wtorek, 07 marca 2017
Peru, Peru, Peru. Albo Kamerun

Super wiadomość!

Jeśli modernizacja Stadionu Śląskiego będzie przebiegać zgodnie z planem, a reprezentacja Polski wygra eliminacje mistrzostw świata jest szansa, że biało-czerwoni wkrótce zagrają w Chorzowie mecz towarzyski. Jeszcze w tym roku!

Jak dowiedział się Czadoblog chodzi o termin, w którym rozgrywane będą baraże o grę na mundialu (9-11 listopada lub 12-14 listopada). Jeśli Polska wygra eliminacje nie będzie musiała w nich brać udziału. Trener Adam Nawałka chciałby wtedy ten termin wykorzystać. W grę wchodziłaby rywalizacja z drużyną spoza Europy. Mogłaby to być reprezentacja Peru, ewentualnie któraś z drużyn afrykańskich, prawdopodobnie Kamerun. Przypomina Wam się Espana'82?:)

Dziś był na Śląsku Janusz Basałaj, szef departamentu ds. mediów i komunikacji w PZPN. - Rzeczywiście, powstał taki pomysł. Oczywiście, gdyby wszystko poszło jak należy, Śląski musiałby zdążyć z modernizacją. Dobrze byłoby gdyby wcześniej odbył się tam jakiś mecz piłkarski żeby sprawdzić czy wszystko spełnia odpowiedni poziom. Śląski to ważny stadion dla polskiej piłki, sam byłem w Chorzowie na wielu pamiętnych meczach Polski. Pierwszy raz na meczu z Portugalią w 1977 roku - powiedział mi Janusz Basałaj, którego złapałem w pociągu z Katowic do Warszawy.

piątek, 22 lipca 2016
Przestadion

Dziś mija 60 lat od otwarcia Stadionu Śląskiego. Drugiego takiego nie ma.

Nie wierzycie? Który stadion ma tak niezwykły korytarz prowadzący z szatni na murawę gdzie krzyk widowni brzmi z oddali jak narastający grzmot jeżący piłkarzom włosy na głowie? Gdzie indziej 70-letnia fanka futbolu widząc przed sobą ten właśnie stadion uklękłaby i z czcią ucałowała ziemię w podzięce, że znów może zobaczyć mecz w Świątyni Futbolu?*

Czy gdziekolwiek indziej podczas meczu międzypaństwowego po faulu na naszym bramkarzu w sąsiedztwie polskiej bramki pojawiło się dwóch oburzonych widzów po to żeby go... pomścić? Czy gdziekolwiek indziej mógłby powstrzymać ich rezerwowy zawodnik łapiąc jednego z nich wpół szepcząc przy tym do ucha: „Tutaj bracie, jesteś niepotrzebny”?

Czy gdzieś indziej w dniu meczowym publiczność mogła pożreć na stadionie 9 ton wędlin, 12 ton krupnioków, 100 tysięcy bułek, 2 tysiące pączków i wypić kilkadziesiąt tysięcy butelek napojów orzeźwiających?

Na którym innym stadionie kibice potrafili po meczu zostawić pod ławkami 50 tysięcy butelek po wódce a na trybunach w trakcie spotkania nieznani sobie ludzie bratali się z rozanieleniem ściskając ze łzami w oczach?

Czy gdziekolwiek indziej przy rozsadzaniu kamienistego podłoża niecki stadionu podczas jego budowy minerzy zużyli 6 ton dynamitu? Czy gdziekolwiek indziej zużyto na ławki aż 110 km listew drewnianych? Na którym stadionie ułożono przeszło 20 km betonowych krawężników? Czy przy budowie jakiegoś innego piłkarskiego obiektu ktoś taki jak Gerard Cieślik taszczyłby belki i nosił kamienie? Czy podczas budowy jakiegoś innego stadionu nagle ku zdumieniu budowlańców trysnęło na trybunie... tajemnicze źródełko?

Który inny polski stadion może się pochwalić, że właśnie na nim trzy razy piłkarze wywalczyli awans do mistrzostw świata?
Czy na jakimś innym stadionie w Polsce nasza reprezentacja zdołała pokonać Anglię albo Holandię? Który inny polski stadion widział tylu zdobywców Złotej Piłki? Czy któryś nasz inny stadion oglądał tak wspaniałe bramki Pelego? Czy gdziekolwiek indziej piłkarze reprezentacji Polski zagrali oficjalny mecz mając na piersiach... czerwone orzełki na białym tle?

Czy przed meczem międzypaństwowym na jakimś innym stadionie działaczy zajmujących się dystrybucją biletów zrozpaczeni kibice bez wejściówek próbowali przekupić... czekoladą?

Czy na którymś stadionie w Polsce rozbłysło wcześniej elektryczne światło? Na którym stadionie przygrywała górnicza orkiestra na 1500 muzyków? Czy gdziekolwiek indziej śpiewało 2000 chórzystów?

Na którym innym naszym stadionie polski żużlowiec zdobył mistrzostwo świata? Na jaki inny polski stadion przyszło 80 tysięcy kibiców na zwykły ligowy mecz? Czy gdzie indziej 70 tysięcy kibiców witało na mecie Ryszarda Szurkowskiego, który na Śląskim dwukrotnie wygrywał Wyścig Przyjaźni, zwany „śląskim Wyścigiem Pokoju”?

Czy na jakimś innym stadionie tłum odśpiewał „Boże coś Polskę” ze stojącym na środku płyty Lechem Wałęsą na pół roku przed wprowadzeniem stanu wojennego?

Czy gdziekolwiek indziej przerwa między pierwszą a drugą połową wydłużyła się aż o pięć minut dlatego, że zawodniczki jednej z drużyn pokłóciły się w szatni i nie potrafiły dojść do porozumienia zapominając przy tym, że trzeba wyjść na mecz?

Na którym innym stadionie Sting potrafiłby tak pięknie zaśpiewać „Roxanne”? Gdzie indziej James Hatfield z Metalliki potrafiłby tak pięknie zanucić „Nothing Else Matters”? Na którym innym stadionie Bono z U2 ukląkł z wrażenie przed publicznością i dziękował za zaproszenie? Gdzie w Polsce zgromadzonym na płycie aż tak przechodziły ciarki przy „Californication” Red Hot Chili Peppers?
Wierzcie mi: mógłbym pisać w tym stylu wiele godzin - ale to nie ma sensu. Ten kto kocha Stadion Śląski - nie musi być przekonywany, że większej gwiazdy wśród polskich stadionów nie ma. A nieprzekonanych i tak nie przekonam.

Dlatego mogę skończyć ten wpis tylko w jeden sposób: "do zobaczenia na Śląskim podczas meczów reprezentacji Polski albo lekkoatletycznych mistrzostw Europy lub świata".

PS Właśnie na Stadionie Śląskim doszło do dwóch najbardziej chuligańskich wybryków w kibicowskim życiu Czadobloga, które zdarzyły się we wspaniałych latach 80. Nie liczę perfidnego wykorzystywania znajomości istotnego miejsca - z oczywistych względów z nikim tą wiedzą się nie podzieliłem - gdzie w zasłoniętym krzewami stadionowym ogrodzeniu brakowało kiedyś pręta i w związku z tym ktoś tak szczupły jak przyszły Czadoblog mógł zaliczyć za darmo kilka fajnych meczów w latach 80. Chodzi raczej o przemycenie na stadion flagi na zabronionym sztylu (przerzuciliśmy ją przez płot), a także rzucenie z wściekłością (bo akurat wynik był bardzo zły) z korony stadionu... oranżady w woreczku (kiedyś takie sprzedawano). Poleciała w dół wypełnionych trybun i rozprysła się na plecach Bogu ducha winnego kibica. Cały był w lepkiej cieczy i tak mną to wstrząsnęło, że zawstydzony coś sobie obiecałem: nigdy więcej chuligańskich wybryków na żadnym stadionie. 

Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie szczerze żałuję. 

* 71-letnią wówczas Czesławę Wojciechowską z Sopotu, która od lat 50 jeździła na mecze piłkarskie i oglądała między innymi słynny zwycięski mecz ze Związkiem Radzieckim poznałem pod Stadionem Śląskim w 1997 roku

poniedziałek, 07 grudnia 2015
Kocham górną trybunę zachodnią, poziom +3

Moja miłość do Stadionu Śląskiego nabrała nowych wymiarów. Od dziś uwielbiam go jeszcze bardziej - za widok z górnej trybuny zachodniej, poziom +3. Z takich miejsc mecze mógłbym oglądać zawsze!

Byłem dziś na wycieczce po tym sanktuarium. Już wiadomo, że wkrótce wróci do życia. Serce zacznie znowu bić w połowie 2017 roku. To oznacza, że post scriptum będzie trzeba zmienić. Są plany żeby po otwarciu przeprowadzić trzy ważne imprezy: zawody lekkoatletyczne (o nieustalonym jeszcze charakterze), duży koncert rockowy oraz - tadaaaaaaaaaaaam - mecz reprezentacji Polski! Czyż to nie wspaniałe?

Lada dzień zakończy się montaż największego dachu w Europie. Na własną odpowiedzialność wlazłem na niego i podszedłem do samej krawędzi. Czułem dreszcze! Z bliska mogłem zobaczyć te nieszczęsne krokodyle przez które było tyle zachodu.

Życie jest piękne.

                                                 * * *

Jak być może wiedzą niektórzy z Was - napisałem z Beatą Żurek biografię Antoniego Piechniczka. Jestem dumny z pewnej prawidłowości - otóż książka podoba się akurat tym, którzy ją przeczytali. Wszyscy, którym się nie podoba - nie przeczytali:)

Przeczytał ją pisarz Wojciech Kuczok (gratulacje z okazji narodzin syna!). A co sądzi? Oto jego recenzja (możecie się z niej dowiedzieć jak dał potomkowi na imię:)

PS W związku z radością przeżytą na Śląskim dziś peesowi odpuszczam. 

czwartek, 02 lipca 2015
Messi na Stadionie Śląskim. Chcielibyście?

Przyznaję, że na tę wiadomość czekałem z drżeniem serca. Stadion Śląski to najważniejsze miejsce dla polskiego futbolu. Właśnie tu tworzyła się jego legenda, właśnie tu zakochałem się w tym sporcie. W jego obronie jestem w stanie wściekle i bez pardonu kąsać.

Cztery lata temu miała miejsce pierwsza próba podnoszenia konstrukcji dachu. Nie wytrzymały nieszczęsne krokodyle (czyli elementy mocowania dachu), w efekcie modernizacja stanęła na długo. Wielu ludzi małej wiary zaczęło poddawać w wątpliwość jej sens. Gdyby trwająca od dwóch tygodni druga próba nie powiodła to naprawdę nie wiem co byłoby dalej. Bałem się.

Na szczęście operacja właśnie dziś zakończyła się sukcesem. Pacjent przeżył. O szczegółach przeczytacie TUTAJ.*

Władze województwa zaczynają więc z wyprzedzeniem planować harmonogram imprez, stadion ma zostać otwarty w drugim kwartale 2017 roku. Trochę zaskakuje mnie, że nie są pewne czy uda się ściągnąć reprezentację Polski. Że co?!

PZPN na pewno pomoże. Nie ma przecież Stadionu Śląskiego bez reprezentacji Polski i nie ma reprezentacji Polski bez Stadionu Śląskiego. To naczynia połączone.

Jest dużo czasu żeby powalczyć o mecze reprezentacji. Przeciwnik musi być godny. Z nieśmiałością, ale i z dużym wyprzedzeniem zaproponuję: na powtórne otwarcie Stadionu Śląskiego zaprośmy najlepszą drużynę świata.

Co prawda w międzyczasie minie idealny pretekst czyli czterdziesta rocznica poprzedniego starcia między tymi drużynami na Stadionie Śląskim (24 marca 1976 roku), w której debiutował w kadrze choćby Zbigniew Boniek, ale co tam. Wtedy przyjechali Kempes z Menottim i dwa lata później zdobyli mistrzostwo świata. Może teraz przyjadą Messi z Martino i powtórzą wyczyn?

Mecz z Argentyną w kwietniu albo maju 2017 roku byłby dla Górnego Śląska niezwykłym wydarzeniem. Świadczyłby o tym, że nasz region nie jest wykluczony z wielkiego futbolu.

Czego Państwu i sobie życzę.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

* możecie obejrzeć też najnowsze fotki. To będzie bardzo piękny obiekt. Już nie mogę się doczekać.

środa, 05 marca 2014
Jerzy Engel też tęskni za Stadionem Śląskim

- Chciałbym żeby na Stadionie Narodowym było jak kiedyś na Stadionie Śląskim. Tam, kiedy przyjeżdżali goście wiedzieli, że będzie ciężko, wiedzieli jaka będzie atmosfera. Dziś tego nie mamy. Mamy ciche trybuny - powiedział Jerzy Engel w przerwie meczu Polska - Szkocja, który odbył się w stolicy. Jego zdanie w tej sprawie jako warszawiaka i jednocześnie trenera, który zdobył awans do mistrzostw świata właśnie na Stadionie Śląskim można uznać za ważkie.

Stadionowi Narodowemu serdecznie życzę żeby też osiągnął kiedyś doskonałość. Ten obiekt niekoniecznie zawsze musi być szczęśliwy, nikt od niego tego nie wymaga. Fajnie jednak byłoby żeby czasem był piłkarzom choć trochę pomocny...

Co do meczu - bardzo podobały mi się dziś koszulki reprezentacji Polski. Byłyby jeszcze piękniejsze gdyby miały drugi czerwony pas ale poprzeczny;) Przypominam, że pewna świetna drużyna grała już w takich strojach w sezonie 2007/08...

PS Świat jest mały. Dziś reprezentacji Polski kapitanował piłkarz, który mógł grać w... GKS-ie Katowice. Zdradza ten fakt trener, który chciał go sprowadzić na Bukową kiedy tamten był nieznanym zawodnikiem. W międzyczasie piłkarz stał się znany i dziś jest gwiazdą Bundesligi. Z kolei trener przestał być trenerem, został profesorem, potem nawet rektorem, przy okazji prezesem Tomasza Sikory a jutro zostanie... szefem Górnika Zabrze. Szczegóły w bardzo ciekawym wywiadzie Maćka Blauta - TUTAJ.

PS1 Kontynuujemy zabawę: dziś najlepsza mundialowa drużyna złożona z piłkarzy zaczynających się na J.

bramkarz

Jaszin - ZSR - 1958 - 1962 - 1966(4)

obrońcy

Janvion - FRA - 1978 - 1982(4)

Jonquet - FRA - 1958(3)

Janas - POL - 1982(3)

Jarni - JUG/CRO - 1990 - 1998(3) - 2002

pomocnicy

Jansen - HOL - 1974(2) - 1978(2)

Jeremies - GER - 1998 - 2002(2)

Jara - AUT - 1978 - 1982

napastnicy

Jairzinho - BRA - 1966 - 1970(M) - 1974(4)

Jerković - JUG - 1962(4)

Jair - BRA - 1950(2)

trener: Aime Jacquet - FRA - 1998(M)

Brałem pod uwagę także: Jaksicia, Janesa, Jenningsa, Cliffa Jonesa, Cobi Jonesa, Jongbloeda, Jordana, Jorginho, Josimara, Juana, Julio Salinasa.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

piątek, 27 grudnia 2013
Kolejny stereotyp o Deynie: gwizdy na Stadionie Śląskim

Wśród części warszawiaków panuje niezrozumiałe przekonanie, że na Górnym Śląsku nie docenia się, ba - wręcz nienawidzi Kazimierza Deyny. To oczywista bzdura, nie sposób jednak nie prostować stereotypów wokół tego znakomitego zawodnika. Jeden już wyprostowałem, czas na drugi.

Chodzi o słynne gwizdy wobec Deyny, które miały miejsce 29 października 1977 roku na Stadionie Śląskim. Przypomnę znane fakty: kapitana polskiej reprezentacji w paskudny sposób wygwizdano w trakcie meczu decydującym o awansie na argentyński mundial. W meczu z Portugalią Deyna strzelił gola bezpośrednio z rzutu rożnego. Ten gol dał Polsce remis, a remis dał awans. 

W części środowisk stołecznych gwizdy uznano za symbol. "Symbol" w kuriozalny sposób żyje własnym życiem aż do dziś.

Po pierwsze: w poważnych reportażach poważnych reportażystów - jak słusznie zauważył Andrzej Gowarzewski - można znaleźć informację, że na Górnym Śląsku rozprowadzono zaledwie 27 procent biletów na ten mecz. 3/4 publiki przyjechało spoza województwa katowickiego.

Po drugie: od 1969 roku do meczu z Portugalią Deyna wystąpił na Stadionie Śląskim z orzełkiem na piersi siedem razy (jedno z tych spotkań - z olimpijską reprezentacją Brazylii nie wlicza się do oficjalnego bilansu). Tymczasem wcześniej nigdy na niego na Stadionie Śląskim nie gwizdano.

Nasuwa się więc proste pytanie: dlaczego doszło do tego tym razem?

Po mojemu na pewno nie dlatego, że na Górnym Śląsku nie szanowało się Deyny. To nieprawda; doceniało się jego klasę. Deyna nie był typem gwiazdora, który chlapał co mu ślina na język przyniesie. Nie powiedział nic kontrowersyjnego względem Górnego Śląska między poprzednim meczem na Stadionie Śląskim w którym grał a spotkaniem z Portugalią.

Po mojemu na pewno nie dlatego, że Deyna był symbolem ówczesnej klasy sportowej Legii. Trzeba przypomnieć, że w tym czasie Legia nie znaczyła w polskiej lidze nic. Była zwykłym przeciętnym zespołem. Dowody? Przez trzy sezony poprzedzające mecz z Portugalią nie była w stanie wspiąć się nawet do pierwszej piątki.

sezon 1974/75 - 6 miejsce. Przegrała wtedy choćby nie tylko z ROW-em Rybnik (w lidze - Deyna grał), ale i z rezerwami ROW-u Rybnik (w PP - Deyna nie grał)

sezon 1975/76 - 8 miejsce. Najbardziej wbija się w pamięć 0:6 ze Szombierkami

sezon 1976/77 - 8 miejsce. Najbardziej wbija się w pamięć 1:4 z Odrą Opole (honorowy gol Deyny).

Po mojemu na pewno nie dlatego, że zwycięstwo z Legią dla śląskich zespołów było wówczas czymś nadzwyczajnym.

Ostatnim spotkaniem przed meczem z Portugalią była ligowa gra z Odrą Opole na Łazienkowskiej. Odra wygrała 1:0. Ostatni gol ze stałego fragmentu gry przed meczem z Portugalią Deyna wbił w ligowym meczu z Polonią Bytom na Łazienkowskiej. Polonia wygrała 2:1.

Nasuwa się więc tylko jedno wytłumaczenie. Legia w Polsce była po prostu symbolem znienawidzonego komunistycznego reżimu, klubem wojska, które stało na straży tego reżimu. Ludzie zaczynali mieć dość komuny, czuli do niej wstręt i powoli przestawali się bać się go wyrażać. Przypomnę, że to w 1977 roku na ekrany wszedł "Człowiek z marmuru" Andrzeja Wajdy, to w 1977 roku miała miejsce w Krakowie wielka demonstracja po pogrzebie zamordowanego studenta Stanisława Pyjasa.

Wiadomo, że na trybunach piłkarskiego meczu najłatwiej okazać nastroje związane nie tylko z meczem. Wydaje mi się, że Kazimierz Deyna oberwał odłamkiem jako najlepszy piłkarz tego zespołu. Oczywiście było to zdarzenie niesprawiedliwe i niezasłużone. Ale podkreślmy z mocą: antagonizmy górnośląsko-stołeczne nie miały nic do faktu wygwizdania Kazimierza Deyny w październiku 1977 roku.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS1 Nieudolne próby obracania wymowy tego wpisu w żart, które zapewne pojawią się w komentarzach poniżej będą wymownym dowodem frustracji tych, którzy ciągle wierzą w "symbol". Pozbawienie tej wiary wprawi w rozpacz stąd poniższa frustracja. Merytorycznych kontrargumentów podtrzymujących ''symbol" przy życiu jednak nie będzie. 

PS2 Skoro o Legii mowa - ostatnio wyszła o niej fajna książka. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Legia aż tak dużo meczów rozegrała w pucharach...

wtorek, 05 marca 2013
Syf

Zaczyna narastać we mnie przerażenie związane ze Stadionem Śląskim. Niektórzy z Was pewnie wiedzą, że mam hopla na punkcie tego obiektu od 2 września 1981 roku. Ojciec zabrał mnie wtedy na mecz reprezentacji Polski z RFN-em. Właśnie wtedy ten widoczny wówczas z daleka wspaniale oświetlony stadion sprawił, że jako bajtel pokochałem piłkę nożną. Od tego momentu Śląski uwielbiam niezmiennie i nieprzytomnie. Dlatego w związku z przedłużającą się modernizacją najpierw czułem rozdrażnienie, potem wściekłość. Teraz zaczynam niestety czuć głównie przerażenie. I rozpacz.

Coś mi mówi, że o Stadionie Śląskim jeszcze niejednokrotnie usłyszymy. Niestety nie w związku z organizacją kolejnego meczu piłkarskiego.

Na razie mogę jedynie obwieścić, że niedawno uprawomocnił się wyrok sądu w pewnej sprawie. Chodzi o to, że Politechnika Krakowska została zmuszona wyrokiem do przeproszenia katowickiego Zakładu Projektowania i Wdrożeń. Chodzi o wydanie opinii w sprawie Stadionu Śląskiego. "Nie było podstaw do stwierdzenia, że opiniowany projekt posiada braki i błędy, które mogłyby doprowadzić do katastrofy budowlanej gdyby był on realizowany."

Żeby było jasne: Zakład Projektowania i Wdrożeń realizował jeszcze poprzedni projekt modernizacji Śląskiego. Ten, który obowiązywał za Mariana Dziurowicza. Z tego co wiem umowa z Zakładem była skonstruowana tak, że nie dało się jej zerwać. No chyba, że posiadałby braki i błędy...

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

wtorek, 27 listopada 2012
Stadion Śląski zmartwychwstaje!

To informacja jeszcze nieoficjalna, ale na tyle pomyślna, że warto podzielić się nią z Czytelnikami Czadobloga. Otóż jest już gotowa ekspertyza w sprawie Najwspanialszego Stadionu w Polsce.

Przynosi dobre wieści: z obliczeń naukowców wynika, że dach został zaprojektowany dobrze, a winne potwornemu zamieszaniu są jednak nieszczęsne żeliwne krokodyle, czyli elementy łączące liny dachu, bo ''nie zastosowano odpowiednich parametrów materiałowych odlewów'' (nie pytajcie Czadobloga co to właściwie znaczy, on tym razem cytuje bez zrozumienia:)

To ważna informacja, bo wyklucza niebezpieczeństwo błędu już w fazie projektowej, a co to właściwie oznaczało kiedy cała reszta poza dachem była już właściwie gotowa - nie muszę chyba tłumaczyć.

Ponadto oznacza to moim zdaniem, że mecze eliminacji do następnych mistrzostw Europy prawdopodobnie będziemy mogli oglądać już na naszym kochanym Stadionie Śląskim.

Czego sobie i Państwu życzę.

PS A poza tym Omega.

piątek, 12 października 2012
Z czym kojarzy mi się mecz Polska - Anglia

Reprezentacja Polski zagra dziś z Republiką Południowej Afryki, ale i tak prawie wszyscy rozmawiają o spotkaniu z dumnymi synami Albionu. Dotychczas widziałem w swoim życiu cztery mecze Polska - Anglia (w 1989, 1993, 1997 i 2004 roku, z tego najważniejszego, który odbył się w 1973 roku mam tylko bilet). Arena wszystkich prawidłowa: Stadion "Magnificus" Śląski.

Widziałem słynne burdy po których zamknięto obiekt na własne oczy. Z tamtego meczu zapamiętałem jednak dwa inne obrazki.

Pierwszy: siedziałem przy schodach i w przerwie meczu minął mnie znany z widzenia załęski bandzior i kieszonkowiec. Pamiętam, że się go bałem, chodził o kilka klas wyżej do tej samej budy co ja (tylko kilka klas wyżej jedynie dlatego, że kilka razy siupnął). Kiedy mnie mijał zacierał ręce i rzucając do kumpla ''mecz meczem, ale czas do roboty''...

Drugi: był wtedy taki ścisk na trybunach, że wychodząc tłum mnie sprasował, a kiedy zostałem wypluty ledwie żywy przed wyjście miałem na szyi... szalik reprezentacji Polski. Nawet nie wiedziałem komu go oddać. Wisi u mnie do dziś. No i sprawdziłem czy mam portfel;

Oprócz tego zapamiętałem jeszcze mecz z 1999 roku, który w zbójecki sposób został przeniesiony do Warszawy i ostatecznie na Stadionie Śląskim się nie odbył. Złamano wtedy podjęte ustalenia. W marcu 1999 roku zarząd PZPN uchwalił, że mecz odbędzie się we wrześniu na modernizowanym Śląskim. Ówczesny trener reprezentacji Janusz Wójcik zabiegał jednak żeby mecz odbył się w Warszawie. Twierdził, że stadion Legii jest szczęśliwy dla reprezentacji. Ostatecznie prezydium zarządu PZPN wybrało więc stadion Legii. Śląski mógł wtedy pomieścić prawie 32 tys. kibiców, stadion Legii - 7,5 tys. Na Legii padł remis 0:0, awans właściwie przepadł. Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że warszawscy gospodarze bardzo się wtedy postarali. Robili co mogli i mecz mogło zobaczyć aż 15 tysięcy ludzi.

W XXI wieku mecz Polska - Anglia kojarzy mi się raczej ze świetną bibą w hotelu Katowice. W 2004 przy okazji tego meczu doszło do spotkania dawnych gwiazd reprezentacji Polski (trzeba przyznać, że PZPN, który to wszystko zorganizował, się wtedy spisał). Na bankiet do hotelu Katowice przyjechało ponad 80 reprezentantów kraju z lat 1945-80. Wielu z nich z Niemiec i Francji, gdzie od lat mieszkali na stałe. Dzięki imprezie mogłem poznać nestora w tamtym gronie, 85-letniego wówczas Tadeusza Hogendorfa, byłego piłkarza dawno nieistniejącej legendarnej Pogoni Katowice, który mieszkał w Rzeszowie (w latach 1947-49 zagrał 6 meczów w reprezentacji Polski jako zawodnik ŁKS-u Łódź). Piłkarze widzieli wtedy kolegów z boiska często po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat. Czasem na widok starych kumpli wzruszenie odbierało głos. Po bankiecie starsi panowie razem obejrzeli mecz na Stadionie Śląskim.

PS Omega żałuje, że choć raz nie była na tym obiekcie.

PS1 Pan Hogendorf zmarł w 2010 roku.

PS2 Mam nadzieję, ludzie, że nie idziecie dziś spać! O godz. 2 w nocy w eliminacjach MŚ gra najlepsza drużyna świata. W dodatku z odwiecznym rywalem...

czwartek, 08 grudnia 2011
Co Śląskiego nie zabije to go wzmocni

Generalnie wyjątkowo pechowa i niefortunna jest trwająca już siedemnasty rok z przerwami przebudowa Stadionu Śląskiego. Żeby dokładne dać rzeczy słowo trzeba podkreślić, że właściwie to ''modernizacja, która przepoczwarzyła się w modernizację modernizacji''.

Wszystko zaczęło się dokładnie 20 września 1994 roku, a końca nie widać... Niedługo pełnoletni kibice nie będą pamiętać Śląskiego na którym by czegoś nie przebudowywano. W dodatku wszystko ciągle się ślimaczy, ciągle pojawiają się nowe problemy. Józefa Bąka, dyrektora Stadionu Śląskiego sprzed kilkunastu lat możnaby uznać za wizjonera: - Nie wiem, ile potrwa całkowity remont, może 15 lat, może mniej albo więcej. Nie potrafię też powiedzieć, ile to może kosztować... - mówił w 1994 roku.

Z perspektywy czasu widać, że wszystko mogło potoczyć się inaczej. Zwolennicy nowoczesności twierdzą, że przecież od razu można było budowac stadion typowo piłkarski, taki bez bieżni. Dziś łatwo to powiedzieć, bo patrzymy na świat przez pryzmat obiektów właśnie wybudowanych. Nie przypominam sobie jednak głośnego upominania się o to żeby Śląski był przede wszystkim futbolowy dokładnie w 1994 roku. Nie przypominam sobie ANI JEDNEGO GŁOSU w tej sprawie.

Teraz kolejna sprawa dobija Śląski, powoduje, że coraz częściej wspominając stadion powtarza się jednocześnie słowo ''fatum''. Dla mniej jednak najważniejszy jest fakt, że Urząd Marszałkowski województwa śląskiego patrzy na remont zdroworozsądkowo. Owszem zapowiada się proces, wielka bitwa prawników, ale to nie przesłania faktu dla mnie w tym momencie najważniejszego: Stadion Śląski ma być dokończony.

To najlepsza informacja z tych, które dotyczą naszego Ukochanego Kolosa. Co go nie zabije to go wzmocni. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Proszę  - skończmy to wielkie dzieło, zaprośmy Argentynę na otwarcie, a potem zajmijmy się innymi sprawami i będzie git.

PS Omega pozdrawia Stadion Śląski.

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum