wtorek, 22 grudnia 2015
Leeds United. Zawsze dobrze im życzyłem

Nie jestem specjalistą od piłki angielskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że mam sympatie i antypatie związane z tamtejszym futbolem - jak chyba każdy. Jedną z drużyn, które szanowałem od kiedy pamiętam była ekipa Leeds United. Miałem ich za mocarzy od połowy lat 70. kiedy doszli do finału Pucharu Europy. Wiem, że grali tam Allan Clarke, którego z pewnych powodów powinien kojarzyć każdy kibic w Polsce oraz Joe Jordan, którego powinien kojarzyć każdy dentysta. 

Tak naprawdę doceniłem ich jednak dopiero kiedy nieoczekiwanie - przynajmniej dla mnie - doszli aż do półfinału Ligi Mistrzów w 2001 roku. Lubię ich także za to, że pozwolili wypłynąć na szerokie wody mojemu ulubionemu francuskiemu piłkarzowi - Ericowi Cantonie. 

Nigdy bym jednak nie przypuszczał, że Czadoblogiem zainteresują się polscy kibice Leeds. Zrobili ze mną wywiad, który możecie przeczytać TUTAJ.

PS Polecam polską stronę Leeds United:)

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

poniedziałek, 16 listopada 2015
Klient zamiast kibola. Jestem przerażony!!!

Cieszę się, że kibolstwo podczas meczów reprezentacji Polski właściwie odeszło już w niebyt. Doskonale pamiętam bowiem pierwszą połowę burzliwych lat 90. kiedy rozpasanie było zdecydowanie największe. W 1993 roku kiedy przez meczem Polski z Anglią na Stadionie Śląskim zginął pchnięty nożem fan - bodajże ze Szczecina - jechałem w jednym z sąsiednich tramwajów. Kto pojawił się na tamtym meczu doskonale pamięta, że kibolstwo było wtedy agresywnie nastawione nie tylko wobec dumnych fanów Albionu. W różnych miejscach stadionu, w różnym momentach co chwilę wybuchały waśnie między ludźmi mówiącymi po polsku ubranych w te same flyersy (tyle, że niektórzy wywracali je na drugą stronę, tę pomarańczową). W efekcie naprawdę łatwo można było wtedy dostać po gębie dosłownie za nic. Z tamtego meczu pamiętam jeszcze znajomego z widzenia kieszonkowca z Załęża, który w przerwie zacierając ręce mruczał: "dobra, a teraz do roboty..."

Marzyłem o zmianach. Brzydziłem się i brzydzę kibolstwem ale trzeba sobie powiedzieć jasno: czasem zmiany są równie fatalne co status quo ante. Na meczach piłkarskiej reprezentacji Polski kończy się czas kibola a nadchodzi czas klienta. Skrajnym tego dowodem, czy nawet symbolem dokonanych już zmian, jest wszystko co się dzieje wokół meczu we Wrocławiu. We wtorek zagra tam Polska z Czechami i - jak wiadomo - na boisku zabraknie kilku najważniejszych piłkarzy kadry Adama Nawałki m.in. Roberta Lewandowskiego i Grzegorza Krychowiaka.

Ich nieobecność przyjmuję ze spokojem. Dla mnie to całkiem naturalna kolej rzeczy. Jestem jednak zwykłym, tradycyjnym - we własnym mniemaniu - kibicem. Dość niepostrzeżenie nadeszły nowe czasy: w obecnym świecie na trybunach podczas meczu reprezentacji rządzą już KLIENCI. To nowy rodzaj kibica - wydawałoby się bardzo pożądany. Broń mnie jednak Panie Boże od przepoczwarzenia się w "klienta". 

Klient na co dzień jest spokojny. Zaczyna drzeć mordę dopiero kiedy ktoś zagraża jego podstawowej dewizie życiowej: "płacę więc wymagam".

Otóż tacy właśnie futbolowi klienci wpadli przed chwilą we wściekłość - rozhisteryzowanie jest ich cechą charakterystyczną - i żądają... od PZPN-u zwrotu pieniędzy, bo w meczu reprezentacji Polski... nie zagra Lewandowski! #jacieniemoge! To jest absurd równie rozdęty jak brzuch otyłego sąsiada w podkoszulce, który zjadł dwie menażki grochówki a siedząc rozwalony przy telewizorze nie potrafi powstrzymać gazów.

Takich ludzi produkują obecne czasy. Nawet stosunek do futbolu może być konsumpcyjny i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Oczywiście wiem, że romantyzm jest passe, ale i tak na miejscu PZPN wygłosiłbym zdecydowane oświadczenie z myślą przewodnią pod tytułem "a możecie nas teraz pocałować w pewne miejsce gdzie Scylla i Charybda mówią dobranoc"... Wiadomo jednak, że nie warto potrząsać ludźmi stawiającymi na konsumpcję, bo mogą pójść żreć gdzie indziej. Spójrzcie na to na zimno: na debilu można zarobić dokładnie tyle samo co na osobniku przeciętnie inteligentnym i geniuszu. Jako że futbol to biznes to bez sensu rezygnować z klientów. Przecież zawsze lepiej żeby na przewodach pokarmowych ich i ich coraz bardziej spasionych dzieciaków nie zarabiał kto inny... Niestety: PZPN nie wyda więc żadnego ostrego oświadczenia w sprawie konsumpcjonistów na trybunach.

Klient moim zdaniem nie rozumie futbolu. Ba, nie usiłuje go zrozumieć. Klient musi za to dostać co oczekuje: wrzask komentatora (taką żenadę uskutecznia już się w siatkówce deformując również tę dyscyplinę), meksykańska fala, gol Roberta Lewandowskiego, czirliderki, uniesiony szalik w biało-czerwonych barwach, popcorn, słitfocie, wspólny śpiew przy przejściu Mostem Poniatowskiego "Pooooooooooolskaaaaaa, biało-czeeeeerwoniiii... Klient lubi odczuwać zbiorową przyjemność. Lubi kiedy jego rodzina jest zadowolona (moim zdaniem nacisk bliskich na osobnika z głównym portfelem to jedno z najważniejszych kół zamachowych konsumpcjonizmu).

Klient potrzebuje pozytywnych emocji. W jego przypadku pozytywną emocją może być choćby tylko sam widok Roberta Lewandowskiego. Klienci płacą więc wymagają, żądają. Nie jest dla nich istotne, że na bilecie nikt przecież nie zadeklarował udziału Lewandowskiego w meczu z Czechami, nikt nie obiecywał im jego występu.

Ale wiecie co? Mimo tych wszystkich wad tej nowej postindustrialnej publiczności widzę jedną jej wyraźną przewagę na kibolstwem. Otóż siedząc wśród klientów zdecydowanie łatwiej oglądać mecz niż siedząc wśród kiboli. To co dzieje się na trybunach zawsze było mi obojętne, zawsze liczyło się dla mnie co na murawie. A klient MNIEJ PRZESZKADZA niż kibol. Byleby tylko rozkapryszony dzieciak nie wył mi nad uchem o tym, że "taaaaaaaaaaaaaaato, nie ma Roberta Lewandowskiego, a przecież obiecaaaaaaaaaaaaałeś". Jeśli nie zawyje to właściwie wszystko będzie w porządku.

Smacznego popcornu.

PS Oczywiście jest również coś co łączy kiboli i klientów: to debilne zachowania podczas grania hymnu rywali. Obie społeczności różnią się jedynie w drobnym szczególe. Pierwsi gwiżdżą, drudzy klaszczą. Same matoły!

PS1 A poza tym reprezentacja Polski powinna wrócić na Stadion Śląski.

piątek, 21 lutego 2014
Przyjmijmy Legię jak na to zasługuje

Już za chwileczkę, już za momencik to co lubimy najbardziej: klasyka. Klasyka ze stawką. Legia przyjeżdża do Zabrza na mecz z Górnikiem.

W związku z tym wielkim wydarzeniem apeluję żeby przyjąć Legię z godnością. Nie chodzi nawet o to, że to zasłużony dla polskiej piłki klub. Chodzi o to, że jeśli ktoś do nas przyjeżdża to znaczy, że jest naszym gościem. Warto gościa traktować jak gościa z trzech powodów:

a) bo tak wypada. Zachowywanie się w pewnych sytuacjach w określony sposób tylko dlatego, że tak wypada nie oznacza wcale, że jesteśmy niewolnikami konwenansów. Oznacza tylko, że jesteśmy członkami pewnej cywilizacji;

b) bo to się opłaca. Ewentualne nieprzyjemne przywitanie godzi w interes drużyny, której się kibicuje - w przyszłości. My też kiedyś będziemy gośćmi; 

c) bo warto trzymać poziom bez oglądania się na fakt, że u przeciwnika występują takie indywidua jak spiker Legii Wojciech "spierd... lamusie" Hadaj (poniżej filmik nakręcony przy okazji ostatniego meczu Legii z Koroną Kielce na Łazienkowskiej i "rozmowa" Hadaja z działaczem drużyny gości).  

 

Moim zdaniem można pana Hadaja zaprosić do Zabrza na ten mecz i uprzejmie ugościć. Może on zachowuje się jak wściekły pies wobec gości jedynie dlatego, że nie zaznał ludzkiej dobroci poza stolicą? Tak wiem, że to nie jest dobre wyjaśnienie. Ale czasem zwyczajnie wystarczy gdy takim ludziom pokaże się, że istnieje inny świat i że naprawdę można zachowywać się inaczej. Dzięki temu szybciej mogą sobie uzmysłowić, że oni też mają szansę zmienić własne życie...

Zdaję sobie sprawę, że pan Hadaj zwyczajnie może nie znać innej rzeczywistości. Otworzenie mu oczu na lepszy świat byłoby po prostu dobrym uczynkiem, a dobrych uczynków na tym łez padole nigdy nie za wiele.

PS W związku ze zbliżającym się mundialem postanowiłem wprowadzić nowy cykl. Od dziś pod wpisami będę publikował moją najlepszą jedenastkę złożoną piłkarzy, którzy wystąpili na mundialu. Każda jedenastka z każdej litery alfabetu. 

Zacznę - jak to w naszej cywilizacji - od litery A. Coś pięknego:

bramkarz

Albertosi - ITA - 1966-70 - II*

obrońcy

Amoros - FRA - 1982-86 - IV, III

Albrecht - ARG - 1966

Adams - ENG - 1998

Abidal - FRA - 2006-10 - II

pomocnicy

Andrade - URU - 1930 - M

Ardiles - ARG - 1978-82 - M

Augusto** - POR - 1966 - III

napastnicy

Asprilla - COL - 1994-98

Ademir** - BRA - 1950 - II

Albert - HUN - 1962-66

Chyba nie pominąłem nikogo ważnego, co? Może macie lepszą jedenastkę? (choć szczerze wątpię:)

* nazwisko, narodowość, mundiale na których zagrał, ewentualne sukcesy

** w przypadku Brazylijczyków i Portugalczyków postanowiłem umieszczać ich w jedenastkach od pierwszej litery ksywki a nie nazwiska. Mogliby zdominować na przykład literkę S (Santos - na mundialu wystąpiło ponad dwudziestu zawodników z trzech krajów o tym nazwisku, bodaj ośmiu z nich zdobyło medale - a nikt nie kojarzyłby o co chodzi;)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

piątek, 20 grudnia 2013
Tożsamość kibicowska niestety się poszerza

Z zadowoleniem przeczytałem informację o tym, że kibice Górnika Zabrze odcinają się od antyromskiej manifestacji. Tak samo z zadowoleniem przeczytałbym info o tym, że odcinają się od poparcia dla Romów. Tak samo z zadowoleniem przeczytałbym informację, że odcinają się zarówno od sprzeciwu dla ruchu LGBT w Polsce jak i od poparcia dla ruchu LGBT w Polsce. Od sprzeciwu dla teorii spiskowej w katastrofie smoleńskiej i od poparcia dla teorii spiskowej w katastrofie smoleńskiej. Od sprzeciwu dla Towarzystwa Miłośników Picia Mleka Po Godzinie 16 i od poparcia dla Towarzystwa Miłośników Picia Mleka Po Godzinie 16.

Osobiście jako kibic wyrażam sprzeciw dla poparcia czegokolwiek i poparcie dla braku sprzeciwu czemukolwiek. Oczywiście poza sprawami kibicowskimi i futbolowymi.

Chodzi o to, że niektórzy wśród kibiców myślą, że jako kibice są stworzeni do czegokolwiek innego niż do kibicowania. Najgorzej jak się komuś ubzdura, że ma jakąś dziejową misję do wykonania. Zawsze mnie to żenowało, bo żeby podejmować jakiekolwiek działania pozafutbolowe w imieniu kibiców jakiegokolwiek klubu powinno się spytać o zdanie WSZYSTKICH fanów, którzy uważają się za kibiców konkretnego klubu. No bo co z kibicami Romami, co z kibicami nacjonalistami, co z kibicami internacjonalistami, co z kibicami katolikami, co z kibicami ateistami, co z kibicami lewicującymi i prawicującymi? Co z kibicami uważającymi, że katastrofa smoleńska była jedynie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, co z kibicami uważającymi, że to jednak spisek? Co z kibicami wolącymi mleko od kawy i co z kibicami podnoszącymi jednak kawę nad mleko? Co z kibicami przejmującymi się wszystkim i co z kibicami mającymi wszystko w dupie?

Także dlatego z niesmakiem przeczytałem informację o bijatyce między kibicami Ruchu Chorzów i GKS-u Katowice przed uroczystościami rocznicowymi pod kopalnią Wujek. Nie dlatego, że się starli. Wiadomo, że bijatyki są godne potępienia, ale wiadomo też, że oni pewnie będą się tłuc jeszcze kiedy piętnaste pokolenie niezapominajek akurat urośnie na mogile wnuka Czadobloga. Nie - zażenowało mnie to dlatego, że wydarzyło się w taki akurat dzień pod kopalnią Wujek.

Nie przypominam sobie żeby kibice obu klubów byli tam jako kibice w roku 1982, 83, 84, 85, 86, 87, 88, 89, 90, 91, 92, 93 i tak dalej i tak dalej. Dlaczego nagle byli więc teraz?!

Otóż u niektórych budzi się "kibicowska" pseudoświadomość (nie odważę się nazwać tego wiedzą historyczną). Zawsze wydawało mi się, że żeby obchodzić lub przeżywać rocznicę tragedii na Wujku wystarczy być obywatelem, nie trzeba być kibicem piłki nożnej.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w dzień próby, kiedy obce wojska najadą Polskę, wśród tych najbardziej zaciekle nas broniących będą kibole. Warto zdawać sobie z tego sprawę. Dla mnie idealnym obrazem ulicznika w dobrym znaczeniu tego słowa jest Tarzan ze wspomnień Stanisława Komornickiego ps. Nałęcz noszących tytuł "Na barykadach Warszawy". On na pewno przed wojną komuś kibicował. Ciekawe komu?

Żeby było jasne: w tym wypadku nie piszę oczywiście o tych kibolach, którzy w dzień próby będą nas nie bronić a szabrować. 

Ciekawe jakie będą proporcje.

PS A poza tym Omega powinna wrócić. A poza tym czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

niedziela, 24 marca 2013
Warszawskie szczęście nadciąga

Nadchodzi moment, w którym Stadion Narodowy w Warszawie wreszcie będzie miał to czego brakuje mu najbardziej - stanie się fartowny. Oczywiście nie każdy obiekt może być tak magiczny jak Stadion Śląski, na którym już pierwszy mecz o punkty przeszedł na stałe do historii polskiego futbolu - w 1957 roku Polska wygrała ze Związkiem Radzieckim 2:1. Także były Stadion Wojska Polskiego na Łazienkowskiej jest pod tym względem lepszy od Narodowego - już w drugim meczu o stawkę (eMŚ z Jugosławią w 1938 roku) udało się na nim biało-czerwonym wygrać (pierwszy nieudany mecz odbył się cztery lata wcześniej z Czechosłowacją).

Nie żądajmy jednak od Narodowego żeby dorównał Śląskiemu - to niemożliwe niech więc zacznie wreszcie budować własną legendę.

Teraz stołeczny stadion będzie miał wreszcie szansę na pierwszy wybuch radości - w meczu z San Marino spodziewamy się pierwszego zwycięstwa Polski w meczu o stawkę czyli ogrania San Marino w eliminacjach mistrzostw świata.

Uda się na pewno ale będzie to oznaczać, że udało się dopiero za piątym razem - mecze z Grecją, Rosją, Anglią i Ukrainą jak wiadomo zwycięstwa nie przyniosły. Lepiej jednak późno niż później...

Gdyby się jednak nie udało - kolejne mecze tych eliminacji powinny odbywać się gdzie indziej, a na Narodowy powinni wkroczyć egzorcyści.

PS Rozmawiałem z Ryszardem Sadłoniem, chorzowskim radnym, kibicem Ruchu, który pojechał do Warszawy na mecz z Ukrainą. Był przerażony naszą publicznością podczas tego meczu. Generalnie wygląda na to, że wielu ludzi zobaczyło mecz między 15. a 30. minutą, a potem między 60. a 75. bo najważniejsze było przecież dobrze się najeść...

Osobiście zawsze byłem za wymianą stadionowej publiczności - z kibolskiej na normalną. Nie zgadzam się jednak żeby normalność oznaczała obżarstwo, czkanie, pierdzenie w stołki i gwizdanie wobec piłkarzy schodzących na przerwę (wydawało mi się, że wyrażenie dezaprobaty pod adresem własnych piłkarzy ma sens dopiero po ostatnim gwizdku...

"Stare kibolstwo" to chamstwo i agresja, ale okazuje się, że ''nowe kibicowanie'' to najmodniejszy krój w kolorze biało-czerwonym, obżarstwo, dezynwoltura (''dlaczego nie wygrywają?! Przecież zapłaciłem za bilet") nieznajomość futbolu i żądanie zwycięstwa za wszelką cenę. I - last but not least - uczenie takiego konsumpcyjnego spojrzenia na futbol własnych dzieci, które przecież "zabieramy na mecz, bo jest bezpiecznie". Już żal mi tak formatowanych kibiców polskiej piłki, którzy dojdą do głosu za 10-15 lat.

Okazuje się, że nie tylko my zauważamy problem. Oto co o publiczności na Stadionie Narodowym w Warszawie podczas meczu z Ukrainą sądzi były premier.

PS A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić.

czwartek, 07 marca 2013
No i co, plantatorzy?

Wiadomo, że rozwój piłki nożnej można rozpatrywać pod różnym kątem. Kiedy byłem chłopcem przejawiałem wielki entuzjazm dla samej idei rozwoju. Dziś uważam oczywiście, że jest rozwój ale i ''rozwój''.

Nie jestem klasycznym zwolennikiem idei ''against modern football'', choć dostrzegam powody dla których powstała. Mnie w piłce nożnej przeraża fakt socjologiczny: zasysanie większych przez mniejszych, zakładanie wielkich plantacji pod jednolitą uprawę i w efekcie niszczenie endemicznych gatunków. O co mi chodzi wyjaśniłem szczegółowo - TUTAJ. Pisząc tamte słowa byłem bardzo rozgoryczony, nie widziałem właściwie nadziei, że tendencję da się odwrócić.

Tymczasem nadzieja potrafi spłynąć w najmniej spodziewanym momencie. Od niedawna mam gościa. To 15-letni zagorzały kibic VfL Osnabrück. Na tyle zagorzały, że wkroczył do mojego domu z szalikiem na szyi. 

Akurat ten VfL to klub obecnie trzecioligowy bez jakichś nadzwyczajnych aspiracji. Polscy kibice mogą kojarzyć go z Udo Lattkiem (strzelał tam gole w pierwszej połowie lat 60.), Nowozelandczykiem Aaranem Linesem, który potem grał w Ruchu Chorzów, Patrickiem Owomoyelą, którego z podstawowego składu BVB wygryzł Łukasz Piszczek albo z Paulem Thomikiem, któremu nie udało się w Górniku Zabrze.

Osnabrück leży zaledwie 80 km od Dortmundu, w promieniu stu kilometrów działa co najmniej kilka bardziej znanych klubów: Borussia, Werder, Hanower czy Arminia. Ale nie - chłopak nie widzi świata poza klubem, który nawet nigdy nie grał w Bundeslidze! Jest na meczu co dwa tygodnie, zdarza się, że jeśli grają gdzieś w miarę blisko, to jeździ na wyjazdy.

Kiedy wczoraj włączyłem transmisję meczu PSG kontra Valencia (chciałem zobaczyć Lavezziego, Pastore, Banegę i Piattiego) chłopak nawet się nie zainteresował. Wygląda na to, że jest ortodoksem, bo z jego słów wynikało, że cała Liga Mistrzów to... ''komercyjny szajs''. Piętnastoletni ortodoks. Brzmi nieźle, co?

I wiecie co? Choć rozumiem znaczenie Ligi Mistrzów (osobiście wolałbym oczywiście Puchar Europy na starych zasadach) cieszę się, że tacy chłopcy istnieją, cieszę się że nieprzytomnie kochają takie kluby jak VfL Osnabrück. Cieszę się, że właśnie takie drużyny ciągle mogą być i ciągle są "klubami pierwszego wyboru''.

Jeśli tacy chłopcy są w Niemczach przy tak rozwijającej się Bundeslidze, będą także i w Polsce - kiedy Ekstraklasa również osiągnie stabilny stan rozwoju.

A to oznacza, że piłka nożna ciągle ma sens.  

PS A poza tym Omega. 

PS1 Do boju Osnabrück!  

PS2 Jestem bardzo ciekawy jak rozwinie się TA SPRAWA.

poniedziałek, 17 września 2012
Kazimierz Kutz mnie zdumiał

W weekend przeczytałem w "Przeglądzie Sportowym" wypowiedź Kazimierza Kutza, która dla mnie jest wręcz zdumiewająca.

"Po wojnie na Śląsk zjechało parę milionów osób, a ludzie muszą się z czymś identyfikować. I Zagłębiacy skupili się przy Zagłębiu, nowi Ślązacy przy Górniku, zespole bez śląskich tradycji. Starzy przy Ruchu".

Moim zdaniem ta opinia nie przystaje do rzeczywistości. Musiałbym ją zacytować rodzinie z Zabrza mieszkającej w tym mieście jeszcze przed II wojną światową. Albo hanysowi z Katowic, dla którego Górnik zawsze był klubem pierwszego wyboru. Albo koledze z głębi Polski, który uwielbia Ruch Chorzów.

Żeby wytłumaczyć jakieś zjawisko często generalizujemy, wiadomo. Trzeba jednak pamiętać, że nie opłaca się "generalizować na żywym organizmie", bo ten może zaoponować:) 

Moim zdaniem w tym wypadku akurat nie ma sztywnych reguł. Nigdy do końca nie wiadomo co powoduje, że człowiek decyduje się na ten, a nie inny, sąsiedni klub. Stwierdzenie, że Górnik  - choć oczywiście trzeba pamiętać w jakich okolicznościach powstał - to "zespół bez śląskich tradycji" jest moim zdaniem krzywdzące.

Ale protestów zapewne nie będzie. Hanysy kibicujący Górnikowi wzruszą jedynie ramionami. I tyle.

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

niedziela, 26 sierpnia 2012
Wykroczenie z art. 65 § 2 KW. To kibole!

Oczywiste jest, że w walce ze stadionowym chuligaństwem polska policja powinna być wspierana. Ale zawsze wydawało mi się, że w demokratycznym kraju policja jest dla obywatela, a nie obywatel dla policji i że policja powinna być wspierana w walce z kibolstwem, a nie kibicami.

Z tego co wiem, podróże kibiców na mecze wyjazdowe generalnie nie są zakazane. A skoro nie są zakazane to policja nie powinna robić na złość, nie powinna robić pod górkę.

Pod poprzednim moim wpisem o Górniku Zabrze i jego występie w Białymstoku wpisali się kibice Górnika oburzeni tym, co spotkało ich na gościnnym - wydawałoby się - Podlasiu.

Głos 1: "(...) Wyjazd grzeczny jak wycieczka zakładowa, ŻADNYCH incydentów w drodze i na postojach. I milicja trzymająca nas przez ponad godzinę na polnej dróżce w lesie "bo tak", "bo my tu rządzimy i jak chcemy to meczu nie zobaczycie". Państwo prawa?! Ludzie brali urlopy, wydali niemałe pieniądze, spędzili ponad 10h w jedną stronę w autokarze i zobaczyli las i pola. Czekamy aż obrońca uciśnionych czyli GW zainteresuje się tematem i go nagłośni."

Głos 2: "kibice Górnika zatrzymani przez policję 10 km przed stadionem, do Białegostoku autobusy kierowane bocznymi drogami (niektóre z tych dróg nie miały asfaltu!!!) Policja w szczerym polu sprawdza listę wyjazdową (takie czynności należą do kompetencji ochrony przy wpuszczaniu na stadion) Efekt - pierwsi kibice Górnika pojawiają się pod stadionem w 50 min meczu. Relacji z pierwszej połowy słuchają w radio w szczerym polu. Co najważniejsze przejazd kibiców Górnika w jedną jak i w drugą stronę spokojny. Żadnych incydentów, które uzasadniałyby takie działania. Ludzie brali urlopy, wydali pieniądze. Co to k**wa ma znaczyć?!

Portal Śląsk.Sport.Pl poprosił o komentarz rzecznika Komendy Wojewódzkiej białostockiej policji. "Cztery autokary z kibicami Górnika Zabrze dojechały do miejscowości Tołcze (10km od Białegostoku), gdzie systematycznie funkcjonuje punkt kontrolny Policji, o godzinie 20.00. W tym miejscu tradycyjnie już odbywa się sprawdzanie kibiców podróżujących autokarami i jak do tej pory (kilkadziesiąt, a być może nawet i kilkaset takich kontroli) nie było z tym żadnych problemów. Autokary zawsze dojeżdżały odpowiednio wcześniej, a kibice natychmiast i bezproblemowo byli legitymowani, aby mogli jak najszybciej dojechać na stadion. W tym przypadku podlaska Policja otrzymała informację, że kibice przemieszczający się tymi autokarami nie zostali sprawdzeni przed wyjazdem, stąd też brak było informacji kto faktycznie podróżuje autokarami. (...) Funkcjonariusze przystąpili do legitymowania, jednak kibice odmówili wykonania tej czynności, co jest wykroczeniem z art. 65 § 2 KW oraz opóźnili tym samym dodatkowo dotarcie na stadion. Po pewnym czasie osoby podróżujące autokarami poddały się sprawdzeniu i po szybkim i sprawnym legitymowaniu ruszyły dalej (pojazdy wyjeżdżały pojedynczo, gdyż infrastruktura drogowa w rejonie stadionu nie pozwala na przyjęcie 4 autokarów jednocześnie i bezpieczne przeprowadzenie blisko 200 osób na obiekt - ruchliwa i wąska ulica). Pomimo tego po dotarciu na stadion organizator spotkania umożliwił śląskim fanom piłki nożnej wejście na trybuny w trakcie meczu. Jednak kibice odmówili i dopingowali swoją drużynę sprzed stadionu" - poinformował rzecznik podlaskiej policji Kamil Sorko. 

Takie tłumaczenia mnie osobiście rozśmieszają, stary jestem i niejedno widziałem. ''Dotychczas nie było żadnych problemów'' tylko ci rozwydrzeni kibice Górnika nie wiadomo dlaczego bezczelnie denerwowali się, że poświęcają czas i pieniądze i  - wyobraźcie sobie - nie chcieli się spóźnić. Czy policja nie mogła się postarać żeby ułatwić ludziom życie? Dlaczego sprawdzała ich na jakimś polu?

Stary jestem, niejedno widziałem. Mierzi mnie założenie, że każdy kibic, który nie zgadza się z policją to już kibol. Dlatego mogę powtórzyć to co pisałem już na Czadoblogu w związku z historią, która przydarzyła mi się na początku lat 90.:

''Zawsze będę popierać policję w walce z kibolstwem. Jednocześnie zawsze będę jednak podkreślać: nie wolno wszystkich ludzi lubiących chodzić na stadiony po to żeby oglądać mecze piłkarskie wrzucać do jednego wora. Być może bym tak nie uważał gdyby nie pewne zdarzenie w moim życiu, które uzmysłowiło mi jak mogą czuć się kibice potraktowani jak bandyci, a z bandytyzmem nie mający NIC wspólnego.

Zwolennicy zdecydowanej postawy policji przy zwalczaniu chuligaństwa podczas meczów piłkarskich twierdzą, że gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Ja mam inne zdanie, bo wiem, jak to jest być wiórem. Kiedyś znienacka oberwałem na ulicy pałką, bo policjanci myśleli, że jestem jednym z eskortowanych przez nich szalikowców. Dostałem znienacka, dech mi zaparło. Nie mogłem oddychać. Usłyszałem szyderczy śmiech i krótkie "szybciej, k..., dołącz do grupy". Sina pręga na plecach przeraziła mamę, więc poszedłem złożyć skargę do komendy wojewódzkiej. Miła policjantka kazała mi opisać przebieg wydarzeń. Po miesiącu do domu przyszedł list. Z informacją, że nie udało się zidentyfikować bijącego policjanta i radą, żebym na przyszłość unikał tak niebezpiecznych miejsc jak ulica niedaleko stadionu.

Czego życzyć policjantom podczas ich trudnej pracy? Żeby tępiąc chuligaństwo, sami nie stawali się chuliganami.

Tak było... Rada ''żebym na przyszłość unikał tak niebezpiecznych miejsc jak ulica niedaleko stadionu'' boli mnie do dziś. Bo do dziś odbieram ją jako wielkie szyderstwo i jednocześnie arogancję władzy. Arogancję, która dotknęła mnie osobiście."

Skoro mnie przytrafiło się coś takiego to czy mogło przydarzyć się komuś innemu?

PS A poza tym Omega.

środa, 08 sierpnia 2012
Piłkarze ZAWSZE powinni zarabiać najwięcej

Z pobłażliwością traktuję głosy oburzonych, którzy wściekają się, że przeciętni piłkarze zarabiają w Polsce więcej niż wybitni przedstawiciele sportów olimpijskich, medaliści największych imprez.

Kompletnie nie rozumiem wyrazów potępienia wobec Marcina Kikuta, nowego piłkarza Ruchu Chorzów. Powiedział jedynie coś oczywistego: ''Nie można się gniewać, że nasza dyscyplina cieszy się największym zainteresowaniem i są w niej najwyższe wynagrodzenia''.

Oczywiste jest z czego wynika to zjawisko. Wiadomo, że nie ma na to wpływu klasa obecnych polskich piłkarzy, która - co trzeba przyznać - jest niska.

Moim zdaniem zjawisko dysproporcji w zarobkach między sportowcami wynika jedynie z faktu, że mnóstwo ludzi w Polsce codziennie - kiedy się budzi i kiedy zasypia - myśli o najbliższej piłkarskiej kolejce ligowej. Moim zdaniem takich ludzi jest znacznie więcej od tych, którzy zamiast o futbolu myślą w podobnych okolicznościach o jakiejkolwiek innej dyscyplinie.

A teraz napiszę coś brutalnego, ale w moim odczuciu szczerego. Otóż nie sądzę, że kiedykolwiek choćby pół miliona ludzi w Polsce poważnie przejęło się niskim poziomem jakiejkolwiek innej dyscypliny niż piłki nożnej.

Żeby było jasne: nie jestem wrogiem innych dyscyplin sportowych, nie traktuję ich jako konkurencji wobec piłki nożnej. To by było bez sensu. Wręcz przeciwnie - bardzo chętnie je oglądam i często kibicuję. Niech się rozwijają jak mogą, niech pozyskują kibiców i sponsorów.

Wierzcie mi, naprawdę jest dla mnie całkowicie nieistotne czy futbol jest najpopularniejszą dyscypliną na świecie czy może nie jest. Właściwie nie mam nic przeciwko temu żeby choćby pływanie synchroniczne było bardziej popularne.

Ja i tak wiem, że to na mecze piłkarskie będę chodził do końca moich dni, a nie na cokolwiek innego. Jakkolwiek górnolotnie to nie zabrzmi - futbol to moja miłość życia i wiem to już od dziewiątych urodzin. Tylko na stadionie piłkarskim czuję mrowienie. Wolno mi przecież nie czuć tego mrowienia nigdzie indziej. Nikt mi tego nie może zabronić:-)

A jeśli ktoś kiedykolwiek zmusiłby mnie do wyboru: albo igrzyska olimpijskie albo piłkarskie rozgrywki ligowe nie zastanawiałbym się nawet pięciu sekund. Dlatego więc nie zmuszajcie nas (mnie i mi podobnych) do takich wyborów.

Owszem, chciałem kiedyś Czadoblożka zabrać na cokolwiek innego niż mecz piłki nożnej. Jednak on nie wyraził zainteresowania, a ja bynajmniej nie rozpaczałem z tego powodu. 

Powtórzę: nie ma nic lepszego na świecie niż piłka nożna. W dodatku jej siłą jest niezaprzeczalny fakt: uważa dziś tak właściwie cały świat. Patrząc z dzisiejszej perspektywy nic tego nie może zmienić.

Nic.

Ruszaj więc dalej w drogę, karawano. A piłkarze dalej niech zarabiają najwięcej.

PS Piszę o dzisiejszej perspektywie, bo nie wiem czy kibice Ruchu Chorzów pamiętają, że cesarz Justynian też kibicował Niebieskim. Byli to jednak zupełnie inni Niebiescy i zupełnie inna historyczna perspektywa:-) Wtedy w Konstantynopolu też nikt by nie uwierzył, że cokolwiek mogłoby być bardziej popularne niż wyścigi rydwanów. Nie-moż-li-we! Kto nienawidzi futbolu niech w tym szuka nadziei.

PS1 W polskiej specyfice ostatnio duże zarobki wynikały trochę z psucia rynku, którego dopuścił się Józef Wojciechowski. Ale najczęściej jest tak, że psuje sami potem odczuwają psucie na własnej skórze więc Wojciechowski pożegnał futbol. Wierzę, że teraz płace powinny być na bardziej rozumnym poziomie.

PS2 A poza tym Omega.

wtorek, 15 maja 2012
Mój tysiąc

Zazwyczaj to ja robię wywiady z ludźmi Polonii Bytom. Ale tym razem to ludzie Polonii Bytom zrobili wywiad z Czadoblogiem. Okazja była dla mnie miła - tysięczny mecz widziany na własne oczy, który przypadł akurat na grę Polonii.



PS Kibicom Polonii dziękuję za miłe odniesienie się do Czadobloga:-)

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Archiwum