niedziela, 05 marca 2017
Barras Bravas Buenos Aires [+18]

Moim niespełnionym dotąd marzeniem jest zobaczyć Buenos Aires. W głowie mam niezwykłe wyobrażenie tego miasta. Zaplanowałem dwa główne punkty pobytu.

Po pierwsze: przeżyć w ortodoksyjny sposób zwyczaj cabeceó przed tangiem. Trudno mi sobie wyobrazić lepszy sposób na to żeby faceta mógł przeszyć prawdziwy dreszcz*;

Po drugie: pójść na mecz piłki nożnej z sympatyczną wycieczką wykupioną u miejscowych Barras Bravas. Słyszałem, że to jeden z elementów budowania przez nich budżetu więc dlaczego z tego nie skorzystać?

Będę musiał chyba jednak zweryfikować te plany i punkt drugi. Na polskim rynku ukazał się właśnie komiks o Barras Bravas - czyli argentyńskich gangach futbolowych. Autorem jest Emilio Utrera, samouk, który mieszka w metropolii B.A. Miał okazję poznać tych "sympatycznych" chłopaków, bo prowadzi dobre studio tatuażu więc korzystają oni z jego usług. Jako że jest uzdolniony plastycznie, tworzy też murale o tematyce futbolowej. Z opowieści swoich klientów stworzył barwną komiksową opowieść. Ale od razu zaznaczam: to absolutnie nie jest komiks nadający się na prezent dla dzieci.

Na polski rynek wprowadza je wydawnictwo Mandioca, które do końca roku chce wydać sześć odcinków tej opowieści. Argentyńska kultura kibicowania doczekała się oczywiście przeróżnych analiz socjologicznych i historycznych, bo to niezwykłe zjawisko. Miłość do piłki stworzyła prawdziwego potwora! Żeby było jasne: komiks Utrery nie pretenduje oczywiście do miana "objaśniacza" tego brutalnego świata... Po raz kolejny przekonuję się, że w Argentynie wszystko zasadza się na skrajnościach. W moich wyobrażeniach tam wszystko musi być naj-: najpiękniejsze albo najgwałtowniejsze albo najbardziej żarliwe albo najwspanialsze albo też najbardziej plugawe. 

Dla mnie ważne, że w całości projektu wydawniczego macza również palce Radio Brazylia czyli Bartek Rabij. Wiadomo, że Bartek to najbardziej wnikliwy ekspert od latynoskiego futbolu w Polsce, właśnie jego radziłem się przed moim pierwszym wyjazdem do Ameryki Południowej na mundial w Brazylii. To facet, który żyje Ameryką Łacińską, a jego futbolowa (i nie tylko) wiedza z tamtego zakątka świata jest autentycznie porażająca. 

Bardzo ucieszyła mnie informacja, że Radio Brazylia ma w planach wydawniczych kolejne opowieści futbolowe rodem z Argentyny. To świetne wieści, trzymam kciuki za powodzenie tej idei. Im więcej fascynujących futbolowych argentyńskich opowieści na polskim rynku czytelniczym - tym lepiej.

* muszę jeszcze chwycić podstawy tanga, ale myślę, że choćby tylko dla cabeceó - naprawdę warto:)

wtorek, 02 sierpnia 2016
Polska. Trauma nowego selekcjonera Argentyny

Nowym selekcjonerem Najlepszej Drużyny Świata został Edgardo Bauza. Można przypuszczać, że ma błogosławieństwo papieża Franciszka.

Jako trener nie jest być może w Polsce zbyt znany, ale nie ma czego się wstydzić. W 2008 roku wygrał Copa Libertadores z ekwadorskim LDU Quito (został wtedy trenerem roku w Ameryce Południowej), a w 2014 - powtórzył sukces ze San Lorenzo, ukochaną drużyną Franciszka. To jakby europejską Champions League wygrał najpierw z Legią a potem z West Hamem.

Polacy Bauzy być może nie kojarzą, ale można przypuszczać, że Bauza Polskę jednak dobrze pamięta.

Zanim został trenerem był niezwykle bramkostrzelnym stoperem związanym głównie z Rosario Central (ciekawe więc czy dogada się z Messim). Pod uwagę brał go Cesar Luis Menotti, ale reprezentacyjną karierę Bauzie złamała... Polska kierowana przez Antoniego Piechniczka.

W 1981 roku Bauza zadebiutował w kadrze u Menottiego na środku obrony podczas meczu na Estadio Monumental w Buenos Aires właśnie przeciw Polakom. Partnerował wtedy Danielowi Pasarelli. Argentyńczycy przegrali tamten mecz 1:2 a pretensje do środkowych obrońców miejscowi kibice mogli mieć przede wszystkim za utratę pierwszego gola, bo zagapili się i dopuścili do strzału Andrzeja Buncola.

U Menottiego Bauza już nigdy nie zagrał. Dostał jeszcze szansę u Carlosa Bilardo przed mistrzostwami świata we Włoszech, ale dwa towarzyskie mecze w 1989 roku z jego udziałem Argentyńczycy przegrali (z Meksykiem i Szkocją). Na mundial we Włoszech pojechał, ale nie wstał tam z ławki. Trzy mecze w kadrze, trzy przegrane...

Co tam! Teraz chodzi o to żeby na mundialu w Rosji niekoniecznie wstawał z ławki, ale żeby uniósł Puchar Świata.

PS Piękną romantyczną wersję narusza trochę Radio Brazylia czyli ekspert od latynoskiej piłki - Bartek Rabij. Pisze mi, że Bauza miał pecha, bo Menottiemu przydarzył się wysyp dobrych stoperów. No ale gdyby Bauza strzelił wtedy Polsce taka bramę jak kolega ze środka obrony, a sam przypilnował Buncola?:) Kto wie - może własnie jemu udałoby się przypilnować później van der Bergha?;)

poniedziałek, 27 czerwca 2016
Los malditos penales

To ponad moje siły. Ani słowa o Argentynie*.

Dziękuję. Powodzenia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*wytrzymam do 2018.

wtorek, 07 czerwca 2016
Nie wstawiajcie Messiego

Ufff...

Dawno nie byłem tak spokojny. Wygląda na to, że Argentyna ma szansę osiągnąć cel czyli wygrać Copa America Centenario. Mecz z Chile pokazał, że Najlepsza Drużyna Świata złapała odpowiednią formę żeby wygrać najważniejszą tegoroczną imprezę na świecie*.

Oglądanie takiej Argentyny to przyjemność. Silne Chile było tym razem zwyczajnie słabsze i widać to było na boisku choćby po sposobie objawiania się agresji. Argentyńczycy byli agresywni w tym meczu w idealny sposób, na zimno, tylko tam gdzie było to potrzebne i tylko wtedy gdy było to potrzebne - we futbolu to zaprawdę Niemcy Ameryki Południowej. Nie było tym razem widać, że na co dzień są gorącokrwiści, w przeciwieństwie do Chilijczyków, którzy wybuchali w niekontrolowany sposób i na tym tracili. Być może ta frustracja wylewała się z poczucia bycia gorszym?

Argentyńska maszyna pracuje miarowo i wygląda na to, że wreszcie nie zżera jest stres. Piłkarze są pewni swoich umiejętności. Przeciągający się zły wynik - bo przecież remis był złym wynikiem - nie powodował u nich rozkojarzenia czy złości. Czuć było raczej pewność, że prędzej czy później jednak będzie jak ma być.

Wreszcie idealnie funkcjonuje to czego Argentyńczykom zawsze zazdrościłem. Chyba nikt nie gra tak wspaniale w tłoku jak oni i w meczu z Chilijczykami było to świetnie widać. Przyjąć, odwrócić się, rozegrać, strzelić w takiej gęstwinie a wszystko w płynnym rytmie - tak, że wygląda to na coś oczywistego i prostego - to najwyższa sztuka. 

Z wydarzeń czysto piłkarskich moim zdaniem na plan pierwszy wysuwa się postawa bramkarza. Romero daje tej drużynie poczucie bezpieczeństwa jakiej nie doświadczała od golkipera już dawno (choć przy straconej bramce mógł zachować się lepiej).

Ostatnia sprawa - Messi. Głęboko wierzę, że selekcjoner Martino nie podda się presji trybun i w rozgrywkach grupowych rekonwalescenta nie wystawi. Niech Miedzianobrody będzie gotowy kiedy będzie najbardziej potrzebny - w fazie pucharowej. Z Boliwią i Panamą jego koledzy powinni sobie poradzić bez niego. 

PS Jeszcze parę słów o meczu reprezentacji Polski. Jakością gry, przebiegiem spotkania czy formą strzelecką w ogóle się nie przejmuję i nie przywiązuję do tego wagi. Trochę jednak się zdziwiłem, bo zarówno Adama Nawałkę jak i cały PZPN przedstawia się jako perfekcjonistów dbających o każdy szczegół. Tym razem nie zadbano chyba jednak o to żeby przed spotkaniem zdecydowanie wyjaśnić sobie z przeciwnikiem istotne fakty. To przecież nie był mecz decydujący o czymkolwiek. Ze zdumieniem przyglądałem się więc pianie w ustach Litwinów. Wejście od tyłu w Krychowiaka - zwłaszcza w jego sytuacji zdrowotnej - było skandalem i nie dziwię się jego rozdrażnieniu.

Chyba, że ustalenia o grze bezkontaktowej były podjęte, tylko Litwini je złamali - to oznaczałoby, że nie ma sensu już z nimi grać w meczach towarzyskich. Już lepiej było chyba zaprosić reprezentację St. Kitts i Nevis żeby bez stresów postrzelać jej piętnaście bramek.

* z punktu widzenia nas, Europejczyków, Euro jest najważniejsze, ale turniej Copa America Centenario jest przecież w swej formule - mam nadzieję - niepowtarzalny.

niedziela, 05 lipca 2015
Argentynie do spełnienia brakuje już tylko jednego

Na początek wyrazy uznania dla Chile. W tej chwili chyba nikt inny na świecie nie potrafi w aż takim stopniu przełożyć zajadłości w atut piłkarski. Wszyscy Latynosi są w tym niedościgłymi mistrzami, ale Chilijczykom należy się już wręcz profesura.

Jako kibic Argentyny ogólnie jestem zadowolony z postawy tej drużyny na Copa America. Owszem, jestem rozczarowany, że się nie udało wygrać, ale nie można mieć wszystkiego. Ogólnie całość zmierza jednak, uważam, w dobrym kierunku.

Ta machina piłkarsko jest znakomita, pomyślano o wszystkim. Wszystkim z wyjątkiem jednego. Argentynie brakuje już tylko człowieka z ładunkiem wybuchowym założonym pod reprezentacyjnym trykotem. Nie będzie łatwo takiego znaleźć, ale to obecnie najważniejsze zadanie dla sztabu trenerskiego.

O co chodzi? Argentyńczycy z zimną krwią i rozmysłem muszą wyszukać zawodnika (lub nawet kilku) do zadań specjalnych i być może poświęcić kilka ważnych punktów w ważnych meczach. Ale cel jest tego warty: mistrzostwo świata w Rosji.

Chodzi o ochronę Leo Messiego. Jeszcze wielokrotnie zdarzy się bowiem sędzia, który co prawda będzie ostentacyjnie wykonywał znak krzyża przed każdą połówką, ale którego ewidentnie Bóg nie będzie w trakcie meczu prowadził. Tak jak tego kolumbijskiego nieudacznika z finału w Santiago.

Moim zdaniem Chile po faulach na Messim powinno być zdekompletowane już w pierwszej połowie. Powinno grać nawet nie w dziesięciu a w dziewięciu. Niezmienne podziwiam w Messim nie tylko umiejętności, ale niezwykłą odporność. Jak to możliwe, że wstaje za każdym razem?! Niesamowite...

Kiedyś może jednak nie wstać. Dlatego trzeba zastanowić się jak nie dopuszczać do tego rodzaju sytuacji. Tak jest już ten świat urządzony, że każdy orze jak może. Argentyna też powinna zacząć orać, bo na arbitrów nie ma co liczyć.

Uważam, że jedynym wyjściem w obecnej sytuacji jest znalezienie i wyszkolenie w kadrze "Albicelestes" człowieka, który odpali detonator. Chodzi o to żeby każdemu rywalowi, który brutalnie sfauluje Messiego a od razu nie dostanie czerwonej kartki - natychmiast, w ciągu kilkudziesięciu sekund, oddać z nawiązką. Z nawiązką czyli tak żeby już nie wstał. Czasy niestety takie, że nie da się inaczej.

Chodzi o to żeby Gary Medel po następnym kopnięciu w brzuch Messiego nie miał poczucia dobrze spełnionego obowiązku. Przecież on się z tego teraz śmieje. Chodzi więc o to żeby takiego kolesia następnym razem w ciągu minuty wysłać do szpitala. Najlepiej w ciągu następnej minuty - po to żeby wiedział za co. To trzeba umieć zrobić. Być może (a raczej na pewno) trzeba będzie zaliczyć czerwoną kartkę i osłabić drużynę. Trudno. Człowiek od specjalnych poruczeń musi mieć świadomość, że zadanie może być samobójcze. Ale jeśli Medel nie będzie mógł zagrać przez rok - będzie warto. Bo po przeleżeniu przez niego kilkunastu miesięcy w pościeli o następnych Medeli będzie już trudno.

Żeby misja się powiodła - rozwiązanie musi być zastosowane ostentacyjnie - tak żeby przekaz był jasny dla wszystkich. "Nie zgadzamy się na to". Przeciwnik po brutalnym faulu musi bowiem wiedzieć co mu grozi jeśli sędzia się nie ulituje i nie pokaże w takiej sytuacji czerwonej kartki. Delikwent ma o tę czerwoną kartkę się modlić.

Mniej rozgarniętym zaznaczę wprost: nie nawołuję do brutalizacji gry. Wręcz przeciwnie! Wcale nie chodzi bowiem o to żeby argentyński komandos łamał na boisku kości. Chodzi o to żeby rywale wiedzieli, że może to zrobić w każdej chwili i że wszystko zależy tylko od nich. Kto nie brutalnie nie fauluje Messiego - ma gwarancję dogrania meczu do końca.

Jeśli Argentyńczycy zdecydują się na tego rodzaju rozwiązanie jestem spokojny o powodzenie misji. Akurat oni naprawdę potrafią brutalnie faulować. Teraz muszą tę umiejętność - jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - oddać na służbę fair play. Propozycja nowego hasła dla FIFA: "Futbol łączy cały świat: brutali da się eliminować tylko brutalnie".

Do następnego mundialu jeszcze trzy lata. Kiedy się zacznie wszyscy chętni MUSZĄ wiedzieć, że każde intencjonalne sfaulowanie Messiego zakończy się wizytą na oddziale intensywnej terapii.

PS Omega zaciska pięści. 

środa, 01 lipca 2015
Argentina Magna

...ugć - ugć - ugć - ugć - ugć...

Nie ukrywam: jako kibic Argentyny od lat czekałem na taki ich mecz o stawkę jak ten w nocy. Nie było łatwo. Wiadomo, że menottismo różni się od bilardismo, ale czasy dla mnie nastały tak ponure, że bilardismo można było traktować jak menottismo. Coś jak kryzys III wieku w Imperium Romanum.

Mecz z Paragwajem pozwala zmienić optykę.

Oczywiście wiem, że to tylko jeden mecz. Oczywiście wiem, że misja jeszcze nie zakończona, bo Copa America 2015, Copa America Centenario 2016 i mundial 2018 ciągle nie są wzięte.

Chodzi o to, że dotąd tylko mówiło się o rzekomej sile argentyńskiego walca (nie mylić z tangiem). Jednak dopiero teraz ten walec pokazał, że nie jest jedynie odbiciem naszych marzeń, maszynerią do której wzdychamy jak do wzorca w Sevres.

Po pierwsze - na naszych oczach wybitni piłkarze przeistaczają się w wybitną drużynę. Naprawdę wreszcie wszystko działa jak należy;

Po drugie - mam nadzieję, że właśnie rodzi się martinismo (nie łączyć z zakonem martynistów). Kiedyś wybitni trenerzy za punkt honoru stawiali sobie narzucenie własnego stylu innym więc nie mieli potrzeby interesować się mocnymi stronami rywala. Wielokrotnie potwierdzało się jednak, że nie warto lekceważyć nikogo, warto dopilnować wszystkiego. Martinismo może być dla mnie diabelskim połączeniem piękna gry i wyrachowania. Argentyna kiedy trzeba będzie miażdżyć. Kiedy się nie da - będzie perfidna. Oczywiście nie chodzi mi o "perfidię" w stylu Gonzalo Jary. Chodzi o to że Argentyna perfidię przepoczwarzania się po to by osiągnąć sukces. Takie przepoczwarzanie (być może nawet wielokrotne jednego dnia) mogłoby przejść do historii właśnie jako martinismo.

Gra Argentyny przypomina mi obecnie strzelanie chmurą śrutów, z których każdy ma siłę pocisku dum-dum. Ilość stwarzanych okazji przyprawia o zawrót głowy. Wpadnie nie teraz, to za chwilę. Narasta poczucie nieuchronnego. Wierzę, że rządy w latach 2015-18 obejmie właśnie ta dynastia;

Po trzecie - Messi właśnie teraz jest najlepszy jakiego pamiętam. Wiadomo, że od niego mnóstwo zależy, ale to nie jest wcale klejnot przygaszający wszystko wokół. Wpasowuje się idealnie w obecny układ. Jest miejsce na zachwyt innymi, choćby Pastore. Chyba o takim Pastore myślał El Diego kiedy brał go na mundial w 2010. Wczoraj strzelił pierwszego gola dla Argentyny w meczu o stawkę. Taki Pastore to spełnienie marzeń. To pierwszy tak wysoki zawodnik o inklinacjach ofensywnych od czasów Socratesa. Kolejna detronizacja Brazylii.

PS Wyczyn Jary w meczu z Urugwajem był oczywiście obrzydliwy, ale trochę żałuję, że nie zdarzy się dopiero w finale. Ciekawiłoby mnie jak Argentyna zareagowałaby po takim zdarzeniu. Inna sprawa, że nie słyszałem by ktoś argentyńskiemu futboliście odważył się w trakcie meczu zrobić badanie per rectum.

Nie mogę doczekać się finału. To będzie bardzo szybki i zajadły mecz. Oba zespoły postawią na bieganie. Chile na pewno nie uklęknie. Przynajmniej nie od razu.

PS1 A poza tym Omega powinna wrócić.

PS2 Szombierki Bytom wołają o pomoc.

...ugć - ugć - ugć - ugć - ugć...

czwartek, 28 maja 2015
Bardzo dziękuję polskiej telewizji

Najpopularniejszym sportem polskich wszystkowiedzących hejterów futbolowych jest oczywiście dowalanie. Wśród głównych celów jest - rzecz jasna - nasza telewizja. To bezpieczny cel, bo nigdy nie odda.

A ja  - wcale nie z przekory lecz z czystej wdzięczności - postanowiłem tym razem TVP serdecznie podziękować. Zdecydowanie jest za co.

Miałem jechać na Copa America, które w przyszłym miesiącu odbędą się w Chile. Zrezygnowałem, bo los sprawił, że mogłem zająć się czymś znacznie ciekawszym. Z przykrością słyszałem jednak plotki, że impreza w ogóle nie będzie u nas transmitowana. Jak można, cholera, nie pokazać kolejnego triumfu reprezentacji Argentyny?! To będzie przecież jej jubileuszowe, bo piętnaste zwycięstwo w tym turnieju. Tym sposobem wyrówna rekord Urugwaju...

Bardzo chciałem zobaczyć argentyńską wiktorię więc fantastycznie, że TVP mi to ostatecznie umożliwi. To zdecydowanie najważniejsza tegoroczna impreza futbolowa a więc zdecydowanie najlepsza wiadomość dla mnie jako kibica.

Początek turnieju już 11 czerwca. Transmisje wszystkich spotkań w będą na TVP Sport HD i SPORT.TVP.PL, a wybrane mecze także w TVP1. 

Tylko kiedy ja to, cholera, odeśpię? Cóż, fan reprezentacji Argentyny nie powinien zadawać takich pytań. Vamos!

PS A TUTAJ przeczytacie kompetentny komentarz dotyczący Argentyny na Copa America A.D.2015. Gdybym miał się do czegoś przyczepić - niepotrzebnie w ostatnim akapicie przesiąknięty pesymizmem. Ale co tam;)

PS1 Skład Argentyny oczywiście powala, choć zatrząsłem się, że w kadrze nie znalazło się miejsce dla takiego gościa jak Gerónimo Rulli z Real Sociedad San Sebastian - tym bardziej, że obsada bramki to jedyny element argentyńskiej układanki, który nie przyprawia mnie o drżenie dłoni i warg.

Trudno. Rulli pewnie będzie wśród zwycięzców za trzy lata w Rosji.

PS2 A poza tym Omega powinna wrócić.

środa, 03 września 2014
Alemania, decime qué se siente

To było ważne zwycięstwo dla tylko przypadkowo nie najlepszej z nazwy drużyny świata. Okazuje się, że bez najwybitniejszego obecnie piłkarza świata Albicelestes też potrafią świetnie funkcjonować. To dla Argentyńczyków cenna wskazówka: okazuje się, że bez Messiego również można wygrywać z najmocniejszymi. A już zaczynałem mieć wrażenie jakby oni przestawali wierzyć, że bez niego nie są wcale sierotami.

A tak poza tym mecz w Düsseldorfie dał wiele innych cennych wskazówek:

a) okazuje się, że skład, który osiągnął wicemistrzostwo wcale nie jest wypalony. Cykl się nie zakończył, ten zespół nadal jest głodny sukcesów i stać go na wiele. Uzupełniony brylantami takimi jak Lamela może śmiało sięgnąć po mistrzostwo świata w 2018 roku;

b) okazuje się, że Papa Martino może być strzałem w dziesiątkę argentyńskiej federacji.  Mam przekonanie graniczące z pewnością, że są trenerzy bardziej pasujący do rozgrywek ligowych i szkoleniowcy skrojeni do prowadzenia reprezentacji. Martino zalicza się do drugiej grupy. Trudno wyobrazić sobie lepszy debiut w roli selekcjonera;

c) okazuje się jak ważne są strzały z pierwszej piłki. O ile trudniej je obronić? To co zrobił Lamela było - nomen omen - majstersztykiem;

d) okazuje się jak wiele oznaczał brak Di Marii w finale MŚ. Cztery punkty w klasyfikacji kanadyjskiej w meczu z mistrzami świata na ich terenie... Pamięta ktoś taki wyczyn?

e) okazuje się, że nie ma bramkarzy niepokonanych, są tylko "źle trafieni". Przy drugim golu Neuer był tak bezradny, że aż dech mi zaparło. Ale każdy na jego miejscu  w tamtej chwili byłby bezradny.

PS U Niemców najbardziej podobał mi się Antonio Rüdiger. To będzie kawał zawodnika. Ale pantera...

PS1 W tytułowej piosence trzeba tylko zmienić "Cani" (Caniggia) na "Burru" (Burruchaga), "Italia" na "Mexico" oraz "Pele" na "Müller" - i można śpiewać.

PS2 Nie wiem jakie wnioski z tego meczu mógłby wyciągnąć Adam Nawałka.

PS3 A poza tym Omega powinna wrócić.

niedziela, 13 lipca 2014
Było blisko

Świetny finał. Fantastyczny mecz.

Walczyli. Nie udało się. Ale to i tak będą mistrzostwa, które zapamiętam na zawsze.

Dzięki, Argentyno.

piątek, 11 lipca 2014
Wkład Kalifornii w argentyńską piłkę nożną

Jest znaczny.

Nie chodzi jednak o detale w poprawianiu atletycznych osiągów pomiędzy piątym a szóstym kwadransem gry. Nie chodzi o doszlifowanie diety kalifornijskiej tak by pozwalała piłkarzom na znacznie większy wysiłek. Oczywiście nie chodzi również o niuanse taktyczne dotyczące relacji między własną obroną a własną drugą linią w momencie kiedy przeciwnik posiada piłkę. 

Chodzi bowiem o zespół rockowy Creedence Clearwater Revival i jego przebój "Bad Moon Rising". Ekipa CCR istniała w latach 1967-1972, a czterdzieści pięć lat temu nagrała w San Francisco pewną sympatyczną piosenkę. We wrześniu 1969 roku utwór przez trzy tygodnie okupował pierwsze miejsce na brytyjskich listach przebojów, w USA dotarł do drugiej lokaty. W tamtych czasach nikt nie pomyślałby, że w Kalifornii powstała piosenka nie mająca nic wspólnego z futbolem, która kiedyś stanie się mundialowym hitem, w dodatku dla ludzi mieszkających na innej półkuli.

W oryginale piosenka brzmiała tak:

 

Pierwsi ogromny potencjał mieli dostrzec w niej kibice San Lorenzo, co na pierwszy rzut ucha mogłoby wydawać się zaskakujące. Zmienili oczywiście całkowicie słowa, ale melodia pozostała. Oczywiście przeobraziła się nieco aranżacja:)  Ryknięty przez kilka tysięcy ludzi kawałek rzeczywiście robi piorunujące wrażenie. 

Na tym filmiku nie dostrzegłem niestety papieża Franciszka. Chyba nic w tym dziwnego, trudno byłoby mu przecież śpiewać słowa ułożone przez lokalnych barras bravas:)

Kawałek stał się szybko popularny w Argentynie. Wykorzystali go m.in. kibice Boca, River czy Independiente na co zwraca uwagę argentyński dziennikarz Lisandro Guzman.

Najpopularniejsza stała się jednak wersja ogólnokrajowa, rzekłbym reprezentacyjna. Dla Argentyńczyków na mundial odbywający się w Brazylii na którym ich reprezentacja jest lepsza od gospodarzy - wręcz idealna.

Wersja zaczyna się od słów "Brasil, decime qué se siente" ["Brazylio, powiedz jakie to uczucie"] a kończy na wersie "Maradona es mas grande que Pele" ["Maradona jest większy niż Pele"].

W Brazylii słyszałem ją dosłownie wszędzie tam, gdzie zauważałem Argentyńczyków. Byłem w ich tłumie śpiewającym to na Copacabanie, byłem w ich tłumie śpiewającym to na Maracanie podczas meczu z BiH. Pojawia się dziwne wszechogarniające uczucie: czujesz się wtedy cząstką jakiegoś wielkiego wielogłowego i wielomackowego smoka rozpełzającego się we wszystkie strony. Rzeczywiście mogą przejść wtedy ciarki. 

Ważny jest także element  - nazwijmy go - choreograficzny. Otóż w trakcie śpiewania "Brasil, decime qué se siente" (niektórych innych piosenek także) argentyńscy kibice rytmicznie wyrzucają przed siebie ręce. Trzeba mieć w trakcie tego wyrzucania luźne nadgarstki a wierzch dłoni skierowany na zewnątrz. Jakbyście odganiali komary...

Myślę, że to idealna okazja żeby poddać pod rozwagę pewną myśl kibicom śląskich klubów. Czy nie byłoby świetnie usłyszeć tę melodię - oczywiście z przerobionymi na własne potrzeby słowami - na naszych stadionach? Zaśpiewana z przytupem naprawdę sprawia, że serce rośnie. Przy takim hymnie piłkarze mogliby szybciej biegać:) 

Kto pierwszy ten lepszy:)

PS A poza tym Omega powinna wrócić.

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum