środa, 02 października 2013
Wdowczyk? To jakiś żart?!

Ze zdumieniem zauważyłem w kilku miejscach dyskusję na temat szans objęcia przez Dariusza Wdowczyka posady selekcjonera reprezentacji Polski.

Po pierwsze zdumiewa mnie moment wypłynięcia tego tematu. Nasza reprezentacja ciągle może jeszcze awansować do brazylijskiego mundialu.

Po drugie zdumiewa mnie sposób wypłynięcia tego tematu. W krótkim okresie pojawił się w kilku niezależnych miejscach jednocześnie. Tak jakby ktoś wypuszczał balon próbny - co opinia publiczna na to...

Po trzecie - i najważniejsze - zdumiewa mnie łączenie z funkcją selekcjonera tej właśnie postaci.

W "Polska The Times" pojawił się dziś wywiad z Dariuszem Wdowczykiem.

"Parę lat temu marzył pan o poprowadzeniu reprezentacji Polski. Był pan w pewnym momencie już bardzo blisko. Za chwilę prezes Boniek będzie szukał nowego selekcjonera. Podobno to ma być jednak znów Polak. A nazwisko Wdowczyk zaczyna się przewijać...

- Mogę tylko panu powiedzieć, że w kwestii moich marzeń nic się nie zmieniło.

Szykuje się Pan?

- Ja naprawdę miałem parę lat aby przemyśleć parę spraw. Dzięki temu jestem spokojniejszy [...].

Cały wywiad przeczytacie - TUTAJ.

Szanuję dotychczasowe osiągnięcia Wdowczyka zarówno jako piłkarza jak i trenera. Wiadomo jednak, że jako szkoleniowiec był dramatycznie mocno umoczony w proceder korupcyjny. Kiedy w 2005 roku odkrywałem skalę tego zjawiska byłem zdania, że korupcja w profesjonalnej piłce nożnej powinna skutkować dożywotnim zakazem pracy przy futbolu. Teraz, po latach, złagodniałem. Sądzę, że każdy powinien dostać drugą szansę. Są jednak granice dobrego obyczaju, których moim zdaniem przekraczać nie wolno.

Wdowczyk w 2009 roku został skazany przez Wydział Dyscypliny PZPN na siedem lat bezwzględnej dyskwalifikacji (przy czym w karę wliczono okres zawieszenia licencji trenerskiej od 2008 roku) oraz 20 tysięcy zł grzywny. Kara miała więc obowiązywać do 2016 roku. Tymczasem już w lipcu 2012 roku Komisja Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN udzieliła Wdowczykowi licencję UEFA Pro na rok, z kolei Trybunał Arbitrażowy przy PKOl przywrócił mu możliwość pracy w zawodzie.

Powtarzam; każdy powinien dostać drugą szansę. Nie może być jednak tak, że trener, który sam zeznał, iż sprawa zaczęła się w jego warszawskim mieszkaniu kiedy kilka osób zastanawiało się co zrobić żeby Koronę Kielce pchnąć do wyższej klasy rozgrywkowej - zostaje potem selekcjonerem reprezentacji państwowej.

Nie może być tak, że trener, który przedstawił propozycję "ustawienia" meczów piłkarzom z rady drużyny, a oni ją zaakceptowali i w efekcie tego zdecydował się konkretne działania korupcyjne - zostaje potem selekcjonerem reprezentacji państwowej.

Nie może być tak, że trener który po awansie przekazuje osobie, która nadzorowała całość pod względem technicznym 30 tysięcy zł - zostaje potem selekcjonerem reprezentacji państwowej.

Wierzę w skruchę Dariusza Wdowczyka, w jego żal za grzechy i postanowienie poprawy. Życzę mu jak najlepiej w pracy trenera klubowego. Niech pracuje w lidze, niech porywa publiczność w Szczecinie czy jakimkolwiek innym mieście, w którym zostanie zatrudniony.

Ale kadra?! Jak to ma się do tych wszystkich trenerów, którzy w procederze nie uczestniczyli a również również marzą o posadzie selekcjonera reprezentacji Polski? Jak to się ma do tych zwykłych kibiców, których Wdowczyk po objęciu posady stałby się w jakiś sposób reprezentantem, a oni sobie tego nie życzą, bo z futbolową korupcją nie mają nic wspólnego?

Prowadzenie reprezentacji Polski to najwyższy zaszczyt. Kryteria zatrudnienia powinny być wyśrubowane do maksimum. Nie tylko pod względnej wiedzy i fachowości.

A PZPN powinien zadbać o zapis w statucie. Coś w stylu, że "żaden piłkarz i trener skazany prawomocnym wyrokiem za korupcję we futbolu nie może grać w reprezentacji ani jej prowadzić". Nawet jeśli ten zapis byłby w niezgodzie z jakimiś przepisami europejskimi nie sądzę by którykolwiek z podpadających pod niego odwoływał się do Trybunału w Strasbourgu:)

PS W Katowicach trenerem zespołu z okręgówki został 21-latek! Czy to rekord Polski?

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

środa, 13 lipca 2011
Żenująca UEFA. Wstyd i hańba

W 1993 roku wybuchła afera w Polsce. W związku z nigdy nie udowodnionymi zarzutami o "niesportową postawę podczas rozgrywek" (nigdy nie udowodnionymi przed sądem choć oczywiście Czadoblog nie oddałby swego niewinnego życia żeby poręczyć) PZPN anulował wyniki meczów Wisła - Legia (0:6) i ŁKS - Olimpia (7:1) w ostatniej kolejce rozgrywek. W związku z tym mistrzem został Lech, a Legia i ŁKS nie zostały dopuszczone do rozgrywek pucharowych UEFA.

W 2011 roku wybuchła afera w Turcji. W związku z największą w historii tamtego kraju korupcyjną detonacją do aresztu trafiło już kilkadziesiąt osób. Gniazdko za kratami umoszczono m.in. prezydentom dwóch klubów, które zajęły najwyższe miejsca w ostatnim sezonie. Aziz Yildirim z Fenerbahce i Sadri Sener z Trabzonsporu przebywają w więzieniu. Mimo to Turecka Federacja Futbolu grzecznie poprosiła UEFĘ żeby dopuściła oba sympatyczne kluby do Champions League. Centrala zaakceptowała grzeczną prośbę. Oczywiście nic nie wiadomo żeby jakiś inny klub (ten uczciwy) miałby zostać mistrzem za sezon 2010/11...

Rozśmieszyły mnie buńczuczne zapowiedzi europejskiej centrali, która zaznaczyła, że będzie monitorować sytuację w Turcji, a w przypadku uznania winnymi działaczy i trenerów poszczególnych klubów zastosuje odpowiednie sankcje. Jak myślicie: czy Fenerbahce i Trabzonspor zostaną, jakby co, wycofane z rozgrywek ChL w trakcie ich trwania?:-)))))

Wiadomo, że równi i równiejsi muszą być. Ale różnica między równymi a równiejszymi nie może być, do cholery, taka jak między stołem a stołówką!

PS Omega pyta: czy PZPN wystosuje jakiś oficjalny list do UEFA w tej sprawie? Czy choćby symbolicznie upomni się żeby wszystkich traktować równo? Czy raczej nie będzie chciał się narażać i przełknie policzek po cichutku? (być może niektórzy na Miodowej czy gdzie tam nie odczują tego w ogóle jako policzek). 

PS1 Żeby było jasne: pytanie Omegi jest retoryczne.

PS2 A może myślicie, że lepiej by było żeby tureckie kluby bez przeszkód grały w ChL? Mierzejewski, Głowacki i Brożkowie mogliby na tym przecież skorzystać, mogliby przygotować lepszą formę na Euro 2012, co?

PS3 A może myślicie, że PZPN nie powinien protestować, bo w XVIII wieku Turcja nie uznała rozbiorów Rzeczpospolitej i teraz Polacy są jej coś winni, co?

PS4 Bajazyt Błyskawica przewraca się w grobie. Byle koleś może być teraz Yildirimem. Swoją drogą ciekawe czy Aziz Yildirim pamięta jak ponad 600 lat temu skończył Yildirim Bayezid...

środa, 08 lipca 2009
Nie wymazać

Moim zdaniem korupcja we futbolu nie powinna podlegać przedawnieniu. Dlatego zaciekawił mnie  pomysł rzucony przez Rafała Steca. Rafał, zniechęcony procederem przeżerającym latami naszą piłkę, ponowił ideę, żeby zrezygnować z publikowania historycznych tabel i wszelkich klasyfikacji wszech czasów polskiej ligi. Żeby zrezygnować z liczenia kolejnych tytułów mistrzowskich, skoro i tak wiadomo, że ileś tam zostało zdobytych niekoniecznie na murawie...

Postanowiłem rozważyć pomysł Rafała, choć przecież wiadomo, że nigdy nie dojdzie do jego realizacji. Odebranie mistrzostwa byłoby karą wyjątkowo bolesną i zapewne wystarczającą (nikt przecież nie mówi o degradacji po wielu latach). Żeby ją zastosować musiałby jednak wstrząsnąć środowiskiem jakiś niebagatelny powód, jakiś koronny dowód. Musiałby, bo moim zdaniem nie wolno wysadzać wszystkich tabel i klasyfikacji ot tak, a priori, z wewnętrznego przekonania o słuszności takiego czynu, tylko dlatego, że „przecież wszyscy wiedzą jak było”.

Najlepsze byłoby  - co zauważył Rafał - opublikowanie demaskatorskiego dzieła pod roboczym tytułem „Dzieje korupcji w futbolowej Polsce”. Takiego, żeby prokuratorowi wystarczyło tylko przeczytać...

Oczywiście nie wyobrażam sobie tej księgi jako zbioru bulwarowych historyjek z przeszłości, to nie mogłoby być coś w rodzaju futbolowych „Żywotów Cezarów” Swetoniusza. Musiałaby nas olśnić rzetelna i niezwykle drobiazgowa praca, analiza obudowana aparatem naukowym właściwym wytrawnemu, imponującemu dbałością o fakty historykowi. Przy okazji nie zaszkodziłoby, gdyby praca wciągała czytelnika niezwykłą reporterską narracją, ba - oszałamiała brawurowym pisarskim talentem autora, skradzionym najwybitniejszym literatom.

Chodzi oczywiście o dzieło kompletne: doskonałe w precyzyjnym docieraniu do wstydliwych faktów i obezwładniające w bezlitosnym ich udowadnianiu. Żeby ”Dzieje futbolowej korupcji w Polsce” mogły spełnić swoje zadanie i moje oczekiwanie, MUSIAŁYBY ODTWORZYĆ WSZYSTKIE NIECZYSTE ZDARZENIA od lat 20., mogące mieć wpływ na to, kto i w jaki sposób został mistrzem Polski. Dopiero wówczas - z pełnym rozmysłem i całkowitą odpowiedzialnością  - można ustalić na nowo (czy też wysadzić) honorową listę mistrzów Polski.

Gdyby jakiś ambitny i wybitny autor (autorzy) spełnił wszystkie te warunki i zdołał odkryć dla kibicowskich mas tą drugą, kloaczną, podziemną, równoległą z oficjalną historią rozgrywek o mistrzostwo Polski naturę naszego futbolu - byłby to wyczyn nie lada. Taki Mistrz powinien potem zgarnąć wszystkie najważniejsze nagrody dziennikarskie i historyczne w Polsce. A i ”Nike”  konkursowe jury powinno mu wówczas oddać z pokłonem, w ogóle nie ogłaszając nominacji:-) 

 Niestety: taka książka nigdy nie powstanie. 

Zawodowy historyk, choćby nie wiem jak wykształcony, bystry, doświadczony i ambitny, mógłby trzepać przeróżne archiwa do woli, a i tak pozostałby z niczym. Dziennikarskie śledztwo też moim zdaniem  nie przyniesie pełnego efektu. Co z tego, że niektórzy z moich kolegów mogą znać smakowite historyjki kompromitujące któregoś z dawnych (albo niedawnych mistrzów)? Pewnie każdy z branży mógłby coś dorzucić... Ja na przykład znam barwną opowiastkę z międzywojnia. Oczywiście nie mam na nią żadnych dowodów. To dykteryjka o pewnym śląskim piłkarzu, który miał się sprzedać w meczu decydującym o awansie do ekstraklasy najgroźniejszemu rywalowi własnej drużyny. Najgroźniejszy rywal wygrał i ostatecznie awansował. Śląski piłkarz ZARAZ POTEM przeszedł, jak gdyby nigdy nic, właśnie do tego najgroźniejszego rywala i wkrótce zdobył z nim mistrzostwo Polski... Niektórzy naaaaaaajstarsi kibice z pewnego miasta jeszcze dziś mają ochotę splunąć, kiedy wymawiają jego nazwisko... Uważają, że gdyby nie tamte wydarzenia, historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. I kto wie czy to Ruch albo Górnik byłyby dziś najbardziej utytułowanymi drużynami ze Śląska?;-) Bo tamta drużyna jako klub ekstraklasowy mogłaby przecież w 1933 roku sprzątnąć sprzed nosa innego śląskiego zespołu pewnego rudzielca mającego polidaktylię. W jej wypadku nie byłoby takie trudne, a mogłoby skutkować kilkoma tytułami mistrzowskimi...

Zaznaczam, że główny (anty)bohater tej opowieści nie żyje, ludzie, którzy mogliby poważnie świadczyć przeciw niemu - również. Jak zweryfikować, czy to prawda? Odbierać mu zasługi na podstawie plotek?

Takich opowiastek dałoby się wyłuskać i poskładać do kupy znacznie więcej. Ale czy ich zbiorek byłby wielkim polskim futbolowym wyrzutem sumienia? Nie sądzę. Byłby raczej wyrzutem sumienia dla autora - miałby poczucie graniczące z pewnością, że zbierając materiały i pisząc pracę nie zdołał przejść wszystkimi dróżkami futbolowego zła i występku, bo nie był ich w stanie nawet ustalić. Jego praca wyłapywałaby niektórych nieuczciwych mistrzów, ale nie docierałaby do innych, równie nieuczciwych, tyle że bardziej sprytnych, dyskretnych, schowanych w cieniu.

Łączę się więc z Rafałem w rozdrażnieniu, ale to rozdrażnienie jałowe, bezsilne, pełne frustracji. Tak naprawdę możemy sobie wspólnie jedynie pozgrzytać zębami i tyle. Nie wystarczy to do anulowania historycznych tabel, nie wystarczy do gromadnego odbierania mistrzowskich tytułów. Wiem bowiem jedno: nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej. Czy dlatego, że klub X w 19XX roku kupił tytuł, musi z niego po latach zrezygnować także zespół Y grający czysto w roku 19YY? Gdyby to ode mnie zależało i gdybym miał ukarać dziesięć winnych klubów, ale skrzywdzić przy tym jeden niewinny - odstąpiłbym od wymierzenia kary. Innymi słowy: żeby wymazać całość trzeba udowodnić, że wszyscy mistrzowie Polski są winni. Uważam, że to nie do udowodnienia, nie tylko z braku dowodów. W tym gronie są przecież także kluby czyste, przynajmniej w sezonie, kiedy zdobywały mistrzostwo. A wystarczy jeden taki niewinny, by kasowanie całości straciło jakikolwiek sens.

Tak więc Rafale: tabel, honorów i statystyk jednak nie wymazywać.

PS Nie wymazywać, choć wątpliwości w szczegółach pozostają. Na przykład: jak potraktowalibyście drużynę, która miała sprzedawać mecze dopiero gdy była już pewna mistrzostwa Polski, a do końca zostało jeszcze kilka kolejek? Wywalczyła mistrzostwo na boisku, nieuczciwie miała postępować dopiero później. Czy ma moralne prawo do używania tytułu? Zostawilibyście jej mistrzostwo i pozwolili nadal grać w lidze, w której po latach obecnie gra? A może zostawilibyście tytuł, ale jednocześnie zdegradowali? Czy może jeszcze ostrzej: zabrali tytuł i zdegradowali?

Albo: gdyby jakimuś mistrzowi udowodnić po wielu latach korupcję, to czy w zaistniałej sytuacji można obdarzyć tytułem wicemistrza na którego nie ma żadnego haka i który teoretycznie jest czysty? A gdyby nie dało się rozstrzygnąć czy naprawdę był w tamtych rozgrywkach uczciwy, czy tylko dyskretny i skuteczny? Jak zareagowalibyście na sytuację, gdyby po odebraniu tytułu nieuczciwemu mistrzowi, druga drużyna z tabeli zaczęła  dochodzić swych moralnych praw do tego tytułu w sądzie?

poniedziałek, 04 sierpnia 2008
Piotr Dziurowicz. Trzy lata później

Pamiętam ten dzień doskonale. Było lato 2005 roku. O aresztowaniu sędziego piłkarskiego Piotra Z. bębniły jeden po drugim dzienniki telewizyjne. Wszyscy zastanawialiśmy się; skąd prokuratura wytrzasnęła tak cenne źródło informacji, które pozwoliło na tak konkretne działania?

Oczywiste było, że informatorem jest ktoś, kto mnóstwo wie na temat zasad "funkcjonowania" polskiej piłki ligowej. To musiał być ktoś ze środka tych układów i jednocześnie ktoś, komu już nie zależy, żeby w nich tkwić. Jaki miał w tym interes? Nie zależało mu już na byciu częścią tej całości, żeby opowiedzieć o korupcji we futbolu?

Tamtego wieczora wylegiwałem się w wannie z książką kiedy zadzwoniła komórka.

- Piotr Dziurowicz, witam. No i co pan sądzi o tym wszystkim, panie Pawle?

Wtedy mnie olśniło. Przypomniałem sobie, że niewiele wcześniej Dziurowicz-junior kilkakrotnie powtarzał mi, że ma już dość działalności w futbolu. Że chce się wycofać...

Zadzwoniłem do Warszawy, powiedziałem o moich przypuszczeniach Andrzejowi Olejniczakowi, szefowi sportu w "GW". Ale on już wiedział, że osobą wysoko postawioną w polskim futbolu, która informuje prokuraturę o korupcji w piłce, był ówczesny prezes GKS-u.

Wszystko dzięki Arturowi Brzozowskiemu, dziennikarzowi "GW" z Wrocławia. Dziś można powiedzieć, że to właściwie od "Brzozy" wszystko się zaczęło. To on w maju 2004 roku napisał cykl tekstów (wspólnie z Mirkiem Maciorowskim, dziś wicenaczelnym wrocławskiej "GW") o próbie ustawienia skromnego drugoligowego meczu Polar Wrocław - Zagłębie Lubin (jeden z tych tekstów tutaj). Właśnie po tych artykułach prokuratura wrocławska rozpoczęła śledztwo, które zaczęło pączkować w niebywałym tempie. Jej energiczne działania dostrzegł zniechęcony już do piłki Piotr Dziurowicz. Pojechał powiedzieć co wie właśnie do "sprawdzonego" już Wrocławia.

"Brzoza" swoimi kanałami szybko dowiedział się, że to Dziurowicz jest osobą, która zdecydowała się opowiedzieć śledczym o brudnych kulisach polskiego futbolu i podzielił się wiedzą z Andrzejem Olejniczakiem. Nigdzie nie udało się jednak tej informacji potwierdzić. Dlatego pozostał nam najprostszy pomysł jaki można sobie wyobrazić.

Po prostu do Dziurowicza zadzwoniłem.

- Panie Piotrze, to pan? - spytałem.

Chwila ciszy.

 - Zapraszam do siebie - usłyszałem w słuchawce. 

Spotkaliśmy się w czwórkę na Bukowej: Piotr Dziurowicz, Andrzej, Artur i ja. Gadaliśmy trzy godziny, może cztery (mój rekord długości rozmowy z przedstawicielem rodziny Dziurowiczów i tak nie został pobity. Kiedy w 1998 roku z okazji I wojny futbolowej przygotowywaliśmy reportaż o Marianie Dziurowiczu, rozmawiałem z nim w siedzibie Śląskiego Związku Piłki Nożnej przy ul.Francuskiej prawie siedem godzin...)

Piotr Dziurowicz opowiedział nam dużo, konkretnie, że szczegółami. Byliśmy zaszokowani skalą korupcji - powoli docierało do nas jak bardzo byliśmy dotąd naiwni. Jak Dziurowicz sam zaznaczył i "tak powiedział nam jedną dziesiątą wszystkiego"...

Przypominam tą historię, bo właśnie mija trzy lata od momentu kiedy "Gazeta" opublikowała ten wywiad (pierwsza część i druga część)...

PS Co dzieje się z Piotrem Dziurowiczem? Dzisiaj z nim rozmawiałem. Nie narzeka. Urządził sobie życie na nowo. Piłką nożną już się nie interesuje. Ostatni raz na meczu był w 2005 roku. Czasem obejrzy jakiś w telewizorze...

Trzy lata temu wielu ludzi było na młodego Dziurowicza naprawdę wściekłych. Nie tylko ci zawikłani w korupcję. Niektórzy obawiali się, że ten krok może zaszkodzić ich ukochanym klubom. Dla innych najważniejsze było nie to, co opowiedział, tylko dlaczego opowiedział. Z Dziurowicza próbowano zrobić  wariata. Oszołoma, który mści się za spadek ukochanego klubu i w desperackiej rozpaczy wysadza siebie i wszystkich dookoła...

Ale wielu ludzi było mu wtedy naprawdę wdzięcznych. Wielu właśnie w tym momencie przejrzało na oczy. Ja także mu dziękuję. Bo dzięki Dziurowiczowi wszyscyśmy krócej pływali w tym gównie.

niedziela, 11 maja 2008
W Warszawie obradują. W okręgówce mają już dość

Wydarzyło się to przed paroma godzinami. Dokładnie w tym samym czasie, kiedy trwał nadzwyczajny zjazd PZPN, poświęcony walce z korupcją. Historyjkę opowiedział mi przed chwilą trener jednego z klubów V ligi śląskiej. Ten klub był kiedyś w polskim futbolu wysoko, dziś desperacko broni się przed degradacją do A-klasy. Trener opowiada: - Niedawno dostaliśmy nieoficjalny sygnał z okręgowego związku, że w naszym najbliższym meczu wyjazdowym może dojść do przekrętu. Przejęliśmy się, bo bardzo nie chcemy spaść. Dlatego specjalnie zamówiliśmy sobie w związku obserwatora na ten mecz. Obserwatorzy zwykle nie pojawiają się na spotkaniach niższych klas, ale przyjeżdżają jeśli klub zdecyduje się pokryć koszty delegacji (w przypadku ligi okręgowej to 90 zł). 

Do przerwy, w obecności obserwatora, wygrywamy dwoma bramkami. Nagle wszystko się zmienia: sędzia mówi naszemu zawodnikowi prosto w oczy, że teraz będzie się mylić na naszą niekorzyść. Rzeczywiście się myli. W drugiej połowie dyktuje przeciw nam m.in. karnego z kapelusza. Ostatecznie przegrywamy. Po meczu obserwator stwierdza, że wszystko jest w porządku i wyjeżdża. Mam dość...

W tym samym czasie, gdy dwa śląskie klubiki prowadzą zażartą walkę na śmierć i życie, zjazd w Warszawie przyjmuje projekt uchwały abolicyjnej. Wszystkim skorumpowanym cwaniaczkom, którzy odetchnęli po nim z ulgą  dedykuję dwa słowa:”minus trzydzieści”. Co prawda karna degradacja za przewinienia sprzed czerwca 2005 roku ma obowiązywać tylko do końca sezonu 2008/09, ale przecież zawsze będzie można na starcie wlepić winnym trzydzieści ujemnych punktów! Taki garb mocno przygina do ziemi, swego czasu przekonały się o tym dobitnie Piast Gliwice i Szczakowianka, choć oba kluby tych ujemnych punktów miały jednak mniej. Tylko czy PZPN kiedykolwiek wykorzysta złowieszczą cyfrę -30? <bo że się jeszcze trafi okazja, jestem o tym przekonany>

Chciałbym, żeby prezesem PZPN został kiedyś człowiek, który nie ustąpi nawet o krok, w trzech punktach swojego programu:

1) DEGRADACJA DLA KLUBU ZA UDOWODNIONE USTAWIENIE CHOĆ JEDNEGO MECZU PRZEZ PRACOWNIKA/ÓW TEGO KLUBU

2) DOŻYWOTNI ZAKAZ DZIAŁALNOŚCI W FUTBOLU W JAKIMKOLWIEK CHARAKTERZE DLA OSÓB ZA UDOWODNIONE USTAWIENIE CHOĆ JEDNEGO MECZU 

3) ODSZKODOWANIA DLA KLUBÓW OD OSÓB BĘDĄCYCH JEGO PRACOWNIKAMI, KTÓRYM UDOWODNIONO USTAWIENIE CHOĆ JEDNEGO MECZU (po karnej degradacji klub musiałby dokonać kalkulacji strat poniesionych z powodu korupcji, a potem obciążyć kosztami winnych. Kilka milionów złotych? Trudno.)

Myślicie, że kandydat z takim programem dostałby w wyborach choć parę głosów?

Wiem, wiem, że piłka nożna to nie opera. Brutalne faule, sędziowskie pomyłki, nurkowanie w polu karnym są nieodłącznym elementem tej gry. Niestety dla niektórych - korupcja też, bo ”funkcjonują w tym dla ambicji, zaimponowania, że jest się lepszym niż inni. Na zasadzie: To nie wy mnie, ale ja was przekręciłem” - mówił mnie i moim kolegom z ”Gazety” Piotr Dziurowicz w 2005 roku.

PS. Off-topic. W sprawie poprzedniego wpisu: byłem strasznie ciekawy jak kibice GKS-u Katowice przyjmą dawnego piłkarza Pawła Pęczaka, który przed sezonem w ostatniej chwili zrezygnował z oferty powrotu. Otóż przyjęli go beznamiętnie; bez gwizdów, bez oklasków, bez okrzyków; ot - jakby go nie było. Jak piłkarz czuł się z taką obojętnością?

niedziela, 17 lutego 2008
Jak się zachować, jeśli Twój klub chcą zdegradować za korupcję

Karząca ręka sprawiedliwości Wydziału Dyscypliny PZPN sieje spustoszenie i pewnie jeszcze będzie siać. Sprawa dotycząca korupcji w polskim futbolu jest - jak to się mówi - "rozwojowa" i odłamkowy wysłany przez wrocławską prokuraturę boleśnie trafi pewnie jeszcze w kilka klubów.

Nie wiem z czym można porównać tak traumatyczne przeżycie jak chwila, w której dowiadujesz się, że twój klub, który kochasz od dziecka, brał udział w ustawianiu meczów. Sporządzenie dokładnie w tym momencie portretu psychologicznego zastygłego z rozpaczy kibica to, moim zdaniem, świetny temat na pracę magisterską. I nie chodzi o to czy tego samego dnia po otrzymaniu feralnej wiadomości wstrząśnięty fan pójdzie się upić, czy może wybatoży małżonkę, podpali osiedlowy śmietnik albo na tydzień zamknie się w pokoju, obwieszczając światu swój ból smętnym dmuchaniem w saksofon...

Dla mnie dużo ciekawsze jest to, co kibic w takim momencie sądzi o winie swojego klubu. Z niesmakiem, ale i  z  dozą  zrozumienia (miłość kibicowska przecież ślepa jest) zauważam, że reakcje są następujące:

1. Najpierw nadchodzi etap niedowierzania: 

- "To jakaś bzdura, przecież nasz klub był zbyt biedny, żeby coś od kogoś kupić (ewentualnie: "zbyt bogaty i po to kupił wcześniej dobrych pilkarzy, żeby później nie kupowac meczów)"

Albo:

- "To jakaś bzdura. Co by nam dało kupowanie meczów, przecież i tak byliśmy w środku tabeli"

2. Potem jest etap próby oszukiwania własnej pamięci i nie przyjmowania faktów do wiadomości:

 - "Nie nie słyszałem o tym. To na pewno jakaś bzdura. W ogóle nie ma o czym rozmawiać"

3. Potem przychodzi etap pomniejszania winy:

- "No, może coś kupili, ale przecież nie sprzedali! Sprzedać to jest dopiero podłość. Nasi by się nie zeszmacili..."

Albo: 

 - "Może i kupili parę meczów, ale przecież i tak nic im to nie dało , bo nie awansowali (albo spadli)"

4. Potem brnie się w etap porównywania do innych:

- "A przecież oni kupili 47 meczów, a my tylko 4. Dlaczego mamy być karani tak jak oni?"

Albo: 

- "A oni kupili i dzięki temu awansowali, a myśmy na korupcji w ogóle nie skorzystali!" 

5. Potem nadchodzi etap przepoczwarzania się z winnego w skrzywdzonego:

 - "A przecież nikt w naszym klubie nie wiedział, że ten facet z zarządu (trener/kierownik drużyny/piłkarz) dawał sędziom pieniądze. A poza tym już dawno został wyrzucony. Dlaczego chcecie karać niewinny klub i niewinnych ludzi?"

6. Potem czas na etap szukania krzywdy i zwalania winy na cały świat:

 - "A przecież członek Wydziału Dyscypliny kibicuje naszemu największemu wrogowi. To gnój jeden!"

7. Potem nagły zwrot o 180 stopni: czas na troskę o cały świat i myślenie o przyszłości:

- "A przecież jeśli teraz wyrzuci się z ligi te wszystkie "umoczone" kluby, to dojdzie do całkowitego paraliżu rozgrywek! Czy polski futbol stać na tak wielki chaos i płynące z niego straty w perspektywie Euro 2012?!"   

8. Potem czas na argumenty prawne:

- "A przecież na razie prokuratura tylko przesłała materiały. Niezawisły sąd nie wydał wyroku, a oni już teraz chcą degradować. Karać bez udowodnienia winy?To szuje!"

Potem jeszcze może dojść parę etapów, ale efekt finalny jest taki, że nie zgadzający się z rzeczywistością kibic dotkniętej zarazą drużyny idzie przez życie z poczuciem krzywdy, niesprawiedliwości.

Zastanawiam się jak mają zachować się fani, których kluby ominęło (na razie) karzące ramię Temidy, a na których wkrótce spadnie grom z jasnego nieba?

Przyznaję: jestem zwolennikiem bezwzględnego karania za korupcję. Dla mnie degradacja jest oczywista już tylko za jeden, jedyny, malutki, ustawiony mecz, meczyk, meczątko. Każdy klub ma w historii chwalebne momenty i wstydliwe epizody. Chodzi o to, żeby za laury spijać śmietankę, ale za wtopy nie uciekać od odpowiedzialności. Dlatego teraz jakieś wspólne zakulisowe działania "pokrzywdzonych przez Wydział Dyscypliny", apelowanie o "rozsądek i umiar w walce z korupcją", budzą we mnie obrzydzenie. 

Moja rada jest więc taka: kibicu, nie szukaj usprawiedliwień, nie snuj spiskowej teorii. Bądź facetem, a nie _ _ _ _ _ (można tu sobie wpisać rubaszne śląskie słówko, jakie sobie kto uważa). Lepiej przyjąć hańbę na klatę i zachować się po męsku.

Co odpowiedziałbyś jeśli za dziesięć lat syn zadałby Ci pytanie: "Tata, a dlaczego wtedy zdegradowano Arkę, Łęczną, KSZO, a naszego klubu mimo że miał zarzuty, już nie?"

Czy patrząc mu w oczy odpowiesz: "Synu, bo oni byli winni, a nasz klub nie był?"

Albo stwierdzisz z uśmieszkiem: "Synu, u nas zawsze potafili załatwić te sprawy jak należy. Po prostu nasi działacze są operatywni i chwała im za to?"

I co? Przeszłoby Ci to przez usta? Moim zdaniem lepiej jeśli syn w ogóle nie musiałby zadawać tak postawionego pytania. A na jego:"Tato czy nasz klub był winny?" będziesz mógł odpowiedzieć "Tak, synu i poniósł zasłużoną karę. To przeszłość, za którą zapłaciliśmy".

Dlatego gdybym to ja był w Twojej sytuacji, od gorączkowego szukania przez mój klub śliskich sposobów ucieczki od odpowiedzialności, wolałbym jego pokutę, zadouśćuczynienie i postanowienie poprawy. I dopiero wtedy mógłbym z czystym sumieniem dalej kibicować mojej drużynie, która też miałaby już przecież czyste sumienie.

A potem? Potem byłby już tylko czas na zaciśnięcie zębów, dopingowanie klubu w najtrudniejszych chwilach (to też jest bardzo przyjemne) i powrót do elity po walce na boisku prowadzonej w sportowym stylu.

Przestrzegam: nieuznanie winy i nieprzyjęcie kary uczyni z ciebie KIBICA ZGORZKNIAŁEGO, bez wzniosłych marzeń, z ustami pełnymi szyderstw wykrzykiwanych na stadionach. A jeśli przyjmiesz do wiadomości że to, co było, to było i że kara jest słuszna - nadal będziesz pogodnym człowiekiem. 

Chyba warto. Pamiętaj o tym kibicu za parę miesięcy...

PS. Nie jestem cynikiem (przynajmniej jeśli chodzi o sprawy tak ważne jak futbol:-). Naprawdę wierzę w to, co napisałem. 


 

środa, 23 stycznia 2008
Uwaga, dawca organów

Jeśli klub kupił tylko kilka meczów to powinien być znacznie lepiej traktowany od tego, który ustawił ich kilkadziesiąt. W związku z tym nie zasługuje na karę degradacji do niższej klasy rozgrywkowej, tak jak tamten - bardziej winny, bardziej ubrudzony.

Powyższy kuriozalny tok rozumowania jest bliski sporej części futbolowego środowiska. A Wy? Czy uważacie, że ten, który zabił jednego człowieka nie zasługuje na więzienie, bo siedzi tam już seryjny (czyli bardziej winny) morderca?  

Sądzę, że w futbolu nie ma nic bardziej obrzydliwego niż korupcja i ustawianie meczów. Choćby jednego, jedynego, małego, maluteńkiego meczyku. Ustawiłeś - jesteś już po drugiej stronie. Dlatego nie przysłuchuję się zbyt uważnie buńczucznym wypowiedziom Roberta Pietryszyna, prezesa Zagłębia Lubin - klubu, któremu udowodniono już kupowanie meczów, a który (jeszcze) jest w ekstraklasie. "Live is brutal" -  dlatego dla mnie Zagłębie to pierwszoligowy trup. Interesuje mnie już tylko jako potencjalny dawca organów. Atrakcyjny dawca. Co by nie mówić: jest tam wielu znakomitych - jak na polskie warunki - piłkarzy, kilku z nich ma uzasadnione reprezentacyjne aspiracje. Czy po spodziewanej degradacji będą chcieli grać w II lidze? Nie sądzę; będą chcieli to jarzmo zrzucić.

Natychmiast nasuwa się pytanie: dlaczego nasze kluby miałyby z tej sytuacji nie skorzystać? Tym bardziej, że wielu tamtejszych piłkarzy nasze drużyny zna, ba - często się z nich wywodzi. Bo bogaty Lubin traktował śląskie kluby jak garniec z mięsiwem. Przyglądał się, przyglądał, a potem płacił, najsmaczniejsze kąski wybierając dla siebie. I to nie tylko te widoczne. Wybierał też co większe talenty ze spodu. Pamiętam jak w zeszłym roku na derbowym meczu Katowic (Rozwój - GKS) spotkałem znajomego trenera, który - jak się okazało - robił wtedy za skauta klubu z Lubina. Niedługo później 20-letni Łukasz Hanzel - bodaj najzdolniejszy piłkarz Rozwoju - trafił do zespołu Młodej Ekstraklasy Zagłębia.... 

Skorzystajmy więc z trudnej sytuacji dolnośląskiego klubu, zatrzyjmy z lubością ręce i... do dzieła! Po kolei więc:

- gdybym był prezesem Górnika - wziąłbym Arboledę, Chałbińskiego i Golińskiego; 

- gdybym był prezesem Ruchu - wziąłbym Łobodzińskiego i Iwańskiego;

- gdybym był prezesem Odry - wziąłbym Włodarczyka i Vaclawika;

- gdybym był prezesem Polonii - wziąłbym Pawłowskiego i Alunderisa;

- gdybym był prezesem GKS-u Katowice - wziąłbym Plizgę i Rui Miguela;

- gdybym był prezesem GKS Jastrzębie - wziąłbym Sretenovicia i Tiago Gomesa. 

Tak to właśnie powinno wyglądać: handlowałeś - lecisz. Lecisz - rozdrapują cię w kilka sekund.

Archiwum