahala. Nowego nie powołali, bo powinien przecież o tym zdecydować nieobecny w Polsce inny Czech - Zdenek Zlamal, właściciel klubu. Uwierzycie, że w Wodzisławiu poważnie zastanawiają się czy Zlamal na prezesa nie powoła... Zdrahala?

Wiatr w oczy działaczom, piłkarzom i kibicom Odry wieje, PZPN też dorzucił swoje trzy grosze. Dziś kilku zawodników telepało się do Warszawy, bo związek miał się zająć ich wnioskami o rozwiązanie kontraktu z winy klubu, złożonymi wcześniej w piłkarskiej centrali. Nic z tego: jeden z członków komisji dziś rano przedłożył  wniosek o urlop. Sprawa została przesunięta, tylko dlaczego nikt o tym piłkarzom nie powiedział w odpowiednim czasie? To  przykład jak niektórzy mają wszystko w nosie.

Przykre.

PS Zegary powinny wrócić.

PS1 GKS-owi Tychy grozi odebranie punktów za długi.

poniedziałek, 26 lipca 2010
Cztery gwiazdki, ale po co?

W Wodzisławiu próbują się otrząsnąć i rozpocząć życie po życiu. Ambitny Dariusz Kozielski robi co może, żeby posklejać klubową kadrę i bardzo dobrze.

Przyznam jednak, że śmieszą mnie obecne pozasportowe działania Odry, bawi mnie niepotrzebny moim zdaniem wysiłek, który klub podejmuje akurat w takim momencie. Przez -naście lat konferencje prasowe przed sezonem odbywały się gdzieś w salce, a teraz ktoś nagle wymyślił czterogwiazdkowy hotel... 

Może trzeba to głośno powiedzieć: fakt, że konferencja odbywa się w bardziej ekskluzywnym miejscu niż stara dobra salka konferencyjna naprawdę nie zmieni sposobu w jaki Odrę postrzegają dziennikarze. Liczy się co innego, coś naprawdę istotnego. Przypomnę, że Odra najlepszą prasę miała w 1997 roku. Dlaczego? Bo zajęła trzecie miejsce w polskiej lidze i nieźle prezentowała się w europejskich pucharach.

Wiem, że sprowadzenie niejakiego Pawła Konio Konaka, „postabsurdalnego artysty rewiowego rodem z Kaszub”, żeby poprowadził prezentację piłkarzy Odry bodaj za 1500 zł nie jest inwestycją zwalającą rozmachem z nóg. Wiem, że kasa na to idzie z innego budżetu, ale ja i tak zainwestowałbym nawet tą niewielką - jeśli chodzi o cały klub - sumę inaczej.

Tanie chwyty marketingowe tego typu mogą tylko rozśmieszać. Tak jak nazwanie pierwszej ligi ekstraklasą, drugiej ligi - pierwszą, a trzeciej - drugą. Odra Wodzisław z salki konferencyjnej i Odra Wodzisław z czterogwiazdkowej salki hotelowej - to ciągle ta sama Odra.

PS Już niedługo mecz mistrza Polski z mistrzem Czech. Ciekawe, że polskiej drużynie na drodze mogą stanąć Ślązacy. Bramkarz z Bohumina może obronić, a ofensywny pomocnik z Ostrawy może strzelić. Szczegóły obadajcie tutaj - to chyba najbardziej pełna analiza Sparty w polskim internecie.

PS1 Euzebiusz Smolarek jednak zagra w Polonii! Na Olimpijskiej pewnie nie mogą się już doczekać przyjazdu tego piłkarza ze stołeczną drużyną:-) Już widzę jak go przywitają bytomscy kibice... Zresztą może zdarzyć się, że nie na niego będzie patrzeć publiczność. Polonia zrobiła właśnie fantastyczny ruch! Gdybym miał wybrać najlepszy letni transfer śląskiej drużyny - byłby to właśnie ten!

PS2 Nowy prezes GKS-u Katowice nie chce powiedzieć w ilu firmach jest zatrudniony. Ale zapewnia, że w klubie będzie co najmniej 14 godzin dziennie. Nie jest ważne, że wcześniej ze sportem nie miał wiele wspólnego: w rodzinnym Oleśnie grał w tenisa stołowego.

PS3 Ostatni sparingpartner Górnika przed ligą jest bardzo ciekawy. Zabrzanie zagrają u siebie z mistrzem Algierii.

PS4 Austria straszy Ruch ilością bramek. Ale co z tego? Szczęśliwcy zobaczą wyjazdowy mecz za 18 euro.

PS5 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową. 

wtorek, 18 maja 2010
Pełznąca woda

Jedną z niezwykłych cech Czadobloga jest umiejętność zasypiania w każdej sytuacji o każdej porze. Nie ma w tym przesady. Potrafi zasnąć na pufach przy recepcji na Stadionie Śląskim czekając na konferencję prasową, albo trzymając się poręczy w tramwaju, kiedy chodził jeszcze do szkoły (i przesypiał przystanek).

Może spać zawsze i wszędzie nadzwyczaj twardym snem. Dlatego dzisiaj poważnie się zaniepokoił; nagle obudził się o godz. 4.18 z dziwnym uczuciem, łapiącego go za gardło, niepokoju. To mu się nie zdarzyło od lat! Lało jak z cebra, słychać było tylko szum wody walącej wściekle o dachówki. 

Czadoblog się sam nie budzi, to jego zazwyczaj trzeba dobudzać. Ale skoro już się obudził, to postanowił zerknąć na cztery strony świata i... trochę się przestraszył. Od północy pojawiła się woda - pełznąca po łące za płotem, od strony rowu irygacyjnego. Na szczęście Czadoblog osiedlił się na glebie mocno piaszczystej, więc ma nadzieję, że wszystko się wchłonie...

Takiej pełznącej wody boję się od 1997 roku, od czasów tamtej Wielkiej Powodzi. Największej u nas co najmniej od 200 lat. Jeździłem wtedy trochę po Śląsku, widziałem ludzkie tragedie. Wielkie wrażenie zrobił na mnie ogród ojca Ambrożego przy klasztorze franciszkanów w Raciborzu Płoni. Ojciec Ambroży sadził tam rzadkie krzewy i kwiaty. Ale kiedy akurat odwiedzałem klasztor, po całym ogrodzie walały się bezużyteczne graty, zgniłe krzesła, zepsute piece, jakieś pompy... Poziom wody sięgnął wtedy wyżej niż mur klasztorny. Franciszkanie byli załamani. W sieni pływały im szafy, a w kościele ławki... Z zalanych piwnic klasztoru trzeba było wyrzucić wszystkie zapasy, m.in. tysiąc słoików kompotu. Woda zniszczyła wspaniałe, ręcznie robione konfesjonały no i szopkę bożonarodzeniową, najpiękniejszą w okolicy. Figury miały oberwane dłonie, łeb osła pękł na dwoje, a z wielbłąda został tylko garb...

Franciszkanie i tak nie mogli narzekać. Klasztor z ogrodem otoczonym wysokim murem i małym zadbanym kościółkiem stoi na wzniesieniu. Do siedziby braciszków woda dochodziła dopiero wtedy, gdy w okolicznych domach sięgała półtora metra. W Płoni zalało wtedy 320 rodzin, z czego 36 wielodzietnych. Zatopiło 107 sztuk bydła, 52 świnie, 1956 kur, 473 króliki i 3 konie. Ludzie stracili dorobek całego życia.

- Co ja mam? Ja biedny jestem. Habit, spodnie, dwie pary butów i książki... Potrafię sobie jednak wyobrazić co czują ludzie, którzy stracili dużo więcej - mówił mi wtedy ojciec Augustyn. Zapamiętałem te słowa. Ale co innego pamiętać je jako zwykły szczygiełek, który niczym nie musiał się przejmować, a co innego jako dorosły człowiek, który ma do stracenia już dużo więcej. Dopiero teraz lepiej rozumiem strach mieszkanców. Ten konkretny strach.

W 1997 roku pełznąca woda nie oszczędzała niczego, także boisk i stadionów. Najbardziej znanym obiektem dotkniętym powodzią był stadion Odry Wodzisław, który stał pod kilkudziesięciocentymetrową warstwą wody. Na szczęście udało się go dość szybko osuszyć. Na szczęście, bo zaraz potem Odra rozgrywała tam przecież mecze w europejskich pucharach.

Dziś mam dobre wiadomości - na razie stadion Odry jest suchy. To znaczy jest mokry, ale na murawie woda nie stoi. Wygląda na to, że rzeczka Leśnica, tak bezlitosna w 1997 roku dla stadionu Odry, tym razem nie wzbierze i go oszczędzi. Mam nadzieję...

PS W nocy z poniedziałku na wtorek z Raciborza Płoni wywieziono 6 koni, 26 krów i 70 świń.

PS1 Zegary nie są zalane.

PS2 Słyszę, że ekstraklasa bez Ruchu. Tak, oczywiście. A La Liga bez Realu. 

PS3 Maciek Blaut zastanawia się, dlaczego Piast Gliwice opuścił ekstraklasę. 

PS4 A w Odrze Wodzisław już wiedzą dlaczego spadli.

PS5 W Zagłębiu Sosnowiec jeszcze przed południem był jeden następca Piotra Pierścionka, tuż po południu - już inny.

PS6 Z innej beczki, a raczej z innej dyscypliny. Istnieje ewentualność, że z tyskimi hokeistami będzie pracować autor najsłynniejszego hat-tricka w historii czechosłowackiego hokeja! Strzelić trzy gole Kanadzie w meczu mistrzostw świata - to nie byle co...

poniedziałek, 17 maja 2010
Moja Odra Wodzisław

Spotkałem ją po raz pierwszy szesnaście lat temu. No i poszło...

1994 - mój pierwszy mecz w Wodzisławiu. Odra grała wtedy ze Ślęzą Wrocław. Najbardziej podobała mi się trzecia ławka rezerwowych stojąca między ławką Odry i ławką gości. Wszystkie były wkopane w ziemię i murawę mieliśmy na wysokości twarzy. Atak Odry tworzyli wtedy miejscowy gwiazdor Hubert Szewczyk, któremu pomagał Grzegorz Wisełka. Odra miała już obcokrajowca Aleksandra Ponomarienkę, ściągniętego z Irpienia Kijów.

1995 - początek nowej Odry. Zespół zmienia oblicze, strzela coraz więcej bramek. W rundzie jesiennej Odra zdobyła aż czterdzieści sześć goli! Wodzisławianie pięciokrotnie wygrywali w rundzie jesiennej trzema bramkami lub więcej. Bohaterem Wodzisławia staje się ambitny trener Marcin Bochynek. Dobre wyniki pierwszego zespołu powodują ogromny napływ młodzieży do drużyn młodzieżowych (w efekcie za parę lat Odra zdobędzie mistrzostwo Polski juniorów). Jednocześnie działacze modernizują stadion - tak, że coraz bardziej przypomina on stadion.

1996 - Oyeye, yeye, Wodzisław szaleje! W maju Odra zapewniła sobie awans do ekstraklasy po zwycięstwie w zaległym meczu z Krisbutem Myszków 3:0. To był największy sukces w dotychczasowej historii wodzisławskiego klubu. Jesienią Odra zaczęła łoić kogo popadnie. Byłem na przykład na meczu z Górnikiem Zabrze. Pięciu ówczesnych zawodników Odry (Jegor, Staniek, Polak, Paluch i Zagórski) grało kiedyś w Górniku, a Bochynek zdobywał z zabrzanami mistrzostwo Polski. Bardzo chcieli się pokazać... Jedynego gola w tamtym meczu strzelił Paluch, a mieszkańcy Wodzisławia szaleli ze szczęścia.

1997 - najlepszy rok Odry w historii. Po wspaniałym finiszu wyprzedza GKS Katowice i zajmuje trzecie miejsce w lidze, najlepsze w historii. W efekcie zaczęła jeździć po świecie, moje impresje na ten temat przeczytacie tutaj i tutaj. Spodobało mi się info, że parę lat po meczu Odry w Wołgogradzie (czyli Stalingradzie) na którym byłem, spod murawy stadionu wykopano 50-kilogramową bombę...

1998 - najbardziej zapamiętałem 16-letniego łebka z Silesii Lubomia, który zaczął trenować z Odrą i był z nią nawet na turnieju w Spodku. Obserwowałem parady młodego chłopaka i uznałem, że będzie wielkim bramkarzem. To był Mariusz Pawełek... No i parę miesiecy później zobaczyłem najlepszy występ Odry na własne oczy. Rozbiła u siebie Ruch Chorzów aż 5:0 (w Ruchu grali m.in. Śrutwa, Bizacki, Włodarczyk, Baszczyński czy Nawrocki). Po tym meczu człowiekiem numer 1 w Wodzisławiu został czterdziestoletni Marek Bęben, który bronił wówczas rewelacyjnie. Z widowni widzieli to m.in. ówczesny prezes UKFiT Jacek Dębski i ówczesny wojewoda katowicki Marek Kempski. Kiedy spiker zaanonsował obecność ministra na trybunach - część widowni klaskała, część gwizdała.

1999 - zwróciłem większą uwagę na Ireneusza Serwotkę, bo prezes Odry znalazł się w zarządzie PZPN. Trzy lata później z Michałem Zichlarzem (dziś „Fakt”) robiłem o nim potężny reportaż do ogólnopolskiej „Gazety”. Gadaliśmy nie w siedzibie klubu, ale znajdujacym się tuż obok Urzędzie Miasta, bo sukcesy Odry dały Serwotce fotel prezydenta Wodzisławia. Pan Serwotka fajnie wtedy opowiadał. Okazało się, że mały Irek marzył o karierze piłkarza, ale kiedy miał 16 lat, lekarze wykryli u niego arytmię serca. - Szkoda, bo dobrze się ponoć zapowiadałem - żałował. W ataku III-ligowego wówczas Górnika Radlin zdążył rozegrać kilka meczów. Mimo kłopotów zdrowotnych chciał studiować na AWF. Jednak rodzice mu to wyperswadowali. - Miałem zdobyć konkretny zawód - wspominał. Pracę magisterską obronił na Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Temat dotyczył wodzisławskich placówek gastronomicznych.

2000 - Ryszard Staniek w Odrze walczył o powrót do wielkiego futbolu. Przed sezonem schudł nawet aż półtora kilograma (duży wyczyn). Właśnie w 2000 roku Staniek chciał nawet kończyć karierę, bo jego poprzedni klub, Legia Warszawa, zażądał, by Odra natychmiast przelała na konto 200 tys. zł zaległej raty plus drugie tyle odsetek. Zdesperowany piłkarz wysłał do szefów Legii list z prośbą o zmianę decyzji. Dogadali się, dzięki temu Staniek jubileuszowy 200. występ w ekstraklasie zaliczył w barwach Odry, z której wyszedł przecież w daleki świat. Potem grał jeszcze w Opolu, Gliwicach, Jastrzębiu, Zabłociu i Skoczowie.

2001 - jeden z najbardziej brutalnych meczów, jakie widziałem w życiu. Odra zremisowała 2:2 w Katowicach z Gieksą. Piłkarze ciągnęli się za koszulki, kopali po piszczelach i walili łokciami po twarzach. Sędzia Mirosław Ryszka z Warszawy był pobłażliwy. Powinien pokazać kilka czerwonych kartek (Pawłowi Adamczykowi za bezustanne kopanie Moussy Yahayi po piszczelach, Arturowi Andruszczakowi i Piotrowi Rockiemu za ciągłe wzajemne złośliwości, a Wojciechowi Szali za perfidne uderzenie łokciem w twarz Jacka Berensztajna). Najbardziej kopali się Andruszczak i Rocki. To było coś niesamowitego. Powinni wylecieć z boiska co najmniej po trzy razy! Nie wylecieli, Ryszka ani razu nie wyjął czerwonej kartki.

2002 - wielki zaszczyt Odry. Jej piłkarz przez cztery minuty zagrał w finałach mistrzostw świata. Paweł Sibik, skądinąd bardzo dobry piłkarz, wszedł na boisko jako rezerwowy w meczu z USA. Tużprzed końcem zastąpił Emmanuela Olisadebe.

2003 - w maju pojawiło się sztuczne oświetlenie. Wszyscy pamiętają, że pierwszy mecz przy światłach odbył się z Amicą Wronki. Tymczasem pierwsze spotkanie i próba generalna odbyła się tydzień wcześniej. Odra wygrała ze Śląskiem Świętochłowice 3:0. W oficjalnym meczu już nie było tak dobrze. Jupitery o mocy prawie 2 tys. luksów nie przyniosły im szczęścia: Odra przegrała 0:3. Oświetlenie kosztowało 3,8 mln zł.

2004 - objawił mi się talent Marcina Radzewicza. Rudowłosy piłkarz niewiele wcześniej grał w III lidze, a po sezonie chciała go Legia. Potrafił wygrać pojedynek jeden na jeden, celnie strzelić i dokładnie zagrać do partnera. Odra była jego siódmym klubem w karierze. Potem kontynuował poniewierkę, choć ostatnio ustabilizował się na przyzwoitym poziomie w Polonii Bytom. Ale ma już 30 lat! Jak ten czas biegnie...

2005 - najdziwaczniejsza rozmowa w życiu. Czasem żałuję, że nie mi się przytrafiła, może poprowadziłbym ją inaczej, może byłbym bardziej brutalny? Leszek Błażyński, który wtedy w „Gazecie” zajmował się Odrą (dziś pracuje w „Przeglądzie Sportowym”) siedział obok mnie. Ale wrzaski słyszałem:-)

Voila:

Rozmowa I:

Leszek: Dzień dobry, Leszek Błażyński z "Wyborczej", mogę chwilę zająć?

Franciszek Smuda: Ty ku... sie! Ty nas zdradziłeś... Ty ch... jeb...!

Czemu mnie Pan obraża?

- Ty skurw... jeb...!

(wyłącza telefon)

Minuta przerwy, kolejny telefon

Rozmowa II

Leszek: Ponownie Błażyński z "Wyborczej".

Smuda: Ty już do mnie, k... nie dzwoń, bo cię zaj...! Jak cię widzę, to ci wp... jak cię zobaczę! (składnia oryginalna)

Czemu?

- Jesteś kut... jakiego nigdy nie widziałem.

Dlaczego?

(wyłącza telefon)

Rozmowa III

Leszek: Gratuluję wygranej w meczu barażowym, ale przykro mi, że trener Smuda w taki sposób mnie potraktował.

Ireneusz Serwotka, prezes Odry: Pan zachował się niemoralnie. Pan jest konfidentem. Jako mieszkaniec Wodzisławia nie życzę sobie, aby pan podpisywał się pod artykułem "Leszek Błażyński, Wodzisław", bo pan w tym mieście nie mieszka. Już nie otrzyma pan żadnych informacji z naszego klubu!

(rzuca słuchawką)

Zaraz potem kolejny telefon

Rozmowa IV

Leszek: Niech Pan mi wyjaśni, o co dokładnie chodzi?

Ireneusz Serwotka: Jak pan nas opisał na łamach łódzkiego wydania "Gazety Wyborczej"! Wszyscy ludzie w klubie są zbulwersowani. To czyste draństwo! Dziwię się, że pan nie ma sobie nic do zarzucenia. Wszędzie jest lokalna przychylność mediów, ale pan chyba tego nie rozumie.

O jaką część artykułu dokładnie Panu chodzi?

- Po prostu zachował się pan niemoralnie. Jakim prawem podpisuje pan przy swoim nazwisku "Wodzisław". Na szczęście nie ma pan nic wspólnego z tym klubem i z tym miastem.

A jak Pan zareaguje na groźby skierowane do mnie przez trenera Smudę?

- To jego prywatna opinia.

Przecież Smuda jest Pańskim pracownikiem.

- Może pan napisać oficjalne pismo do klubu, że trener Smuda pana obraził, i my się tym zajmiemy.

Obawiam się jednak przyjść na niedzielny mecz Odry z Widzewem.

- Przecież ja panu nie grożę.

Ale robi to Pański pracownik.

- Obiecuję, że spokojnie może pan przyjść na mecz i nic się panu nie stanie.

Gwoli wyjaśnienia: Leszkowi Błażyńskiemu rzeczywiście nic się potem nie stało. A chodziło o to, że jego tekst opublikowany w katowickiej „Gazecie” o przygotowaniach Odry do baraży z Widzewem, spodobał się dziennikarzom „Gazety Wyborczej” w Łodzi, którzy go przedrukowali. Smuda przeczytał go potem w łódzkiej gazecie i omal szlag go trafił. Ale Odrę wtedy uratował.

2006 - kolejne potwierdzenie powiedzonka, że nie warto dwa razy wchodzić do tej samej rzeki. Idol z lat 90. Marcin Bochynek tym razem popracował cztery miesiące. Przejął zespół w sierpniu, po Waldemarze Fornaliku. Jego bilans w lidze to jedna wygrana, pięć remisów i cztery porażki, a do tego jeszcze dwie przegrane w Pucharze Ekstraklasy. Odszedł w grudniu. Ale Bochynek i tak tamten rok może uznać za udany. W styczniu cudem uratował się przecież z katastrofy budowalnej katowickiej hali, gdzie oglądał gołębie...

2007 - jeden z najdziwniejszych goli jakie widziałem. Odra pokonała Wisłę Płock dzięki bramce, którą Adam Czerkas zdobył tylną częścią ciała poniżej pasa. - Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy - zgodnie kręcili głowami piłkarze i trenerzy obu drużyn. W 66 minucie Patryk Rachwał, zawodnik Wisły, prowadząc piłkę 25 m przed swoją bramką, usiłował ją daleko wykopnąć. Nie zauważył jednak nadbiegającego Czerkasa, który zablokował lot piłki pośladkami. Niespodziewanie piłka nabrała niesamowitej rotacji, przeleciała nad głową bramkarza Wisły Roberta Gubca i wpadła do bramki.  - Ten gol to zupełny przypadek, ale... kiedyś już podobnego strzeliłem w II lidze. Proszę mnie tylko nie nazywać specjalistą od takich trafień - opowiadał wtedy ze śmiechem Czerkas.

2008 - nerwy, nerwy, nerwy. Ówczesny trener Odry Janusz Białek wpadł w furię w przerwie meczu ligowego wodzisławian z Lechem Poznań. - Nigdy w życiu nie spotkałem się z taką sytuacją - mówił roztrzęsiony pomocnik Odry Jakub Biskup, który stał się celem ataku Białka. Trener obarczył go odpowiedzialnością za słabą grę drużyny w pierwszej połowie spotkania z Lechem. jedna z gazet napisała, że w przerwie meczu Białek chwycił go nawet za gardło! Zawodnik nie chce komentować zdarzenia, a trener zaprzeczał, jakoby chciał wyrządzić krzywdę podopiecznemu. - Po prostu na niego nakrzyczałem - tłumaczył się.

2009 - wejście w klub czeskiego inwestora. Bardzo szybko okazało się, że relacje Czechów i Polaków zmieniły się w niezły pasztet i brazylijską telenowelę, trudno było połapać się o co chodzi. Podobno Czesi nie mają zamiaru wycofywać się z klubu. Więcej, chcą aktywnie go wspierać, bo mają coś do udowodnienia! Żądają zmian w zarządzie i radzie nadzorczej klubu, chcą pozbyć się Serwotki. Do końca nie jestem jednak przekonany, czy w obecnej sytuacji Odry też będą tak aktywni, choć kto wie?

2010 - lutowy mecz z Lechią. Ostatni Odry jaki dotąd widziałem. Uwierzyłem wtedy, że wodzisławianom się uda. Przyznam, że podobał mi się pomysł Dariusza Kozielskiego na osobliwy zaciąg. Nie udało się. Odra pierwszy raz w swojej historii spadła z ekstraklasy.

Żegnaj więc? Czy tylko do zobaczenia?

PS Zegary współczują koleżance z Wodzisławia.

PS1 Może zdarzyć się, że Ruch jako gospodarz będzie mecze europejskich pucharów rozgrywać zagranicą. Czyli choćby w Żylinie.

czwartek, 06 maja 2010
Sygnał ostrzegawczy

Piłkarze Odry Wodzisław odmówili wyjścia na trening. Można ich zrozumieć, nikt nie lubi robić za darmo lub półdarmo. Uczą działaczy profesjonalizmu. Do 15 kwietnia mieli ujrzeć marcową wypłatę - wczoraj był 5 maja, a tu ani widu, ani słychu... połowy wypłaty (bo druga połowa na kontach się jednak pojawiła). Powtarzam - wypłaty, a nie premii. Premie są zamrożone, a piłkarze będą się nimi cieszyć po ewentualnym utrzymaniu.

Trudno do zawodników Odry mieć zastrzeżenia, tym bardziej, że wiosną zespół gra lepiej i zdobywa więcej punktów niż ktokolwiek mógł się spodziewać.

Z drugiej strony jednak trochę szkoda, że akurat w takim momencie (to może być najpiękniejsza runda wiosenna w całej historii Odry Wodzisław, bo rzadko kiedy wygrywa się będąc w blokach startowych na przegranej pozycji), piłkarze decydują się zaprotestować właśnie w ten sposób. To wyraźny sygnał, że nie ufają pracodawcom. Może boją się, że jeśli Odra jednak spadnie, to będzie problem nawet z wypłatami?

Pewnie w kilku innych klubach w Polsce piłkarze wzruszają tylko ramionami na wieść, że w ogóle można strajkować z tego powodu, że po trzech tygodniach brakuje połowy wypłaty!

Konkurenci do utrzymania pewnie zacierają ręce...

Przy okazji: podobno Odrze może być trochę łatwiej. Doszło do mnie, że niektórzy piłkarze innych klubów są zbulwersowani stylem w jakim Piast wygrał z Lechią w Gdańsku. Czy rzeczywiście Odrze w związku z tym będzie łatwiej - nie wiem. Tak samo jak nie wiem czy Piastowi będzie trudniej.

PS Trener Polonii Bytom ignoruje plotki o odpuszczeniu drużynie z Wielkopolski.

PS1 A poza tym uważam, że Omega i jej młodszy kolega z Katowic powinni wrócić na swoje miejsca.

PS2 Uwielbiam takie historie. Zna ktoś podobną?

PS3 Rzadko kiedy jestem w takim rozkroku. Z jednej strony cieszę się, że w Lidze Mistrzów zagra Tottenham. Z drugiej - martwię, że zabrakło tam miejsca dla Manchesteru City. Akurat moje dwa ulubione kluby z Anglii musiały to rozstrzygać między sobą. Na tym blogu ciekawie i obszernie właśnie o tej rywalizacji, choć tam akurat wątpliwości  brak:-)

PS4 Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter! Inter!

Mourinnnnnnhooooooooooo!

Pu-char już ma-my, na Li-gę Mi-strzów cze-ka-my!

piątek, 09 kwietnia 2010
Piekarz spod granicy

Dariusz Kozielkski z pracownikami w piekarni

„Wiejska Chata” - mówi Wam to coś? To knajpka na wodzisławskim rynku. Piłkarze Odry lubią do niej czasami wpaść, zjeść coś dobrego, zrelaksować się. Spędziłem tam wyjątkowo interesujące dwie godziny - mam nadzieję, że wkrótce zobaczycie efekty...

Przed nami trzecie górnośląskie wiosenne starcie (wcześniej Odra wygrała z Piastem, a Piast z Polonią). Wydaje się, że akurat ta bitwa będzie bardzo zacięta: Ruch kontra Odra. Na Cichej w niedzielę zagrają dwa zespoły, które mają całkowicie odmienne cele, grają zupełnie o coś innego.  Ruch żeby załapać się do pucharów, albo nawet zdobyć mistrza - musi wygrywać, odmieniona Odra żeby się utrzymać - też musi wygrywać. Emocje gwarantowane, więc Czadoblog chyba nie będzie mógł sobie odpuścić takiego spotkania. Bo moim zdaniem ten mecz wcale nie ma stuprocentowego faworyta!

Zanim jednak będziemy przeżywać to spotkanie przeczytajcie wywiad z niespotykanym działaczem. Wniósł do lekko skostniałego piłkarskiego środowiska świeżość, energię, szczerość... Dariusz Kozielski. Piekarz spod granicy. Członek zarządu Odry, który odpowiada w klubie za transfery. Facet, który mówi co myśli. Może na tym wygrać.  

I już nikt nie będzie się z niego śmiać.

PS Żeby nie było wątpliwości - na zdjęciu widzicie za Kozielskim oczywiście piekarzy z jego piekarni, a nie piłkarzy Odry Wodzisław.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. Młodszy kolega z Bukowej - również.

piątek, 26 lutego 2010
Zerozerowate zero zero

Zerwałem się w ostatniej chwili na mecz Odry Wodzisław. Gdybyście mieli okazję, też byście chcieli zobaczyć pierwszy występ całkowicie odmienionej Odry, która jeśli chodzi o transfery zaszarżowała jak nigdy w historii.

Niestety - wrażenia po meczu mam bardzo złe. Pierwszy raz Odrę na własne oczy widziałem w kwietniu 1994 roku. Wodzisławianie wygrali wtedy u siebie w II lidze 1:0 ze Ślęzą Wrocław, a ja siedziałem na... ławce rezerwowych (w tamtych czasach na stadionie Odry były trzy ławki rezerwowych, środkowa należała do dziennikarzy). Gdybym miał porównać, która Odra była groźniejsza - ta czy tamta, odparłbym, że tamta... Dzisiejszy mecz to było chyba najbardziej zerozerowate zero zero jakie widziałem w życiu. Na trybunach wielokrotnie zdarzał się nie jęk zawodu, a wręcz ryk zawodu:-/

Zahaczyłem po meczu Marcina Brosza, co mu się w grze jego drużyny najbardziej podobało, a co się nie podobało. Wykręcił się od odpowiedzi, a ja nie naciskałem, bo nie było sensu. Trener musiałby własną drużynę zmasakrować, a po co? Miażdżąca krytyka na pewno nie przyda się Odrze przed dość trudnym meczem z Legią...

Co mi się podobało:

a) pewność Arkadiusza Onyszki. Był najlepszym zawodnikiem na boisku, a w ostatniej minucie brawurową paradą w sytuacji sam na sam uchronił zespół od niechybnej porażki. Wygląda na to, że jego sprowadzenie do Wodzisławia było dobrym pomysłem;   

b) rzuty wolne Brasilii. Mocne i celne, a walił z ponad 30 metrów. Tym razem się nie udało, ale któraś z tych piłek wpadnie. Może już z CWKS-em? Szkoda, że oprócz wolnych Brasilia nie pokazał właściwie nic;

c) reakcje Marcina Brosza. Reagował na sytuację i zmieniał na boisku, nie patrząc na nazwiska. Chwalibogowskiego słusznie zatrzymał na ławce już w przerwie (nie wiedzieć czemu podczas akcji ofensywnych ten skrajny pomocnik schodził do środka, jakby uciekał od podania). Mauro Cantoro zdecydował się zmienić po godzinie. Argentyńczyk, którego znakiem firmowym są opadające gatki, w jakiś sposób niestety przydusił grę Odry - koledzy cały czas uważali gdzie znajduje się na boisku, musiał ostemplować większośc akcji ofensywnych Odry, co czasem zwalniało grę, a nie dawało efektów. A przecież Cantoro jest przede wszystkim świetnym defensywnym pomocnikiem, a nie kreatorem gry. Mimo tego pierwszego nienadzwyczajnego, delikatnie pisząc, występu Brosz bardzo w niego wierzy;    

d) przed wejściem na trybunę nalepili mi na kurtkę serduszko z napisem ”sercem jestem z Odrą”. Każdy pomysł na zbliżanie kibica do drużyny jest dobry. Oczywiście najlepszy to dobra gra, ale inne też mogą być.  

Co mi się nie podobało:

a) kompletna niemoc Odry z przodu. Była to tak wielka niemoc, że nie mogę napisać nic więcej, bo nie jestem w stanie;

b) loża szyderców. Wydawało mi się, że od zeszłego roku, kiedy dziennikarze przenieśli się na trybunę główną, nie będą musieli już jej słuchać. Okazało się jednak, że z drugiej strony też jest loża szyderców. Ta pierwsza w swym prostactwie i głupocie była żenująca. Ta druga już tylko nadzwyczaj złośliwa. Kibice jechali po swoich piłkarzach bardzo ostro. Szkoda, bo można było przecież zaczekać z pretensjami do ostatniego gwizdka. To był pierwszy mecz! Malkontenci chyba nie zdają sobie sprawy, że na kameralnym wodzisławskim stadioniku wszystko na murawie słychać. Te okrzyki na pewno piłkarzom nie pomogły;

c) głupota Pawła Nowaka. To świetny piłkarz, kiedy grał w Cracovii bardzo podobała mi się jego gra. Ale gdy pierwszą żółtą kartkę dostaje się za wkopnięcie piłki do bramki po gwizdku sędziego, a drugą za symulowanie to trudno liczyć na oklaski;

d) obaj trenerzy byli młodsi od Czadobloga (Brosz - rocznik 1973, Kafarski - rocznik 1975, Czadoblog - rocznik 1972). To chyba pierwszy raz mi się zdarzyło. Czas na emeryturę, dziadku...

PS Poza tym ciągle pamiętam o Omedze.

 
1 , 2
Archiwum