niedziela, 14 sierpnia 2016
Radość Tychów. Milik to widział

Byłem dziś na meczu GKS-u Tychy z Górnikiem Zabrze. Nie ma chyba większej ekstazy tłumów kiedy zwycięstwo przynosi dosłownie ostatnia akcja a sędzia już nawet nie wskazuje na środek. Musielibyście zobaczyć ten szał i usłyszeć ten ogromny krzyk, który wzbił się aż do nieba. Nic dziwnego; pierwszy raz w dziejach Tychy wygrały ligowy mecz z Górnikiem!

Mecz idealnie dla tyszan się zaczął i idealnie skończył. W środku nie było tak słodko, choć mogło, ale Jakub Świerczok spartolił drugiego karnego - świetnie w tym przypadku spisał się bramkarz Górnika Mateusz Kuchta. Tego pierwszego, w 2. minucie Świerczok wykorzystał bezbłędnie. Przy drugim coś wcześniej szepnął mu były gracz Górnika, a teraz kolega z drużyny Maciej Mańka. Byłem ciekaw co więc spytałem o to obrońcę GKS-u.

- Powiedziałem Kubie żeby absolutnie nie strzelał tego drugiego karnego tak samo jak pierwszego. Nie posłuchał, ale to nie znaczy, że nie potrafi dobrze strzelać karnych - powiedział Mańka.

Z tymi karnymi to ciekawa sprawa. Dotąd wykonywał je Łukasz Grzeszczyk (przy okazji: znowu podobała mi się jego gra. Dużo widzi, wie co chce zagrać, potrafi nieszablonowo podać. A co najwazniejsze - już teraz nie wymachuje z dezaprobatą rękami po nieudanych zagraniach kolegów), więc na pomeczowej konferencji padło pytanie: czy Jakub Świerczok ma już tak mocną pozycję, że kiedy sędzia dyktuje karnego on po prostu zabiera piłkę i strzela? - Tajemnica szatni - odparł wymijająco trener Kamil Kiereś. Jedno jest pewne: Świerczok się nie oszczędzał, do szatni schodził z potężną bulwą na czole. Spytałem go skąd to - okazało się, że uderzył rywala w tył głowy przy wyskoku. Wyglądał jak po dziesiątej rundzie zawodowej walki.

A zabrzanie? Nie przypominali drużyny, która tak świetnie w ostatnim meczu poderwała się do gry z Legią, ale Marcin Brosz nie wie czy tamten mecz miał wpływ na dyspozycję w dzisiejszym spotkaniu. Podkreślił, że generalnie fizycznie zabrzanie przygotowani byli dobrze.

No, może poza Igorem Angulo, który wszedł w drugiej połowie. Założyłem się, że ten facet strzeli w sezonie dla zabrzan dużo goli i byłem ciekawy zdania trenera Brosza na temat Baska. Wyszło na to, że szkoleniowiec też jest przekonany o jego przydatności. Piłkarz - zanim trafił do Zabrza - był uważnie obserwowany i przy angażu przeważyło zdanie, że jego piłkarska klasa przyniesie KSG wiele korzyści. Napastnik trenuje z Górnikiem od 9 dni i na razie jego forma fizyczna nie jest idealna. Niemniej uważni obserwatorzy dzisiejszego meczu mogli dostrzec jego kilka zagrań przerastających poziom zaplecza polskiej ekstraklasy. Jedno jest pewne - to nie jest chyba klasyczny środkowy napastnik, który tylko czeka na podanie. Angulo potrafi również rozegrać.

O losy Górnika można byłoby być spokojnym gdyby dołączył do niego zawodnik oglądający ten mecz z trybun. Gdyby pięć lat temu ktoś by nam powiedział, że w 2016 roku - kiedy Górnik będzie spadał z ekstraklasy, prawie równocześnie Arkadiusz Milik będzie przechodził za wielowielowielokrotność budżetu zabrzan z Ajaksu do Napoli - zapewne nie uwierzylibyśmy.

A przecież właśnie w piłce zdarzają się rzeczy, które przed chwilą nie śniły się najbardziej błyskotliwym filozofom. Choćby to, że po trzech kolejkach pierwszej ligi Górnik będzie na przedostatnim miejscu. 

PS Zdziwiło mnie tylko jedno: że na tyskim stadionie nie pękła bariera 10 tysięcy ludzi. Jeśli Górnik nie wypełnił stadionu to kto ma szansę? Pewnie powalczą Zagłębie i GieKSa.

21:58, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (8) »
sobota, 04 czerwca 2016
Tychy mają problem

GKS Tychy awansował dziś do pierwszej ligi po zwycięstwie ze Stalą Mielec. Zdecydował o tym gol zdobyty po fantastycznym strzale z dużej odległości. Rezerwowy Stepan Hirśkyj ma piorunujące uderzenie. Gratulacje do Tychów!

                                        ***

Czas na świętowanie, ale dla Tychów najlepiej byłoby gdyby ktoś w ogóle jednak nie świętował, ale zwrócił uwagę na pewien problem. O co chodzi?

Żeby zbudować we futbolu coś trwałego potrzebne są trzy elementy: porządny stadion, świetni kibice i drużyna, która potrafi grać w piłkę. W latach 80. i 90. widziałem wiele zespołów, które grać potrafiły, ale i tak występowały na rozlatujących się stadionach przy garstce widzów. Wtedy wydawało mi się, że nigdy się to nie zmieni...

Tymczasem minęło trzydzieści lat i problem się... odwrócił. W Tychach stoi już rewelacyjny, idealnie skrojony na potrzeby stadion, publika liczna i fantastyczna (przyszło dziesięć tysięcy ludzi, którzy potrafili zrobić hałas). Niestety poziom gry - piszę to z przykrością - był słaby. W meczu o taką stawkę spodziewałem się więcej. Bynajmniej nie więcej "walki" i "zaangażowania", ale więcej czegoś prozaicznego: mądrych podań, porządnych przyjęć piłki i groźnych strzałów.

Niestety; mimo wywalczonego awansu poziom gry był moim zdaniem zawstydzający. 

Nie chcę być czarnowidzem psującym święto. Mogłem się oczywiście mylić w ocenie więc po meczu o wrażenia spytałem tyską legendę czyli Kazimierza Szachnitowskiego, wicemistrza Polski z 1976 roku. Był... rozczarowany. - Nie ma dobrej drużyny. Przed następnym sezonem potrzeba wzmocnień czyli co najmniej pięciu zawodników do pierwszego składu, gotowych do gry - uważa "Ayala".

Wiadomo, że ważny będzie sposób podjęcia decyzji jakich piłkarzy ściągnąć do Tychów. Szachnitowski uważa, że nie może to być przeprowadzone tak jak za Hajty kiedy ściągano piłkarzy polecanych przez tamtego szkoleniowca bez żadnej weryfikacji. Decyzja powinna być podjęta na podstawie spostrzeżeń i obserwacji wielu ludzi, skautingu. 

Problem w tym, że tyski skauting jest w powijakach...

                                       ***

Bardzo ciekawi mnie jak tyszanie rozwiążą ten problem. Oczywiście w przyszłym sezonie nie muszą wcale bronić się przed spadkiem, ale wiadomo, że kiedy jest dobrze chce się coraz więcej: Kazimierz Szachnitowski marzy o awansie po awansie, takie przypadki się przecież zdarzały. Trudno mi jednak obecną drużynę GKS-u wyobrazić sobie w ekstraklasie już w sezonie 2017/18. 

Niemniej w bardzo udanej jednodniówce wydanej z okazji 45-lecia GKS-u prezes Grzegorz Bednarski pytany gdzie widzi GKS na pięćdziesiąte urodziny (czyli w 2021 roku) odpowiada, że chciałby by piłkarze powalczyli o medal w ekstraklasie! Taki plan nakreślił jeszcze Łukasz Jachym prezes GKS-u grającego w czwartej lidze (to ten sam, który na wszystkie mecze reprezentacji Polski jeździ z dobrze widoczną dużą faną "Tychy").

Pięć lat temu taki plan wzbudzałby u mnie ironiczne wzruszenie ramion. Dziś jestem w stanie uwierzyć, że to możliwe. Jeden warunek: trzeba zbudować dobrą drużynę. To łatwiejsze jeśli jest już odpowiedni stadion i odpowiednia publiczność. A o to Tychy nie muszą się martwić.

PS I liga w następnym sezonie będzie wyjątkowo ciekawa. Nie pamiętam takiej od lat. Gwarantuje to niezwykły zestaw uczestników: GKS-y tyski i katowicki, Górnik z Zabrza, Zagłębie z Sosnowca, Podbeskidzie z Bielska-Białej... Będzie się działo!

21:03, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (8) »
środa, 30 grudnia 2015
Nie rozumiem skąd płacz nad Warszawą

Wiadomo już jakie miasta w Polsce będą gościć mistrzostwa Europy do lat 21 w 2017 roku. Okazuje się, że wbrew pierwotnym założeniom organizatorów zabraknie wśród nich Warszawy. To dlatego, że  - jak się słyszy tu i ówdzie - Legia chciała zbyt dużo pieniędzy za wynajem obiektu przy Łazienkowskiej. 

Nie mam pojęcia czy to prawda i właściwie w ogóle mnie to nie obchodzi. Dziwi mnie jedynie uważanie gdzieniegdzie decyzji UEFA za "kontrowersyjną". Choćby w kontekście historii tej imprezy.

W 2011 roku ME U-21 odbyły się w Danii. Wśród miast-organizatorów nie było Kopenhagi, finał odbył się w Aarhus.

W 2009 roku ME U-21 odbyły się w Szwecji. Wśród miast-organizatorów nie było Sztokholmu, finał odbył się w Malmo.

W 2007 roku ME U-21 odbyły się w Holandii. Wśród miast-organizatorów nie było Amsterdamu, finał odbył się w Groningen.

W 2006 roku ME U-21 odbyły się w Portugalii. Wśród miast-organizatorów nie było Lizbony, finał odbył się w Porto.

W 2004 roku ME U-21 odbyły się w Niemczech. Wśród miast-organizatorów nie było Berlina, finał odbył się w Bochum.

W 2002 roku ME U-21 odbyły się w Szwajcarii. Wśród miast-organizatorów nie było Berna, finał odbył się w Bazylei.

Co mogę dodać? Wydaje mi się, że idealnym stadionem na rozegranie finału jest obiekt w Tychach. Piękny i nowoczesny. Zapraszamy.

PS A poza tym czekamy na pierwszą reprezentację Polski na Stadionie Śląskim.

13:56, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (17) »
sobota, 22 sierpnia 2015
Strojenie fochów i matematyka

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę oglądał śląskie derby na trzecim poziomie rozgrywek w towarzystwie ośmiu tysięcy ludzi, do tego w superkomfortowych warunkach - wyśmiałbym go.

Tymczasem dziś w Tychach doznałem przyjemnych dreszczy. Mecz z Polonią Bytom stał się okazją do pielgrzymek pod nowiutki stadion ze wszystkich stron miasta. Jakby Jan Paweł II z pielgrzymką przyjechał. Ostatni raz takie tłumy pod stadionem pamiętam we Lwowie przed meczem Niemcy - Dania w 2012 roku.

8197 widzów to nowy rekord odkąd trzeci poziom rozgrywek nazywa się "druga liga". W biciu rekordów tym razem pomaga, uważam, paradoks. Oczywiście nikt nie chciał spadku Tychów do drugiej ligi, ale właśnie teraz można przyzwyczaić ludzi do... zwycięstw. Otwarto nowy stadion, tyszanie w tej chwili są na miejscu premiowanym awansem. Wszystko dlatego, że zwyciężanie w drugiej lidze jest znacznie łatwiejsze i może sprawić, że wychodzenie na mecz (często całymi rodzinami) mogłoby stać się w Tychach stałym zwyczajem. To chyba najlepszy moment żeby tak się stało. Czy w tym mieście narodzi się niespotykane dotąd zjawisko społeczne? Ciekawy jestem czy tyszanom uda się jeszcze bardziej wyśrubować to i tak niezwykłe - jak na polskie warunki - osiągnięcie.

Z dzisiejszego wieczoru w Tychach zapamiętam dwa zagadnienia.

Pierwsze - postawa Łukasza Grzeszczyka. To bardzo ciekawy piłkarz z dużymi umiejętnościami - przypuszczam, że poradziłby sobie na wyższym szczeblu rozgrywek. W ostatnich trzech ligowych meczach zdobył pięć bramek, dziś Polonii wbił wyjątkowo efektowną. W zrobieniu większej kariery może mu jednak przeszkodzić - tfu, tfu, odpukać - pewna paskudna przywara. Otóż Grzeszczyk ma brzydki i przede wszystkim szkodliwy dla siebie zwyczaj... strzelania focha kiedy koledzy źle podadzą mu piłkę albo kiedy zmarnują jego dobre podanie. Gestykuluje wtedy, robi miny. To dla piłkarza nie jest dobre w momencie kiedy jest na dorobku. Jeśli rozzłości większość kolegów może zacząć się to odbijać na wspólnej grze. Najbardziej straci Grzeszczyk.

Drugie - pomeczowa konferencja prasowa. Chodzę na takie konferencje od 22 lat, ale pierwszy raz w życiu usłyszałem w ich trakcie tak niezwykłe zdanie dotyczące analizy meczowej. "W pierwszej połowie brakowało nam nałożenia matematycznego na gości" - powiedział trener gospodarzy Kamil Kiereś

Fajnie, że mogę uczyć się całe życie.

PS Życie jest naprawdę piękne kiedy człowiek może sobie na własne oczy zobaczyć dwa mecze w ciągu jednego dnia. Wcześniej byłem bowiem w Chorzowie na meczu Ruchu z Niecieczą. O Omedze wspominam już tylko pro forma.

Bardzo zaciekawił mnie sposób gry gospodarzy w tym meczu. Nie był dotąd jakoś jaskrawo widoczny, ale dziś ewidentnie widzieliśmy chorzowską tiki-takę. Niebiescy elegancko klepali sobie piłkę między połową a polem karnym rywala, bardzo często wymieniali podania z pierwszej piłki. Okazało się, że wymienili prawie 150 podań więcej od rywali (dokładnie 552:409)!* Aż zagadnąłem o to po meczu Waldemara Fornalika. - Klepanie klepaniem, ale nie chodzi wcale o sztukę dla sztuki. Chodzi o to że ma to czemuś służyć, że piłkarz musi wybrać ten jeden dogodny, najlepszy moment żeby nagłym podaniem stworzyć dogodną sytuację. W takim kierunku chciałbym podążać - wyjaśnił trener.

* dane dzięki uprzejmości Ekstraklasy. Uzyskałem je ze statystyk, które dostaję od T-Mobile Stats.

23:28, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (8) »
wtorek, 14 lipca 2015
Przy wyjściu ze stadionu będzie na Was czekać gazeta

Dziennikarze sportowi mają szczęście, że są dziennikarzami sportowymi. Dzięki temu regularnie spotykają ich przygody. Dla nas największą przygodą jest wgłębianie się w niezwykłe historie i ich opisywanie albo rozmowy z ludźmi, którzy wiedzą co mówią.

Chcę Wam jednak opowiedzieć o przygodzie innego rodzaju. Dla niej jestem nawet gotów zrezygnować z uczestnictwa w otwarciu nowego stadionu w Tychach oraz bytności na meczu GKS-u z 1.FC Koeln.

Otóż właśnie z tej okazji przygotujemy dla Was niezwykły numer gazety. Kibice, którzy będą wychodzić z tyskiego stadionu po sobotnim meczu z Koeln dostaną bowiem pamiątkową gazetę właśnie z... tego spotkania!

W pamiątkowym egzemplarzu znajdziecie nie tylko m.in. dużo zdjęć oraz opis zakończonego właśnie meczu, ale także intrygującą opowieść Wojtka Todura o perełkach tyskiego stadionu albo niezwykłe wspomnienie Piotra Zawadzkiego dotyczące legendarnego starcia między tymi dwoma zespołami w 1976 roku i oddające klimat tamtych czasów.

Fragment tekstu Piotra:

„Tyszanie wystąpili w nowych strojach otrzymanych na miejscu od przedstawicieli firmy „Puma”. Na koszulkach widniał wielki napis „GKS”, nikt w polskiej lidze nie mógł się pochwalić równie efektownymi kostiumami. Każdy z piłkarzy, oprócz kompletu strojów, dostał jeszcze dres, buty i firmową torbę. Kapitan zespołu Marian Piechaczek wspomina: - Graliśmy przeciw Koeln w nowych butach, przez to część z nas poobcierała sobie stopy. Ja nie, bo miałem na to sposób. Ubierałem buty i wchodziłem do ciepłej wody.”

Dla dziennikarzy tworzących taką futbolową gazetę to pamiętne ale i mocno stresujące przeżycie. Wiem o tym, bo już raz, w 2001 roku, robiłem z kolegami taki numer i wiem, że warto. Obawa czy wszystko się uda i nerwy sprawiały wprawdzie, że czułem pulsowanie w skroni i drżały mi ręce, ale potem była pełnia szczęścia. Kiedy się udało czułem, że żyję.

Czternaście lat temu przygotowaliśmy na identycznych zasadach specjalne wydanie zaraz po meczu Polska-Norwegia. To po tamtym spotkaniu awansowaliśmy na mistrzostwa świata do Korei i Japonii. Po raz pierwszy w historii polscy kibice o awansie piłkarzy do mundialu dowiedzieli się z gazety natychmiast po decydującym meczu kiedy wychodzili ze stadionu i czekali na tramwaje rozwożące ich po Śląsku.

Pamiętam, że wtedy było naprawdę bardzo nerwowo. A wszystko przez... Marcina Żewłakowa. Pod koniec meczu mieliśmy tytuł "Jest awans!" i wynik Polska - Norwegia 2:0. Już miała zapaść decyzja o druku, gdy w 89. minucie Żewłakow strzelił trzecią bramkę dla Polski. Musieliśmy wszystko wstrzymać i szybko na kolumnie zmienić wynik. Po ostatnim gwizdku sędziego zasapani wysłaliśmy osiem kolumn do drukarni. Nasi koledzy błyskawicznie przygotowali matryce i maszyna drukarska ruszyła* pełną parą. Kwadrans potem cały nakład był już gotowy. W Tychach na zakończenie druku czekali policjanci. O godz. 20 radiowóz na sygnale torował naszym kolporterom drogę do Katowic. Mieliśmy szczęście, bo po meczu kibice długo jeszcze czekali na stadionie i cieszyli się ze zwycięstwa. 10 tys. egzemplarzy specjalnego wydania "Gazety" rozeszło się w mig.

Numer podziwiali m.in. ówczesny wiceprezes PZPN Zbigniew Boniek i norwescy dziennikarze. - No, no... Popatrzcie państwo - zwrócił się do swojej świty zaskoczony Maciej Płażyński, ówczesny marszałek Sejmu, pokazując specjalne wydanie. Najlepszy polski hokeista Mariusz Czerkawski udzielając wywiadu, na moment przerwał go, aby przyjrzeć się gazecie.

W katowickim hotelu pamiątkowe egzemplarze czekały w pokojach na bohaterów wieczoru - piłkarzy reprezentacji Polski. Obsługa hotelowa zlitowała się nad Norwegami. - Nie daliśmy im gazety, bo byłoby im przykro - tłumaczyła wtedy pani z recepcji.

Teraz postanowiliśmy zrobić powtórkę z rozrywki. Będzie o tyle łatwiej, że drukarnia mieści się w Tychach zaledwie o dziesięć rzutów kamieniem od stadionu.

Drodzy kibice. Kiedy opuścicie stadion - rozglądajcie się dookoła. Będziemy Wam rozdawać pamiątkę. Warto będzie zachować ją w domowym archiwum.

PS Kupiliśmy sobie drona. Chłopaki z redakcji zrobiły nim genialne zdjęcie tyskiego stadionu. Tychy naprawdę mają z czego być dumne!

PS1 A poza tym Omega pozdrawia Tychy.

PS2 Takie zdarzenia nie mogą jednak odbywać się często. Zbyt wielu ludzi odpowiedzialnych za koordynację umarłoby na zawał serca.

PS3 Świetny pomysł Ruchu Chorzów na stroje wyjazdowe. Re-we-lac-ja!

*nie znoszę potworków językowych. Kiedy czytam, że "ruszają" jakieś mistrzostwa albo "rusza" jakaś sprzedaż - denerwuję się. Ale kiedy rusza maszyna - jestem spokojny:)

19:27, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (13) »
niedziela, 07 czerwca 2015
Czasami warto trzymać język za zębami

Każdy ma prawo do publicznego wypowiadania się na tematy futbolowe. Czasami jednak warto uważać, bo można wpaść w pułapkę. Najlepiej widać to na przykładzie trenera, który jest komentatorem, ale ciągle chciałby być trenerem.

Idealnym przykładem do zademonstrowania takiej pułapki jest Tomasz Hajto. Jako zawodnik zawsze był znany z tego co mówi, w przeszłości grał w uznanych klubach. Jest z tej generacji, która od dawna ma pretensje, że nie jest właściwie wykorzystywana w polskim futbolu, a dzięki swoim doświadczeniom i talentom mogłaby mu wiele dać. Jako trener Hajto chce pokazać, że się nadaje.

W przeszłości łatwo więc obarczał winą różnych ludzi za różne sprawy. Było tego dużo, bo to człowiek bezkompromisowy, nasuwają mi się na myśl jego wypowiedzi na temat przegranych eliminacji do ostatnich mistrzostw świata. Winił za nie choćby Waldemara Fornalika i... Antoniego Piechniczka [u którego zresztą jako piłkarz debiutował w reprezentacji].

W wywiadzie dla "Faktu" Hajto rzekł: "To w dużej mierze Antoniemu Piechniczkowi zawdzięczamy klęskę w eliminacjach. Pora panie trenerze wyjść i publicznie przyznać się do błędu. To przecież pan forował Fornalika. Trzeba w końcu otwarcie powiedzieć - przepraszam, pomyliłem się, jestem odpowiedzialny za to, co się stało".

Człowiek zawsze nabiera pokory w chwilach trudnych. Nie warto bezlitośnie chłostać poprzedników jeśli chce się zająć w przyszłości ich miejsce. Hajto w żenujący sposób wywrócił się właśnie w Tychach gdzie w fatalnym stylu spadł z drużyną do II ligi [bardzo fajną analizę na ten temat przedstawia Wojtek Todur, polecam]. Stało się to dokładnie w tym samym czasie kiedy wyszydzany przez niego Fornalik w beznadziejnej sytuacji wybronił Ruch przed spadkiem do I ligi. Przed chwilą było blisko żeby się spotkali na jednym poziomie ale fachowość Fornalika i błędy Hajty sprawiły, że teraz patrzą na siebie z oddali dwóch poziomów.

Dla Tychów ten spadek to prawdziwe nieszczęście. Nie tylko dlatego, że zespół, który był budowany perspektywicznie, mający w przyszłości zaatakować awans do ekstraklasy zsunął się w całkowicie odwrotnym kierunku. Także dlatego, że zespół żegna się z ligą akurat w chwili przeprowadzki na nowoczesny stadion - żal jest więc podwójny albo potrójny. Osobiście wolałbym żeby Tychy grały na najwyższym szczeblu rozgrywek, bo chętnie widziałbym ośmiozespołową kolonię górnośląską w szesnastozespołowej polskiej ekstraklasie. Kiedy takie były proporcje polski futbol był wyjątkowo silny.

Na to przyjdzie jednak jeszcze poczekać. GKS Tychy pod wodzą Tomasza Hajto zawiódł na całej linii. Mimo to Hajto, który ma dwuletni kontrakt, chce powalczyć o powrót. Teraz nikt nie musi czekać aż wychyli się ze swoich katakumb. Od razu kaja się i szybciutko mówi o własnej winie.

To bardzo ambitny człowiek. Chyba warto umożliwić mu naprawę tego co spieprzył, chyba warto pozwolić mu pracować z GKS-em Tychy dalej. Oczywiście tyscy decydenci muszą zdawać sobie sprawę z jednego: nie ma żadnych gwarancji, że w 2016 roku Tychy nie wylądują w czwartej lidze. W końcu to tylko futbol.

PS Gratulacje dla Zagłębia Sosnowiec i Rozwoju Katowice. Już nie mogę się doczekać pierwszoligowych derbów w następnym sezonie. Będzie się działo!

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

16:01, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (12) »
środa, 21 maja 2014
Tyska petarda

Wydawać by się mogło, że opisanie trzech lat z dziejów jednego klubu piłkarskiego jest ryzykownym pomysłem na dobrą książkę.

Tymczasem mój redakcyjny kolega Piotrek Zawadzki udowadnia, że jest całkowicie odwrotnie! Ba; gdyby istniała klasyfikacja na najlepszą książkę o trzech latach z dziejów jakiegokolwiek klubu na świecie - właśnie tej przyznałbym bez wahania pierwsze miejsce. To najlepsza rzecz dotycząca śląskiej piłki jaka ostatnio została napisana.

Piotr jest tyszaninem, wychował się na osiedlu A, mieszkał tam ćwierć wieku. Nie dziwcie się więc, że był oczywiście na pierwszym meczu GKS-u Tychy w ekstraklasie. Jako pierwszy rywal przyjechał Lech Poznań, Piotrek usiadł razem z ojcem na głównej trybunie. Potem chodził już sam albo z kolegami. Najczęściej za bramkę, bo tam były najtańsze miejsca...

Dla nastolatka to musiałby być magiczne chwile. Piotr był świadkiem zdumiewającej  - wydawać by się mogło, że wręcz nieprawdopodobnej historii klubu, który zaledwie trzy lata po powstaniu wszedł do ekstraklasy, a zaraz potem zdobył rozpędem wicemistrzostwo Polski! A wszystko w czasach kiedy Polska potrafiła ograć Brazylię albo Argentynę (wątek argentyński za chwilę jeszcze będzie:) - czyli w okresie kiedy nasi piłkarze naprawdę potrafili grać w piłkę i nie jest to żadna ściema!

GKS był czymś najlepszym co mogło się zdarzyć Piotrowi, ale i Piotr bym kimś najlepszym kto mógł się zdarzyć GKS-owi. Dlaczego? Ta opowieść napisana jest z wyjątkowym wdziękiem a nie o każdej książce traktującej o futbolu można tak powiedzieć. Bo chodzi o to żeby sympatia do klubu nie przerosła sposobu oddania tej sympatii na papier.

Piotrkowi - jako zawodowcowi - świetnie się udało. Czyta się to znakomicie! Powstała niezwykła opowieść o starych dobrych latach 70. - tym bardziej niecodzienna, że autor dotarł do wielu uczestników i świadków, piłkarzy, trenerów, działaczy i członków ich rodzin tamtych niezapomnianych wydarzeń. Na dzisiejszym spotkaniu promującym książkę Piotrek wspólnie z niezapomnianym Kazimierzem "Ayalą" Szachnitowskim zastanawiał się kto miał dłuższe włosy - on czy jego słynny pierwowzór Ruben Ayala z San Lorenzo - klubu, któremu kibicuje papież Franciszek (wyszło, że jednak Szachnitowski - o 8 centymetrów)*. Z kolei Antoni Piechniczek, który jeszcze jako trener BKS-u Bielsko-Biała próbował zabrać awans Tychom, przypominał, że przed słynnym meczem na Stadionie Śląskim z NRD w eliminacjach mistrzostw świata w 1982 roku ostatni sprawdzian polska reprezentacja przegrała właśnie z... GKS-em Tychy!

Ogromną zaletą tej książki jest również fantastyczny materiał zdjęciowy, archiwum udostępnili autorowi dawni piłkarze i ich rodziny. Jakby tego było mało - do książki dołączono niezwykłą płytę CD z niektórymi meczami GKS-u Tychy w ekstraklasie, Pucharze Polski i Pucharze UEFA (gdybyście jej gorączkowo szukali - jest przyczepiona na wyklejce z tyłu)**.

Świetna rzecz!

Gdyby ktoś chciał powspominać tamte niezwykłe czasy - polecam otwarte spotkanie promujące książkę, które odbędzie się w Muzeum Miejskim przy ul. Katowickiej w sobotę o godz 15. Kto ma czas niech wpadnie. Warto posłuchać Piotra opowiadającego o tyskiej drużynie...

Piotr Zawadzki, "GKS wicemistrzem jest! Opowieść o tyskiej drużynie wszech czasów"

PS Nie tak daleko od muzeum rośnie tyski stadion. Może wiecie, może nie wiecie - na razie zbudowano go w 26 procentach. Całość ma zamknąć się w 128 milionach zł brutto. Obiekt ma być oddany do użytku w czerwcu 2015 roku. Planami i wizualizacjami jestem zachwycony. Wygląda na to, że piętnastotysięczne cudeńko będzie najpiękniejsze w Polsce w kategorii małych stadionów - myślę, że będzie piękniejszy nawet od obiektu Cracovii, który tak uwielbiam.

A skoro tyszanie będą mogli cieszyć się takim cackiem nie wypada żeby grała tam byle jaka drużyna. A więc?

PS TUTAJ tyski Ayala martwi się obecnymi wynikami, po dzisiejszym cennym zwycięstwie w Nowym Sączu jest jednak szansa, że GKS nie spadnie z I ligi:)

PS1 Dziś historia mundialowa krótka i węzłowata. Czas na jedyną dwucyfrówkę! Najbardziej zdumiewa mnie w niej fakt, że facet, który strzelił w tym meczu trzy gole w ciągu sześciu minut nie strzelił ich... jednego po drugim! Ktoś zdołał go jeszcze przedzielić!:)

Warto zobaczyć ten filmik. Także dla węgierskiego niezapomnianego komentarza:)

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

*okazuje się, że ksywkę Szachnitowskiemu wymyślił red. Jan Ciszewski.

**nie wiem czy na płytce znajduje się rozmowa red. Wojciecha Zielińskiego z tyskimi piłkarzami przygotowującymi się do występów w Pucharze UEFA przeciw 1.FC Koeln. Tamte wywiady miały niezaprzeczalny urok, wtedy kamera wyraźnie peszyła świetnych przecież piłkarzy, który odpowiadali cicho, niewyraźnie, półsłówkami. Ale jeszcze dziś budzą tym zawstydzeniem niekłamaną sympatię - jakże oni byli autentyczni! Może wstydzili się redaktora? Zieliński podczas odbywających się niewiele wcześniej igrzyskach w Montrealu przeprowadził brawurową relację z wielkiego finału siatkarzy, w którym Polska pokonała Związek Radziecki 3:2. Nic dziwnego, że też załapał się na "przejście do legendy":)

23:54, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (7) »
środa, 23 października 2013
Odkurzacz Arkadiusza Piecha [WIDEO]

Dzisiejszy mecz w 1/8 finału Pucharu Polski między GKS-em Tychy a Zagłębiem Lubin utwierdził mnie w przekonaniu, że piłka nożna jest sportem znacznie trudniejszym od innych dyscyplin zespołowych. Trudność polega między innymi na zachowaniu koncentracji. Czasem wystarczy tylko dwie sekundy dekoncentracji i jest już po wszystkim, już niczego nie da się naprawić.

To właśnie przytrafiło się dziś Tychom. Podejrzewam, że przytrafiło się dokładnie w momencie kiedy w głowach tyskich piłkarzy zaświtała nieśmiała myśl, że może dojdzie do dogrywki czyli trzynaście minut przed końcem...

Tyszanie do tej chwili walczyli bardzo dzielnie, byli nieustępliwi a i szczęście do tego momentu im dopisywało. Na Górnym Śląsku trzeba jednak wiedzieć, że kiedy na chwilę spuszcza się z oka Aleksandra Kwieka do spółki z Arkadiuszem Piechem to potem śpiącej drużynie może przytrafić się już tylko coś takiego:



W piłce nożnej nie wolno zasnąć nawet na chwilę. Aż do końca. To zasadny truizm...

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

16:12, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 marca 2013
Co nowy papież ma wspólnego z Tychami

Czas wykazać związki nowego papieża z piłkarskim Górnym Śląskiem. Oczywiście istnieją;) Żeby je zauważyć trzeba wykonać trzy kroki.

a) jak wiadomo Franciszek kibicuje San Lorenzo =>

b) jak wiadomo gwiazdą San Lorenzo w pierwszej połowie lat 70. był chyżonogi napastnik Ruben Ayala=>

c) jak wiadomo właśnie taką ksywkę nosi bardzo popularny u nas piłkarz w latach 70. Chodzi o Kazimierza Szachnitowskiego, asa GKS-u Tychy. Wszystko ze względu na friz, który i ja lubię.

C.b.d.u;))))

                                           %

Fajnie, że nowy papież zna i rozumie futbol. Wiadomo, że Argentyńczyk wobec Najwspanialszego Sportu Świata nie może być obojętny więc od razu wypatrywałem wieści komu kibicuje. Nie zawiódł mnie Czytelnik jakas1, właśnie od niego wczoraj dowiedziałem się, że Franciszek jest fanem San Lorenzo. "Kibice rywali już żartują, że San Lorenzo ma więcej papieży niż Copa Libertadores - którego nigdy nie zdobyli".

To też charakteryzuje nowego papieża. Mógłby być fanem większych klubów z metropolii Buenos Aires tym czasem wybrał drużynę z - jak na warunki argentyńskiej stolicy - drugiego szeregu, choć oczywiście z sukcesami, ponad stuletniego. Może wybrał ten klub, bo założył go ksiądz?

San Lorenzo de Almagro ma bogatą historię pełną wspaniałych piłkarzy. Nawet takich, którzy jako zawodnicy San Lorenzo zdobywali mistrzostwo świata (Jorge Olguin). Wcześniejszych legend oczywiście nie brakuje (Jose Sanfilippo), a i obecne gwiazdy światowych boisk mają z tym klubem wiele wspólnego (Ezequiel Lavezzi).

Chciałbym zauważyć, że przyjmując piłkarską terminologię papież Franciszek jest swego rodzaju oriundo.

Oriundi to piłkarze z Ameryki Południowej, zwłaszcza z Argentyny, którzy mają włoskie korzenie i po naturalizacji grali dla reprezentacji Włoch. Przykładem jest Luis Monti, pierwszy piłkarz, który zdobył dwa medale mistrzostw świata. W 1930 roku był wicemistrzem z Argentyną, cztery lata później - mistrzem z Włochami. Pełna lista oriundi - TUTAJ.

Rodzina Bergoglio ma również włoskie korzenie.

Wydaje się, że argentyńskie danie podlane włoskim sosem daje we futbolu najlepsze efekty (przykładem włoskie rodziny, które zadomowiły się w Argentynie czyli familie Maradonów i Messich).

Czy podobne efekty da w kościele?

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

09:20, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (21) »
środa, 12 grudnia 2012
Trzydzieści miesięcy do raju

Gdybym miał wskazać jeden obiekt, którego na Górnym Śląsku wstydziłem się najbardziej byłby to stadion GKS-u Tychy.

Okoliczności oglądania meczu w tamtym miejscu były kuriozalne. Niewiarygodne, że stadion istniał tylko 40 lat (powstał w 1971 roku), bo wyglądał jakby miał 140. Nie znam drugiego miejsca w którym dach osłaniałby jedynie trawę, a kibice siedzieli wszędzie tylko nie pod dachem. Dziwaczny był fakt, że działająca po przeciwnej stronie restauracja wychodziła na trybunę (trybuna to oczywiście słowo na wyrost) i można było zjeść schabowszczaka patrząc na mecz w tragicznych pod względem architektonicznym okolicznościach przyrody. Działacze nie mieli łatwo, kiedyś zdarzyło mi się na tym stadionie pójść na siłownię, bo ogłoszono, że właśnie tam, wśród sprzętów, odbędzie się konferencja prasowa:)

Ś.p. Piotr Buller właściciel efemerycznego Sokoła Tychy (do dziś pamiętam złote klamki w drzwiach siedziby jego Giełdy Towarowo-Pieniężnej przy katowickiej ul. Moniuszki i zdjęcie z papieżem na biurku) tak mówił mi przed piętnastu laty o tyskim stadionie:

"Możemy teraz przyspieszyć przebudowę stadionu. Przede wszystkim dokończymy remont trybuny głównej. Będą tam krzesełka, wzmocniona zostanie konstrukcja dachu. Wybudujemy również hotel. Będzie z cegieł, bo mam cegielnię. Trzeba także odnowić płytę boiska, po zimie jest ona w fatalnym stanie. Baza treningowa pozostawia na razie wiele do życzenia, ale na łąkach za stadionem powstaną dwa boiska treningowe." 

Nic z tych słów nie stało się ciałem (boisko treningowe powstało, ale już nie za Bullera). Architektoniczny potworek stał i niszczał. Ale posiadanie architektonicznego potworka ma i dobre strony. Można zburzyć go w całości i bez żalu za czymkolwiek. I tak właśnie stanie się w Tychach. 

Wiem, że jest u nas w Polsce wielu przeciwników budowania nowych stadionów, nawet zaglądają na tego bloga:) Ale niech na chwilę otworzą klapki i przyznają, że w Tychach mają wyjątkowo rozsądny pomysł: będzie tam piękny, stosunkowo tani (129 mln zł) i odpowiadający potrzebom stadion (15 tysięcy pojemności to w sam raz na tyskie potrzeby, nawet patrząc perspektywicznie).

Najważniejsze, że nie ma już odwrotu: właśnie podpisano umowę na realizację projektu. Zresztą spójrzcie sami: czyż nie jest wspaniały?! Za 30 miesięcy będziemy w raju.

PS Omega też jest pod wrażeniem.

08:43, pavelczado , GKS Tychy
Link Komentarze (21) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum