niedziela, 22 marca 2015
Połączenie Radzionkowa z Barceloną [WIDEO]

Wiosna idzie. Wiadomo nie dzięki temu, że zaczęła grać ekstraklasa, że zaczęła grać I liga, że zaczęła grać II liga, że zaczęła grać III liga, ale raczej dzięki temu, że zaczyna wreszcie IV liga:) W ten weekend mamy u nas inaugurację tegorocznych rozgrywek na tym poziomie. Liderem pierwszej grupy jest zespół, który od 1995 roku oglądałem wielokrotnie (jego rezerwy również), a pięć z tych meczów zapamiętałem szczególnie. Jeszcze w 1785 roku było tam tylko 28 kmieci, 20 poddanych ogrodników, 7 wolnych zagrodników, 2 wolnych chałupników i 2 karczmarzy. Ale w międzyczasie trafiła tam nawet ekstraklasa...

Właśnie dziś Ruch Radzionków gra pierwszy ligowy mecz w tym roku. Cidry mają w składzie kilku znanych grajków z niezniszczalnym Piotrem Rockim na czele (przypominam - rocznik 1974). Rywalem na wyjeździe będzie Grodziec Będzin - kto wie o jakie klimaty chodzi, ten wie, że emocje zapewnione (początek dzisiejszego meczu o godz. 14.30). Prezes Ruchu (młodszy od swojego najbardziej znanego zawodnika o pięć lat) nie będzie miał dziś czasu na pomeczowe pogaduchy. Jako zagorzały fan Barcelony zapewne będzie śpieszył się żeby zobaczyć Gran Derbi. Na twitterze Marcin Wąsiak napisał wczoraj tak:

Jutro wielka niedziela: 14.30 Grodziec - RR, a o 21 Barca - Real. W przerwie przerywnik Lech - Legia :)

PS Świat się zmienia. Trzydzieści lat temu człowiek cieszył się jeśli na meczu ekstraklasy mógł nabyć kilkustronicowy czarno-biały program. Nie było mowy żeby klub z piątego poziomu rozgrywek mógł nakręcić filmik promujący walkę o awans. Dziś to możliwe... 



A za tydzień Radzionków - już na własnym boisku - rozgrywa ciekawy mecz ze Slavią Ruda Śląska. Wiosna!

PS1 Wczoraj Ruch Chorzów przegrał z Zawiszą Bydgoszcz bardzo ważny mecz. W moim odczuciu generalnie to sprawiedliwy wynik - o tyle, że Zawisza prezentował się lepiej, a Ruch nie grał chyba tak jak sobie założył Waldemar Fornalik.

Warto zwrócić jednak uwagę na majstersztyk jaki wykonał właściciel bydgoskiego klubu. Oskarżył sędziego Gila o sprzyjanie Ruchowi. Dla mnie jasne było, że anse Zawiszy nie zostaną wzięte pod uwagę i Gil będzie w Chorzowie sędziował. Jasne były konsekwencje: Gil zrobi wszystko żeby nikt nie posądził go o stronniczość. Ręka w polu karnym Zawiszy? Przypadkowa.

Nie mam pojęcia czy to było inteligentnie intencjonalne działanie Osucha czy raczej chlapnięcie. Ale patrząc na to tylko i wyłącznie przez pryzmat efektów - to było rzeczywiście mądre posunięcie. Nie mam zastrzeżeń do gwizdania sędziego Gila - wiadomo jednak, że są sytuacje, w których arbiter może podjąć decyzje w obie strony i nikt nie będzie się czepiał.

Nikt się nie czepia, a Radosław Osuch jest na pewno zadowolony.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE Grodziec Będzin - Ruch Radzionków 0:3.

czwartek, 08 sierpnia 2013
Cidry. Zmartwychwstanie. Nadzieja

Zaimponowali mi. Przetrwali trudny czas w sposób godny. Nie podpinali się pod czyjąś licencję. Uznali, że nie stać ich na drużynę seniorów więc wycofali się z pierwszej ligi jednocześnie nie rozwiązując klubu. Woleli przeczekać trudny okres, spięli się i teraz wracają. Cidry znowu żyją!

W tym miejscu należą się słowa wdzięczności Polskiemu Związkowi Piłki Nożnej. PZPN wyraził bowiem zgodę, żeby Ruch Radzionków zrezygnował z prowadzenia zespołu seniorów w pierwszej lidze, a po roku wrócił do ligowej rywalizacji na poziomie trzeciej ligi. Wyraził, a nie musiał.

Ruch zabrał się do sprawy zmartwychwstania w sposób, który budzi mój szacunek. Uporządkował finanse, założył program naprawczy. Wiadomo, ze gigantycznych pieniędzy w klubie nie ma, tym bardziej, że ciągle spłaca stare zadłużenie. Ale pracują tam ludzie, którym nie zdarzy się obiecać więcej niż będą w stanie zapłacić. Wydaje się, w obecnych czasach to najważniejsze założenie pozwalające żeby klub działał na zdrowych zasadach.

Ruch przetestował ponad stu zawodników przede wszystkim z regionu. Ślązaków, którym nie trzeba tłumaczyć co to jest Ruch Radzionków. 

TUTAJ napisałem o pięciu najbardziej dla mnie pamiętnych meczach Ruchu Radzionków, które widziałem na własne oczy. Teraz już wiem, że wkrótce pojawią się następne, które wedrą się na moje prywatne radzionkowskie Top Five.

Wracajcie na szczebel centralny, Panowie.

PS Ruch Radzionków zaprasza wszystkich chętnych na inauguracyjny ligowy mecz ze Startem Namysłów. Początek w sobotę o godzinie 17. Musicie tam być!

PS1 A poza tym uważam, że Omega powinna wrócić. A poza tym uważam, że czwarta trybuna na stadionie w Zabrzu powinna powstać jak najszybciej.

poniedziałek, 15 października 2012
Nie grają. Ale istnieją

Brutalne czasy takie, że klub piłkarski może istnieć bez... pierwszej drużyny. Podejrzewam, że może stać się to u nas nawet jeśli ''nienagminne'' to przynajmniej ''nieincydentalne'' ...

Warto więc zapoznać się z doświadczeniami prezesa śląskiego klubu, w którym... nie ma pierwszego zespołu. Dawno temu ten klub utrzymywał się m.in. ze składek w wysokości 50 groszy miesięcznie. Te czasy nie mają jednak szans wrócić.

W 1785 roku w Radzionkowie było 28 kmieci, 20 poddanych ogrodników, 7 wolnych zagrodników, 2 wolnych chałupników i 2 karczmarzy. Węgiel zaczęto wydobywać prawie sto lat później - w 1874 roku - więc miejscowość bardzo się rozrosła. Kiedy powstawał klub piłkarski żyło tam już około 15 tysięcy ludzi. Najlepiej opisał to Piotr Warzecha, prezes Ruchu w latach 1928-39. "Klub nie był oficjalnie na garnuszku żadnego zakładu pracy. Oficjalnie to nie znaczy faktycznie. Realna pomoc, jakiej na przykład kopalnia "Radzionków'' nam udzielała szła linią telefoniczną Gmina Radzionków - Kopalnia. Ot, zawodnik był bezrobotnym, pułkownik Ziętek [tak, tak; ten Ziętek. Był naczelnikiem radzionkowskiej gminy w latach 1929-39, przyp.pacz] dzwonił do dyrektora kopalni inżyniera Koraszewskiego. Tenże dyrektor, obdarzony podobne jak pułkownik Ziętek, tytułem honorowego prezesa Klubu uruchamiał, kiedy mógł, jakieś finansowe rezerwy (...) Oprócz tych źródeł, utrzymywaliśmy się ze składek członkowskich w wysokości 50 groszy miesięcznie oraz z opłat za bilety na mecze.''*

Ruch Radzionków zawsze był organizacją środowiskową, związaną z zakładami pracy raczej więzami personalnymi niż sponsorskimi. Konkurencja wokół była bardzo silna, gdzie indziej Ruch na pewno wybiłby się szybciej, tymczasem na własne 50-lecie czyli w 1969 roku akurat spadał z III ligi do A-klasy...

Teraz nie spada, bo nie ma... jak spaść. Ale najważniejsze, że istnieje. I będzie istniał. Młodziutki prezes Marcin Wąsiak nabywa doświadczeń, których nigdy nie nabędą starsi koledzy z innych klubów. A jak wszystko dobrze pójdzie znów będziemy mogli kibicować Ruchowi Radzionków.

Czego sobie i Państwu życzę.

PS A poza tym Omega.

* z jubileuszowego wydawnictwa ''50 lat Ruchu Radzionków'' wydanego w 1970 roku, które Czadoblog ma w kolekcji.

wtorek, 31 lipca 2012
To byłoby świństwo

Z całego serca życzę Ruchowi Radzionków pozostania w pierwszej lidze. W ostatnich latach pisał piękne epizody w swej historii, podniósł się z opłotków i nic dziwnego, że nie chce tam wrócić. Wierzę, że działacze Cidrów (pozdrowienia dla Marcina Wąsiaka, niech mu się darzy) tak to wszystko polepią jak należy. Prawda jest taka, że zaplecze ekstraklasy ubożeje z roku na rok i coraz mniejsze pieniądze są potrzebne żeby na nim trwać (piszę ''trwać'', bo żeby osiągnąć coś więcej i awansować do ekstraklasy coś konkretnego w sakiewce trzeba jednak mieć). Być może więc Ciderland osiągnie cel i przystąpi do rozgrywek.

Z drugiej strony liczę, że Ruch Radzionków nie splami swego dobrego imienia. Jeśli klub ma zamiar wystartować żeby oddać parę walkowerów i przed zakończeniem sezonu wycofać się z ligowych rozgrywek, a wszystko tylko po to żeby za wszelką cenę Polonia Bytom nie wskoczyła na jego miejsce - ludzie będą czuli niesmak. Ruch takim działaniem nie złamie przepisów związkowych ani żadnych innych. Jego miejsce i może się go trzymać. Ale byłoby w tym, przyznajcie, coś paskudnego i złośliwego w jakiś nieobyczajny sposób.

Wiadomo, że społeczność radzionkowska i bytomska nie są jak Bolek i Lolek, a kibice obu drużyn, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą. Uważam, że wzajemna rywalizacja i napędzanie się żeby być lepszym od lokalnego rywala to coś cennego, pomaga się przecież się rozwijać i osiągać lepsze wyniki.

Pewnej granicy nigdy przekraczać jednak nie wolno. Po co tracić sympatię bezstronnej społeczności zainteresowanej futbolem? Takie działanie byłoby świństwem. Uwalenie wroga w taki sposób powoduje, że gdzieś na środku oceanu podniesie się zapewne fala. To tzw. ''powracająca fala''. Nie nadciągnie z pośpiechem, ale jednak nieuchronnie. Mane. Tekel. Fares. Bo takie rzeczy prędzej czy później się zwracają. Często z naddatkiem.

PS A poza tym Omega już moczy wskazówki w pilznerku.

środa, 18 lipca 2012
Epitafium ciderlandzkie

Znów fatalna wiadomość. Ruch Radzionków wycofuje się z pierwszoligowych rozgrywek. Zabrakło 400 tysięcy zł. 

W latach 1995-2012 widziałem na własne oczy wiele meczów Ruchu Radzionków (a nawet jego rezerw). Różnych: ligowych, pucharowych i towarzyskich. Wybrałem pięć najbardziej dla mnie pamiętnych.

Miejsce V

3 czerwca 1995: MK Górnik Katowice - Ruch Radzionków 1:0

To był pierwszy mecz, w którym widziałem Cidry. Tego dnia sędziował im mój nauczyciel WF-u ze studiów. Ruch grał wtedy w III lidze (czyli według dzisiejszej nomenklatury na trzecim poziomie rozgrywek). Z tamtych piłkarze wielu pewnie nawet radzionkowscy kibice nie pamiętają zbyt dobrze. Ale byli tacy co się wybili. Nawet na króla strzelców ekstraklasy:-)

Oto ówczesny skład Ruchu: Mosz - Grozmani, Nocoń, Paruzel - Cegiełka, Maj, Sołtysik, Pietryga, Sysiak - Czekański, Kompała.

Miejsce IV

26 sierpnia 1995: Ruch Radzionków - CKS Czeladź 2:0

Moja pierwsza wizyta na stadionie Ruchu i pierwsze zwycięstwo widziane na własne oczy. Pogadałem wtedy z Janem Pietrygą, który przed meczem dostał złoty zegarek z okazji 25-lecia kariery piłkarskiej. - Zdrowie mi dopisuje, a gra nadal sprawia przyjemność. Nie myślę o skończeniu kariery - powiedział mi 40-letni wówczas pomocnik.

Zwycięstwo Ruchu było zasłużone. Już w 1. minucie Marian Janoszka z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę. Pierwszego gola zdobył po rzucie wolnym Kompały, Klukowski. Na 2:0 podwyższył rezerwowy Cegiełka. Mecz zaostrzył się, ale sędzia nie wyciągnął ani razu czerwonej kartki. W szeregach gości wyróżniał się agresywny 19-latek Berliński. Brał udział niemal w każdym starciu, nie oszczędzał nawet jubilata. Od tego momentu kiedy miałem okazję przyglądałem mu się w każdym meczu i na tej podstawie sądzę, że był to najbardziej brutalny zawodnik w województwie śląskim grający na przełomie tysiącleci.

Miejsce III

8.08.1998: GKS Katowice - Ruch Radzionków 1:0

Wtedy pierwszy raz widziałem Cidry w ekstraklasie. Jeszcze rok wcześniej w ogóle nie do pomyślenia byłoby, że faworytem tamtego meczu mogli być radzionkowianie. A jednak! Ruch spisywał się wtedy znakomicie, a w osłabionych kadrowo Katowicach myślało się przede wszystkim o utrzymaniu ekstraklasy na Bukowej. GKS wtedy wygrał, ale i tak zleciał.

Tak się złożyło, że właśnie wtedy był szczytowy moment wojny w PZPN-ie. Akurat GKS i Radzionków poparły Mariana Dziurowicza i dzięki temu był to jedyny mecz w tamtej kolejce, który się odbył (większość klubów próbowała powalczyć z "Magnatem" i ich spotkania odbyły się dopiero w listopadzie).

Miejsce II

9 czerwca 2001: Ruch Radzionków - Ruch Chorzów 2:3

Jeden z najsmutniejszych dni w historii radzionkowskiego klubu. Właśnie ten mecz w praktyce przesądził o spadku Cidrów z ekstraklasy. Trzy lata grali na najwyższym szczeblu, czwartego sezonu nie było.

A szczęście było tak blisko... 86. minuta meczu, 2:1 dla gospodarzy, o piłkę na środku boiska walczyli Wojciech Myszor i Mariusz Śrutwa. Myszor wyskakuje do piłki w nienaturalny sposób i dotyka ją ręką. Piłkarze z Radzionkowa protestują, tłumaczą, że feralne zagranie ich kolegi było efektem faulu Śrutwy. Sędzia jest innego zdania i pokazuje Myszorowi drugą tego dnia żółtą kartkę. - To był decydujący moment meczu. Przecież to Myszor był faulowany. Przez tę czerwoną kartkę przegraliśmy wygrany mecz - ówczesny trener radzionkowian Jan Żurek nie krył rozpaczy, chowając twarz w dłoniach. - Mariusz trochę mnie pchnął, straciłem równowagę. Nic nie widziałem. W trzy minuty straciliśmy pierwszą ligę i to w 50 procentach przez moją głupotę - żałował piłkarz gospodarzy. - Przecież to Myszor wskoczył mi na plecy - przekonywał Śrutwa.

Potem okazało się, że emocje były niepotrzebne, bo u gospodarzy zagrał nieuprawniony Klaczka więc goście z Chorzowa i tak dostaliby walkowera.

Miejsce I

Mecz, którego... nie widziałem. W tym czasie byłem z piłkarzami Ruchu na meczu w Portugalii z Estrelą Amadora. Pamiętam jak dziś kiedy na lotnisku Mariusz Śrutwa powiedział: ''słyszeliście jak Radzionków grał w Widzewem? Było 5:0!''

Nikt z obecnych nie mógł w to uwierzyć. A przecież to był inauguracyjny mecz Cidrów w ekstraklasie. Stadion pełniusieński i takie święto. Najlepszy mecz w historii w debiucie na najwyższym szczeblu. Znacie jakiś inny klub, któremu się to przytrafiło? Po pierwszej kolejce Ciry były liderem!

W zastępstwie daję więc inny ekstraklasowy mecz Ruchu z Widzewem, który odbył się niespełna trzy lata później. Radzionkowianie wygrali go "tylko" 1:0.

22.04.2001: Ruch Radzionków - Widzew Łódź 1:0

To była niespodzianka - także dlatego, że w dwóch wcześniejszych kolejkach cidry przegrały po 0:3 z Lechem Poznań i KP Katowice (wtedy te kluby nazywały się Amica Wronki i Groclin Dyskobolia Grodzisk Wlkp.). - Pokazaliśmy radzionkowski charakter - mówił z dumą Marian Janoszka.

                                        %

Mija jedenaście lat, a Ruch Radzionków się rozlatuje. Mam nadzieję, że nie rozleci się na amen. Tomasz Baran nie daje już rady, ale myślę, że do niebytu w Radzionkowie nie dopuszczą.

Czego sobie i Państwu życzę.

PS A poza tym Omega.

PS1 A na Bukowej odbył się protest kibiców.

sobota, 14 kwietnia 2012
Co zrobić z kibicami zza płotu

Każdy rozsądny obywatel wie, że praca policji należy w tym kraju do najbardziej niewdzięcznych. Policjanci są jak saperzy: głośno jest o nich z reguły tylko wtedy jak coś zawalą. 

A już do najbardziej niewdzięcznych pól operacyjnych należy w tym kraju pilnowanie tzw. ''normalności kibicowskiej'' w związku z rozgrywkami piłkarskimi. W Polsce to bardzo trudne. Wiadomo, że najlepiej nie jest wcale zapobiegać, a raczej w ogóle nie dopuszczać do sytuacji w których trzeba zapobiegać.

Niestety czasami próby takich działań prowadzą do absurdów. Było to widać choćby dziś, podczas MDŚ czyli spotkania Ruchu Radzionków z Polonią Bytom.

Policja przyłożyła rękę do tego, że Małe Derby Śląska jako mecz podwyższonego ryzyka mogło zobaczyć zaledwie 199 kibiców. Ale polska rzeczywistość jest przewrotna: to spotkanie i tak zobaczyło znacznie więcej fanów. Jak? To zdumiewająco proste. Stadion Cidrów jest mocno archaiczny więc mecze da się oglądać zza płotu. Przyjechało kilkuset kibiców Polonii (na moje oko około trzystu) i bez przeszkód ze strony policji zobaczyło spotkanie właśnie w taki sposób. Doping był.

Wobec zaistniałej sytuacji pytam się co jest bardziej logiczne. Lepiej byłoby gdyby kilkuset kibiców Polonii oglądało mecz zza płotu systemem ''na żywioł'' czy raczej oglądało z trybun? Byliby wtedy należycie odseparowani, a ich zachowanie w pełni kontrolowane. No i zapłaciliby za bilety, a te pieniądze przydałyby się przecież Ruchowi;

Nie rozumiem tej sytuacji. Wyglądało jakby policja uważała, że obecność kibiców Polonii NA stadionie Cidrów jest zagrożeniem, a obecność kibiców Polonii POD stadionem Cidrów nie jest zagrożeniem. Jeśli tak - to mnie się wydaje, że czasami policja może wydawać się głupia. 

Oczywiście w swoich wnioskach mogę się mylić.  

Rozśmieszył mnie delegat PZPN. Zdenerwował się ponoć, że po meczu piłkarze Polonii podeszli do płotu okalającego stadion żeby podziękować za doping. A co? Mieli udawać, że ich kibiców nie ma skoro przecież byli?:-)

Kuriozalne zalecenia sprawiły, że zrobiło mi się bardzo przykro kiedy zobaczyłem Tomasza Barana, prezesa Ruchu Radzionków, który niczym ''selekcjoner'' stał przy bramie i wpuszczał. Takimi sprawami prezes nie powinien się zajmować.   

PS Po MDŚ popędziłem do Katowic żeby zobaczyć jak GKS ogrywa jedną z najlepszych drużyn rundy wiosennej. Było zabawnie i zastanawiająco.

Tylko zabawnie - kiedy dwóch chłopców od podawania piłek w doliczonym czasie gry na gwizdek sędziego uznało, że to koniec meczu i przebiegło w poprzek przez środek boiska. A to nie był jeszcze koniec meczu:-)

Tylko zastanawiająco - kiedy zauważyłem Macieja Żurawskiego* oglądającego ten mecz w II połowie z wejścia na sektor 3 Trybuny Głównej. Właściwie po co Żurawski miałby oglądać ten mecz?

Zarówno zabawnie jak i zastanawiająco było kiedy publika zaczęła skandować dwuwyrazowe hasło na które składają się:

a) wyraz najczęściej w języku polskim używany na literę j... (nie mogę zacytować, bo piszę te słowa przed godz. 23);

b) nazwa firmy, do niedawna największego udziałowca GKS-u. 

Oczywiście w używaniu wulgaryzmów nie ma nic zabawnego i zastanawiającego. Zabawnie (ale przez łzy) i zastanawiająco robi się dopiero wtedy kiedy wspomniane hasło z żarliwością podchwytuje były prezes GKS-u i wydziera się aż miło. W takich chwilach można tylko prześcieradłem zakryć z zażenowaniem twarz.

Żenada, prezesie, żenada. Gdyby był pan zwykłym kibicem nie zwróciłbym na pana uwagi. Ale był pan kiedyś prezesem. Aż się za pana zawstydziłem.

PS1 Omega nie zaśnie tej nocy. 

* To był Maciej Żurawski na 99 procent. No chyba, że ma sobowtóra:-) 

niedziela, 18 września 2011
Trzeba uważać co się obiecuje

Zwłaszcza kibicom. Kibice pamiętają zawsze.

Tym razem mógł się o tym boleśnie przekonać Gabriel Tobor, burmistrz Radzionkowa. Podczas dzisiejszego meczu Ruchu z Wartą Poznań miejscowi fani byli dla niego bezlitośni. Wywiesili kilka wymownych transparentów. ''Tobor kłamca”, „Tobor my jesteśmy w I lidze, ty nie zasługujesz na trzecią”.

O co chodzi?

O stadion. Klub musi czynić przeróżne wygibasy żeby na nim w ogóle grać (niedawno na żądanie policji odwołano choćby frapujące derby z Polonią Bytom). Fakt, że nie jest to obiekt z jakichkolwiek marzeń wiadomo od dawna. Kiedyś w sondzie w portalu "Gazety" zapytaliśmy: stadion którego naszego zespołu uważasz za najbrzydszy? Wygrał właśnie obiekt Ruchu Radzionków, na który zagłosowało aż 44 proc. internautów. Gabriel Tobor nie był tym wtedy za bardzo przejęty. - Może i stadion najbrzydszy, ale... nie nasz. Przecież ten obiekt nie leży w Radzionkowie, tylko w Bytomiu - podkreślał (dla wyjaśnienia: stadion znajduje się poza granicami administracyjnymi Radzionkowa. Położony jest w Stroszku, dzielnicy Bytomia. To pozostałość z czasów kiedy Radzionków sam był dzielnicą Bytomia i wtedy nie było to istotne).

W czerwcu 2010 roku kiedy Ruch awansował do I ligi, po ostatnim meczu, zanim piłkarze zaprosili kibiców na płytę boiska, by zrobić wspólne pamiątkowe zdjęcie, przemówił burmistrz Tobor. Fani skandowali, że chcą nowego stadionu, a burmistrz odpowiadał, że taki będzie. Na dobry początek podarował klubowi maszynę do malowania linii boiska.

Toborowi nie podobał się pomysł swego czasu forsowany wspólnie przez prezesów Ruchu i Polonii Bytom o wspólnym stadionie dla obu tych klubów. We wrześniu 2010 roku burmistrz powiedział ''Gazecie'': - Ruch myśli o swoim obiekcie. To może być stadion całego powiatu. My postawimy na futbol, Tarnowskie Góry na hokej na trawie. Mamy 10-hektarową działkę, na której chcemy postawić taki obiekt. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, możemy się nim cieszyć już za dwa lata! Jeśli źle - stanie za cztery...

Teoretycznie trudno rozliczać pana burmistrza z terminów już teraz, bo one przecież jeszcze nie minęły. Oczywiście trudno również przypuszczać, że nowy stadion Ruchu będzie nas cieszył już za dziesięć miesięcy, w czerwcu 2012 roku (wtedy minie dwa lata od obietnicy). Jednak problem właściwie tkwi w czymś innym. Może zdarzyć się, że Ruch Radzionków opuści pierwszą ligę po sezonie 2011/2012 nawet jeśli nie będzie na miejscu spadkowym czyli z powodów pozasportowych. Niestety trudno będzie pisnąć choćby jedno słowo protestu w stronę komisji licencyjnej. Jej członkowie ostrzegają od dawna...

Problem tkwi w tym czy burmistrz Tobor przewidział takie zawirowanie. Oczywiście wiem: będzie mógł z czystym sumieniem rozłożyć ręce podkreślając, że to nie jego wina. Nie zmieni to faktu, że fajny pachnący świeżością stadionik Ruchu w czerwcu 2014 roku to może być mocno spóźniony prezent dla radzionkowskiej piłki.

PS A poza tym Omega powinna wrócić na należne jej miejsce.

sobota, 13 sierpnia 2011
Nowy Ruch na remis ze starym

Ten mecz zapowiadał się niezwykle interesująco. Nie przypominam sobie sytuacji żeby goście przyjechali aż z pięcioma zawodnikami w składzie, którzy jeszcze w zeszłym sezonie reprezentowali gospodarzy, nie zapominajmy również o trenerze. Rafał Górak, obecny szkoleniowiec GKS-u Katowice, a były Ruchu Radzionków, wystawił na mecz ze swoim byłym zespołem wszystkich pięciu piłkarzy, których ściągnął właśnie z tej drużyny.

Byłem więc bardzo ciekawy jak spiszą się Michal Farkas, Jan Beliancin, Tomasz Rzepka, Damian Kaciczak i Dawid Jarka. Przyjrzałem się ich grze.

Michal Farkas - będzie chciał zapomnieć o tym meczu. Na boisku przebywał tylko 18 minut. W 10 minucie przeprowadził piękną dwójkową akcję z Goncerzem, ale tak się zapalił, że wyjechał z piłką na aut i to był koniec akcji. Minutę później przeprowadził tym razem udany rajd prawą stroną, a po jego centrze Przemysław Pitry uderzył wprost w bramkarza. W 13 minucie dostał słuszną żółtą kartkę, bo goniąc Michała Maka bezwstydnie ciągnął go za koszulkę. Po tym faulu Piotr Rocki tak podkręcił z rzutu wolnego piłkę, że ta nieoczekiwanie wpadła do bramki GKS-u. To był gol w stylu... Beliancina. W 18 minucie sędzia pokazał mu drugą zółtą kartkę za faul na Pawle Gielu. Moim zdaniem kartka się nie należała, obaj robili wślizg w stronę piłki. Po tym zagraniu Farkas mógł iść pod prysznic. Jego vis-a-vis Jarosław Kaszowski podobał mi się dziś bardziej, ale tak naprawdę trudno Farkasa oceniać, bo zanim zapalił to zgasł;

Tomasz Rzepka - w 9 minucie dał się zrobić w bambuko byłemu gieksiarzowi Adamowi Giesie i ratował się faulem. Po kartce dla Farkasa opuścił środek obrony i przesunął się w prawo. W 29 minucie ładnie skasował w narożniku Michała Maka. W 45 minucie dał się zakręcić Krzywickiemu, ale uratował go bramkarz GKS-u. W 49 minucie pozwolił oddać piękny strzał Michałowi Makowi, po którym padł drugi gol dla gospodarzy. Zrehabilitował się w 72 minucie, kiedy w ekwilibrystyczny sposób przedłużył podanie Beliancina do Pitrego i w efekcie GKS wyrównał. W 81 minucie zobaczył żółtą kartkę, chyba za pyskowanie sędziemu. Był bardziej widoczny niż jego vis-a-vis Jarosław Kaszowski;

Jan Beliancin - jak zwykle próbował swej mocnej broni czyli strzałów z dystansu. Tym razem bez powodzenia. W 17 minucie jego charakterystyczne ni to strzał, ni dośrodkowanie bramkarz Ruchu przeniósł nad poprzeczką. Zaraz potem, kiedy Farkas zobaczył czerwoną kartkę, przeniósł się z pozycji defensywnego pomocnika na stopera. W 38 minucie kolejne ''ni to ni to'' posłał w aut, a dwie minuty później zdecydował się na strzał z wolnego z ponad 40 metrów. Piłka świsnęła jednak dość daleko bramki. On jeden stosował się do skandowanej podpowiedzi z sektora kibiców gości: ''strzały z dystansu, GKS, strzały z dystansu''. To był dobry pomysł, bo przed meczem nad stadionem przeszła burza i w efekcie murawa była mokra i śliska. W 52 minucie Beliancin przeciął groźne podanie, po którym Ruch stanąłby przed szansą na 3:0. W 72 minucie centrował z rzutu wolnego w efekcie czego padł drugi gol. Ale dziś młodzi stoperzy Ruchu Bartosz Kopacz i Rafał Otwinowski podobali mi się bardziej. Chyba lepiej jak gra bardziej z przodu;

Damian Kaciczak - bardzo zdolny młody obrońca tym razem nie zaprezentował się nadzwyczajnie. W 8 minucie faulował jednego z Maków, ale bez konsekwencji, bo radzionkowianie źle rozegrali wolnego. W 16 minucie dał się wyprzedzić Pawłowi Gielowi. Próbował go przewrócić samemu się przewracając, ale sztuczka nie wyszła:-) W 49 minucie dał się oszukać Rockiemu, ale bez konsekwencji. W 61 minucie pięknym zwodem minął go Marcin Krzywicki, nie wiedziałem, że tak wielki facet może tak zgrabnie wykonać taki zwód:-) Po chwili Kaciczak zostawił w swojej strefie Krzywickiego i mogło być groźnie. W 68 minucie ładnie powstrzymał Kaszowskiego. Minutę później niczym rasowy drybler ograł dwóch rywali. Już w doliczonym czasie dość brutalnie powstrzymał Rockiego (aż klasnęło), a zaraz potem ograł jak dziecko Kopacza. Mimo wszystko bardziej widoczny niż jego vis-a-vis Piotr Łopuch.

Dawid Jarka - między nim a kibicami Radzionkowa aż iskrzy - fani nie znoszą go, podobno za to co po odejściu powiedział w jednym z wywiadów. Ostatnio nie grał nadzwyczajnie, ale trener Górak liczył na jego ''dodatkową'' motywację. W 3 minucie przewrócił się przy pierwszej setce dla GKS-u i strzale Pitrego. W 10 minucie nie doszedł do dalekiego podania Grzegorza Goncerza z flanki. W 12 minucie zakałapućkał się w dryblingu i Kopacz wybił mu piłkę. Ogólnie przez większą część meczu przy parze stoperów Kopacz - Otwinowski był bezradny, ale w 37 minucie ten drugi za faul na Jarce zobaczył żółtą kartkę. Spisywał się słabo, ale swoje jednak zrobił: w 54 minucie to właśnie po faulu na nim w polu karnym Otwinowski zobaczył czerwień, a sędzia dołożył karnego, którego Pitry z zimną krwią zamienił na kontaktowego gola. Po tej bramce wykonał w stronę sektora kibiców gospodarzy gest triumfu:-) Potem jeszcze zdążył jeszcze fatalnie odegrać piłkę po zagraniu Kamila Cholerzyńskiego i to by było na tyle, bo w 71 minucie zastąpił go Bartosz Sobotka. Jego vis-a-vis Krzywicki podobał mi się dziś bardziej; 

Reasumując: zastępujący ubytki obecni piłkarze Ruchu Radzionków zaprezentowali się generalnie na pewno nie gorzej, a często nawet lepiej niż niedawni piłkarze Ruchu Radzionków. Z pary młodych stoperów Kopacz - Otwinowski Cidry naprawdę powinny mieć pociechę. 

Co do zdolnych braci Maków: rzeczywiście są zdolni (gol Michała był wspaniały), ale ich planowany wyjazd na testy do Herthy Berlin to chyba przesada. Chyba, że mają się tam ogrywać w juniorach czy rezerwach. Widziałem ostatnio Herthę na własne oczy i na razie trudno wyobrazić mi sobie braci Maków choćby na berlińskiej ławce rezerwowych. A może się mylę? Chciałbym.

PS Jak kibice mają zachować się w stosunku do nielubianego piłkarza? W jaki sposób zawodnik może próbować wkupić się w ich łaski, po słowach których nie powinien powiedzieć? Może Eugen Polanski przypatrzy się przypadkowi Miloša Lačný'ego i fanów Slovana Bratysława?;-);-);-)

PS1 Kiedy dochodzi do tragedii mecz przestaje być ważny. Udowodnili to kibice Górnika Zabrze. 

PS2 A poza tym Omega. 

niedziela, 17 kwietnia 2011
Rwanie fajnych lasek. Instruktaż

Wróciłem ze śląskich derbów czyli meczu Ruchu Radzionków z Odrą Wodzisław. Właściwie nie miałbym nic do napisania, bo tym razem za bardzo nie działo się, ale w ręce wpadł mi najnowszy, kwietniowy magazyn ”Ciderland”.

Jest w nim obszerny wywiad z Andrzejem Niewulisem, 21-letnim obrońcą wypożyczonym do Ruchu z Jagiellonii Białystok. Bardzo interesujący. Za zgodą Łukasza Michalskiego, który go przeprowadził cytuję fragment,  który zrobił na mnie największe wrażenie.

Jakieś pozytywne wrażenia z naszego regionu?

- (...) Kobiety! Tu jest bardzo dużo pięknych i inteligentnych kobiet, co jest rzadko spotykane. Poznałem tu sporo dziewczyn. Ale nie jestem żaden „lovelas”. (...)

Gdzie najchętniej się z nimi poznajesz?

- Najrzadziej w Internecie, bo jakoś przez sieć to nie to samo, co ”na żywo”. Staram się zagadać gdzie się da, często na przykład w galerii (...)

Masz jakiś stały dobry ”bajer” czy wymyślasz na poczekaniu?

- To zależy od okoliczności, od szczegółów, od tego jak dziewczyna jest akurat ubrana... Zwracam uwagę na pierwszą pozytywną cechę, którą zauważam i staram się ją podkreślić. Ale nie idę w banalne teksty typu ”jesteś śliczna”. Na przykład zwracam uwagę na naszyjnik, mówię, że podkreśla kolor jej oczu. Nie chcę tylko prawić komplementów więc po chwili zadaję jakieś pytanie i to zupełnie z innej półki. Znowu odpada klasyczne ”co słychać”, ja mówię coś zaskakującego, typu ”czy umiesz gotować”.

I jaka jest Twoja skuteczność?

- Prawdę mówiąc czasem wychodzimy gdzieś na wodę, czy jakiś sok, najczęściej po treningu, koło 18. Unikam dyskotek czy klubów, raczej wolę spokojne miejsca. Wysyłam uśmiech jeśli ktoś wpadnie mi w oko, kiedy on jest odwzajemniony podchodzę i po prostu zaczynam rozmawiać. Nie robię tak jakoś bardzo często i prawdę mówiąc w jednym tylko przypadku dziewczyna ewidentnie mnie spławiła (...).

Szczerze mówiąc poznałem niedawno ciekawą kobietę i naprawdę ostatnio nie myślę o innych (...).

Koledzy z szatni namawiali, bym zapytał Cię o ulubioną książkę. Podobno jest jakaś wyjątkowa?

- Powiem tak: niewiele kiedyś czytałem, bazowałem w szkole na streszczeniach i opracowaniach. Ale w końcu zacząłem czytać. Jak każdy facet chcę też podobać się kobietom, być przez nie doceniany i je zdobywać. No i wpadła mi w ręce jedna książka, z której można było wyciągnąć kilka wniosków na ten temat. Mówi o tym jak być kimś oryginalnym i potrafić to zaprezentować kobiecie.

Ma ta książka jakiś tytuł?

- (śmiech) No ma i to taki wymowny. ”Jak sprowadzić piękne kobiety do łóżka”. Dobra książka. Polecił mi ją kolega z Suwałk (...). 

PS Myślę, że hasło „czy umiesz gotować” na pewno warto wypróbować. Polecę Czadoblożkowi jak będzie trochę większy.

PS1 A może sprawdzić sposób na Omegę? Na przykład: ”czy wiesz w którym roku na Cichej zamontowano Omegę”. Moim zdaniem dziewczęta byłyby zaintrygowane.

środa, 09 lutego 2011
Bliźniak + bliźniak + bliźniak + bliźniak + bliźniak + bliźniak = cidry

Wróciłem ze sparingu Ruchu Radzionków z GKS-em Katowice. Oglądałem go pod kątem Cidrów i mam pewność, że młodziutki trener Artur Skowronek tworzy tam ciekawą drużynę. 

Akurat w tym samym czasie kiedy na „Rapidzie” trwał sparing, w Zabrzu poinformowano o podpisaniu umowy o współpracy między Górnikiem a właśnie Ruchem Radzionków. Ma ona opierać się na wzajemnych transferach i wypożyczeniach.

W barwach Ruchu zagrało dziś paru byłych i zapewne przyszłych graczy Górnika. Na bramce stanął Łukasz Skorupski, w środku pola pokazał się pomocnik Vladimir Balat (to ustalenie zapadło chwilę temu). Balat nie zrobił dziś na mnie wrażenia, bardziej podobali mi się testowani bliźniacy Góreccy, na których zwróciłem uwagę, już kiedy Podbeskidzie sprawdzało ich w meczu z Polonią. Skowronek jest zadowolony z całej trójki i chciałby wszystkich w zespole. Teraz wszystko zależy od „szefa” - jak mówi Skowronek - czyli od Tomasza Barana. 

Jeśli Góreccy zostaną w Ruchu, klub z Radzionkowa będzie bodaj pierwszą drużyną na tym poziomie, w której będą grać aż trzy pary bliźniaków: Gielowie, Makowie i Góreccy! W protokołach dotychczasowi bliźniacy musieli być pisani z imienia i nazwiska, bo nawet imiona mają na tą samą literę (Piotr i Paweł Gielowie oraz Michał i Mateusz Makowie). Z Jakubem i Michałem Góreckimi już nie ma tego problemu:-) Z daleka nawet łatwo ich rozróżnić, bo jeden lekko podciął loki. Najtrudniej jest pod tym względem z Makami. Dopóki grali w butach o różnym kolorze, było OK. Ale jednemu się rozwaliły i ponoć mają teraz jednakowe i jest problem;-). Ponoć bo jeden Mak i jeden Giel dziś nie zagrali. A szkoda...

Co ciekawe, żaden z bliźniaków (choć jest ich aż tylu) nie łapie się na razie do podstawowej jedenastki Ruchu. Radzionkowska ławka rezerwowych może więc w trakcie sezonu ciekawie wyglądać:-)

Wracając do umowy Górnika z Ruchem: od czerwca w Zabrzu ma występować skrzydłowy Ruchu Miłosz Przybecki i wydaje się, że to dobry ruch Górnika. Dziś Przybecki zerwał się kilkakrotnie z prawej strony w efektownym stylu. Co prawda z precyzją podań było niedobrze, ale gdybym miał wybierać między skrzydłowym, który potrafi się zerwać i nie potrafi zacentrować a skrzydłowym, który nie potrafi się zerwać i potrafi zacentrować to wybrałbym skrzydłowego, który potrafi się zerwać i nie potrafi zacentrować:-) W każdym razie runda wiosenna ma należeć do Przybeckiego.

Nie zdziwicie się  chyba, jeśli napiszę na koniec, że mecz uważnie obserwowali Andrzej Orzeszek i Mieczysław Agafon.

PS Artur Skowronek nie da sobie wejść na głowę. GKS stawił się kwadrans później niż było to umówione, więc szkoleniowiec Ruchu obsztorcował kogo trzeba:-) Szanujmy się...

PS1 Oglądałem dziś grę Bartosza Karwana i przypomniało mi się, że był piłkarzem Herthy Berlin. Pewnie nie zdaje sobie sprawy, że kiedyś Hertha często przyjeżdżała na Górny Śląsk... 

PS2 Uwaga Młodzi Czytelnicy Czadobloga. Chcecie zostać nowymi śląskimi Paragonami i Perełkami? Chcecie wystąpić w filmie? Macie szansę!

PS3 Zegary pozdrawiamy.

 
1 , 2
Archiwum