wtorek, 19 lipca 2016
Komuno, wróć!

Piast Gliwice rozgrywa wkrótce rewanżowy mecz w eliminacjach Ligi Europy. Po blamażu w pierwszym meczu u siebie wydaje się, że rewanż w Szwecji będzie nieprzyjemną formalnością. Nie ma powodów do chwały, ale kiedy słyszę, że powinniśmy wysłać pismo do UEFA, w którym informujemy, że w następnych latach rezygnujemy z części przysługujących nam miejsc, bo nie chcemy już grać pucharach, żeby się wreszcie nie wstydzić, ogarnia mnie szyderczy śmiech.

Polski futbol skompromitował się w ten sposób tylko raz, za czasów najgłębszej, stalinowskiej komuny. W 1953 roku biało-czerwoni w eliminacjach mistrzostw świata wylosowali Węgry, wówczas zdecydowanie najlepszą drużynę globu. Wiadomo było, że nie mamy szans na cokolwiek (w 1951 roku przegraliśmy z bratankami 0:6, w 1952 – 1:5, a w 1956 – 1:4), ale tę kuriozalną decyzję w charakterystyczny, butny sposób, nie oglądając się na nikogo, podjęli ówcześni wielkorządcy społecznej organizacji Sekcji Piłki Nożnej podlegającej Głównemu Komitetowi Kultury Fizycznej. PZPN wówczas nie istniał, bo w 1951 roku władze PRL odgórnie zdecydowały, że związek ma się sam rozwiązać po to, żeby wprowadzić model obowiązujący w sowieckim sporcie. Nowym tworem zarządzali sowieccy generałowie oddelegowani do Polski.

Przewodniczącymi sekcji (czyli dzisiejszymi prezesami PZPN) byli w tym czasie najpierw Jerzy (a właściwie Jurij Wiaczesławowicz) Bordziłowski, wcześniej prezes Legii Warszawa, a także szef sztabu generalnego Ludowego Wojska Polskiego i jednocześnie wiceminister Obrony Narodowej, a zaraz po nim Jan (a właściwie Iwan) Rotkiewicz, dowódca najpierw Warszawskiego a potem Pomorskiego Okręgu Wojskowego. Wyszły z tego właśnie takie kwiatki jak haniebna rezygnacja z gry w eliminacjach – tylko po to, żeby nie dostać bęcków.

PZPN przywrócono w 1956 roku, Rotkiewicz wrócił do Związku Radzieckiego w 1957 roku, a Bordziłowski w 1968. Obydwaj zmarli w Moskwie.

Myślałem, że te mroczne czasy bezpowrotnie minęły, ale rzeczywistość potrafi przerosnąć wszystko. Dziś nie potrzeba już sowieckich generałów. Wystarczą pseudoeksperci. Wiedzeni przeświadczeniem, że są głosem ludu nawołują z emfazą „aby z pucharami dać sobie spokój, bo lepiej się z nich wypisać niż narobić obciachu.”

Głupszej konstatacji już dawno nie słyszałem.

Wiadomo, że rozgrywanie meczów pucharowych w lipcu jest kompletnym bezsensem, ale dzieje się tak dlatego, że liczba krajów (a więc uczestników) się rozrasta. Jest tylko jedno proste wyjście: trzeba się przełamać i początkowe rundy wygrywać choćby po to, żeby w przyszłości zaczynać jak bozia przykazała, czyli w lipcu albo sierpniu. Górnik Zabrze dochodząc do finału Pucharów Zdobywców Pucharów w 1970 roku rozpoczynał grę dopiero we wrześniu, ale to były inne czasy, inne uwarunkowania, które już nigdy nie wrócą.

Gdyby idiotyczne sugestie podnoszone w polskiej piłce zastosować w naszym szkolnictwie, wyszłoby na to, że słabi uczniowie, którzy dostają prawie same jedynki zrobiliby najlepiej, gdyby w ogóle przestali przychodzić do szkoły.

Pseudoznawcy nie mają oczywiście konkretnego pomysłu na odbudowanie siły polskiej piłki. Czy któryś z nich zastanowił się jak i kiedy trzeba by wpasować polski futbol do europejskich struktur klubowych po takiej dobrowolnej odstawce? No i skąd mielibyśmy wiedzieć, że polska piłka stała się na tyle silna, że już można na powrót zgłosić zespoły do europejskich pucharów z gwarancją (sic!) braku obciachu? Fachowcy pytaliby o to gwiazdy na niebie?

Dlatego walcz Piaście ile sił. Najprawdopodobniej odpadniesz, ale nie poddawaj się. Następnym razem może być lepiej. Trzeba w to wierzyć. Rezygnują tylko frajerzy.

23:00, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Łatwy sposób Ruchu na zarobek

Całe to dzisiejsze kuriozalne zamieszanie związane z ligą jest kolejnym dowodem na to jakim beznadziejnym ruchem było wprowadzenie systemu ESA 37. To proste: gdyby liga istniała w tradycyjnej postaci nie byłoby tego dziwacznego zamieszania, bo nikt nie musiałby przecież dokładać lub odejmować punktów w przestrzeni między ósmym a dziewiątym zespołem przed kolejną fazą, a to funduje nam dzisiejszy regulamin. Tym bardziej zdumiewające jest więc, że przy całym tym rozgardiaszu w górnej ósemce zagra ostatecznie osiem zespołów, które w ciągu trzydziestu kolejek zdobyły najwięcej punktów. Szok!

Żal mi Podbeskidzia, które gdyby nie system ESA-37 nie przeżywałoby takich huśtawek nastrojów, dzielną postawą sobie na to przecież nie zasłużyło.

Gdybym był z kolei na miejscu działaczy Ruchu oddelegowałbym pracownika albo dwóch do przeczesywania internetu, namierzył wszystkich namierzalnych gości sugerujących pod imieniem i nazwiskiem brudny układ z Lechią (anonimowymi opiniami oczywiście bym się nie przejmował, na tchórzy nawet się nie spluwa) i oskarżył o zniesławienie. Ziarnko do ziarnka a mogłaby się zebrać niezła sumka z wygranych procesów:)

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

23:49, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (24) »
sobota, 09 kwietnia 2016
Coście, krawaciarze, uczynili z tą krainą

Debilizm w polskiej ekstraklasie właśnie osiągnął punkt kulminacyjny. Winę za to ponoszą wszyscy przemądrzali "specjaliści" od różnych specjalności, którzy nie wiadomo dlaczego mieli bezpośredni i pośredni wpływ na kształt regulaminu ligi: ci wszyscy marketingowcy, finansiści, ekonomiści, prawnicy, publicyści (ha, ha) oraz reszta ynteligentów i yntelektualistów którym objawiło się, że Polacy są przecież mądrzejsi niż inne nacje i wiedzą lepiej jak organizować najważniejszy sport.

To co się właśnie zdarzyło - cały ten absurdalny mętlik i dziwaczne rozstrzygnięcia, co do których nie mogę mieć nawet pewności czy są ostateczne - powinno być ostatecznym krachem systemu futbolowej korporacji. Wsadźcie sobie między Scyllę i Charybdę wasze wykresy i prognozy. Właśnie w tej chwili jesteśmy świadkami jednej z największych kompromitacji "myśli organizacyjnej" polskiego futbolu. 

Co jeszcze musi się zdarzyć żeby kompromitujący Polskę system podziału na grupy odszedł w niebyt? Jak dla mnie winni wcale nie muszą przyznawać się do winy, mam to gdzieś, w zamian proszę tylko o jedno.  Proszę: niech od razu, już w przyszłym sezonie 2016/17 znowu będzie normalnie. Proszę po raz setny - nie uatrakcyjniajmy regulaminu na siłę. Bo regulamin jest przede wszystkim od tego żeby w możliwie jak najbardziej sprawiedliwy sposób wyłonić mistrza Polski. Uatrakcyjnianie regulaminu na siłę przez ludzi, którzy formatują go w mechanizm mający mnóstwo dziur musi skończyć się farsą. 

Śmieją się z niej zagranicą. Jak choćby trener Radoslav Latal, który po meczu Piasta z Jagiellonią "reformę" nazwał katastrofą. To wprowadzenie "reformy" i zaistnienie "systemu" daje możliwość kompromitacji aż na taką skalę!

Nikt na świecie nie będzie teraz dyskutował o naszym Narodowym Modelu Gry. Za górami i morzami właśnie dławią się na wieść o naszym Narodowym Modelu Organizacji. Lepszych krawaciarzy-myślicieli niż u nas nie ma na całym świecie. Oni byli, są i będą zadowoleni. Do tego są tak zadufani, że byliby zdziwieni gdyby zwykli ludzie mogliby mieć do nich pretensje o to co się stało. Zdziwiliby się gdyby ktoś mógłby spytać czyja to wina, że polska ekstraklasa jest jedyną na świecie, w której po zakończeniu wszystkich meczów nie do końca wiadomo jaka jest kolejność.

PS milcząco protestuje.

22:12, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (18) »
środa, 05 listopada 2014
Czy będzie kara za rotowanie składem

W meczu Ligi Mistrzów z Realem Liverpool nie wystawił w Madrycie teoretycznie najsilniejszego składu. Zaczęły się spekulacje, że może zostać za to ukarany, bo przymus posyłania na boisko najsilniejszej jedenastki zapisany jest w przepisach Ligi Mistrzów (w artykule 4, punkcie 1, podpunkcie D).

To dobry moment żeby przypomnieć, że nie można jednocześnie być mięsem i widelcem, twórcą i tworzywem. Jeśli mnoży się rozgrywki i pozwala im pęcznieć to trudno jednocześnie wymagać żeby zawsze grała najsilniejsza jedenastka albo zmuszać kluby żeby pewne rozgrywki ZAWSZE uznawały za ważniejsze od innych (osobiście całkowicie rozumiem założenie, że liga krajowa może być w konkretnych sytuacjach przez konkretne kluby uznawana za priorytet nawet względem Ligi Mistrzów. Choćby dlatego, że głupie przepisy sprawiły, że można w niej zagrać nie będąc mistrzem własnego kraju).

Rozśmiesza mnie, że pojęcie "najsilniejszego składu" może być zawarte w regulaminach bez ścisłego określenia przepisami właśnie co to pojęcie konkretnie oznacza i jakie są kryteria jego pojmowania. Interpretacja pojęcia w momencie umocowania w przepisach powinna być ewidentnie jednoznaczna, nie powinna pozwalać na subiektywne interpretacje. Moim zdaniem nie ma jednak możliwości jednoznacznego umocowania w przepisach i dlatego ten kij można o kant stołu rozbić.

Po pierwsze - jak rozliczać trenera z czynników, które wpływały na taką a nie inną jego decyzję względem składu?

Po drugie - jak ustalać dokładnie kto jest zawodnikiem podstawowego składu, a kto nie? Czy gwiazda wracająca po dwuletniej kontuzji na mecz Ligi Mistrzów jest zawodnikiem podstawowego składu czy raczej nie?

Po trzecie - zdarzało się już przecież, że kluby, które zagwarantowały sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek wcześniej  wystawiały w kolejnych meczach grupiwych rezerwy. W jaki sposób udowodnić trenerowi złamanie artykułu 4 jeśli on odpowie (i będzie miał na to dowody), że dzięki tej absencji kilka największych gwiazd będzie mogło zagrać właśnie w kolejnej fazie, co mogłoby być niemożliwe gdyby musiały zagrać w grupowym meczu o nic?

Po czwarte - jak poradzić sobie z sytuacją, w której "zarotowanie" składem i w efekcie wystawienie kompletnego nowicjusza sprawi, że właśnie urodziło się niezwykle mocne ogniwo i wielka gwiazda futbolu? Historia zna takie przypadki. Być może brak takiej możliwości opóźniłby wystrzał nowej wielkiej gwiazdy?

Nie wierzę, że UEFA mogłaby być tak głupia żeby karać Liverpool. Taka kara mogłaby mieć wpływ na trendy w europejskim futbolu. Czy wpatrzony w centralę PZPN mógłby zacząć karać za grę w ekstraklasie w składzie dalekim od optymalnego? Czy mógłby karać za "rotowanie" - na przykład Legię Warszawa?

Byłoby to wyjątkowo absurdalne.

Ukaranie Liverpooolu za posadzenie Stevena Gerrarda na ławce w Madrycie miałoby pewną nominację do "najgłupszego zdarzenia w światowej piłce nożnej" za rok 2014.

Ale to niemożliwe. Michel Platini nie zgodzi się na to, bo straciłby twarz. Po przegranych półfinałach mistrzostw świata w 1982 roku i 1986 roku Platini nie zagrał już w meczach o trzecie miejsce a przecież był zdrowy. Nie miał po prostu motywacji. Nikt go za to nigdy nie ukarał. Myślicie, że po ukaraniu Liverpoolu Platini argumentowałby, że wtedy nie było takich przepisów, bo gdyby były to by się zastosował?

Artykuł 4, punkt 1, podpunkt D jest debilny. Dlatego włączmy na luz:)

PS Wiecie, że Artur Szpilka ma coś wspólnego z GKS-em Katowice? Ciekawe co by było gdyby kibice z Katowic nie uznali go za "dzieciaka"...

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

12:24, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (18) »
niedziela, 28 września 2014
Tekst o siatkówce wywołał burzę

Mój tekst o siatkówce odbił się dość szerokim echem. Oczywiście za wyrazy poparcia dziękuję, oczywiście wszelkie inwektywy i złośliwości pod moim adresem nie robią na mnie wrażenia.

I.

Andrzej Grygierczyk, redaktor naczelny katowickiego "Sportu", przyznaje w piątkowym felietonie, że jest coś co jego i mnie łączy: "to niechęć wobec podporządkowywania się zachowaniom stadnym. Wolę własne ścieżki, własny sposób przeżywania, własny sposób wyrażania emocji. I nikomu nic do tego."

Andrzej szuka odpowiedzi na pytanie zasadnicze: "czy rzeczywiście chcielibyśmy, by kibice siatkarscy byli kiedyś jak piłkarscy? Z wszystkim skojarzeniami, które budzą, z wszystkimi faktami, o których słyszymy na co dzień, z tym uprawianiem przez nich polityki w stylu "Litewski chamie"..., bojkotowaniem meczów drużyny, bo prezes im się nie podoba, z rozmowami wychowawczymi przeprowadzanymi z piłkarzami, z solidarnością wyrażaną na transparentach w te m.in. słowy: Pozdrowienia do więzienia... Czyli - szukamy odpowiedzi na pytanie zasadnicze: gdzie przebiega ta cienka linia pomiędzy kibicem a kibolem, a także między wsparciem dla swojej własnej drużyny a totalną destrukcją wszystkiego."

Podkreślam więc jeszcze raz: chciałbym żeby kibice siatkarscy byli jak kibice piłkarscy. Bynajmniej nie kibole. Rozróżniam wyraźnie kibiców od kiboli.

Andrzej idzie jednak dalej i z tym co pisze zastanawiając się nad problemem całkowicie się już nie zgadzam.

"Słowem, janusze mnożą się także w innych dyscyplinach. I chwała Bogu. Bo czy to źle, że ludzie chcą wspólnie wstawać, siadać, bawić się, śpiewać, i jeszcze fetować sukcesy swoich? Nie, to nie jest źle - z perspektywy czasu śmiało można postawić tezę, że są oni bardzo istotnym budulcem potęgi siatkówki, skoków narciarskich, piłki ręcznej. Taki też - sympatyczny - przekaz idzie w świat. Trzeba tylko sobie postawić pytanie: dlaczego nie chcą być takim budulcem w piłce nożnej?"

To przecież nie jest kwestia budulca potęgi jakiegokolwiek sportu - to kwestia wolności wyboru. Po za tym to nie jest prawda, że ludzie nie chcą bawić się, śpiewać, wstawać i siadać na meczach piłki nożnej, to nieprawda, że na piłkarskich stadionach możemy zastać jedynie paskudne wzorce. Przykładem choćby sektor dziecięcy na Bukowej. Rodzice bez zastrzeżeń pozwalają bajtlom pójść i wspólnie kibicować katowickiej drużynie z jednego miejsca. I bardzo dobrze.

II.

Było poważnie, teraz czas na wygłupy. Zaskoczył mnie wywiad w mojej macierzystej "Gazecie" z dr. Konradem Majem ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie (sobotnia gazeta, nr 225, ss. 42-43). Już w leadzie czytam bzdurę, która każe mi zastanowić się nad sensownością rozmawiania o problemie z panem doktorem. Otóż Maj zauważa: "w siatkówce są przyjmujący, środkowi, rozgrywający. Mamy zagrywkę, serwy, blok. "Libero" brzmi jak poezja. W futbolu są: snajper, napastnik, strzały, mur obronny."

Rozumiecie? Doktor Maj przeciwstawia obie dyscypliny już na poziomie nazewnictwa. Strzela jednak sobie przy tym w stopę. Zachwyt doktora nad słowem "libero" w ujęciu siatkarskim dobitnie świadczy o tym, że nie ma on pojęcia iż we futbolu funkcjonowało ono już kilkadziesiąt lat wcześniej. Libero w siatkówce został wymyślony w 1998 roku. Tymczasem już w 1973 roku w Niemczech nakręcono film o takim właśnie tytule. Jego bohaterem jest Franz Beckenbauer - sztandarowa postać światowej piłki, który nadał temu pojęciu niezwykłą jakość i do dziś jest uważany za najwybitniejszego libero w historii.

Dalej jest już tylko śmieszniej. Doktor Maj twierdzi, że "siatkarze wyglądają jak chłopaki z sąsiedztwa. W futbolu normalność jest wyszydzana. Dla ultrasów grzecznie wyglądający Ronaldo to laluś, najpewniej gej. Piłkarze ze swymi muskularnymi sylwetkami, cali w tatuażach, przypominają pięściarzy. Wyglądają groźnie, zachowują się groźnie."

Po pierwsze dopiero od doktora słyszę, że normalność we futbolu jest wyszydzana. Wcześniej nie wpadłoby mi to do głowy, nigdy nie słyszałem takiego stwierdzenia od żadnego kibica, a proszę mi wierzyć, wiele czasu spędziłem na rozmowach o futbolu.

Po drugie doktor chyba przypadkowo oglądał mecz Chile na ostatnich mistrzostwach świata. To bodaj jedyna ekipa piłkarska, w której ogromna ilość tatuaży u wielu zawodników rzuca się oczy. Tatuaże trudno dostrzec z trybun stadionu piłkarskiego, dostrzegłem go za to u brazylijskiego siatkarza w finale Spodku. Czy Leandro Vissotto Neves wygląda groźnie? Poza tym tatuaże dostrzegam już nawet u mojej sprzedawczyni chleba i zupki w proszku więc bez jaj.

Doktor Maj twierdzi także, że "w siatkówce kibic może być dobrej myśli, bo przejście ze złego wyniku 0:2, do zwycięstwa 3:2 wcale nie jest rzadkością. Kibice piłkarscy przy wyniku 0:2 są już w złej formie i już nie myślą o wygranej".

Świadczy to jedynie, że doktor nie ma pojęcia o piłce nożnej - mógłbym na poczekaniu wytrząsnąć z rękawa kilkadziesiąt przykładów, że w piłce nożnej wynik 0:2 nic nie znaczy, że drużyny przegrywające 0:2 kończą mecz zwycięstwem 3:2 - łącznie w finałem mistrzostw świata. Sugerowanie, że kibice piłkarscy przy wyniku 0:2 już nie wierzą we własne drużyny zwyczajnie obraża tych ludzi.

Szkoda tylko, że doktor Maj nie rozwija myśli o "stadionie siatkarskim". Nigdy o takich nie słyszałem, tymczasem doktor Maj twierdzi, że "na stadionie siatkarskim może nas spotkać ostracyzm. kiedy nie dopasujemy się do grupy. Tylko że raczej nie oberwiemy za to w twarz"...

Dobre:) Byłem na ponad tysiącu meczów piłkarskich w życiu i nigdy za to, że nie mam ochoty kibicować nie dostałem w twarz.

Wątków, które mnie rozbawiły było jeszcze parę, ale zwyczajnie nie chce mi się dalej walić jak w bęben.

Dlatego kiedy czytam takie "wywiady" wiem jedno. Jeśli chcę się czegoś dowiedzieć o przebiegu naukowej dyskusji na temat prawidłowej nazwy rodzajowej teropoda powszechnie znanego jako Tyrannosaurus rex nie pytam o to doktora specjalizującego się w zamianie oscuro na chiaroscuro w malarstwie Caravaggia. 

III.

Zupełnie inaczej ma się sprawa z Markiem Magierą. Wiecie, to ten zapiewajło od meczów siatkarskich. Facet oczywiście robi na tym kasę i - jak się okazuje - dorabia do tego niezłą ideologię. Uważa się oto za "animatora publiczności", który "potęguje sportowe emocje i koordynuje zachowania uczestników wydarzenia". Tym zajmuje się jego firma. Jezus Maria! Chciałbym odtąd odpowiednio wcześniej wiedzieć jakie to wydarzenia zamierza w najbliższym czasie koordynować - po to żeby je sobie oczywiście odpuścić...

Akurat ze strony Magiery nie liczyłem oczywiście na moc polemiczną, nie spodziewałem się, że będzie mi w stanie jakkolwiek odpowiedzieć. Koordynowanie zachowań uczestników wydarzenia sportowego może przecież wysysać intelektualnie. Magiera był jedynie w stanie wspomnieć na twitterze, że "stałem się jego ulubieńcem i że na pewno jestem z siebie zadowolony". Tyle. To oczywiste, że nie był w stanie wejść ze mną w merytoryczny spór. 

Magiera być może poczuł dyskomfort, bo ktoś zamachnął się na jego specyficzne działania będące zarazem sposobem zarabiania pieniędzy. Tym właśnie różni się od gniazdowych z trybun piłkarskich, które zajmują ultrasi: nie robi tego za darmo.

PS Podejrzewam, że to nie koniec narzekań:) Znam poważnego człowieka, który zna się na siatkówce jak mało kto, ale którego właśnie przepoczwarzenie się siatkarskich meczów w jarmarczny zgiełk zniechęciło do pojawiania się na tego typu imprezach.

PS1 Omedze ze wskazówek łzy poszły. Ze śmiechu.

23:02, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (26) »
wtorek, 12 sierpnia 2014
Oto oszołom roku

We futbolu oprócz jego esencji czyli... futbolu lubię również sposób w jaki łączy ludzi. O futbolu bez fauli i bez niechęci jest bowiem w stanie dyskutować socjalista z liberałem czy ateista z katolikiem. Linia podziału nie idzie wówczas po torach, które zazwyczaj wyznacza światopogląd albo polityka.

Przez wiele lat zdążyłem poznać i polubić zarówno ekipę mającą światopogląd lewicowy jak i sympatyków prawicy. Oczywiście nigdy nie jest tak, że same mądre, dobre i energiczne jednostki  grupują się w jednym miejscu a sami głupi karierowicze w drugim. Wiem, że po obu stronach są ludzie godni szacunku a przy okazji tacy, który potrafią o piłce rozprawiać z żarliwością. 

Czasem zdarzają się również jednak niezwykłe palanty. Palantem jest dla mnie ten kto przenosi światopogląd do sportu czy też używa sportu instrumentalnie żeby "przywalić" przeciwnej opcji.

Oczywiście są tacy, którzy robią to umiejętnie. Niestety przypadkowo natrafiłem dziś na tekst niejakiego Macieja Pawlickiego i ten osobnik do nich nie należy. To podobno reżyser, producent i scenarzysta, ale jeśli to wszystko robi w sposób w jaki pisze teksty to... pożal się Boże. Facet mnie autentycznie zdumiał. Okazuje się, że według Pawlickiego winą za to, że Legia została wykluczona z eliminacji Ligi Mistrzów trzeba obarczyć... Tuska a także "Wyborczą" i TVN!

Wybrany fragment:

"Na portalach natychmiast pojawiły się memy zdyscyplinowanych tuskowych żołnierzy: zagniewany Jarosław Kaczyński mówi „Legia zdyskwalifikowana? Wina Tuska!” . Tak, idioto, oczywiście, że wina Tuska. Jeśli tego jeszcze nie rozumiesz, to nadal żyjesz w gazwyborczo-tefauenowym kokonie, który uniemożliwia ci kontakt ze światem realnym"

A także:

"A my - wygrawszy mecz - przegrywamy, ale nie przez papierkowe niedopatrzenie Legii. Przegrywamy dopiero teraz pokornie przyjmując bezczelną zagrywkę UEFA i przyznając, że „należało się nam nieudacznikom”. Lata propagandy tuskowo-gazetowyborczo-tefauenowej wypromowały właśnie takie postawy: samobiczujących się sługusów bez ambicji i godności."

Ewidentnie widać, że facet używa piłki jako pretekstu do chłostania politycznych oponentów, a sam zna się na niej jak ja na dendrochronologii: on słyszał o futbolu, ja słyszałem o dendrochronologii.

Przytacza przykład Debreczyna, który według niego w podobnych okolicznościach miał jednak nie zostać wykluczony. Wiecie dlaczego się obronili? To byli Węgrzy. "Mają premiera, który twardo broni węgierskich interesów" (sic!).

Pawlicki na pewno widział jak rozwścieczony Orban czołga wierchuszkę UEFA po salonach i teraz Platini gdy mu się nagle przyśni język węgierski to budzi się drżący, spocony i skulony. Pewnie jako reżyser zrobił o tym film dokumentalny!

Dając zwalające z nóg świadectwo niekompetencji Pawlicki nie może mieć oczywiście pojęcia, że przypadek Debreczyna i przypadek Legii mają ze sobą tyle wspólnego co odwaga z odważnikiem albo butan z butem...

Albo ten fragment:

"Można się zastanawiać - co by było, gdyby to Barcelona albo Celtic zostali „złapani” na takim przemówieniu jak Legia. Może byłby walkower - pewnie nie. Uznaniowość UEFA jest powszechna." 

To może napisać tylko osobnik, który nie ma pojęcia, że w wypadku Bereszyńskiego nie było szans na żadne negocjacje, nie było pola manewru, bo nie było widełek. 

Całe szczęście, że osobiście uważam całą aferę tylko i wyłącznie za winę Legii (jej piłkarzy oczywiście mi żal). Gdybym uważał, że Legia jako klub została skrzywdzona a ktoś podsunął mi ten kuriozalny tekst - zapomniałbym języka w gębie. Nie wiedziałbym jak sobie radzić, jak trzymać pion stojąc w jednym rzędzie z takim oszołomem...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

18:53, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (38) »
piątek, 01 sierpnia 2014
Kibolstwo zawłaszcza Powstanie Warszawskie

To oczywiście nie jest na razie jakiś większy problem, raczej humoreska - warto jednak w 70. rocznicę Powstania Warszawskiego zauważyć coś zdumiewającego: otóż niektórzy kibole uważają iż to właśnie oni uratowali bądź ratują społeczną pamięć o tym niezwykłym wydarzeniu (sic!).

Niejaki Jakub Olkiewicz w rocznicę powstania napisał w sieci coś tak absurdalno-kuriozalnego, że można zapomnieć przez chwilę oddychać. Nie można jednak zapomnieć się odnieść.

Olkiewicz bez żenady zaznacza, że jeszcze niedawno nie wiedział nic o powstaniu. Nic dziwnego, że bełkot tego kolesia jest typowy dla gorliwych neofitów, którym nagle ktoś otworzył oczy. W przypadku Olkiewicza - nieszczęsny sam to przyznaje - otwierającym oczy był... "nauczyciel od WOS-u" (sic!).

Świadomie przeżywam rocznicę rozpoczęcia Powstania Warszawskiego od kilku ładnych lat, mniej więcej od chwili, gdy nauczyciel WOS-u wytłumaczył mi, kim naprawdę byli Jaruzelski, Gomułka, Miller, Oleksy...

Dziwaczna zależność, bo kompletnie nie wiem co wspólnego ci ludzie mieliby mieć z powstaniem.

Chłopa olśnił nauczyciel od WOS-u... Oznacza to jednoznacznie, że Olkiewicz nie powinien zostać wypuszczony z poziomu podstawówki gdzie już przecież istnieje przedmiot "historia" i o powstaniu można coś znaleźć w programie nauczania.

Nie wiem skąd wywodzi się Olkiewicz, ale poniżej daje zawstydzające świadectwo swemu miejscu pochodzenia. 

"Pamiętam podejście moich znajomych. Podejście „zwykłych”, tych, którzy czas dzielą między imprezy i dogorywanie na kacu przed telewizorem. O Powstaniu nie pamiętał prawie nikt. Pierwszy sierpnia był dla większości sygnałem, że powoli zbliża się szkoła, niewiele więcej."

Wydaje się, że to właśnie tragiczny poziom szkolnictwa w miejscu wychowania małego Olkiewicza popycha go do zdumiewających wniosków.

Otóż ten wytrawny kibolski publicysta jasno wskazuje dzięki komu tak naprawdę znów w Polsce mówi się o Powstaniu Warszawskim.

"Prawdziwym przełomem było rozkręcenie prawdziwej mody wśród kibiców. Graffiti. Koszulki. Marsze. Oprawy meczowe. To wszystko jest o wiele bardziej atrakcyjne, o wiele łatwiejsze do przyswojenia, niż wykłady w szkolnej klasie, niż pogadanki gadającej głowy z telewizji, może nawet bardziej atrakcyjne od muzealnych wycieczek."

Nie mam więcej pytań.

Facet ewidentnie przypuszcza, że przez ostatnie 30 lat pamięć w polskim społeczeństwie o Powstaniu Warszawskim tliła się jedynie niczym obsikane ognisko. Olkiewicz w jakimś narkotycznym zwidzie uważa się za wieszcza. Wydaje się, że powiesił sobie na ścianie reprodukcję obrazu Delacroix i napatrzywszy się wiedzie osobiście kibolski lud na barykady. Lud dyskutujący z ożywieniem o inauguracyjnym ataku na "Prudential", o Auguście Agboli O'Brownie czy o brygadzie SS "Dirlewanger". 

Nie przejmuję się oczywiście osobistym samozadowoleniem Olkiewicza i jego kuriozalnym "poczuciem misji". Dużo gorzej, że ten bełkot przeczyta wielu ludzi, którzy o sprawie nie mają pojęcia, może nawet o Powstaniu Warszawskim dowiedzą się właśnie z jego tekstu i w efekcie będą uważać jak on.

"Wygraliśmy pamięć o Powstaniu Warszawskim. Da się. Można. Właśnie wygrywamy, naturalnie znów bez wsparcia polityków, pamięć o Żołnierzach Niezłomnych. Za moment wygramy pamięć o wielu innych rozdziałach historii, kibice Lecha już wygrywają pamięć o Powstaniu Wielkopolskim."

Wydaje się, że gorliwy Olkiewicz wkrótce będzie organizował środowisko wygrywające pamięć o Powstaniach Śląskich, to oczywiste. "Pamiętacie tamte powstania, co? Wiecie: to te co wybuchały rok po roku na przełomie pierwszej i drugiej dekady XX wieku..."

O tym, że manifestacja gościa jest jednak mocno niespójna niech świadczy fakt, że na sam jej koniec chyba niechcący przyznaje jak miałkie i płytkie są pramotywy kibolskiego działania. Wiecie jakie jest źródło z którego czerpie siłę kibol? Olkiewicz bez wstydu nam to wyjaśnia.

"Patriotyzm na pokaz z czasem zamienia się w dumę z dziejów naszego narodu. Jestem szczęśliwy, że mogę w tym uczestniczyć."

Z kolei ja jestem szczęśliwy, że nie wszyscy Polacy przechodzą taką drogę edukacji jak Olkiewicz i że nie wszystkich musi oświecać "pan od WOS-u".

Niewiele jest bardziej obrzydliwych działań niż zawłaszczanie historii w sposób jaki czyni to ten koleś.

PS Kilka dni temu na Stadionie Narodowym w Warszawie odbyła się premiera filmu "Miasto 44" Jana Komasy. Przyszło 12 tysięcy ludzi. Jak usłyszałem od świadka - najbardziej zdumiewający moment tego wydarzenia to ten kiedy przed projekcją poproszono obecnych żeby nie nagrywali po kryjomu filmu, nie robili zdjęć. To bardzo smutne, że w Polsce na oficjalnym wydarzeniu, w obecności prezydenta RP trzeba prosić Polaków żeby nie kradli. Oto "patrioci"...

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

17:40, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (47) »
środa, 27 listopada 2013
Quiz dla kibiców Ruchu Chorzów

Dziw bierze, że PZPN potrafi się wyłożyć w tak spektakularny sposób. Taka zasłużona instytucja, a takie wpadki...

Na posiedzeniu 22 października Komisja ds. Licencji Klubowych postanowiła wlepić Ruchowi Chorzów karę finansową w wysokości 5000 zł. Powód? "Naruszenie dyscypliny procesu licencyjnego poprzez niedostarczenie dokumentów finansowych ekspertowi komisji w czasie wizyty w klubie, wykonywanej w ramach nadzoru finansowego, pomimo uprzedzenia Klubu o kontroli z tygodniowym uprzedzeniem."

Klub się odwołał.

W efekcie Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN właśnie dziś postanowiła uchylić zaskarżone orzeczenie w całości i umorzyć postępowanie w sprawie, a także zwrócić wpłaconą kaucję pieniężną w wysokości 4 tysięcy zł.

PZPN nie komentuje sprawy więc skomentuje ją Czadoblog.

Wniosek jest jeden: skoro odwołanie Ruchu zostało uznane oznacza to, że klub nie naruszył dyscypliny procesu licencyjnego.

Skoro tak to koniecznie trzeba postawić pytanie. Ale musi być ono postawione nietypowo.

Brzmi więc tak: w jaki sposób Ruch Chorzów nie naruszył dyscypliny procesu licencyjnego?

Moim zdaniem klub mógł jej nie naruszyć na dwa sposoby:

a) nienaruszenie mogło wynikać ze zwyczajnej niewiedzy chorowskiej działaczy, że mają dostarczyć dokumenty finansowe ekspertowi komisji. Niewiedza mogła (choć nie musiała) wynikać z faktu, że ekspert nie dotarł na Cichą. To z kolei mogło wynikać z pomyłki eksperta: myśląc, że jest z wizytą w klubie pojawił się w tym czasie z wizytą (choć nie musiał) w zupełnie innym miejscu w Chorzowie;

b) nienaruszenie mogło wyniknąć z dostarczenia dokumentów finansowych ekspertowi komisji w czasie wizyty w klubie.

Jeśli ta pierwsza wersja jest prawdziwa to trzeba zastanowić się gdzie mógł znajdować się ekspert PZPN-u myśląc, że jest z wizytą w klubie.

Po głębokich przemyśleniach sugeruję wybór jednego z następujących rozwiązań:

a)  w knajpie na dworcu w Chorzowie-Batorym. Złościł się przy tym, że na stadionie podają alkohol;

b) w ZOO. Złościł się przy tym, że ktoś wyniósł ze stadionu jeden ze słynnych chorzowskich jupiterów;

c) w Wesołym Miasteczku. Złościł się przy tym, że na murawie można popływać;

d) w Teatrze Rozrywki. Złościł się przy tym, że na górnej trybunie jest niewspółmiernie mało miejsca w porównaniu z trybuną dolną;

e) na Stadionie Śląskim. Złościł się przy tym, że Ruch bezczelnie gra w bambuko, bo widać jak na dłoni, że dach przecież ciągle nie jest gotowy.

Jeśli jednak ta druga wersja jest prawdziwa to trzeba zastanowić się dlaczego ekspert dostając dokumenty myślał, że ich nie dostał.

Po głębokich przemyśleniach sugeruję wybór jednego z następujących rozwiązań:

a) bolała go głowa;

b) chciało mu się pić;

c) było mu zimno (nieeeee, to odpada zimno na Śląsku jest dopiero dziś);

d) myślał, że dokumenty, które dostał  w klubie to jedynie bony na obiad w klubowej kawiarence.

Trzeba się na coś zdecydować. W tej sytuacji są dwa wyjścia:

a) albo wybierzecie którąś z powyższych ewentualności jako prawidłową odpowiedź;

b) albo znajdziecie trzeci, jakiś zupełnie inny sposób nienaruszenia procesu licencyjnego przez Ruch Chorzów.

Tak czy inaczej, jeśli macie ochotę: niezmiennie zapraszam do rozwiązania tej frapującej zagadki w komentarzach.

PS Omega z uszanowaniem pozdrawia PZPN.

21:56, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (16) »
piątek, 26 kwietnia 2013
63 złote i 16 groszy za Legię?! Wariactwo

Chciałbym już o Wielkich Derbach Śląska, ale na to przyjdzie jeszcze czas a pojawiają się inne dość kuriozalne tematy.

Pamiętacie marcowy mecz Legii z Górnikiem na Łazienkowskiej? Fatalna organizacja przy wejściu sprawiła, że na sektor weszło tylko 475 kibiców Górnika z 1340, którzy mieli zobaczyć zawody. Mimo to Legia wysłała do Zabrza fakturę na 30 000 tysięcy zł.

To oczywiście absurd, dla dobra własnych kibiców oba kluby powinny się dogadać. Bo to kibice będą cierpieć, także w przyszłości.

Kierownictwo Legii jest moim zdaniem wyjątkowo bezczelne żądając pieniędzy za tak marną usługę. Nic dziwnego, że prezes Górnika jest wściekły, a ja zauważam przy okazji, że chcąc wymusić posłuch takie sprawy zawsze trzeba kontynuować na zasadzie odwrócenia.

Szybkie dzielenie  (30000:475) pozwala zauważyć, że warszawski klub wymaga za jeden bilet z udziałem swojej pierwszej drużyny 63 złote i 16 groszy.

Legia jest oczywiście bardzo fajnym i sympatycznym klubem, ale sześciu dych (sic!) żeby zobaczyć ją w akcji nigdy bym nie wyłożył. Nie wiem jakie były wcześniejsze ustalenia, ale wiem, że jeśli stołeczni decydenci nie zmienią kursu swojego statku kosmicznego i nie opuszczą orbity - właśnie taką cenę (plus koszty inflacji) powinien zaproponować klub z Zabrza warszawskim kibicom za mecz na Roosevelta w przyszłym sezonie.

PS Ciekawe czy Legia zapłaci kibicom Widzewa za to, że nie będą mogli zobaczyć meczu swojej drużyny z Wisłą bo wcześniej kibice Legii zdaniem tzw. czynników decyzyjnych zachowywali się "niewłaściwie":)

PS1 Trenerzy i kapitanowie Górnika i Ruchu już spotkali się w Zabrzu. Szczegóły - TUTAJ.

PS2 Maciek Blaut wziął udział w nietypowym maratonie dotyczącym Górnika Zabrze. Zresztą - ja także:)

PS3 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

15:39, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (30) »
piątek, 22 marca 2013
Postawmy na stadionach szubienice

Koninklijke Nederlandse Voetbal Bond (KNVB) zawsze wydawał mi się instytucją poważną. Tymczasem Holenderski Związek Piłkarski chce w przyszłym sezonie wprowadzić na próbę nowe zasady, według których zawodnik ukarany żółtą kartką musi na 10 minut opuścić boisko. Testy odbędą się w meczach lig amatorskich. Celem zmian jest... ograniczenie agresji w futbolu. 

Moim zdaniem to zdecydowanie za mało. Ukróćmy wszelką agresję raz na zawsze, tak! Uważam, że na każdym stadionie powinno się postawić szubienicę za bramką i wieszać na niej brutalnie grających piłkarzy. Do uzgodnienia jest kwestia czy od razu w trakcie meczu czy dopiero po jego zakończeniu.

Teraz poważnie - zdaje sobie sprawę, że do Najwspanialszego Sportu na Świecie jak ćmy lgną różnej maści "naprawiacze", "reformatorzy" i inne dziwadła. Ale to powoli przestaje być śmieszne. Nasilenie w ostatnich latach tych bzdur powoduje konieczność powołania czegoś na kształt Świętego Oficjum.

Uważam, że złożona z doświadczonych, konserwatywnych, szacownych, co najmniej 80-letnich działaczy piłkarskich rada powinna tworzyć najwyższy trybunał inkwizycyjny.

Zadaniem trybunału byłoby czuwanie nad czystością formy. Kto odstępuje od formy nie powinien być jednak naprowadzany siłą na właściwą ścieżkę. Powinien być za to wykluczany ze struktur jak najszybciej.

W takich pomysłach jest jakieś obrzydliwe zakłamanie. Pokazanie, że dbamy o czystość futbolu pod każdym względem, za każdą cenę.

Tymczasem reguły gry są moim zdaniem optymalne. Kary za brutalność są odpowiednie i nie widzę powodu żeby je zmieniać.

Jeśli chcą gdzieś sobie grać w piłkę, w której wyklucza się na dziesięć minut po żółtej kartce - niech grają. Ale niech nie nazywa się to piłka nożna tylko "piłka nożna, w której wyklucza się na dziesięć minut po żółtej kartce."

Niech to będzie osobny sport.

Mnie na takim meczu nie zobaczycie. Z kibicami "piłki nożnej, w której wyklucza się na dziesięć minut po żółtej kartce" mi nie po drodze:)

PS Niezwykły pomysł działaczy Cracovii mnie zaskoczył. Nigdy dotąd nie słyszałem o czymś takim. Wpuszczą na stadion kibiców gości (w tym wypadku - kibiców GKS-u Katowice), ale cena biletu będzie zależna od... stanu sektora po ostatnim gwizdku.

15 zł - cena za bilet bez zniszczeń w sektorze,  20 zł - cena za bilet ze zniszczeniami w sektorze. Rozliczenie po meczu.

Fajne, co? Aż się wybiorę:)

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

09:16, pavelczado , Kabaret
Link Komentarze (28) »
 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum