poniedziałek, 18 listopada 2013
Reprezentacja Czech zabierze nam trenera

Wygląda na to, że nowym trenerem reprezentacji Czech zostanie Pavel Vrba, twórca potęgi Viktorii Pilzno. Dawno temu w katowickiej "Gazecie" opublikowaliśmy z nim wywiad (wtedy był jeszcze asystentem w Baniku Ostrawa) i wymarzyłem sobie, że będzie kiedyś pracował na polskim Górnym Śląsku.

Potem okazało się, że finansowo i sportowo Górny Śląsk jest jednak za krótki na ten ruch. Mam przeczucie, że za kilka lat kiedy reprezentacja Czech znów stanie się europejską rewelacją to o Vrbie będą myśleć zupełnie inne kluby niż górnośląskie...;/

PS Chcę dziś polecić Wam dwie książki.

Pierwsza o Legii. Tak, tak - o Legii, ale jednak autora z Katowic, bo tylko on mógł wydać najlepszą książkę o Legii. Andrzej Gowarzewski jest gwarantem jakości, lektura nie nastraja mnie jednak optymistycznie. Dlaczego?

Znów uzmysłowiłem sobie, że kiedy Legia zdobyła pierwszy tytuł w podstawowym składzie grało w niej dziewięciu wychowanków górnośląskich klubów (Szymkowiak, Mahseli, Strzykalski, Pieda, Brychczy, Kempny, Pohl, Cehelik, Kowal), trzech dalszych siedziało zazwyczaj na ławce (Bem, Siekiera, Słaboszowski). Jedynym warszawiakiem był wówczas rezerwowy Grzybowski, zresztą pierwszy wychowanek Legii, który zagrał w reprezentacji.

Kiedy Legia zdobyła dziewiąty, ostatni jak dotąd tytuł, w podstawowym składzie grało w niej zero wychowanków górnośląskich klubów, żaden taki piłkarz nie siedział także na ławce.

Oznacza to, że w latach 50. zeszłego wieku zdobycie mistrzostwa własnymi siłami nie byłoby możliwe przez warszawski klub.

Oznacza to także, że dziś korzystanie z wychowanków śląskich klubów jedynie przeszkadzałoby w zdobyciu mistrzostwa.

To strasznie przygnębiające...

Druga książka to potwierdzenie faktu, że najlepszym motorem napędowym jest pasja. Paweł Gaszyński, archiwista z Krakowa wiedział jak zabrać się do sprawy. Przeprowadził kwerendę w pięciu miastach, dwunastu bibliotekach, archiwach dwóch uniwerstytetów, Centralnym Archiwum Wojskowym, Muzeum Sportu i Turystyki oraz Narodowym Archiwum Cyfrowym. Wszystko po to żeby stworzyć panoramiczny almanach pod hasłem "Zanim powstała liga", który opisuje rozgrywki w Polsce w latach 1919-26. Tom I czyli rok 1919 zawiera wykaz 184 meczów z 1919 roku, w których padło 987 bramek. Właśnie się ukazał, ale jeśli chcecie go mieć - musicie się śpieszyć. Ukazał się bowiem tylko w stu egzemplarzach. Chyba można kupić go jeszcze TUTAJ.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

czwartek, 04 kwietnia 2013
Ligowy mecz z Banikiem

BMG, jeden z ulubionych Czytelników Czadobloga (ulubionych - znaczy takich od których można się czegoś interesującego dowiedzieć) zauważa, że ciekawie dzieje się za naszą południową granicą. Tamtejsi szefowie niektórych klubów zastanawiają się nad ożywieniem projektu ligi. Może czesko-słowackiej, ale może (i ten pomysł interesuje mnie bardziej) słowacko-morawsko-śląskiej, że ją tak roboczo nazwiemy.

To mogłaby być ciekawy alternatywa dla śląskich klubów po naszej stronie granicy i pytanie czy nie warto żeby aktywnie włączyły się w ideę. Nie chodzi bowiem o żadne konkurencyjne rozgrywki dla lig krajowych. Wiadomo, że te mają priorytet - dodatkowa liga miałaby jedynie charakter przygotowawczy, mecze odbywałyby się w dni powszednie poza głównym sezonem. Testowałoby się w jej trakcie młodzież i ewentualnych kandydatów skądinąd.

Na południu kombinują, że liga mogłaby być ośmiozespołowa (Trinec, Opava, Karvina i Frydek-Mistek ewentualnie Banik Ostrawa oraz Myjava, Trencin, Zilina i Senica) - po połowie na kraj.

A może zrobić dwunastozespołową dla trzech krajów? Gdyby uznano, że w takim wypadku terminów do zagospodarowania pojawi się za dużo - może podzielić ją na dwie grupy po sześć drużyn? A może nie zwiększać tylko z tych ośmiu miejsc wygospodarować dwa dla zespołów z polskiego Śląska? Trzy drużyny z Czech, trzy ze Słowacji i dwie z Polski. Trzeba się tylko dowiedzieć czy chcieliby z nami grać.

Myślicie, że miałoby to sens?

PS Dalszy los Barcelony w tegorocznej Champions League stał się powodem scysji Czadoblożka z Czadoblogiem. 

Ten pierwszy oczywiście uważa, że nawet jak Messi nie zagra z PSG w rewanżu to i tak Barcelona sobie poradzi. Generalnie jego zdaniem Barcelona byłaby w stanie wygrać całość nawet gdyby Messi przez kontuzję nie mógł zagrać do końca rozgrywek.

Ten drugi oczywiście uważa, że bez Messiego Barcelona nadal jest świetna, ale już nie jest "świetna inaczej" czyli mówiąc oględnie - jest osiągalna. Osiągalna przez każdą drużynę, która dojdzie do półfinału ChL obok niej.

"Jest życie bez Messiego" - pisze klubowa strona Barcelony. I podaje, że drużyna w ostatnich trzech latach nie przegrała żadnego ze spotkań, w których nie grał argentyński piłkarz. Było ich w sumie 14, a bilans to 13 zwycięstw i jeden remis. Dokładną statystykę znajdziecie - TUTAJ.

Mnie osobiście ta statystyka trochę rozśmieszyła. Nie ma tam przecież ani jednego meczu o wszystko. O wszystko w ostatnich latach Barcelona bez Messiego jeszcze nie grała.

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

czwartek, 24 marca 2011
Slezsko je nejlepši!

W maju 2004 roku fetowałem ostatni tytuł dla śląskiej drużyny. Bo po 15 latach mistrzowski tytuł w piłce nożnej wrócił na Śląsk!

Co prawda nie do Zabrza, Chorzowa czy Bytomia, a do... Ostrawy. Tytuł ukochanego Baniczka świętowało, obficie racząc się piwem (budki były przy trybunach stadionu), prawie 20 tysięcy czeskich Ślązaków.

Przejechałem się to zobaczyć. Co prawda Banik przegrał wtedy ze Spartą Praga, ale to była słodka porażka. Bo nie miała już znaczenia:-)

Wówczas nigdy nie uwierzyłbym, że w Baniku może przebić się Ślązak z drugiej strony granicy. A jednak! Synek z Raciborza zaskoczył ostatnio wszystkich. Ma dopiero 19 lat, a Czesi, których niełatwo przecież zachwycić akurat nim są zachwyceni. Przebija się tam, nie tu (choć Polonia Bytom była blisko). Słowa prezesa Unii Racibórz mówią wiele: ''To jest tylko świadectwo tego, jakie my w Polsce mamy rozeznanie, jeśli chodzi o młodzież. Ilu z tych młodych się u nas przedostaje do pierwszych zespołów ekstraklasy? Wyjątki, a najczęściej nikt. Chyba że z biedy. Dlatego powiedziałem Łukaszowi: "Idź do Czech, tam szybciej cię odnajdą". Taka jest brutalna prawda...

Czy młodziutki raciborzanin pomoże zdobyć Banikowi drugi w historii tytuł mistrza Czech (wcześniej ten zespół trzy razy był mistrzem Czechosłowacji)? Po tym pierwszym tytule napisałem tekścik. Wiele spraw od tamtego czasu się zmieniło, ale może warto go po latach przypomnieć:

Jako że na przejściu granicznym w Chałupkach czeka się teraz średnio dwie, trzy sekundy, warto wybrać się na mecz do Ostrawy. Wybrałem się i jestem zachwycony... Tak blisko, a zupełnie inny świat!

Kiedyś nasi piłkarze mogli uczyć kolegów po drugiej stronie granicy. Czeski Śląsk zawsze miał w futbolu znacznie mniej do powiedzenia od polskiego. Ale podczas gdy śląskim kibicom pozostało tylko pieścić we wspomnieniach dni chwały sprzed lat, to kibice z Ostrawy upajają się teraźniejszością i myślą o przyszłości (czytaj - Lidze Mistrzów).

Jak to się dzieje, że różnica w poziomie piłki na czeskim i polskim Śląsku jest tak wielka? Przecież oba regiony łączy wiele problemów: bieda, bezrobocie, poczucie beznadziei i braku perspektyw... Dlaczego Banik jest tak silny, a Górnik, Odra, GKS, Ruch tak słabe?

Po pierwsze: piłkarska monokultura. Banik nie ma w okolicy konkurencji, bo Opava zawsze tylko marzy o uchronieniu się przed spadkiem. Jednemu mocnemu klubowi w okolicy łatwiej zdobyć sponsorów, kibiców, zdolnych, mało znanych piłkarzy. A u nas jest ciekawie jak w czasach rozdrobnienia dzielnicowego. W efekcie - brak hegemona.

Po drugie: szkolenie. 12 grup młodzieżowych ma do dyspozycji siedem trawiastych boisk. Szkolenie w Baniku zaczyna się w wieku sześciu lat. Nie tylko zajęcia z piłką, ale i gimnastyka, atletyka, aerobik.

Po trzecie: polityka kadrowa. Na 23 zawodników pierwszej drużyny aż 17 to wychowankowie i zawodnicy, którzy przyszli do Banika przed ukończeniem 12. roku życia. Banik stawia tylko na swoich. Ma ich tak wielu, że nie trzeba ściągać obcokrajowców. W kadrze Banika są sami Czesi.

Po czwarte: kasa z transferów. Pisaliśmy już, że dzięki dobremu szkoleniu w ostatnich dwóch latach Banik zarobił na sprzedaży piłkarzy za granicę 52 mln zł. Po sezonie do Auxerre wyjedzie reprezentacyjny stoper Rene Bolf. Ale w Baniku się nie martwią: w przyszłym sezonie ma go zastąpić 19-letni podobno superzdolny Aleš Neuwirth. Czy będzie objawieniem ligi?

Po piąte: prężny właściciel i sponsorzy. W zeszłym roku większościowe udziały Banika nabył znany czeski tenisista Daniel Vacek. Ściągnął do klubu wielu sponsorów. Wiodącym jest Ispat Nova Hut, wchodząca w skład międzynarodowego koncernu LNM Holdings (także właściciela Polskich Hut Stali).

Po szóste: wyrównana drużyna bez znanych w Europie gwiazd. Najbardziej znany jest wicemistrz Europy '96 Radoslav Latal, który wrócił do Czech po latach gry w Schalke. Jednak Milana Barosa czy Vaclava Sverkosa też nikt nie znał, zanim nie wyjechali za granicę.

U nas nigdy tak nie będzie, albo może za 20 lat... - ponarzekają zaraz pesymiści. Dedykuję im dwa fakty: zaledwie trzy-cztery sezony temu Banik ledwo bronił się przed spadkiem, zajął ostatnie bezpieczne, 13. miejsce. A na pierwszym meczu kończącego się sezonu z Czeskimi Budziejowicami nikt w Ostrawie jeszcze nie przeczuwał, że będzie taki odjazd: przyszło zaledwie 6 tysięcy ludzi. W zeszłym sezonie zdarzało się tylu kibiców na meczach Górnika. A więc: to se vrati!

Wiadomość dla pań: fryzury "turbo" modne nad Wełtawą w latach 80. i 90. (krótko z przodu, długo z tyłu) są już nieaktualne. Teraz młodzi Czesi, jeśli chcą być na topie, noszą się na farbowany długi blond jak idol czeskich nastolatek, napastnik Banika Miroslav Matušovič.

PS Zdjęcia z tamtego wyjazdu do Ostrawy możecie zobaczyć tutaj.

PS1 Miasto Bytom chce uratować Polonię. Dzięki dwom bańkom klub ma szansę na spłatę długów i - co najważniejsze - licencję. Do boooooooju Po-lo-nio!

PS2 Czy miasto Zabrze pójdzie w ślady Bytomia? Na razie wiadomo na pewno, że upadłości Górnika nie będzie.

PS3 O Omedze pamiętamy.

PS4 Zastanawiam się czy ktoś kogoś nie powinien przeprosić. Spiskowa teoria dziejów znów okazała się spiskową...

piątek, 20 listopada 2009
W poprzek, a nie wzdłuż

Dziś Czadoblog nadaje z czeskiego Śląska. Powód? Sparing w Karwinie zagrał Górnik. Długoletnich fanów futbolu (nieco starszych od Czadobloga) najdą pewnie wspominki, bo zabrzanie z samym Lubańskim w składzie wystąpili już w Karwinie. Było to 38 lat temu (o szczegółach tamtego meczu, a także szczegółach dzisiejszego przeczytacie w relacji Piotrka Płatka).

Czadoblog na stadionie w górniczej Karwinie był pierwszy raz i nie żałuje. Sprecyzuję od razu, że byłem na starym stadionie w Karwinie. Jak wyjaśnił mi na wstępie sportovní manager Petr Mašlej (były piłkarz Karviny, grał też w Holstein Kiel i 1. FC Magdeburg) drużyna MFK występowała tam do 2003 roku, a potem przeniosła się na nowy obiekt. A dwa lata temu gospodarze starego stadionu doszli do wniosku, że niepotrzebnie marnuje się miejsce. Zlikwidowali bieżnię lekkoatletyczną (kiedyś wystąpił tu ponoć jakiś mistrz świata ze Związku Radzieckiego w skokach, ale gospodarz obiektu nie był w stanie przypomnieć sobie ani nazwiska, ani o jakie skoki chodzi) i położyli tam trawę. Miejsca nagle zrobiło się tyle, że w niecce stadionu zamiast jednego boiska wzdłuż, jak Pan Bóg przykazał, zmieściły się dwa boiska w poprzek! Tym sposobem główna zadaszona trybuna stała się trybuną za bramką, a Czadoblog (pierwszy z lewej na zdjęciu poniżej) śledzi mecz Górnika zza linii bocznej czyli... ze środka starego boiska! Fajne, co? 

stary stadion w Karwinie

Ozdobą dzisiejszego meczu były fantastyczne bramki. Gdyby padały takie zawsze, na stadiony przychodziłyby setki tysięcy widzów. Pięknego gola (na 2:0 dla Karviny) strzelił precyzyjną główką Marcin Pontus. Aż szkoda, że rezerwowy bramkarz Górnika Marek Gala wszedł na boisko dopiero w drugiej połowie. Szkoda, bo gdyby stał w bramce od początku i nie obronił tego strzału (bo nikt by nie obronił) mielibyśmy chyba pierwszy przypadek w historii kiedy polski napastnik czeskiej drużyny strzela gola czeskiemu bramkarzowi polskiej drużyny...

Górnika zagrzewała do boju może dwudziestoosobowa grupka fanów Górnika, do których należał cały stadion. Jeden z kibiców ze szklaneczką w ręce, chwiejąc się, podreptał z trybuny na drugą stronę boiska (w pobliżu miejsca gdzie na zdjęciu stoi Czadoblog) i uskuteczniał doping naprzemienny, czyli ”druga strona odpowiada”. I druga strona odpowiadała! Musiało być radośnie: skoro nad wejściem do stadionowej kawiarenki wisi duża reklama Radegasta? Klimat w ogóle był szwejkowski. Brakowało tylko, żeby przy linii bocznej arbitrzy (każdy ubrany inaczej) ustawili sobie kufle z piwem...

Jeśli wspominam o sędziach, nie mogę pominąć pewnego zdarzenia. Oglądając mecz tuż zza linii, byłem świadkiem wymiany złośliwości między mocno pucułowatym czeskim arbitrem bocznym, a lewym obrońcą Górnika Mariuszem Magierą. Najpierw Magiera po nieudanym zagraniu głośno zaklął używając jednego z najpopularniejszych polskich słów. Boczny się oburzył. „Nie bój się go, daj mu kartkę”  napuszczał głównego na piłkarza. Potem doprowadził do wściekłości Magierę, kiedy pokazał aut, gdy obrońca Górnika wygarnął piłkę jeszcze na boisku. Potem doprowadził Magierę do wściekłości jeszcze raz, kiedy nie odgwizdał faulu na nim. Magiera nie zdzierżył i wyskoczył do bocznego ze słowami: ”Ty grubasie (tamten sędzia na pewno lubi piwo, przyp. pacz), nie widziałeś tego, nie widziałeś co on robi?!” Boczny znów się obruszył, ale tym razem główny przybył mu na pomoc. Pokazał Magierze jedyną w meczu żółtą kartkę. Nie widziałem jednak, żeby obrońca Górnika się przejął:-)  Dobrze, że nie doszło wtedy do rękoczynów...

PS Wątek, który zainteresuje kibiców Zagłębia. Jak wiadomo sosnowiecki klub intensywnie szuka rozgrywajacego. Grą Karviny udanie kierował dzisiaj niejaki Herve Christian Tchami. Pamiętacie tego Kameruńczyka?

Tchami

Wiosną 2008 roku był zawodnikiem Zagłębia, ale nie zagrał w lidze ani minuty. Tak, tak, to z tych Tchamich, tych z ludu Bamileke! Z czwórki braci każdy gra lub grał w piłkę. Najsłynniejszy był oczywiście Alphonse Marie Djomaha Tchami. W reprezentacji "Nieposkromionych Lwów" rozegrał 57 spotkań, reprezentował swój kraj w mistrzostwach świata w USA '94 i Francji '98. A gdy grał w Argentynie, w słynnym Boca Juniors, jego kolegą z drużyny był Diego Maradona, najlepszy według Czadobloga piłkarz wszechświata wszechczasów. Grać z najlepszym piłkarzem wszechwświata wszechczasów to już coś...

Teraz młodszy o 17 lat brat Alfonsa pewnie bardzo by się w Zagłębiu przydał. Za późno.

PS2 W pierwszej połowie rozbawieni i napojeni kibice Górnika zaczęli nucić starą śpiewkę pod tytułem ”PZPN, PZPN je.., je.. PZPN”. Jeden z przytomniejszych fanów zauważył, że ta śpiewka w Karwinie jest bez sensu i właściwie powinno się zanucić ”CZPN, CPZN”. Ale przecież do Czechów ”Torcida” nic nie ma. Idea zaśpiewu więc upadła...

Warto może w tym miejscu przypomnieć, że był jednak - krótki, bo krótki - okres, kiedy PZPN i jego przedstawiciele mieli w Karwinie i okolicach wiele do powiedzenia. W 1938 roku, po przyłączeniu Zaolzia do Polski, Śląski OZPN postanowił zreformować piłkarskie rozgrywki na tym terenie. W październiku przedstawiono plan wcielenia drużyn zaolziańskich do okręgu śląskiego. Z powodu wybuchu II wojny światowej reformy nie udało się przeprowadzić. Dodam, że w tym czasie na Zaolziu działało 18 klubów piłkarskich - po dwa w Cieszynie, Jabłonkowie, Trzyńcu, Karwinie, Orłowej, Frysztacie, po jednym - w Mostach, Łazach, Darkowie, Bystrzycy, Suchej i Dąbrowie. Szacowano, że polskie organizacje sportowe na Śląsku Zaolziańskim liczyły wówczas 8 tys. członków. 

niedziela, 05 kwietnia 2009
Pierwszy Polak w kosmosie

Dziś napiszę Wam o wyjątkowej rocznicy. Podejrzewam, że nikt dotąd nie zdawał sobie z niej sprawy, dlatego czytelnicy Czadobloga dowiadują się o niej jako pierwsi.

Akurat dziś mija dokładnie pięćdziesiąt lat od daty całkowicie zapomnianej, choć przecież ważnej dla polskiego futbolu. Ba, właściwie słowo "zapomnianej" nie jest ścisłe, bo żeby o czymś zapomnieć, trzeba to sobie najpierw uzmysłowić. Nie wiem czy ktoś o tym wie, ale  5 kwietnia 1959 roku po raz pierwszy Polak zagrał w meczu o mistrzostwo Europy w piłce nożnej!

Jak to możliwe, spytacie, skoro reprezentacja Polski pierwszy mecz w eliminacjach ME (zwanych wówczas Pucharem Narodów) rozegrała dopiero prawie trzy miesiące później, 28 czerwca 1959 roku na Stadionie Śląskim z Hiszpanią (2:4)?

Otóż możliwe. Polskim piłkarzem, który zrobił największą światową karierę w latach 50. wcale nie był Brychczy, Pohl albo Cieślik. Był to zawodnik, który m.in. wygrał na Maracanie z Brazylią i dwa razy wystąpił na mistrzostwach świata!

To Polak* zupełnie w Polsce nie znany, choć jest przecież wychowankiem polskiego klubu. Ślusarz Tadeusz Kraus, syn hutnika ze śląskiego Trzyńca to najlepszy piłkarz Śląska Cieszyńskiego wszech czasów. Skoro tak się złożyło, że Trzyniec leży po drugiej stronie granicy, to Kraus miał szansę na piłkarską karierę tylko jako Czechosłowak. Był wychowankiem Siły Trzyniec - klubu, który w Czechosłowacji nie miał łatwo, bo zawsze podkreślał swoją polską tożsamość, zresztą Polacy stanowili zdecydowaną większość mieszkańców Trzyńca. Tadek Kraus opuścił Zaolzie jeszcze jako nastolatek. W Czechosłowacji znany jako Tadeáš Kraus początkowo grał w klubie Ołomuńca, ale prawdziwą karierę zrobił będąc już piłkarzem Sparty Praga. Jak jednak podkreśla Stanisław Zahradnik, historyk sportu polskiego na Zaolziu, Kraus "otwarcie przyznaje się do tego, że wywodzi się z polskego, zaolziańskiego środowiska".  

Kraus był pierwszym Polakiem (choć przecież z czechosłowackim paszportem), który dwa razy wystąpił na mistrzostwach świata (1954, 58)**. A w sierpniu 1956 roku wystapił na lewym skrzydle w historycznym meczu z Brazylią w Rio de Janeiro. 130 tysięcy kibiców musiało przełknąć gorzkie 0:1. "Canarinhos" przegrali wtedy w swej świątyni futbolu pierwszy raz w historii z drużyną z Europy! W tamtym meczu wystapili m.in. Didi, Gilmar, Djalma i Nilton Santosowie. Dwa lata później zostali mistrzami świata...

Pan Kraus ma dziś 77 lat. Mieszka w Pradze, krótko rozmawiałem z nim telefonicznie kilka miesięcy temu. Ogółem w latach 1954-59  wystąpił w reprezentacji CSRS 23 razy. Ten mecz dokładnie sprzed pół wieku, który stał się pretekstem do sporządzenia dzisiejszej notki, był jego ostatnim występem w reprezentacji. Nie było to udane pożeganie. 5 kwietnia 1959 roku w rundzie wstępnej Pucharu Narodów Czechosłowacja przegrała w Dublinie z Irlandią 0:2.

PS To co dla pana Krausa było złym dobrego końcem, dla Czechosłowaków stało się złym dobrego początkiem. W rewanżu pokonali Irlandczyków 4:0, potem ograli Duńczyków, Rumunów i dopiero w półfinale nie dali rady późniejszym pierwszym mistrzom Europy - Związkowi Radzieckiemu.  

Dla amatorów statystyki reprezentacyjny bilans Krausa***:

1953

1. Sofia, BUL 2:1 (eMŚ) 

2. Praga, SUI 5:0 - 1 gol

3. Praga, HUN 1:5

4. Bukareszt, ROM 1:0 (eMŚ)

5. Bratysława, BUL 0:0 (eMŚ)

1954

6. Zurych  AUT, 0:5 (MŚ)

1955

7. Bruksela  BEL, 3:1 - 1 gol

8. Praga  HUN, 1:3

9. Sofia  BUL, 0:3

1956

10. Budapeszt, HUN 4:2

11. Rio de Janeiro, BRA 1:0

12. Rio de Janeiro, BRA 1:4

13. Montevideo, URU 1:2

14. Santiago, CHI 0:3

15. Praga, TUR 1:1

1957

16. Cardiff, WAL 1:0 (eMŚ) 

17. Praga, WAL 2:0 (eMŚ) - 1 gol

18. Brno, DDR 3:1 (eMŚ) - 1 gol

19. Wiedeń, AUT 2:2

20. Lipsk, DDR 4:1 (eMŚ) - 2 gole

21. Kair, EGY 2:1

1958

22. Halmstad, NIR 0:1 (MŚ)

1959

23. Dublin, IRL 0:1 (eME) 

* i ** - Wielu będzie uważać, że najsłynniejszym polskim piłkarzem lat 50. był Raymond Kopa, który w eliminacjach Pucharu Narodów zagrał wcześniej niż Kraus i też grał na MŚ w 1954 i 1958 roku. Moim zdaniem można go jednak uznać tylko za francuskiego piłkarza polskiego pochodzenia, syna polskich emigrantów. Podobnie zresztą jest w przypadku Maryana Wisnieskiego, Thadee Cisowskiego i kilku innych piłkarzy. Tymczasem Kraus to Polak urodzony i wychowany na Śląsku Cieszyńskim, w miejscu które krótko, bo krótko, ale jednak przez pewien okres było w Polsce. A że pan Tadeusz zapisał się złotymi zgłoskami w historii czechosłowackiego, a nie polskiego futbolu, to już zupełnie inna sprawa. Inaczej chyba być nie mogło. To piękne, że udało mu się zrobić tak wspaniałą karierę, ja się z tego cieszę. Na pewno Tadeáš Kraus  może czuć się spełniony. 

*** - zestawienie na podstawie "Atlasu czeskeho fotbalu". Zbieg okoliczności sprawił, że Kraus ani razu nie zagrał przeciw Polsce. Mógł sobie za to pogadać podczas debiutu - arbitrem tamtego meczu w Sofii był znany polski sędzia Grzegorz Aleksandrowicz.

czwartek, 25 września 2008
Jaromir Nohavica pyta o Boruca

Do wielkiego meczu z Czechami na Stadionie Śląskim już tylko trzy tygodnie. Zrobiliśmy zatem krótki wypad na futbolowe pogaduszki z Jaromirem Nohavicą. Legendarny czeski bard zasadniczo wywiadów nie udziela, jak sam twierdzi, odpowiedział już na wszystkie pytania świata, ale rozmowie o piłce nożnej nie mógł się jednak oprzeć. Pan Jarek uwielbia futbol całym swym jestestwem. Tak ma od czasów, kiedy ojciec pierwszy raz zaprowadził go na Bazaly, stadion Banika Ostrawa. Nohavica ukochał Banika żarliwie, dziś tysiące fanów z Ostrawy śpiewają z nim piosenkę dobrze znaną polskim kibicom:

Nohavica o futbolu opowiada z pasją, gwałtownie, szybko, zaśmiewa się, gestykuluje. Jeśli wszyscy Czesi wiedzą o polskiej piłce tyle co on, to biało-czerwoni są już rozpracowani do najmniejszego szczegółu i Leo Beenhakker nie będzie musiał robić zamkniętych treningów;-) Nohavicę frapowało m.in., czy Boruc zdąży wrócić do kadry na mecz z Czechami? Czy może jednak zagra Fabiański?
Pieśniarz wyjeżdża właśnie na długie tournee po Ameryce, wściekał się trochę, że meczu w Chorzowie nie zobaczy. Może rewanż?
A teraz (oczywiście jeśli nie jesteście z Pragi) możecie z nim zaśpiewać. Dobrý den sportu zdar, fotbalu zvláště!
 

PS A potem jeszcze był krótki wypad do miejscowej księgarni. Lubię jak mi wśród tomiszcz szczęka opada. No i właśnie w Ostrawie mi opadła. Daj Boże, żeby u nas pojawiło się coś tak fajnego! Cholerna książka... Czy ja zawsze muszę chodzić spać o 3 w nocy?

atlas czeskiego futbolu

środa, 06 lutego 2008
Polska - Czechy 2:0. Polski Śląsk - Czeski Śląsk 0:2

Piękny wynik, piękne zwycięstwo. Szkoda tylko, że wpływ śląskiego futbolu na wyniki reprezentacji Polski jest żaden. Z rozrzewnieniem można wspominać wspaniałe mecze Polski z lat 30., 50., 60., 70., i 80., które bez Ślązaków nie potoczyłyby się tak, jak się potoczyły. Przecież już w pierwszym meczu Polski na mistrzostwach świata wystąpiło ich aż siedmiu (cała pomoc: Góra z Szarleja, Nyc(tz) z Katowic i Dytko z Załęża oraz prawie cały atak: Piec z Lipin, Wilimowski z Katowic, Pią(on)tek z Królewskiej Góry i Wodarz z Hajduk Wielkich). 

To jednak dawne czasy. Kiedyś wkład czeskiego Śląska w sukcesy czeskiej piłki był nieporównywalnie mniejszy niż wkład polskiego Śląska w sukcesy biało-czerwonych. „Kiedyś” to kluczowe słowo, bo wszystko się zmieniło. W kadrze Beenhakkera nie wystąpił w środę ani jeden Ślązak. Ba, jako rezerwowy zagrał tylko jeden zawodnik, o którym można powiedzieć, że się na Śląsku piłkarsko rozwinął (Zahorski z Górnika Zabrze).

A Czechy ze śląskich piłkarzy korzystają. W tym względzie jest 2:0 dla południowych sąsiadów. W podstawowym składzie zagrało na Cyprze dwóch zawodników: obrońca Zdenek Pospech i pomocnik Libor Sionko.

Znany z wytrzymałości Pospech, pochodzi z przygranicznej Opavy  (niem.Troppau, pol.Opawa) - kiedyś grodu śląskiego plemienia Golęszyców. Z kolei Sionko, urodził się w Ostrawie, ale pochodzi z Hawierzowa - miasta sypialni (takie czeskie Tychy) położonego na drodze z Cieszyna do Ostrawy. Obaj grali kiedyś w Baniku, potem obaj przeszli do Sparty Praga (to tak jakby do Legii przeszli Wojciech Grzyb albo Dawid Jarka). Dziś obaj są zawodnikami FC Kopenhaga, choć Sionko zaliczył jeszcze epizod w Glasgow Rangers. Milana Barosa zaliczyć do Ślązaków nie możemy. Co prawda tez jest symbolem Banika Ostrawa, ale pochodzi z Vigantic, a to już Kraj Zliński. 

Mam nadzieję, że po tym zwycięstwie Leo Beenhakker nie przywiąże się do sprawdzonych nazwisk i w kadrze na Euro znajdzie się miejsce dla jakiegoś Ślązaka. No i mam nadzieję, że po tej porażce Karol Bruckner nie przekreśli śląskich Czechów i że oni także zagrają na Euro!

  sionko

Wbrew pozorom to nie Sokołowski. To Sionko.

Archiwum