niedziela, 08 marca 2015
Tak robi się krzywdę kobietom w piłce nożnej

Każdy pretekst jest dobry żeby wyrazić podziw i szacunek dla kobiet - nawet dzień 8 marca. Niniejszym je wyrażam, choć zawsze mierzi mnie kiedy w okolicy tego dnia ukazują się wywiady, które w założeniu mają kobiety na siłę ukazywać w dobrym świetle a tak naprawdę robią im niedźwiedzią przysługę. Ta nachalność mnie drażni, bo każdy wie, że kobiety to cud i nie potrzebują tego rodzaju wspomagania.

Ewidentnym przykładem może być wywiad z pierwszą kobietą w komisji rewizyjnej PZPN (wyciąganie z tego wniosku, że jest pierwszą kobietą zasiadającą we władzach PZPN jest moim zdaniem nadużyciem. Takie sformułowanie będzie na miejscu kiedy kobieta pojawi się w prezydium związku). Martyna Pajączek, prezes Miedzi Legnica, jawi się jako osoba dynamiczna i pełna entuzjazmu. Mówi ciekawe rzeczy, nie sposób jednak przejść do porządku dziennego nad sposobem zadawania jej niektórych pytań. Budzą one we mnie odruch wymiotny. Nie znoszę bowiem sztucznego konfrontowania kobiet z mężczyznami.

Przykład pierwszy:

"W 2011 roku rządził jeszcze Grzegorz Lato, atmosfera była nieciekawa i trudno było nie mieć przed oczami wąsa Zdzisława Kręciny, kiedy się myślało o zarządzaniu futbolem."

Chamstwo tego sformułowania umyka w gromadnym tupocie lemingów mruczących z zadowolenia na wieść o błyskotliwym "dowaleniu". Przepraszam - co złego jest w wąsie? Czy to przypadkiem nie jest seksistowska uwaga? A przy okazji: nawet w tej żenadzie pytający nie jest konsekwentny i nie śmieje się ze Zbigniewa Bońka, który przecież również ma wąsa...

Przykład drugi:

"Weszła pani do chyba najbardziej zmaskulinizowanego sportu, co najlepiej było widać na przykładzie Legii Warszawa, kiedy walkowerem przegrała z Celtikiem Glasgow. Kozłem ofiarnym stała się kierownik drużyny, która nie dopilnowała, czy zawodnik mistrza Polski mógł zagrać w tym meczu. Została zwolniona. Pani kiedykolwiek się spotkała z seksizmem?"

Przepraszam, ale sformułowanie tego pytania w taki sposób jest żenujące. Na jakiej podstawie wyciąga się wnioski, że kierownik drużyny (charakterystyczne, że akurat w tym momencie nie używa się wersji "kierowniczka") został zwolniony z powodu płci? Dlaczego pomniejsza się skandaliczne zaniedbanie obowiązków służbowych (przecież liczenie kartek rzeczywiście należało do kierownika drużyny, który odpowiada również za rejestrację zawodników do rozgrywek krajowych i europejskich)? A przede wszystkim skąd w ogóle pomysł łączenia tego z seksizmem?! Przecież to była największa kompromitacja organizacyjna w całej historii polskiego futbolu! Czy pani kierownik miała za to zaniedbanie zostać pogłaskana po głowie tylko dlatego, że jest kobietą?

Pani Pajączek daje się niestety wciągnąć w niewłaściwą moim zdaniem formę dyskursu, bo stwierdza, że "błąd był merytoryczny, ale łatwo było ukamienować jego sprawcę, bo była nim kobieta." Cóż, gdyby ten błąd w takim miejscu i o takich konsekwencjach popełnił mężczyzna - zaręczam, że miałby znacznie gorzej niż pani kierownik. Podejrzewam, że odrzucenie społeczne znacznie bardziej dałoby mu się we znaki!

Wypowiedź pani Pajączek sugeruje, że nieszczęsnej powinno się odpuścić (w domyśle pozwolić pracować dalej), a przecież najważniejsze chyba w tym  - i każdym innym biznesie - jest obojętność na płeć. Powinny liczyć się tylko kompetencje. Jesteś dobrym kierownikiem albo kierowniczką drużyny - robisz swoje. Kompromitujesz klub na cały świat - fora ze dwora. Sugerowanie, że kobiety powinno się traktować inaczej dlatego, że są kobietami - moim zdaniem obraża kobiety. One na forum zawodowym nie pragną niczego innego niż równego traktowania. Ludzie, przestańmy traktować kobiety jak gorsze!

A sformułowanie, że piłka nożna jest najbardziej smaskulinizowanym sportem nawet nie zasługuje na polemikę. Ma w sobie tyle prawdy co stwierdzenie Kosmasa Indikopleustesa, uczonego bizantyńskiego mnicha żyjącego na przełomie V i VI wieku. Twierdził on, że ziemia ma kształt kufra.

PS Pani Pajączek wspomina, że jej oczkiem w głowie jest akademia piłkarska dla dzieci, że ma ogromną potrzebę stworzenia stabilnego systemu szkolenia w Legnicy, który zostanie na lata. Istnieje tam akademia, infrastruktura, szkoła i bursa, w której mieszka prawie 150 adeptów. Wspomina, że w Polsce nie ma się na nim wzorować, korzysta z wzorów niemieckich. To dobre wzory o czym przekonałem się podczas wykładu pracownika DFB (niemieckiej federacji piłkarskiej) na międzynarodowej konferencji dotyczącej szkolenia dzieci w przedziale wiekowym 7-13 lat). Ludzie z Miedzi Legnica też to wiedzą, widziałem w Chorzowie ekipę w dresach tego klubu wśród 370 trenerów, którzy wzięli udział w tym niezwykle ciekawym przedsięwzięciu. Niedługo napiszę o tym więcej.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

18:08, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (9) »
piątek, 05 lipca 2013
Barcelona przeżyła

Pamiętam moje zadziwienie historią, która wydarzyła się w 2001 roku. Artur Szymczyk, ówczesny obrońca GKS-u Katowice nie mógł doczekać się zaległych pieniędzy. Klub wisiał mu z wypłatami od siedmiu miesięcy (bodaj 50 tys. zł bez premii). Szymczyk spakował się i wyjechał do rodzinnego Opatowa. Wygrażał, że jego noga już nigdy nie postanie na Bukowej. Wściekł się, bo Piotr Dziurowicz nie przyszedł na umówione spotkanie w sprawie zaległości. Prezes tłumaczył się wtedy, że nie mógł: musiał zająć się psem. Jego pies połknął bowiem bombkę z choinki.

Pamiętam, że wówczas zachowanie prezesa uznałem za wyjątkowo nieprofesjonalne. Pies najważniejszy?! No jak to?!

Dokładnie dziś całkowicie zmieniłem zdanie. Rano miałem wyjechać i zrobić Coś Bardzo Ważnego. Nie zrobiłem. Wszystko przez Barcelonę.

Barcelona (zwana również Baśką) to moja suka. Bokserka. Oczko w głowie całej rodziny. Kiedyś był u nas jeszcze Real. Też bokser*. Pan profesor. Najmądrzejszy pies na świecie. Niestety przegrał z nowotworem. Mieliśmy dwa oczka, mamy jedno.

Miałem już wyjeżdżać dziś rano z domu, ale nie mogłem znaleźć Barcelony. Coraz bardziej zaniepokojeni zaczęliśmy jej z Czadoblożkiem szukać wokół domu. U sąsiadów - nic. Na łące - nic. W lesie - nic. Nad stawem - nic.

Przedzierałem się przez chaszcze i nagle usłyszałem wołanie robotnika (za płotem dom budują). Biegł do mnie, krzycząc żebym szybko do nich przyszedł. Okazało się, że Barcelona samowolnie poszła się do nich przywitać i.... wpadła u sąsiada do studni (a właściwie do niedokończonej jeszcze pompy głębinowej). Problem wyniknął z faktu, że Barcelona w ogóle nie... szczeka. To dziwne, bo Real jak huknął to hałas był większy niż na Stadionie Śląskim kiedy Ebi Smolarek strzelił gola Portugalii (wiem co mówię, byłem). Robotnicy nawet nie zauważyli kiedy Baśka wpadła do dziury, a ona z głębiny nie szczeknęła ani razu. Walczyła w milczeniu. Minęła godzina zanim przypadkowo ją zauważyli.

Kiedy przygnałem nad studnię, myślałem, że serce mi pęknie. Już ledwo utrzymywała się na powierzchni wody. Na szczęście jeden z pierścieni w dole był węższy i uznałem, że dam rady oprzeć nogi o jego kanty. Zsunąłem się do studni i kucnąłem nad lustrem wody. Złapałem Barcę i wyrzuciłem do góry, na trawę. To była drżąca kupka nieszczęścia. Brudna, zabłocona, dysząca...  Dobrze, że Czadoblożek szukał wtedy w innym miejscu, bo chyba by się popłakał. 

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Wykąpałem ją i od razu padła na legowisko ze zmęczenia. Przeżyła.

Dopiero dziś, dopiero po 12 latach, wiem, że na miejscu Piotra Dziurowicza przed spotkaniem z Arturem Szymczykiem postąpiłbym dokładnie tak samo. Człowiek, przynajmniej chwilę, poczeka. Pies nie może czekać.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Dziś wielki dzień dla mojego kumpla. Grzesiu wytrwale kolekcjonuje m.in. "Piłkę Nożną".  Kiedy ja ratowałem psa, on odbierał z poczty przesyłkę z brakującym egzemplarzem o numerze 23 (23) z 7 sierpnia 1973 roku. To oznacza, że ma wszystkie 2088 numerów jakie się dotąd ukazały. Przyznajcie: jest to wyczyn (ja też mam wszystkie numery tego tygodnika ale dopiero od 1984 roku, kiedy zacząłem je kupować aż do 2005 - kiedy przestałem. Tym bardziej doceniam osiągnięcie Grzesia. Gratulacje!).

Czadoblog przy okazji musi pochwalić się fenomenalną pamięcią;) Kiedy gadaliśmy przez telefon o "Piłce Nożnej" uzmysłowiłem sobie, że pamiętam co było (a raczej kto) na okładce tysięcznego numeru "PN". Poprosiłem Grzesia żeby sprawdził. Skoro pamiętałem to wiadomo, że chodzi o śląskiego piłkarza. No i trafiłem! Szok. Nawet nie wiem w której szufladce mój mózg zachował taką informację... A Wy pamiętacie tamtą okładkę? (dla ułatwienia - chodzi o postać uwielbianą przez kibiców GKS-u Katowice, ale już niekoniecznie przez fanów Ruchu Chorzów...)

PS2 Nagrali sędziego Siejewicza jak grał u bukmachera. PZPN zareagował błyskawicznie. Bach! Ten sam PZPN, którego prezes bukmacherów reklamuje...

PS3 A TUTAJ o piłkarzu Ruchu, który musiał śpiewać Niemcom do obiadu. Po niemiecku...

*jeśli ktoś chciałby mieć psa, a nie wie jaką rasę wybrać - zdecydowanie polecam boksery. Są fantastyczne. Tylko, na Boga, nie obcinajcie im ogonów!

16:53, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (37) »
piątek, 18 stycznia 2013
Prośba do żon piłkarzy

Zawód dziennikarza sportowego ma to do siebie, że czasem poznaje się nie tylko piłkarzy, ale także ich małżonki. Nie będę wdawał się w szczegóły, zauważę jedynie, że często różnią się od żon zwykłych śmiertelników. Na pewno są dużo mniej nieśmiałe i generalnie nie znoszą słowa krytyki pod adresem małżonków (oczywiście słów krytyki nie jako małżonków, ale jako piłkarzy). Są wtedy jak ranne lwice, rozdrażnione harpie albo syczące żmije rogate. Potrafią zmieszać z błotem, oj, potrafią:)*

Mogę jedynie wzruszyć ramionami. Nie jest poważne kiedy żona w imieniu zawodnika, grozi nam procesem o naruszenie dóbr osobistych męża jako piłkarza. Faktem jednak jest, że czasem w życiu redakcji zdarzają się osobliwe przypadki relacji damko-męskich z pogranicza futbolowego. Do dziś pamiętam jak kontaktowała się z nami wściekła kobieta z głębi Polski, którą pewien piłkarz z naszego regionu zbałamucił podczas wyjazdu na obóz przedsezonowy. Chodziło jej o to żebyśmy teraz tego piłkarza zniszczyli. Bo okazało się, że on już ma żonę...

Redakcja sportowa katowickiej "Gazety" nie jest oczywiście kryzysową poradnią małżeńską - nie miała i nie ma zamiaru wtrącać się w życie prywatne zawodników. Ale właśnie wtedy przekonałem się, że męska wściekłość może wypalić wszystko do samego piachu. Jednak kobieca jest w swym jestestwie bardziej intensywna - jeszcze ten piach odkurzy.

Do ostatniej drobinki.

Generalnie proszę o jedno: jeśli któryś z piłkarzy ma coś do nas niech kontaktuje się z nami osobiście, a nie przez rozgniewaną małżonkę, dobrze?

No chyba, że o tym nie wie.

* żeby nie było wątpliwości: poznawałem również żony tak sympatyczne i naturalne, że gratulowałem wyboru ich mężom. Bardzo fajną osobą wydaje się choćby TA PANI. Akurat nie miałem okazji poznać jej osobiście, ale po przeczytaniu wywiadu sądzę, że czasem piłkarze mają szczęście. A Wy możecie się przekonać, że życie Szanownych Małżonek wcale nie jest takie lekkie...

PS1 A poza tym Omega.

15:36, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (13) »
czwartek, 11 października 2012
Działanie na szkodę kobiet

Najlepszej na świecie narciarce w konkurencjach alpejskich nie wystarcza już rywalizacja z kobietami. Amerykanka Lindsey Vonn zamierza wystąpić o dopuszczenie do zawodów męskiego Pucharu Świata w zjeździe w Lake Louise.

Ostatnio dowiaduję się o tylu głupotach, że określenie tej wiadomości ''jedną z większych głupot jakie ostatnio czytałem'' byłoby nieuprawnione.

Vonn poddając pod rozwagę taką możliwość demonstruje moim zdaniem dezynwolturę względem innych kobiet. Po pierwsze pokazuje, że rywalizacja z mężczyznami jest dla niej bardziej istotna niż z kobietami. Po drugie próbuje otworzyć drzwi, które można przecież używać w dwie strony. Zgoda dla pani Vonn oznaczałaby, że alpejczycy mogliby z kolei spróbować swoich sił w zawodach kobiet. Sprawiedliwość wobec płci musi przecież być. "A dlaczego mieliby to robić?" - spytacie. To proste: kasa. Lepiej wygrać pieniądze za dobre miejsce w zawodach kobiet niż nie wygrać w zawodach mężczyzn. Gdybym był reprezentantem Polski od razu sondowałbym taką możliwość;-)

Zgoda dla pani Vonn jest dla mnie do przyjęcia pod jednym warunkiem: łączymy rywalizację obu płci w jedną. Kobiety oczywiście nigdy się na to nie zgodzą, bo jedynie by na tym straciły. Wyobrażacie sobie igrzyska olimpijskie bez podziału na płeć? Ile medali zdobyłyby kobiety? Może w jeździectwie? Może w strzelectwie? W czymś jeszcze? Wyobrażacie sobie żeńskie ligi piłkarskie obsadzone przez zawodników trzeciej ligi? Czy musiałoby dochodzić do takich absurdów jak tworzenie przepisów ''o nie mniejszej liczbie kobiet w żeńskiej drużynie piłkarskiej niż trzech żeby uznać ją za żeńską''?

Lindsay Vonn myśli jedynie o własnym biznesie, bo wiadomo, że taka niecodzienna próba przyciągnęłaby różnych ludzi, chcących na tej ciekawostce ubić różnego rodzaju interesy. Szum medialny byłby ogromny.

Niektórzy powiedzą: ''a co właściwie nam szkodzi? Niech Vonn jednak wystartuje i nie zakwalifikuje się do drugiego przejazdu. To ucięłoby wszelkie tego rodzaju próby i dyskusje w przyszłości.'' 

Nie zgadzam się. Tworzenie precedensów sprawi, że za kilka lat jakaś nowa znakomita sportsmenka poczuje się na tyle dobra, że ponownie rzuci wyzwanie najlepszym mężczyznom. "Vonn pozwoliliście, a mnie nie?! To niesprawiedliwe". I do sądu. A potem cały cyrk musielibyśmy przeżywać od nowa.

Dlatego uważam, że wszelkie tego typu dziwactwa jak prośby pani Vonn powinny być przez męskie ośrodki decyzyjne kwitowane pobłażliwym uśmiechem i natychmiast odrzucane.

Dla dobra kobiet.

PS TUTAJ przegląd sportsmenek próbujących rywalizować z mężczyznami na różnym polu. Pocieszające jest jedno: wszystkie te egzotyczne działania mają charakter jedynie incydentalny.

PS1 Omega to kobieta, ale w tej kwestii trzyma z Czadoblogiem.

11:05, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (13) »
czwartek, 03 listopada 2011
Pani Justyno, ja bardzo proszę

- Testów nie wykluczam - tak Justyna Kowalczyk miała odpowiedzieć w programie Dzień Dobry TVN na pytanie czy skorzysta z możliwości zażywania leków na astmę, których stosowanie od stycznia będzie dozwolone. Piszę ''miała odpowiedzieć'', a nie ''odpowiedziała'', bo nie widziałem tego na własne oczy. Znam tylko z lektury, a ciągle bardzo chcę wierzyć, że tego nie powiedziała.

Dla niezorientowanych: stosowanie leków na astmę może współpowodować, że Norweżka Marit Bjoergen w znakomitym stopniu na narciarskich trasach biegowych realizuje hasło ''citius, altius, fortius'', choć są eksperci, którzy uważają, że nie ma to żadnego wpływu na jej sukcesy. A skoro nie ma to po co Justyna Kowalczyk miałaby te leki stosować? 

Pani Justyno - jeśli Pani tak powiedziała, proszę pamiętać, że kolejne sukcesy nawet na tym samym poziomie co dotychczas będą ''tylko kolejnymi sukcesami''. Przecież osiągnęła już Pani dosłownie wszystko. Kolejne medale będą już tylko powieleniem Pani wcześniejszych zwycięstw.

Czy powielanie, choćby nawet najbardziej przyjemne, warto osiągać dzięki takiej cenie? Pojawiła się niezwykła okazja: ma Pani szansę na coś niezwykłego, na coś zupełnie nieosiągalnego dla Marit Bjoergen. Proszę sobie wyobrazić, że wygrywa pani kolejne olimpijskie złoto i kolejny Puchar Świata BEZ korzystania z ''legalnych'' leków na astmę. 

Jeśli zdecyduje się Pani z nich korzystać to przecież chyba niezgodnie z ich prawdziwym przeznaczeniem? Czyli nie byłaby to już najczystsza forma fair play? Ja wiem, że co nie jest zabronione, jest dozwolone, ale czy naprawdę warto? 

Oczywiście Pani wie najlepiej, co dla Pani najlepsze. Ja mogę  tylko wiernie Pani kibicować. Jeśli będzie Pani przegrywać BEZ stosowania leków - i tak będzie miała Pani we mnie wiernego kibica. Zawsze będę mile wspominał naszą rozmowę na Kubalonce.

PS Omega jest oczywiście fanką Justyny Kowalczyk.

PS1 Prejuce Nakoulma mógł grać w Górniku już trzy lata temu. Ale wtedy zabrzanie woleli Leo Markowskiego i Willy'ego Rivasa.

21:06, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (6) »
czwartek, 05 maja 2011
This is America

Już w sobotę dzień otwarty Stadionu Śląskiego. Warto się zaaklimatyzować czyli przyzwyczaić do tego jak wygląda obecnie Najpiękniejszy* Stadion w Polsce. W godzinach 10 - 17 będziecie mogli m.in. dotknąć cudu z bliska czyli zwiedzić plac budowy.

Nie lekceważcie tej możliwości: aklimatyzacja to istotna sprawa, a warto przy tym pamiętać że piłka nożna zawsze pełniła ważną społecznie funkcję "aklimatyzacyjną":-).

Wiedzą to nawet... Amerykanie! Bo tak właśnie w 1945 roku potraktował najwspanialszą dyscyplinę na świecie Amerykański Związek Piłki Nożnej (wtedy jeszcze nie nosił dumnej nazwy "United States Soccer Federation"). Wyczytałem, że tuż po wojnie jego działacze postanowili udzielić prawa bezpłatnego wejścia na mecze piłkarskie rozgrywane w Stanach Zjednoczonych żonom tych amerykańskich żołnierzy, którzy znaleźli je sobie w Europie i które z miłości przeniosły się za Atlantyk. Liczba rozkochanych Europejek przybyłych do USA żeby rozpocząć nowe życie była ponoć w tym czasie znaczna (to oznacza, że Amerykanie mieli na Starym Kontynencie czas nie tylko wojować;-) O co chodziło? To proste: oglądanie meczów piłkarskich, do czego europejskie kobiety miały być przyzwyczajone w dawnych ojczyznach, pozwoliłoby im łatwiej zaaklimatyzować się w USA, kraju dziwacznych sportów. Oglądanie piłkarzy powodowałoby mniejszą tęsknotę za dawną ojczyzną...

Niesamowite, że działacze to rozumieli, wzruszyłem się... Ciekawe jak potoczyły się dalsze losy tej inicjatywy:-) Zapewne większość amerykańskich żołnierzy miała "soccer" gdzieś. Pytanie: czy pozwolili swoim europejskim kobietom chodzić na mecze samym? A może - przyznajcie, to byłoby straszne - zmuszali je do oglądania koszykówki, baseballa albo futbolu amerykańskiego zwanego dalej futbolem?

PS Ciekawe czy jacyś goście z zagranicy aklimatyzowali się w Bydgoszczy na finale PP?:-)

PS1 Omega też z zagranicy, ale jej aklimatyzacja przebiegła na Śląsku bez przeszkód.

PS2 Na Stadion Śląski marsz!

*zwany również Najwspanialszym.

13:51, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (23) »
środa, 30 marca 2011
Niebieski nie może być czerwony

Kiedy ktoś w mojej obecności mówi ''Ruch Chorzów'' i ''piłka ręczna'' od razu w mózgu wyświetla mi się kilka kadrów.

Pierwszy: z meczu Ruchu z AZS-em Gdańsk w 1994 roku.

Chorzowianki nadspodziewanie łatwo pokonały ówczesną ligową rewelację. Najbardziej utkwiło mi w pamięci, że przed przerwą w ciągu 5 minut Ruch aż trzy razy trafiał w lewe spojenie gdańskiej bramki! Później już nigdy czegoś takiego nie widziałem.

Drugi: z meczu Ruchu z Zagłębiem Lubin w 1999 roku.

Od tego momentu pamiętam, że chorzowiankom nie wolno występować w... czerwonych strojach (wtedy zagrały właśnie na czerwono). Nigdy nie widziałem takiej drugiej połowy w piłce ręcznej jak wtedy. Pierwszego gola Ruch zdobył dopiero po... 14 minutach (celny karny)! W tym czasie rywalki zdołały rzucić już sześć bramek. Pierwszego gola z gry chorzowianki zdobyły dopiero w 48. min, a do końca meczu bramkarka Zagłębia została pokonana jeszcze tylko raz! - Zdobyć trzy bramki w jednej połowie? Nie przypominam sobie takiej sytuacji - mówił mi przygnębiony trener Ruchu.

Trzeci: z meczu Ruchu z Jelfą Jelenia Góra w 2000 roku.

Sędziowie w krótkim odstępie czasu posadzili na ławce kar kilka zawodniczek i na parkiecie przez ponad minutę trzy chorzowianki skutecznie broniły się przeciw piątce rywalek. Nie dość, że nie dały sobie strzelić gola, to po chwili grając w piątkę przeciw szóstce same zdobywały bramki. Szczególne owacje od kibiców dostała w 56. minucie Ewa Jarzyna za akcję przypominającą koszykarski "wsad". Frunąc w powietrzu przejęła piłkę i natychmiastowym, precyzyjnym strzałem pokonała bramkarkę gości. Pamiętacie Ewę Jarzynę? Fajna dziewczyna. Ciekawe co się z nią teraz dzieje...

Dlaczego piszę o szczypiornistkach z Chorzowa? Bo Ruch do Ruchu wyciąga rękę.

Zapomniałbym: Teresa Pecold, swego czasu trener szczypiornistek Ruchu, była również moją nauczycielką wychowania fizycznego na studiach. Uwielbiałem ją, bo nie katowała mnie zwodami ze szczypiorniaka rodem, tylko dawała balę i wyganiała na boisko. Pozdrowienia! Swoją drogą, ostatnio przechodziłem koło rektoratu i się załamałem. Wspomniane boisko na którym moje ''Skorupy'' rozegrały tyle niezapomnianych meczów służy teraz jako zwykły parking. Niedługo z ''Usiu'' zaczną wypuszczać samych garbatych z zadyszką po pięciu krokach...

PS Omega też pozdrawia Ewę Jarzynę.

PS1 Nieoczekiwany dylemat utalentowanego piłkarza z Bukowej. Atak czy obrona? Facet ma najlepsze parametry fizyczne w całym zespole. Jego wynik ''biegu'' (czy właściwie szarpnięcia) na 5 metrów trenerzy uznali za wybitny. Z komentarzy wynika, że kibice z Cichej chętnie widzieliby go u siebie...

12:29, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (16) »
niedziela, 10 października 2010
Kobieta z granitu i stali

Przyznaję się bez bicia: uważam, że kobiecy sport nie wytrzymuje porównania ze sportem męskim. Piłki nożnej kobiecej nie można porównać do piłki nożnej męskiej. Siatkówki kobiecej nie można porównać do siatkówki męskiej. Koszykówki kobiecej nie można porównać do koszykówki męskiej (choć męskiej i tak nie oglądam, bo na Śląsku porządnej koszykówki za bardzo nie ma gdzie) itd., itp. Oczywiście sport kobiecy niesie za sobą emocje, ale dla mnie nie takiego kalibru jak męski (nie chodzi mi oczywiście o pojedyncze wspaniałe sukcesy w stylu Justyny Kowalczyk, ale o ligowe emocje. Przy okazji: niech nikt z Czadobloga nie próbuje robić męskiego szowinisty, bo uwielbia kobiety całym swym jestestwem).

Moim zdaniem właściwie są dwa sporty, w których kobiety nie tylko spisują się równie dzielnie jak mężczyźni, ale mogą z nimi rywalizować i często okazuje się, że są lepsze. Charakterystyczne, że chodzi o dyscypliny tzw. ”nieligowe”. To jeździectwo i himalaizm.

Poraziła mnie historia 28-letniej psycholożki i socjolożki z Katowic. Kobieta z granitu i stali! Jestem pełen podziwu i szacunku.

PS Zegary też.

PS1 O niezwykłym meczu sprzed 37 lat przeczytacie tutaj.

17:56, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (12) »
wtorek, 25 maja 2010
Bura suka

Historia piłkarskich mistrzostw świata potoczyłaby się trochę inaczej gdyby nie pies. Pewnie piłkarze walczyliby o Puchar Świata nie od 1974 (cztery lata wcześniej Brazylia zdobyła główną nagrodę na własność), a od 1966 roku. Wtedy w Anglii została skradziona z wystawy właśnie Złota Nike (poprzednie trofeum), na szczęście w stercie śmieci odnalazł ją potem pies o imieniu Pickles. Jego właściciel David Corbett stał się bohaterem narodowym...

Przyznam się bez bicia, że nigdy nie przepadałem za psami. Nigdy ich nie miałem i nie chciałem mieć. Denerwowało mnie, że śmierdzą, szczekają i że są natarczywe. Ale właśnie zmieniłem zdanie. Całkowicie! Jest szansa, że... od wczoraj mam psa.

Kiedy przywieźli mnie wczoraj, kuternogę, do domu, zauważyłem, że po posesji sąsiada, który właśnie się buduje, coś biega. Pomyślałem, że sprowadził sobie stróża.

Odwróciłem się i po chwili pies był już na drodze między naszymi działkami. Odwróciłem się znów i... pies był już na mojej działce! Jedno i drugie ogrodzenie mają jakieś 160 cm. Zdrętwiałem...

Trzeba było odprowadzić psa do sąsiada. Okazało się jednak, że ten... nie jest jego właścicielem. Przybłęda wcześniej siedział przy przystanku, sam wskoczył, gdzie chciał i się szwendał. Mogłem się domyślić...

Pies był bardzo wychudzony, cały w kleszczach i głodny. Na pewno parę dni spędził w lesie. Zdradzę Wam, że jest  niezwykły. Nie śmierdzi, nie szczeka i nie jest natarczywy! Ma również kilka innych cech doprawdy niecodziennych, które zachowam dla siebie. Trochę powiedział o nim weterynarz. Szczęki nam opadły...

Junior się zakochał, wstępnie wygląda na to, że pies też za nim przepada. Ale tonujemy Juniora. Bo musi się udać trzy razy.

Po pierwsze. „Zobaczmy czy pies zostanie do rana” - zastrzegaliśmy wczoraj. Udało się. Został, choć wolał spać na trawniku pod gołym niebiem, z którego lało się ciurkiem niż w specjalnie przygotowanym kojcu pod dachem przy którym stało pyszne psie żarcie...  

Po drugie. „Zobaczmy czy pies zostanie do wieczora” - zastrzegliśmy dzisiaj. Wyjeżdżając do roboty/pracy/szkoły zamknęliśmy bramę i pomachaliśmy mu z nadzieją, że nie ostatni raz. Jest na zamkniętym terenie, ale skoro do nas wskoczył, w każdej chwili może wyskoczyć...  Zobaczymy czy wieczorem jeszcze będzie. Wierzę, że zostanie.

Po trzecie. „Zobaczymy czy ktoś się po niego zgłosi”. Aż nie do wiary, że ten pies (a właściwie jak zaznaczył weterynarz roczna suka) może być taki/a mądry/a sam/a z siebie. Bez tresury. Choć jak później przeczytałem akurat tego psa za bardzo się nie tresuje. Nie da się, to on decyduje o wszystkim;-) A zerka z tak diabelną inteligencją, że człowiekowi zimno się robi...

Na razie jedno jest pewne. Junior dał mu/jej na imię Czesław, które jeszcze tego samego dnia zostało przez niego zmienione na Chelsea, gdy okazało się, że pokiełbasiła się nam płeć. Osobiście chciałem dać mu/jej na imię Diego bez względu czy to pies czy suka, ale pragnąłem jednocześnie przeżyć, więc nie zdradziłem głośno własnego pomysłu:-) 

Przyznaję: teraz chciałbym, żeby nazywała się Chelsea już na zawsze. Żeby z nami została. Nie musiałaby nic znajdować. Byłoby jej dobrze.

Zobaczymy.

PS Zegary pozdrawiamy.

PS1 Znakomity strzał Realu Madryt. Będzie się działo w przyszłym sezonie...

UPDATE Junior się cieszy. Pierwszy i drugi warunek spełnione. Trzeci w trakcie. Więcej bezpańskich psów w okolicy się pojawiło. Jakby ktoś chciał półtorarocznego bernardyna - niech pisze.

12:06, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (23) »
piątek, 14 maja 2010
Brazylia rządzi!

Oczywiście nie we futbolu, bo chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie wierzy, że Dunga mógłby w RPA wywalczyć szóste mistrzostwo świata. Już na swoim kontynencie Brazylia z reguły (podkreślam, z reguły) ustępuje Argentynie, w którą niezmiennie wierzę, choć przyznam, że Diego ostatnio trochę mnie zaskoczył. Mam nadzieję, że wie co robi.

Brazylia rządzi za to na innych polach. A jako że zaraz pojawi się na Śląsku (w osobie boskiej Ive Mendes), nie można takiej okazji przepuścić. Bodaj pierwszy raz w życiu Czadoblog mając do wyboru mecz piłkarski i coś innego  - wybiera coś innego. Dlatego pokuśtyka do zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca.

Nie zobaczyć na żywo Ive Mendes byłoby grzechem. Brazylijska Sade uwodzi głosem i niecodzienną urodą. Przyznajcie zresztą sami... 

PS O zegarach pamiętamy, niezmiennie się o nie upominamy.

11:58, pavelczado , O Paniach
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2
Archiwum