poniedziałek, 14 lipca 2014
Śmieszą mnie narzekania, że wybrano Messiego

Ze zdumieniem zauważam, że jednym z głównych tematów "day after" jest fakt, iż Leo Messiemu decyzją komitetu technicznego FIFA przyznano miano najlepszego zawodnika turnieju.

Święte oburzenie śmieszy mnie z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że to mogłoby sugerować prestiż takiej nagrody. A przecież to jakaś bzdura. Dla mnie cały ten szum jest jedynie jakimiś hucpiarskimi zagrywkami marketingowców FIFA. Kogo tak naprawdę ta nagroda obchodzi? Dyskusja na jej temat tylko podnosi jej prestiż. Sztuczne dmuchanie balona. A przecież w tym wypadku liczy się jedynie klasyfikacja zespołowa. Nawet nie pamiętam kogo wybrano najlepszym piłkarzem turnieju cztery, osiem albo dwanaście lat temu. 

Po drugie - chyba nikt nie zastanowił się, że przy wyborze piłkarza panowie z FIFA rzeczywiście mogli mieć jakiś myśl przewodnią, którą postanowili się kierować. Może jest tak, że najlepszym zawodnikiem turnieju obwołuje się tego, który najczęściej był wybierany najlepszym zawodnikiem meczu? Czy komuś na tym turnieju zdarzyło się to częściej niż Messiemu?

Żeby było jasne - dla mnie Leo Messi - choć to najlepszy obecnie piłkarz świata - wcale nie był najlepszym zawodnikiem tego turnieju.

Ten tytuł bezsprzecznie należy się Niemcowi.

To był wspaniały mundial pełen paradoksów. Paradoksem jest również to, że we wspaniale zorganizowanej i funkcjonującej drużynie niemieckiej dla mnie najlepszy wcale nie był napastnik, pomocnik czy obrońca. 

Najlepszy był bramkarz. 

Manuel Neuer spisywał się fenomenalnie. Jeśli do końca roku nie stanie się nic nadzwyczajnego to moim zdaniem powinien dostać "Ballon d'Or" redakcji "France Football"*. Uważałbym to za sprawiedliwy wybór. Jeśli tak się stanie - będę bił brawo.

Żeby było jasne - będę bił brawo bez... sympatii. Moją Neuer utracił w trakcie meczu finałowego kiedy staranował  Gonzalo Higuaina i sprawił, że od tego momentu oszołomiony Argentyńczyk stał się całkowicie bezużyteczny.

Oczywiście nie było faulu - to oczywiste. Najpierw przecież Neuer wybił ręką piłkę a dopiero ułamki sekund później wybił przy okazji Higuainowi piłkę z głowy. Cóż; jeśli najpierw zdążysz wybić piłkę to potem nawet jeśli przy okazji urwiesz rywalowi nogę, głowę albo rękę to jest wyłącznie jego wina, bo nie zdążył jej cofnąć. Higuain nie zdążył się uchylić więc - jak powiedzą niektórzy - "ma co chciał".

W tym "zagraniu" niemieckiego bramkarza dostrzegam jednak perfidię. Neuer to inteligentny facet. Właśnie tym detalem jego interwencja różniła się wejściem Schumachera w Battistona w półfinale mistrzostw świata w 1982 roku. No i Higuain nie stracił paru zębów.

PS W całym tym mundialu drażni mnie tylko jedna sprawa. Zauważcie, że do naszej świadomości próbuje się przemycić, że to nie są mistrzostwa świata w piłce nożnej. To są przecież "mistrzostwa świata FIFA" w piłce nożnej. Ręce opadają...

PS Rysiu, wyślij mi mailem adres.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić. 

* tak, wiem jak fatalnie przepoczwarzyła się ta nagroda. Sformułowanie myśli w ten sposób jest wyrazem tęsknoty za dawnymi czasami kiedy "a" było "a", "b" było "b" i nikt nie podnosił ręki na świętości.

13:16, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (26) »
środa, 09 lipca 2014
Koniec epoki Maracanazo. Czas na epokę Mineirãozo

Tamten dzień straszył Brazylijczyków 64 lata. Podejrzewam, że datę "szes-nas-te-go-lip-ca-ty-siąc-dzie-więć-set-pięć-dzie-sią-te-go" do dziś jest w stanie wymienić większość z nich. Maracanazo - symbol niespodziewanej futbolowej porażki, która oznaczała tragedię, która stała się ogólnonarodową traumą.

Pewnie nikt tam nie spodziewał się, że któregoś dnia Maracanazo może zniknąć z powszechnej ogólnonarodowej brazylijskiej świadomości, że może ustąpić czemuś znacznie gorszemu.

Niespodziewanej porażki, która oznacza klęskę nie można przecież porównać do potwornej klęski, po której trudno się nawet zastanawiać co oznacza i trudno nie tylko ją pojąć, ale nawet i nazwać jej rozmiary...

Teraz może zdarzyć się, że trauma Mineirãozo (tak sobie to nazwałem od Estadio Mineirão w Belo Horizonte gdzie odbył się dzisiejszy mecz) potrwa dłużej niż 64 lata. Nie potrafię sobie bowiem wyobrazić, że gospodarze kolejnych trzydziestu mundiali mogliby przegrać u siebie wyżej niż 1:7. 

Ogromny szacunek dla Niemców za ten mecz. Byli dziś jak wielogłowy smok, który siał wokół zniszczenie. Nikt nigdy w dziejach mundiali nie wygrał z gospodarzami tak wysoko. Dotychczas ten niechlubny rekord dzierżyły Szwecja, która w 1958 roku uległa Brazylii w finale 2:5, Meksyk, który w 1970 przegrał z Włochami 1:4 oraz RPA, która cztery lata temu dostała od Urugwaju 0:3.

Gdyby w całej chlubnej historii niemieckiego futbolu wybrać ten jeden najlepszy mecz, który rozegrał Nationalmannschaft od inauguracyjnego spotkania ze Szwajcarami w 1908 roku, dzisiejsze Mineirãozo miałoby wielkie szanse na pierwszą lokatę. To była masakra dokonana bez wysiłku - na zimno a jednocześnie z jakimś upiornym wdziękiem.

Trochę jednak szkoda, że tak to się skończyło - z dwóch powodów.

Po pierwsze dlatego, że była niepowtarzalna szansa na zwycięstwo Argentyny z Brazylijczykami na ich terenie w finale mundialu. Wymarzyłem to sobie a tu nic z tego.

Po drugie dlatego, że odbyły się już dwa finały Argentyny z Niemcami. Ten mecz  - jeśli uda pokonać się Holendrów - będzie więc jedynie kolejnym ważnym meczem. 

PS Tak więc oto nowa trauma Brazylijczyków będzie trochę kojarzyć się z Górnym Śląskiem. Po pierwsze dlatego, że mineiro to górnik a po drugie dlatego, że właśnie dziś facet urodzony na Górnym Śląsku wymazał niezwykły rekord Ronaldo. Od teraz człowiekiem, który strzelił najwięcej bramek w historii mundiali jest Miroslav Klose, który na świat przyszedł - przypomnijmy fakt, który wszyscy powinni znać - w Opolu. Wymazać rekord Brazylijczyka w takich okolicznościach, właśnie w Brazylii - niezwykłe. Szesnaście goli. Czy ktoś kiedykolwiek będzie w stanie zdobyć jeszcze więcej?

PS1 Warto jeszcze zauważyć piękne stroje Niemców. Dla mnie osobiście dużo ładniejsze od podstawowej biało-czarnej wersji. Wielu brazylijskich kibiców mogło się dzisiaj czuć dziwnie - wyglądało jakby Brazylię lało Flamengo Rio de Janeiro. Do wszystkich, którym przywiozłem koszulki Fla: wierzę, że będziecie nosić je z dumą:)

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić. 

00:04, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (38) »
poniedziałek, 30 czerwca 2014
Właśnie oni mogą uratować honor Europy

Mogę się przyznać, że moim numerem 1 zawsze była i jest Argentyna, ale numerem 2 zawsze była i jest Francja.

Dlatego z zadowoleniem przyjmuję jej awans, dla mnie bezdyskusyjnie zasłużony.

Zauważcie, że Francja jest wielka kiedy ma wielką drugą linię.

1958: z Raymondem Kopą (ale nie tylko);

1984: z Michelem Platinim (ale nie tylko);

1998: z Zinedine'm Zidane'm (ale nie tylko);

2014: z... Paulem Pogbą (ale nie tylko, świetni przecież dziś byli Valbuena i Matuidi).

Oczywiście jest różnica: w trzech pierwszych przypadkach to byli podczas imprezy mistrzowskiej znani i uznani piłkarze. Kopa miał wtedy 27 lat, Platini - 29 lat, a Zidane - 26 lat.

Paul Pogba wnosi zasadniczą różnicę. Po pierwsze - ma dopiero 21 lat. Po drugie - jako zawodnik pochodzenia gwinejskiego - jest bodaj pierwszym we współczesnym futbolu czarnoskórym liderem francuskiej drugiej linii ("Czarna Perła" czyli Larbi Ben Barek to zamierzchłe lata trzydzieste, czterdzieste i początek pięćdziesiątych). Pogba wpisuje się oczywiście w tamtejszą futbolową tradycję przejmowania co najlepsze od innych nacji. W końcu Kopa z pochodzenia był Polakiem, Platini - Włochem, a Zidane - Algierczykiem.

O Francji pisałem obszernie w dodatku przedmundialowym. Ubolewałem, że brakuje tam samca alfa. Pogba jest być może na samca alfa za młody, ale umiejętności ma jednak niezwykłe. Wszyscy zachwycamy się pokoleniem piłkarzy niemieckich urodzonych w latach 90. Warto zwrócić więc uwagę na ich równolatków z Francji:

a) fantastyczny pomocnik - Pogba (rocznik 1993, gra w Juvetusie);

b) fantastyczny obrońca - Raphael Varane (rocznik 1993, gra w Realu) - do tej pory 0 fauli, 0 żółtych kartek, 0 czerwonych kartek, 18 odbiorów, ponad 85 procent dokładnych podań;

c) fantastyczny napastnik - Antoine Griezmann (rocznik 91, gra w Sociedad, ale jak długo?). Czasem zachwycają mnie takie niuanse jak szybkość powstania z murawy po upadku żeby wziąć istotny udział w niezwykłej akcji (tej dwójkowej z Benzemą).

Czy to mógłby być szkielet "tricolores" na najbliższe dziesięć lat? Pewnie tak. Mam jednak przeczucie graniczące z pewnością, że to dopiero początek wysypu francuskich superzdolniachów urodzonych w latach 90...

Jeśli Niemcy wyeliminują dziś Algierczyków zapowiada się niezwykły mecz w ćwierćfinale. Dla mnie w tym zestawieniu faworytem i tak jest Francja, która, uważam, wyrasta na zdecydowanie najmocniejszy europejski zespół.

Chyba żadna drużyna w ostatnich latach tak często nie padała żeby zaraz powstać i tak często nie powstawała żeby zaraz upaść.

Myślicie, że byłaby szansa na finał o którym nawet nie śmiałbym marzyć: Argentyna - Francja?:) Yeahhhh...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

21:19, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (22) »
niedziela, 29 czerwca 2014
Czy to Argentyńczyk załatwi Brazylię

Już chyba pora zastanowić się czy to właśnie Argentyńczyk załatwi Brazylię zanim załatwi ją Argentyna.

Jose Nestor Pekerman osiągał ogromne sukcesy z argentyńską młodzieżówką. W 2006 roku pod jego wodzą "Albicelestes" świetnie grali w mistrzostwach świata. Kilka goli z tamtej imprezy na stałe przeszło do legendy. W ćwierćfinale pekermanowa Argentyna nie dała jednak rady gospodarzom, przegrywając w rzutach karnych. Pekerman odszedł po fali krytyki (sam byłem jego zwolennikiem i nie rozumiałem tylko jednego: dlaczego tak bezdyskusyjnie i konsekwentnie stawiał na Julio Cruza).

Dziś Pekerman jest ojcem sukcesu Kolumbii. Na razie jako pierwsza drużyna wygrała cztery mecze w tych mistrzostwach świata. W dodatku radzi sobie tak świetnie bez swego najlepszego piłkarza...

Nie mam nic przeciwko ewentualności załatwienia Brazylii w ćwierćfinale przez Argentyńczyka. Gorzej jeśli potem ten sam Argentyńczyk załatwi... Argentynę. To możliwe.

PS W świetnym tekście opublikowanym w "Kopalni" Martin del Palacio Langer - Meksykanin od siódmego roku życia mieszkający w Hiszpanii - w błyskotliwy sposób zastanawia się nad fenomenem reprezentacji Meksyku. Kiedy drużyna narodowa przegrywa, Meksykanin nie tylko cierpi, ale także jej nienawidzi. A pasja jest równie namiętna jak w innych krajach Ameryki Łacińskiej, jest jednak zasadnicza różnica.

"Meksykanin z natury jest masochistą. Narodowym przysmakiem jest papryczka chili, najpierw odczuwa się pieczenie, które potem jest przyjemne. Narodowa muzyka, mariachi, traktuje o złamanych i opuszczonych sercach. Drużyna narodowa najpierw nauczyła się cierpieć, a nie dawać radość."

Według Langera, po fatalnych eliminacjach, w których Meksyk najadł się wiele wstydu, teraz oczekiwało się jedynie, że wyjdzie z grupy, no bo zawsze przecież wychodzi już od 1978 roku (wtedy przeszkodziła im Polska).

Meksykańska klątwa trwa. Czy po takim meczu można nienawidzić własnej reprezentacji? Jedni powiedzą, że nie. Inni, z drgającymi mięśniami twarzy, tylko przeklną.

Gdybym był Meksykaninem chyba szlag by mnie trafił.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

20:44, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (19) »
środa, 25 czerwca 2014
Na lotniskach dzieją się różne rzeczy

Mundial potrafi zaskoczyć nawet w trakcie powrotu do domu.

Na lotnisku Santos Dumont w Rio de Janeiro czekałem na przelot do São Paulo. Trafiłem akurat na mecz Brazylii z Kamerunem. Tłumy pasażerów oglądały spotkanie na telebimie w głównej hali. Mecz oglądałem na leżąco na podłodze, krzesełka były dawno zajęte. Obok mnie leżał jakiś pracownik służby lotniska. Kiedy Neymar strzelił drugiego gola koledzy z tych samych służb mundurowych postanowili zrobić mu psikusa. W potężnej wrzawie, która wybuchła po bramce nagle... rzucili się na niego ze wszystkich stron i go przygnietli. To przypominało głupią zabawę z dawnych lat, która nazywała sie "kupa na biskupa". Wyciągnąłem aparat, ale dowcipnisie zdążyli się rozbiec:)

Na lotnisku Governador André Franco Montoro w São Paulo/Guarulhos czekałem na przelot do Rzymu. Miałem mnóstwo czasu - całą noc. Takich ludzie jak ja było wielu. Także mój sąsiad Chilijczyk Marcos Rojas, który czekał na przelot do Santiago. Przez całą noc można zdążyć się poznać. Okazało się, że Marcos, prawie mój równolatek, był kiedyś piłkarzem. Opowiadał, że jako wychowanek Colo Colo, w juniorskich czasach pojechał sprawdzić się do Newell's Old Boys, macierzystego klubu Leo Messiego. Choroba ojca sprawiła, że wrócił. Wielkiej kariery nie zrobił, przed kontuzją, która zakończyła marzenia zdążył zagrać w drużynie Club Deportivo Magallanes Santiago, która zarówno wtedy jak i teraz występuje w II lidze chilijskiej (Magallanes to czterokrotny mistrz Chile z lat 30.). Marcos serdecznie zaprasza mnie do siebie na najbliższe Copa America. - W 2015 roku odbędzie się u nas. Początkowo Copa miała być rozegrana w Brazylii, ale przecież teraz Brazylia organizuje mistrzostwa swiata, a w 2016 roku igrzyska olimpijskie. Nie da się robić wszystkiego więc ostatecznie mistrzostwa kontynentu odstąpili nam. A my jeszcze nigdy nie byliśmy mistrzami Ameryki - emocjonuje się Marcos.

Marcos zapewnia, że będzie świetnie, żebym koniecznie do niego przyjechał, że pokaże mi Chile. Dziś trudno mi uwierzyć w tę wizytę, ale przecież dwa miesiące temu trudno było mi uwierzyć w wizytę w Brazylii...

Na lotnisku w Rzymie-Fiumicino im. Leonarda da Vinci czekałem na przelot do Warszawy. Nie wiem co mi głupiego do łba strzeliło, ale kiedy przechodziłem przez kontrolę na zakończenie zamiast "good bye" wypowiedziałem z satysfakcją inne słowo na "G" - Godin.

Gdybym na miejscu Włocha usłyszał to słowo, sam siebie potraktowałbym z całą surowością:) Rzeczywiście - zostałem odseparowany od innych podróżnych i jeszcze raz zlustrowany. Przyjąłem to z uśmiechem, bo wiozłem co prawda dwie i pół tony kawy, ale walizkę nadaną w São Paulo miałem odebrać dopiero w Warszawie...

Co do kawy: kupiłem produkt o nazwie "Três Corações" co znaczy "Trzy serca". To wyjątkowo piłkarska nazwa więc zdziwiłem się, że Brazylijczykom w ogóle ona nie kojarzy się z futbolem. A przecież w 1940 roku w miejscowości o tej nazwie (stan Minas Gerais)  urodził się człowiek, który jako jedyny na całej planecie trzy razy jako piłkarz został mistrzem świata...

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

21:05, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Obrigado

To jest juz koniec mojej brazylijskiej przygody. Na sam koniec zalapalem sie jeszcze na miejscowa bibe. Dla Brazylijczykow kazdy pretekst do zabawy jest dobry. Bylem na imprezie z okazji dnia (a moze nocy) sw. Jana. Impreza zaczela sie przed 23, Brazylijczycy zreszta nigdy nie przychodza na balowanie wczesniej niz przed 22...

Impreze zorganizowal szwagier ojca zony mojego Gospodarza. Przyszla rodzina i znajomi - razem jakies 150 osob, ktore reprezentowalo piec pokolen. Potem okazalo sie, ze szwagier ojca to miejscowy lokalny polityk. Znany z tego, ze nie kupil glosow w ostatnich wyborach...

Telmo poczestowal mnie na imprezie bimbrem wlasnej roboty. Nigdy nie pilem tak dobrego bimbru! Okazalo sie, ze to mieszanka kaszasy, miejscowej wodki z trzciny cukrowej zmieszanej z imbirem i jeszcze kilkoma innymi tajemniczymi skladnikami. Bylo to lekko metne, wygladalo jak siki tapira, ale smak mialo naprawde zniewalajacy! W moim prywatnym rankingu alkoholi wlasnej roboty majacych powyzej 40 procent bimber Telmo awansowal zdecydowanie na pierwsze miejsce...

Ta wspaniala dwutygodniowa przygoda nie bylaby mozliwa gdyby nie pewien synek z Mikolowa, ktory zaprosil mnie do Rio. Dominik (tutaj znany juz jako Dominique) przyjechal do Brazylii na kontrakt. Okolicznosci sprawily, ze chce tu zyc i umrzec. Jest zagorzalym kibicem Ruchu Chorzow, tak samo zreszta jak i jego czterech braci, ktorzy mieszkaja na Slasku i w Niemczech (tylko jeden brat, piaty, nie interesuje sie futbolem).

Dominik zakochal sie w Alinie, dziewczynie z Santa Cruz, nauczycielce matematyki. Ozenil sie z nia, tworza swietna pare. Jego rodzina ma sportowe korzenie, bo dziadek Antoni byl zagorzalym wielbicielem motoryzacji, mistrzem Polski w rajdach samochodowych juz w latach 50. Wyobrazacie sobie jak trudno bylo wtedy zdobyc czesci do takiego auta?! W tamtych czasach kierowcy musieli wszystko zalatwiac na wlasna reke, nie bylo przeciez zadnych sponsorow. Malo tego  - komunisci raczej podejrzliwie patrzyli na takich ludzi... Dominik jest jednym z najbardziej obrotnych ludzi jakich znam wiec moge przypuszczac po kim odziedziczyl geny;)

Zreszta milosc do motoryzacji w tej rodzinie zostala, warsztat samochodowy prowadzili na Slasku dziadek i ojciec Dominika, teraz prowadza je brat (po ojcu) w Mikolowie i wujek (po dziadku) w Katowicach. Jesli kiedys na trybunach na Cichej uslyszycie portugalski - nie zdziwcie sie: to będą zapewne Dominik z Alina, ktora juz zreszta na meczu Ruchu kiedys sie pojawiła. 

Obrigado Dominique, obrigado Alina!

PS Wszystkim czekajacym na koszulki obwieszczam, ze zamowienia zostaly zrealizowane:)

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

PS2 Myslicie, ze wczesniej niz na trybunach w Chorzowie uslyszymy portugalski na murawie? Moze Ruch tez sie skusi na modny ostatnio w Polsce kierunek?:)

PS3 Od fazy pucharowej wpisy dotyczace mundialu beda juz tradycyjne. Jeszcze w tym tygodniu zaprosze Was na spotkanie z Zygmuntem Anczokiem. Poprowadze je przy okazji wystawy, ktora organizuje Dom Wspolpracy Polsko-Niemieckiej.

00:26, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (23) »
sobota, 21 czerwca 2014
Mistrz kierownicy ucieka

Teraz juz wiem skad Brazylijczycy sa tacy dobrzy we Formule 1. Zrodlo jest identyczne jak we futbolu: z ulicy. Nelson Piquet i Ayrton Senna z pewnoscia musieli przejsc chrzest bojowy w ruchu ulicznym wielkich brazylijskich miast.

Jesli kiedykolwiek bedziecie sie zastanawiali czy wypozyczyc w Rio samochod - zdecydowanie odradzam. Ludzie jezdza tu jak wariaci. Dzis widzialem jak autobus przywalil w ogrodzenie. Na ironiczne oklaski swiadkow kierowca odpowiedzial smiechem, pomachal reka i odjechal.

Najwiekszymi kozakami sa wlasnie kierowcy miejskich autobusow. Ich pojazdy wygladaja czasem jak stare graty, ale maja niezwykle wyostrzony gaz i znakomite hamulce. W efekcie autobus w tym wielkomiejskim tloku porusza sie zrywami. W dodatku kierowcy maja niezwykle podzielna uwage, bo bez przerwy smieja sie i uprawiaja pogaduszki z asystentkami. W Rio kiedy wchodzisz do autobusu kierowca nie zajmuje sie sprzedaza biletow (3 reale za wejsciowke) - od tego jest wlasnie asystentka, ktora siedzi na tronie przy wejsciu z przodu i kiedy zaplacisz wpusci cie przez kolowrotek. Jechalem dzis z takim mistrzem kierownicy autobusem linii 422 spod dworca pod Corcovado ("Garbata Gora") - szczyt na ktorym stoi Cristo Redentor, slynna potezna statua Jezusa Zbawiciela (widoki rzeczywiscie nieziemskie). Co przezylem w tym autobusie to moje...

Odrebna historia to prywatne busiki, ktore woza mieszkancow peryferyjnych dzielnic. To tez rajdowi kierowcy, rowniez z asystentami, taki asystent ma troche inna robote: zamyka i otwiera drzwi oraz nagania glosnym krzykiem klientow. Troche przypomina mi to Zimbabwe - z ta roznica, ze tam busik ruszal dopiero wtedy gdy i tak zapelnil sie do ostatniego miejsca, wiec w Afryce nie trzeba naganiac klientow... W kazdym razie to musi byc w Rio niezly interes, bo chętnych mnóstwo, a kas fiskalnych w samochodzikach przeciez nie ma. Ciekawe kto na tym trzyma lape... Zdziwilibyscie sie co uslyszalem od tubylców:) 

Mieszkam w Santa Cruz, peryferyjnej dzielnicy Rio, z ktorej pochodzi Thiago Silva. Pilkarz Paris St. Germain i stoper reprezentacji Brazylii stwierdzil w wywiadzie, ze gdyby nie zostal pilkarzem to skonczylby jako kierowca takiego busika. Szacun - znaczy, ze Thiago musi wierzyc w swoje rajdowe umiejetnosci...

PS Jesli dzis poruszam watek motoryzacyjny to nie moge nie wspomniec o jeszcze jednym niezwyklym zwyczaju. Wyobrazcie sobie, ze w Santa Cruz istnieje... moto-taxi. Kiedy na przyklad jakiejs pani nie chce sie dzwigac torby z zakupami, pod sklep podjezdza dzolero na motocyklu, pani wsiada z tylu i lapie sie za poly kierowcy i mototaksowka cisnie pod wskazany adres. Zeby nie bylo watpliwosci: bez kaskow, bez formalnosci. Tylko kasa z reki do reki. Ale zebyscie mieli swiadomosc ze to jakas porzadna firma, bo mototaksowkarze maja takie same kombinezony!

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

02:31, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (10) »
czwartek, 19 czerwca 2014
Wiara katolicka ma się dobrze

Dzis Boze Cialo. Myslalem, ze to swieto jest wyjatkowo obchodzone przede wszystkim w Polsce gdzie obowiazuje dzien wolny od pracy. Musielibyscie jednak zobaczyc obchody Bozego Ciala w Brazylii... ("Santissimo Corpo e Sangue de Cristo"). Gdyby ktos tutaj powiedzial ludziom, ze ten dzien powinien byc normalnym dniem pracy zostalby zabity smiechem. Nikt z tym faktem nawet nie probuje dyskutowac, jak dzieje sie w Polsce.

Na uroczystosciach bylem w parafii Nossa Senhora de Conceicao. Przyszlo tyle ludzi, ze msza odbyla sie przed kosciolem, bo nie pomiescilby wszystkich chetnych. Dla mnie bylo to niecodzienne przezycie.

Co mnie zdumialo:

a) istnieje tu zwyczaj niespotykany w Polsce. Na drodze przed kosciolem wierni sypia z kolorowej soli przerozne obrazki o tematyce religijnej. To pracochlonne zajecie, nie da sie tego zrobic w dwie godziny. A malunkow bylo mnostwo, rozciagaly sie na ponad sto metrow! Az szkoda, ze przetrwaja tylko kilka dni...

b) wielu wiernych przychodzi do kosciola w koszulkach specjalnie przeznaczonych na te konkretna uroczystosc (z napisem "Corpo Christo"). Ale nie wszyscy. Byli tez wierni w koszulkach Flamengo, Fluminense, widzialem rowniez fana Internacionalu Porto Alegre. W Polsce nigdy na Bozym Ciele nie spotkalem wiernych w koszulkach Ruchu, Gornika, GieKSy albo Polonii... Wygladaloby to chyba dziwnie:)

c) przed wejsciem rozdawany jest dokladny porzadek mszy. Na czterech stronach rozpisano dzisiejsze uroczystosci na 23 punkty (sic!) i - jak sledzilem - bylo to dokladnie przestrzegane, co do przecinka! Moglem nawet spiewac psalmy po portugalsku, bo dokladnie kazde slowo ksiedza i odpowiedz wiernych byly rozpisane:)

d) msza nie odbyla sie w asyscie organisty lecz... kapeli. Gdybym napisal "rockowej" nie byloby w tym klamstwa. Przy oltarzy stala perkusja, facet jechal na niej niczym Lars Ulrich (tylko jezyka nie wywalal). Gitarowej solowki w trakcie komunii nie powstydzilby sie Slash. Uwazam, ze brawurowo wykonany psalm "Glorifica o Senhor, Jerusalem, celebra teu Deus, o Siao" spokojnie moglby wygrac liste przebojow Programu III Polskiego Radia! Rockowa przebojowa melodia, ktora wywrzeszczalo z entuzjazmem tysiace ludzi;

e) ogromna ilosc ministrantow sluzacych do mszy, na pewno ponad setka (ksiezy bylo trzynastu). Feministki bylyby zadowolone, bo co najmniej polowa z ministrantow byla rodzaju zenskiego czyli swoje miejsce maja tez... ministrantki;)

f) Brazylijczycy sa bardzo pobozni, widać, ze autentycznie przezywaja te uroczystosci. Spiewaja, modla sie, klaszcza, gestykuluja. Powatpiewalem w opinie, ze Ameryka Lacinska wyprzedza Europe w kwestii przywiazania do katolicyzmu, ale przekonalem sie na wlasne oczy, ze tutaj nie ma mowy o kryzysie wiary. Nie dziwi mnie juz w ogole, ze obecny papiez jest wlasnie z tego kontynentu...

g) ze przed wejsciem do kosciola mozna bylo kupic... popcorn. Potem niektorzy wierni zagryzali go w trakcie procesji. Moze ten popcorn byl swiecony?;)

PS Wiadomosc dla statystykow. Msza bez procesji trwala 82 minuty.

PS1 A poza tym Omega powinna wrocic.

18:23, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (13) »
środa, 18 czerwca 2014
Rasizm po brazylijsku

Ludnosc Brazylii jest wyjatkowo zroznicowana pod wzgledem rasowym. Taka paleta barw na skorze jest chyba tylko tutaj. Nieformalnie mowi sie jednak o „brazylizacji” czyli wybielaniu spoleczenstwa. Wybielanie polega na ciaglym mieszaniu sie ras.

Wedlug oficjalnych danych populacja czarnych Brazylijczykow zmalala z 14,6% w 1940 roku do 6,2% w 2000 roku. Jeszcze 70 lat temu to byl narod czarno-bialy, dzis jest coraz bardziej brazowy. Nawet nie wiedzialem, ze moze istniec tyle odcieni brazu, choc na przyklad wczoraj w pociągu, ktorym jechalismy podrozowala Brazylijka o znacznie jasniejszym odcieniu skory ode mnie. Byla wrecz blada i miala jasny kolor oczu. A widzieliscie Giselle Caroline Bundchen, symbol Brazylii?

Miejscowi o roznych odcieniach skory zyja zgodnie, nie widzialem ani jednego przejawu niecheci. Razem graja w pilke, dyskutuja, smieja sie. Nie ma mowy o segregacji na co dzien.
Dlatego moze troche dziwic ponizsza konstatacja, ale moim zdaniem specyficzna odmiana rasizmu ciagle jest tutaj dostrzegalna. Dyskryminacja rasowa w Brazylii nie funkcjonuje otwarcie, ale chyba jednak istnieje, tli sie...
O co mi chodzi? W mundialowym studiu brazylijskiej telewizji widac tylko bialych gospodarzy programu, bialych gosci, relacje spod stadionow nadaja tylko biali reporterzy (jeden ma nawet polskie nazwisko), mecze prowadza biali komentatorzy. Ja przynajmniej nie widzialem innych. 
Ktos powie - byc moze tak jest, bo wlasnie ci konkretni ludzie maja najwiecej ciekawego do powiedzenia. Program ma byc przede wszystkim zajmujacy.
Odpuszczam polemike z tym argumentem i podaje nastepny: w reklamach telewizyjnych, na billboardach również widac tylko bialych. Nowe mieszkania reklamuje biala trzyosobowa rodzina, uslugi bankowe - biali specjalisci. Tylko ciemnoskory Cafu poleca jakas loterie (zreszta w otoczeniu bialych), ale jesli mulat wystepuje juz w reklamowce to musi byc w Brazylii powszechnie znany na przyklad dwa razy zdobyc mistrzostwo swiata w pilce noznej.
Antagonistów spytam - czy biali aktorzy reklamowi sa bardziej zdolni od czarnych? Oczywiscie, ze nie. Chodzi o to, ze jesli czarna rodzina zareklamuje mieszkanie to czlowiek z gotowka moglby pomyslec, ze bedzie miec wlasnie takie sasiedztwo. A autorzy reklamy zapewne przypuszczaja, ze wolalby jednak bialych sasiadow… Czy jest jakis slaby punkt w moim rozumowaniu?

Zwalczanie instytucjonalnego rasizmu wydaje sie latwe w porownaniu z problemem poczucia nizszosci. W jaki sposob zwalczyc u niektorych mulatek smarowanie rak specjalnym kremem? Chodzi o nagminne wybielanie sobie wlosow na... rekach. Z bielszymi wlosami miedzy nadgarstkami i lokciami wydaja sie sobie bardziej biale. Bo prawda jest jedna i niezmienna: bialym ciagle latwiej zyc w tym kraju.

PS Przy okazji gadki o brazylijskim etnosie: najwieksze skupisko Polonii jest w Kurytybie. Do wybuchu II wojny swiatowej przyjechalo tu jakies 200 tys. Polakow. Zespol polskich osad wokol Kurytyby nazywal sie Nova Polonia. Ta nazwa zostala zlikwidowana przez brazylijski rzad w 1939 roku na kategoryczne zadanie III Rzeszy.
PS1 Dzis na Maracanie gra Chile z Hiszpania. Do Rio zjechalo zobaczyc ten mecz mnostwo chilijskich kibicow (a takze Andrzej Gowarzewski). Kiedy dwie chilijskie grupy dostrzegaja sie z naprzeciwka jedna wola :”chi-chi-chi”, na co druga odpowiada: „le-le-le”, a potem juz wspolnie „Chile, Chile”.
Pewien Chilijczyk uslyszal w pociagu nasza mowe, popatrzyl na nas i spytal: „Russia”? Spojrzelismy po sobie, na niego, na jego reprezentacyjna koszulke i zaripostowalismy: „Argentina”? Zasmial sie i przybiliśmy grabe.
Co do graby - mieszkancy Rio, nawet ci po piecdziesiatce zawsze witaja sie w ten sam sposob: najpierw piatka potem żółwik. Trudno wyobrazic mi sobie chocby mojego tate witajacego sie tak z kolegami:)
PS2 Wiecie, ze Czadoblog mogl zginac?! Bylem wtedy w tym miejscu. Wtedy to kolysanie wydawalo mi sie zabawne. Teraz usmiech zszedl mi z twarzy:)
PS3 A poza tym Omega powinna wrocic. 
16:05, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (12) »
wtorek, 17 czerwca 2014
Wieża Babel

Uwielbiam zycie w tlumie. Uwielbiam zycie w zgielku. Dawno temu marzylem o mieszkaniu na rogu 3 Maja i Stawowej w Katowicach. Kiedy wyprowadzilem sie od rodzicow najbardziej istotna z tych najmniej waznych spraw ktorych mi brakowalo byl... dzwiek przejezdzajacych w nocy tramwajow. Na poczatku nie moglem sie przyzwyczaic, ze ich nie slysze.

Musze zweryfikowac wlasne wyobrazenia. Moze i swietnie czulem sie w zgielku Dar es Saalam, Kairu, Stambulu, Berlina, Harare, Rzymu albo Paryza ale zgielk Rio de Janeiro mnie jednak przerosl. Poczulem się naprawde malutki, rzeklbym nawet - lekko przestraszony.
Rio liczy okolo 6 mln mieszkancow (tak naprawde jako caly zespol miejski - 11 mln). Kiedy w centrum natarla w moja strone ogromna ludzka fala wychodzaca z metra poczulem sie jak malutki dorsz chcacy plynac pod prad:)
Najbardziej malutki stalem sie jednak na najslynniejszej plazy swiata. Bylismy na Copacabanie wieczorem w trakcie meczu USA - Ghana. Mysle ze pojawily sie tam wtedy wszystkie istniejace na ziemi narody. Nigdzie i nigdy nie bylem swiadkiem az takiej plataniny roznorodnych jezykow.
Mozna bylo sie zgubić. Nastroj do wyglupow byl niemaly. - Jennifer, Jennifer - krzyknela w poblizu rozpaczliwie jakas Amerykanka szukajac towarzyszki. - Jennifer! Jennifer! - zawyl zgodnie tlum dookola.
Istna wieza Babel. Ludzie uprawiali jogging, bratali sie, pili caipirinhe (miejscowy drink troche podobny do meksykanskiego mojito), grali w siatkonoge (prawdziwi artysci, zrecznosc odbijania przez nich pilki byla szokujaca), prezyli wspaniale umiesnione ciała, spiewali „Vamos, vamos Argentina” i robili jeszcze milion innych rzeczy. Byli tam mlodzi i starzy, bogaci i biedni, piekni i brzydcy (jak mnie zapewniono wiele z tych pieknych dlugonogich kobiet w miniowkach, ktore widzialem wcale nie bylo kobietami). Strefa kibica na Copacabanie byla jakies dziesiec razy wieksza od tej ktora poznalem w Niemczech w 2006 roku. Tam sie dzialo! Na wejsciu sprawdzali tylko czy nie wnosisz broni oraz piwa, ktorego FIFA nie uznaje za oficjalne. Jesli nie - mogles sie bawic:)
Bawiąca sie masa ludzka byla niczym rozpelzajacy sie wieloglowy, wielooki potwor. Zabawa do utraty tchu. Mam nadzieje, ze na wielkiej estradzie jednego ze sponsorow mistrzostw nikt nie wydrapal malych literek „mane - tekel - fares”. W kazdym razie fale Atlantyku, ktore biły w ciemnosci o brzeg byly naprawde wielkie... Jeszcze nigdy takich nie widzialem. 
PS A poza tym Omega powinna wrocic.
17:15, pavelczado , Mundial
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum