sobota, 29 października 2016
Teraz będzie przepięknie i słodko

Niespodzianki nie było. Zbigniew Boniek nadal prezesem PZPN, co wieszczyłem już w sierpniu. Teraz będzie przepięknie i słodko. Sukcesy polskiej piłki nadchodzą. 

Władza jest po to żeby po nią sięgać. Normalne. Jeśli są jakieś ograniczenia, które władzy przeszkadzają trzeba je zmieniać. Normalne. Tym razem mam na myśli na przykład ograniczenia wypływające z jakiegoś głupiego porządku. Demokracja jest dla osłów.

Kto wymyślił taką bzdurę żeby prezes PZPN mógł pełnić urząd tylko dwie kadencje? Trzeba to ewidentne zmienić. Już zaproponował to Michał Listkiewicz, ale moim zdaniem to pomysł trafiający najwyżej w ósemkę, nie w dziesiątkę. Serwilistą też trzeba umieć być...

Lud obecnie kocha, wielbi, gratuluje. Dlaczego z tego więc nie korzystać i przy powszechnym aplauzie nie pójść dalej?

Mam pomysły jak należy usprawnić władzę. Niech to ogłosi jakiś zaufany. Może Andrzej Padewski, szef Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej? Wygląda na to, że to postać dużego formatu. 

Po pierwsze: należy wprowadzić jedną dwudziestoletnią kadencję szefa PZPN. We futbolu wszyscy wiedzą, że tylko konsekwencją można coś osiągnąć a przecież najlepszym przyjacielem konsekwencji jest czas.

Po drugie: należy wprowadzić kombinowana zasadę dominatu z końca III wieku. Dioklecjan wiedział co robi. Czyli: po dwudziestoletniej kadencji Zbigniew August Boniek wyznacza swego następcę na kolejną dwudziestoletnią kadencję. Byłżeby to Maciej Cezar Sawicki, już dziś gdzieniegdzie przyodziewany w purpurę? Tego żadną miarą nie mogę przewidzieć.

Powiecie, że Dioklecjan całkowicie zerwał z pozorami republiki, wprowadzając jawną władzę absolutną i dworski ceremoniał. Zbigniewowi Bońkowi na tym moim zdaniem nie zależy. To jego siła. Proskineza nie zostanie więc zapewne wprowadzona, prezesowi nie są bowiem do niczego potrzebne ceremoniał i obrządek władzy. 

Jedno jest pewne. Przy Zbigniewie Bońku na pewno rozkwitną osoby z potencjałem. Taki pan Padewski... Prezes Dolnośląskiego Związku Piłki Nożnej naprawdę umie się znaleźć. To cenna umiejętność: uważnie zerkać kiedy patron otwiera usta w szerokim uśmiechu by wyprzedzić go własnym rechotem. Jestem przekonany, że Padewski, który właśnie został wiceprezesem PZPN ds. zagranicznych wprowadzi polską dyplomację futbolową na szerokie europejskie tory. Pod jego przewodnictwem osiągnie ona nowy, dynamiczny rys, zniknie ta głupia polityczna poprawność.

Czy wpis Padewskiego na twitterze po wyborze Zbigniewa Bońka to tylko początek nowej ery futbolowej dyplomacji? Jestem pod wrażeniem wymiany tweetów. Po wyborze Boniek bowiem zaćwierkał: 

"Specjalne ukłony dla CK [Cezarego Kucharskiego] i RM [Radosława Majdana] nikt w życiu mi tak nie pomógł, grazie."

A Padewski na to przymilnie odćwierknął:

"JW [Józef Wojciechowski] powinien rozstrzelać tych panów. Bez specjalnego sądu. Dołożyłbym jeszcze Krecinę i niejakiego Smagora, Potoka, Baryło, Kłosa."

Padewski tego chyba nie przemyślał. Kiedy się rozstrzeliwuje jest hałas. Może lepiej udusić? August kazał na przykład Cezariona udusić. Ale kogo to właściwie obchodzi? Dla Padewskiego zapewne najważniejsze, że jego tweeta Boniek zalajkował.

17:28, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (8) »
środa, 26 października 2016
Wybory

Wkrótce wybory na prezesa PZPN, traktuję je całkowicie beznamiętnie.  

Zastanawiają mnie jednak dwie sprawy.

Po pierwsze:

Według niektórych dziennikarzy Zbigniew Boniek zmiażdży Józefa Wojciechowskiego. To całkiem możliwe, nie wiem. Ale jedno mnie zastanawia: dlaczego w takim razie ci sami dziennikarze w tak bezpardonowy i często pozamerytoryczny sposób atakują Wojciechowskiego? Nie mówię o krytyce. Mówię o atakach - powtórzę - pozamerytorycznych. Oczywiście są to dziennikarze, którzy nawet nie zakwiczeli kiedy Wojciechowskiemu rzeczywiście należała się krytyka. Za to, że w 2008 roku zlikwidował Polonię Warszawa a na jej miejsce ściągnął do naszej stolicy Dyskobolię Grodzisk, której zmienił nazwę na "Polonia Warszawa" - było to zapisane w ostatnim akapicie jednego z giełdowych komunikatów. Niestety: wtedy krytykował tylko Czadoblog. Nawet kibicom Polonii się wówczas podobało... Teraz nie widzę powodów do krytyki, tymczasem hejt wylewa się ku uciesze gawiedzi.

Obecne zachowania niektórych dziennikarzy próbuję wytłumaczyć sobie na chłopski rozum i nie potrafię: gdyby obecna kandydatura Wojciechowskiego na szefa PZPN była jedynie egzotyczna i całkowicie nieistotna to mnie zwyczajnie byłoby szkoda czasu w ogóle się nią zajmować! W myśl zasady: "ciszej nad tą trumną." Tymczasem jego kandydatura budzi jednak namiętności. Dlaczego? Czyżby nie była aż tak egzotyczna jakby niektórzy chcieli ją przedstawiać?

A może jeśli publicznie i mainstreamowo przedstawi się ją jako egzotyczną, przekona to niezdecydowanych jeszcze wyborców, że lepiej się nie ośmieszać?

Po drugie:

Tak po ludzku ciekawi mnie ile w ostatnich latach PZPN wydał na PR. A może w ogóle nie wydał? Nie wiem. Jeśli jednak wydał to chętnie porównałbym ewentualne (także zawoalowane) wydatki na ten cel za kadencji Grzegorza Lato oraz za kadencji Zbigniewa Bońka. Jeśli pieniądze szły na public relations to chętnie poznałbym listę beneficjentów z tej puli. Uważam, że tego rodzaju informacje dla dobra polskiego futbolu powinny być przez zjazdem upubliczniane.

PS Przeczytałem dziś wywiad z Sylwestrem Cackiem. Bardzo ostry i konkretny. To postawienie sprawy na ostrzu noża i nie powinno pozostawić Zbigniewa Bońka obojętnym. Prezes powinien chyba zareagować. Pewnym sprawom zaprzeczyć? Iść do sądu, bo mógł poczuć się zniesławiony? On wie najlepiej.

17:56, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (10) »
wtorek, 19 sierpnia 2014
Zbigniew Boniek niezmiennie mnie zdumiewa

Myślałem, że Zbigniew Boniek już mnie swoją skłonnością do wypinania klaty po honory nie zaskoczy a tu - proszę.

Tym razem prezes PZPN zabił mnie mocno oryginalnym stwierdzeniem. Jak sam się nie pochwalisz to już nikt inny tego nie uczyni...

- Pucharowi Polski nadaliśmy odpowiednią rangę. Kiedyś to było nic, nikt nie chciał tego organizować. Dziś marzeniem drużyn jest gra w finale Pucharu Polski - zaznaczył z mocą Zbigniew Boniek. Zakrztusiłem się...

Na ostatnim finale, który odbył się na Stadionie Narodowym w Warszawie pojawiło się 37 tysięcy ludzi. Nieważne, że duża część biletów została rozdana. Przyszli. To bez wątpienia sukces.

Jednak stwierdzenie, że kiedyś "to było nic i nikt nie chciał tego organizować" to bezczelność - co łatwo wykazać. Zrobię to przywołując trzy szybkie przykłady z pamięci.

W 1963 roku na finał PP rozgrywany na Stadionie Śląskim przyszło 70 tysięcy ludzi. W 1970 roku na finał PP rozgrywany na Stadionie Śląskim przyszło 50 tysięcy ludzi. Podobnie zresztą jak na finał PP rozgrywany na Stadionie Śląskim w 1986 roku (wśród nich był również Czadoblog). I nie były to wejściówki rozdawane po szkołach...

A teraz zajmijmy się stwierdzeniem "Pucharowi Polski nadaliśmy odpowiednią rangę". Rozumiem, że "-śmy" odnosi się do PZPN-u za czasów prezesury Bońka. 

Po pierwsze - kontrargument ogólny. Jak wytłumaczyć fakt, że to właśnie za czasów prezesury Bońka zdecydowało się, że finalista nie będzie miał prawa gry w europejskich pucharach jeżeli mistrz Polski wygra również krajowe rozgrywki pucharowe? Miejsce przejdzie wtedy na kolejną drużynę zajmującą odpowiednio wysokie miejsce w lidze. Czy to właśnie jest nadawanie pucharowi odpowiedniej rangi? A stoi za tym przecież nie kto inny jak właśnie Boniek. Tak przynajmniej wynikało ze słów sekretarza generalnego PZPN.

Po drugie - kontrargumenty szczegółowe. Jak wytłumaczyć fakt, że Wisła Puławy dobrnęła do w obecnej edycji Pucharu Polski nie rozgrywając ani jednego(!) meczu na szczeblu centralnym? Najpierw walkower, bo wycofała się Warta Poznań, potem wolny los, wreszcie walkower, bo wycofał się Kolejarz Stróże. Jak to możliwe, że w ogóle dochodzi do tego typu kuriozalnej sytuacji w tak wspaniale rozpropagowanych przez panabońkową drużynę rozgrywkach?

Albo jak wytłumaczyć inny fakt - GKS Katowice tak bardzo marzył o dotarciu na Stadion Narodowy, że tydzień temu przegrał w PP z Chrobrym Głogów wystawiając do podstawowego składu dwóch zawodników, którzy wyszli w podstawowym składzie w ligowym meczu odbywającym się kilka dni wcześniej i jednocześnie pięciu, którzy wyszli w podstawowym składzie w ligowym meczu odbywającym się kilka dni później...

Ja to bym prosił pana Bońka tylko o jedno. Fajnie, że uważa iż wzmacnia prestiż rozgrywek PP, ale niech za jego kadencji reprezentacja Polski zagra w jakiejś imprezie rangi mistrzowskiej. Tak jak miało to miejsce za jego poprzedników - Michała Listkiewicza albo Grzegorza Lato.

Panie Boniek; byłaby taka szansa?

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

17:08, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (28) »
środa, 04 czerwca 2014
Zbigniew Boniek zażądał mojej dymisji

Od lewej: Zbigniew Boniek, Dariusz Smagorowicz, Paweł Czado

Prezes PZPN przyjechał dziś na Górny Śląsk żeby spotkać się z prezesami naszych klubów. Podebatowali o problemach. Poruszono sprawę Stadionu Śląskiego, zastanawiano się czy Robert Warzycha będzie mógł jeszcze poprowadzić Górnika (czyżby nie?!). Okazuje się, że śląskie kluby chcą pod auspicjami PZPN przedstawić wspólną ofertę reklamową dla firm.

Potem odbyła się konferencja prasowa z udziałem Zbigniewa Bońka. Po zadaniu z sali kilku sympatycznych pytań na które padło parę sympatycznych odpowiedzi dorwałem mikrofon, bo chciałem dopytać prezesa co sądzi o "reformie" rozgrywek. - Teraz ekstraklasa jest trzy razy ciekawsza. Wcześniej narzekaliście, że jest stagnacja - podkreślił prezes.

Moim zdaniem regulamin powinien być tylko i wyłącznie od zapewnienia w możliwie najbardziej sprawiedliwy sposób wyłonienia mistrza Polski (i spadkowiczów).

Dlatego pozwoliłem sobie mieć inne zdanie, podyskutowaliśmy. Zwróciłem uwagę, że - co zauważył wcześniej jakas1 - aż 11 meczów odbyło się "o nic" czyli tyle co w ostatnich trzech sezonach. Prezes Boniek zauważył, że w Anglii takich meczów "o nic" jest znacznie więcej, zauważył również, że przecież w NHL albo NBA są przecież play-offy. Tam też może zdarzyć się nieparzysta liczba spotkań!

Zapytałem czy to oznacza, że w przyszłości do polskiej ekstraklasy też zostaną wprowadzone play-offy. Prezes na szczęście mnie uspokoił i stwierdził, że nie.

Po zakończeniu konferencji Zbigniew Boniek podszedł do mnie i  się uśmiechnął. - Śledzę pana i chętnie podyskutuję o tym jak powinny wyglądać rozgrywki. A jakby pan to widział? (na zdjęciu fragment naszej dyskusji, z lewej prezes PZPN, z prawej Czadoblog, przysłuchuje się Dariusz Smagorowicz, właściciel Ruchu).

Cóż, osobiście jestem za starą dobrą 16-zespołową ligą, ale nie chciałem tak odpowiedzieć szefowi PZPN, bo naraziłbym się na zarzut, że przecież polscy piłkarze muszą więcej grać (zgadzam się, ale pisałem już, że sposobem na to byłoby nie dmuchanie w dziwaczny sposób ligi a odpowiednie traktowanie Pucharu Polski czyli mecz i rewanż od momentu włączenia się do rywalizacji zespołów z ekstraklasy).

Odparłem więc panu Bońkowi, że wyjściem byłoby choćby wprowadzenie... ligi dziesięciozespołowej i system czterech rund mecz-rewanż - co dałoby w efekcie 36 kolejek. Prezes mnie wyśmiał, bo uważa, że w czterdziestomilionowym kraju liga dziesięciozespołowa to absurd. - Poza tym w jaki sposób chciałby pan zmniejszyć ligę? - spytał mnie. Uważam, że zmniejszanie ligi miałoby się odbywać moim zdaniem bezinwazyjnie czyli krok po kroku (czyli rok po roku zmniejszanie co dwa: 16-14-12-10, przy założeniu, że spadają trzy a wchodzi jeden).

Czadoblog przypuszcza, że to nie byłby taki absurd na jaki wygląda (oczywiście w kontekście tego na czym zależy prezesowi Bońkowi czyli poziomie polskiej piłki). Moje rozważania są jednak kompletnie nieistotne, bo i tak przede wszystkim działa bardzo ważny czynnik, który sprawia, że w Polsce NIGDY ligi o takim kształcie nie będzie. Zbigniew Boniek jest prezesem i w wielu sprawach ma decydujące zdanie, ale gdyby przystał na ligę dziesięciozespołową zostałby zmieciony w najbliższych wyborach. Tak samo racji bytu nie ma liga osiemnastozespołowa. O co chodzi? Kiedy zadaje się takie pytanie wiadomo, że chodzi o... Tak zgadliście - chodzi o pieniądze.

To proste: w tym pierwszym przypadku (liga dziesięciozespołowa) kluby nie zgodzą się, bo istnieje za duże ryzyko wypadnięcia z tego biznesu (PZPN sprawia, a wkrótce sprawi jeszcze bardziej, że już nie będzie spotkań do których ze względu na niską frekwencję kluby musiałyby dopłacać), w dodatku ciężko byłoby do niego wrócić. W tym drugim przypadku (liga osiemnastozespołowa) będzie za dużo chętnych do dzielenia tortu (po co przecież dzielić się z dwoma dodatkowymi szeroko otwartymi dziobkami?)

Generalnie nasza rozmowa była miła i chyba merytoryczna. Prezes Boniek chciał wiedzieć co dokładnie rozumiem przez wspomniane na początku "mecze o nic". Odparłem, że dla mnie to mecze bez stawki czyli bez możliwości dla obu uczestników powalczenia o uniknięcie spadku, mistrzostwo albo start w europejskich pucharach. Prezes był zdziwiony, że mecz Widzewa z Zagłębiem w momencie kiedy spadek obu zespołów był przesądzony uważam za mecz bez stawki. Przypomniał, że walką o każdą pozycję w tabeli jest ważna, bo za tym idzie możliwość zdobycia większych pieniędzy. Do mnie jako kibica ten ostatni argument jednak nie przemawia.

I tak sobie dyskutowaliśmy ale Czadoblog oczywiście zawsze musi... wszystko spieprzyć. Mówiliśmy o wolnych terminach i o tym, że kiedyś muszą być rozgrywane mecze eliminacyjne. Skoro o mistrzostwach była mowa to nasunęło mi się pewne pytanie.

- Czy jeśli Polska nie awansuje na Euro 2016 to poda się pan do dymisji?

(dla mnie byłoby to naturalne, prezes związku wybiera przecież selekcjonera, który - zgodzicie się chyba - ma decydujący wpływ na wyniki)

Prezes Zbigniew Boniek uznał chyba to pytanie za obraźliwe. Wyglądało - co mnie autentycznie zdumiało - że chyba nikt nigdy mu jeszcze takiego pytania nie zadał!

- Ja się mam podać do dymisji? To niech pan się poda do dymisji! - odparł, po czym odwrócił się na pięcie i... odszedł. 

I to był już koniec naszej rozmowy. Pewnie już nigdy do niej nie wrócimy...

PS Fatalne dni Polonii Bytom trwają. Zmarł Walter Winkler. Wybitna postać nie tylko Polonii, ale całego śląskiego i polskiego futbolu. Jedyny człowiek w naszym kraju, który w w reprezentacyjnym debiucie grał na Pelego i Garrinchę. Nie tak dawno byłem u niego kiedy nagrywaliśmy film "Nadejdą jeszcze chwile". Znalazłem go w dobrym humorze, dowcipkującego, choć przecież życie go doświadczyło. Nie tak dawno stracił nogę.

Miał 71 lat.

Requiescat in pace.

PS1 Dziś mundialowe mecze zakończone wynikiem 7:1. Wydarzyły się takie tylko dwa...

II miejsce

Włochy - USA na mistrzostwach świata w 1934 roku, I runda

Najbardziej zdumiewający w tej historii jest fakt, że Amerykanie mogli opuszczać Włochy z podniesionym czołem. Przecież rozegrali dwa mecze, pierwszy wygrali. Stało się tak dlatego, że wygrany mecz eliminacyjny z Meksykiem rozegrali trzy dni wcześniej, już w... Rzymie.

I miejsce

Brazylia - Szwecja na mistrzostwach świata w 1950 roku, runda finałowa

Niezwykły pokaz brazylijskiej potęgi. Cztery gole Ademira. A przecież Szwedzi to nie była przypadkowa ekipa, wcześniej wyeliminowali Włochów.

Przewiduję jeszcze trzy odcinki mundialowe. O meczach zakończonych wynikiem 4:2, wynikiem 5:2 oraz zbiorczy - o pozostałych.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

20:52, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (28) »
wtorek, 13 maja 2014
Nie tak powinno przechodzić się do historii

Dziś mecz reprezentacji Polski z reprezentacją Niemiec.

Mam ogromne pretensje do PZPN. Rywalizacja, który już od przedwojennych czasów budziła wielkie emocje zawsze charakteryzowała się tym, że oba zespoły wystawiały co miały najlepszego. Polska nigdy nie potrafiła z Niemcami wygrać, ale ta rywalizacja nigdy nie splamiła się udawaniem pierwszego garnituru przez trzeci albo czwarty (przy całym szacunku dla zawodników, którzy dziś zagrają). 

Może zdarzyć się tak, że Polska wygra dziś z Niemcami (choć oczywiście realiści i pesymiści twierdzą coś odwrotnego). I co wtedy? Czy to właśnie taki mecz powinien przejść do historii jako wielkie przełamanie największego kompleksu w dziejach polskiego futbolu? Czy naprawdę trzeba brudzić historię tej niecodziennej rywalizacji? Za samo stworzenie możliwości dla wyklucia się takiej ewentualności mam żal do PZPN (do DFB nie mam, bo dla Niemców ta rywalizacja jest jedną z wielu).

Nie tak powinno przechodzić się do historii.

Jeśli Polska wygra to właśnie obecny PZPN przejdzie do historii jako ten, który dopuścił do sytuacji w której do kronik przechodzić się nie powinno.

PS Czas na mecze mundialowe zakończone wynikiem 2:0.

V miejsce

Chile - Włochy 2:0 na mistrzostwach świata w 1962, rozgrywki grupowe

Tym meczem Chilijczycy udowodnili, że trzeba się było z nimi wówczas liczyć. Jeden z najbardziej brutalnych meczów w historii (tylko dwie czerwone kartki dla Włochów a mogło być kilkakrotnie więcej). Często w takich sytuacjach mówi się o spisku. Tym razem miał powstać na tle rywalizacji angielsko-włoskiej (sędzią był Anglik, to był jego jedyny występ na mundialu). Jak zwykle nie dało się tych kontrowersji jednoznacznie rozstrzygnąć.

Mecz przeszedł do historii jako "bitwa o Santiago". Już przed meczem było wiadomo, że będzie gorąco. Gospodarze byli wściekli na Włochów, bo tamtejsi dziennikarze przed turniejem opisali gospodarzy bardzo niepochlebnie. Żurnaliści Antonio Ghirelli i Corrado Pizzinelli musieli opuścić Chile jeszcze przed mundialem w obawie o własne bezpieczeństwo. Podczas turnieju dotkliwie pobito na ulicy argentyńskiego żurnalistę, bo myślano, że to... Włoch.

Na murawie działy się dantejskie sceny. Pierwszy faul został odgwizdany po dwunastu sekundach od pierwszego gwizdka. Leonel Sanchez, gwiazdor gospodarzy udowodnił, że można złamać rywalowi nos bez regulaminowych konsekwencji (poszkodowanym był Humberto Maschio). Usunięty z boiska został za to Giorgio Ferrini, ale nie chciał zejść więc musiał być siłą ściągany przez policjantów! Masakra po prostu... Obejrzyjcie filmik, bo niektóre faule są naprawdę szokujące. Komentator BBC określił ten mecz jako najgłupszy, najbardziej odrażający pokaz futbolu w dziejach (dokładnie: "the most stupid, appalling, disgusting and disgraceful exhibition of football, possibly in the history of the game")

W efekcie Włosi odpadli w grupie, a Chile przeszło dalej.

IV miejsce

Meksyk - Bułgaria 2:0 na mistrzostwach świata w 1986, 1/8 finału

To spotkanie pamiętam tylko i wyłącznie z powodu jednego zagrania. Zajmuje jednak pierwsze miejsce mojej w prywatnej klasyfikacji najpiękniejszych goli zdobytych na mundialach po uderzeniu z powietrza. Coś pięknego. Panie, panowie: Manuel Negrete! Nie trzeba więcej słów...

III miejsce

Argentyna - Belgia 2:0 na mistrzostwach świata w 1986, półfinał

Ludzie pamiętają bardziej ćwierćfinałowy mecz Argentyńczyków z tamtego turnieju, ale dla mnie bramki Maradony właśnie z tego spotkania w pełni ilustrują jego geniusz. To było nieprawdopodobne! Dwa czarodziejskie gole (pierwszego da się docenić dopiero w powtórce). Oto najlepszy piłkarz świata wszech czasów!

II miejsce

Brazylia - ZSRR 2:0 na mistrzostwach świata w 1958, rozgrywki grupowe

Niezwykły mecz. Podobno trzy jego pierwsze minuty przeszły do historii jako trzy najpiękniejsze minuty w historii futbolu.  Zakończył je pierwszą bramką Vava. Brazylijczycy zrobili sbornej jesień średniowiecza. Właśnie tym meczem zadebiutowali na mundialu niejaki Garrincha i niejaki Pele. Na filmiku można podziwiać ten słynny zwód Garrinchy o którym wszyscy wiedzieli jak go robi, a nikt nie umiał go powstrzymać...

 I miejsce

Argentyna - Polska 2:0 na mistrzostwach świata w 1978, rozgrywki ćwierćfinałowe

Umieściłem ten filmik na pierwszym miejscu z trzech powodów. Po pierwsze dlatego, że właśnie z niego pochodzi moje najstarsze wspomnienie dotyczące futbolu. Rodzice pozwolili mi go oglądać, pamiętam, że w przerwie bawiłem się klockami lego. Z samego spotkania nie pamiętam nic, nawet przestrzelonego karnego Kazimierza Deyny (którego potem oczywiście oglądałem wielokrotnie). Pamiętam za to gigantyczne ilości konfetti rzucane przez argentyńskich kibiców (dziwiłem się potem, że wolno grać na trawie na której coś jest oprócz trawy).

Drugi powód to fakt, że moim zdaniem właśnie ten mecz pozwolił uwierzyć Argentyńczykom, że mogą zdobyć mistrzostwo świata (wiara mogła być nadwątlona porażką w trzecim grupowym meczu z Włochami).

Trzeci powód to fakt, że w moim przekonaniu właśnie tym meczem dla światowej opinii publicznej narodził się Mario Kempes (z 1974 i 1982 właściwie go nie pamiętamy). Ale ja dobrze pamiętam czasy kiedy mnóstwo dzieci na podwórkach chciało być Kempesami... Choć tak naprawdę za fenomenalną, iście bramkarską paradę i spowodowanie karnego przy dzisiejszych przepisach nie dotrwałby do końca tego meczu...

Warto pamiętać:

Węgry - Szwajcaria 2:0 (1938, jedyny przedwojenny mecz w finałach zakończony tym rezultatem), NRF - Jugosławia 2:0 (1954), NRF - Chile 2:0 (1962), Anglia - Francja 2:0 (1966),  Brazylia - Bułgaria 2:0 (1966), Holandia - Urugwaj 2:0 (1974), Holandia - Brazylia 2:0 (1974), Włochy - Polska 2:0 (1982), Dania - RFN 2:0 (1986), Francja - Włochy 2:0 (1986), Dania - Francja (2002), Korea Płd - Polska 2:0 (2002), USA - Meksyk 2:0 (2002), Brazylia - Niemcy 2:0 (2002), Ekwador - Polska 2:0 (2006), Niemcy - Szwecja 2:0 (2006), Włochy - Niemcy 2:0 (2006), Meksyk - Francja 2:0 (2010)

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

PS1 W następnym odcinku mecze zakończone wynikiem 3:0

12:23, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (16) »
wtorek, 29 kwietnia 2014
Tak PZPN obniża rangę Pucharu Polski

Niejaki Maciej Sawicki, obecny sekretarz generalny naszej piłkarskiej federacji w jednym z wywiadów bez żenady opowiada jak PZPN przyczynia się do niszczenia prestiżu pucharowych rozgrywek krajowych - choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, robi to mimochodem. Ba, jest dumny z prezesa ("Zbigniew Boniek to wybitna osobowość" - przyznaje czołobitnie sekretarz).

Ze słów Sawickiego wynika, że Boniek doprowadził do zmiany w regulacjach europejskich. Okazuje się, że jeśli mistrz kraju zdobędzie równocześnie Puchar Polski, to miejsce w europejskich pucharach nie będzie przeznaczone z góry dla finalisty krajowego pucharu, tylko o jego przydziale ma decydować krajowa federacja. Sawicki podkreśla, że w Polsce miejsce zostanie przekazane kolejnej drużynie zajmującej wysokie miejsce w lidze. Wszystko po żeby jeszcze bardziej, bardziej i bardziej podnosić atrakcyjność ekstraklasy. To wszystko dzięki Bońkowi.

Moim zdaniem to debilizm z dwóch powodów.

Pierwsza aberracja to zezwolenie na brak odgórnej regulacji czyli dopuszczenie możliwości decydowania o czymś w czym w ogóle nie powinno się mieszać. Zasada powinna być ujednolicona, bo jeszcze zdarzy się, że jeden krajowy związek da miejsce kolejnej drużynie w lidze, a inny drużynie, która złapała najmniej żółtych kartek, a jeszcze inny - zespołowi, który wprowadził do pierwszej kadry najwięcej nastolatków. Ze słów Sawickiego wynika przecież, że to teoretycznie możliwe ("decyduje federacja"). Genialne. Nowoczesne. Wyprzedzające epokę.

Druga aberracja to pozwolenie na ciągłe obniżanie rangi Pucharu Polski, rozgrywek z niezrozumiałych dla mnie powodów ciągle traktowanych moim zdaniem przez PZPN po macoszemu. Mając w pamięci, że w związku bredzą coś o nawoływaniu do masowego oglądania finału z trybun Stadionu Narodowego dziwię się, że jednocześnie tak drastycznie chcą obniżać w przyszłości motywację jego uczestników.

Słuszne założenie było takie, że do rozgrywek międzynarodowych zawsze wchodzi jeden klub dzięki dobrej grze w krajowym pucharze. Jeśli akurat wchodził do tych rozgrywek jako mistrz krajowy nie było to winą jego rywala. Mało tego; sytuacja motywuje żeby do tego finału się dostać!

Tym sposobem PZPN moim zdaniem nawiązuje do kompromitacji z czasów swoich poprzedników z PRL-u. W 1965 roku Czarni Żagań zagrali w finale Pucharu Polski w którym przegrali z Górnikiem. Zabrzanie jednocześnie zdobył mistrzostwo. Czarnym, którzy w finale dostali łomot i tak należał się start w Pucharze Zdobywców Pucharów. Fakt, że nie klub z Żagania wystartował to moim zdaniem jeden z większych powodów do wstydu w dziejach polskiej piłki.

Wtedy to była kompromitacja incydentalna. Teraz to jest kompromitacja systemowa.

To drugie jest moim zdaniem znacznie gorsze.

PS Żeby jednak było jasne: to tylko jedna jedyna malutka nieudacza ze strony PZPN-u. Ogólnie trzeba przyznać, że związek spisuje się re-we-la-cyj-nie. Trzeba przyznać, że od czasów kiedy Zbigniew Boniek przejął rządy w PZPN po Grzegorzu Lacie polski futbol zmierza ku świetlanej przyszłości w tempie jednostajnie przyśpieszonym.

Zauważcie: PZPN ewidentnie osiąga same sukcesy organizacyjne, finansowe, koncepcyjne, strukturalne, korporacyjne i administracyjne. Wewnętrznie nowocześnie przepoczwarza się z nowoczesną machinę zapewniającą nowoczesny ład korporacyjny.

Nie wierzycie?

Proszę bardzo:

po pierwsze: zmodyfikowano regulaminy!!! Yeah!

po drugie: powołano nowe departamenty!!! Yeah!

po trzecie: zwalniano tak przemyślnie żeby nie wpaść w zwolnienia grupowe!!! Yeah!

po czwarte: odmłodzono kadrę zarządzającą (w końcu sam Zbigniew Boniek dał przykład - jest młodszy od poprzednika aż od sześć lat)!!! Yeah!

po piąte: wprowadzono jasne procedury!!! Yeah!

po szóste: zatrzymano proces budowy nowej siedziby!!! Yeah!

po siódme: ze spokojem przyjęto odejście sponsora płacącego dotąd najwięcej!!! Yeah!

Przecież najważniejsze, że PZPN nie musi już leczyć skutków choroby wynikających z różnych patologii, prowadzących do przerostu zatrudnienia lub braku kompetencji u pracowników!!! Yeeeeeaaaaaaahhhh...

Czyż to nie zajebiste?! A plany naszego nowoczesnego związku są jeszcze bardziej ambitne!!! Jest szansa, że PZPN zacznie wyrzucać z Orlików dorosłych, pracowników wynajmujących je firm, którzy mają czelność kopać tam piłkę po godzinie 16! A przecież powinny dzieci...

A na koniec coś zapewne co powali całą Europę: PZPN przy współpracy z dzielnicą Mokotów z rozmachem wprowadza projekt pod nazwą „Akademia Młodych Orłów” - właśnie na Orliku, przy ulicy Kazimierzowskiej w Warszawie!!!!!!! My tu na górnośląskim zadupiu usta otwarliśmy z szacunku i nozdrza z podziwu...

Moim zdaniem Akademia Młodych Orłów zrewolucjonizuje polski futbol i pozwoli mu osiągnąć co najmniej półfinał mistrzostw świata.

To wszystko jest naprawdę cudowne, ale jestem ciekawy czy kiedykolwiek za kadencji Zbigniewa Bońka jako prezesa PZPN Polska awansuje do mistrzostw świata albo mistrzostw Europy?* To i TYLKO to w kontekście PZPN-u mnie interesuje.

PS1 To tylko przypadek, że za rządów Zbigniewa Bońka dochodzi do sytuacji kiedy nasza drużyna narodowa nie miałaby żadnych szans z zespołem złożonym przez piłkarzy, którzy prawdopodobnie nie nie pojadą na mundial, bo trener ich nie chce:

Caballero (Malaga) - G. Rodriguez (Fiorentina), Demichelis (Manchester City), Musacchio (Villareal), Fazio (Sevilla) - Lamela (Tottenham), Yacob (WBA), Cambiasso (Inter), Pastore (PSG) - Tevez (Juventus), Icardi (Inter). Rezerwowi: Barovero, Speroni, Zanetti, Iturbe, Ocampos, Pareja, Santiago Garcia, Gaitan, Perez, Correa.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna  na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym reforma ekstraklasy powinna znaleźć się tam gdzie reforma przyznawania miejsca finaliście krajowego pucharu.

* chodzi mi oczywiście o pierwsze drużyny reprezentacji państwowych

12:59, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (30) »
środa, 23 kwietnia 2014
Dzięki Ci, Boże, za prezesa Zbigniewa Bońka

Jakie to szczęście, że jest ktoś taki jak pan Zbigniew. Był dobrym piłkarzem, kiedyś przyniósł przecież Polsce wiele satysfakcji. Ale to nic w porównaniu z obecną karierą: jako działacz związkowy przerasta sam siebie.

Gdyby ktoś nie wiedział: dzięki panu Zbigniewowi uniknęliśmy właśnie kompromitacji! Wie co w trawie piszczy więc usłyszał ten pisk w uefowskich kuluarach o Polsce która nie maja szans na współorganizację Euro 2020. Załatwił to jak prawdziwy wódz - sprawnie i honorowo: nie będziemy musieli się wstydzić, że nas wybrali. Sprawił, że się dyskretnie wycofaliśmy. Geniusz! Prawdziwy geniusz!

A teraz parę pytań:

a) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć sposób w jaki o rezygnacji z ubiegania się o Euro został poinformowany zarząd PZPN i ewentualnie zdementować plotki, że uczyniono to mimochodem i znienacka tuż przed wyłączeniem światła przy wychodzeniu z sali obrad? To na pewno nieprawda!

b) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć co go oświeciło? Jak sam stwierdza od początku uznawał szanse Polski względem Euro za mało realne. Skoro tak - dlaczego wcześniej zgodził się zgłosić kandydaturę Polski i skoro w nią przecież nie wierzył? To na pewno jakieś nieporozumienie!

c) czy Zbigniew Boniek mógłby przybliżyć termin i miejsce dotarcia do jego uszu tej nieszczęsnej wieści o słabych szansach Polski na Euro? Byłabyż to prawda, że działo się to już miesiąc temu podczas kongresu UEFA w Kazachstanie? Gdyby tak było - w co oczywiście wątpię - zasadne byłoby kolejne pytanie: dlaczego decyzja miałaby być trawiona przez pezetpeenowskie jelita od końca marca aż do końca kwietnia? Chyba nie czekano na decyzję, że inne państwa - na przykład Czechy - też się wycofują (wtedy przecież łatwiej przełykałoby się opinii publicznej takie upokorzenia)? To na pewno nieprawda!

d) czy Zbigniew Boniek mógłby opowiedzieć o okolicznościach i miejscu spotkania z Donaldem Tuskiem, jeśli oczywiście do takiego doszło? Podejrzewam, że mogło dojść, bo przecież dla szefa rządu nie jest pewnie miłe kiedy w krótkim okresie dochodzi do kompromitacji związanej z wysadzaniem igrzysk w Krakowie oraz kompromitacji związanej z wycofaniem się z mistrzostw piłkarskich... Przecież wkrótce eurowybory! Czy to w ogóle możliwe, że szef rządu mógłby wcześniej nie wiedzieć, że się wycofujemy? Oczywiście, że nie - na pewno został wcześniej poinformowany.... Przecież zgłoszenie kandydatury to nie jest wewnętrzna sprawa PZPN, tu chodzi o gwarancje państwa więc czynniki władzy musiały o wszystkim wiedzieć...  Nie! To na pewno nieprawda!

e) czy Zbigniew Boniek mógłby zaprzeczyć, że wycofujemy się dlatego, bo nie złożyliśmy na czas odpowiednich dokumentów, które mają być składane z wyprzedzeniem? Nie! To na pewno nieprawda!

f) last but not least: czy Zbigniew Boniek mógłby przemówić do śląskiej opinii publicznej oraz władz naszego województwa, które są trochę  - trzeba przyznać - zaskoczone tą decyzją, bo nikt nie raczył ludzi na Górnym Śląsku poinformować, że wycofuje jego kandydaturę? Można wyklarować dlaczego o nas bez nas? To na pewno niedopatrzenie!

Żeby nie wywoływać nadmiernego ciśnienia pytanie na podtrzymanie oddychania: czy Zbigniew Boniek mógłby dla rozluźnienia opowiedzieć o jakiejś ważnej imprezie piłkarskiej albo ważnym meczu, który wkrótce Polska na pewno zorganizuje jako prężny ośrodek europejskiego futbolu? Przecież na pewno wkrótce coś się będzie działo... PZPN za rządów Bońka dał się przecież poznać jako prężny i dynamiczny ośrodek. Jestem przekonany, że wkrótce wielu dziennikarzy zwróci na to uwagę (ewentualnie już zwróciło...) To na pewno prawda!

Na zakończenie serdecznie dziękuję prezesowi Zbigniewowi Bońkowi za operatywność. Nie zostajemy ponoć z pustymi rękami: Polska podobno ma szansę na organizację Euro 2017 kobiet. To byłby wielki sukces, marzyłem o tej imprezie! Dzięki panie prezesie, dzięki! Czas na proskynesis!

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej. A poza tym Scylla i Charybda machają do reformy. 

21:02, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (47) »
wtorek, 10 grudnia 2013
No dobra... Bardzo przepraszam

Przepraszam Czytelników Czadobloga, że potraktowałem ten blog instrumentalnie. To było działanie wyjątkowe. W gazecie nie da się zrobić pewnych rzeczy, bo zostaną źle zinterpretowane. Artykuł będzie artykułem i zostanie odczytany jako artykuł. Na blogu można jednak poeksperymentować.

Poprzedni wpis o tym dlaczego uważam, że prezes PZPN-u powinien podać się do dymisji był rzeczywiście mocno prowokujący. Mało tego; był - co oczywiste - demagogiczny.

Zrobiłem to specjalnie. Zauważyłem bowiem, że nic tak nie przyciąga ptactwa jak możliwość wytknięcia czegoś autorowi. Tym razem zależało mi na przyciągnięciu nie tylko Stałych Czytelników ale również ptactwa. Udało się. Ptactwo zachwycone demagogią i płytkim rozumowaniem Czadobloga rozpropagowało bowiem wpis dalej (oczywiście Czytelnikom, którzy rozpropagowali w dobrej wierze serdecznie dziękuję i pozdrawiam).

Ponaciągałem tezy, poukładałem cyferki i czekałem. Liczyłem na dyskusję pod spodem, uczucia mam jednak mieszane. Reakcja jest, ale jestem nią zmartwiony.

Przypuszczałem, że mocno prowokujący wpis spowoduje u łebskich a nie zgadzających się ze mną Czytelników reakcję, że się tak wyrażę, "polemiczną". Niestety; nikt nie był w stanie napisać komentarza: "Czado, ty patałachu! Zbigniew Boniek jest lepszym prezesem od Grzegorza Lato, bo a) to b) to c) to d) to".

Oczywiście odrzucam sprawy finansów w związku, bo to temat dla prokuratorów, a nie kibiców. Kibice wcześniej NIGDY nie interesowali się sprawami finansowymi związku.

Niestety; N-I-K-T nie dał argumentacji w jaki sposób polska piłka w interesującym nas obszarze "poprawiła się" od czasów objęcia rządów przez Zbigniewa Bońka. Oznacza to ewidentnie, odrzucając wszelkie namiętności, brak argumentów.

Sam dawno temu na łamach "Tygodnika Powszechnego" napisałem co uważam - prezesem PZPN powinien być cudzoziemiec. Tak sobie myślę, że może nawet dłużej niż trenerem kadry. 

Snop reflektorów skierował się na Czadobloga, ptactwo oczekuje co dalej. Teraz napiszę więc co chciałem Wam przekazać. Od pana Bońka zapewne trudno byłoby dowiedzieć się co naprawdę sądzi o roli PZPN-u i jego prezesa kiedy już nim jest. Chodzi oczywiście o to co myśli szczerze. Taką wypowiedź można znaleźć tylko przypominając czasy kiedy sam nigdy nie sądził, że kiedyś będzie prezesem PZPN (za to nie daję głowy, być może sądził, że zasługuje już w 1989 roku, kiedy zakończył karierę sportową).

W styczniu 1994 roku Boniek zwołał konferencję prasową. Dziś to całkowicie zapomniane wydarzenie. Boniek podkreślił wtedy, że nie jest zainteresowany posadą selekcjonera reprezentacji. Wycofał się również z wcześniejszych słów, że jest zainteresowany posadą menedżera reprezentacji.

Chyba już nikt nie pamięta jego przemowy. Powiedział wtedy: "W obecnym stanie organizacyjnym panującym PZPN nie widzę tam dla siebie miejsca. Nie mam nic do pana Apostela [jako selekcjonera], życzyłem mu  wielu sukcesów, ale liczyłem, że wybrany zostanie Grzegorz Lato. Z nim mógłbym współpracować oficjalnie [domyślam się, że jako menedżer reprezentacji], z nim byłbym w stanie podjąć walkę ze skostniałym aparatem związku".

No i najważniejsze - jak Boniek wyobrażał sobie pracę związku. "W PZPN dwie osoby powinny być najważniejsze, prezes związku i selekcjoner reprezentacji. Pozostali są do podawania kawy, czyli mówiąc inaczej do spełniania funkcji usługowych. Najlepiej żeby to byli ludzie kompetentni, znający obce języki, a co najważniejsze, żeby było ich niewielu."

Taka jest prawda - Bońka interesuje przede wszystkim pierwsza reprezentacja. A w momencie kiedy nie musi za nią odpowiadać, kiedy jest jakiś trenerski piorunochron - w kontekście słów, które wypowiedział ponad 20 lat - musimy przyznać, że znalazł idealną dla siebie rolę.

Za kadrę odpowiada (głową) selekcjoner. Codzienną pracą i podawaniem kawy zajmują się kompetentne osoby. A prezes? Nadzoruje... Czyż to nie wygodna posadka? W każdym razie w 1994 roku Boniek jasno stwierdził, że wówczas urzędujący szef PZPN Kazimierz Górski byłby świetnym prezesem honorowym, ale nie urzędującym. Na urzędującego nadawałby się ktoś inny...

W komentarzach do poprzedniego wpisu Iksyl zauważa, że "jeżeli mamy prezesa związku rozliczać za wyniki drużyny narodowej to w zasadzie 99% związku piłkarskiego można zlikwidować i ograniczyć do roli menedżera drużyny narodowej".

Czy stwierdzenie Iksyla dziwnie nie pasuje do słów Bońka z 1991 roku?

Owszem: uważam, że Zbigniewa Bońka należy rozliczać za wyniki drużyny narodowej. Przecież to właśnie on osobiście podjął decyzję o tym kto będzie następcą Waldemara Fornalika w roli selekcjonera, mylę się?

Niech Adamowi Nawałce się wiedzie, życzę mu tego jako kibic reprezentacji Polski. Nie ograniczajmy jednak odpowiedzialności za wynik tylko do selekcjonera. Dla Bońka byłoby to z oczywistych względów wygodne, ale to Boniek wybrał, nikt inny. Złe wyniki będą świadczyć, że jest złym prezesem. Bo źle wybrał. Proste. Trzeba było pozwolić o wyborze decydować innym wtedy nie ma odpowiedzialności. Trudno zjeść ciastko i mieć ciastko.

Po drugie: zgadzam się, że piłkarsko lepsze były czasy gdy właściwie nie wiedzieliśmy kto jest prezesem PZPN. Czy, z ręką na sercu: pamiętacie kto był szefem związku w 1974 albo 1982 roku? Na pewno nie. Prezes przez lata był bowiem poza uwagą publiczną. Zmieniło się to dopiero za czasów Mariana Dziurowicza. Ten człowiek miał na tyle mocną osobowość (nikt nie może zaprzeczyć), że wielu nie mogło tego znieść. Dziurowicz popełnił ogromny błąd - kiedy nie mogąc pokonać systemu korupcji, wszedł w to i stał się jego częścią, ba - stał się jednym z jego kół zamachowych. Nie jesteście chyba bowiem naiwni żeby sądzić by to on stworzył system korupcji w polskiej futbolowej rzeczywistości. Przypominam także, że - dziś może Wam się to zacierać - Dziurowicz nie poleciał z prezesowskiego stołka za korupcję. Kiedy w 2005 roku jego syn Piotr poprosił mnie o spotkanie i opowiedział  o tym jak to wszystko w Polsce wygląda, rządził już Michał Listkiewicz. U prezesa Listkiewicza do 2002 roku wiceprezesem był Zbigniew Boniek. Nie wątpię, że oczywiście o wszystkim nie miał pojęcia...

W każdym razie - tak się w Polsce utarło, że od czasów Dziurowicza, prezes jest obrazem stanu polskiej piłki. Ale oto teraz dowiaduję się od ptactwa, że jednak nie jest. Ptactwo nagle uważa, że Boniek jest od innych spraw...

Tyle, że według Bońka tymi "innymi sprawami" powinni sie chyba zajmować się ludzie kompetentni - tacy co znają języki a i kawę zaparzą. Bo jeden człowiek wszystkiego przecież nie ogarnie.

PS Parę odpowiedzi do konkretnych Czytelników:

W dziesiątkę trafia nie_podle: "nawet jeżeli tak było to i tak lepiej z mądrym się zgubić niż z głupim znaleźć". Oczywiście w dziesiątkę wyobrażeń społeczeństwa o przewadze Zbigniewa Bońka nad Grzegorzem Lato. Przepraszam - ja dostrzegam dwie różnice między tzw. głupim i tzw. mądrym:

a) obecny prezes PZPN mówi po włosku;

b) obecny prezes PZPN nie śmieje się publicznie takim rubasznym, głośnym i beznadziejnym rechotem jak poprzednik.

                                           %

Przecinek napisał: "Zgadzam się z tezą wpisu, Boniek nie nadaje się na prezesa PZPN. Ale nie zgadzam się ze sposobem udowodniania tej tezy, jaką Pan zaproponował."

Chylę czoła.

                                          %

BarteKSC napisał: "Reformę będę oceniał po sezonie. A w zasadzie po dwóch, trzech. Na razie zdała egzamin za jesień na 100%. Zobaczymy co wydarzy się wiosną."

Sam sobie zaprzeczasz. Co do reformy - powtarzam słuszne założenia - regulamin rozgrywek jest od tego żeby w najbardziej prosty i sprawiedliwy sposób rozstrzygnąć kto powinien zostać mistrzem Polski, kto powinien zostać zdegradowany. Tylko od tego.

Uatrakcyjnienie rozgrywek NIGDY nie powinno zależeć od zmiany systemu. Pozdrowienia

                                            %

Baranowi gratuluję nicka.

                                            %

Max88 napisał: "Niestety, reprezentuje pan środowisko, które jest niestety bardzo liczne w naszym kraju - nie ma efektu po chwili, to od razu zwolnić i zastąpić kimś nowym. W ten sposób nie sposób zbudować czegoś trwalszego - bo trwałe rzeczy polegają właśnie na trwałości i mozolnej budowie krok po kroku. Bo skacząc w dal można się łatwo przewrócić i do celu wcale nie doskoczyć. No ale pan i panu podobni wcale tego nie rozumieją."

Uściślijmy. Nie wiem jakie środowisko reprezentuję, moim naturalnym środowiskiem jest las. Co do zwolnień wypowiadałem się tylko w jednym względzie - od dawna uważam zawsze jedno i to samo: miarą oceny dla selekcjonera powinno być zakwalifikowanie się na imprezę mistrzowską i wyjście z grupy. Wtedy kontrakt powinien być automatycznie przedłużany na dwa lata.

                                              %

Rav napisał: "Bawi skakanie red. Czado z kwiatka na kwiatek. Gdy moja skromna osoba postulowała na tym bogu rozgrywanie meczów choćby w środku tygodnia na wzór niemiecki (4 mecze we wtorek, 5 w środę - wszystkie o tej samej godzinie), to nasz kochany Paweł w jednym z wpisów zachwycał się iż jesteśmy tak wspaniałą ligą na świecie, że wszystkie mecze rozgrywane są o różnych godzinach. I zachwalał ten pomysł. A teraz kompletnie zdziwiony, bo panuje pomieszanie z poplątaniem i nawet nie bardzo wiadomo, która kolejka się kończy a która zaczyna..."

Oj, coś plączemy. Lubię kiedy liga gra o różnych porach, ale najlepiej byłoby gdyby grała od piątku wieczorem do niedzieli wieczorem, a nie od piątku wieczorem do poniedziałku wieczorem, ale tego następnego, bo ten pierwszy przeskakujemy niczym płotek...

                                              %

Legia mistrz napisał:

A ja skwituje dyskusje na tym blogu krótkim: "Czasem trzeba zrobić jeden krok w tył, żeby potem zrobić dwa kroki w przód".

A co jest konkretnie krokami w przód?

                                              %

glazunio napisał:

"Czy mi się wydaję, czy Ksawery największe zniszczenia poczynił na Czerskiej? Zwalnianie Bońka, bo piłkarze nie strzelają bramek?"

Nie mieszaj w to Czerskiej, "Gazeta" nie ma z tym nic wspólnego. Czadoblog rezyduje w Katowicach.

Na koniec powtórzę za airborellem:

"A co do meritum - za co zdaniem szanownych obrońców Bońka on niby odpowiada? Za brylowanie w mediach? Bo mnie się zdawało, że za bieżące i strategiczne kierowanie polską piłką nożną. Działania bieżące - czyli pseudoreformę rozgrywek i nominację Nawałki - oceniam póki co źle. Strategiczne? Jakie działania w sprawie np. reformy szkolenia zostały przez Bońka przez ten rok podjęte? Czekam na odpowiedzi."

PS1 Mimo wszystko jestem jednak nieco przygnębiony ilością zmutowanego "lemingoptactwa", oczywiście dziękując mu za rolę, którą wypełniło. Zanieście jeszcze na skrzydłach ten wpis, jeśli łaska... Na szczęście humor poprawił mi dziennikarz Krzysztof Stanowski, który za poprzedni wpis byłby nawet gotów wręczyć mi odpowiednik dziennikarskiej "maliny"! Ktoś taki jak Stanowski... To przekonuje mnie, że działania Czadobloga idą w dobrym kierunku.

PS2 Omegowo-trybunowy tym razem zawieszony.

18:53, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (33) »
poniedziałek, 09 grudnia 2013
Czas na honorową rezygnację prezesa PZPN

Postanowiłem wyrywkowo porównać polską piłkę za rządów Grzegorza Lato do piłki za rządów Zbigniewa Bońka. Porównać jedynie w sprawach istotnych dla kibica. Kompletnie nie obchodzi mnie czy średnia wieku pracowników PZPN jest teraz niższa albo ile PZPN zaoszczędził może na tańszych kserokopiarkach. Piszę to z pozycji człowieka, któremu obojętne jest czy prezes PZPN zarabia dziesięć złotych miesięcznie czy może dziesięć tysięcy, któremu obojętne jest czy siedziba związku mieści się w willi czy może w kamienicy. Nie mówmy o duperelach z punktu widzenia przeciętnego kibica.

Liczy się konkret.

Odejście beznadziejnego Grzegorza Lato i nadejście fantastycznego Zbigniewa Bońka miało zmienić polską piłkę.

Lato odszedł ze stanowiska 26 października 2012 roku. Minął ponad rok.

Do porównania biorę ostatnią kolejkę ligową za rządów prezesa Lato i obecną ostatnią kolejkę ligową za obecnych rządów prezesa Bońka. Dla kibica ważna jest przede wszystkim reprezentacja - a więc na tapetę wziąłem również trzy ostatnie mecze kadry za Grzegorza Lato i trzy ostatnie mecze za Zbigniewa Bońka. Bez retorycznego upiększania. Tylko statystyki.

Ostatnia kolejka ekstraklasy

Za Grzegorza Lato (20-21 października 2012):

20 goli w ośmiu meczach - średnia: 2,50

80 tysięcy widzów na ośmiu stadionach - średnia: 10000

Za Zbigniewa Bońka (6-8 grudnia 2012):

11 goli w siedmiu meczach (jeszcze bez dzisiejszej gry Cracovii z Lubinem, nie powinno to jakoś gigantycznie wpłynąć na średnią) - średnia: 1,57

40 tysięcy widzów na siedmiu stadionach - średnia: 5700. Nie mówcie mi, że Ksawery ma taką moc sprawczą, że na stadiony przyszło aż o tyle kibiców mniej.

Po debilnej moim zdaniem reformie rozgrywek, którą Boniek popierał ciągłe granie miało przynieść lepszy poziom i większe zainteresowanie kibiców rozgrywkami.

Prawda jest taka, że pseudoreforma przyniosła gorszy poziom i mniejsze aktywne zainteresowanie kibiców rozgrywkami. Kiedy przykleimy znaczek do koperty, a potem go odkleimy, a potem znowu przykleimy i znowu odkleimy, a potem znowu przykleimy i znowu odkleimy to za kolejnym razem już się nie przyklei. Znaczy: nie wzbudzi pożądanego zainteresowania.

Reforma przyniosła coś jeszcze. Natłok meczów, których ciąg trudno spamiętać wpłynął na ilość kontuzji. Natłok spowodowany złą organizacją. Meczów krajowi piłkarze powinni rozgrywać więcej - zgadzam się, że profesjonalni zawodnicy w Polsce grali za mało.

Ale po pierwsze: natężenie rozgrywek powinno być rytmiczne (upychanie kolejek powodujące, że nie ma nawet dnia przerwy jest kuriozalne). Regularny rytm pozwala lepiej zaplanować cykle treningowe a i wpływ na natężenie kontuzji może wchodzić w rachubę...

Po drugie: powinno być nie tyle więcej meczów w ekstraklasie (meczów w rozgrywkach ligowych było przed pseudoreformą w sam raz) ile w innych rozgrywkach.

Powtórzę: w zeszłym sezonie było tylko trzydzieści weekendów w sezonie z krajową piłką w tle. Można je było w prosty sposób zwiększyć nie majstrując wcale przy systemie ligowym - doskonałym w swej prostocie i przejrzystości. Receptą było przywrócenie należnej roli krajowym rozgrywkom pucharowym. Problem w tym, że nie każdy miał w tym interes...

Od problemów ligi przejdźmy jeszcze na chwilę do wyników reprezentacji Polski.

Ostatnie trzy mecze kadry

Za kadencji Grzegorza Lato:

2:0 z Mołdawią, 1:0 z RPA, 1:1 z Anglią. Bilans: 2 zwycięstwa, remis, bramki: 4:1

Za kadencji Zbigniewa Bońka:

0:2 z Anglią, 0:2 ze Słowacją, 0:0 z Eire. Bilans: 1 remis, 2 porażki, bramki: 0:4.

Ewidentnie widać, że za Zbigniewa Bońka nie jest nawet tak samo jak za Grzegorza Lato. Jest gorzej. Dlatego czas na honorową rezygnację z funkcji obecnego prezesa PZPN. Czas na kogoś lepszego.

PS Ktoś spyta: a co prezes związku ma wspólnego z wynikami repry albo z frekwencją meczową. A ja na to: jeśli nic nie ma to po co było w ogóle wymieniać Lato na Bońka?

PS1 Ludovic Obraniak chce wrócić do kadry. Tout va bien et bonne chance!

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

13:50, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (61) »
sobota, 26 października 2013
Wreszcie mądry ruch PZPN

Przebiwszy się przez wszystkie pezetpeenowskie marketingowo-reklamowe kartony, tekturki i bzdurki dogrzebuję się wreszcie pierwszego mądrego ruchu ze strony PZPN za czasów Zbigniewa Bońka.

Nie chodzi mi o wybór nowego selekcjonera, ciągle uważam, że najlepszy byłby obcokrajowiec. Jeśli jednak wybrano ostatecznie Adama Nawałkę to szanuję fakt, że PZPN nie zachował się jak słoń w składzie porcelany i że zgodził się na to aby Nawałka prowadził jednocześnie kadrę i Górnika Zabrze do końca rundy jesiennej.

Dla Górnika to bardzo dobrze. Nie ulega bowiem wątpliwości, że obecne miejsce tego klubu w tabeli to zasługa Adama Nawałki. Zmiana w trakcie rundy mogłaby te wszystkie mechanizmy i trybiki popsuć. Tym bardziej, że teraz przed zabrzanami wyjątkowo trudny mecz. Ze względu na kartki i kontuzje remisik z rozpędzającą się Cracovią naprawdę uznam za sukces. Z całkowicie nowym szkoleniowcem byłaby to moim zdaniem ''mission imposible".

Szkoda jedynie, że kiedy zdarza się ten rzadki moment by PZPN pochwalić jednocześnie nie mogę przejść obojętnie wobec hipokryzji jego ludzi.

Czytam oto w "Przeglądzie Sportowym" debatę o pierwszym roku rządów Zbigniewa Bońka i znajduję tam fragment o tym, że PZPN zaproponował w ministerstwie sportu żeby nie było można zawierać zakładów na żywo. To działanie przeciw polskim bukmacherom a na rękę zagranicznym, choćby tym, których Boniek reklamuje własnym imieniem i nazwiskiem ("PS" użył wręcz mocnego sformułowania "których przedstawicielem jest prezes PZPN":).

Jak zachowuje się PZPN w tej sprawie? Działa bardzo energicznie bo - zacytuję - "dostrzega zagrożenia".

Znajduję też fragment o kartach kibica. Co więc centrala piłkarska na fakt, że "przyjeżdża do do mnie do stolicy kolega z Zabrza i nie może iść na mecz Legi, bo ma już kartę na Górniku"? Centrala oczywiście tak tego nie zostawia.

Jak zachowuje się PZPN z kolei w tej sprawie? Zacytuję prezesa odnoszącego się do tej kwestii: "Mówimy, że to jest chore".

Przyznam, że Boniek wzbudził mój "podziw".

Bardzo proste pytanie brzmi: dlaczego w przypadku bukmacherki PZPN nie ogranicza się do stwierdzenia, że to jest chore a w przypadku kart kibica PZPN ogranicza się do stwierdzenia, że to jest chore? Dlaczego w pierwszym przypadku działa, lobbuje a w drugim - jedynie mówi?

PS A co z Górnikiem po Nawałce? Maciek Blaut rozmawiał z prezydent Zabrza, która zapowiada, że...

PS1 A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

PS2 A w poniedziałek na Czadoblogu planuję autentyczny pochwalny wpis wobec Zbigniewa Bońka. Napiszę o tym za co go podziwiam, a o czym wszyscy zapomnieli. Nie mam pojęcia czy sam pamięta.

UPDATE Wygląda na to, że drugi akapit jest nieaktualny! Wygląda na to, że wzrasta znaczenie asystenta Bogdana Zająca. Szczegóły - TUTAJ.

15:57, pavelczado , PZPN
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3
Archiwum