niedziela, 01 lipca 2018
Dla mnie mundial się skończył

Wpis poniewczasie, ale musiałem dojść do siebie po niezwykłym meczu Argentyny z Francją, porozmawiać z drzewami, skałami i wiatrem... Znowu się nie udało i znowu trzeba będzie czekać cztery lata na mistrzostwo.

Wiadomo, że futbol nienawidzi gdybania, ale nie mogę się powstrzymać: gdyby w 6. minucie doliczonego czasu grypo centrze di Marii piłeczka poleciała trochę inaczej - widzielibyśmy najpiękniejszą chyba remontadę w historii mundiali. Nie udało się. Szkoda. Szkoda. Szkoda...

Jestem rozżalony, ale to przynajmniej nie była klęska po której trzeba się wstydzić. Piszę „klęska”, bo brak Argentyny w finale mistrzostw świata to dla mnie zawsze klęska. Z Francuzami Argentyńczycy grali moim zdaniem bardzo dobrze i przy szczęściu mogli rywali wyeliminować.

Niemniej byłbym wariatem gdybym stwierdził, że Francuzi wywalczyli awans niezasłużenie. Obie drużyny zagrały doprawdy świetnie i ktoś musiał być lepszy. Muszę się z tym pogodzić, że nie „Albicelestes”.

Mówi się, że Argentyna nie była faworytem nawet do wyjścia z grupy, że to kolos na glinianych nogach, którego futbolowa słabość odzwierciedla stan argentyńskiego państwa, że Argentinidad („Argentyńskość”) generalnie ma się źle...

Ale przecież co dzieje się na mundialu - nie zawsze (albo wręcz nigdy) jest odzwierciedleniem siły futbolu poszczególnych państw uczestników. Czy niemiecka piłka jest tak słaba jak jej start na mundialu, czy rosyjska jest tak silna jak jej start na mundialu? Moim zdaniem fakt, że ktoś przed chwilą miał kryzys, był w kłopocie, w nerwach, tłamsiła go niemożność - nie ma znaczenia. Bo to było przed chwilą...

Pytacie może: co dalej z Messim? Pewnie odejdzie, choć ja oczywiście bardzo chciałbym żeby pokazał się za cztery lata w Katarze. Ale już na innych zasadach... Jego geniusz nie może być jak dominujący jak jakaś potężna jarakanda mimozolistna kładąca cień gdzieś na argentyńskich pampasach. Nie może być tak, że jak źle do to wujka Lionela. Myśleć i brać odpowiedzialność za wynik muszą brać wszyscy. Wszyscy!

Jednocześnie chciałbym żeby Otamendi i Mercado zniknęli już z reprezentacji Argentyny. Nie potrafią trzymać nerwów na wodzy w trudnych chwilach - w efekcie przynoszą jej wstyd swoim zachowaniem i powodują niechęć całego piłkarskiego świata. Nie wolno tracić nerwów aż tak. To już nie jest viveza. To niestety szaleństwo w złym tego słowa znaczeniu.

Idę się napić yerba mate.

 

piątek, 22 czerwca 2018
Otwarte!

Argentyna wydaje się dziś stara i brzydka. Wiadomo jednak przecież, że tak naprawdę była, jest i będzie olśniewająca. Gdyby w Rosji zdobyła mistrzostwo świata - czyż nie byłaby to najpiękniejsza historia o mundialowym zmartwychwstaniu wszech czasów?! Nie widzę powodów dla których miałbym w to wątpić!

Semper fidelis

VAMOS!

 

czwartek, 21 czerwca 2018
Zamknięte

Do odwołania.

czwartek, 02 listopada 2017
Co Victor Hugo ma wspólnego z futbolem. Barrilete cósmico

Coś mnie naszło i od tygodnia próbuję zdobyć w księgarniach "Nędzników" Victora Hugo. Nie mam tego dzieła we własnym księgozbiorze, a jest ono tak wybitne, że staram się czytać co najmniej raz na dziesięć lat. 

W katowickich księgarniach doszło do kuriozalnej sytuacji. W jednej jest tylko tom I, w innej tylko tom II - do tego chodzi o wersję czterotomową. Zaczynam być sfrustrowany, wręcz nerwowy:)

W nieoczekiwany sposób ukoiłem jednak ostatnio nerwy, znów okazało się, że świat jest bardzo mały, a punktem stycznym może być... piłka nożna.

Kilka dni temu urodziny obchodził oto Najwybitniejszy Piłkarz Świata wszech czasów. Jak wiadomo do annałów przeszła jego bramka strzelona w 1986 roku, uchodząca - jakżeby inaczej - za najpiękniejszą w dziejach.

Polscy kibice znają ją pewnie na pamięć, ale nie wszyscy znają słynny komentarz, którym przeszedł z kolei do historii Victor Hugo Morales. Podejrzewam, że rodzice latynoskiego komentatora też byli miłośnikami twórczości francuskiego pisarza.

Tamto "ta-ta-ta" albo "barrilete cósmico" zna pewnie każde dziecko w Argentynie. Posłuchajcie zresztą sami. Czyż to nie wspaniałe? Podkręćcie na maksa. Można się wzruszyć!

 "La jugada de todos los tiempos". Czyż nie?! Po czymś takim nawet lekturę "Nędzników" można o kilka dni przełożyć:)

środa, 11 października 2017
¡Tricampeones!

1978: Mario Kempes.

1986: Diego Maradona.

2018: Leo Messi. Ugć-ugć-ugć-ugć...

Gracias.

niedziela, 05 marca 2017
Barras Bravas Buenos Aires [+18]

Moim niespełnionym dotąd marzeniem jest zobaczyć Buenos Aires. W głowie mam niezwykłe wyobrażenie tego miasta. Zaplanowałem dwa główne punkty pobytu.

Po pierwsze: przeżyć w ortodoksyjny sposób zwyczaj cabeceó przed tangiem. Trudno mi sobie wyobrazić lepszy sposób na to żeby faceta mógł przeszyć prawdziwy dreszcz*;

Po drugie: pójść na mecz piłki nożnej z sympatyczną wycieczką wykupioną u miejscowych Barras Bravas. Słyszałem, że to jeden z elementów budowania przez nich budżetu więc dlaczego z tego nie skorzystać?

Będę musiał chyba jednak zweryfikować te plany i punkt drugi. Na polskim rynku ukazał się właśnie komiks o Barras Bravas - czyli argentyńskich gangach futbolowych. Autorem jest Emilio Utrera, samouk, który mieszka w metropolii B.A. Miał okazję poznać tych "sympatycznych" chłopaków, bo prowadzi dobre studio tatuażu więc korzystają oni z jego usług. Jako że jest uzdolniony plastycznie, tworzy też murale o tematyce futbolowej. Z opowieści swoich klientów stworzył barwną komiksową opowieść. Ale od razu zaznaczam: to absolutnie nie jest komiks nadający się na prezent dla dzieci.

Na polski rynek wprowadza je wydawnictwo Mandioca, które do końca roku chce wydać sześć odcinków tej opowieści. Argentyńska kultura kibicowania doczekała się oczywiście przeróżnych analiz socjologicznych i historycznych, bo to niezwykłe zjawisko. Miłość do piłki stworzyła prawdziwego potwora! Żeby było jasne: komiks Utrery nie pretenduje oczywiście do miana "objaśniacza" tego brutalnego świata... Po raz kolejny przekonuję się, że w Argentynie wszystko zasadza się na skrajnościach. W moich wyobrażeniach tam wszystko musi być naj-: najpiękniejsze albo najgwałtowniejsze albo najbardziej żarliwe albo najwspanialsze albo też najbardziej plugawe. 

Dla mnie ważne, że w całości projektu wydawniczego macza również palce Radio Brazylia czyli Bartek Rabij. Wiadomo, że Bartek to najbardziej wnikliwy ekspert od latynoskiego futbolu w Polsce, właśnie jego radziłem się przed moim pierwszym wyjazdem do Ameryki Południowej na mundial w Brazylii. To facet, który żyje Ameryką Łacińską, a jego futbolowa (i nie tylko) wiedza z tamtego zakątka świata jest autentycznie porażająca. 

Bardzo ucieszyła mnie informacja, że Radio Brazylia ma w planach wydawniczych kolejne opowieści futbolowe rodem z Argentyny. To świetne wieści, trzymam kciuki za powodzenie tej idei. Im więcej fascynujących futbolowych argentyńskich opowieści na polskim rynku czytelniczym - tym lepiej.

* muszę jeszcze chwycić podstawy tanga, ale myślę, że choćby tylko dla cabeceó - naprawdę warto:)

wtorek, 02 sierpnia 2016
Polska. Trauma nowego selekcjonera Argentyny

Nowym selekcjonerem Najlepszej Drużyny Świata został Edgardo Bauza. Można przypuszczać, że ma błogosławieństwo papieża Franciszka.

Jako trener nie jest być może w Polsce zbyt znany, ale nie ma czego się wstydzić. W 2008 roku wygrał Copa Libertadores z ekwadorskim LDU Quito (został wtedy trenerem roku w Ameryce Południowej), a w 2014 - powtórzył sukces ze San Lorenzo, ukochaną drużyną Franciszka. To jakby europejską Champions League wygrał najpierw z Legią a potem z West Hamem.

Polacy Bauzy być może nie kojarzą, ale można przypuszczać, że Bauza Polskę jednak dobrze pamięta.

Zanim został trenerem był niezwykle bramkostrzelnym stoperem związanym głównie z Rosario Central (ciekawe więc czy dogada się z Messim). Pod uwagę brał go Cesar Luis Menotti, ale reprezentacyjną karierę Bauzie złamała... Polska kierowana przez Antoniego Piechniczka.

W 1981 roku Bauza zadebiutował w kadrze u Menottiego na środku obrony podczas meczu na Estadio Monumental w Buenos Aires właśnie przeciw Polakom. Partnerował wtedy Danielowi Pasarelli. Argentyńczycy przegrali tamten mecz 1:2 a pretensje do środkowych obrońców miejscowi kibice mogli mieć przede wszystkim za utratę pierwszego gola, bo zagapili się i dopuścili do strzału Andrzeja Buncola.

U Menottiego Bauza już nigdy nie zagrał. Dostał jeszcze szansę u Carlosa Bilardo przed mistrzostwami świata we Włoszech, ale dwa towarzyskie mecze w 1989 roku z jego udziałem Argentyńczycy przegrali (z Meksykiem i Szkocją). Na mundial we Włoszech pojechał, ale nie wstał tam z ławki. Trzy mecze w kadrze, trzy przegrane...

Co tam! Teraz chodzi o to żeby na mundialu w Rosji niekoniecznie wstawał z ławki, ale żeby uniósł Puchar Świata.

PS Piękną romantyczną wersję narusza trochę Radio Brazylia czyli ekspert od latynoskiej piłki - Bartek Rabij. Pisze mi, że Bauza miał pecha, bo Menottiemu przydarzył się wysyp dobrych stoperów. No ale gdyby Bauza strzelił wtedy Polsce taka bramę jak kolega ze środka obrony, a sam przypilnował Buncola?:) Kto wie - może własnie jemu udałoby się przypilnować później van der Bergha?;)

poniedziałek, 27 czerwca 2016
Los malditos penales

To ponad moje siły. Ani słowa o Argentynie*.

Dziękuję. Powodzenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*wytrzymam do 2018.

wtorek, 07 czerwca 2016
Nie wstawiajcie Messiego

Ufff...

Dawno nie byłem tak spokojny. Wygląda na to, że Argentyna ma szansę osiągnąć cel czyli wygrać Copa America Centenario. Mecz z Chile pokazał, że Najlepsza Drużyna Świata złapała odpowiednią formę żeby wygrać najważniejszą tegoroczną imprezę na świecie*.

Oglądanie takiej Argentyny to przyjemność. Silne Chile było tym razem zwyczajnie słabsze i widać to było na boisku choćby po sposobie objawiania się agresji. Argentyńczycy byli agresywni w tym meczu w idealny sposób, na zimno, tylko tam gdzie było to potrzebne i tylko wtedy gdy było to potrzebne - we futbolu to zaprawdę Niemcy Ameryki Południowej. Nie było tym razem widać, że na co dzień są gorącokrwiści, w przeciwieństwie do Chilijczyków, którzy wybuchali w niekontrolowany sposób i na tym tracili. Być może ta frustracja wylewała się z poczucia bycia gorszym?

Argentyńska maszyna pracuje miarowo i wygląda na to, że wreszcie nie zżera jest stres. Piłkarze są pewni swoich umiejętności. Przeciągający się zły wynik - bo przecież remis był złym wynikiem - nie powodował u nich rozkojarzenia czy złości. Czuć było raczej pewność, że prędzej czy później jednak będzie jak ma być.

Wreszcie idealnie funkcjonuje to czego Argentyńczykom zawsze zazdrościłem. Chyba nikt nie gra tak wspaniale w tłoku jak oni i w meczu z Chilijczykami było to świetnie widać. Przyjąć, odwrócić się, rozegrać, strzelić w takiej gęstwinie a wszystko w płynnym rytmie - tak, że wygląda to na coś oczywistego i prostego - to najwyższa sztuka. 

Z wydarzeń czysto piłkarskich moim zdaniem na plan pierwszy wysuwa się postawa bramkarza. Romero daje tej drużynie poczucie bezpieczeństwa jakiej nie doświadczała od golkipera już dawno (choć przy straconej bramce mógł zachować się lepiej).

Ostatnia sprawa - Messi. Głęboko wierzę, że selekcjoner Martino nie podda się presji trybun i w rozgrywkach grupowych rekonwalescenta nie wystawi. Niech Miedzianobrody będzie gotowy kiedy będzie najbardziej potrzebny - w fazie pucharowej. Z Boliwią i Panamą jego koledzy powinni sobie poradzić bez niego. 

PS Jeszcze parę słów o meczu reprezentacji Polski. Jakością gry, przebiegiem spotkania czy formą strzelecką w ogóle się nie przejmuję i nie przywiązuję do tego wagi. Trochę jednak się zdziwiłem, bo zarówno Adama Nawałkę jak i cały PZPN przedstawia się jako perfekcjonistów dbających o każdy szczegół. Tym razem nie zadbano chyba jednak o to żeby przed spotkaniem zdecydowanie wyjaśnić sobie z przeciwnikiem istotne fakty. To przecież nie był mecz decydujący o czymkolwiek. Ze zdumieniem przyglądałem się więc pianie w ustach Litwinów. Wejście od tyłu w Krychowiaka - zwłaszcza w jego sytuacji zdrowotnej - było skandalem i nie dziwię się jego rozdrażnieniu.

Chyba, że ustalenia o grze bezkontaktowej były podjęte, tylko Litwini je złamali - to oznaczałoby, że nie ma sensu już z nimi grać w meczach towarzyskich. Już lepiej było chyba zaprosić reprezentację St. Kitts i Nevis żeby bez stresów postrzelać jej piętnaście bramek.

* z punktu widzenia nas, Europejczyków, Euro jest najważniejsze, ale turniej Copa America Centenario jest przecież w swej formule - mam nadzieję - niepowtarzalny.

niedziela, 05 lipca 2015
Argentynie do spełnienia brakuje już tylko jednego

Na początek wyrazy uznania dla Chile. W tej chwili chyba nikt inny na świecie nie potrafi w aż takim stopniu przełożyć zajadłości w atut piłkarski. Wszyscy Latynosi są w tym niedościgłymi mistrzami, ale Chilijczykom należy się już wręcz profesura.

Jako kibic Argentyny ogólnie jestem zadowolony z postawy tej drużyny na Copa America. Owszem, jestem rozczarowany, że się nie udało wygrać, ale nie można mieć wszystkiego. Ogólnie całość zmierza jednak, uważam, w dobrym kierunku.

Ta machina piłkarsko jest znakomita, pomyślano o wszystkim. Wszystkim z wyjątkiem jednego. Argentynie brakuje już tylko człowieka z ładunkiem wybuchowym założonym pod reprezentacyjnym trykotem. Nie będzie łatwo takiego znaleźć, ale to obecnie najważniejsze zadanie dla sztabu trenerskiego.

O co chodzi? Argentyńczycy z zimną krwią i rozmysłem muszą wyszukać zawodnika (lub nawet kilku) do zadań specjalnych i być może poświęcić kilka ważnych punktów w ważnych meczach. Ale cel jest tego warty: mistrzostwo świata w Rosji.

Chodzi o ochronę Leo Messiego. Jeszcze wielokrotnie zdarzy się bowiem sędzia, który co prawda będzie ostentacyjnie wykonywał znak krzyża przed każdą połówką, ale którego ewidentnie Bóg nie będzie w trakcie meczu prowadził. Tak jak tego kolumbijskiego nieudacznika z finału w Santiago.

Moim zdaniem Chile po faulach na Messim powinno być zdekompletowane już w pierwszej połowie. Powinno grać nawet nie w dziesięciu a w dziewięciu. Niezmienne podziwiam w Messim nie tylko umiejętności, ale niezwykłą odporność. Jak to możliwe, że wstaje za każdym razem?! Niesamowite...

Kiedyś może jednak nie wstać. Dlatego trzeba zastanowić się jak nie dopuszczać do tego rodzaju sytuacji. Tak jest już ten świat urządzony, że każdy orze jak może. Argentyna też powinna zacząć orać, bo na arbitrów nie ma co liczyć.

Uważam, że jedynym wyjściem w obecnej sytuacji jest znalezienie i wyszkolenie w kadrze "Albicelestes" człowieka, który odpali detonator. Chodzi o to żeby każdemu rywalowi, który brutalnie sfauluje Messiego a od razu nie dostanie czerwonej kartki - natychmiast, w ciągu kilkudziesięciu sekund, oddać z nawiązką. Z nawiązką czyli tak żeby już nie wstał. Czasy niestety takie, że nie da się inaczej.

Chodzi o to żeby Gary Medel po następnym kopnięciu w brzuch Messiego nie miał poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Przecież on się z tego teraz śmieje. Chodzi więc o to żeby takiego kolesia następnym razem w ciągu minuty wysłać do szpitala. Najlepiej w ciągu następnej minuty - po to żeby wiedział za co. To trzeba umieć zrobić. Być może (a raczej na pewno) trzeba będzie zaliczyć czerwoną kartkę i osłabić drużynę. Trudno. Człowiek od specjalnych poruczeń musi mieć świadomość, że zadanie może być samobójcze. Ale jeśli Medel nie będzie mógł zagrać przez rok - będzie warto. Bo po przeleżeniu przez niego kilkunastu miesięcy w pościeli o następnych Medeli będzie już trudno.

Żeby misja się powiodła - rozwiązanie musi być zastosowane ostentacyjnie - tak żeby przekaz był jasny dla wszystkich. "Nie zgadzamy się na to". Przeciwnik po brutalnym faulu musi bowiem wiedzieć co mu grozi jeśli sędzia się nie ulituje i nie pokaże w takiej sytuacji czerwonej kartki. Delikwent ma o tę czerwoną kartkę się modlić.

Mniej rozgarniętym zaznaczę wprost: nie nawołuję do brutalizacji gry. Wręcz przeciwnie! Wcale nie chodzi bowiem o to żeby argentyński komandos łamał na boisku kości. Chodzi o to żeby rywale wiedzieli, że może to zrobić w każdej chwili i że wszystko zależy tylko od nich. Kto nie brutalnie nie fauluje Messiego - ma gwarancję dogrania meczu do końca.

Jeśli Argentyńczycy zdecydują się na tego rodzaju rozwiązanie jestem spokojny o powodzenie misji. Akurat oni naprawdę potrafią brutalnie faulować. Teraz muszą tę umiejętność - jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - oddać na służbę fair play. Propozycja nowego hasła dla FIFA: "Futbol łączy cały świat: brutali da się eliminować tylko brutalnie".

Do następnego mundialu jeszcze trzy lata. Kiedy się zacznie wszyscy chętni MUSZĄ wiedzieć, że każde intencjonalne sfaulowanie Messiego zakończy się wizytą na oddziale intensywnej terapii.

PS Omega zaciska pięści. 

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum