piątek, 26 sierpnia 2016
Zbigniew Boniek nowym prezesem PZPN

Po wyborach w Śląskim Związku Piłki Nożnej to już raczej przesądzone. Zbigniew Boniek, szef PZPN, który niedawno zadeklarował, że będzie się ubiegać o ponowny wybór, mógł jeszcze niedawno obawiać się opozycji z naszego okręgu. Teraz już nie musi.

Gdyby wygrał Zdzisław Kręcina, mógłby stworzyć front, który byłby w stanie pokrzyżować plany Bońkowi. Oczywiście, niejedna z osób obserwujących wydarzenia w centrali polskiego futbolu z politowaniem by się uśmiechnęła na takie prognozy, ale żadni z nich znawcy. Wyrabiają sobie zdanie, biorąc pozory za rzeczywistość i są przekonani, że wszystko wiedzą, choć błądzą jak dziecko we mgle.

Kręcina niejednego zmylił. Uchodzi za śmiesznego, pucołowatego kolesia, pochrapującego w samolocie między Wrocławiem i Warszawą. Nic bardziej mylnego. Prawda jest bowiem taka, że to bardzo bystry facet. Oczywiście można z nim się nie zgadzać (według niektórych nawet należy), ale na pewno nie powinno się go lekceważyć. Moim zdaniem Zbigniew Boniek doskonale o tym wie - tym bardziej prawdziwe i szczere są jego gratulacje na twitterze dla Henryka Kuli, kontrkandydata Kręciny, który ostatecznie wygrał te wybory.

Kula, nieznany dotąd szerszej opinii publicznej, startował jako delegat Ludowego Klubu Sportowego "Sokół" Wola grającego w tyskiej A-klasie. Namaścił go schodzący ze sceny prezes Rudolf Bugdoł, który doszedł do porozumienia z Bońkiem już wcześniej. Kula od kilkunastu lat jest wiceprezesem śląskiego związku (od spraw sędziowskich i spraw rozgrywek) i ustępujący prezes* ma do niego zaufanie.

Przyznam, że wynik wyborów w trakcie tego wielogodzinnego zjazdu w ogóle mnie nie zaskoczył, bo z przebiegu obrad można było domyślić się takiego finału. Na początku ustępujący prezes zaproponował oto na przewodniczącego zebrania Krzysztofa Seweryna, którego pamiętam jeszcze jako trenera II-ligowych wówczas Szombierek w latach 90. Teraz Seweryn rządzi podokręgiem Bytom i jest radnym w Piekarach z ramienia PiS (w poprzedniej kadencji był nawet przewodniczącym rady tego miasta). Żeby pokazać, że podziały w piłce wcale nie idą po linii politycznej nadmienię, że w tym momencie delegat Grzegorz Janik z Rybnika, choć jest posłem z listy PiS, zgłosił Sewerynowi kontrkandydata. Był nim Zbigniew Waśkiewicz, były rektor katowickiej AWF, prezes Rozwoju Katowice, który nie ukrywał wsparcia dla Zdzisława Kręciny.

Z uwagą przyglądałem się temu głosowaniu. 77:43 wygrał Seweryn, co dla mnie było ewidentnym sygnałem, że akcje Kuli stoją wśród delegatów jednak wyżej niż akcje Kręciny.

Były sekretarz PZPN próbował zmienić sytuację podczas brawurowego przemówienia. Tu zauważam kolejny brak przypadku. W proponowanym porządku obrad w ogóle nie było bowiem miejsca na przemówienia kandydatów! Myślę, że układający porządek mogli zdawać sobie z tego sprawę. Pomysł przemówienia do delegatów zgłosił dopiero Zbigniew Waśkiewicz, a sala się zgodziła. Kręcina jako mówca - choć nie jest oratorem wszech czasów - bije na głowę doświadczeniem rywala. Potrafi improwizować. Tego drugiego ratował jednak fakt, że obaj kandydaci musieli zmieścić się w pięciu minutach.

Delegat Piasta Gliwice ostro zaatakował Zbigniewa Bońka za nieobecność na katowickim zjeździe. - Fakt, że go tu nie ma, jest najlepszym dowodem, jak nas traktuje. Trzeba zrobić wszystko, żeby Śląsk znaczył o wiele więcej niż dziś - grzmiał, a przemówienie zakończył barwnie, wręcz odlotowo. - Gwarantuję, że w 2020 roku, na jubileuszu stulecia śląskiego związku oprócz prezesa PZPN pojawi się również mój dobry kolega... prezes FIFA Gianni Infantino!

To, co mówił Kręcina rzeczywiście bardziej wbiło się w pamięć niż przemówienie Kuli, który opowiadał o poprawie szkolenia dzieci i młodzieży, organizacji szkoleń dla trenerów, obiecywał pozyskanie nowych sponsorów oraz położenie większego nacisku na rozwój futbolu kobiecego i futsalu. Kula nie czuł się jednak pewnie. Tuż przed głosowaniem w kuluarach stwierdził - co sam słyszałem - że jeśli przegra będzie miał co robić w życiu. 

Kręcina nie zdołał jednak odwrócić nieuchronnego. Głosowanie przegrał wprawdzie niżej niż Waśkiewicz z Sewerynem, ale jednak w podobnych rozmiarach. Komisja wyniosła urnę w ustronne miejsce i przeliczyła głosy: skończyło się 72:51 dla Kuli.

Ten po wyborach odetchnął z ulgą. - Myślę, że zwyciężyła piłka. Muszę środowisko jednoczyć, dlatego myślę o współpracy ze Zdzisławem Kręciną - stwierdził kilka minut po wyborze (wątpię w taki rozwój sytuacji, ale kto wie?).

Podczas zebrania delegaci przedstawili kilka ciekawych problemów. Denerwowali się choćby, że koszty związane z sędziami są zbyt duże. - Na delegację dostaję 15 zł a sędziom za dojazd muszę zapłacić 30 zł. Tak nie może być - złościł się jeden z delegatów. Inny wzburzony mówił, że w pasie przygranicznym Czesi i Słowacy grabią małe śląskie kluby z talentów. - Nikt nad tym nie panuje. Obiecują rodzicom złote góry i ci wypuszczają dzieci do klubów w Czechach i Słowacji! - narzekał. Kręcina obiecywał, że załatwi tę sprawę na spotkaniu z władzami tamtejszych związków, nie będzie miał jednak takiej szansy. 

Obrady były interesujące choć momentami mocno irytujące. Na dzień dobry odczytywano listę ponad stu siedemdziesięciu delegatów, którzy - jak w szkole - zgłaszali obecność wyciągając w górę rękę.Potem zaczęto dyskutować nad sposobem głosowania i zapachniało groteską. Okazało się, że można skomplikować nawet coś tak prostego, jak wybór zwycięzcy spośród dwóch kandydatów. Trzeba było ustalić, czy tego, którego wyboru sobie życzymy, trzeba zaznaczyć, czy może drugiego, którego nie chcemy mamy z niej skreślić. Chyba nie tylko ja odniosłem wrażenie, że wielu delegatów od tych dywagacji miało mętlik w głowie. Ale... może - jak niektórzy szeptali - ta dyskusja o metodzie głosowania była sprytnym wybiegiem frakcji Kręciny? Przyznam, że sam nie jestem pewny.

Jednak kiedy jeszcze przed głosowaniem usłyszałem od jednego z delegatów gromkie i rozdzierające "powinna nastąpić reasumpcja** głosowania!!!", który wygłosił tę kwestię tonem, którego mógłby użyć Rejtan w 1773 roku - poczułem się irracjonalnie. Aż musiałem wyjść i się napić...

Po trzaśnięciu dwóch kaw wróciłem na salę obrad (w przerwie prezes jednego z ligowych klubów przytoczył mi opowiastkę o Polaku, który miał dwie kulki, jedną gubiąc a jedną psując, co jeszcze lepiej wprowadziło mnie w specyficzny nastrój obrad).

Co dalej? Nie mam pojęcia jakim Henryk Kula jest człowiekiem, nie mam również pojęcia jakim będzie prezesem. Niesprawiedliwe byłoby go więc oceniać już teraz, bowiem po czynach go poznacie.

Nie potrafię jednak oprzeć się przekonaniu, że to wybór koncyliacyjny, ostatecznie podporządkowujący nasz okręg Zbigniewowi Bońkowi.

Kula przyznawał wcześniej w jednym z wywiadów, że po czterech trudnych latach spowodowanych faktem, że śląski związek poparł w poprzednich wyborach na prezesa PZPN innego kandydata niż Boniek ważne jest odbudowanie bardzo silnej pozycji naszego regionu. Czy można z tego wnioskować, że kolejne lata według koncepcji Kuli będą łatwiejsze dlatego że śląski związek poprze tym razem kogo należy?

Sprawa moim zdaniem jest przesądzona. Można chyba ogłosić, że najbliższe wybory na szefa PZPN wygra Zbigniew Boniek. 

* w uznaniu zasług ustępującemu Rudolfowi Bugdołowi przyznano tytuł honorowego prezesa Śląskiego Związku Piłki Nożnej.

** reasumpcja - ponowne rozpatrzenie sprawy przez ten sam organ połączone z równoczesnym uchyleniem skutków uprzedniego rozstrzygnięcia.

17:38, pavelczado , ŚZPN
Link Komentarze (13) »
czwartek, 23 sierpnia 2012
Do ostatniego wystrzału czy... bez wystrzału

Nie przepadam za używaniem sformułowania "papierek lakmusowy". Ale fakt, że jutrzejszy zjazd sprawozdawczo-wyborczy Śląskiego Związku Piłki Nożnej, który odbędzie się w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach - takim właśnie ''papierkiem'' jest.

Podstawowe pytanie brzmi: będzie zmiana warty czy nie będzie? To bardzo istotna kwestia. Gdyby niezadowolonym udało się zmienić władzę w Śląskim Związku Piłki Nożnej oznaczałoby to ostry wiatr w żagle tych wszystkich, którzy chcą zmian. Bardzo często jest tak, że kiedy wszyscy oglądają się na wszystkich, wystarczy jeden wyłom i twierdza pada. Gdyby "nowi" objęli władzę na Górnym Śląsku bardzo prawdopodobne byłoby, że byłby to koniec ancien regime'u. Tak ważny ośrodek dla "nowych" mógłby oznaczać koniec Grzegorza Laty.

Dlatego te wybory są ważne nie tylko dla Górnego Śląska, będzie  im się zapewne przyglądać cała piłkarska Polska.

Nieoficjalne wieści są sprzeczne i lepiej nie przesądzać jak to wszystko się potoczy. "Nowi" mają zamiar walczyć do końca, choć nie wiadomo czy starczy im amunicji. Rudolf Bugdoł to wytrawny taktyk jeśli chodzi o personalne zakulisowe gierki. Trudno wyrokować jak to się stało, ale według jednego ze źródeł zdobył m.in. poparcie władz Zabrza, a miasto jest głównym akcjonariuszem Górnika. Byłby to osobisty policzek dla przywódcy "nowych" Jana Ozgi, który przecież wiele lat był szefem ds. bezpieczeństwa właśnie na Górniku i to z zabrzańskim klubem jest kojarzony.

Wydaje się, że jak zwykle działa zasada "coś za coś". Według innego dobrze poinformowanego źródła prezes Bugdoł miał porozdzielać już wszystkie przyszłe łupy czyli posady w zarządzie i komisjach.

Nowi kandydaci na szefa związku mogą pojawić się nawet w ostatniej chwili, ale moim zdaniem już się nie pojawią. Zwolennicy "starego" skupią się wokół Bugdoła, a zwolennicy "nowego" - wokół Ozgi. Według źródła ''nowi'' mogą liczyć na około 30 procent głosów. Oznaczałoby to, że w Śląskim Związku Piłki Nożnej do żadnych zmian nie dojdzie.

Pewności do tego co się stanie nie ma, na pewno będzie ciekawie. Wybory będzie dla Was relacjonował Wojtek Todur, śledźcie wszystko na Śląsk.sport.pl

PS Bałagan w związku z wyborami (ale nie tymi jutrzejszymi, lecz październikowymi wyborami do PZPN-u) nagrany potajemnie przez śląskiego delegata możecie obejrzeć - TUTAJ.

PS1 Relację na żywo z wyborów możecie śledzić - TUTAJ.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

UPDATE. Było ciekawie. Rudolf Bugdoł pokonał Jana Ozgę 89:25. Tak więc bez zmian.

13:51, pavelczado , ŚZPN
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 października 2010
Czadoblog został odznaczony

Jeszcze nigdy w życiu nie zostałem tak bardzo zaskoczony jak dziś. Wybrałem się na uroczystości 90-lecia Śląskiego Związku Piłki Nożnej. Impreza odbyła się w szacownym gmachu Urzędu Wojewódzkiego, a dokładnie w miejscu z różnych powodów niezwykłym czyli sali Sejmu Śląskiego.

Poszedłem oczywiście służbowo w moim ulubionym uniformie czyli seledynowym dresie (w sezonie jesienno-zimowo-wiosenno-letnim ściągam go właściwie tylko do snu, plus przerwa na pranie). Na miejscu okazało się, że wyglądam co najmniej dziwnie, bo wszyscy zaproszeni goście przyszli w garniturach. Wśród nich byli Gerard Cieślik, Antoni Piechniczek, Stanisław Oślizło czy Grzegorz Lato, pojawiły się również klubowe delegacje (Katarzyna Sobstyl i Mariusz Śrutwa siedzieli prawie obok siebie, rozdzielał ich tylko Janusz Paterman), a także ludzie których Czadoblog nie znał, albo znał tylko z widzenia. Wśród gości spoza regionu dostrzegłem m.in. dawno niewidzianego Zbigniewa Drzymałę...

Przycupnąłem sobie skromnie na pięterku (żeby nie bić jaskrawym seledynem po oczach)  więc możecie sobie wyobrazić gigantyczne zdumienie Czadobloga, kiedy usłyszał nagle wyczytywane przez mikrofon własne nazwisko! Okazało się, że czeka na niego Złota Odznaka Honorowa Śląskiego Związku Piłki Nożnej! (wraz z legitymacją poświadczającą zdarzenie nr 121/2010). Właśnie teraz na nią patrzę, leży sobie w pięknym czerwonym puzderku... 

Wiedziałem, że prezes Rudolf Bugdoł ceni moje zainteresowanie historią śląskiego futbolu, ale nie sądziłem, że aż do tego stopnia. Przyznam, że było mi bardzo przyjemnie i chyba lubię dostawać odznaczenia (to było pierwsze w moim życiu)... Tak, mam pewność: lubię! 

Kiedy schodziłem na dół starałem się zapomnieć o tym, że paraduję w seledynowym dresie z kapturem. Gdybym wiedział wcześniej, wyjątkowo wbiłbym się w ten nieszczęsny gangol! Starałem się oczywiście pamiętać, żeby nie wprowadzać nerwowej atmosfery podczas odbierania odznaczenia: prawdopodobnie nie przestępowałem z nogi na nogę i prawdopodobnie nie kiwałem się niepokojąco...

                                %

Odznaczenie traktuję jako formę docenienia roli dziennikarstwa sportowego w województwie śląskim. Bardzo dziękuję. 

                                 %

Dla takich uroczystości jak dzisiejsza, charakterystyczne jest, że po części oficjalnej następuje część nieoficjalna. Jest czas na pogaduchy i wspominki czyli to co misie lubią najbardziej. Tym razem Czadoblog nie rozglądał się jednak, nie czekał na dżamprę lecz zbiegł prosto do szatni. Na seledynowy dres wdział seledynową kurteczkę i pognał do Bytomia na mecz Polonii, żeby zobaczyć przynajmniej drugą połowę...

Na Olimpijskiej dowiedziałem się jednak w przerwie, że niepotrzebnie się goniłem. Tym razem mecz był słaby (0:0), choć Polonia właściwie cudem ze Śląskiem Wrocław nie wygrała.

Gdybym miał wybrać w tym sezonie sytuację pod tytułem ”najbardziej niesamowite okoliczności w których nie pada bramka” wybrałbym ”niebramkę” Dariusza Jareckiego w 52 minucie. Po strzale skrzydłowego Polonii piłka odbiła się od czyjejś nogi, słupka i dopiero wtedy wpadła w ręce lekko zaskoczonego bramkarza Śląska. Ciekawe ilu ludzi na stadionie złapało się wtedy za głowy...

Brakowało moim zdaniem Clemence'a Matawu. Ale lepiej bez niego zdobyć punkt niż z nim zdobyć trzy czyli zero, jeśli wiecie co chcę powiedzieć.

PS Zegary życzą Śląskiemu Związkowi Piłki Nożnej wszystkiego najlepszego.

PS1 W wolnej chwili podkleję zdjęcie z odznaką i legitymacją nr 121/2010.

PS2 Więcej o jubileuszu ŚZPN - tutaj.

PS3 Gdyby ktoś miał kiedyś okazję dokładnie zwiedzić Urząd Wojewódzki (zobaczyć skarbiec albo przejść podziemiami na drugą stronę ulicy) - niech się nie waha. Wspaniała wycieczka... Warto zaczaić się w Dni Otwarte - polecam.

23:54, pavelczado , ŚZPN
Link Komentarze (17) »
Archiwum