wtorek, 10 stycznia 2017
Pazerność prowadzi do wypaczeń

FIFA zdecydowała, że od 2026 roku w finałach piłkarskich mistrzostw świata zagra 48 drużyn. Po "reformie" turnieju uczestnicy zostaną w pierwszej rundzie podzieleni na 16 grup po trzy drużyny. To oznacza zwiększenie łącznej liczby meczów z 64 do 80. 

W bajeczki FIFA o misji popularyzacji futbolu czy też wyrównywania szans mogą uwierzyć tylko naiwni. Wiadomo przecież, że jeśli kura znosi pięć złotych jajek naraz to dlaczego miałaby nie znosić siedmiu? Nawet to rozumiem (choć zrozumienie nie oznacza akceptacji).

Dla mnie - uważającego, że 32 uczestników finałów to ideał - problem nie polega nawet na fakcie, że będzie więcej meczów. Bardziej boli mnie, że nie zgadza się liczba uczestników. Nawet magicy z UEFA uznali, że 64 to byłoby za dużo. Ichniejsi prestigitatorzy wymyślili więc coś równie złego. A właściwie nie wymyślili. Przecież użyto tego już raz, w 1982 roku i od razu zarzucono. Grupa trójzespołowa na mundialu nie jest dobrym pomysłem. My - dzięki niezwykłym meczom z Belgią i ZSRR słusznie wspominamy ją świetnie, ale trzeba przypomnieć ile zespołów awansowało wtedy dalej z tych drużyn, które przegrały pierwsze mecze w ćwierćfinałach. Nie przegrać pierwszego meczu w trójzespołowej grupie może stać się myślą przewodnią tej fazy turnieju. Moim zdaniem to teoretyczne pole do wypaczeń.

1=> 2=> 4=> 8=> 16=> 32 to idealny zestaw. Nie ma tam miejsca na 48.

Jeszcze jedno: trudno mi sobie wyobrazić, żeby takie rozrośnięte mundiale organizował jeden kraj. A jeden organizator takiego turnieju zawsze był dla mnie jedną z najważniejszych idei.

Żałuję, bo mundial to jedna z niewielu spraw do których byłem szczególnie przywiązany. Niestety; FIFA żeruje na mnie i mnie-podobnych. Bo ja zawsze będę oglądać mundial. Nawet jeśli nie będzie mi się podobał regulamin tego turnieju, nawet jeśli wszyscy będziemy psioczyć. FIFA to doskonale wie.

poniedziałek, 23 maja 2016
List do Michała Pola

Kiedy zżymałem się w poprzednim wpisie na niesprawiedliwy system Ligi Mistrzów Michał Pol, naczelny "Przeglądu Sportowego" odpisał mi na tweeterze: "mamy niesprawiedliwie, ale cholernie ciekawe rozgrywki. Ty chcesz nasz zmusić do oglądania kiepskich ale sprawiedliwych".

Uważam, że wpadasz w pułapkę, Michał. Mnie nie chodzi o zmuszanie do oglądania rozgrywek kiepskich ale sprawiedliwych. Wolę raczej świetne i... sprawiedliwe. To ciągle możliwe. O co mi chodzi? Już wyjaśniam.

W obecnej sytuacji to nie poziom drużyny powinien decydować o obecnych kryteriach doboru uczestników Ligi Mistrzów. Przynajmniej tymczasowo. Dlatego, że bezwzględne przyjmowanie poziomu za wyznacznik może doprowadzić do obłędu.

Proste rozumowanie: przyjmijmy, że potężne pieniądze pompowane w Premier League sprawią, iż dwudziesta drużyna tej ligi będzie w stanie rozbić w puch mistrza nie tylko ligi obecnie pośledniej, takiej jak polska, ale i bardzo mocnej - włoskiej, holenderskiej, portugalskiej. To możliwe, realne? Możliwe. Realne.

Czy w takim razie nie było cholernie ciekawe gdyby cały zestaw Premier League w komplecie przenieść do rozgrywek grupowych Ligi Mistrzów? Czyż wtedy stałaby na wyższym poziomie niż obecnie?

Idąc tym tokiem rozumowania: jeśli chcemy żeby rozgrywki Ligi Mistrzów stały na jak najwyższym poziomie, powinniśmy być również za tym, że mistrz Polski jak najszybciej odpadł w eliminacjach. Od dwudziestu lat nie prezentuje już bowiem odpowiedniego poziomu.

Jedyna rada moim zdaniem jest taka: przywrócić szansy gry w Lidze Mistrzów każdemu mistrzowi (wiem, że wszyscy się nie zmieszczą, ale niech biją się o miejsce między sobą a nie z którąś tam drużyną topligi). Dopiero wtedy potężne pieniądze zaczną być dzielone inaczej. A dopiero wtedy drużyny z innych krajów przynajmniej będą miały szansę nawiązać konkurencję, dlatego, że nie będą tak bezczelnie strzyżone - po pierwsze z należnych im funduszy, po drugie - z własnych największych talentów. A dopiero wtedy zwykli ludzie kochający piłkę nie tylko z Anglii, Hiszpanii czy Niemiec będą mieli szansę przeżyć coś naprawdę niezwykłego.

Jeszcze jedno: im dłużej potrwa obecny system tym więcej ludzi na kluby-miłości będzie wybierać drużyny, które widzieli tylko w telewizji. Ludzie chcą czuć się częścią czegoś najlepszego, a skoro drużyny w całych potężnych połaciach Europy nie dają im na to szans, to oni nie mają zamiaru uzmysławiać sobie, że jest w tym niesprawiedliwość systemu tylko zaczynają cudze przyjmować za własne... Oczywiście w to graj wszystkim obecnym potentatom wśród których trudno dopatrywać się naszych rodzimych zespołów... Oczywiście telewizja nie ma nic przeciwko temu. Ale czy my też nie musimy mieć?

PS Wraca stare dobre post scriptum. Okazuje się, że nie ma innego wyjścia. Ruch obiecywał, więc trzeba o tym przypomnieć: a poza tym Omega powinna wrócić.

piątek, 20 maja 2016
Na barykady! Niech bunt wybucha!

Okazuje się, że nie tylko wielkie kluby, ale też sama UEFA chce odwrotu od słusznych reform w Lidze Mistrzów. Trzeba utrudnić klubom ze słabszych lig (między innymi polskiej) awans do elity, bo przecież takie mecze są mniej chętnie oglądane, a poza tym bogatsze kluby nie chcą się dzielić pieniędzmi ze słabszymi.

Zawsze będę powtarzał, że to wyjątkowe draństwo na które nie powinno być zgody. To jest jakby awans do mundialu miały bez gry zapewnione cztery reprezentacje z Hiszpanii (na przykład Katalonia, Kastylia, Andaluzja i Galicja) a Polska musiała przedzierać się przez wykrwawiające eliminacje po to żeby w ostatniej rundzie spotkać się z Krajem Basków i odpaść.

Skoro w formacie krajowym nie ma na to zgody dlaczego jest w klubowym? Moim zdaniem Polsce należy się miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów jak psu zupa. Bez żadnych głupich eliminacji.

Problem w tym, że wszyscy, którzy tak uważają nie są poważnie traktowani. Nigdy nie będą - dopóki w masie się nie zbuntują.

Uważam niestety, że na związek (w kontekście secesji) nie ma tu co liczyć. Krajowe struktury organizacyjne zawsze będą od struktur ponadkrajowych dostawać dotacje a lepiej przecież dostawać dotacje niż ich nie dostawać, nieprawdaż?

A przecież PZPN mógłby być w czubie niezadowolonych i poprowadzić lud na barykady czyli stworzyć koalicję krajowych związków piłkarskich, które czują się pokrzywdzone podziałem miejsc w Lidze Mistrzów. Gdyby wszyscy krzywdzeni wykazali się konsekwencją i odwrócili plecami od najbogatszych mogłoby coś z tego wyjść. To oczywiście marzenie ściętej czadoblogowej głowy... 

Rozdźwięk finansowy między futbolowym rajem a nami poszerza się i będzie poszerzał. Także dzięki sposobowi dystrybucji pieniędzy z rozgrywek. Zobaczycie: zachłanność najbogatszych doprowadzi do stanu, w którym kluby polskie będą pełnić jedynie rolę służebną wobec hegemonów. Hegemoni będą wybierać największe polskie talenty jak ulęgałki - nawet nie za własne pieniądze tylko za sumy, które dostałyby kluby z mniejszych ośrodków (takich jak polski) gdyby ich dystrybucja była sprawiedliwa.

A my, sformatowani, przemieleni i uśmiechnięci, będziemy czuć motylki w brzuchu z dumy, że jakiś polski zawodnik miał zaszczyt zasilić wielkopański europejski klub. Ba; będziemy za to wdzięczni! Będziemy dumni, że możemy się przydać jako pole uprawne.

Tak, jesteśmy futbolową prowincją. Ale jeśli pozwolimy się dodatkowo wtłoczyć w strukturalne ramy sprowadzające nas tylko do roli służby - nigdy z tego stanu się nie wyrwiemy.

Europejska federacja znalazła się pod presją sponsorów, którym nie podoba się, że oglądalność na najważniejszych rynkach telewizyjnych spada. Jedyne co można zrobić to pobić ich własną bronią czyli sprawić żeby oglądalność w Polsce, Rumunii, Finlandii, Czechach spadła do zera.

To jest tak cholernie niesprawiedliwe, że trzeba szukać absurdalnych rozwiązań. Apeluję więc zdając sobie sprawę z absurdu tych słów: przestańmy oglądać rozgrywki Ligi Mistrzów jeśli sami jako nacja chcemy się w nich kiedyś znaleźć.

Spróbujmy kiedy mamy jeszcze portki. Kiedy jesteśmy jeszcze w miarę mocni. Jako sankiuloci nie będziemy mieli już żadnych szans. Pokrzyczymy, a potem nas zetną.

Jest oczywiście drugie rozwiązanie: połóżmy po sobie uszy i czekajmy aż nas z łaski i od niechcenia czasem pogłaskają. Pogłaskają, bo bez kości i podrapania za uszami raz na jakiś czas każdy pies mógłby ugryźć rękę pana.

PS miesza dziś klej którym spoi się części barykady.

poniedziałek, 28 grudnia 2015
110 lat. Niezwykłe głosowanie internetowe

Chyba nie ma drugiego takiego klubu w Europie gdzie tak wielki wkład w osiągnięcia i historię mieliby piłkarze z Polski i z Górnego Śląska. 

AJ Auxerre dokładnie we wtorek obchodzi 110-lecie istnienia. Z tej okazji we Francji ogłoszono internetowe głosowanie wśród kibiców na najlepszą jedenastkę wszech czasów tego klubu.

Znalazłem aż pięć polskich nazwisk wśród piłkarzy, którzy zostali nominowani. Czterech z nich ma związek z naszym regionem.

Wśród bramkarzy pojawia się Maryan (czyli Marian) Szeja. To legenda Wałbrzycha, ale warto pamiętać o jego korzeniach. Świetny zawodnik, który urodził się w Siemianowicach a karierę zaczynał w Kędzierzynie-Koźlu. Bardzo szybko opuścił Górny Śląsk i do reprezentacji trafił dzięki dobrej grze w klubach wałbrzyskich. Najlepszy mecz w reprezentacji rozegrał w 1971 roku przeciwko RFN (0:0 w Hamburgu). Niestety zmarł w tym roku.

Wśród defensywnych pomocników nominowano Waldemara Matysika. Niezwykle ucieszyła mnie ta wiadomość. To fenomen. Grał rewelacyjnie zarówno przed poważną chorobą (choćby na mundialu w Hiszpanii), jak i po jej przezwyciężeniu. Fakt, że Matysika doceniają Francuzi za zaledwie trzy lata gry w Auxerre jest tego najlepszym dowodem. Rozmawiałem z nim wielokrotnie przy okazji pisania książki o Antonim Piechniczku i ujęła mnie cecha rzadko spotykana wśród piłkarzy: Waldemar Matysik jest AUTENTYCZNIE skromny. 

Wśród napastników dwaj kolejni byli zawodnicy Górnika - Andrzej Szarmach i Ireneusz Jeleń. Szarmach to kolejny fenomen - w ciągu pięciu lat zdobył w lidze francuskiej prawie sto bramek. Wyczyny Jelenia pamiętamy jeszcze z ostatnich lat. 

Dodatkowo wśród stoperów pojawia się kolejny znakomity polski piłkarz z lat 80. - Paweł Janas. Opowiadał mi niedawno, że miał ogromną satysfakcję, kiedy wybrano go we Francji najlepszym obcokrajowcem za sezon 1985/86 a przecież grali tam wtedy piłkarze tego pokroju co Jorge Burruchaga czy Safet Susić...

Głosowanie jest internetowe więc wiadomo, że przewagę mają piłkarze, których pamięta przede wszystkim młode pokolenie. Konkurencja jest ogromna. Na przykład wśród napastników oprócz Polaków startują choćby Djibrill Cisse czy Eric Cantona. Jak myślicie, który z tych dwóch Francuzów jest oceniany wyżej? Żebyście się nie zdziwili:)

Głosować i zobaczyć stan rywalizacji możecie TUTAJ.

PS A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Sląski.

wtorek, 29 września 2015
Jak można przypuszczać, że Barcelona nie ma honoru

O tym, że nie można być jednocześnie twórcą i tworzywem, mieć ciastko i zjeść ciastko utwierdza mnie sprawa piłkarskiej drużyny Barcelony i jej przyszłości w niepodległej (może się tak przecież zdarzyć) Katalonii.

Strasznie denerwują mnie wszystkie płaczki narzekające, że po uzyskaniu niepodległości trzeba zrobić wszystko aby Barcelona grała nadal grała w lidze hiszpańskiej, ewentualnie we francuskiej. Bo inaczej straci futbol i my wszyscy.

To jest obrzydliwe. Gdyby Katalonia odłączyła się od Hiszpanii, Barcelona nie mogłaby grać w lidze hiszpańskiej. Zabrania tego tamtejsza ustawa o sporcie. Moim zdaniem słusznie. Dlaczego Hiszpanie mieliby się godzić na dopuszczenie Barcelony po tym jak Katalonia odwróciła się od nich na pięcie? W imię jakich celów? Zysków? Tak nisko cenicie Hiszpanów?

Z kolei pomysł by Barcelona miała zagościć w lidze francuskiej uważam już za całkowicie poroniony. Co wspólnego kulturowo Barcelona ma z Francją? Już widzę jak Francuzi "cieszą się", że mają u siebie nową silną drużynę, która w trzeciej dekadzie zdobywa XXI wieku wygrywa choćby osiem razy Ligue 1:)

Poza tym skąd przypuszczenie, że Katalończycy za wszelką cenę chcą wepchnąć Barcelonę do jakiejś innej ligi? Uważacie, że honoru nie mają?

Już nie chodzi nawet o to, że mogą mieć ważniejsze problemy niż piłka nożna (Javier Solana, były sekretarz generalny Rady Unii Europejskiej zapowiedział, że jeżeli Katalonia odłączy się od Hiszpanii w sposób niezgodny z prawem, znajdzie się poza Unią Europejską). Przypuszczam, że Katalończycy w sytuacji wybicia się na niepodległość nie będą oglądać się na innych. Skoro powiedziało się "a" trzeba również wziąć odpowiedzialność za "b". Lepiej budować interesującą ligę piłkarską u siebie a nie oglądać się na innych. 

Co z łkaniami, że Katalonia jest mała więc Barcelona nie będzie miała we własnej lidze konkurenta i z związku z tym tamtejsza liga będzie nieciekawa? Bardzo przepraszam - czy taka Belgia utyskuje? Jest przecież mniejsza o jakieś 2 tysiące km² od Katalonii, ma tylko 3,5 mln ludzi więcej można więc uznać, że potencjał obu jest porównywalny. A przecież Belgia była w stanie stworzyć ligę, w której grają zespoły zdobywające międzynarodowe trofea i tworzące historię europejskiej piłki (nie mówiąc już o reprezentacji). I nie jest tak, że rządzi tylko jeden zespół. 

Podsumowując: jeśli Katalonia wybije się na niepodległość jedynym wyjściem będzie stworzenie własnej ligi.

                                        * * *  

A co z rywalizacją Realu z Barceloną? Spokojnie, też jest wyjście: raz na pół roku grać o jakieś towarzyskie trofeum na przykład przechodni Puchar Przyjaźni Hiszpańsko-Katalońskiej. Trofeum i jego nazwa z naszego punktu i tak nieważne. Przecież tego rodzaju mecz i tak z chęcią pokaże każda telewizja świata więc kasa będzie się zgadzać, a prestiż legendarnej rywalizacji zostanie podtrzymany.

PS A poza tym Barcelona powinna kiedyś znów przyjechać na Stadion Śląski. Może na rozgrywki Ligi Mistrzów?

poniedziałek, 12 stycznia 2015
Cristiano Ronaldo? Że co?!

Cristiano Ronaldo dostał "Złotą Piłkę" czyli został wybrany najlepszym piłkarzem grającym w Europie w 2014 roku.

Moim zdaniem to zły wybór. Wręcz absurdalny. Mam jeden zasadniczy argument. Pierwszy raz w historii zdarzyło się żeby "Złotą Piłkę" dostał zawodnik, który uczestnicząc w mundialu nawet nie wyszedł z grupy. Z grupy! To już nawet Igor Biełanow był lepszy...

Oczywiste jest, że Cristiano Ronaldo grał w tym roku fantastycznie, osiągi miał znakomite, styl również był godny podziwu. Doprawdy świetny piłkarz! Nie od dziś. Choćby po roku 2012 uważałem, że Messi powinien oddać mu "Złotą Piłkę".

Dziwi mnie jednak, że najważniejszą nagrodę za 2014 rok dostał piłkarz, który w NAJWAŻNIEJSZYM momencie zeszłego roku CAŁKOWICIE zawiódł. To jest jak z maturą - musisz się sprężyć na ten jeden moment, pokazać klasę w najważniejszych chwilach, dokładnie wtedy kiedy ta klasa jest najbardziej potrzebna. To  właśnie jest dowodem jakości.

Mundial to dla piłkarzy matura. W trakcie ubiegłorocznej matury Cristiano Ronaldo zawiódł, powtórzę, CAŁKOWICIE. Nie zmieni tego faktu gol na otarcie łez w meczu z Ghaną. W grze tej najbardziej spektakularnej - z Niemcami - w bezpośrednim pojedynku z Manuelem Neuerem - nie miał szans. NIE POKAZAŁ WŁAŚCIWIE NIC. Został zmiażdżony. Zawiódł również w spotkaniu najbardziej istotnym - z USA. Tymczasem od takich piłkarzy oczekuje się żeby ciągnęli za sobą zespół w najważniejszych chwilach. CR7 Real ciągnął owszem, znakomicie. Ale w roku mundialu Portugalii nie pociągnął już nigdzie. Przypominam - Portugalia nawet nie wyszła z grupy!

Osobiście cenię zawodników, którzy najlepsi są w najważniejszym momencie. Bycie najlepszym w najważniejszym momencie jest nieporównywalnie trudniejsze niż bycie najlepszym w nieważnym albo i nawet ważnym momencie... Udźwignięcie ciężaru oczekiwań to niezwykła umiejętność. Nie rozumiem jak najlepszym piłkarzem może zostać zawodnik, który nie udźwignął ciężaru na najważniejszej ze wszystkich ważnych piłkarskich imprez. Nie ma przecież nic ważniejszego od mundialu! Taką Ligę Mistrzów można przecież wygrać cztery raz częściej.

Złota Piłka przyznawana jest od 1956 roku. Większość z wyborów w latach mundialu była dla mnie niekontrowersyjna. Na pocieszenie: dzisiejszy wybór Cristiano Ronaldo to jednak nie jest największa żenada. Choćby prawie trzydzieści lat temu zdarzyła się większa...

Poniżej krótka analiza pod tytułem "Złota piłka a lata mundialowe":

W 1958 - Raymond Kopa. Brawo. Trafny wybór. Francja była na tamtym mundialu* rewelacją. Osiągnął wtedy realny sukces. Zagrał genialnie. Szwecja była wyżej, ale żaden z gospodarzy nie olśnił jak on. Lśnił bardziej nawet niż absolutny rekordzista Just Fontaine. Strzelić 13 goli na jednym mundialu i nie zostać najlepszym piłkarzem Europy? To jak dobry musiał być ten, którego oceniono wyżej?

W 1962 - Josef Masopust. Brawo. Trafny wybór. Czechosłowacja była na tamtym mundialu rewelacją. Osiągnął wtedy realny sukces. Mózg z Pragi był symbolem tamtej ekipy, choć na pewno nie wolno zapominać o ówczesnym selekcjonerze Rudolfie Vytlacilu;

W 1966 - Bobby Charlton. Brawo. Trafny wybór. Osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. Po raz pierwszy od kiedy wymyślono "Złotą Piłkę" nagrodę dostał najlepszy piłkarz drużyny, która właśnie zdobyła mistrzostwo świata. Nie mógł go przebić wtedy nawet Eusebio;

W 1970 - Gerd Mueller. Brawo. Trafny wybór. Co prawda Włosi byli w ostatecznym rozrachunku wyżej, ale Mueller był wtedy naprawdę fantastyczny - także w półfinałowym meczu z Włochami, które Niemcy ostatecznie przegrały. Indywidualnie żaden z Włochów - także w tamtym meczu nie był w stanie mu dorównać;

W 1974 - Johann Cryuff. Mieszane uczucia. Owszem, Holender osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. Być może wybrano go dlatego, że wpływ jego gry, jego inteligencja, jego wkład w sukces znaczyły dla Holandii więcej niż wkład Beckenbauera w sukces Niemiec czy Deyny w sukces Polski? Do tego cztery lata później okazało się, że bez Cruyffa też się przecież da...

W 1978 - Kevin Keegan. Pierwsza konsternacja. Wybrany najlepszym piłkarzem mimo, że w ogóle nie było go na mundialu. stało się tak dlatego, że w Argentynie tak naprawdę nie zachwycił w pełni żaden europejski piłkarz. Nie było żadnych wątpliwości - Anglik zdobył dwa razy więcej punktów niż piłkarz drugi w zestawieniu. Jest w tym jednak logika - wybrano piłkarza, który z racji nieobecności nie miał szans zawieść:) Cristiano Ronaldo w Brazylii jednak był. Wolałbym wygrać jak Keegan;

W 1982 - Paolo Rossi. Brawo. Trafny wybór. Największa rewelacja najlepszej drużyny. Nie ma dyskusji. Osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. Po raz drugi od kiedy wymyślono "Złotą Piłkę" nagrodę dostał najlepszy piłkarz najlepszej drużyny świata. Jedynie co mi się wtedy nie podobało to fakt, że Giresse prześcignął Bońka. Polak za rok 1982 powinien być na drugim miejscu;

W 1986 - Igor Biełanow. Druga konsternacja. Największa żenada w historii plebiscytu. Pierwszy z tej grupy, który był na mundialu i odpadł zaraz po rozgrywkach grupowych. Do teraz nie rozumiem w jaki sposób mógł prześcignąć choćby Gary'ego Linekera, który zarówno drużynowo jak i indywidualnie w trakcie meksykańskiego mundialu osiągnął więcej;

W 1990 - Lothar Matthaeus. Brawo. Trafny wybór. Osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. Po raz trzeci od kiedy wymyślono "Złotą Piłkę" nagrodę dostał najlepszy piłkarz najlepszej drużyny świata;

W 1994 - Christo Stoiczkow. Brawo. Trafny wybór. Żaden z Europejczyków nie pokazał wtedy większej klasy. Blisko był Roberto Baggio, ale Stoiczkow był wtedy twórcą i tworzywem, a Baggio - świetnym, najlepszym z możliwych uzupełnieniem. Jego zespół był w czwórce;

W 1998 - Zinedine Zidane. Brawo. Trafny wybór. Osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. Po raz czwarty od kiedy wymyślono "Złotą Piłkę" nagrodę dostał najlepszy piłkarz najlepszej drużyny świata;

W 2002 - Ronaldo. Żenada. Od początku do końca byłem i jestem przeciwko zmianie formuły nagrody. Obecnego stanu rzeczy nie przyjmuje do wiadomości, Latynosi powinni dostawać własne laury. A Ballon d'Or powinien dostać wtedy Oliver Kahn;

W 2006 - Fabio Cannavaro. Brawo. Trafny wybór. Osiągnął wtedy na mundialu realny sukces. W jego wyborze jest dla mnie coś symbolicznego: dla mnie to nie była włoska drużyna, która olśniewałaby z przodu. To był sukces nie akcji, ale reakcji;

W 2010 - Leo Messi. Żenada. Od początku do końca byłem i jestem przeciwko zmianie formuły nagrody, Latynosi powinni dostawać własne. Nagrodę powinien dostać Andres Iniesta;

W 2014 - CR7. Już pisałem nie będę się powtarzał. Dla mnie Złotą Piłkę powinien dostać Manuel Neuer. Niemiec był wyśmienity nie tylko przed i po mundialu. Był wyśmienity także w trakcie mundialu. W przeciwieństwie do Portugalczyka.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

*wiem, że termin "mundial" jest w powszechnym użyciu dopiero od 1978, ale ułatwia sprawę.

czwartek, 27 listopada 2014
Real Madryt nie powinien się już nazywać "Real"

Gdybym był kibicem Realu Madryt natychmiast pozwałbym własny klub do sądu. A właściwie ludzi, którzy nim teraz rządzą.

Szkody, które właśnie wyrządzili są ogromne. Motywy, które nimi kierowały są oczywiste. Wiadomo, że zawsze chodzi o pieniądze, ale tym razem moim zdaniem zgodzono się na uwspółcześnioną wersję korporacyjnego prostytuowania się. Oto Real zdecydował się usunąć krzyż ze swojego herbu (wbrew temu co sugerowałem herb na jego oficjalnej stronie krzyż jeszcze zachował. Mój błąd, przepraszam - herb był tak malutki, że tego krzyżyka rzeczywiście nie zauważyłem). Według medialnych spekulacji to część lukratywnej trzyletniej umowy z nowym sponsorem - National Bank of Abu Dhabi. Chodzi o to żeby chrześcijański symbol nie raził ludzi z Emiratów, którzy dają kasę na klub.

Zawsze zadziwia mnie hardość i tupet ludzi, którzy decydują się na tego typu działania. Przecież takie świętości jak Real nigdy nie są czyjąś własnością, ludzie nim zarządzający są jedynie depozytariuszami "świętego ognia". Niestety - czego mamy właśnie dobitny dowód - zdają się o tym zapominać.

Zadziwia mnie również podwójna moralność niektórych kibiców tej drużyny. Wszędzie, także pod tym wpisem, podkreślają, że przecież krzyż nie będzie usunięty. To znaczy będzie, ale "tylko i wyłącznie z produktów Narodowego Banku Abu Zabi (na przykład karty do bankomatu z herbem) w Zjednoczonych Emiratach Arabskich". Szokuje mnie, że nie widzą w tym nic nadzwyczajnego.

Dla mnie to jeszcze większe obrzydlistwo, bo klub pokazuje w ten sposób różną twarz w różnych miejscach. Zdjęcie krzyża w jednym miejscu i zostawienie go w drugim po to żeby więcej zarobić jest jeszcze bardziej żenujące. To budzi mój jeszcze większy odruch wymiotny. Wyobrażacie sobie sytuację, że Besiktas Stambuł żeby dostać pieniądze od jakiegoś banku ze Starego Kontynentu wycofuje półksiężyc z herbu (oczywiście tylko na rynku europejskim)? Niemożliwe. Po pierwsze dlatego, że żaden europejski bank by tego nie zasugerował, po drugie dlatego, że Besiktas potraktowałby tę sugestię jako obraźliwą. Autentycznie zdumiewa mnie więc, że nikt w Realu nie obraził się z tego powodu. 

Ośmielam się zasugerować żeby Hiszpanie o odpowiednim autorytecie wystosowali apel z żądaniem do Jego Królewskiej Mości Filipa VI. Do czasu przywrócenia status quo ante - monarcha specjalnym dekretem powinien wycofać Realowi prawo do używania tej nazwy*. Ma do tego moralne prawo. Przecież nie tylko herb ale i nazwę Realowi nadał pradziadek obecnego króla - Alfons XIII. 

Wiadomo, że żeby kibicować Realowi nie trzeba być katolikiem, ba - nie trzeba być nawet chrześcijaninem. Ale czy się to komuś podoba czy nie: Real Madryt jest nierozerwalnie, a priori, złączony z hiszpańską monarchią. Hiszpańska monarchia jest nierozerwalnie, a priori, złączona z katolicyzmem. Wszyscy innowiercy, a także wogóleniewiercy - powinni to uszanować, bo nie są w stanie tego zmienić.

Oczywiście jako kibica bolałoby mnie wycofanie nazwy "Real", bo ten klub jest częścią wspaniałego światowego futbolowego dziedzictwa. Nie widzę jednak innego wyjścia. Tylko stanowcze kroki mogą zapobiec stawaniu przez świat na głowie.

Pierwsza linia została naruszona. Skoro można było ją naruszyć już tylko kwestią ceny jest naruszenie drugiej linii. Na razie z czegoś tylko zrezygnowano. Może za chwilę za wypełniony banknotami frachtowiec coś się dołoży?

Byłoby super gdyby jakiś ważny piłkarz ogłosił teraz, że odchodzi z Realu, bo nowa umowa narusza jego uczucia religijne. Odbiłoby się to szerokim echem. Oczywiście tak się nie stanie, ale pomarzyć zawsze można.

Na koniec promyk nadziei: wyrządzone szkody są ogromne, ale jednak odwracalne. Odwrócić je może właśnie autorytet Filipa VI.

PS Najgorsze jest to, że oburzenie tysięcy ludzi z tego powodu decydenci będą mieli między scyllą i charybdą. Bo na ich miejsce przyjdą setki tysięcy, które też będą miały to między scyllą i charybdą.

To strasznie smutna historia. W spektakularny sposób znów przypomina prawidłowość: każdy się sprzeda. Wszystko jest jedynie kwestią ceny. Co tam opinia - opinią nie wygra się przecież Ligi Mistrzów...

PS1 Od tej chwili pisząc kiedykolwiek o Realu będę używał nazwy Madrid FC - tej sprzed 1920 roku i królewskiego gestu Alfonsa XIII. Będzie tak do momentu aż krzyż oficjalnie nie wróci na swoje miejsce.

PS2 Omega nie może uwierzyć.

* nie, nie chodzi mi o wycofanie nazwy "Real" tylko z terenu Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

piątek, 27 czerwca 2014
Pele - 67. lokata. Neymar - 41. W Brazylii najlepszy jest...

Kiedy jestem zagranicą zawsze sznupię po kioskach i księgarniach w poszukiwaniu fajnych futbolowych wydawnictw. Trochę cierpliwości i zawsze znajdzie się coś ciekawego. Tym razem dorwałem "Almanaque do Brasileirao" - publikację dotyczącą mistrzostw tego kraju rozgrywanych od 1971 roku.

Omówiono sezon po sezonie, z kibicowskiego punktu widzenia najciekawszy jest ranking stu najwspanialszych futbolistów tych rozgrywek. Wyniki europejskich fanów mogą zaskakiwać, ale podkreślam: to nie jest ranking najlepszych piłkarzy wszech czasów. Chodzi jedynie o brazylijską ligę.

Wzięto pod uwagę nie tylko umiejętności, ale według dokładnie rozpisanych kryteriów także zdobyte tytuły czy regularność gry w tych rozgrywkach. To zaskakujące, że mistrzostwa w obecnym kształcie powołano dopiero po zdobyciu przez Brazylię trzeciego mistrzostwa, wcześniej kluby i kibice wyżywali się głównie w mistrzostwach stanowych. Owszem, istniała Taca Brasil (między 1959 a 1968 rokiem), tamte rozgrywki zdominował Santos, który wygrał pięć razy z rzędu, a Pele trzykrotnie był królem strzelców. Jednak w rankingu o którym piszę, "Król" został sklasyfikowany dopiero na 67. miejscu. Oczywiście jego umiejętności wyceniono na najwyższą notę (5 pkt), ale w mistrzostwach Brazylii tylko raz zajął trzecie miejsce z Santosem (w 1974 roku). Jego najlepszy czas przypadł na okres kiedy jeszcze tych mistrzostw nie było...

Poniżej inne szczególnie ciekawe postaci zestawienia oraz pierwsza dziesiątka:

99. - Cafu (mistrz z Sao Paulo w 1991, wicemistrz w 1989 i 1990);

93. - Julio Cesar Romero (mój ulubiony piłkarz, Paragwajczyk, mistrz z Fluminense w 1984);

81. - Toninho Cerezo (wicemistrz z Atletico Belo Horizonte w 1977 i 1980);

73. - Taffarel (wicemistrz z Internacionalem Porto Alegre w 1987 i 1988);

69. - Socrates (4. miejsce z Corinthians w 1982 i 1984 roku);

68. - Rivelino (3. miejsce w 1975 i 4. miejsce w 1976 z Fluminense);

66. - Ronaldinho (2. miejsce w 2012 z Atletico Belo Horizonte);

57. - Valdir Peres (mistrz w 1977, wicemistrz w 1973 i 1981 z Sao Paulo). W Europie ten bramkarz kojarzony jest z nieudolnymi interwencjami podczas mundialu w Hiszpanii, tymczasem w Sao Paulo ma status bohatera narodowego);

56. - Adriano (mistrz w 2009 z Flamengo i w 2011 z Corinthians);

55. - Carlos Tevez (mistrz w 2005 roku z Corinthians). Argentyńczyk przemknął przez brazylijską ligę jak meteor, ale to wystarczyło. W mistrzowskim sezonie zdobył 20 goli, w tym jednego w najważniejszym meczu sezonu przeciw Goias, wygranego na wyjeździe 3:2; 

52. - Dejan Petković (mistrz w 2009 z Flamengo, wicemistrz w 2007 z Santosem i 3. miejsce w 1999 z Vitorią). Najlepszy Europejczyk w tym zestawieniu. Ksywka: "Rambo". Serbski napastnik, który zrobił nieprawdopodobną karierę w Brazylii. Kręcili o nim filmy. Tymczasem w reprezentacji Jugosławii zdążył w latach 90. zagrać zaledwie 7 razy (zdobył jednego gola);

49. - Ronaldo (3 miejsce z Corinthians w 2010 roku). I tak wysoka pozycja dla piłkarza, który między 18. a 33. rokiem życia grał w Europie);

47. - Serginho Chulapa (mistrz w 1977 z Sao Paulo, wicemistrz w 1981 z Sao Paulo i w 1983 z Santosem). Z europejskiego punktu widzenia kolejny nieudacznik na mundialu w Hiszpanii, jako środkowy napastnik marnował wtedy wszystko co się dało. Tymczasem w ojczyźnie - bardzo ceniony;

43. - Fred (mistrz w 2010 i 2012 oraz 3. miejsce w 2011 z Fluminense). Członek obecnej kadry. Ludzie mają w pamięci co robi w brazylijskiej lidze. Nie nasz problem, że w reprezentacji to nie ten sam człowiek...

42. - Rivaldo (mistrz w 1994 z Palmeiras). Mało kto kojarzy, że ciągle jeszcze czynny - wiosną grał w Mogi Mirim a ma już 42 lata;

41. - Neymar (8. miejsce z Santosem w 2010 i 2012). Jak na człowieka, który w tych rozgrywkach nie osiągnął nic - miejsce zadziwiająco wysokie). Ale w Brazylii rzeczywiście wszyscy go kochają;

26. - Rai (mistrz w 1991 z Sao Paulo, wicemistrz w 1989 i 1990 z Sao Paulo);

19. - Robinho (mistrz w 2002 i 2004 z Santosem, wicemistrz w 2003);

12. - Roberto Dinamite (mistrz w 1974 i wicemistrz w 1979 i 1984). W Europie słabo znany, wielki idol kibiców Vasco. Ernest Pohl brazylijskich mistrzostw - zdobył w nich najwięcej, bo 190 goli;

10. - Bebeto (mistrz w 1983 i 1987 z Flamengo i w 1989 z Vasco). Wyobraźcie sobie jak genialnych piłkarzy muszą mieć Brazylijczycy, że umiejętności "Płaczka" nie wycenili na najwyższą notę...

9.  - Leao (mistrz w 1972 i 1973 z Palmeiras i w 1981 z Gremio, wicemistrz w 1978 z Palmeiras, w 1979 z Vasco i w 1982 z Gremio). Bramkarz, któy przepuścił strzał Grzegorza Lato na mistrzostwach świata. Wcale nie najlepszy golkiper w tym zestawieniu;

8. - Edmundo (mistrz w 1993 i 1994 z Palmeiras i w 1997 z Vasco). Najbardziej nieobliczalny z tego grona, wręcz niezrównoważony psychicznie, ale wiadomo, że w Brazylii "Zwierzak" jest uwielbiany do dziś. Bo jest za co...

7. - Elias Figueroa (mistrz w 1975 i 1976 roku z Internacionalem). Chilijski stoper. Najlepszy z cudzoziemców w tym gronie. Nic dziwnego: w połowie lat 70. był najlepszym piłkarzem Ameryki Południowej trzy razy z rzędu! 

6. - Ademir da Guia (mistrz w 1972 i 1973 z Palmeiras). Fantastyczny napastnik, choć akurat w okresie nienadzwyczajnym dla brazylijskiej piłki. W jego przypadku można powiedzieć, że ważne były geny: syn Domingosa da Gui, świetnego obrońcy, który toczył boje z Polakami na mistrzostwach świata w 1938 roku;

5. - Romario (mistrz w 2000 z Vasco). Przez wielu w Brazylii uważany za jednego z najlepszych piłkarzy wszech czasów. Sam oblicza się na 1002 gole. Najlepszy napastnik w tym zestawieniu. Udziela się w Izbie Deputowanych;

4. - Falcao (mistrz w 1975, 1976 i 1976 z Internacionalem). Pretendujący do miana najlepszego brazylijskiego pomocnika; zdecydowanie najlepszy piłkarz tego kraju w latach 70.;

3. - Rogerio Ceni (mistrz w 2006, 2007, 2008 z Sao Paulo). Najlepszy bramkarz w zestawieniu. Na Brazylijczykach ogromne wrażenie robią jego 109 zdobyte gole (w lidze krajowej zdobył ich aż 49!). Jedyny w swoim rodzaju fenomen. Pomyśleć, że na mistrzostwach świata zagrał tylko 8 minut;

2. - Junior (mistrz w 1980, 1982, 1983 i 1992 z Flamengo). Rewelacyjny zawodnik, chyba trochę w Europie niedoceniany. Bardzo wszechstronny, nie bojący się grać na żadnej pozycji;

1. - Zico (mistrz  1980, 1982, 1983, 1987 z Flamengo). Gigant światowej piłki - paradoksalne, że z reprezentacją właściwie nic nie osiągnął. Za to z Flamengo osiągnął wszystko. W Rio de Janeiro do dziś sprzedawane są repliki koszulek, w których Fla zdobywało tytuły w latach 80. z nadrukiem autografu Zico.

Na koniec ważne dopowiedzenie. Jak sądzicie: kto zdobył pierwszego gola w mistrzostwach Brazylii? Oczywiście był to... Argentyńczyk. Nestor Scotta dokonał tej sztuki 7 sierpnia 1971 roku na słynnym Morumbi w dziesiątej minucie meczu Sao Paulo z Gremio Porto Alegre.

PS Karę dla Luisa Suareza uważam za skandaliczną. Nie chodzi mi o czteromiesięczny zakaz gry, który moim zdaniem jest oczywiście słuszny. Za absurdalny uważam za to czteromiesięczny całkowity zakaz treningów. Ciekawe jaka jest wykładnia takiego karomierza. Pierdzącym w stołek oficjelom łatwo wydaje się takie wyroki.

PS1 Jeśli zastanawiacie się co zrobić z dzisiejszym popołudniem, z powodu braku meczów zaczynacie się jednostajnie kiwać - mam na to sposób. Zapraszam Was do Forum w Gliwicach przy ul. Lipowej. Z Zygmuntem Anczokiem, najwybitniejszym lewym obrońcą w historii polskiej piłki nożnej porozmawiamy o śląskim futbolu, Brazylii i mistrzostwach świata. Początek o godz. 17. Spotkanie towarzyszy wystawie „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej – wczoraj i dziś. Sport i polityka na Górnym Śląsku w XX wieku”.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

poniedziałek, 03 marca 2014
Putin działa na szkodę rosyjskiej piłki

Wiadomo, że zamęt na Krymie porusza cały świat, każdy boi się co będzie dalej (jedna z moich koleżanek tak się stresuje, że nie może z tego powodu jeść). Jest jednak ktoś kto może na tej sytuacji - brutalnie mówiąc - przypadkowo skorzystać. Konkretnie - reprezentacja Izraela w piłce nożnej.

Jeśli rosyjscy żołnierze nie zwiną manatków to trudno mi sobie wyobrazić żeby Rosja zagrała na brazylijskim mundialu. Podejrzewam, że FIFA zareaguje tak jak zareagowała UEFA w przed mistrzostwami Europy w 1992 roku. Wtedy Jugosławię, która wywalczyła awans na Euro w Szwecji zastąpiła Dania, która była gorsza w grupie eliminacyjnej. Jugosławia została karnie wykluczona, bo jej wojska prowadziły działania na terenie Bośni. Dania gorączkowo ściągała wtedy piłkarzy z urlopu, a potem została mistrzem Europy.

Jeśli Rosja się nie opamięta - podejrzewam, że na brazylijskim mundialu zastąpi ją drużyna z tej samej grupy eliminacyjnej, która zajęła trzecie miejsce (obok Rosji do mundialu awansowała Portugalia). Tym zespołem jest Izrael.

PS Myślę, że na dyskusję o nowym gospodarzu mistrzostw świata w 2018 roku jest jeszcze trochę za wcześnie, ale jeśli nic się nie zmieni FIFA będzie musiała się zastanowić także i nad tym problemem.

PS1 Jeszcze słówko o gali 50-lecia GieKSy. Zupełnie zapomniałem napisać o czymś co mnie najbardziej zachwyciło. Każdy klub na gali jubileuszowej może to powtórzyć!

PS2 W naszej mundialowej zabawie czas na literkę H. Uwierzycie? Nie ma żadnego Argentyńczyka (tylko dwóch na rezerwie)

bramkarz

Hellstroem - SWE - 1970 - 1974 - 1978

obrońcy

Hanappi - AUT - 1950 - 1954(3)

Haan - HOL - 1974(2) - 1978(2)

Happel - AUT - 1954(3) - 1958

Hong Myung-Bo - KOR - 1990 - 1994 - 1998 - 2002

pomocnicy

Hoeness - GER - 1974(M)

Hagi - ROM - 1990 - 1994 - 1998

Hoddle - ENG - 1982 - 1986

napastnicy

Hurst - ENG - 1966(M) - 1970

Hidegkuti - HUN - 1954(2) - 1958

Henry - FRA - 1998(M) - 2002 - 2006(2) - 2010

trener: Herberger - GER - 1938 - 1954(M) - 1958(4) - 1962

Brałem pod uwagę także: Hadżibegicia, Hallera, Hamanna, Hamrina, Hassana, Heinzego, Heintzego, Heisserera, Helvega, Hickersbergera, Holzenbeina, Houghtona, Housemana, Hrubescha,  Hunta

Rywalem Herbergera byli Hidalgo, Hiddink, Hodgson.

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

poniedziałek, 13 stycznia 2014
Michel Platini ma krótką pamięć

Już dawno nikt mnie tak nie zniesmaczył jak Michel Platini. Szef UEFA publicznie skrytykował dziś wybór Cristiano Ronaldo na najlepszego piłkarza Europy. Nic ma nic do rzeczy fakt, że obecna formuła Złotej Piłki jest skandaliczna i od dawna się z nią nie zgadzam. Platini z racji zajmowanej funkcji powinien jednak wybór uszanować, a nie płaczliwie nadawać w obronie rodaka Francka Ribbery'ego.

Szef UEFA chciałby aby nagroda przypadała piłkarzowi za konkretne osiągnięcia. Platiniemu można jednak zadać tylko jedno pytanie - stosując dokładnie te same kryteria, które on sam chciałby stosować: za co właściwie dostał Złotą Piłkę w 1983 roku? Rok 1984 - to oczywiste, był fantastyczny, rok 1985 - też by się pewnie dało obronić. Ale rok 1983?! Z kadrą nic nie osiągnął, bo nie musiał - awans do ME jako gospodarz Francja miała przecież w kieszeni. Z klubem czyli Juventusem Turyn nawet mistrzostwa Włoch wtedy nie zdobył (lepsza była przecież Roma)... Owszem został królem ligowych strzelców. Ale o samych golach - patrząc na tegoroczne osiągnięcia CR7 - lepiej w ogóle nie mówmy... Stosując argumenty szefa europejskiej piłki: czyż z szacunku dla nagrody nie powinien był z niej pan Platini w 1983 roku od razu zrezygnować?

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum