poniedziałek, 19 lipca 2010
Zatrzasnąć drzwi, żadnych furtek

Moim zdaniem PZPN powinien zastanowić się nad wprowadzeniem przepisu, że jedyną drogą dla klubu, który z powodów finansowych wycofuje się z ligi, jest rozpoczęcie wszystkiego od zera, czyli od najniższej klasy rozgrywek. Nawet jeśli tego zadania chce się podjąć zupełnie inny twór prawny, zazwyczaj specjalnie do tego celu stworzony. Przepis powinien być wyłożony stanowczo i kategorycznie, bez żadnych bocznych furtek, które ani chybi natychmiast wyniuchają co sprawniejsi prawnicy. Trzeba zatrzasnąć drzwiczki dla wszystkich kombinatorów, którzy oczywiście nie zdają sobie sprawy, że majstrując, licząc na wyrozumiałość i zrozumienie dla ”klubu z zasługami”, tak naprawdę działają na jego szkodę. Bo takie majstrowanie zawsze spowoduje, że w przyszłości poddawana będzie w wątpliwość historyczna tożsamość klubu.

Moim zdaniem każdy ma prawo popełnić błędy, ale każdy musi umieć wziąć za nie odpowiedzialność. Za błąd w zarządzaniu klubem rodzajem odpowiedzialności jest rozpoczęcie wszystkiego od początku, czyli od B-klasy.

Nieszczęście może przydarzyć się każdemu. Ale tylko biorąc na klatę jego skutki można bez wstydu patrzeć w przyszłość. Tak właśnie powinni moim zdaniem postąpić działacze GKS-u Jastrzębie, którzy właśnie chcą pójść typową drogą na skróty i przejąć miejsce w okręgówce od Gosławia Jedłownik (niektórzy woleliby zapewne, żebym absolutnie w tym zdaniu nie używał słowa ”kupić”;-).

Przepraszam, chodzi oczywiście nie o działaczy GKS-u Jastrzębie, tylko GKS-u 1962 Jastrzębie, bo to, jak się domyślacie, zasadnicza różnica:-)))

Kupowanie miejsca od innego klubu, albo załatwianie zgody w OZPN-ie na zasadzie „wicie - rozumicie” napawa mnie... (niech tu sobie każdy wpisze, co uważa). Nie wszyscy to rozumieją, dlatego sprawę powinny precyzyjnie regulować przepisy. Ich istnienie spowodowałoby, że tego typu przewrotne pomysły nikomu nie przychodziłyby już do głowy.

Jest na Śląsku bardzo fajny klub. Te same barwy co kiedyś, ten sam stadion co kiedyś, ci sami kibice co kiedyś, ale czy obecny klub to dokładnie ten sam klub, który powstał w roku 1964? Nie - to klub, który powstał w XXI wieku i zaczął rozgrywki od IV ligi. Nie zmieni tego faktu nawet przekonanie tysięcy fanów, że jest inaczej, désolé...

Boli mnie to niemożebnie dlatego przyznam: jestem zdeklarowanym przeciwnikiem majstrowania przy klubach, przenoszenia siedzib, cedowania nazw, zmieniania ich, sprzedawania miejsca w lidze, przyznawania miejsca w lidze za zasługi i tak w kółko (bo można w kółko).

Dlatego tak przy okazji: strasznie się cieszę, że z wyjątkiem Marcina Gortata nie mamy w Polsce nic wspólnego z NBA! Dobrze, bo i u nas mogłoby dochodzić do cudactw w stylu Philadelphia Warriors >> San Francisco Warriors >> Golden State Warriors albo New Jersey Americans >> New Yor Nets >> New Jersey Nets albo Syracuse Nationals >> Philadephia 76ers...

PS Ruch zastanawia się nad przeprowadzką do Łodzi. Warunek: musi ograć u siebie Maltańczyków, w co nie wątpimy.

PS1 Kiedy do GKS-u Katowice przychodzi nowy zawodnik nigdy nie pyta o dziewiątkę.  - Bo koszulka z dziewiątką jest już zarezerwowana - przyznaje Przemysław Pitry.

PS2 A poza tym uważam, że zegary powinny wrócić na Cichą i Bukową.

środa, 15 lipca 2009
Zsunęli się na dno

W Jastrzębiu wściekłość, szloch i zgrzytanie zębów. Klną tam teraz na czym świat stoi. GKS zawalił się z wielkim hukiem. Już przesądzone jest, że klub nie przystąpi do rozgrywek I ligi.  

Okazało się, że nowe, niedawno wybrane władze z całkiem nowym prezesem na czele działają nielegalnie. Nowym prezesem jest więc stary prezes, ale stary podkreśla, że z klubem nie ma i nie chce mieć już nic wspólnego.

Zdecydowano już, że na gruzach starego powstanie nowy klub. Taki, który zacznie od samego dołu. Będą go odbudowywać zupełnie inni ludzie. Inni nie tylko w gabinetach, ale i na boiskach - piłkarze obecnego GKS-u są wściekli, na b-klasowych pastwiskach z wiejskimi klubikami grać nie mają zamiaru i trudno im się dziwić. Działacze ich zwodzili, a teraz, przed rozpoczęciem nowego sezonu, trudno będzie im znaleźć na chybcika nowe miejsce pracy (choć pewnie co najmniej kilku sobie poradzi). Na pastwiskach nie widzi się także trener Jerzy Wyrobek (trudno, żeby szkoleniowiec, który zdobył mistrzostwo Polski udzielał się na takim szczeblu). Jedna wielka klapa...

Szkoda, że tak się to skończyło, bo jakiś czas temu urodziła się w Jastrzębiu naprawdę ciekawa drużyna. Potrafiła ładnie grać, potrafiła wygrywać z teoretycznie lepszymi do siebie (choćby z Widzewem w Łodzi w ostatnim sezonie). Gdyby działacze dorównywali umiejętnościami piłkarzom, w Jastrzębiu mogliby być teraz na poziomie i z aspiracjami Podbeskidzia. Solidni zawodnicy, przyzwoity jak na polskie warunki stadion i wielka rzesza kibiców (zdarzało się, że przychodziło ich 8 tysięcy). Szkoda...

Dostrzegam jeden promyczek w całej tej paskudnej historii. W Jastrzębiu się nie poddają. Zaczynają nowy rozdział jak mężczyźni, od samego dołu. Nie cwaniakują, nie mówią o zasługach, nie bawią się w jakieś fuzyjki, nie żebrzą o litość. Tam jest potencjał. Dajcie ludziom z Jastrzębia kilka lat, a znajdą się co najmniej w tym samym miejscu co dziś.

Jestem o tym przekonany.

UPDATE Okazało się, że w Jastrzębiu znalazł się jednak człowiek, który nie składa broni! Jan Śleziak, kierownik drużyny postanowił walczyć o I-ligową licencję dla GKS-u Jastrzębie do samego końca!  

piątek, 05 czerwca 2009
Mały fragment Wieży Babel

Nie ma nic piękniejszego w życiu niż zajmować się futbolem na Górnym Śląsku! Kiedy już prawie cała Polska się luzuje i zastanawia nad miejscem wakacji, kiedy wszędzie zaczyna się już sezon ogórkowy, u nas oczywiście kolejny mecz o wszystko. Sorry - mecze!

Zawsze powtarzam, że futbolowy krajobraz Górnego Śląska przypomina mi XVII-wieczną mapę Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Rozdrobnienie niebywałe: państwa, państewka, kluby, klubiki - wszystko połączone rozlicznymi sojuszami albo (co znacznie częstsze) rozdzielone waśniami... Wszędzie fan-kluby bardzo często oddalone od miast, gdzie siedzibę mają ich ukochane drużyny - tworzące przez to skomplikowaną mozaikę. Szaleństwo przelewające się według terminarza po różnych miejscach, w różnych konfiguracjach... Fascynujące.

Przeciętny śmietelnik, który lubi pooglądać polską piłkę przed telewizorem, nie ma pojęcia o różnych historycznych, geograficznych, kulturowych  i - niestety - chuligańskich uwarunkowaniach w  futbolowej górnośląskiej Wieży Babel.

Tak się składa, że dziś dojdzie do kolejnego epizodu konkretnej rywalizacji. Takiej, która w ostatnich latach jest jedną z najbardziej gorących w Polsce. Nie ma w tym stwierdzeniu krzty przesady.

Naprzeciw siebie staną dwa kluby o tej samej nazwie, dwa kluby o tych samych barwach, dwa kluby, których tradycja zaczęła się prawie w tym samym momencie. Tyle podobieństw, a jednak różnic znacznie więcej... Także kulturowych. Jastrzębie to największe miasto na Śląsku, którego mieszkańcy ze Śląskiem nie chcą mieć generalnie wiele wspólnego.

Do pierwszego starcia między GKS-ami doszło prawie dokładnie dwadzieścia lat temu. Jeden GKS walczył wtedy o mistrzostwo, drugi GKS - o utrzymanie. To był ostatni sezon kiedy Górny Śląsk tak bardzo zdominował ekstraklasę. Na trzy kolejki przed końcem na czele pędziły trzy drużyny: z Chorzowa, Katowic i Zabrza. Wszystkie miały 43 punkty. 11 czerwca 1989 roku GKS Katowice pojechał do Jastrzębia. Jeszcze cztery minuty przed końcem meczu rozgrywanego na starym stadionie katowiczanie prowadzili 1:0, ale gol obrońcy Leszka Powiecki w samej końcówce pogrzebał ich nadzieje. W tej samej kolejce Ruch ze znakomitym ”Guciem” wygrał, odskoczył i nie dał się już dogonić. Ostatecznie Katowice minęły linię mety na drugim miejscu. Jastrzębie spadło z ekstraklasy, by już nigdy do niej nie powrócić.

Rywalizacja gks-owsko-gks-owska rozgorzała na nowo dopiero w 2006 roku. Ze zdwojoną siłą. Nikt wtedy nie przypuszczał, że dopiero teraz zacznie się odjazd...

Sezon 2006/07

Oba zespoły spotkały się w III lidze (dzisiejszej II). Katowice trafiły do niej jako beniaminek, Jastrzębie - jeszcze jako Górnik - awansował do niej dwa lata wcześniej. Oba zespoły były głównymi konkurentami do awansu.

14 października 2006: GKS Katowice - GKS Jastrzębie 2:1 (Sadowski 55., Markowski 79. - Narwojsz 51.). Widzów: 6000. Goście przegrali mimo prowadzenia i mieli ogromne pretensje do sędziego o dwie sprawy. Po pierwsze o to, że uznał pierwszego gola dla Katowic (bramkarz zarzekał się, że zdołał wygarnąć piłkę jeszcze na linii). Po drugie o to, że  nie uznał drugiego gola dla Jastrzębia (strzelec Maciej Małkowski nie był na spalonym). W końcówce Katowice, po czerwonej kartce, broniły się rozpaczliwie w dziesiątkę. - To my strzeliliśmy dziś dwa gole i straciliśmy jednego, a nie odwrotnie - wściekał się kapitan gości Tomasz Ciemięga.

Na trybunie vip-owskiej działacze gości zostali zwyzywani. Prezes klubu z Jastrzębia Joachim Langer skarżył się potem, że został oblany kawą, a wiceprezes Tomasz Goleniec i dyrektor klubu Adam Wójcik - że piwem. Gorąco było poza boiskiem. Gospodarze odmówili biletów kibicom gości. Mimo to ci przyjechali. Zaczęła się bijatyka, sędzia przerwał mecz. Po zamieszkach na stadionie i wokół niego (pierwszy raz widziałem na własne oczy wywrócone radiowozy) policja aresztowała siedmiu chuliganów. Działacze gości skarżyli się też, że usłyszeli od katowickich kolegów: "sami jesteście sobie winni, trzeba było tu nie przyjeżdżać, nikt was tu nie chce".

26 maja 2007: GKS Jastrzębie - GKS Katowice 3:2 (Żbikowski 12., Adaszek 18., Wawrzyczek 74. - Sierka 68., Pasko 79.). Widzów: 8000

Znakomity mecz, tłumy na trybunach i w oknach okolicznych bloków.  Widzowie tylko z Jastrzębia i okolic, bo katowiccy kibice dostali zakaz przyjazdu (to była kara za awantury podczas wcześniejszego meczu z Rozwojem Katowice). Na początku fani gospodarzy wołali: "Gie-ka-es, Gie-ka-es", ale szybko się zorientowali, że od takiego skandowania piłkarzom gości też robi się przyjemnie i zmienili na ”Jas-trzę-bie”. Ten mecz zdecydował o awansie gospodarzy, po meczu na murawę wbiegli ich uszczęśliwieni kibice.

Pamiętam, że miałem się wypowiedzieć o tym meczu w zaimprowizowanym studiu telewizyjnym na bieżni. Kiedy zaczęliśmy rozmowę na żywo z prowadzącym, między nami a kamerą powolutku przetoczył się na ogłuszającym sygnale wóz strażacki. Kierowca patrzył na nas z lekkim uśmieszkiem... To było najbardziej stresujące doświadczenie Czadobloga z telewizją;-)

Warto zaznaczyć dżentelmeńską postawę Jastrzębia, które mając zapewniony awans wygrało potem z nieukrywającym duże aspiracje Gawinem Królewska Góra. Dzięki temu Katowice awansowały do baraży i wygrały je dzięki... losowaniu (ich niedoszły rywal KSZO Ostrowiec akurat został zdegradowany za korupcję). Dlatego w następnym sezonie oba zespoły znów się spotkały, ale tym razem już w II lidze.

Sezon 2007/08

14 września 2007: GKS Jastrzębie - GKS Katowice 1:1 (Adaszek 49. - Gielza 3.) Widzów: 7500

Goście już do przerwy mogli prowadzić trzema bramkami, ale rewelacyjnie bronił Czech Jakub Kafka. Jastrzębie wyrównało po golu, o który goście mieli ogromne pretensje do sędziego. Arbiter podyktował rzut wolny po faulu, któego zdaniem katowiczan nie było.

”W trakcie meczu niektórzy szalikowcy z Katowic próbowali przedrzeć się na murawę, zniszczyli przenośną toaletę znajdującą się w sektorze gości. W ich stronę wyskoczyli najbardziej gorącokrwiści kibice z Jastrzębia. Na szczęście dzięki przytomnej interwencji policji nie doszło do bijatyki”.

Mecz przysłoniła kolejna awantura. Księgowa Jastrzębia, pełniąca tego dnia obowiązki kasjerki oskarżyła kibiców gości o kradzież dwustu wejściówek z kasy biletowej. Kolportowanie biletów zarzuciła jednemu z wiceprezesów katowickiego klubu! Potem wycofała się ze swoich słów.

26 kwietnia 2008: GKS Katowice - GKS Jastrzębie 0:0. Widzów: 10000

Właściwie jedyny mecz bez kontrowersji. Debiut Wojciecha Osyry na trenerskiej ławce Gieksy. Jego drużyna, po słabym meczu, bezbramkowo zremisowała z defensywnie nastawionymi goścmi. Ostatecznie Jastrzębie zajęło w II lidze dziewiąte miejsce, a Katowice - dziesiąte.

Sezon 2008/09

Po bezsensownej zmianie numeracji rozgrywek oba zespoły spotkały się już w I lidze. Kolejny mecz i kolejna awantura...

26 października 2008: GKS Katowice - GKS Jastrzębie 1:0 (Janoszka 11. Widzów: 4000. Mecz przerwany w 52 minucie z powodu zranienia sędziego i późniejszych zamieszek. Mecz zweryfikowany jako walkower 0:3 dla Jastrzębia)

Gospodarze byli w tym meczu znacznie lepsi, rozgrywali najlepszy mecz w sezonie... ”Świetna atmosfera na trybunach prysła w 52. minucie. Miejscowi kibice chcieli popisać się efektowną tzw. oprawą i rzucili na boisko serpentyny. Pomysł okazał się fatalny. Jedna z nierozwiniętych taśm trafiła w głowę sędziego głównego Mariusza Złotka ze Stalowej Woli. Arbiter stracił przytomność i padł na murawę. Sędzia asystent został uderzony w klatkę piersiową i też się przewrócił. Obaj sędziowie przez chwilę leżeli na ziemi. Także piłkarze gości Robert Żbikowski i Marek Kubisz (były zawodnik Katowic) zostali trafieni przez serpentyny”.

Sędziowie zeszli do szatni, Złotek ostatecznie został odwieziony na obserwację do szpitala. Chuligani z Katowic wywołali potężne burdy na stadionie. Działacze gospodarzy byli potem załamani, prezes Jan Furtok zastanawiał się nad sensem dalszej pracy. Ostatecznie pozostał.

5 czerwca 2009: GKS Jastrzębie - GKS Katowice ?:?

Stawka meczu jest olbrzymia. Kto wygra - uniknie gry w barażach o pozostanie w I lidze! Mogą sprawdzić się czarne przepowiednie względem gości: czy Katowicom zabraknie punktów zabranych przez własnych szalikowców?

A działacze obu klubów znowu się pokłócili... Na mecz wybiera się armia kibiców z Katowic. Wierzę, że będzie spokojnie. Początek hitu o godz.17.30.

PS Dokładnie w tym samym czasie w Bielsku-Białej Podbeskidzie zagra superważny mecz ze Zniczem Pruszków. Ale ważniejszy będzie według mnie ten następny - z Cracovią. Już nie mogę się doczekać...

PS2 Dokładnie w tym samym czasie w Tychach kolejny szlagier, tym razem w II lidze. Mecz dwóch byłych wicemistrzów Polski (GKS-u i Zagłębia) na tym poziomie rozgrywek może zdarzyć się tylko w województwie śląskim...

Do wyboru, do koloru... Jakiś mecz na pewno Wam pasuje!

PS3 Malutki wtręcik o koszykówce, skoro wszyscy o koszykówce... Jeden człowiek w województwie śląskim kibicuje Marcinowi Gortatowi bardziej niż inni. 

sobota, 22 listopada 2008
W futbol można grać również tak
Miejsce akcji: 

stadion Miejskiego Klubu Sportowego GKS Jastrzębie

Czas akcji:

od maja do listopada 2008 roku 

Obsada: 

Joachim Langer. 50 lat. Prezes GKS-u Jastrzębie od 1999 roku, wiceprzewodniczący związku zawodowego NSZZ "Solidarność" Kopalni Węgla Kamiennego ”Jas-Mos” 

piłkarze GKS-u Jastrzębie. Od 2007 roku (po 17 latach przerwy) znowu występują na zapleczu ekstraklasy 

kibice GKS-u Jastrzębie. Na decydującym o awansie do II ligi meczu z GKS-em Katowice w maju 2007 roku jest ich około 8000. Na ostatni jesienny mecz  sezonu 2008/2009 (15 listopada z Wisłą Płock) przychodzi ich już około 600.  

Scenariusz:. 

24 maja: koniec sezonu II (wkrótce I) ligi. GKS Jastrzębie jako beniaminek bez problemów zapewnia sobie utrzymanie, zajmując niezłe 9 miejsce. 

26 maja: prezes Joachim Langer zwalnia trenera Piotra Rzepkę. Pracujący w Jastrzębiu dwa lata szkoleniowiec jest ulubieńcem kibiców. Fani uważają go za jednego z głównych autorów awansu. Rzepkę już trzy miesiące wcześniej, w marcu, chciał zwolnić Andrzej Ciok (prezes honorowy GKS-u Jastrzębie, przełożony Joachima Langera w kopalni, a prywatnie jego szwagier). Wtedy za szkoleniowcem bardzo zdecydowanie ujęli się kibice, którzy na specjalnym spotkaniu wyperswadowali Ciokowi ten zamiar.

2 lipca: piłkarze GKS-u Jastrzębie odmawiają wzięcia udziału w popołudniowym treningu. Tłumaczą, że prezes Joachim Langer nie spełnił mijającej w ten dzień obietnicy wypłaty zaległych premii z rundy jesiennej oraz pensji za maj. Prezes straszy karami za niesubordynację. Następnego dnia piłkarze kończą strajk.

29 lipca: prezes Joachim Langer spotyka się z piłkarzami GKS-u Jastrzębie w siedzibie klubu. Ma grozić zawodnikom, że wlepi im 50 tys. zł kary za niesubordynację. Jeden z graczy mówi ”Gazecie”: ”Prezes wpadł do szatni i zaczął nas obrażać. Mówił, że mamy się zamknąć i że jak się komuś w klubie nie podoba, to niech wypierdala.”  

3 września: piłkarze GKS-u Jastrzębie pół godziny przed końcem prowadzą z Flotą w Świnoujściu 2:0. Ostatecznie przegrywają 2:3.

24 września: piłkarze GKS-u Jastrzębie w 50 minucie prowadzą u siebie z Zagłębiem Lubin 3:0. Ostatecznie przegrywają 3:4 i odpadają z Pucharu Polski.

3 października: piłkarze GKS-u Jastrzębie publicznie skarżą się na prezesa Joachima Langera. Przyznają, że woleliby grać w niższych ligach, byleby tylko ktoś wypłacał im pensję.

Bramkarz oświadcza dziennikarzowi ”Gazety”: ”Proszę napisać: ja, Jakub Kafka, chcę, aby prezes Joachim Langer sprostował słowa, że pensje w klubie wypłacane są na bieżąco. Jest 3 października, a ja nadal nie otrzymałem wypłaty za sierpień, która powinna się znaleźć na moim koncie do 10 września”.  

18 października: piłkarze GKS-u Jastrzębie pół godziny przed końcem prowadzą u siebie z Turem Turek 1:0. Po katastrofalnych błędach obrony przegrywają 1:3. W ostatnich 10 minutach kibice (wśród nich dzieci) skandują pod adresem prezesa Joachima Langera obelżywe hasła i żądają jego dymisji. Nieobecny na meczu prezes od współpracowników dowiaduje się, że przez wielu obecnych na stadionie uważany jest m.in. za ”kurwę” i ”złodzieja”.

20 października: prezes Joachim Langer jest wściekły - po 9 latach rządzenia klubem chce podać się do dymisji. Nie zamierza jednak kibicom puścić płazem ich zachowania. Jego znajomi twierdzą, że korzystając z zapisu wideo chce skierować sprawę na drogę sądową i wytoczyć procesy cywilne osobom odpowiedzialnym za prowadzenie dopingu na stadionie.

22 października: prezes Joachim Langer potwierdza, że odchodzi, a zaskarżenie szalikowców chce skonsultować z prawnikiem, dowodem ma być kaseta wideo. Wszystkich piłkarzy chce wystawić na listę transferową. Tymczasem zawodnicy GKS-u Jastrzębie wciąż czekają na uregulowanie zaległości. - Dalej nie wiemy, na czym stoimy, bo prezes o pieniądzach w ogóle z nami nie rozmawia - twierdzą. 

15 listopada: ostatni ligowy mecz w tym roku. Piłkarze GKS-u Jastrzębie w fatalnym stylu przegrywają u siebie 0:2 z Wisłą Płock. Ogółem na 19 meczów 7 wygrywają (w tym jeden walkowerem), 2 remisują i 10 razy są w plecy. Warto jednak podkreślić ich duże możliwości: potrafią wygrać mecze wyjazdowe z Koroną Kielce i Widzewem Łódź. Po rundzie jesiennej zajmują w tabeli bezpieczne 10 miejsce.  

21 listopada: gorący dzień, wszyscy w Jastrzębiu czekają na nadzwyczajne zebranie sprawozdawczo-wyborcze. Piłkarze GKS-u nadal nie znajdują na kontach należnych pieniędzy i na znak protestu odmawiają wyjazdu na sparing do czeskiej Karwiny. Chcą trenować na własnym stadionie, ale dostają zakaz od wściekłego prezesa Joachima Langera . Chcą potwierdzenia zakazu na piśmie, ale prezes odmawia. Po południu na zebraniu Joachim Langer jeszcze raz - oficjalnie -  składa dymisję. Ale okazuje się, że nie ma nikogo chętnego na jego miejsce. Jak trwoga to do boga: działacze błagają Joachima Langera żeby został. Z relacji obecnego na zebraniu dziennikarza ”Gazety” wynika, że Mirosław Janiszewski, członek komisji skrutacyjnej, uchwał i wniosków woła zdesperowany: - Chimek, zostań! Nie bądź ciotą!

”Chimek” daje się ubłagać i zostaje. Okazuje się, że wypłaca piłkarzom zaległą część wynagrodzenia za sierpień i zaliczkę za wrzesień. Zawodnikom brakuje w tym momencie niespełna trzech tygodni, żeby rozwiązać kontrakty z winy klubu. Tymczasem zarząd klubu nakłada na wszystkich graczy, którzy mieli wyjechać na sparing do Czech, karę w wysokości wszystkich zaległych premii meczowych z sezonu 2007/2008 i 2008/2009.

Wszyscy piłkarze GKS-u Jastrzębie zostają wystawieni na listę transferową.

                                   % 

Co dalej? Chyba najbardziej zasadne jest pytanie: czy GKS Jastrzębie - mimo, że na razie w lidze zajmuje bezpieczne 10 miejsce - zdoła się utrzymać? A może lepiej zapytać czy klub w ogóle przystąpi do rundy rewanżowej?

PS Trzeba przyznać, że Ruchowi mecz z Legią na Stadionie Śląskim się nie udał. Goście wygrali zasłużenie. Czy będzie lepiej za tydzień, kiedy znów na Śląski przyjedzie Wisła? Na pewno może być dużo ciekawiej. Koledzy z redakcji wyniuchali, że podczas tego spotkania materiał o Ruchu chce nakręcić arabska telewizja Al Dżazira! Stacja, która przygotowuje podobne reportaże z różnych części świata, zwróciła się już o zgodę do chorzowskiego klubu.

Archiwum