niedziela, 21 lutego 2016
Nie zapomnę tych derbów nigdy

Byłem na Wielkich Derbach Śląska w Zabrzu. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Podwójnym!

Po pierwsze: zabrzańskiej publiczności. Na meczu było niespełna 25 tysięcy ludzi. Widać ewidentnie, że budowa tego stadionu w Zabrzu miała sens. Potęga dopingujących Górnika trybun aż przygniatała. Atmosfera była fantastyczna, mógłbym nawet napisać, że niepowtarzalna. W dodatku było wilgotno, mecz był po zmroku, w efekcie wydawało się, że góra trybun niknie we mgle i ciągnie się do gwiazd. Majestat! Stadion Górnika zrobił dziś na mnie ogromne wrażenie. Cieszę się, widząc na Górnym Śląsku takie zjawisko. Może tylko publiczność powinna być bardziej zdyscyplinowana: po rozpaleniu rac zadymiło i w efekcie sędzia dodatkowo przedłużył połowę o trzy minuty. Ruch pierwszego gola strzelił w trzeciej minucie doliczonego czasu...

Po drugie: gry Ruchu. Niebiescy byli dziś perfekcyjnie przygotowani. Organizacją gry, urozmaiconą grą ofensywną, mnogością podań bili gospodarzy na głowę. To najwyższa ligowa porażka zabrzan z Ruchem u siebie w całej historii!

Po meczu rozmawiałem z Antonim Piechniczkiem, byłym piłkarzem Ruchu i byłym trenerem Górnika. Były selekcjoner nie pamiętał żeby kiedykolwiek Ruch tak mocno, z tak ogromną przewagą, z taką lekkością przewyższał Górnika właściwie w każdym elemencie gry - a przecież parę meczów między tymi drużynami przeżył. 

Na pomeczowej konferencji prasowej widać było, że trener Waldemar Fornalik odczuwa satysfakcję. I trudno mu się dziwić. Nie wiem czy szkoleniowiec Ruchu zdawał sobie sprawę kto oglądał ten mecz. Można powiedzieć, że w jakiś sposób przytarł nosa dwom osobom, które raczej nie życzyły mu zwycięstwa. Po pierwsze - Zbigniew Boniek, prezes PZPN, który zrezygnował z jego usług jako selekcjonera. Po drugie - Adam Nawałka, trener, który go na tym stanowisku zastąpił przychodząc właśnie z Górnika. 

Ruch zepsuł też święto dawnym gwiazdom Górnika, którzy na ten mecz zostali zaproszeni (kilka godzin wcześniej spotkali się na uroczystym obiedzie w Zabrzu). Na Roosevelta pojawili się m.in. Włodzimierz Lubański, który przyjechał z Belgii i Zygfryd Szołtysik, który przyjechał z Niemiec. Przed meczem do kibiców przemawiała Krystyna Loska, której mąż był kiedyś ważnym działaczem Górnika...

Gospodarze byli moim zdaniem całkowicie bezradni. Nie potrafili nic zrobić zanim stracili gola, nie potrafili też odpowiednio zareagować po tym jak go stracili. Ich gra robiła na tyle przygnębiające wrażenie, że po meczu usłyszałem plotkę (podkreślam - plotkę), iż następnym trenerem Górnika już wkrótce ma być... Kazimierz Moskal.

Ten mecz będę długo pamiętał także z osobistych powodów. Otóż nigdy w życiu nie oglądałem spotkania piłkarskiego w... tak dziwacznym okolicznościach! Otóż zasiadłem na starej trybunie wśród... górników siedmiu kopalń. Ale to nie byli zwykli hajerzy, lecz członkowie orkiestr górniczych. Wypełnili całą trybunę, ich czerwone pióropusze* zasłaniały mi widok. Wrażenie było iście surrealistyczne. Gdzie się nie obejrzałem - facet z trąbami. Ba, dziesiątki, setki facetów z trąbami (jeden był z tamburynem i tylko lekko w niego uderzał. Byłem ciekaw czy zarabia tyle samo co trębacze, ale się do niego nie dopchałem)! Te trąby dwoiły mi się i troiły w oczach! Siedziałem w sekcji tub (jak się dowiedziałem od pana przede mną, który w to dmuchał takie zawijane trąby nazywają właśnie tubami). A kiedy sekcja tub zagrała "Go West" zespołu Pet Shop Boys - umarłem:) Byliście kiedyś w oku cyklonu?

PS Mam nadzieję, że Górnik szybko się podniesie. Ciekawi mnie ile ludzi przyjdzie na następny mecz zabrzan. Po pierwsze dlatego, żeby przekonać się czy ciągle w tak ogromnej,  zapierającej masie wierzą w Górnika. Po drugie dlatego, żeby przekonać się czy nie odstraszy ich termin i pora, bo spotkanie odbędzie się w środku tygodnia późnym wieczorem (środa, g. 20.30). Niestety w Polsce ciągle przeważają kibice, którzy chodzą na stadion raczej wtedy gdy ich drużyna wygrywa, a nie bez względu na rywala i miejsce w tabeli. A po trzecie dlatego, że rywal ostatnio dostał straszny łomot w Bielsku-Białej więc Górnik miałby szansę go powtórzyć, co?

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

*dla niewtajemniczonych: górnicy kiedy są na galowo noszą na głowie czaka (liczba pojedyncza - czako, przypadkiem nie nazywajcie tego czapkami;) Właściciele czarnych pióropuszy - to górnicy dołowi, białych - nadzór czyli sztygarzy, zielonych - dyrekcja, a czerwonych - muzykanci.

sobota, 20 lutego 2016
Wtedy w Polsce skończył się komunizm

Przyznam, że jestem podniecony zbliżającymi się Wielkimi Derbami Śląska. Historycznymi, bo w zupełnie nowych okolicznościach, że się tak wyrażę, stadionowych. Będę tam!

Mecze między tymi dwoma wspaniałymi drużynami oglądało już kiedyś nawet ponad 80 tysięcy fanów, ale teraz również możemy mieć powody do satysfakcji. Zapowiada się, że w najbliższej kolejce nikt nie pobije frekwencji na stadionie Górnika. Ma przyjść 24 tysiące ludzi, bilety już wyprzedane! To powód do zadowolenia i dumy.

Aż sprawdziłem kiedy ostatni raz na stadion Górnika przyszło ludzi więcej niż 24 tysiące. Okazuje się, że nic tak nie podnieca Ślązaków jak mecz dwóch najbardziej utytułowanych drużyn w Polsce czyli właśnie Górnika i Ruchu. Musiałem cofnąć się do czasów kiedy w Polsce akurat kończyła się rzeczywistość z innej epoki. 4 czerwca 1989 roku aktorka Joanna Szczepkowska triumfalnie obwieściła w Dzienniku Telewizyjnym, że w naszym kraju skończył się komunizm. Trzy dni później, w wolnej Polsce, na stadion Górnika przyszło aż 30 tysięcy ludzi. To oznaczało nadkomplet. W dzisiejszych czasach słowo "nadkomplet" to czysta teoria, bo żaden organizator nie wpuści więcej ludzi niż może, ale wtedy obrońca tytułu, który miał szansę na piętnastą gwiazdkę grał przecież u siebie z najważniejszym rywalem, tym, który miał szansę na czternastą gwiazdkę...

Po latach wracają wielkie chwile. Piłkarzy proszę tylko o jedno. Niech ten mecz nie skończy się wynikiem 0:0.

PS Doskonale pamiętam jak 25 lat temu szerokim echem odbiło się efektowne zwycięstwo 4:1 walczącego o utrzymanie Zagłębia Sosnowiec z Lechem Poznań (październik 1991 roku). Świetny mecz ekipy Marka Koniarka, Ryszarda Czerwca, Adama Kucza nad Brynicą wspomina się do dziś. Wtedy ostatecznie nie dało to jednak powodzenia, Zagłębie spadło z ekstraklasy, a Lech został mistrzem. Dziś w pięknym stylu Podbeskidzie wygrało w identycznym stosunku z innym klubem z Poznania - choć o tej samej nazwie. Czy to będzie dla bielszczan przełamanie?  

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 06 kwietnia 2015
Czy to przyszły reprezentant Polski

Dzisiejsze Wielkie Derby Śląska bardzo mi się podobały. Emocje, tempo, dramaturgia a i trochę dobrego futbolu. Chciałbym żeby tak było zawsze.

Z meczu podaję dwie obserwacje.

Pierwsza: jedno zagranie może sprawić, że piłkarza należy docenić mimo jego przeciętnej gry. Roman Gergel to dobry zawodnik, choć dziś przeciw Ruchowi nie zagrał najwybitniejszych zawodów. Widziałem już Słowaka w lepszej dyspozycji. Jednak jedno czyste, nienaganne pod względem technicznym uderzenie z powietrza sprawia, że nie mogę się na niego gniewać. Kawał piłkarza. Piękny gol dla Górnika. Brawo!

Druga: jedno zagranie nie może sprawić, że piłkarza należy skreślić mimo jego świetnej gry. Olśnił mnie dziś Michał Helik, moim zdaniem był najlepszym piłkarzem na boisku. Wiem, że wszyscy zachwycają się skutecznością Grzegorza Kuświka i jego świetnym wpasowaniem się w wymogi taktyki Waldemara Fornalika. Słusznie. Ale Helik moim zdaniem może w piłce osiągnąć znacznie więcej niż Kuświk.

Pamiętacie Romana Wójcickiego? To piłkarz, którego odkrył Antoni Piechniczek. Patyczkowatemu chłopakowi z Nysy umożliwił debiut w ekstraklasie kiedy był trenerem Odry Opole. Wójcicki jak na piłkarza wyglądał dość dziwacznie. Ze 193 centymetrami był bocianowato-patyczkowaty i nie wyglądał na zawodnika pewnie stojącego na ziemi. No i co z tego? Miał 19 lat kiedy zaczął grać w lidze, niedługo później zadebiutował w pierwszej reprezentacji. Przypomnijmy, że było to w 1978 roku czyli w czasach kiedy załapać się do reprezentacji Polski nie mógł ktoś przypadkowy. W debiucie u trenera Jacka Gmocha Wójcicki zagrał w parze z Władysławem Żmudą, za plecami miał Jana Tomaszewskiego a przed sobą Kazimierza Deynę, Zbigniewa Bońka i Adama Nawałkę. I co? Dał radę. Na tyle, że przez następne 11 lat łącznie aż 62 razy zagrał w reprezentacji i zdobył medal mistrzostw świata.

Nie twierdzę oczywiście, że Michał Helik zrobi taką karierę jak Roman Wójcicki. Tego nie da się przewidzieć. Na razie łączy ich jedynie patyczkowatość (Helik ma dokładnie tyle samo centymetrów co Wójcicki). Ale w tym chłopaku jest coś co każe mi wierzyć, że może naprawdę daleko zajść. Na razie łapie się do podstawowego składu mimo kilku znacznie starszych i znacznie bardziej doświadczonych kolegów z kadry również aspirujących do gry na tej pozycji.

Oczywiście dziś cieniem na jego grze kładzie się paskudny faul na rozpędzonym Łukaszu Madeju w samej końcówce. Mówcie co chcecie, ale dla mnie była to ewidentna czerwona kartka. Bez dyskusji! Jednak do tego momentu Helik spisywał się świetnie. Skuteczny w odbiorze, bardzo dobrze się ustawiał. Na tyle okrzepł na boisku, że nie boi się starć fizycznych, słownych i wszelkich innych z piłkarzami znacznie starszymi i powszechnie poważanymi (vide: Radosław Sobolewski). Gdybym budował własną drużynę, złożoną z piłkarzy polskiej ligi na pewno chciałbym żeby znalazł się w niej Michał Helik. Nie tak dawno fajny wywiad zrobił z nim Wojtek Todur, wyłania się z niego obraz chłopaka skromnego i zarazem wiedzącego czego chce. Ma 20 lat. W jego wieku Roman Wójcicki debiutował w reprezentacji. Michałowi Helikowi może się to na tym etapie jeszcze nie udać. Ale w przyszłości?

W jego historii jest jeszcze coś fajnego. Otóż w Wielkich Derbach Śląska wreszcie najlepszy jest piłkarz "stond". Michał Helik urodził się w Chorzowie i jest wychowankiem Ruchu. Uff... Nasze kluby potrafią sobie jeszcze same wychować kogoś dobrego.

PS Omega z uznaniem kiwa tarczą.

niedziela, 05 października 2014
Tym razem Górnik był lepszy

Warto było się dziś pojawić na Cichej. To były bardzo ciekawe Wielkie Derby Śląska. Cieszę się, że byłem i widziałem.

Co mi się podobało:

a) zachowanie kibiców Ruchu na sam koniec. Mecz był przegrany a oni dali sygnał trenerowi, że ciągle w niego wierzą. Jan Kocian udowodnił, że zna fach, choć przyznać trzeba: teraz przeżywa najtrudniejsze dni na Cichej od początku pobytu. Zespół przegrywa i grozi mu ciężka walka o utrzymanie. Najgorsze, że słowacki trener za bardzo nie wie dlaczego zespół w drugich połowach ostatnio wyraźnie siada i w końcówkach traci gole. Słyszałem dziś na Cichej, że Kocian podał się już do dymisji tydzień temu, ale nie została przez zarząd przyjęta. To jednak pogłoska niepotwierdzona, traktujcie ją jako ciekawostkę.

b) zachowanie Grzegorza Kuświka przy zdobytej bramce. Napastnik musi być jak sęp: iść do samego końca, wierzyć do samego końca i kiedy trzeba - poprawić. Kuświk świetnie poprawił.

c) pomysł Górnika Zabrze na Radosława Sobolewskiego. Pomocnik zabrzan był dziś bardzo aktywny z przodu, włączał się umiejętnie w akcje ofensywne mimo, że kwartecie środkowym pomocników jest bliżej własnej bramki. Do zabawnej sytuacji doszło do meczu kiedy piłkarze schodzili do szatni. Sobolewski nie udziela wywiadów od wielu lat, ale jeden z młodszych, widać niezorientowanych kolegów zwrócił się do niego kiedy Sobolewski właśnie miał wejść pod trybunę. Piłkarz milcząco pokręcił głową i... nagle odwrócił się żeby zawołać kolegę. Kopara mi opadła, czyżbym miał być świadkiem historycznego wydarzenia?! Nie... Sobolewski wrócił się żeby zadać jedno proste pytanie: "chce pan sobie zrobić ze mną zdjęcie?" Kiedy okazało się, że nie o to chodzi - oddalił się dostojnie;

Co mi się nie podobało:

a) sprawa pustego sektora dla kibiców przyjezdnych. Kibice Górnika mieli obejrzeć ten mecz, z niecodziennych przyczyn zawrócono ich z drogi. Nie rozumiem tego. Podobno chodziło o to, że przypuszczano iż jeszcze jakieś niebezpieczne przedmioty mogły się w pobliżu sektora znajdować na trybunie znaleźć, że obawiano się zamieszek. Łukasz Madej był z tego powodu po meczu wściekły i... ja mu się nie dziwię. Kibice Górnika chcieli ten mecz zobaczyć i mieli prawo go zobaczyć. Uważam, że dzisiejsza decyzja może być złym precedensem w burzliwej historii udostępniania miejsc gościom na polskich stadionach.

Spytałem rzeczniczkę chorzowskiej policji kto podjął taką decyzję. Odparła, że klub.

Słyszałem różne wersje o prowodyrach zajścia. Nie mam pełnego obrazu sytuacji więc wstrzymuję się z opinią.

b) że czasem trzeba spaść z nieba do piekła. Przed meczem na murawie powitano tłum gwiazd Ruchu. Wcześniej gwiazdy rozegrały mecz z Reprezentacją Oldbojów Śląska. Niebiescy Mistrzowie wygrali 3:2 po golu Krzysztofa Warzychy i dwóch bramkach Dariusza Gęsiora. Na stadionie zostali uhonorowani pamiątkowymi szalikami i statuetkami. A potem musiało być im cierpko w ustach...

c) że druga połowa była znacznie słabsza od pierwszej.

d) że spada forma Daniela Dziwniela. Chodzi mi o to, że zniknęły gdzieś jego tak potrzebne ofensywne wejścia. Gdzie się podziały tamte rajdy?

PS Tym razem Omega jest bardzo smutna. To jeden z jej najsmutniejszych dni w ostatnich osiemnastu latach.

PS1 Z forum Czadobloga.

"Mam 36 lat, kibicem Górnika jestem od zawsze, pierwsze mecze z ojcem w wieku 4 lat (w pamięć zapadła ta żywozielona murawa przy oświetleniu, parówki z bułką i sok w woreczku). Potem zaczęły się wyjścia na mecze z kolegami z podwórka. Potem na studiach karnet.

Od rozpoczęcia remontu stadionu nie byłem na meczu. Dziś postanowiłem pokazać stadion mojemu trzyletniemu synowi. Przyjazd na stadion, niestety wszystkie wejścia zamknięte. Nie da rady zobaczyć murawy, idę wiec do budynku z szatniami Wchodzimy, zerkamy przez zamknięte drzwi na murawę, jest OK, widać trawę ;-)

I TERAZ: wychodzę, patrzę - idzie trener Warzycha. Widzi mnie, podchodzi, wita się ze mną i moim synem, rozmawiamy dwie minuty o derbach z Ruchem, o grze, o nowym stadionie. Idziemy razem w kierunku wyjścia. Uścisk ręki na do widzenia, parę żartów z moim synem. Nie jestem piłkarzem, krewnym piłkarza, dziennikarzem... Trener pierwszego zespołu podchodzi do nieznajomego faceta, jest sympatyczny, wita się, chwilę rozmawia. Przemiła sytuacja... Mam nadzieję, że nasz klub będzie stawiał na takich ludzi jak Pan Warzycha. Może to kwestia wychowania, długich lat pracy za granica? Tak trzymać!"

Super komentarz. Brawo dla ojca. Właśnie tak buduje się u bajtli miłość do piłki i do klubu. Brawo dla trenera. Właśnie tak buduje się więź z kibicami.

poniedziałek, 05 maja 2014
Wiedziałem, że wreszcie obroni karnego

101. Wielkie Derby Śląska Górnik wygrał moim zdaniem zasłużenie. Trzeba jednak pamiętać, że o zwycięstwie zabrzan decydowały centymetry.

Zapewne znajdą się tacy, którzy będą psioczyć na Filipa Starzyńskiego. Będą wytykać mu teraz choćby nienadzwyczajną szybkość i oczywiście przestrzelony rzut karny.

Moim zdaniem Starzyński wykonał jedenastkę dobrze, ale fenomenalną wręcz paradą popisał się Pavels Steinbors.

Wygląda na to, że to bronienie karnych to mocny punkt Łotysza. Pamiętacie jego jesienny ligowy debiut z Lechią w Gdańsku? Wtedy Górnik zremisował 1:1, a gola stracił w końcówce właśnie z karnego. Do piłki ustawionej na wapnie podszedł Marcin Pietrowski i zapamiętałem, że Steinbors był wówczas bardzo bliski skutecznej interwencji. Łotysz odbił nawet piłkę ręką, ale ta przełamała mu wtedy palce. 

Niespełna miesiąc później w ówczesnym meczu na szczycie Daniel Stefański dał Legii na Łazienkowskiej karnego z kapelusza po rzekomym faulu Kosznika na Ojamiee. Byłem na tamtym meczu. Vrdoljak uderzył wtedy z wapna doskonale - mocno i precyzyjnie, ale uważni obserwatorzy odnotowali, że Steinborsowi znów bardzo niewiele zabrakło. Wyczuł intencje strzelca, ale piłka była bita za mocno. Jednak wtedy zapisałem sobie, że faceta trudno zmylić przy wykonywaniu jedenastek. Okazało się, że w lidze łotewskiej karnego udało mu się obronić trzykrotnie.

Potem moją dobrą opinią w tym temacie zachwiał mecz Górnika z Zawiszą. Bydgoszczanie zdobyli w tamtym spotkaniu oba gole właśnie z karnych a zarówno Dudek jak i Vasconcelos bardzo łatwo zmylili Łotysza, który dwukrotnie rzucał się w przeciwległy róg.

Dlatego kiedy sędzia podyktował dziś karnego byłem bardzo ciekawy kto wygra ten pojedynek - tym bardziej, że Filip Starzyński znany jest przecież z dobrego egzekwowania stałych fragmentów gry, a w karnych rządzi, co ponoć udowadnia na treningach.

Po tym co w pojedynku ze Starzyńskim pokazał Steinbors jestem przekonany, że jeszcze niejednego karnego w polskiej lidze obroni.

PS Co do "Figo" - jak niewiele brakuje od bohatera do zera... Wszyscy zapamiętają, że nie wykorzystał karnego. Pewnie nikt nie zapamięta, że wykonał go dobrze, nikt nie zapamięta też, że dziesięć minut wcześniej już nie centymetrów, a milimetrów zabrakło mu do szczęścia (trafić jednym uderzeniem zarówno w poprzeczkę jak i słupek - to pech nie lada). Mogło być w efekcie 2:2? Mogło.I nikt nie psioczyłby na Starzyńskiego. W niebieskiej części Śląska byłby noszony na rękach.

Tak wiem - mogło, ale nie było.

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

niedziela, 08 grudnia 2013
Boney M. na Cichej

Jeśli jakieś dzieci nie pamiętają słynnego dyskotekowego zespołu z lat 70. i 80. (Leonid Breżniew zaprosił Boney M. do Związku Radzieckiego jako pierwszy zespół zza żelaznej kurtyny) to mogły go sobie przypomnieć podczas setnych Wielkich Derbów Śląska na stadionie w Chorzowie.

Po meczu szczęśliwi kibice Ruchu, który wygrał 2:1, przerobili słowa piosenki "Hands up". Dawno temu podrywałem przy niej dziewczyny w dyskotece na koloniach w Rowach;)



Po spotkaniu chorzowscy kibice na trybunie krytej zamiast słów:

Hands up, baby hands up,

Give me your heart, gimme gimme your heart, gimme gimme

zaśpiewali: Janek, Janek Kocian

sialalalalalalalalalalalalala...

A Kocian schodził z murawy triumfując i pozdrawiał publikę niczym rzymski senator. Nie wszyscy jednak zauważyli, że nagle trener pokazał dłońmi serduszko. Byliśmy ciekawi komu. Kocian wyjaśnił na pomeczowej konferencji, że to był gest w stronę ukochanej żony. Kiedy to mówił chyba tylko ja jeden zauważyłem w tym momencie szczupłą brunetkę stojącą z tyłu i nagrywającą jego wypowiedź smartfonem czy innym elektronicznym bestialstwem. Szczęśliwa posłała mężowi całusa...

To był piękny i pełen dramaturgii mecz choć początkowo nic na to nie wskazywało. Wydawało się, że Górnik połknie rywala lekko, łatwo i przyjemnie. W momencie kiedy przypuszczałem, że prowadząc zabrzanie rozpoczynają właśnie trawienie - Ruch nagle się obudził. Kwadrans przed końcem brzuch rozciął skalpelem Filip Starzyński z odległości dokładnie 32 metrów i 30 centymetrów. To była poezja... Chorzowianie opuścili trzewia rywala, którego zaraz potem strzałem z główki dobił Piotr Stawarczyk. Stadion zaczął w tym momencie leciutko drżeć...

Po meczu podszedłem do Filipa Starzyńskiego i zadałem mu jedno krótkie pytanie: - Jak często i jak długo trzeba trenować żeby tak uderzyć?

Odpowiedź była prosta i krótka: - Codziennie poświęcam na to dziesięć, piętnaście minut po treningu.

Drogie dzieci - zarówno te, które znają Boney M., jak i te, które nie znają: oto sposób na sukces. Repetitio est mater studiorum. Chcecie być drugim Filipem Starzyńskim? Kwadrans dziennie walcie w bramę ze stojącej piłki a może ktoś kiedyś będzie chciał z kolei zostać wami.

Jedno jest pewne: setne Wielkie Derby Śląska będą w Chorzowie długo pamiętać...

PS Po meczu spytałem Eugeniusza Lercha, który strzelił ponad sto goli w ekstraklasie kto tak uderzał z wolnych w jego Ruchu z przełomu lat 50. i 60. - Potrafił tak strzelić z dystansu Gerard Suszczyk. I oczywiście Gerard Cieślik. Ja biłem raczej z bliska - uśmiechał się.

PS1 Gratulacje dla Ruchu, wyrazy zaskoczenia wobec postawy Górnika. Trudno powiedzieć dlaczego zabrzanie przegrali mecz, który kontrolowali jeszcze kwadrans przed końcem. Potem całkiem stanęli i mogli przegrać wyżej. Przegraliby 1:4 gdyby nie bramkarz Pavels Steinbors.

PS2 Omega jest zachwycona. Oczywiste jest, że czwarta trybuna na stadionie Górnika - gdyby już istniała - byłaby za to wściekła.

UPDATE Muszę sprostować nieścisłość. Wszystko dzięki spostrzegawczości Jakuba Kurzeli, spikera Ruchu, który przeczytał ten wpis. Otóż utwór "Hands up" nie jest autorstwa Boney M., który miał go jedynie w repertuarze. Kurde, całe życie myślałem, że to Boney M.... Za piosenkę odpowiada jednak francuska formacja Ottawan, powstała w 1981 roku.

sobota, 24 sierpnia 2013
Działo się!

Właśnie wróciłem z meczu w Zabrzu. To były moim zdaniem wyjątkowo udane Wielkie Derby Śląska! Uwielbiam mecze w których zarówno gospodarz mógł wygrać, przegrać i zremisować jak i gość mógł wygrać, przegrać i zremisować.

Emocjami i zaskakującymi zwrotami zdarzeń można by obdarzyć kilka spotkań. Czy ktoś spodziewał się, że Górnik tak szybko obejmie prowadzenie? Czy ktoś spodziewał się, że Ruch w tak spektakularny sposób wyrówna akurat w momencie kiedy nic na to nie wskazywało? Czy ktoś spodziewał się, że Górnik znów tak szybko po przerwie obejmie prowadzenie? No i czy ktoś spodziewał się, że straci je w tak kuriozalnych okolicznościach tuż przed końcem? Trudno wyobrazić sobie gorszy moment i gorszy sposób na stratę gola, do tego w tak prestiżowym meczu. Nie wiem czy bramkarz Norbert Witkowski zdoła jeszcze usnąć w tym miesiącu... Ładnie zachował się Mateusz Zachara, strzelec pierwszego gola dla gospodarzy. - To był wielki błąd naszego bramkarza, ale niech się nie załamuje. Każdy przecież popełnia błędy - stwierdził.

Mecz miał moim zdaniem dwóch konkretnych bohaterów, zresztą starych dobrych kumpli, co niejeden tytuł mistrzowski wspólnie zdobyli.

U gospodarzy zaczarował mnie Radosław Sobolewski. Po dzisiejszym meczu twierdzę, że właśnie takiego piłkarza Górnikowi w środku pola brakowało a jego sprowadzenie było strzałem w dziesiątkę. Nie chodzi o bardzo wysokie umiejętności czysto piłkarskie, ale również o autorytet w drużynie. Musielibyście widzieć ten uspokajający gest w stronę Olkowskiego, kiedy ten niedokładnie podał mu piłkę, musielibyście widzieć sposób w jaki dyrygował Kosznikiem żeby przegrał piłkę z lewej strony na prawą do Olkowskiego. Sobolewski to piłkarz niezwykle ambitny, który - jak można zaobserwować - potrafi umiejętnie rozłożyć siły, bo przecież nie jest już nastolatkiem. Jest skuteczny nie tylko w destrukcji - choć wydaje się, że to jest jego główne zadanie. Potrafi rozpocząć atak, a jak jest potrzeba potrafi puścić się za piłką w pościg bez pamięci jak szczeniak i wywalczyć rzut wolny pod bramką rywala w dodatku już w samej końcówce. Na nasze warunki to bardzo cenny zawodnik, a chyba tylko jedna jego cecha powoduje, że nie gra w jeszcze lepszej drużynie: nie ma już przecież idealnej kondycji. W obecnym sezonie na razie częściej schodzi w końcówce niż nie schodzi. Teraz schodził w 83. minucie i dostał owację na stojąco.

U gości zaczarował mnie Marek Zieńczuk. Strzelił wręcz re-we-la-cyj-ne-go gola. Grzegorz Kapica, król strzelców ekstraklasy z sezonu kiedy Polska zdobyła trzecie miejsce na świecie, przyznał, że już tylko dla tego jednego nagłego ruchu nogą warto było przyjechać na to spotkanie. To było jak ruch pędzlem Rembrandta albo dłutem Rodina, bez kitu. Zgadzam się z Grzegorzem Kapicą w stu procentach, tym bardziej, że historia tego gola jest niecodzienna. Prawda jest taka, że dziewięciu na dziesięciu zawodników nie zdecydowałoby się uderzyć w ten sposób nadlatującej piłki. Inna prawda jest taka, że dziewięciu na dziesięciu z tych, którzy zdecydowaliby się jednak oddać w tej sytuacji strzał na bramkę, połamałoby najwyżej pierwsze krzesełka montowane za bramką na stadionie (obiekt ma szansę stać się najpiękniejszym stadionem w południowej Polsce). Zwróćcie uwagę na jeszcze jedno. Zieńczuk strzelił gola gorszą prawą nogą ("chyba nie zdarzyło mi się strzelić gola prawą nogą dwa razy z rzędu. Aż do teraz"). Także dlatego, że lewą kopać... nie chciał. W wyjątkowo dziwaczny sposób doznał obowiem urazu. Zahaczył korkami o... zraszacz ukryty na murawie! Wyobrażacie sobie?! - Gdybym był w lankach pewnie bym tylko ujechał. Ale byłem we wkrętach. No i zablokowało mi kolano. To może być coś poważnego - mówił mi niepocieszony. Niektórzy już się zastanawiają czy Ruch nie powinien Górnika podać do sądu o odszkodowanie jeśli kontuzja Zieńczuka okaże się poważna, a pauza długa...

Jedno jest pewne: gdyby przepisy stanowiły, że w piłce nożnej wolno strzelać jedynie z pola karnego to Ruch byłby w samym ogonie ligi, bo trzeba by mu odebrać aż pięć punktów (punkt z "Lechem", punkt z Lechią, dwa punkty z Legią - tylko dwa, bo Kuświk strzelił gola z bliska oraz punkt z Górnikiem).

Kiedy tuż po meczu rozmawiałem pod szatnią z Zieńczukiem, obok pieklił się w stronę sędziów Jacek Zieliński. Nie dajcie się zmylić jego spokojowi i wymijającym słowom na konferencji. Trener Ruchu był wściekły, że arbiter nie przyznał gościom rzutu karnego (to znaczy w 59. minucie przyznał, ale na szczęście go odwołał, bo Kosznik nie dotknął piłki ręką. Nie przyznał za to kiedy powinien, gdy rękę zaliczył Mączyński w 66. minucie).

Ruch miał jeszcze kilka znakomitych okazji, zwłaszcza w drugiej połowie. Z drugiej strony Górnik też stworzył ich mnóstwo, była m.in. poprzeczka (Zachara). Ogólnie zabrzanie - trzeba to przyznać - lepiej grali w piłkę. Nadszedł jednak doliczony czas gry i Norbert Witkowski zaliczył babola roku. Ale po drugiej stronie też były babole. Na przykład przy pierwszej straconej przez Ruch bramce Bartłomiej Babiarz z lewej obrony podał do środka wprost między stoperów - Marka Szyndrowskiego i debiutującego w ekstraklasie Adriana Mrowca. - To była trudna odchodząca piłka. Wiedziałem, że do niej nie dojdę i odpuściłem. Na nieszczęście rywale to wykorzystali - powiedział mi Mrowiec. Zabrzanie byli w tym momencie bezlitośni jak wilcy. 

Także te babole powodują, że dyskusje na Górnym Śląsku o tym meczu będą się toczyć wyjątkowo długo. Emocje, ładne akcje i gole powodują, że to była znakomita reklama futbolu! To były prawdziwe Wielkie Derby Śląska! Jeśli Obie Wielkie Drużyny będą nadal prezentować taką formę - powinny mieć pewne miejsce w pierwszej ósemce. Różnica? Ruch by się ucieszył. Górnik czułby niedosyt.

PS Klasyczna relacja  - TUTAJ.

PS1 Adam Nawałka jest po meczu rozczarowany. Po meczu zakazał Stanisławowi Sętkowskiemu dawać tradycyjnego koguta piłkarzowi Górnika. Ptaszysko uratowało w ten sposób życie i wraca do kurnika. Z kolei Jacek Zieliński nie wie czy jest rozczarowany.

PS2 Podczas meczu kibice Górnika  nagrodzili brawami dzieci, które przygotowały sektorówkę. W Zabrzu trwa akcja, która ma na celu pomoc w wyremontowaniu kilka domów dziecka.

PS3 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym Omega powinna wrócić.

niedziela, 28 kwietnia 2013
Gabaryty

Kolejne Wielkie Derby Śląska za nami. Zwycięstwo Górnika Zabrze zasłużone. Ten mecz to kolejny przykład na to, że we futbolu wszystko może się zdarzyć. Spodziewasz się, że jakiś most może się zawalić, ale przęsła - o dziwo - bez problemu trzymają, wali się za to identyczny most w sąsiednim mieście.

Złośliwy los sprawił, że w Górniku nagle wysechł dopływ lewych obrońców, a przecież jeszcze niedawno była to pozycja całkowicie w tym klubie niezagrożona. Jeśli ktoś w szaleńczym napadzie niepokoju miałby się miotać co tu gościowi z zagranicy zainteresowanemu krajowym futbolem pokazać - to lewa obrona Górnika mogłaby być oknem wystawowym, bo zawsze trzymała fason.

Kiedy okazało się, że z powodu pana złośliwego Adam Nawałka zdecydował się wystawić na boku obrony człowieka mierzącego 192 cm byłem przekonany, że to zaproszenie dla Ruchu do atakowania prawą stroną. Oczywiście nie lekceważę Ołeksandra Szeweluchina, wydawało mi się jednak, że boczny obrońca powinien mierzyć jakieś 15 cm mniej i ważyć około 10 kg mniej niż Ukrainiec. Tak jak choćby jego vis-a-vis z przeciwległej strony boiska czyli Marcin Kikut.

Pozory mylą - tak naprawdę liczy się jedynie boisko. Skoro taki mikrus jak Passarella mógł tak wspaniale grać na stoperze to dlaczego Szeweluchin nie mógłby spisywać się na boku?:) Niedoświadczony specjalnie na tej pozycji drągal z Ukrainy nie popełnił właściwie żadnego błędu. Ruch niewiele potrafił ugrać jego stroną. Paradoksalnie bardziej doświadczony i bardziej przy tym wyglądający jak boczny obrońca Kikut miał pecha. Trafił na duet Olkowski - Nakoulma, który w tej lidze jest w stanie zniechęcić każdego rywala. Trener Zieliński ściągnął go z boiska jeszcze przed przerwą i nie ukrywał, że Kikut nie dawał sobie rady.

PS Omega gratuluje zwycięzcy i czeka na rewanż.

poniedziałek, 29 października 2012
Śnieżka, ale nie królewna

Wielkie Derby Śląska to futbolowe święto więc najchętniej skupiłbym się na aspekcie piłkarskim tego meczu. Problem w tym, że nawet jeśli dość często podobają mi się mecze bezbramkowe to ten najzwyczajniej nie przypadł mi do gustu. Nie podobał mi się, bo po takim spotkaniu  oczekuję czegoś więcej niż nieustępliwości i walki. Oczekuję przynajmniej JEDNEJ akcji, w której widać błysk geniuszu, akcji, którą mógłbym ekscytować się i dyskutować o niej w knajpie przy czymś mocniejszym, akcji, która mogłaby być wizytówką przynajmniej do następnych Wielkich Derbów Śląska. 

Przyznam, że dziś spodziewałem się więcej zarówno po Ruchu jak i po Górniku. Oglądałem przecież ostatnie występy tych zespołów, więc moje nadzieje, uważam, nie były bezpodstawne. Konkluzja jednak jest przykra: tego meczu na pewno nie pokazałbym gościom zza siedmiu gór i rzek jako futbolowej wizytówki naszego regionu.

Spotkanie byłoby do zapomnienia gdybyśmy mieli brać pod uwagę sprawy przyjemne. Nie jest tak niestety jeśli chodzi o sprawy nieprzyjemne.

Obrońca Górnika Seweryn Gancarczyk w momencie gdy chciał wykonać rzut rożny został trafiony śnieżką w grzbiet. Nieistotna jest przesadna reakcja poszkodowanego, którym śnieżka wstrząsnęła do głębi jestestwa, co najmniej jakby dostał hakiem od Holyfielda.

Istotne jest, że została naruszona jego nietykalność. Już słyszę drwinę... A co w tym takiego strasznego, co ty Czado nigdy śnieżką nie dostałeś? Ludziom gorsze rzeczy się zdarzają. "Trzeba być twardym, zacisnąć zęby i nie płakać jak baba".

Dla mnie takie założenie jest bzdurne. Rozumiem wytrącanie z równowagi przez nieprzyjazny ryk trybun, wrzask sięgający aż do nieba albo gwizd sięgający aż do trzewi. Ale po raz kolejny powtarzam: nie wolno przekraczać pewnych granic i - co równie ważne - nie wolno się na takie przekraczanie zgadzać.

Milczenie w takim wypadku jest rodzajem aprobaty. O takich sprawach trzeba mówić z oburzeniem ciągle, za każdym razem kiedy się zdarzają. Bo co jeśli następnym razem poleci nie śnieżka a coś gorszego? A co jeśli oberwałby piłkarz, którego uwielbia głupek rzucający dziś nieszczęsną śnieżką? Czyja to będzie wtedy wina? Nie mam wątpliwości, że także tego głupka, który dziś rzucił śnieżką w Gancarczyka.

PS Po tym meczu Omega nawet tak tęsknie nie wzdychała.

PS1 Wspominałem o moich przepychankach względem WDBA (Wielkich Derbów Buenos Aires). Ostatecznie wszystko dobrze się skończyło dzięki umiejętnościom negocjacyjnym Czadobloga.

A dziś dostałem jeszcze list od Czytelnika w sprawie WDBA. Takiego skojarzenia nie miałem:

Wiedząc, że jest Pan fanem argentyńskiej piłki kopanej, postanowiłem podzielić się z Panem moim spostrzeżeniem. Obejrzałem derby Buenos Aires, gdzie przed rozpoczęciem spotkania pokazano kibiców obu zespołów. Musze przyznać, ze po raz pierwszy zwróciłem uwagę na kolorystykę obu grup.... Wyglądało to trochę, oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji, jak mecz pomiędzy Reprezentacją Górnego Śląska i Reprezentacją Polski. Z jednej strony kibice River (biało-czerwoni)  a z drugiej fanatycy Boca(żółto-niebiescy). Niby banalna rzecz, ale nigdy w życiu nie pomyślałem o tym w ten sposób.

Ja też nie:)

niedziela, 15 kwietnia 2012
Szambo

Wielkie Derby Śląska miały być wielkim świętem. Takim się nie stały, a głównymi winowajcami są moim zdaniem debile nie wiadomo dlaczego mieniący się kibicami Ruchu Chorzów.

Nie wszyscy wiedzą o co chodzi, więc pokrótce opiszę. Około 75. minuty grupa kilkudziesięciu kiboli od strony chorzowskiej przeskoczyła płot i ruszyła z zapalonymi racami na sektor gości. Podbiegli i obrzucili pirotechniką szalikowców Górnika. Ci oczywiście zareagowali. Najpierw próbowali wyłamać płot, potem przedarli się przez furtkę i ruszyli w stronę sektorów zajmowanych przez kibiców gospodarzy. Policja wkroczyła w zdecydowany sposób, więc goście zabarykadowali wąskie przejście dwoma toi-toiami. Jedna z przenośnych toalet przewróciła się i ''głową w dół'' zaczęła zsuwać po stopniach. Nie byłem blisko, nie widziałem wypływających nieczystości, ale trudno spodziewać się, że jej wnętrzności nie zareagowały na przyciąganie ziemskie.

W tej odrażającej, bardzo sugestywnej scenie było coś symbolicznego. Jakby wszyscy obecni na tych Wielkich Derbach Śląska nagle zaczęli taplać się w gównie. Wyobraziłem sobie jak gówno z tych toi-toiów wielką, brązową, lepką falą zalewa nam oczy, wdziera się do ust i nozdrzy. Próbujemy krzyczeć, ale nie dajemy rady, bo gulgocze nam już w gardle.

Nie gulgotało jedynie w gardłach tych kiboli Górnika, którzy zaczęli wyrywać krzesełka i rzucać nimi w stronę sektorów zajmowanych przez kibiców gospodarzy. Takich ludzi żadne fekalia nie dotkną, nie powstrzymają.

Niektórzy z Was będą zastanawiać się co powoduje kibolami, którzy potrafią popsuć każdy mecz. Moim zdaniem wielkiej filozofii w tym nie ma. Oni są zwykłymi egoistami. W dupie mają własny klub, własny stadion, własnych piłkarzy i innych kibiców ''własnej drużyny''.

Ale warto żebyście wiedzieli, że kryta biła brawo kiedy policja wyciągnęła broń gładkolufową i oddała salwę. Kiedy spiker  apelował ''o odpowiednie zachowanie do kibiców'' ludzie zaczęli krzyczeć, że kibice siedzą tutaj, a tam są bandyci. Rozmawiałem z prezydentem Chorzowa, boi się, że to ''zachowanie'' może przeszkodzić Ruchowi w uzyskaniu licencji na następny sezon. Rozmawiałem z prezesem, słuchałem co ma do powiedzenia trener. Wszyscy byli załamani, zrozpaczeni. Jaki sens ma to wszystko?

Sport w tej sytuacji był na drugim planie, ale warto zaznaczyć, że debile zdecydowały się na akcję w najgorszym z punktu widzenia Ruchu momencie: niebiescy, którzy nie zagrali wybitnych zawodów zaczęli się rozpędzać. Ale sędzia przerwał mecz i rozpędzanie diabli wzięli.

Gdyby nie akcja debili Ruch mógł wygrać. Gdyby wygrał znów szansa na piętnastego mistrza stałaby się realna. Powtórzę: piętnastego mistrza! 

Ale nie. Dla egoistów ważniejsze było żeby kumple uznali ich za kozaków. Nieważne, że był to zdecydowanie najgłupszy moment na rozpętanie zamieszek w historii Ruchu, oczywiście jeśli uznamy, że taka gradacja ma sens.

PS Symbol obecnego Ruchu: ''próbowałem ich powstrzymać, spojrzeli na mnie beznamiętnie...'' 

PS1 Omedze nieczystości zalały wskazówki i nie ma szans żeby zatikała w proteście. 

PS2 Dostałem maila od kibica Ruchu. Oto jego treść:

''Od dłuższego czasu czytam pana blog o piłce, sporcie na Górnym Śląsku. Jestem kibicem Ruchu i zawsze byłem z tego powodu dumny, a w tym sezonie gdy Niebiescy walczą o majstra tym bardziej dumnie przyznawałem się do kibicowania Ruchowi.

Zdarzenia, które miały miejsce dzisiaj na stadionie to jest żenada, ręce mi opadły jak widziałem koło mnie zgraję małolatów w maskach, którzy w grupie naparzali przez ogrodzenie chcąc wszczynać bójki z kibicami Górnika. Wiadomo, że sąsiada zza miedzy nie trzeba "kochać", ale to co się dzieje jest nie do zaakceptowania dla normalnego człowieka.

Byłem na sektorze nr 6 czyli zaraz blisko starć kibiców i muszę Panu powiedzieć, że zbudowało mnie to jak w momencie wszczynania awantury i starć prawie cały sektor gwizdał i wyzywał tych małolatów skaczących przez ogrodzenie, niestety nie można było ich zatrzymać siłą. Ludzie, którzy wyrazili dezaprobatę wobec tych kiboli wiedzą czym to grozi Ruchowi i nie zdziwię się jeśli do końca sezonu Ruch o majstra będzie grał u siebie bez kibiców.

Boli mnie to strasznie, ale wiem ze tak być musi i tych kiboli trzeba wyłapać. Niestety będzie to trudne ponieważ byli cali zakryci, poza maskami byli ubrani w jednorazowe granatowe kombinezony aby nie byli do rozpoznania na monitoringu.

W sumie nie wiem po co to piszę, ale chyba dlatego że wstyd mi jako kibicowi za to co się stało, a chcę żeby Pan wiedział, że większość ludzi będąca na Cichej nie utożsamia się z tym co się stało.''

Kibic Ruchu  

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum